Trzeba przyznać, piloci samolotów pasażerskich mają polot. Podniebny artyzm w pełnej krasie. Czysta abstrakcja.
(Ktoś może wie, jak długo trwa i ile kosztuje nauka takich szlaczków? Bo to chyba jakiś dodatkowy kurs jest?)

No, chyba że to żadne popisy z okazji Zaćmienia Księżyca 🎊🎉 i jak jeden mąż, wcinali dziś na śniadanie śledzie w oleju (bałtyckie oczywiście), i… stery były za śliskie…

Bardzo jestem ciekawa wrażeń pasażerów. Szczególnie tych, którzy lecieli wąską serpentynką oraz tych, którzy przemieszczali się pod kątem 90 stopni. Cóż to musiały być za przeżycia…

autor: Dziewanna

Reklama

43 myśli w temacie “Tak latają samoloty pasażerskie

  1. Rzeczywiście ładne i artystyczne te esy floresy – można by tak rzec, gdyby nie było wiadomo o co chodzi.
    My na szczęście tutaj nie mamy żadnych posypek.
    Najzwyczajniej w świecie im się to tutaj nie opłaca.

      1. Od kiedy przestałam myśleć (a wiadomo łatwe to nie jest) o pewnych rzeczach, to one zniknęły samoistnie.
        Naprawdę u nas nie sypią (może las i jego opiekunowie nas chronią, nie wiem, kto czy co i czy w ogóle…
        Hihi, a może to ta mega figurka Matki Boziej za ok.,10 tysięcy ma taką moc (?)

        Po prostu oprysków nie ma.
        Przyjedź, to zobaczysz 🙂

        Niestety jest mnóstwo myszy i im więcej o nich myślę, pamiętam – to coraz więcej ich jest (?) i więcej ich widzę 😐
        Zima będzie droga czy co (?)
        Przydałoby się stado kotów.
        O! Będę o nich myślała 🙂

      2. U nas tez wala rowno, prawie caly czas. Drogi oddechowe mamy zaatakowane. Sloneczko pierwsze promyki rzuca na Tatry i chocby dla tego warto zyc. Dobrego dnia.

      3. Podobno gdy się coś od siebie próbuje odsunąć, to się to przyciąga, bo świat nie zna słowa „nie”. Więc myśląc o tym że nie chcę posypek, mam posypki, nie chcę myszy, mam myszy, bo w myślach o myszach jest obraz myszy chociaż niechcianych, to jest ich obraz a nie ma obrazu przedstawiającego niemyszy.

        Tak se tylko gaworze.

        Pod myślami jest coś jeszcze, to jak przełącznik światła. Gdy jest psyrykniety, to jest offline, nieciągłość i w ciemności widzi się co się widzi, przychodzą myśli jakie przychodzą. Co z tego że zajmę głowę piciem albo oglądaniem od rana do nocy tv. Te myśli wytworzone w mroku i tak będą gdzieś z tyłu głowy przenikać, gnieździć się w podświadomości.

        Jest zdaje się na to jedno lekarstwo. Pstryknąć przełącznik i zrobić online a wtedy mamy myśli które myślimy razem ze Źródłem, w świetle.

        Jakie jest lekarstwo na brak światła? – Samo światło, czyli miłość, która nie przyjdzie i nie oświetli, nie uzdrowi, jeśli my robimy to zakłócenie trzymając rękę na przełączniku.

        Miłość bliskich jest dobra i na pewno ma jakiś wpływ ale wyłączenie światła to wybór indywidualny za sprawą wolnej woli i tylko indywidualnie można go znów włączyć. Nikt tego za nas nie zrobi i my za nikogo zrobić tego nie możemy.

