W tomach 2. i 8. „Instrukcji przebudzenia” przedstawiłem wiele zapożyczeń przyswojonych przez chrześcijaństwo ze starszych religii, liczne szczegóły słabo znane. Opisałem niechrześcijańskie źródła składające się na tę religię, jednak źródło najważniejsze skomentowałem w tych książkach bardzo lakonicznie. Skala całego zjawiska zapożyczeń nawet mnie zaskoczyła, chociaż przestaje ona dziwić, jeśli na wstępie uwzględnimy tyleż banalną, co fundamentalną okoliczność.

Jak pisałem, nauki Chrystusa nie były religią, same w sobie nie spełniały wymogów, więc jedyne, co można było zrobić, jeśli ktoś chciał stworzyć kult (zwłaszcza w krótkim czasie, jak w przypadku Konstantyna), to włączyć je w istniejący system wierzeń. Główną religią Rzymu, którą zresztą wyznawał powyższy cesarz, przez Kościół nazywany „chrześcijańskim”, był mitraizm. Proces asymilacji znacznie ułatwiał przy tym fakt, że opierał się on na bardzo podobnych tezach ideowych, jak kształtujące się chrześcijaństwo. Oba kulty stopniowo zlewały się więc ze sobą. Oczywiście i w tym przypadku obecność elementów wspólnych stanowi białą plamę w historii chrześcijaństwa, a raczej prawdę dosyć kłopotliwą. W niniejszym artykule wykorzystałem fragmenty rozdziału poświęconego kultowi Mitry z najnowszego, 10. tomu „Instrukcji przebudzenia”, gdzie jest opis o wiele obszerniejszy. W poniższym materiale pominięte zostały też odnośniki do źródeł, których jest całkiem sporo.

Mitraizm w nieco zmienionej postaci był kultywowany w starożytnym Rzymie i Gracji, jednak podobnie jak kult Kybele/Attisa (opisany zwłaszcza w tomie 8. „Instrukcji przebudzenia”) była klasyfikowana przez Rzymian jako „orientalna”. Przyszła ze Wschodu, z obszaru dzisiejszego Iranu, aczkolwiek miała nad chrześcijaństwem pewną przewagę, mianowicie bardzo głębokie korzenie sięgające wręcz neolitu (tzw. młodszej epoki kamiennej). Z tego względu w czasach rzymskich była ona już dojrzała i zawierała elementy stosunkowo zaawansowanych koncepcji filozoficznych, choć – jak zobaczymy dalej – niemożliwością było usuniecie z niej pewnych elementów archaicznych.

Jednak, paradoksalnie, elementy te chrześcijaństwo przyswoiło akurat bez większych oporów. Ale wszystko po kolei…

Niektórzy badacze wskazywali na to, że samo słowo „mitra” jest terminem wywodzącym się z pradawnych koncepcji kosmologicznych, co pozostawiło swój ślad w postaci motywów astronomicznych będących rdzeniem tej religii jeszcze na początku naszej ery. W pierwotnym języku indoeuropejskim oznaczało ono „łączyć”.

Zarazem łacińskie „religio”, oznaczające oczywiście religię, ma to samo znaczenie. Sugeruje to, że mitraizm wywodzi się bezpośrednio z pierwotnej religii ludów, które dotarły na nasz kontynent dziesiątki tysięcy lat temu. Słowo „mitra” odnosiło się zapewne do pierwotnej relacji między światem ziemskim a kosmicznym, przy czym – co również wykazano – miało ono charakter męski, co może tłumaczyć, dlaczego w kultywowaniu religii Mitry uczestniczyli tylko mężczyźni. W tomie 2. zawarłem, nawiasem mówiąc, cytat z „Księgi Urantii”, gdzie wytłumaczono, że przez parę wieków współistniała ona z chrześcijaństwem i równie długo wynik ich rywalizacji nie był przesądzony. Natomiast autorzy „Księgi” sugerują, że o ostatecznym wyniku zadecydowało właśnie to, iż chrześcijaństwo było „dostępne” dla przedstawicieli obu płci…

Z czasem idee magicznej percepcji świata ulegały personifikacji (co oznaczało przejście od magii do religii) i zapewne na tej właśnie zasadzie idea mitry zamieniła się w boga o ludzkim wyglądzie – pośrednika w kontakcie ze światem boskim.

W drugim tysiącleciu przed naszą erą zalążek tak rozumianego boga pojawił się w Iranie, uważanym za kolebkę mitraizmu. Mitra stał się patronem wojny i walki, aczkolwiek był też uważany za „niebiańskie światło” i w licznych odniesieniach astronomicznych nietrudno znaleźć nawiązanie do idei mezopotamskich, w których planety i Słońce traktowano jako istoty żywe* – bogów. Mitra stopniowo zaczął być traktowany jako najwyższy bóg w tym panteonie, uosabiający Słońce. Wyraźna jest tu więc kontynuacja pierwotnych kultów płodności**, wspólnych dla ludów niemal całej Ziemi, w których z reguły Słońce było kojarzone z bogiem męskim, a Księżyc z boginią. Zgodnie z mitologią irańską, Mitra jako najwyższy stwórca wykreował Wszechświat dzięki „pierwszej ofierze”, a późniejsi kapłani powtarzali ten boski rytuał, co roku składając w ofierze byka, którego krew zapewniała ciągłość zbawienia i dostarczała stwórcy sił żywotnych do ciągłego odnawiania świata. Kapłani odcinali najcenniejszą część zabitego byka, traktując ją jako symboliczne ciało Mitry, którą następnie jedli. Później był to zamoczony we krwi placek, a w końcu zabarwiony na czerwono wafel. Trudno nie dostrzec tu analogii do chrześcijańskiej eucharystii, a zwłaszcza do niewytłumaczalnego z chrześcijańskiego punktu widzenia rozumienia jej jako ofiary.

Mitra zbawiciel

Mitraizm zaczął rozprzestrzeniać się na Bliskim Wschodzie w VI wieku p.n.e., na fali podbojów perskich. W tym czasie Mitra był już uważany za zbawiciela, którego kult miał zapewniać wstąpienie po śmierci do nieba i „rządzenie z Mitrą na wieki”.

Starożytna idea piekła

Analogicznie też konkretyzowała się koncepcja piekła, która nie odbiegała od wyobrażeń chrześcijańskich, bo one również czerpały z tych samych wzorców bliskowschodnich (żydowskie, a później chrześcijańskie wyobrażenie piekła ma pochodzenie starotestamentowe, czyli wywodzi się wprost z religii archaicznych, co opisałem w tomie 8.).

Dualizm – nośnik chrześcijaństwa

Nadało to tej religii charakter wyraźnie dualistyczny. Na przykład mitrea (świątynie) były usytuowane wzdłuż osi wschód-zachód, przy czym strona północna reprezentowała ponurą drogę dla tych, którzy nie przestrzegali nauk Mitry, a południowa, jako bliższa światła Słońca, reprezentowała oświecenie i zbawienie.

Wewnątrz mitreów znajdowały się dwie postacie – cautes i cautopates – jedna z nich trzymała pochodnie skierowaną do góry, co oznaczało drogę światła, a druga pochodnię skierowaną w dół. Dualizm ten był koncepcją prostą i chwytliwą, jednak w żadnej późniejszej religii nie znalazł on tak silnego odbicia, jak w chrześcijaństwie.

Mitrea starano się budować tak, aby w odpowiednim dniu roku (zwłaszcza w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą) światło słoneczne wpadało do środka, tworząc snop skierowany na posąg boga. Ideę tę również skopiowano w kościołach, zwłaszcza bizantyjskich, w których pozostawiano otwory, później oszklone – przez nie miało padać światło na figurę Chrystusa. Niewątpliwym zapożyczeniem z mitraizmu było zarazem budowanie świątyń przez wieki tak, aby wejścia do nich były na wschodzie. Później próbowano to tłumaczyć w ten sposób, że chodziło o skierowanie ich ku miejscu narodzin Chrystusa, co jednak jest nie do utrzymania w świetle faktu, że czyniono tak bez względu na rzeczywiste ich usytuowanie – np. kościoły w Rosji również były skierowane na wschód.

Koło zodiakalne

Dominującym w tej religii symbolem było koło zodiakalne, które reprezentowało nie tylko kosmiczny porządek, ale też epoki w dziejach świata, co było wątkiem astrologicznym przeniesionym z Mezopotamii i – jak wiemy – jest on nadal żywy.

Na przykład w pobliżu ołtarza znajdowały się znaki przyszłości, czyli Ryby, Wodnik, Koziorożec, Strzelec i Skorpion, natomiast Waga reprezentowała ostatnią epokę Ziemi i czas sądu ostatecznego (niewątpliwie wynikało to ze starszych mitologii, np. egipskiej, w której waga oznaczała sąd boski w zaświatach). Znak Raka, umieszczony na ścianie północnej, symbolizował zaś bramę do nieba – do najwyższego światła i nieśmiertelności. Odnośnie wątku sądu ostatecznego w tej religii to ciekawy szczegół dorzucił znawca mitraizmu z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego:

W religii irańskiej Mitra jest głównym sędzią w zaświatach. Siedzi przy moście i przepuszcza dusze. Te albo przechodzą po kładce do nieba, albo – jeśli ktoś jest grzesznikiem – most zwęża się do szerokości klingi miecza i grzesznik spada w płonącą rzekę. I nie jest to ostatni sąd nad duszami, bo taki nastąpi podczas końca świata – tak jak w religii chrześcijańskiej. To jest duże i znaczące podobieństwo: indywidualne podejście do zbawienia.

Krzyż Mitry

Ważnym, a mało znanym elementem był krzyż Mitry, który pojawiał się po skrzyżowaniu koła zodiakalnego z kołem symbolizującym równik niebieski. Koncepcja ta zaistniała w Europie na długo przed przyjęciem mitraizmu i już Platon (w IV wieku p.n.e.) pisał, że Stwórca stworzył Wszechświat z dwóch kół, które tworzyły znak krzyża. Krzyż Mitry nie miał wprawdzie związku z ukrzyżowaniem jako karą śmierci, aczkolwiek stał się tak silnym symbolem tego boga, że promienie słoneczne emanujące z jego głowy zaczęły z czasem tworzyć kształt krzyża lub krzyża w kole. Jak wiemy, większość bizantyjskich wizerunków Chrystusa posiadała później identyczny symbol.


Chrystus Pantokrator (Wszechwładca, Pan wszystkiego), mozaika, połowa XII w., katedra w Cefalù, Sycylia (Włochy)
Manuel Panselinos, Jezus Chrystus, fresk, ok. 1290 r., kościół Protaton, Karies (stolica Autonomicznej Republiki Góry Athos)

Mitra umiejscawiany był bowiem na przecięciu się dwóch wspomnianych kół, a więc na krzyżu. Miał on stopniowo przesuwać ten krzyż po sferze niebieskiej, co traktowano jako „drogę krzyżową” (dziś nazywa się to precesją punktu równonocy). Cykl ten był najdłuższym, znanym w starożytności okresem i oznaczał on drogę odnowy świata – co dosyć nieoczekiwanie, choć być może przypadkowo, koresponduje z chrześcijańskim rozumieniem drogi krzyżowej. Jest to skojarzenie powierzchowne, aczkolwiek nie można wykluczyć, że sama idea przedostała się właśnie z tego źródła, wpływając jednak na teologię chrześcijańską. Orygenes napisał w swym dziele „Contra Celsus”, że w misteriach Mitry

był symbol dwóch orbit na niebie, jednej związanej z gwiazdami stałymi [równikiem niebieskim] i drugiej przypisanej planetom, przez które następuje wniebowstąpienie duszy. Jet to symbol drabiny [niebieskiej] z siedmioma bramami, a wieńczy go ósma brama.

