MNISZEK LEKARSKI, czyli jakie chwasty warto zbierać – dr Jerzy Jaśkowski

W internecie pojawiły się artykuły na temat stosowania mniszka lekarskiego jako doskonałego leku na raka. Już widać opóźnienie informacji, ponieważ te badania, na jakie powołują się zmianynaziemi.pl czy fronda.pl, pochodzą sprzed 6 lat. Mając 48 godziny na ocenę wiarygodności i wartości materiału, siłą rzeczy musiałem się ograniczać, za co przepraszam z góry. Dostałem pilne zadanie, więc z góry przepraszam, że nie wszystko będzie właściwie i do końca wyjaśnione. Ad rem.

Mniszek lekarski pospolity, czyli Taraxacum officinale. Po rosyjsku: Oduwanczik, po niemiecku Loewenzahn, francusku Pissenlit, po angielsku Dandelion. Podaję te nazwy w celu ułatwienia szukania w internecie.

Mniszek to pospolity chwast rosnący na naszych łąkach, zwany mleczem.

W posiadanej przeze mnie starej księdze podają, że stosuje się go przy osłabieniu czynności trawiennych, nieżytach przewodu pokarmowego, schorzeniach trzustki, wątroby, niedostatecznym wydzielaniu żółci, cukrzycy, wzdęciach jelitowych, guzkach odbytniczych, ogólnym osłabieniu.

Substancjami czynnymi są:

1. węglowodan inuliny – od 24% na wiosnę do 40% jesienią.

2. 1-1,5 % taraksacyny,

3. tarakseryna,

4. inozyt, związki żywicowe,

5. woskowy związek taraksaceryna,

6. kwas hydroksycynamonowy i kawowy,

7. produkty utleniania – flobafeny

8. cholina do 8%,

9. związki trójterpenowem, ryboflawina,

10. asparagina, fitosterole, stigmasterol i inne.

Używa się mniszka albo w postaci wyciągu z korzeni, albo soku z całej rośliny, tj. bierzemy  20-40 g korzeni na litr wody, zaparzamy w temp. około 80 C i należy to pić, w zależności od choroby, 2-3 razy dziennie. Osobiście polecam, szczególnie dla panów, nalewki. Czas maceracji: co najmniej, niestety, 3 tygodnie. A potem po lampeczce do obiadu i kolacji. Co więc takiego się stało, że nagle, mimo, że lek ten znany jest od kilku tysięcy lat, zaczęto zwracać na niego, po kryjomu, uwagę dopiero obecnie? Ma bowiem jedną, ale to ogromną wadę, mianowicie nie da się go opatentować. Każdy „głupi” może iść na łąkę i jak trochę pomyśli, może sobie samemu zrobić lekarstwo.

A teraz o tym nowym odkryciu, czyli zastosowaniu preparatów mniszka do leczenia raka.

Po wrzuceniu do wyszukiwarki PUBMED [internetowego przeglądu badań medycznych], pojęcia „mniszek” wyświetlają się w ponad 263 prace naukowe wykonane w różnych instytucjach. Przedstawię tylko kilka pierwszych. 

1. Autorzy Pamela Ovadje i wsp. badali wpływ mniszka, wyciągu wodnego (DRE), na raka trzustki [Kanada, Ontario].

Okazało się, że w badaniach in vitro wyciągi wodne, w skrócie zwane DRE, powodowały apoptozę i autofagię ludzkich komórek raka trzustki, bez istotnego wpływu na komórki prawidłowe. 

2. Ovadje i wsp. w kolejnej pracy badali wpływ DRE na komórki ludzkiej białaczki. Wyniki sugerują, że wodne roztwory DRE zawierają składniki, które selektywnie indukują śmierć hodowlanych komórek białaczki. Niestety nie ma w streszczeniu rodzaju białaczki ani sposobu hodowli.

Pieczone liście mniszka z brązowym ryżem (fot. wikipedia.pl)

3. Choi UK i wsp. badali wpływ mniszka na stres oksydacyjny, powstawanie miażdżycy. Doświadczenia przeprowadzono na królikach. Króliki były karmione dietą bogatą w cholesterol i ubogą. Podawanie DRE znakomicie pozytywnie zmieniało aktywność enzymów antyoksydacyjnych. 

Osobiście mam wątpliwości, czy króliki były najlepszym materiałem badawczym.

4. Zofia Sigstedt i wsp. dokonała analizy piśmiennictwa dotyczącego stosowania mniszka na raka.

Stwierdzono, że mniszek lekarski, a właściwie jego wodne wyciągi, zmniejszały liczbę komórek nowotworowych raka sutka linii MCF-7.AZ. Stwierdzono ponadto, że DRE blokowały inwazje komórek raka piersi MCF-7.AZ. Te same wyciągi blokowały inwazje komórek raka prostaty LNCzP. Hamowanie inwazji potwierdzano przez obniżenie poziomu fosforylacji FAK i src, a także zmniejszenie czynności metaloproteinaz MMP-2 i MMP-9. 