        Jeśli kto nie uświadamia sobie, że ma wyłączone światło w jakimś pokoju swojego domu, to co mu może o tym przypomnieć? Może graty porozrzucane pod nogami o które będzie się potykał? A czy w takim razie stałe wyręczanie takiego człowieka przez inne osoby w usuwaniu mu tych przeszkód z pod nóg będą dobre? Na jak długo? Jeśli to miłość je tam ustawiła, by ten który gasi światło mógł dzięki nim w końcu odkryć co sobie robi gasząc światło, to ta dobra chęć pomagania i wyręczania w którą stronę prowadzi? Do nieba czy piekła?
        Stąd powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
        Gdzieś i w tym musi być równowaga. Jak człowiek nie zapali światła u siebie, to nie będzie wiedział, kiedy z jaką pomocą może wyjść, bo nie będzie wiedział czy podanie ręki leżącemu pijanemu będzie dziś pomocą czy niedźwiedzią przysługą.

        Wychodzi mi na to, obojętnie czy jesteśmy w obecności i bliskiej zarzyłości z osobą pijącą, używającą przemocy czy jeszcze coś innego, że zawsze należy zacząć coś siebie.

      4. Zakłócenie wynikające z jakiejś zaciemnionej części naszego pałacu tworzy dysharmonię wewnętrzną z którą czujemy się źle i którą chcemy zapić, zajeść, zaruchać, ale także kreuje nasze doświadczenia z chorobami ciała, posypkami na niebie, rządami dbającymi o siebie. I kiedy nie widzimy w tym dobra patrzac na całość doświadczenia zakłócenie/ dysharmonia, przyczyna/skutek, wtedy robimy z siebie ofiarę patrząc na półprawdę. I oczywiście będziemy się przyciągać z takimi samymi ofiarami. Oczywiście ofiary widząc w nich, nie w sobie. A wtedy spróbujemy naprawiać i pomagać tym ofiarom, zamiast uleczyć ofiarę w sobie.

        Może starczy tego pisania. Pora uleczyć ofiarę w sobie. Dzik wyrył już dostatecznie.

    1. U mnie też posypek nie ma. Z 15 lat temu zauważyłem ostatnią szachownicę. Za to jak przeleci samolot i zostawi za sobą ślad, to zależy od ruchów powietrza i albo się równomiernie rozpływa albo tworzy różne wzory jak przy dymie z papierosa.

      1. „nie chcę myszy, mam myszy, bo w myślach o myszach jest obraz myszy chociaż niechcianych, to jest ich obraz, a nie ma obrazu przedstawiającego niemyszy”

        NŚ, myśląc czy nie myśląc o myszach …one i tak są.
        Taka pora roku po prostu.
        Każde stworzenie chce przetrwać i lgnie do ciepła.

        Teraz myśląc o myszach, będę miała ogromny obraz naszego (nieżyjącego) kota 🙂
        Jego Wielki Duch na pewno mnie przed nimi ochroni 😸❤️
        Dzięki NŚ 🙏💚

        Ps.
        My zdecydowanie przyjaciółmi wszystkich zwierząt nie jesteśmy…
        Tym bardziej myszy czy szczurów.
        Brrr…
        A najbardziej marzę o świecie bez komaròw 🙂
        To już będzie po prostu Raj 😅

        NŚ, Ty widzę świetnie nadawałbyś się do teledysku z Tori Amos 🙂
        🐁🐀🐭 Brrr…

        Tori Amos „God”
        .https://youtu.be/cN3rzi7dZVQ

    2. „Podobno gdy się coś od siebie próbuje odsunąć, to się to przyciąga, bo świat nie zna słowa „nie”.”

      Carl Gustav Jung pisał o naszym cieniu/o tym co mamy w podświadomości/o wyparciu.

      Dlatego nie jest korzystne dla Istoty wypieranie traum i programów.
      Trzeba się z tym wcześniej lub później zmierzyć/zrozumieć.

      Mam trochę inne zdanie od Ciebie Sławku, że Miłość raz dwa załatwi sprawę i po krzyku.
      Jeśli trauma we wczesnym dzieciństwie była trudna, ciężka, ohydna, makabryczna, np. molestowanie, przemoc, toksyczne relacje w Rodzinie, to jest to dłuuuuuższy proces Uzdrawiania.
      Dlatego rozumiem to, co pisze Jasność w niektórych swoich komentarzach, jeśli chodzi o przerabianie programów.