Jak wiemy, koncepcja drabiny, po której dusza zbliża się do Boga, była w chrześcijaństwie znana, a pojawiła się już w Starym Testamencie, więc nie można wykluczyć obcej inspiracji. Ważniejsze jednak jest to, że w religii Mitry krzyż był drogą ku zbawieniu!

Woda w mitraizmie

W rytuałach mitraizmu dominującą rolę odgrywała woda. Być może wynikało to z tego, że Mitra miał urodzić się 25 grudnia i odrodzić się w dniu wiosennego zrównania dnia z nocą. W przypadku tych dat zapożyczenie ich przez chrześcijaństwo jest już całkowicie pewne chociażby z tego powodu, że według obecnej wiedzy „wpisanie” ich w życiorys Chrystusa nie ma oparcia w datowaniu rzeczywistych wydarzeń. Data narodzin stanowiła kolejne odbicie wagi wątków astronomicznych w mitraizmie, bo była ona uważana w starożytności za dzień przesilenia zimowego, zwiastującego „zwycięstwo” Słońca, jako że od tego momentu dzień stawał się coraz dłuższy (jak już pisałem, w starożytności za dzień przesilenia zimowego powszechnie uważano 25, a nie 21 grudnia, jak obecnie). Znaczenie wody było widoczne nie tylko w rytuale chrztu, ale również w tym, że przed mitreami tradycyjnie budowane były fontanny lub niewielkie sadzawki rytualne (baseny), gdzie dokonywano chrztów i ablucji.

Woda była też uważana za świętą, co wyjaśnia pojęcie wody święconej, istniejące w chrześcijaństwie bez czytelnego wytłumaczenia.

Mitra i Jezus – narodziny w grocie

O skali „wrażenia”, jakie religia Mitry musiała wywierać na chrześcijanach, najlepiej świadczy to, że ów zwyczaj budowania fontann lub zbiorników wodnych został powielony w przypadku wielu bizantyjskich kościołów. Mitra miał narodzić się w grocie, z której wypływała woda, co było już modyfikacją prastarego archetypu wywodzącego się z neolitu, według którego grota symbolizowała narządy rodne, a i woda (często z jaskiń wypływająca) stanowiła prastary symbol życia. Motywy te były bardzo silne we wczesnym chrześcijaństwie, a ich mało znane źródła szerzej opisałem w tomie 8. (s. 130-133). To samo dotyczyło oczywiście wody święconej…

A przy okazji: dwóch Ojców Kościoła, Orygenes i Justyn Męczennik (męczennik, bo skazany w Rzymie na śmierć ok. 165 roku n.e.), uważało, że i Chrystus urodził się w grocie. Był to silny motyw we wczesnym chrześcijaństwie, przedstawiany na obrazach jeszcze wiele wieków później.

Pozostańmy jeszcze chwilę przy mitycznym, jeśli nie wręcz magicznym, znaczeniu wody. Jest bowiem jeszcze jeden ciekawy, a mało znany aspekt jej roli: na początku świata Ziemia była pogrążona w ciemności (vide: słowa „Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem – ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód” z biblijnej „Księgi Rodzaju”). Według mitraizmu panował nad nią Książę Ciemności, który sprowadził wielką suszę. Mitra zaś, strzelając z łuku w skałę, spowodował wytrysk wody, który jednak okazał się tak wielki, że wywołał z kolei powódź. Mitra zbudował więc arkę, dzięki której uratował wybranych.

Koncepcja zbawienia i kosmologia w mitraizmie

Koncepcja zbawienia w mitraizmie była jednak o wiele bardziej rozbudowana niż w chrześcijaństwie. Zwolennicy Mitry uważali, że niebo składa się z przezroczystych sfer, do których przytwierdzone są planety, a na kolejnej z tych sfer znajdowały się gwiazdy. Wprawdzie uważa się, że chrześcijańska koncepcja kosmosu miała pochodzenie greckie, to jednak i tu trudno nie dostrzec analogii do wyobrażeń mitriackich. Uważano, że gwiazdy Drogi Mlecznej są iskierkami boskiej energii życiowej, a każda dusza zstępująca na Ziemię przechodziła po kolei przez wszystkie sfery, w każdej otrzymując kolejny atrybut swej egzystencji, ale również ograniczenia rzutujące na późniejsze działania w życiu materialnym. Celem misteriów, czyli zasadniczego składnika rytuałów religijnych, było pokonanie tych ograniczeń (co stanowi bardzo ciekawą ideę ewolucji duchowej).

Mitreum stanowiło łącznik pomiędzy niebem a Ziemią, w którym wspinano się po kolejnych szczeblach drabiny wiodącej ku zbawieniu. Tych stopni wtajemniczenia było siedem, a na każdym etapie wtajemniczany (hierofant) przywdziewał strój adekwatny do poziomu hierarchii niebiańskiej i nawiązujący do symboli zodiakalnych. Pierwszym poziomem był kruk, następnie nimfa lub oblubienica (żeńska rola pełniona przez wtajemniczanego wyraźnie koresponduje tu z mitem Attisa), żołnierz, lew, Pers (odpowiadający akurat sferze Księżyca), nosiciel Słońca (lub po prostu Słońce), a w końcu Ojciec (Pater). Ten tytuł nosił zwierzchnik kultu w Rzymie, więc analogia do Ojca Świętego jest chyba oczywista. Im bardziej będziemy wnikać w szczegóły, tym więcej ich zauważymy…

W ikonografii Mitra przedstawiany był w środku niebiańskiego krzyża, a zarazem w środku pierścienia zodiakalnego, w którym znajdowało się 12 postaci (co prawda zwierząt, aczkolwiek stanowiły one odbicie hierarchii niebiańskiej). Nasuwa to skojarzenia z Chrystusem otoczonym, zwłaszcza w ikonografii bizantyjskiej, przez dwunastu apostołów tworzących wokół niego okrąg. Mitra miał narodzić się ze skały w jaskini. Sądzono przy tym, że krzemień, będący źródłem iskier, symbolizował iskry boskiego światła, którym został obdarzony zbawiciel w momencie narodzin. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być odległe od mitu chrześcijańskiego, chociaż – jak już wspomniałem – podobieństwa do pierwotnej wersji tego mitu są w istocie bardzo silne. Mam tu na myśli nie tylko wersję o narodzeniu Jezusa w grocie, ale i np. motyw zejścia do piekieł, czyli według ówczesnych wyobrażeń do świata podziemnego, co miało podobny związek z odrodzeniem.

Chrystus i Mitra – korelacje

Oprócz analogii pomiędzy historiami Chrystusa i Mitry, istniały jednak też istotne różnice, choć po bliższym przyjrzeniu się okazują się one mniejsze, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Można np. odnosić wrażenie, że Mitra miał wojowniczą naturę, skoro urodził się z łukiem w dłoni, jednak nie było to narzędzie walki, bo strzałami obdarzał on ludzi światłem oświecenia duchowego, którego jako Bóg-Słońce był nosicielem. Warto zauważyć, że Chrystusa długo uważano za Słońce Ludzkości z dokładnie tego samego powodu.

Niektóre z tych związków można uważać za umiarkowanie jednoznaczne (jak powyższy), jednak nie brakuje też zapożyczeń całkowicie pewnych. W pierwszym rzędzie przypomina się w tym miejscu data narodzin oraz rytuał chrztu i w ogóle rozumienie wody, jednak to nie jedyne takie przykłady.

Eucharystia w mitraizmie

Kolejnym zapożyczeniem jest rytuał eucharystii. Co on ogólnie oznaczał, to już opisywałem, jednak motyw ten zdecydowanie wart jest bardziej wnikliwego spojrzenia. Według mitu Mitra stoczył na początku świata walkę z bykiem, którego ostatecznie pokonał w grocie powtórnych narodzin. Obrosło to później metaforyczną ideologią walki pomiędzy racjonalną świadomością dążącą ku światłu (rola Mitry) a cielesnymi dążeniami człowieka stojącymi na przeszkodzie zbawienia.

Pomijam ten wątek i przechodzę bezpośrednio do sedna… Istotniejsze jest bowiem to, że przelanie krwi byka było w późniejszej religii symbolem zbawienia. A przy okazji: trudno zrozumieć logikę chrześcijańską, według której przelanie krwi baranka miało mieć jakiś związek ze bawieniem człowieka, wiec trzeba „rozejrzeć się” za możliwymi archaicznymi inspiracjami. Wątek pochodzący z mitraizmu nie pasuje tu wprawdzie dokładnie, bo motyw byka nie został skopiowany, jednak analogiczny rytuał był praktykowany w kulcie Attisa – jako taurobolium*** (w religii Mitry tak samo zresztą nazywany). Oprócz niego wyznawcy Attisa i Kybele praktykowali jednak także wersję z barankiem, znaną jako criobolium. Najwyraźniej w tym względzie motywy obu religii zmieszały się jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa, co tłumaczy, dlaczego pewne elementy przejęto z taurobolium, a inne z criobolium. Ale wracamy do eucharystii…

Niewątpliwie to, że przelanie krwi byka napełniało siłą witalną cały kosmos i oczywiście zapewniało odradzanie przyrody na Ziemi, było śladem neolitycznych kultów płodności, jednak z czasem ewoluowało to w kierunku zapewniania zbawienia człowieka. Wynikiem tych związków było przedstawianie na niektórych płaskorzeźbach wytryskującej z szyi byka krwi, która zamieniała się w kłosy zboża. Tą drogą stworzono metaforę chleba jako boskiej ofiary. Trudno dociec, na jakiej zasadzie chleb ten zaczęto postrzegać jako ciało boga****, jednak tak się stało. Rytualne dzielenie się chlebem i winem to fundamentalny rytuał mitraizmu – materializacje ciała i krwi boga.

Po zabiciu byka Mitra miał wstąpić do nieba, więc chleb i wino kojarzono z jego ostatnią wieczerzą i poprzez tę samą analogię powtarzany później rytuał stał się warunkiem wniebowstąpienia. Czasem wyznawcy Mitry stosowali do tego celu specjalny kielich rytualny, co znowu kojarzy się z chrześcijaństwem. Dzisiaj eucharystia to: „uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, śmierci krzyżowej i zmartwychwstania Jezusa, którą chrześcijanie sprawują, wypełniając polecenie Chrystusa. (…) Przez pierwsze sto lat po zmartwychwstaniu Jezusa jego uczniowie zbierali się na sprawowanie Eucharystii w domach i mieszkaniach, a także w wynajętych salach publicznych. Jest prawdopodobne, że spotykali się także w grotach, jak np. w Betlejem i Getsemani, gdzie odnaleziono ślady liturgii chrześcijańskiej z okresu przedbizantyjskiego”.

Grzech pierworodny w mitraizmie

W mitraizmie istniało też pojęcie grzechu pierworodnego, choć rozumiane nieco inaczej niż w chrześcijaństwie. Dusza człowieka miała bowiem przybywać na ziemski padół z nieba, pokonując różne sfery niebiańskie, w których przyswajała kolejno różne „predyspozycje” do grzechu, cielesne skłonności – w sferze Saturna otrzymywała brzemię lenistwa, w sferze Marsa brzemię gniewu, w sferze Wenus chucie, w sferze Jowisza ambicję, w sferze Merkurego chciwość. Życie zgodne w wolą boga polegało na przezwyciężaniu tych obciążeń przez rozwój osobisty, by wspinać się po niebiańskiej drabinie ku boskiemu światłu. Chodziło tu o „uwolnienie” duszy od zwierzęcych obciążeń – przejście tej drogi stanowiło warunek wniebowstąpienia po śmierci (była to jednak, jak wspomniałem, droga dostępna tylko dla mężczyzn!).

