Coraz częstsze manifestacje zakamuflowanych sztucznymi chmurami statków UFO

Coraz częstsze manifestacje zakamuflowanych sztucznymi chmurami spodków. Zdjęcia robione przed chwilą. Szczególne wrażenie robi jeden z nich – z idealnie geometrycznie zakrojonym stożkiem, zawieszony nad drugim spodkiem.

Mam słaby aparat w starym smartfonie, na żywo widok jest o wiele bardziej spektakularny. Kliknij w fotę w celu jej powiększenia.

Jako „nawiązania i konteksty” prezentuję fotografię zakamuflowanych sztucznymi chmurami statków Plejadian zawieszonych nad ich bazą – piramidą Fuji w Japonii:

Zwracajmy uwagę na tego typu sztuczne chmury oraz na sztuczne chmury w kształcie kilkunastokilometrowych cygar.

Dzieje się…

autor: TAW

W Warszawie Har-Magedon…

Biedronka, ul. Sobieskiego, Wwa. Stoisko z papierem toaletowym 😉

Biedronka, ul. Sobieskiego, Wwa. Stoisko z ryżem, kaszami i pokarmami stałymi

Rossmann, ul. Klaudyny, Wwa (fot. Agnieszka Ch.)

Przed chwilą byłem w Biedronce na Sobieskiego. Czy w tym kRaju jest z kim pogadać?…

TAW

Piosenka o końcu świata – Czesław Miłosz

Piosenka o końcu świata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

autor: Czesław Miłosz

Postanowiłam przestać chodzić do kościoła. Mój mąż już wcześniej przestał, moje dziecko nigdy nie lubiło tam chodzić

Chciałam się z Wami przywitać. Czytam Was już kilka miesięcy. Byłam tu z 2 lata temu, ale bez urazy – to, co czytałam, uważałam za jakiś kosmos i odlot. W takim sensie, że pisaliście o rzeczach zupełnie dla mnie niezrozumiałych. Odeszłam stąd. Ale potem znów mnie coś tutaj przyciągnęło.

Do tej pory wiele dla mnie jest zadziwiające, ale inaczej to teraz odbieram. Mniejsza o to. Chciałam coś skrobnąć w kwestii mojego podejścia do Kościoła, bo akurat w tym temacie wiele u mnie się zmienia ostatnio 😉

Od roku stało się ze mną coś, że nagle zaczęłam sobie zadawać pytania. Z kościoła wracałam zamiast „w świętości”, to zgorszona. Zaczęłam wsłuchiwać się uważnie w kazania i dochodziłam do wniosku, że słyszę bełkot i samozaprzeczanie z ambony. Ale co tam, przecież „mądry, kształcony ksiądz” wie, co mówi, a „ciemna masa” i tak nie zrozumie, to można gadać górnolotnie, a bez składu, ładu i logiki.

Z dniem 1 listopada postanowiłam przestać chodzić do kościoła. Mój mąż już wcześniej przestał, ale „od czasu do czasu” chodził. Moje dziecko nigdy nie lubiło tam chodzić.

Podczas kolędy proboszcz powiedział, że jak nie będziemy chodzić, to dziecka nam do pierwszej komunii nie dopuści – bardzo „po bożemu” – strachem najlepiej. Tak więc w związku z tym postanowiliśmy z mężem, że ani na religię chodzić nie będzie, ani do komunii nie przystąpi. Oczywiście po rozmowie z córką.

Chciałam jeszcze tylko dodać, że za dziecka matka prowadziła mnie do kościoła regularnie w środy i piątki, plus wiadomo – niedziela. Całe lata. Nawet do Częstochowy na piesze pielgrzymki chodziłam. Rodzina „od oka”, wręcz „święta”. Jak pisaliście o tym – taki program mi wgrano za dziecka. Do tego wystarczy dodać, że jako jedyna z pięciorga rodzeństwa byłam „kozłem ofiarnym” matki z narcystycznym zaburzeniem osobowości, i do tego przyzwalający tata.

I powiem Wam coś. Teraz wiem, że to dzięki matce oczy mi się otwarły (chyba po to taka matka „mi się dostała” 😉), a zachowanie księdza tylko mnie i męża utwierdziło w tym, że Kościół to jedna wielka ściema.

Przyzwyczajeni do tego, że „w coś wierzyć trzeba” szukaliśmy religii, gdzie myślą podobnie. Protestanci, prawosławni… Okazywało się, że to wszystko, to nie to.