      Z własnego doświadczenia Wiem, że mi pomagała konfrontacja z moimi traumami. Czasem mentalna, a czasem wręcz dosłowna.
      Dopiero po tym można poczuć Miłość do Siebie i innych Istot. Po przerobieniu i Uzdrowieniu.

  2. Chciałbym tylko inżyniersko wspomnieć, że rzeczywistość jest niezależnie od pierdolenia i poziomu ezoterii stosowanej, filtrów postrzegania i chęci mienia albo nie mienia, konkretna. Kwestia obiektywnej obserwacji.
    Jeśli ktoś nie widzi gówna przed sobą, bo sobie wmawia, że to batonik, nie zmienia to faktu istnienia gówna przed podmiotem.

    Spróbuj wrzucić batonik Lion do basenu pełnego ludzi. To nie gówno, ale wygląda bardzo podobnie. Licz czas, nim zaczną uciekać przed gównem w wodzie. W końcu ktoś to wyłowi i stwierdzi, że to nie gówno.

    Jakby tak spróbować nazywać po imieniu rzeczy, które się postrzega.

    1. „Jeśli ktoś nie widzi gówna przed sobą, bo sobie wmawia, że to batonik, nie zmienia to faktu istnienia gówna przed podmiotem.

      W końcu ktoś to wyłowi i stwierdzi, że to nie gówno”.

      No i jednak batonik

      „Jakby tak spróbować nazywać po imieniu rzeczy, które się postrzega”.

      Może właśnie nazwałem

      1. I nie mówię wszystkiego, co widzę, bo gdybym to robił, wywoływałoby to wstrząs, a więc powodowało patrzenie przy zgaszonym świetle. A prawda jest pod emocjami, w ciszy i akceptacji. Dlatego poza forum twarzą w twarz, mało o tym mówię, gdyż łatwiej mi wyczuć człowieka i co można mu powiedzieć. Tu jest szerokie grono czytelników i nie mam pojęcia, co do kogo dociera. Też staram się iść na czuja i wątpliwe czy to ja rozbieram Wir na części pierwsze i tłumaczę co i jak, czy to raczej Wir podsuwa mi opowiadania i symbole, by pod nimi posłać siebie i tylko wtedy, gdy AKCEPTUJĘ I PRZYJMUJĘ co przyniesie, bez stawiania temu oczekiwań, bez zniecierpliwienia.

        Gdy mam zgaszone światło, to nawet nie jestem w stanie słuchać ani czytać o tym, co widać w pokoju przy zaświeconym świetle. Wtedy też jest to dla mnie pierdolenie. Ale kiedy zaświeci światło i patrzę na ten sam pokój, nie mam złudzeń, kiedy sobie coś wmawiałem.

      2. Twoja emocjonalna podróż mi się czasem nie podoba. Po prostu zamydla Ci obraz rzeczy. Może to przez mój pragmatyzm. Wiesz… jak to mówią, dużo gada mało robi.

      3. A no i typowe dla Ciebie – wybrałeś cytaty z dwóch rożnych moich przykładów, które są zupełnie niemieszalne. Typowe dla emocjonalistów nie trzymających się logiki.

    2. „Jakby tak spróbować nazywać po imieniu rzeczy, które się postrzega”.

      Problem w tym, że imiona rzeczy zostały narzucone i wtłaczane są w umysł od momentu, w jakim człowiek jeszcze raczkując, zaczynał po raz pierwszy uczestniczyć w zjawisku nazwanym przez dorosłych pojmowaniem świata.

      Prawa, zasady, definicje, normy, dogmaty…
      To one tworzą określony model umysłowy, poza granicami którego wszystko, co nie mieści się w jakże „logicznym” , spreparowanym kształcie percepcji, ma miano irracjonalizmu, dla jakiego łaskawie personel psychiatryka tworzy kontrolowane widełki różnych odczuć, fantazji myśli, grymasów reakcji.

      Co rusz przecież cywilizacyjna myśl nałukofa zmienia nazwę batonika na gówno, a testując przy tym opóźniony rozwój gawiedzi (czyt. wierzenia z pokoleniowym poślizgiem), zawija to gówno w pazłotko.