Mitraizm okiem współczesnego badacza

Mimo wojowniczego motywu w życiorysie Mitry, sama religia była więc pokojowa i stwarzała silną motywację do ewolucji osobistej, ale nie przez nakazy i zakazy myślenia oraz ścisłe definiowanie czynności, które miały być powtarzane (jak w chrześcijaństwie), lecz przez określanie skłonności odbiegających od boskiego ideału. Rozważania nad tym, co jest złe i szkodliwe dla rozwoju, pozostawiono już samym wiernym, więc filozofia stanowiła tu element uzupełniający, a nie przeciwieństwo myślenia religijnego. Była to zapewne najbardziej postępowa idea rozwoju duchowego w całej starożytności, która zresztą nawet po tysiącach lat nie straciła nic na aktualności. Samo w sobie jest to ciekawym fenomenem, praktycznie nieznanym…

Ogólnie rzecz biorąc, podejście Rzymian opierało się na zasadzie, że należy czerpać z różnych religii to, co jest dobre. Traktowanie ich jako wykluczających się wzajemnie uważano za dziedzictwo kultur barbarzyńskich, niezgodne z zasadami rozwoju cywilizacji. Były co prawda przypadki administracyjnego ingerowania w obrządki religijne, ale musiały być one mocno uzasadnione. Na ogół zagrożeniem dla porządku publicznego lub życia i zdrowia jednostek, aby obywatele nie zaczęli szeptać, że ogranicza się ich wolność religijną i wolność myśli, którą uważano za jedno ze źródeł sukcesu Rzymu.

Horus, Mitra, Jezus – podobieństwa przypadkowe, czy pozaziemska inżynieria religijna?…

Idea sądu ostatecznego w mitraizmie

W mitraizmie funkcjonowała też idea sądu ostatecznego, w trakcie którego zbawieni mieli dostąpić wiecznego życia u boku Boga-Ojca, natomiast wszyscy nieochrzczeni mieli przestać istnieć. Po tym Mitra swymi kluczami do królestwa niebieskiego miał otworzyć ostatnią z niebiańskich bram – do raju.

Jeszcze w IV w. mitraizm i chrześcijaństwo współistniały równolegle

Podobieństwa pomiędzy mitraizmem a chrześcijaństwem powodowały, że jeszcze w IV wieku religie te współistniały bez wyraźnej przewagi wpływów którejś z nich. O ostatecznej porażce mitraizmu zadecydował cały szereg przyczyn – przede wszystkim rozkład kulturowy i rozpad polityczny Imperium Rzymskiego, ale niewątpliwie także ograniczenie tej religii tylko do mężczyzn. Inną okolicznością jej niesprzyjającą był brak publicznych ceremonii religijnych – hucznych festiwali radości, jak w przypadku religii Attisa/Kybele i Dionizosa czy w ogóle świąt obchodzonych przez wszystkich, a tym samym nie było wyraźnego „zazębienia” z życiem codziennym ludności. Mitraizm pozostał w dużej mierze religią hermetyczną, opartą na zamkniętych misteriach z udziałem wtajemniczonych. Nie brały w nim udziału całe rodziny, jak w chrześcijaństwie. Nie było też zakonów ani tradycji osób świętych, poprzez które w średniowieczu promowano wzorce do naśladowania – rozpowszechniając niezliczone, idealizowane historie, które trafiały w potrzeby duchowe prostych ludzi. W tym świetle można więc uznać mitraizm za religię nieco elitarną.

Franciszek w mitrze…

Znamiennym symbolem ostatecznego zwycięstwa chrześcijaństwa stało się to, że bardzo wiele kościołów wzniesiono na mitreach, zwłaszcza w Rzymie.

autor: Igor Witkowski

źródło: miesięcznik „Czwarty Wymiar” nr 10/2017, s. 25

oryginalny tytuł artykułu: „Kult Mitry”; śródtytuły: TAW

*

W tomach 2. i 8. „Instrukcji przebudzenia” przedstawiłem wiele zapożyczeń przyswojonych przez chrześcijaństwo ze starszych religii, liczne szczegóły słabo znane. Opisałem niechrześcijańskie źródła składające się na tę religię.

∼Igor Witkowski

*

Komentarze TAW:

*Wszystko we Wszechświecie jest żywe, Ziemia jest żyjącą i czującą istotą, pozostałe planety i Słońce również.

**Tak zwane kulty płodności są wtórną formą najzupełniej naturalnego dla wszystkich kultur rdzennych poczucia jedności i tożsamości z całą biosferą, której człowiek jest immanentną częścią. Z czasem matrix wprowadził przeróżne „kulty”, właśnie po to, by odseparować istotę ludzką od Całości Boskiego PrzeJAWIenia.

***Polacy nie mają prawa wiedzieć o rytuale taurobolium, czyli rytualnego „oczyszczenia” we krwi byka ofiarnego, oraz o rytuale criobolium, czyli rytualnego „oczyszczenia” we krwi baranka ofiarnego, bo jeszcze byliby gotowi połączyć fakty związane z obiema religiami: mitraizmem i chrześcijaństwem. Nie istnieją więc polskie wersje haseł taurobolium oraz criobolium w Wikipedii:

https://en.wikipedia.org/wiki/Taurobolium,

https://en.wikipedia.org/wiki/Criobolium.

****Religie, by były skuteczne, musiały być osnute/zaprojektowane na nośnych dla podświadomości mieszkańców tej planety archetypach.

Foty NG: http://www.nationalgeographic.com.es/historia/grandes-reportajes/mitra_9279/5

274 myśli w temacie “Chrześcijaństwo jest współczesną wersją starożytnego kultu Mitry

  1. „Rozgłośnia już dawno by padła (słuchaczki wymierają), gdyby nie udzielane jej – wykradane nam – państwowe zapomogi”.

    Parę lat temu, kiedy jeszcze byłem tzw. katolikiem, dostałem propozycję od jednego chłopaka, który pracował w telewizji Trwam, abym komponował muzykę do jednego z ich programów.
    Moja muzyka mu się podobała, ale napisał mi prywatnie, że powiedziano mu, że moje klimaty muzyczne nie pasują do katolickiego klimatu. Nie pasują do tej telewizji. Akurat grałem wtedy underground elektroniczny i industrial i nie miałem ochoty na lekką muzykę.
    Z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że nie nawiązałem współpracy z TV TRWAM. Przynajmniej jestem Czysty wizerunkowo i nie kojarzą mnie z tzw. Ojcem Dyrektorem, ha ha 🤣

    1. Ja też się cieszę, że jeden człowiek, a do tego muzyk! został uratowany z kręgu szarlatanów. Oni potrzebują aniołów w chmurach piejących słodkimi głosami… no, bajka! Napisz utwór pt. Solaris i przedstaw nam. Kochamy muzykę, ale nie łóćca Rydzyka, dyrektora i bankiera, a nawet współwładcę Polski. Był we Francji taki kardynał Richelieu, Nasz bankier stara się mu dorównać.

      1. Tak, skomponuję utwór „Solaris”. Właśnie dzisiaj zacząłem komponować „Solaris”, bo miałem wenę. Od dłuższego czasu miałem brak weny i brak inspiracji, aby grać. Już dawno miałem w planach kompozycję pod tytułem „Solaris”.

      2. Wojowniku Radku! Wiem, co to znaczy wena, a co oznacza jej brak! Sama jestem artystką i często, jak nie idzie, to nie idzie… Ale jak przyleci, to….. leci jak z bicza strzelił. Więc, oczekujemy na ukochane Solaris… Ja też przestałam być katoliczką. Pewnego dnia, w tak zwane „boże narodzenie”, przecięłam pępowinę raz!
        I koniec! I poczułam, jak spada ze mnie jakiś dziwny ciężar! Dosłownie! Jakby ktoś odciął mi kulę od nogi. I poczułam się taka wyzwolona!!! Czyli – można! Ale to katlostwo to na prawdę jest jakiś irracjonalny ciężar na karku!

      3. Kiedyś malowałem też obrazy olejne. Coś nawet rzeźbiłem w glinie, ale krótko. Fascynowało mnie jednak malarstwo. Chciałem iść do Szkoły Sztuk Pięknych, ale sprawy zdrowotne, w tym problemy z oczami, przeszkodziły mi w tym.

      4. Wojowniku Radku , Sztuka , muzyka , poezja, -warto się temu poświęcić. Ukończyłam szkołę muzyczną oraz ASP. Ale to trudny zawód. Wolny zawód. Życzę Panu powodzenia. Komponuję muzykę na MMM.Malartswo odpowiada mi olejne, właśnie przygotowuję wernisaż, ( bardzo lubię surrealizm) ale …patrzeć na obecny, zamaskowany świat, to żyć sie odechciewa. Bardzo lubię grafikę komputerową .Robię krótkie filmy i podkładam własną muzykę.
        Ps. pomyliłam adres i wpadłam w objęcia świętej Inkwizycji.Dla takich heretyków jak ja, to tylko stos. Ponoć nie wiem, co to jest duchowość. Ciekawostka. Mylą duchowość ze swoją religijną sektą. To ,co napisałam, wywołało jeden okrzyk- Troll. Wpadł tu z impetem. Wynocha! – cóż za kryształowi ,dobrzy , miłosierni….
        – Fanatyzm, jak pisałam ,to niebezpieczna choroba. Nic nie widzi, i nic nie słyszy oprócz głosu przewodnika.
        Nie jest to blog słowiański, lecz chrześcijański. Nie tego szukam.
        To jest ostatni wpis, zanim bractwo zakonne mnie zlinczuje. Wcale się nie boję ich wrzasków. Niech krzyczą.. na zdrowie.
        Ja pozostanę ateistką.
        Ktoś „mądry” zrównał wiarę z wiedzą.Wiara nie potrzebuje dowodów. Wiedza bierze się z nauki, a nauka, żeby się nią stać, potrzebuje kilku dowodów. Według chrześcijaństwa ,nauka od diabła pochodzi, dlatego spalono Bibliotekę Aleksandryjską. Dlatego w szkołach nastawiono się na nauczanie religii, podobnie było w sztuce. Dlatego mądrych ludzi palono na stosie.np. Giordano Bruno.Dlatego zamordowano wiele kobiet posądzanych o czary i wielu Słowian którzy nie chcieli klękać przed jakimś krzyżem.( ten krzyż to egipski krzyż Ankh , krzyż życia wiecznego). Dlatego wyruszano na wyjątkowo krwawe wojny krzyżowe, dlatego w bestialski sposób mordowano Indian w obu Amerykach.
        Głupia, kłamliwa, ludobójcza sekta nigdy mnie nie opęta.
        Jest za słaba.