Jakoś w internecie ktoś polecił książkę „Anastazja”, kilka tomów przeczytałam.

Władimir Megre, Anastazja. Tom I z serii „Dzwoniące cedry Rosji”. Wydawnictwo Stowarzyszenie „Wartościowa Książka”, 2017

Potem zaciekawiłam się historią Polski (w szkole szczerze nienawidziłam tego przedmiotu), zaczęło mnie interesować też zielarstwo: tego lata ususzyłam troszkę ziół, nawet pierwszą w życiu nalewkę zrobiłam (mina męża – bezcenna), gdyż dla mnie alkohol od zawsze mógł nie istnieć, i w końcu jakoś do Was znów trafiłam. Czytałam tu rzeczy nadal dla mnie dziwne. Jednak cytat „Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą” sprawił, że zimowymi wieczorami dosłownie chłonęłam wszystko, co mi w ręce wpadło bez tego dawnego: „Kościół tego nie pochwala, czary-mary, i to też złe”.

Aktualnie mój światopogląd się wywraca do góry nogami, gdy porównuję siebie do osoby sprzed roku.

Jako dziecko napracowałam się „w polu” i ogródku (jako dzieci byliśmy do pracy potrzebni – zwłaszcza ja, jako jedyna dziewczyna z rodzeństwa, byłam przyuczana do „służenia”, zwłaszcza matce) – i szczerze znienawidziłam prace polowe.

Teraz pierwszy raz mam własny ogródek z wszystkimi warzywami, jakie sobie zimą wymarzyłam. Po troszkę, ale jest 🙂 To naprawdę działa. Spisałam wszystko, zbierałam wiedzę i jakimś cudem w miejscu, gdzie rok temu był beton, teraz mam własny ogródek. Nawet trzech półek z własnymi przetworami się dorobiłam 🙂

Przede mną wiele pracy nad sobą. Mam strasznie mało wiary w siebie, ale to się zmienia. Zaczęłam na sobie testować. Całe lato chadzam boso. To też nowość dla mnie. Zaciekawiliście mnie ostatnio w temacie patrzenia w Słońce – zgłębiam temat w miarę możliwości 🙂

I codziennie czytam, co piszecie. Ja mam niewiele jeszcze tutaj do powiedzenia. Ciekawią mnie Wasze wpisy. Lubię Was czytać, zwłaszcza jak są odmienne zdania, bo motywuje i mnie to do myślenia.

I jeszcze jedna ważna zmiana u mnie. Teraz chcę wiedzieć, a nie wierzyć…

Bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście, bo dzięki Wam poszerza mi się horyzont i zmienia sposób patrzenia na świat.

*

Chciałam dodać coś do tematu Kościoła, w którym się wypowiadałam. Kolejna rzecz, która utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robimy. Dziecko z dniem 2 września wypisane z lekcji religii, wczoraj musiałam donieść pismo w tej sprawie (choć wiem, że to niezgodne z prawem). Szkoła bezproblemowo podeszła, o dziwo, do tematu (bardzo związana z instytucją KK), więc i ja nie robię z tego problemu.

Przed chwilą odebrałam telefon z „kancelarii parafialnej”, i co usłyszałam?

Że ślubowaliśmy dziecko wychować po katolicku, a więc skłamaliśmy. WTEDY złożyliśmy krzywoprzysięstwo. W jakimś punkcie przy oświadczeniu przed ślubem podpisaliśmy, że ważne są dla nas wartości katolickie, znów poświadczyliśmy nieprawdę 😀 i na dodatek będziemy mieć problem z pochówkiem w parafii tej i każdej innej.

I jaki nasuwa się wniosek? STRASZENIE – i tylko to mają do zaproponowania. A kolejna rzecz – przekazanie tego, co miał do powiedzenia, przez telefon. To tak się to robi?

Kiedy jeszcze byłam w Kościele, kiedy byliśmy u niego po pomoc w sprawach wiary, zostaliśmy, przepraszam za wyrażenie, „olani ciepłym moczem”. Taka pomoc od nich, a teraz zastraszanie. Brak odwagi spojrzenia w oczy, więc przez telefon.

Oto „katolicka” postawa. Brawo księża, brawo Kościół. Otwieracie oczy. Dziękuję wam.

autor: Pałki Pałki