      W którym więc momencie rzeczy mają swoje właściwe imiona?
      Kto jest mi w stanie udowodnić choćby jednym niepodważalnym argumentem, że to jak żyje, jak myśli i jak postrzega, nie jest wypadkową narzuconych algorytmów?

      Czy stado (cywilizacja – nacja nieuzbrojonych cywilów) prowadzone między mentalnymi płotami wie, co jest poza ogrodzeniem?

      Tak, niektórzy mogą wiedzieć poprzez przebłyski odczuć (czuja).
      Ich postrzeganie wydaje się irracjonalne, bo nie mieści się w narzuconych algorytmach.
      Dla nich ani batonik, ani gówno wrzucone do basenu niczym lis wpieprzony w sam środek kurzej fermy, nie ma znaczenia.

      Bo wszystkie znaczenia mają swoje określone, a więc narzucone autorstwo oraz żywot.
      Ci tak zwani więcej czujący szukają dopiero nazw, imion rzeczy, które dostrzegli za ogrodzeniem, za płotem jakże pewnego siebie stadnego percepcjonalizmu.

      Jasne, że każdy poziom dedukcji musi cechować „jakieś” nazwanie rzeczy po imieniu.
      Nawet w celi więziennej, jeśli się nie ma tej umiejętności, można być wystrychniętym na dudka, albo wydudkanym na strychu …, znaczy się na pryczy.

      Miłego!

      1. „W którym więc momencie rzeczy mają swoje właściwe imiona?”

        Dobry wrażliwiec czy zły emocjonalista?
        Dobro i zło? Może tylko w jaskini Platona.

        „Ci tak zwani więcej czujący szukają dopiero nazw, imion rzeczy, które dostrzegli za ogrodzeniem, za płotem jakże pewnego siebie stadnego percepcjonalizmu.”

        Wyhylasz głowę z jaskini i co widzisz?

        Tzw dobro, gdy husaria z Sobieskim gromi pod Wiedniem Turków? Gdy później ci obronieni, ci którym pomogłeś, przychodzą i zajmują twój dom. A gdybyś znał wcześniej przyszłe konsekwencje, może uznałbyś, że dobrze będzie pozwolić Turkom zrobić swoje?
        Jak szpryce na ślepo wierzącym w bogi telewizory. Bo jeśli obronisz ich przed skutkami szczepień a oni wciąż zapatrzeni w ten cudowny rząd jutro na niego znów zagłosują, to może jutro nie będzie zmuszania do chodzenia w maskach a coś o wiele bardziej uciążliwego?

        Co jest więc dobrem a co złem?
        Jest taki symbol Ying i yang. Połowa koła na biało a połowa na czarno ale w tej białej części jest w środku czarne kółeczko a w czarnej białe. To pokazuje, że ktoś wiedział, że w postrzeganiu tzw dobru kryje się tzw zło a w złu dobro.

        W złu dobro?
        Zależy kto patrzy. Wychodzisz z jaskini Platona, widzisz inny świat, wracasz i mówisz o nim ale ludzie prędzej cię ukamienują, ukrzyżują albo spalą na stosie za herezje. W najlepszym przypadku nazwą emocjonalistą (ciekawe że sami nazywając kobiety święte pierdolnięte). Nie chcesz tego dla siebie i wiesz, że póki towarzysze nie wystawią głowy poza to więzienie, nie zrozumią cię. Więc co robisz? Patrzysz na ich poobcierane ręce od kajdan i nie polewasz ich zimną wodą przynosząc ulgę, nie pomagasz tak jak oni to widzą. Rozumiesz, że tylko te obtarcia są w stanie do nich przemówić. Kim wtedy się stajesz? Tym który dobrze o nich myśli czy gruboskórnym bezdusznym draniem?
        Zależy kto patrzy i z jakiego miejsca, jaskini czy z zewnątrz. Przy włączonym czy zgaszonym świetle. Gdy tłumaczem jest miłość czy ego.