      5. Już wczoraj rozbawiły mnie Twoje wpisy (wybacz że nie piszę Pani, ale już kilka osób Ci wyjaśniło jak się do siebie tu zwracamy), pewnie od jakiegoś czasu czytasz bloga TAW, bo inaczej nie wchodziłabyś, żeby coś od siebie tu dołożyć. No chyba, że dostałaś zlecenie, żeby wejść i namieszać, to też jest możliwe. Ale wracam do wątku, skoro czytałaś choć trochę, to powinnaś zauważyć, że od KK większość z bywalców TAWerny ( czytaj: komentatorów) jest bardzo daleko. Tak jak od innych sekciarsko-zbrodniczych organizacji. Ale tego nie będę tľumaczyć, bo z tego co piszesz masz studia za sobą, więc z ze zrozumieniem języka polskiego pisanego nie powinnaś mieć problemów (co mnie utwierdza w przekonaniu, że jesteś jednak nasłana, żeby tu pomącić troszkę). Ale nie o tym chciałam, a o Twoim zachowaniu. Napisze w skrócie, obrazowo, bo malujesz to może zrozumiesz. Wchodzisz do kogoś, najpierw jest miło, rozmawiasz, poruszasz ciekawe ( nawet bardzo) tematy, by ni z tego, ni z owego zaatakować stałych bywalców, wmawiając im, że nie myślą tego co myślą, że piszą coś innego, niż piszą, a na koniec, po tym jak Ci kilka osób zwróciło uwagę na niestosowne zachowanie, piszesz, że Blog nie jest o tym o czym jest, i wszyscy tutaj nie są tym kim są. Wchodzidz do kogoś i próbujesz wszystkich ustawiać. Mama nie uczyła, jak się należy w gościach zachowywać? Wybacz ten sarkazm, ale ubawiłaś mnie. Piszesz, że jesteś ateistką, a ja wyczuwam przedstawiciela sekty, który wpadł w zgrane towarzystwo, żeby spróbować imprezę zepsuć. Ale ja stała bywalczyni tych imprez u TAWa, nie odważyłabym się jakiemukolwiek gościowi powiedzieć, że ma stąd iść, tak samo jak inni bywalcy, bo my wszyscy jesteśmy w gościach, a szanowny Gospodarz sam, zatwierdzając komentarze, decyduje kto tu może przebywać, kto nie. Tak więc nie unoś się, nie obrażaj ani się, ani nas. Bo my się w judzenie i pyskówki raczej już nie dajemy wciągać. Życzę Ci szczęścia, bo kreuję szczęśliwy świat. Bywaj zdrowa.

      6. @Lajla Ki
        Sądzę, ze za szybko i niesprawiedliwie oceniasz ludzi. W sumie robisz krzywde tylko sobie. Po co?

      7. Lajla Ki, podoba mi się u Pani to, że nie zrezygnowała Pani ze swoich marzeń/aspiracji. Akurat ja, skromny Radzio, nie mam wyższego wykształcenia muzycznego. Jestem samoukiem, który chodził do „ogniska muzycznego”. Jako dzieciak grałem też na organach firmy Unitra, ale to było takie rzępolenie i „raczkujące” 😀 Co prawda jeden z moich obrazów olejnych wisi w Austrii u Kobiety w której się namiętnie kochałem i trochę moich wariacji malarskich jest też we Wrocławiu, ale nie jestem jakimś tam guru malarstwa. Wszystkiego Dobrego Pani Lajlo Ki. Radek

    2. Lajlo Ki, ja lubiłem ekspresjonistów, bo uważałem ich za „zakapiorów malarstwa” i swego rodzaju luzaków, buntowników, którzy robią swoje.

      Chętnie bym przyszedł na Twój wernisaż. Od wielu lat nie miałem pędzla w ręku, a sztalugę i farby mam cały czas. Nie mam dobrych oczu, ale kto wie…

      1. „Wojowniku, nie ściemniaj tu Pani Lajli, nie raz chwaliłeś się tu bowiem swoim pędzlem… 🤣🤣🤣🤣”
        ——————
        A co takim pędzlem można wymalować! 😉😁

      2. Kalinko, można chociażby zapylić Pomidory 🍎🍎🍎🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤸🤸🤸

      3. ULA Laszka -A co tak konkretnie rozbawiło Ula Laszkę czapkującą żydowskim bożkom? Potrafi Ula Laszka sprecyzować?
        PS. Dano mi do zrozumienia, że wparowałam do obcego domu, jako trol (co to?) – itd.. na drugi raz , szanowni współgospodarze, należy dać informację, że wstęp do waszego gniazda jest wzbroniony tym, co nie śpiewają w waszym chórze. Wszelkie domysły, kim jestem, a kim nie jestem, pani „psycholog” Ula Laszka , to tylko Pani fantazje . Pani „psycholog”nie zna mnie na tyle, a raczej w ogóle, by wygłaszać swoje diagnozy .Uczepiłaś się kobieto zwrotu, jaki obowiązuje powszechnie wszędzie, i to ma być wykładnikiem twojej wiedzy? Chcesz mnie tym pustosłowiem powalić na łopatki? Amerykańskie spoufalanie się z każdym, mi nie imponuje.
        Śmiej się dalej , dzieweczko, cały świat się śmieje.. ze mnie , z ciebie, co komu gra na duszy. .. a zwrot „per pani”, jest zwrotem grzecznościowym. Skoro kogoś nie znasz, zachowaj dystans i szacunek, zanim podasz mu rękę i się przedstawisz. Nie sprawdziło się to w obecnym przypadku?
        Mama tego uczyła. Poza tym, od cudzych ojców i matek , trzymaj się z daleka.To nie miejsce, żeby się na nich pastwić, a przy tym takie karłowate.
        Co do Gospodarza, to nie wiem w jaki sposób go obraziłam. Może chodzi tu o moje uznanie dla dzieła S. Lema pt. Solaris? Zdania mojego nie zmienię.
        Ktoś zarzucił mi zachęcanie do czytania książek. A skąd czerpie się wiedzę, jak nie z książek? Zabawne, no nie? Śmiej się, Ula Laszka, śmiej… ale uwaga:, płakać można do woli, śmiech czasami może zaszkodzić.Może zablokować drogi oddechowe.
        Ktoś zapragnął bym się podparła cytatami z książek .Czekam na cytaty z waszej strony.Ale jak chcecie…mogę je przytoczyć, a także całą bibliografię, z jakiej korzystałam , jeszcze zanim ośmieliłam się przekroczyć progi ,tak znamienitego domu, jak wasz.
        Dla uzupełnienia : nie wierzę w żadne mity i bajki. Próżny trud nakłaniać mnie do nich , lub straszyć stosem. Jestem przedstawicielem sekty, jak wyczuwasz, Ula- Laszka? Kiepska intuicja. Niby jakiej sekty? Czy mnie tym obraziłaś? Ula Laszka, zapewniam ciebie, że śpię spokojnie.
        Ula Laszka, wiadomo, że Gospodarz decyduje, kto może wśród was przebywać , a kto nie. Przypomina mi to napis – „Polakom i psom wstęp wzbroniony.” To się nazywa dyskryminacja.
        Co do judzenia i pyskówek, to z waszej strony właśnie wór się tego wielki rozwiązał. Racz przeczytać te sympatyczne wpisy pod moim adresem. Mam prawo się bronić. Nie jestem waszym chłopcem do bicia.

        Jestem Słowianką i szukam blogów słowiańskich i zmyliła mnie ta słowiańska Swastyka/Swarożyca/Kołowrót, za którą kryje się inna rzeczywistość.

        Odpowiedź dla Wojownika Radka ,
        lubiłam ekspresjonistów, ale z czasem zaczął podobać mi się Beksiński, Dali, Duda Gracz, ( cała bohema francuska jednak to świetna sprawa, chociaż nie pochwalam faszerowania się absyntem.) Nie przepadam za tkzw. abstrakcjonizmem z Kandinskim na czele.Abstrakcja to niby oderwanie od rzeczywistości. To obraz nie przedstawiający.
        Według mnie , niczego nie można oderwać od natury, i postawić obok. Nie znoszę secesji. Brudny realizm jest ciekawy.
        Do wernisażu daleka droga. Muszę obrać jakiś temat.Namalowanie jednego obrazu obrazu zajmuje często rok czasu. Przy tym jest to droga profesja. Materiał, płótno na blejtramie, pędzle, farby, są bardzo drogie. Na wernisaż musisz przygotować salę, opłacić ją, zobowiązana jesteś wydrukować zaproszenia, oraz wystawić ucztę – jedzenie i picie. oczywiście napoje alkoholowe mile widziane. bez tego… hmmm nie pachnie farbami. Nigdy nie jestem zadowolona ze swoich prac. Mam wielkie płótno 2,5 metra na 1,5 metra i zamierzam namalować Galaktykę. Na razie jest to sfera marzeń.
        Pozdrawiam i dziękuję za chęć obejrzenia moich prac, ale to jeszcze nie prędko nastąpi. Poza tym , wstyd się przyznać, ale zawsze gdy się zbierają ludzie by te moje obrazki oglądać, to nie wytrzymuję emocji, i zawsze się popłaczę. Na dyplomie płakałam jak bóbr na oczach profesorów.
        Nie wiem gdzie Radku mieszkasz , ale na pewno jest szansa żebyś ruszył na studia na ASP. Wiele osób namówiłam na tę eskapadę, i do dziś mi dziękują. Spełnili swoje marzenia. Tobie też tego życzę.Przedmiotów jest chyba ponad 50 , ( w tym muzyka: teoria i kompozycja muzyczna) ale zaliczysz. Ja nie żałuję. Pozdrawiam serdecznie. I ja jestem wojowniczka Amazonka.
        Pozdrawiam też właściciela bloga.

  2. Ja mam oprócz własnego logicznego, trzeźwego rozumowania wiele książek pod ręką. Napisałam wprost, skąd wzięli się bogowie i gapienie się w niebo, napisałam po polsku i chyba zrozumiale. Nie będę się powtarzać, że w żadne metafizyczne postaci patrzące na świat z nieba nie wierzę. Ich nie ma. No, bo ..gdzie jest to wypatrywane od wieków zbawienie świata?? Dlaczego świat niszczą wojny i choroby? Dlaczego dzieci umierają na raka? Jest odpowiedź – bo Bóg tak chce… no… właśnie. Czemu tak chce? Nie ma litości, wszechmocny?
    W żadne ich słowa i cuda nie wierzę, bo to wymysł cwaniaków, by ludziom zrobić wodę z mózgu, a samemu z tego korzystać.
    Jesteśmy częścią wszechświata. Chemia! Nauka to nie jest religia. Nauka wymaga dowodów. Religia pasie się na ludzkiej głupocie, jaką sama buduje.
    Każda religia ma twórców, którzy po coś ją tworzą. Albo są to fanatycy (fanatyzm – choroba niebezpieczna. Fanatyk nie słucha własnego rozumu, lecz idzie za głosem swojego guru. Nie słyszy nic i nie widzi nic poza rozkazem owego guru. Zabije na rozkaz guru.), albo tacy, którym się marzy władza nad światem i pieniądz. „Wiernym” każą żyć w ubóstwie, a sami żyją w luksusach. Te obrazy, złocenia, rzeźby i inne drogocenne rzeczy…. tak, to obraz prawie każdego kościoła.

    Słowianko, Anko, każda istota według Ciebie jest pełna dobroci?
    Nooo, podobno dzieci potrafią być okrutne. Na pewno wielu ze światowych bandytów, ludobójców, gwałcicieli, seryjnych wampirów nie miało aż tak krwawego dzieciństwa, by na takich, jak powyżej, potworów wyrośli.
    Słowo Bóg mnie irytuje. Kojarzy się zawsze z żydowskim ludobójcą wymyślonym na potrzeby „Narodu Wybranego”. W żadnym wypadku nie jest on stwórcą ani tego, ani innych Wszechświatów. Nauka jest wspaniała. Nie jestem naukowcem, ale dużo czytam, i jako osoba racjonalnie myśląca, nie widzę, nie wyobrażam sobie żadnej metafizycznej postaci fruwającej nad całym Kosmosem, jako jego Stwórca.
    Pani jest bardzo miła, Pani SłowiAnko, ma Pani prawo do swoich wierzeń, byleby one nie zagrażały zdrowiu i życiu innego człowieka ani naszej planecie, byleby nie zmuszała nas Pani do tego, co według Pani jest jedyne i prawdziwe, a reszta to tylko beee i należy to zniszczyć.

    Pozostańmy przy swoich przekonaniach.

    1. Lajla Ki, czy ja gdzieś napisałam o mojej wierze? Ja wierzę tylko i wyłącznie sobie, nikogo nie pouczam i nic nikomu nie nakazuję, nie uznaję żadnych religii, a tym bardziej ich guru.
      Przeczytaj mój komentarz ze zrozumieniem 🤣, chociaż nie wiem, do którego komentarza się odnosisz.

      1. Spoko:)
        ludzie nie znają znaczenia słów i dlatego myślą albo raczej nie myślą bo myśleniem można się zarazić^^^ tylko mają wgrany program że WIEra (dawniej wiedza) to dzisiaj ślepe posłuszeństwo, z tymi którym to wgrano nic nie da się zrobić, szkoda twojej many na naprawianie nienaprawialnych, zostaw ich tak zwyczajnie i żyj szczęśliwie swoim życiem:)
        ps. pozdrawiam z podlaskiego zadupia, w którym jeszcze gdzieniegdzie usłyszeć można staru mowu:)

      2. Poniosło Panią, SłowiAnko, niepotrzebnie, zwłaszcza, że nie jesteśmy na etapie zwracania się do siebie per -ty. Pisałam pod adresem ogólnym, i widzę, że zrozumienie tego przekazu sprawiło kłopot.
        Słowianie mają doświadczenie z najemnikami z Watykanu, którzy ogniem i mieczem wpajali tzw. poganom, co jest słuszne i w co należy wierzyć. Jestem przeciwnikiem przemocy. Tej przemocy Pani nie zarzuciłam, bo jej nie ma. Jednakże nasze przekonania różnią się, co można sobie doczytać.
        Ja podchodzę do tematu naukowo, a Pani duchowo. Pani jest przekonana, że każdy człowiek jest w sercu czysty, pełen dobroci, jest Bogiem Źródłem Wszechrzeczy dla siebie. A ja Pani odpowiadam, że bogowie dla mnie to wymysł człowieka, ale każdy jest kowalem swojego losu. Co do tej, widzianej przez Panią, ludzkiej dobroci w sercu pielęgnowanej, – ludzie noszą w sercu tyle jadu, tyle podłości, taką straszliwą znieczulicę, że trudno to zmierzyć. Nie wiem, gdzie Pani te kryształy czyste widzi. Czy nie zna Pani historii?
        W obecnym świecie cichego mordowania ludzi, gdzie można znaleźć te czyste istoty? Raczej jest to znikomy procent. Bo tacy też są. Ludzie ludzi skazują na śmierć, okłamując ich w oczy, zwalając winę na nieistniejącą zarazę, a siebie od winy ludobójstwa odsuwają. Żaden potwór lepiej by tego nie wymyślił, jak zrobił to człowiek. Żeby tej nieistniejącej zarazy uniknąć, ludobójcy podpowiadają, często przy użyciu szantażu, że ludzie powinni się zaszczepić. Czym? Ano, właśnie! Czym?
        Sfera duchowa jest bezgraniczna. Tu można wspomnieć o reinkarnacji, o snach, o OOBE, o wizjach, o prekognicji, o wróżbach, czarach, o magii białej i czarnej, o światłach i ciemnościach, o duchach dobrych i złych. Jest to bardzo ciekawa strefa. Ja w swoim tekście podaję argumenty dotyczące początków naszego układu słonecznego, opierając się na rzeczowych, starożytnych przekazach i ze skromną wiedzą na temat astronomii. Jest to bez domieszki metafizyki i traktowania człowieka jako bezgranicznej, czystej istoty, Boga i Źródła Wszechrzeczy dla siebie. Te słowa brzmią wyjątkowo po chrześcijańsku. Mają tę chrześcijańską oś. A Bóg, pisany dużą literą, kojarzy się z żydowskim Jahwe (zmontowanym z kilku postaci mitologicznych). Można uniknąć tych skojarzeń, nie używając tych słów. Ale one padły.
        Według Egipcjan czas jest kołowy i zjada się, jak wąż, od ogona. Piramida, łącznie z tą odbitą w dolnym zwierciadle, to początek Wszechświata wzięty z punktu, rozwój i zanikanie Wszechświata do punktu. To jest właśnie Piramida.
        Wszystko jest. Nigdy się nie zaczęło i nigdy się nie skończy. Jak okrąg. Filozofować można tak bez końca. Światy, jak fraktale, otaczają się wzajemnie. Rodzą się i giną w niekończącym się rytmie życia i śmierci. Nasze przeznaczenie jest jak muzyka na płycie. Nie da się go zmienić. Tę płytę nagraliśmy sobie sami. I musimy ją wysłuchać/przeżyć. To co przeżywamy idąc przez życie, to wszystko pozostaje w niezmienionej postaci za nami, a także czeka na nas w, tak zwanej, przyszłości.
        Uczony, H. Minkowski dobrze to wyjaśnił na obrazie pociągu mijającego stacje. My – to pociąg, stacje, nasze przeżycia. Jadąc mijamy owe stacje, ale czy one giną? Nie. Podobnie jest z tymi co nas czekają? One są, a nie pojawiają się w chwili, gdy do nich dochodzimy.

        I jeszcze – wolna wola a przeznaczenie. Rodzimy się ponownie w celu naprawy naszego przyszłego żywota. Wolna wola objawia się przy wyborze jednej z dróg, jakie są zawarte w naszym przeznaczeniu. Przeznaczenie nas nie minie, ale posiada ono w jednym nurcie dwa prądy. Możemy iść w lewo albo w prawo.
        I to jest trudny wybór.

        Nie chcę więcej wzajemnych scysji na forum publicznym.

      3. „Poniosło Panią, SłowiAnko, niepotrzebnie, zwłaszcza, że nie jesteśmy na etapie zwracania się do siebie per -ty”.
        ——————
        Na blogu TAWa wszyscy zwracaja sie do siebie per „ty”.

      4. Ja tym bardziej, ja Pani nic nie zarzuciłam, nie zarzucam i nie mam takiego zamiaru.
        Tak sobie myślę, czy Pani nie jest, aby trollem? 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣

      5. „Ja podchodzę do tematu naukowo, a Pani duchowo”

        PANI Lailo KI, właśnie za to kocham naszą SłowiAnkę, jest na tym blogu diamentem, który swą wiedzę czerpie z serca.)

      6. Klejto:
        „PANI Lailo KI, właśnie za to kocham naszą SłowiAnkę, jest na tym blogu diamentem, który swą wiedzę czerpie z serca.)”

        Ja też za to i nie tylko za to, kocham naszą SłowiAnkę ❤️

      7. @Lajla Ki
        Podchodzę naukowo racjonalnie? Czyli co? jak ktoś nie zbadał, książki nie napisał to tego nie ma?
        Energii Serca nie czujesz?

        No to już wiesz🤪🤪🤪

        Idę palić Święty Ogień
        🥰🥰🥰🥰🥰

      8. „To jest blog alternatywny”
        TAW jest guru,
        Anamika szamanką,
        SłowiAnka wiedźmą,
        Radek Łamignatem,
        S Panoramiksem
        A ja sobię toczę bekę piwa na Kupałę 😆

      9. Majku Koszyku, czy ja mogę się przypodessać do Twojej beczułki z piwem, bo po dzisiejszym super upale, po piwku chciałabym zatańczyć przy Ognisku Kupalnym.

        U Nas w tej chwili jest po burzy i troszkę się ochłodziło.

        Życzę Ci milutkich chwil przy Kupalnym Ognisku.💃💃💃💃💃🤣

      10. PANI Lajlo Ki, wkraczasz na blog z impetem, imputujesz Słowiance to i tamto, cytuj więc wypowiedź danej osoby albo umieszczaj komentarze bezpośrednio pod konkretnym wpisem, by uniknąć dziwnych sytuacji.

        Przesileniowe trollowanie się marzy;))?

      11. Majk koszyk
        Bardzo lubię „Misja Kleopatra”, ale mam problemy z imionami i nazwami i musiałem użyć googla, by sobie przypomnieć, który to ten Panoramix.
        Skoro tak, to przygotuję miksturę i przyniosę na imprezę 🙂
        Ach ta Kleopatra 😁

      12. Ja dopiero niedawno oglądam „Akademię”. Film utwierdził mnie w przekonaniu, że od stuleci pewne osoby judziły (nomen omen) i robią to dalej, a potem fama idzie, że to Polacy tacy „niezgodni”. Moja książka o wynalezienou tego narodu jutro do mnie dotrze. W filme był ten kret i jego działalność super pokazany.

    2. „Słowo Bóg mnie irytuje. Kojarzy się zawsze z żydowskim ludobójcą wymyślonym na potrzeby „Narodu Wybranego””
      ———————-
      Nie jednemu BOGU na imie BÓG.

    3. „Pani jest bardzo miła, Pani SłowiAnko, ma Pani prawo do swoich wierzeń, byleby one nie zagrażały zdrowiu i życiu innego człowieka ani naszej planecie, byleby nie zmuszała nas Pani do tego, co według Pani jest jedyne i prawdziwe, a reszta to tylko beee i należy to zniszczyć”.

      A czyż, moja droga, stawiając naukę ponad wierzeniami, nie zmuszasz ludzi do twoich wierzeń?

      Mówisz: „Pozostańmy przy swoich przekonaniach”, a jednocześnie wypisujesz minusy jednych przekonań i plusy innych, które ci odpowiadają. To jak to jest?

      Ponadto co w twojej wypowiedzi oznacza słowo „nas”?
      Za mnie mówisz?
      Przepraszam za dosadność, ale pojawiłaś się „przed chwilą” w Tawernie i uzurpujesz sobie prawo mówienia za wszystkich?
      Zapytałaś ludzi, czy życzą sobie, abyś mówiła za nich?

      Skąd wiesz, moja droga, co myślą ludzie w Tawernie, jakie mają poglądy, przekonania?
      Nikt tego do końca nie wie, nawet wobec najbliższych widzianych na co dzień, ponieważ żaden człowiek nie stoi w miejscu; wczorajszy filtr postrzegania może być zupełnie inny od dzisiejszego oglądu.

      „Poniosło Panią, SłowiAnko, niepotrzebnie, zwłaszcza, że nie jesteśmy na etapie zwracania się do siebie per -ty”.

      Żeby była jasność: tu na forum są sami PANOWIE i PANIE.
      Elitarni, dumni, mądrzy, piękni swoim wnętrzem, szanujący się wzajemnie, pomocni, otwarci na każde nowe towarzystwo PANÓW i PAŃ.

      Wśród PANÓW i PAŃ słowo i myśl przekazana jest istotą, a nie sposób, w jakim się do siebie zwracają.

      Sam tytuł „pani”, „pan”, choćby złotymi literami pisane i z etykietą Wersalu wymawiane, nie uczyni nikogo PANIĄ i PANEM.

      Miłego!

      1. 😂😂😂, coraz zabawniej, osoba, która domaga się, żeby do niej per „Pani” się zwracać, pisze czyjeś imię z małej litery. 🤣🤣🤣🤣 wesoło się robi.😂😂😂

      2. Faktycznie, Przesilenie wyciągnęło nawet z niebytu całą masę trolli.
        Czy Pan Troll czy Pani Trollica, zawsze jednak troll.
        Mechanizm zawsze ten sam. Najpierw peany, a potem nagle zawartość nocnika, złotego może, ale zawsze nocnika, ludziom na łeb.
        A już myślałam że niejaki G. pozostanie bez konkurencji.