        Wiele razy chciałem sobie dać spokój z gadaniem tutaj. Myślałem sobie tak, wrócę, gdy kajdany złamią pysznych i gdy zaczną poddawać w wątpliwości swoje wcześniejsze osądy. Wtedy będzie dobra pora. Ale wciąż mnie tu coś popycha. Może coś co wie lepiej, co dla chwilowych rezydentów jaskini dobre.

        Więc gdyby w jaskini nie było kajdan i innych niedogodności, to by było dobre? Czy wtedy znalazłby się ktokolwiek, kto szukałby z niej wyjścia i chciał opuścić wygodną miejscówkę?

        Najpierw jako jaskiniowcy, myśleliśmy że to co postrzegamy z niej jako dobro, pochodzi od Boga a to co widzimy jako złe, od diabła.
        Później zaczęliśmy uważać, że skoro wszystko jest Bogiem, to i zło i dobro jest w nim.
        Ale dopiero po wychyleniu głowy z jaskini, zaczynamy sobie zdawać sprawę, że ani dobro ani zło nie było tym na co wyglądało. I że naprawdę jest kochający Bóg i z Jego Światem Wszystko W Porządku.
        To z naszym jaskiniowym myśleniem nie jest, i tu przydaje się pomoc, by zachęcać i demonstrować, jak wyjść z jaskini.
        Jasne że dla zakochanych w jaskini będzie to bredzeniem opętanego, bo będą patrzeć na ciebie poprzez pryzmat tego czy podłożyłeś im pod pupę miękką poduszkę, by im tam było wygodnie, czy dałeś im cukierka po którym poczują się lepiej. Ale ty nie przychodzisz z takimi cukierkami. Proponujesz im te, które Morfeusz daje Neo.

        Ps.
        Skoro TO co mnie tu wciąż popycha daje mi takie wyjaśnienia, po których sam się wzruszam (nie tylko ty Ula) to może jest sens bym to dalej robił? Bo czy gdybym miał pracować w milczeniu, to dostawałbym dary również dla innych? Jak mógłbym je wtedy zatrzymywać jedynie dla siebie? Próbowałem i przestawały przychodzić…

      2. „Próbowałem i przestawały przychodzić…”

        To tak jakbym dostawał je pod warunkiem, że będę się nimi dzielił.

        Słyszałem nie raz o uzdrowicielach, którzy nie chcieli brać za usługi pieniędzy, mówiąc że wtedy straciliby ten dar.

        Są też tacy którzy część pracy udostępniają za darmo a za część biorą opłatę. I ich też rozumiem.

      3. Zgadzam sie, powiedz co na tym planie ziemskim w tej chwili jest „prawdziwe”, a co nie… Mamy wielki problem, żeby w ogóle cokolwiek ogarnąć, taką dezinformację wytworzyli.

        Pragmatycznie patrząc, to przynajmniej mozemy, juz uwiklani w te formy i nimi ograniczeni, probowac logicznej obserwacji. Jesli nie pamietam, zeby niebo tak wygladalo chocby jeden dzien za mego „mlodu”, to musi mnie niepokoić, dlaczego dzisiaj prawie wszedzie obserwuje sie takie rzeczy.

        Chodzi o to, zeby przynajmniej starac sie rozrozniac, kiedy deszcz pada, a kiedy ktos mi pluje w facjate centralnie. I tutaj krasomowstwo nie jest wymagane, tylko pragmatyczne „co jest kurwa!”.

      4. Wiem że wiele moich komentarzy było i jest emocjonalnych a więc takich gdzie „uruchomiłem się” ale myślę że w miarę postępu, będzie ich coraz mniej a tych czystszych przekazów więcej.
        Wiem też, że będę pisał albo mówił do ludzi, bo to co dostaję jest dla wielu a nie tylko mnie i kiedy nie daję innym co przeze mnie i dla nich przychodzi, to tego nie dostaję a bardzo chcę to dostawać, bo to i mnie pomaga. To nie jest tak że przemyśle sobie co m powiedzieć. Co co wartościowe, to jest dla mnie niespodzianką w chwili pisania, tak samo jak dla odbiorcy.