  3. „Czytając nam jednego wieczoru legendę o diable Borucie” SłowiAnka

    A znacie te filmiki?

    Twardowski
    .https://m.youtube.com/watch?v=hRdYz8cnOW4

    .https://m.youtube.com/watch?v=M-skpeuYmfE

    Albo Jaguś jak daje czadu
    ” — Jaguś, marsz do piekła.
    — Mech, korzeń zajadi, całuj mnie w zad dziadu” 😁
    .https://m.youtube.com/watch?v=uKbuFYd468w

    Jeszcze jest o Smoku i Bazyliszku
    .https://m.youtube.com/watch?v=1J_Y12RqeLM

    .https://m.youtube.com/watch?v=qS2xTGLCu-M

  4. Tajne Archiwum Watykanu – rozumiem, ale podczas wymiany zdań, utrzymywany dystans gwarantuje mniej nieprzyjemnych potyczek słownych.
    Zwracać się do siebie powinniśmy zgodnie z naszym życzeniem. Skoro nie jest to akceptowane, wystarczy się tylko pożegnać.

    1. Lailo Ki, to forum przyjaciol, stad te nieformalne zasady zwracania sie do siebie. Ja tu jestem od niedawna, jakby co. Pisze, co widze i czuje. Ludzie sa mili, wchodza, by milo spedzic czas. Akceptuja kazdego nowego, wiec nie wiem, w czym problem. Szacunek to cos wiecej niz „Paniowanie” sie itd. Mozna czuć do kogos wielki szacunek, zwracajac sie na Ty. Zreszta ja zawsze czuje wiekszy szacunek, gdy zwracam sie nieoficjalnie niz sztywna etykieta.

      1. Vinca, zwracanie się do siebie „na ty” jest specyfiką wszystkich środowisk alternatywnych, nie tylko tego bloga.

        Więcej, chodzi nie tylko o środowiska alternatywne. Na forach internetowych jest ogólnie przyjęte zwracanie się do siebie po nicku 🙂

      2. Przyjaciel to wielkie słowo. Takich tylko poznasz w biedzie. Tu jest forum osób, które właściwie wcale się nie znają , wiec trudno powiedzieć , że łączy ich przyjaźń. Nie mam nic przeciwko formie: per ty , ale nie raz się przekonałam, że wtedy ludzie łatwiej się po tobie ślizgają , często w zbyt swobodny sposób. Poza tym nie uznaję tego rodzaju przymusu. Jestem wolnym człowiekiem i mam prawo wyboru. Z sympatycznymi ludźmi nie sprawia mi problemu, zwrot na TY. Powtarzam : z sympatycznymi. Ale podobno czytam bez zrozumienia, czyli brak mi rozumu, a jak donoszą poniżej, jestem „nienaprawialna” ze swoim wgranym systemem, czyli głupia. Oznacza to, że nie wszyscy ludzie są tu mili, co w ogóle nie jest dla mnie zaskoczeniem, wbrew temu, o czym zapewnia SłowiAnka , że ludzie są czystego serca, dobrzy , są Bogiem i Źródłem Wszechrzeczy dla samego siebie. Swoim zachowaniem, niestety, zaprzecza sama swoim przekonaniom.
        Wracam na Solaris, może tam mnie naprawią .
        I dzięki , Vinca, za komentarz. W Twoich słowach jest wiele racji. Do profesora zawsze zwracałam się; Panie Profesorze, a nie- ty, stary, jak wypadł mój test z historii sztuki?

      3. „Tu jest forum osób, które właściwie wcale się nie znają, wiec trudno powiedzieć, że łączy ich przyjaźń”

        To jest Pani opinia, Szanowna Pani.
        Ja na to odpowiadam, że znamy się bardzo dobrze, także w realu, może nie wszyscy ze wszystkimi, ale wielu z wieloma. Spotykamy się i owszem i nawet przyjaźnimy.

        Jako żonie maharadży 😉 przysługuje mi tytuł maharani, ale nawet do głowy mi nie przychodziło i nie przychodzi, by ludzie tak się do mnie zwracali. Tym bardziej w TAWernie, gdzie każdy jest równym wśród równych.

    2. Pani Lajlo Ki, z całym szacunkiem, ale Tajne Archiwum Watykańskie nie jest zwykłym blogiem, jest to TAWerna przyjaciół wzajemnie się wspierających, szanujących, ba, śmiem twierdzić, że miłujących się wzajem istot ludzkich… Niektórzy z nas piszą tu długo, niektórzy może tylko czytają, ale są i czują się jak w domu. Nikt nikogo nie osądza, przynajmniej stara się nie robić zgrzytów, różnie z tym bywa, ale jak w gronie przyjaciół i „pyskówki” się zdarzają. I jak wśród przyjaciół „mówimy” do siebie per Ty – nickowo lub po imieniu, bo i dłużej tu piszący znają prawdziwe imiona wyzierające spod nicków. Dystans dystansem, jak ja np. piszę na forum Interii, ale nie tu, gdzie od kilku lat zaglądam i „widzę” znajome twarze. O niektórych tutaj z nas wiem więcej, bo jeśli mamy taką potrzebę, to wymieniamy się mailami lub telefonami. Czasami sobie pomagamy poza Tawerną, bywa…

      Nie wiem dlaczego tak Panią razi to, co pisze SłowiAnka, każdy z nas ma swoją wizję świata i duchowości, i szanujemy to, tolerujemy się nawzajem. Pisze Pani w jednym wątku i ni z gruszki, ni z pietruszki ma Pani jakieś „ale” do Ani. Wszystko rozumiem, ale dlaczego i po co? Woli pani szkiełko i oko, dobrze, Pani wybór, w większości co pani napisała, jest zgodne z wyobrażeniem naszym, np. dotyczącym żydowskiego boga itd.
      \ja np. nie mam określonego Źródła mojej Mocy, mojego stworzenia, wiem i czuję, że zrodziła mnie MIŁOŚĆ, ale to jest bardzo subtelne i indywidualne doznanie, każdy ma swoją JEDYNĄ OPOWIEŚĆ… I w tej różnorodności jest bogactwo, zdrawiam – Iwona

      1. Lajla, piękny nick…Jeszcze raz przeczytałam Twoje wpisy…Myślę sobie, że jesteś uprzedzona, może masz złe doświadczenia z innych forów, zdarza się. Wierz mi, tutaj nikt po nikim się nie „ślizga” – nawet jak dostajesz „reprymendę” to z troski o rozwój własny, wszystko z szacunkiem, choć każdy ma prawo do gorszego dnia, więc schowaj kolce i WITAJ:)

      2. Biorę do ręki telefon i robię się pusty i słowa same się pojawiają. Jednak Źródło wie, kiedy co i do kogo można.
        Obserwuję dyskusję od początku. Tym razem słowa płynąć nie chcą. Dawniej robiłem to na siłę i nie było to dobre, przynosiło jedynie więcej niepotrzebnego bólu i było jak próba wyciśnięcia niedojrzałego wrzoda.
        I teraz wiem, że nic więcej powiedzieć nie mogę. Widzę w czym problem i zdziwiłby się nie jeden, gdyby widział to samo. Może już za dużo powiedziałem.

        „Ktokolwiek jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”.

  5. Dopiero by było, gdyby przed nickiem trzeba by pisać Pan Pani😆 Też jestem nowy na tym blogu właśnie dlatego, że ludzie się tutaj szanują, czego brakuje na innych blogach🙏

      1. Tak, szanują, a to ważne traktować człowieka jak człowieka, nawet jeśli niektórzy, jak ja, ukrywają się pod nickami. Majk, pozdrawiam

      2. Chodziło mi o to, że ludziom wydaje się, że mogą obrażać i nie szanować innych, kiedy są schowani pod nickami, a tu jest inaczej. Nic nie ukrywam 😁
        Pozdrawiam, spokojnej nocy🙏

      3. Aniu Droga .
        Wszystko to marność.

        To wszystko wkrętki.
        Nie idziemy po tej drabinie w dół..

        PRAWdziwa Cnota żyje Normalnie z Wdzięcznością.

        Także podziękujmy już za marnowanie naszej Energii Światła.

        Świętujemy zwycięstwo Światła nad ciemnością. Zdrawiam

      4. Justyno, wzruszyłaś mnie. Co prawda nie płaczę, ale potrafisz dać mi „kopa w tyłek” w sensie Pozytywnym/Energetycznym i jest coś Pięknego… Tak, czuję się jeszcze czasem samotny.

    1. Justynko masz rację, świętujmy zwycięstwo, bo jak wynika z poniższych wypowiedzi wysoko postawionych wśród nacji czarnosukienkowców oni sami już się wtłaczają w ciemne odchłanie idiotyzmów.

      „Ten pan postradał rozum”. Włodzimierz Czarzasty ostro o abp. Marku Jędraszewskim
      Na Wawelu odprawiono mszę św. w 72. rocznicę urodzin Lecha Kaczyńskiego, w której wzięli udział czołowi politycy PiS. Abp Marek Jędraszewski mówił podczas homilii, że mamy obowiązek, „by dziękować za to życie Lecha Kaczyńskiego i pana prezesa w kategoriach ludu Bożego”. – Ten pan postradał rozum już dawno, znam jego wypowiedzi ws. LGBT, różnych grup społecznych. Myślę, że opanował go jakiś szatan i przez niego przemawia – komentował wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty (Lewica) w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. – To doprowadzi do tego, że młode pokolenie od Kościoła się odwróci plecami, doprowadzi to do laicyzacji kraju. I zrobią to tacy panowie jak pan Jędraszewski. Trzymam za niego kciuki – im więcej bzdur będzie mówił, tym ludzie zobaczą, w jak wielu aspektach dużo niemądrych ludzi jest wśród kleru – podkreślił. – Dlatego – kontynuował Czarzasty – uważam, że postulat państwa świeckiego jest jednym z najważniejszych postulatów w Polsce, bo jak państwo będzie świeckie, to Kaczyński nie będzie rządził, a pan Jędraszewski mu w tym pomaga. – W związku z tym, panie Jędraszewski, do roboty! – podsumował”

  6. „Bardzo lubię „Misja Kleopatra””

    Sławku Drogi, wiesz, że w tym filmie Kleopatrę zagrała Monica Bellucci, czyli jedna z najbardziej ognistych aktorek, która jak sądzę jest powodem tych upałów, ha ha 😁 😉 O tym się głośno nie mówi, bo wyszedłby międzynarodowy skandal 😱 😉😉😉

    Wbrew pozorom, prawdopodobnie tu na blogu, jestem Twoim najlepszym kumplem… ale nie będę tego rozwijał publicznie, dlaczego tak akurat uważam.

    Masz Monicę Bellucci od najlepszego blogowego kumpla, albowiem nie samym „Kursem Cudów”, wybaczaniem, analizowaniem ego człowiek żyje 😁:

    .https://www.youtube.com/watch?v=KT44aQ_10XM

    1. Kurs Cudów jest dobry na pewnym etapie i chociaż ten czas wydawać się może jedynym w którym się tu pojawiłem to tylko malutki fragmencik mojego czasu w powiększeniu, w którym to czasie przywracam bieg swojej rzeki. Bo gdy piszę o zakręconym kranie, to nie znaczy że można zatkać Źródło Rzeki Życia. Ta rzeka to energia, której nie można zniszczyć ale można zmienić jej bieg. W oryginalnym, wzorcowym swym korycie zwanym Wola Źródła jeśli płynę, to witajcie przygody i jestem w raju i mówienie wtedy o płynięciu z prądem ma sens. I to się nazywa energia miłości a gdy zmieniam kierunek rzeki, to rzeka staje się rwącą, z wirami albo podmywa i tą energię nazywamy złość, lęk, depresja ale to wciąż tą samą energia. I tu człowiek ma ochotę zniszczyć tamę, zbudować nad wodospadem most a płynięcie z prądem takiej rzeki nam nie leży. I jeszcze mógłbym o tym trochę opowiedzieć a dziś mi to zaczęło spływać gdy mi słońce dogrzało ale ja nie o tym chciałem tylko o tej Kleoparze. No wiem wiem kto tam gra i gdy wczoraj wspomniałem o niej to przypomniał mi się moment kiedy Galowie zostają jej przedstawieni a ona odwracając się pokazuje z tyłu wycięcie sukienki a Panoramiks robi minę 🙂

      1. W pierwszym poddajemy się Jej Biegowi (woli Boga i jednocześnie Naszej) (której pragnieniem jest nasze szczęście) (i która wie jak płynąć by nam to zapewnić bo WIE) i wtedy mówi się że to Życie Żyje Nami – „to już nie ja żyję a Bóg we mnie”

        Druga opcja to wiele prób ustanowienia nowego koryta rzeki, kiedy nie wiemy, że nie wiemy i kiedy myślimy że to na tym polega kreacja. W tej opcji są przeszkody, wiry, a my myślimy że to jest zło i zastanawiamy się jak je pokonać.

        Jesteśmy Stwórcami swoich doświadczeń w sensie, że w każdej chwili decydujemy którędy popłynie rzeka i dlatego jesteśmy odpowiedzialni za to czego doświadczamy. To my decydujemy i możemy pozwolić Jej Płynąć Naturalnie albo kombinować na własną rękę aż nam to zbrzydnie.

        Teraz rozumiem o co chodziło Anastazji kiedy mówiła że jest na odwrót tzn nie my strzelamy a Bóg kule nosi tylko Bóg strzela – Jest Stwórcą Rzeki, Źródłem Energii; a my kule nosimy – nadajemy kierunek rzeki.

        W przyzwoleniu, w byciu w tej energii jak i w wybaczeniu, odpuszczeniu, jest więc nie zmienianie Jej kierunku i przyzwolenie na unormowanie się z niewzorcowego koryta rzeki do naturalnego. Może nie takiego jak nam się wydaje, bo woda dostosowuje się do warunków przez co jej koryto się stale zmienia. Nie można go ustalić przepisami. Bóg jest abstrakcją, mawiają niektórzy.

        I każdy ma swoje koryto rzeki. Mogą sie te strumienie łączyć, mogą rozwidlać. Woda jest jedna a jednak każda rzeka inna. Jedno Źródło wybijające w nieskończenie wielu miejscach i raz tworzące jeziorko, innym razem kaskadę. Takie same i nigdy nie powtarzalne.

        I kiedy coraz śmielej się na to zgadzam, gdy coraz mniej się boję tej rzeki, coraz bardziej wyczuwam jej energię w sobie i wiem gdzie chce płynąć, ona daje mi coraz więcej wglądów, umiejętności pływackich i krzyczę tak, bierz mnie a jak się rzeczka Panoramiks połączy z rzeczką Kleopatry, to popłyniemy sobie razem a jak się rozdziela, to też fajnie i nigdy się nie rozdzielą bo to wciąż tą sama woda.

        Po prostu mnie to rozwala, rozpala, nosi, energia unosi, wybija i podbija. Oj będzie się działo 😁

      2. Sławku, ja Tobie życzę jak najlepiej. Przyznaję się jednak, że „Kursu Cudów” nie czytałem. Oglądałem tylko film, który był ponoć tym zainspirowany. Z tego co pamiętam, to w tym filmie było coś o energiach.

        Jeśli chodzi o „drapieżników”, to czuję, że masz trochę rację z czego to wynika..

        Akurat ja osobiście chce być „drapieżnikiem”/ w sensie bardziej asertywny, bo w młodości nie byłem drapieżnikiem tylko popychadłem. W szkole podstawowej pozwalałem sobie wejść na głowę i uważałem wszystkich za przyjaciół. Sądzę, że dlatego teraz mnie ciągnie w stronę
        „raptusa” i nawet mi się to podoba 😐
        Bez wazeliniarstwa, to ja Ciebie Cenię. Twoje Wglądy mają Wartość i czytam Twoje komentarze. Tyle ode mnie.

      3. „W szkole podstawowej pozwalałem sobie wejść na głowę i uważałem wszystkich za przyjaciół. Sądzę, że dlatego teraz mnie ciągnie w stronę „raptusa” ” Wojownik Radek

        Miałem podobnie bo dawałem się wykorzystywać i to było związane z kk i „świętym posłuszeństwem” – bezrozumnym niewolnictwem.

        Dajemy się wykorzystywać, wchodzić sobie na głowę, pozwalamy przekraczać granicę i to jest jak pozwalanie sobie wchodzić w pole, które naciąga się jak gumka, po czym odbija w drugą stronę i wchodzimy w cudze pole też nieświadomi przekraczając czyjąś granicę. Od skrajności w skrajność aż odnajdujemy równowagę i zaczynamy granicę wolności wyczuwać tak czyjąś jak i swoją.
        W równowadze będzie łagodność ale nie „miękka faja” uległość, stanowczość ale nie arogancja „buńczuczności”.

      4. „to jest jak pozwalanie sobie wchodzić w pole, które naciąga się jak gumka, po czym odbija w drugą stronę i wchodzimy w cudze pole też nieświadomi, przekraczając czyjąś granicę.”

        I co może być ważne, a co mi teraz przyszło.

        Po wejściu w cudze pole, wejściu komuś na głowę, może wystąpić poczucie winy, które gdzieś się głębiej skryje ale będzie tym co pozwala na „dawanie palca”. Tyle że dawanie palca to zgoda na przekraczanie granicy i jak ktoś przekroczy ją raz, to nie wie kiedy się zatrzymać i następnie chce jeszcze rękę.

      5. Co do Kursu Cudów, sam autor mówi że podyktował je konkretnie dla pewnej osoby, która o to prosiła, nie potrafiąc dojść do porozumienia ze swym współpracownikiem.
        Czytałem dwa razy i dawno nie zaglądałem a gdy coś mi się naprawia, to czasami przypomina się jakiś fragment KC którego normalnie nie pamiętam i zanim jakby objaśnieniem.
        KC studiują osoby ale on jest skierowany do pewnej grupy o konkretnych predyspozycjach i np pierwotna odbiorczy i była psychologiem z podejściem bardzo naukowym, dlatego terminy i słowa w nim użyte nie każdemu mogą spasować. Dla kogoś o wiele lepszą pomocą może być siedzenie przy drzewie. Dla kogoś innego mogą to być czyjeś komentarze, jego sposób łączenia różnych faktów, poziomów.
        Dobry mechanik ma dużo kluczy, bo każda śróbka może wymagać innego klucza. Tylko mi się wydawało że ten sam klucz co pasował do mojej śróbki będzie pasował do każdej.

      6. Nie pouczam Cię Radek. Głośno myślę i uświadamiam sobie potrzebę wybaczenia doświadczeń, kiedy inni wchodzili mi na głowę, bo według tego co teraz zobaczyłem, to z powodu braku czucia i widzenia granicy.

        Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego – czyli jest ta granica. I kiedy jej nie widzę to ją przekraczam i tym samym stwarzam dla siebie doświadczenia w których ktoś nieświadomie przekroczy moją granicę.

        Więc, by nikt nie wchodził w buciorach w moje życie, wystarczy że i ja tego nie będę robił ale jak do tego dojść?
        Po prostu, wybaczyć sobie wejścia innych mnie na głowę i próby ciosania na niej kołków, bo samemu też się wchodziło.

        Fiu fiu….

    2. Dzięki za teledysk. Kiedyś mi się takie kawałki wydawały smutne a przecież piękne są.

      Dziś duszno u nas i parno i gorąco. Plewiłem od rana i tak mi słońce dogrzało, że jak mnie oblazły mrówki i zaczęły gryźć, to dziękować im zacząłem, bo mnie pobudzały i zemdleć nie dały, przed udarem jakby chroniły.

      Wszystko wydaje się inne.

      „Nie chodzi o to co widzisz ale jak na to patrzysz” – głos w głowie telepatycznie kiedyś, nie wiem czyj.

      1. Ha ha, Monica Bellucci mnie w jakimś sensie rozpala/pobudza, a i tak jest kuźwa gorąco, nawet bez niej. Moniko, mniej litość, nie przeginaj pały 🤣🤣🤣😉
        Bądźmy dorośli 🤣😉

      2. Dziękuję
        I mnie się dziś coś na amory zebrało.
        Może wyskoczę na łowy 😁 zarośnięty jak dzik na czarno, nie jak biały Panasoniks, Paranoiks? Kurde jak to było, Pandemiks? Aa Panoramiks

  7. „Miałem podobnie bo dawałem się wykorzystywać i to było związane z kk i „świętym posłuszeństwem” – bezrozumnym niewolnictwem”.

    Czuje intuicyjnie, że KK ma w tym duży udział. Przynajmniej w moim życiu. Od najmłodszych lat chciałem być „dobry”, aż bólu.

  8. „A już myślałam że niejaki G. pozostanie bez konkurencji”.

    Grześ to największy forumowy kozak. Ja przy nim to „dobry Radzio”. „Raczkujący Radzio” 😉

    A tak na serio, to ja wolę konkretnych komentatorów, którzy piszą wprost, o co im chodzi, bez ukrywania się za nickami, raz męskimi, a raz źeńskimi.

    Nie lubię też, jak ktoś wraca do starych tematów, które już dawno miały być zamknięte. Jeśli dojdzie kiedyś do spotkania w realu, to chcę popatrzyć w oczy tym, którzy lubują się „pławić” w starych sprawach, rodem z sado-maso.

  9. „Nie pouczam Cię Radek. Głośno myślę i uświadamiam sobie potrzebę wybaczenia doświadczeń, kiedy inni wchodzili mi na głowę, bo według tego, co teraz zobaczyłem, to z powodu braku czucia i widzenia granicy”.

    Spoko, Sławek.

    W każdym razie czytam Twoje komentarze. Znamy się tylko z forum, ale Ciebie polubiłem przez ten czas bardzo.
    W Twoich komentarzach jest też coś, co ja czuję w swoim wnętrzu. Prawdopodobnie jedziemy na tym samym wózku.

    1. „wolę konkretnych komentatorów, którzy piszą wprost, o co im chodzi, bez ukrywania się za nickami, raz męskimi, a raz żeńskimi.

      Nie lubię też, jak ktoś wraca do starych tematów, które już dawno miały być zamknięte”. Radek

      To jest silniejsze od człowieka. Nad tym nie można zapanować. Jeśli nie przebaczę, to potępię i nic się z tym zrobić nie da. Jeśli nie popłynie energia tędy, to bokiem, a gdy będę próbował zatykać, to ciśnienie urośnie i wybije ze wzmocnioną siłą.