        Więc jeśli nie tu, to pójdę z tym w inne miejsce, bo nie zaprzepaszcze tego. Nic nie tracę pisząc, to nie żaden mesjanizm. Tak by było gdybym coś poświęcał ale ja tylko zyskuję, bo i sam się dowiaduję a poświęcam rolę jaskiniowca, te świecidełka na rękach, które okazują się kajdanami.

        Może ktoś na mnie patrzy i nie wie co widzi jak ja kiedy patrzyłem na znajomego, który jeździ autem za milion złotych. Nie za sto tysięcy lecz milion. Osądzałem go a to bardzo pokorny chłopak, który nie zatrzymuje tej kasy co do niego płynie jedynie dla siebie. Wykupił duże połacie ziemi z domostwem. Urządził tam dziewczynie stadninę koni. Dał zatrudnienie wieku osobom i słyszałem że chwalą sobie u niego pracę. Jedni pracują przy koniach, drudzy przy koszeniu traw, inni w budownictwie, bo chcę tu przenieść biura swojej firmy. Każdy robi co lubi. I ten przepływ energi służy nie tylko jemu i myślę, że dlatego to dostaje.

        Mam też innego kolegę, który że względu na rodzinne powiązania, ma też jakiś dostęp do zarabiania pieniędzy ale u niego czy jego kuzynów, to na służyć im lub wybranemu wąskiemu gronu. Dużo pije. Nie raz lądował na odwyku. Tyle razy słyszałem jak mówił, że kupuje coś, no bo co na z tymi pieniędzmi robić? I leży to wszystko bezużyteczne, albo użyte raz i odstawione.

        Na swoje życie dziś też inaczej spojrzałem. Prawdopodobnie gdybym dostał taką kasę, zrobiłbym jak ten drugi kolega zatrzymując tę energię przy sobie, nie tak jak ten od koni. Może dlatego Świat pobłogosławił mnie siedzeniem z zimnych i chłodnych kamieni, bym szukając od tego uwolnienia odnalazł właściwą dla siebie drogę w przekazywaniu wiedzy słowem. Albo działka, może gdybym chciał ją ogrodzić i wpuścić tam strzegące psy, to bym jej nie dostał a jest jak jest, bo tak ona ma być użyta dla ogólnego dobra jak to moje pisanie i pieniądze kolegi od koni?
        Nic nie wiedziałem ale myślałem że rozumy pozjadałem. Jeśli udaje mi się przekazać coś wartościowego, to nie z powodu swojej mądrości lecz stawania się pustym jak pusta udrożniona rura przez którą mądrość może przepłynąć i dla kogoś i z pożytkiem dla rury. Rura spragniona jest tej wody a jedyne rozwiązanie by mieć do niej dostęp i ciągle świeżej, jest odkręcony kran. TAW nie zamyka bloga, ja nie przestaje mówić a kolega rozbudowywać rancza, bo takie plany miały nasze dusze i to nam daje radość. Zgorzknielibysmy zatrzymując te dary dla siebie. Może jutro plany się zmienią ale sens ogólny widzę ten sam, nie zatrzymywać dla siebie ani tej tzw rodziny rodowej tego co otrzymujemy dla Całej Rodziny Ludzkości, Świata.

      5. I zobaczyłem ludzi otoczonych strzałkami. Wokół niektórych te strzałki skierowane są od zewnętrznego świata ku ich ciału. Wokół innych na odwrót, ukierunkowane od ciała na zewnątrz.

        Wcale nie musi być tak, że jak chce bochenek chleba to muszę go najpierw światu dać by wrócił albo za niego zapłacić. Może to ocena mówi mi ile są symbole energii warte, przez co nie widzę samego przepływu energii, która rozchodzi się raz w pieniądzu, innym razem w swtorzeniu tego miejsca, innym razem w słowach prawdy a innym razem w obuwiu. Masz nadstan, to rozstajesz to i to później do ciebie może wrócić ale pod inną postacią. Lecz gdy osądzać, możesz zablokować przepływ i gdy uznajesz, jak ja to miałem, że praca fizyczna jest więcej warta od umysłowej, to za dzielenie się energią w słowie nie otrzymam powrotu. Kurde naprawdę nic nie wiedziałem. W sprawie bdp pewnie też.

      6. Zacząłem też dostrzegać roszady personalne w swoim świecie. Coś mi się wydaje, że przebiegunowując się z osoby otoczonej strzałkami skierowanymi od zewnątrz do wewnątrz, do tej od której strzałki odchodzą na zewnątrz, zacząłem wpływać na swoje relacje z innymi ludźmi. Jedni odpadają wiadomo którzy. Może robią miejsce dla drugich, gdy proces budzenia się przechodzi dalej? Czyściec jest przejściowym etapem i każde piekło kiedyś się kończy. Tak stwarzamy sobie tą rzeczywistość 3d. Wiem jak tworzyłem sobie piekło. To może będzie mi dane wkrótce ujrzeć, jak stwarzać w niebie. Nie wiedziałem czemu tymi tak mało przychodzi. Bo najpierw musiałem jedne lekcje odrobić. Wszystko w swoim czasie.

        Ufff, niech żyje Życie.

      7. Nawet tutaj pisząc, robiłem to z pozycji osoby otoczonej strzałkami do wewnątrz. Szalony egocentryczny pomysł. Nie skupiałem się na tym co mogę dawać i co będzie pomocne dla ogółu a na tym co mogę dzięki temu uzyskać, próbując zaimponować, chwaląc się, wymarzają. Oczywiście w nieświadomości i co miało swoje piekielne skutki.
        Czułem, że coś jest nie tak i zastanawiałem się, czy jeśli to odpadnie, to czy wciąż zostanie coś dobrego w tym, co będzie nadal działać ale inaczej, oczyszczone. Tak, intencje można oczyszczać i jak po każdym przebudzeniu, w miejsce poruszenia gdy patrzy się na kogoś, kto zdawał się drażnić, wchodzi zrozumienie, kiedy już taka osoba nie odzwierciedla tego, co było do uleczenia ale w sobie.
        I to samo w sobie jest uwolnieniem a jeśli i przy tym dochodzi do zmian na zewnątrz, w relacjach, też dobrze.

        Swoją drogą, to może być wskazówka dla będących w toksycznych relacjach gdzie jest np alkohol ale i nie tylko. Nie leczcie związku poprzez próbę zmiany partnera. Ten związek jest dla was, byście mogli uleczyć siebie.
        KC nazywa je związkami szczególnymi a przyzwolenie nie na toksyczną rekacje a na pracę WIRu sprawia, że przemieniają się w związki święte. Co nie znaczy że wszystko zostanie po staremu a odmienione.

      8. Zdarza mi się powiedzieć coś mądrego ale równie często jak nie częściej plotę głupoty, kiedy w pokoju nie jestem a jedynie mi się wydaje. Co może przynieść więcej szkody niż pożytku i nie jest żadną pomocą. Dlatego zdecydowałem się odstąpić od komentowania, przynajmniej na jakiś czas.
        Cześć

    1. „U mnie w poniedziałek kreślili krzyże na niebie”.

      Widać religijni są 😁😉

      „do tego chmury jak placki ziemniaczane. Może to znak?🤔😅”

      🙂 Pewnie Znak, aby zaufać Bogu, że nawet w kryzysie inflacyjnym w każdym domu na stole i tak będą placki ziemniaczane. Kiedyś w Biblii nazywano to manną z Nieba, a teraz plackami 😁😉 Problem pojawia się, gdy ktoś nie lubi placków, a woli np. golonkę. Wtedy uważa Boga za Ch…ja i sadystę 🤣

      1. Właśnie ostatnio coś chodziły za mną placki, ale nie bardzo miałam ochotę na tarcie ziemniaków. 😂 No cóż, wszechświat daje znaki, że czas się za te placki wziąć. 😜

  3. Myślałem szczególnie ostatnio o Anamice. Anamiko, brakuje Twojego Ciepła na blogu. Bartek Tańczący z Drzewami też znikł. Łukasz, z którym miałem więź kumpelską, też znikł. Szukałem swego czasu Łukasza na You Tube, ale chyba go tam też nie ma.