      Można się oszukiwać i wmawiać sobie, że u mnie woda już płynie wzorcowo i wieszać u jej brzegów tysiące czerwonych serduszek. Nie jedna osoba się na to nabierze, ale podpisu energetycznego podrobić się nie da i w samych słowach też to jest widoczne. Jednak to wzrastające ciśnienie powoduje, że człowiek musi mu dać upust i jeśli chce być widziany jako ten od dobra, to będzie to musiał zrobić pod innym imieniem albo na innym forum.
      Widuję takie rzeczy w różnych miejscach ale nie chodzi mi o ujawnianie ich. Nie muszą się mnie obawiać. Nie potępiam tego, rozumiem. Przechodziłem przez to i można to sobie tłumaczyć na tysiące sposobów ale prawda jest jedna: nie wybaczyłeś to zaatakujesz, bo jeśli się nie oczyściłeś, to zobaczysz i oplujesz. Otwarcie czy skrycie, jeśli akurat czerpiesz energię z podziwu, jaką to piękną rzeką dysponujesz, to chcąc zachować taki sposób pozysku energii, pozostanie jedynie atak w masce. Ego jest szalone i tylko współczuć takim osobom teraz mogę.

      Skryte czy otwarte ataki mogą się trochę różnić ale to wciąż ten sam ruch – projekcja i próba przeniesienia winy z siebie na kogoś, by poczuć się chociaż przez chwilę lżej.
      Jak się wybaczy czyli usunie z siebie to poczucie tej nieprawdziwej, wyimaginowanej winy, to znika potrzeba ataku lustra i pojawia się wdzięczność za to że Świat nam to lustro postawił na drodze.

      Ludzie nie są tego świadomi, co się z nimi dzieje. Przypuśćmy że ktoś nosi różowe okulary i patrząc na biały świat, widzi go różowym. Ma różowe okulary niewzorcowe, to będzie miał nerwy na różowy kolor i będzie wytykał światu różową barwę. Ale jej tam nie ma. I póki tych różowych okularów nie zdejmie, złość na różowy kolor będzie wzrastać i nie można nad tym zapanować. Można próbować i zrobić to na chwilę ale złość wybije i wybuchnie bo to energia Boga i On/Ona nie chce byśmy zostali niewolnikami tych okularów, więc ma takie zabezpieczenia, z którymi człowiek nie wygra.

      Więc osoba w różowych okularach będzie się uśmiechać jeśli chce być odbierana za taką już bez okularów ale nad swymi atakami nie zapanuje, póki okularów nie zdejmie.
      W dodatku przyciągnie do siebie kogoś kto np nosi zielone okulary i wyładuje swój gniew na tym w różowych okularach. Może pomyśli: co, ja nie mam nic wspólnego z kolorem zielonym, o co się tamta osoba przypiepsza? Z kolorem zielonym nie, ale z patrzeniem przez niewzorcowe okulary tak i z projekcją koloru na świat, nieważne jakiego, oraz z przeniesieniem.
      Wybaczenie by sprawę załatwiło, bo ściągnęło diet okulary ale jeśli zbudowało się swoją pozycję, którą wychwalają wszyscy i mówią ci: aleś ty wspaniały i wysoko i nie masz już żadnych okularów, to łatwiej jest uznać że świat jest zły i pełen troli niż wziąć odpowiedzialność za doświadczenie, którego w taki sposób jestem twórcą. I to wszystko dla mojego dobra, dla przebudzenia.
      Dlatego przyjęcie jest rozwiązaniem a nie walka bo te doświadczenia nie są problemem a pomocą. Jednak to można zobaczyć dopiero gdy się okulary ściągnie. Gdy się ich ściągnąć nie chce, samo słuchanie o tym może wywołać wielki gniew.

      Gdy powiedzieć takiej osobie, że ma okulary zielone czy różowe, nawet gdyby mieć jedynie dobre intencje, on/ona odbierze to jako perfidny atak a jego wzburzenie będzie tym co zablokuje widzenie jak jest naprawdę. Dlatego widzieć, nie znaczy mówić. To zależy od gotowości odbiorcy, dlatego gdy się wczuwam, słowa nie zawsze chcą płynąć a gdy zrobię to na siłę, to nie z woli Źródła a własnego ego i sobie tym zaszkodzę i drugiej osobie nie pomogę a też zaszkodzę.

      No cóż, przerabiałem to, lekko nie było i jak powiedziałem, współczuję komuś kto ma z tym sprawę a uciec się od tego nie da.
      Ciężko się myje samemu w samotności przyznając się przed sobą a co tu mówić, gdyby ktoś coś wytknął.

      Na wszystko jest odpowiedni czas i by w niego trafić i z odpowiednim narzędziem, tego sam z siebie człowiek nie jest w stanie wiedzieć. To można tylko poczuć pozwalając się prowadzić. I chociaż nikt mną nie steruje, mam wybór by to robić, być pustym naczyniem, przez które przelewa się Życie i rozprzestrzenia Stworzenie, lub robić samemu i wkurzać innych i „grabić” sobie.

      Wątpliwości nie mam co wybrać ale błędy popełniałem i przepraszam i póki będę na Ziemi, mogę to robić.

      1. Czasami zmienia sie nicka, by kogos chronic lub by nie sciagac zlych istot do nowego miejsca.

      2. Vinca
        Pewnie masz rację.
        Albo gdy poznajesz swoje duchowe imię jeśli takie jest.
        No wiesz, nie twierdzę że nie ma innych powodów, tylko że w jakiejś konkretnej sytuacji jeśli czegoś zobaczyć nie chcemy, to wytłumaczenia się jakiest inne znajdą.

      3. Slawku, sa rozni ludzie na forach i maja rozne motywacje. Chcialam tylko zwrocic uwage, ze czasami za zmiana nicka nie stoi zadna negatywna pobudka.

      4. Vinca, czasem specjalnie zmieniałem niki w ramach eksperymentu, by zobaczyć jak zareagują ludzie na słowa, kiedy nie będą wiedzieć, że rozmawiają ze mną. Znaczy się, kiedy zabiorę im uprzedzenia albo okładkę i podam samą treść.

        Partyzanci swoich imion też nie używali.

        Miałem kilka motywów a ludzie co chcieli to i tak widzieli.

      5. W sumie teraz tak mi przyszło, że Bóg nigdy nie podpisuje swoich dzieł, przez co myślimy, że nie wszystko od Niego pochodzi, nazywający jedne rzeczy złymi a inne dobrymi i próbując zwalczać, kontrolować te, o których myślimy, że nie są od Niego. Odrzucając tym samym samego Boga, Jego zabezpieczenia jak barierki ochronne nad przepaścią, które mają nas chronić, albo ból. My krótkowzroczni nie widzimy co się za tym kryje i chcemy te „przeszkody” usuwać, zamiast przyjąć co nam daje, włącznie z rozpoznaniem czym te barierki są i co jest za nimi, oraz którędy prowadzi droga bezpieczna i szczęśliwa.

  10. „Wojowniku, nie ściemniaj tu Pani Lajli, nie raz chwaliłeś się tu bowiem swoim pędzlem… 🤣🤣🤣🤣”

    Dzięki TAWie, poprawiłeś mi humor 🤣👍

    Nie mam dobrego wzroku, więc nie wiem, czy jest dobre brać się za pędzel po tylu latach, bo nie chcę, aby wyszły bohomazy na płótnie 😁 🤣🤣🤣 Mój ulubiony Degas malował tancerki, więc Gościu był na bieżąco w sprawach pędzla 😉 Teraz rozumiem, czemu Degas lubował się w malowaniu tancerek. Miał chłop łeb 🤣🤣🤣

    1. Jak ogladam niektore obrazy, to nie widac, by im wzrok byl potrzebny. Zreszta kiedys widzialam prace ktoregos slynnego malarza i pieknie porownano na podstawie zmian kolorow, jak sie zmienial jego wzrok.

      1. Czasami wzrok niepotrzebny 🤣🤣🤣
        ————
        Zawartosc zbieral co najmniej trzy miesiace; przyjmujac, ze nie mial zaparc. 😂

        [2015] „Włoski artysta [Piero Manzoni] załatwił się do 90 puszek i postanowił je sprzedać. Dzieła zrobiły furorę i rozeszły się po całym świecie. Puszki z ekskrementami były opatrzone napisem „Gówno artysty” i kosztowały fortunę!
        Puszki z 30 gramami ekskrementów wyceniono na 37 dolarów za sztukę, co było zgodne z ówczesną ceną złota.
        […] w 2007 roku jedną z puszek sprzedano za 630 tysięcy złotych […]”.

        https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/dziela-sztuki-z-gowna-artysta-sprzedal-swoje-fekalia/nn1rnbe

      2. Kalinko Droga
        Te obrazki w kolorze pomarańcz mają wyrażną wymowę..
        Wiesz jaką..
        One mówią wincyj niż tysiąc słów..

      1. Tak jak ta slynna kropka.
        Ostatnio pisali, ze to CIA robila taka mode na absurdy i dziadostwo, by walczyc z sowietami i socrealizmem. Czyli sztuczna sztuka i sztuczne lansowanie mody za kase podatnikow. Takie zabawy wojskowe.
        I dlatego dziwi mnie, ze ktos nie chce malowac. Skad wie, czy jego obrazy nie bylyby ladniejsze i wartosciowsze od innych, gdyby malowal sercem, a nie na zamowienie snobow pod konkretny trend czy mode..

      2. „Matrixowa sztuka”, Anamiko, niezależnie od stanu ich świadomości gówn………o pozostanie gówn…..em 😁 oto i cała sztuka współczesna🤣

      3. Samych Dobrych Słonecznych Spokojnych Dni . 💑
        Zwycięstwo Światła 🌻🌎🌍🌞

        „Kalendarz księżycowy zawierający m.in.: fazy Księżyca, pozycję Księżyca w znakach zodiaku, godziny wejścia Księżyca w znak zodiaku, cykl wznoszenia i opadania Księżyca, przebywanie Księżyca w węźle oraz wschody i zachody Księżyca; – Kalendarz chiński zawierający heksagramy na każdy dzień i miesiąc oraz niezbędne informacje z zakresu astrologii chińskiej i wyliczenia określające jakość dnia. Kalendarz ten na pewno przyda się nie tylko adeptom i profesjonalistom sztuki feng shui (starożytnej metody poprawy jakości życia na wszystkich jego poziomach), lekarzom, naturoterapeutom i pasjonatom zajmującym się medycyną chińską, terapią su dżok i medycyną ludową, ale także osobom, dla których rytm Księżyca w życiu codziennym jest
        równie ważny, jak rytm słoneczny i którzy wiele prac oraz decyzji podejmują, opierając się na aspektach lunarnych. Kalendarz ten polecamy też tym z Państwa, którzy wiedzą lub przeczuwają, że powodzenie w działaniu można przewidzieć, bo wszystko ma swój czas i miejsce. I nie ma przypadkowych szans”.

        W Miłości i Słońcu na każdy Dzień …

        https://czytam.pl/k,ks_901982,Kalendarz-dobrych-dni-2021.-Sloneczny-Ksiezycowy-Chinski-Sloneczny-Feng-Shui.-Dla-tych-ktorzy-cha-byc-szczesliwi-zdrowi–google.html

  11. „Nie wiem, gdzie Radku mieszkasz, ale na pewno jest szansa, żebyś ruszył na studia na ASP”.

    Mam poważną wadę wzroku i od lat nie rysuję (lubiłem szczególnie w plenerach malować węglem), a także nie maluję. Co innego muzyka, którą nawet wolę od malarstwa.

    Mój Przyjaciel (kiedyś graliśmy razem w zespole na syntezatorach), który mieszka obecnie w UK, skończył tam studia muzyczne. Interesuje go produkcja muzyczna i ma zadatki na dźwiękowca, bo ma idealny słuch. Powiedział mi bardzo wzruszającą rzecz: „Kiedy mi się w Anglii uda w muzycznych planach, to Ciebie Radku chce mieć u boku i z Tobą nagrać materiał muzyczny”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s