    1. Chodzi mi o innego Łukasza. Słowianin na Uchodźstwie to też Łukasz, którego uważam za kumpla i mamy kontakt. Był kiedyś na forum jednak też inny Łukasz. Bardzo fajny Gość, o którym często myślę. Emuszka to też żywiołowa kobieta. Pamiętam, że Emuszka z mężem kupili syntezator Yamaha MoX dla ich córeczki.

  4. Ewolucja DNA

    Zdolność naszego ciała do uzdrawiania się i naprawiania siebie wpływa na nasze przekonania. Myśli, emocje i intencje mają głęboki wibracyjny wpływ na nasz stale zmieniający się kod genetyczny. Jesteśmy programistą kodu. Aktywacja DNA jest naszą aktualizacją oprogramowania.

    1. Maryno, dziękuję za inspirację, bo kolejny swój utwór muzyczny chcę nazwać DNA. Wróciłem do komponowania muzyki i mam ostatnio mnóstwo pomysłów.

      1. „kolejny swój utwór muzyczny chcę nazwać DNA”

        Moczanowa😉🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣

      2. Ha ha, Kalino, Kocham Cię Dziewczyno! 🙂 Uwielbiam takie poczucie humoru właśnie 🤣🤣🤣🤣

        Kocham generalnie Ludzi z poczuciem humoru. Uważam, że humor jest Piękną sprawą i bronią przeciwko mrokowi i mrocznym bytom. Złe byty raczej nie mają poczucia humoru.

        W moim Życiu nie zawsze było do śmiechu, ale pomimo tego odnajdywałem w sobie jakimś cudem humor 🙂 i stawałem na nogi silniejszy duchem i ciałem. Jestem wdzięczny Wszechświatowi/Źródłu, bo to Dar i czuję Wyższą Opiekę 🙂

        PS. Myślałem ostatnio o Tobie Kalino. Dwa dni temu.

  5. A propos silnych traum z dzieciństwa, które mają jednak wpływ na dorosłe życie, bo to w podświadomości siedzi jak robak/staje się z czasem fetyszem. To nie jest przypadkiem, bo nie wierzę w takie przypadki, że akurat w podstawówce tak pokochałem ten zespół muzyczny. Pokochałem owszem ich brzmienie, oryginalność, awangardę na tle innych kapel w latach 80., bo byli inni, tacy „muzyczni wojownicy, buntownicy” i za to ich lubię do tej pory, chociaż już nie kupuję ich nowych płyt. Mam ich stare płyty na cd, a nawet na vinylach. Mam Piękne wspomnienia, bo naprawdę kochałem tę muzykę i pomagała mi w trudnych chwilach podstawówki. Wracając do traum, to kompozytor Martin w swoich tekstach piosenek nie kryje tego, że lubi Femdom. Miał kilka takich piosenek, że wprost opisywał te rzeczy. Widać Martin też miał jakąś traumę, skoro ten motyw „zadziornych kobiet” w jego piosenkach się pojawia. Gość ewidentnie lubi te sprawy. Kiedyś też to lubiłem (ale to program z dzieciństwa, narzucony mi siłą), ale już wolę kobiety subtelne/romantyczne, bo jestem cholernie uczuciowym facetem.
    Ten utwór muzyczny, jego tekst mówi właśnie o dewiacji Femdom.
    Nie podzielam już takich fascynacji jak kompozytor Martin, ale uwielbiam tę piosenkę nadal. Świetna gitara, mistyczny wręcz klimat, jak z filmów Davida Lynch’a, co pokazano w tym video wprost. Świetny kawałek, jeden z lepszych i kultowych utworów tej grupy, z odważnym tekstem, takim dewiackim, ubranym w artystyczne poetyckie słowa 😁 Na perkusji mój ulubieniec gra, którego ceniłem najbardziej w tym zespole. Czasy mojego Liceum, bo rok 1993. Piosenka o Femdom, czyli zboczeńce kuźwa, tfu;-)

    .https://www.youtube.com/watch?v=cGvZyrhObrg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s