5. P. Ovadje i wsp. [Uniwersytet Windsor, Ontario, Kanada] stosowali DRE w celu niszczenia komórek przewlekłej białaczki CMML, bardzo opornej na leczenie konwencjonalne.

Wnioski:

Ekstrakty mniszka mają ogromny potencjał jako nietoksyczne, skuteczne i alternatywne do konwencjonalnej chemioterapii. Korzeń mniszka wykazuje selektywną skuteczność w indukcji formy programowanej śmierci komórki w bardzo agresywnych i opornych liniach komórkowych CMML.

6. Taikui Piao i wsp. badali wpływ mniszka na odpowiedź zapalną IL-1 indukowaną w ludzkich chondriocytach zwyrodnieniowych. Choroba zwyrodnieniowa stawów jest przewlekłą chorobą i jedną z najczęstszych przyczyn niepełnosprawności u pacjentów w podeszłym wieku.

Wnioski:

Wyciąg z mniszka lekarskiego może być użytecznym środkiem w zapobieganiu i leczeniu zwyrodnień stawów.

Mniszek lekarski – etapy rozwoju (fot. commons.wikimedia.org)

Porada Starego „Dochtora”

Przegląd piśmiennictwa „oficjalnie” opublikowanego zachęca do stosowania wyciągów z mniszka w celu leczenia chorób związanych ze stanem zapalnym. W doświadczeniach stosowano wyciągi wodne, ponieważ sam spirytus powodowałby śmierć komórek hodowli.

W stosowaniu u człowieka wyciągi spirytusowe, moim zdaniem, mają lepsze zastosowanie, ponieważ można je przyrządzić raz na miesiąc i potem spokojnie używać. 

Wyciągi wodne, czyli na przykład zaparzanie herbaty dwa razy dziennie może być uciążliwe, szczególnie dla mężczyzn.

Reasumując

Jest faktem, że leczenie konwencjonalne nowotworów, czyli chemio-radio-terapia, daje statystycznie średnie przeżycie ok. 3,5 roku. Na każdych 10 chorych wyleczonych, aż 9 jest po leczeniu chirurgicznym. Leczenie bez chemio-radioterapii daje przeżycie średnie ponad 12-letnie.

W tej sytuacji w przypadku rozpoznania nowotworu piersi u kobiet, prostaty u mężczyzn czy białaczek, uważam za celowe przyjmowanie wyciągów z mniszka lekarskiego. Szczególnie w sytuacji niemożności wykonania zabiegu operacyjnego.

Podobnie można spokojnie przyjmować wyciągi z mniszka lekarskiego w przypadku zmian zwyrodnieniowych stawów.

Oczywiście lepiej, że te wyciągi, a szczególnie ich skład ustali indywidualnie dla każdego chorego ktoś, kto się na tym zna, chociaż trochę. Proszę pamiętać, że w latach  80. ubiegłego wieku zlikwidowano fitoterapię dla lekarzy.

A jak wiem z doświadczenia, tym starszym nie chce sie już przypominać sobie tej wiedzy. Tak wiec mogą być trudności w opracowaniu właściwego składu nalewki dla konkretnego pacjenta. Niestety trzeba się trochę znać. 

Bezwzględnie w przypadku wymienionych chorób należy przeprowadzić badania 25 OHD, żelaza i mocznika z kreatyniną.

Poziom 25 OHD powinien wynosić 60-70 ng, poziom żelaza około 70. Szczególnie u osób starszych przyswajalność żelaza jest utrudniona z powodu błędów dietetycznych. Dobry wpływ na przyswajalność ma tzw. podpiwek na drożdżach. W dawnych czasach, kiedy nie truto dzieci coca-colą, był to napój serwowany w ciepłe dni. Podobne działanie miało ciemne piwo. Ale kto robi dzisiaj ciemne piwo z chmielu? W sprzedaży jest tylko woda z chińskim proszkiem. (…)

Z cyklu: „Przeczytaj i zapamiętaj” N-21.

Pamiętaj:
Zdrowie jest zawsze sprawą indywidualną.
Publiczne są domy zwane burdelami.

Dr Jerzy Jaśkowski

jerzy.jaskowski@o2.pl

źródło: https://wirtualnapolonia.com/2016/02/08/dr-jerzy-jaskowski-jakie-chwasty-warto-zbierac-mniszek-lekarski/

Czytaj również:

Jeśli artykuł dr. Jerzego Jaśkowskiego ma dla Ciebie wartość, kliknij „Facebook” 🙂

Dziękuję 🙂

Kasia Kowalska o swojej transformacji i zmaganiach z boreliozą: Nie chciałam brać antybiotyków, pracowałam z szamanem

kasia-kowalskafot. Mariusz Jeglinski /Universal Music Polska

Kasia Kowalska z nękającym ją problemem boreliozy poradziła sobie w sposób niekonwencjonalny: zamiast zawierzyć szerzącej żniwo śmierci medycynie akademickiej, oddała swoje zdrowie w ręce… szamana. Artystka opowiada Annie Matusiak z serwisu plejada.pl o swoim powrocie na scenę, o głębokim duchowym procesie zmian w swoim życiu. Jedna z koleżanek piosenkarek powiedziała jej ostatnio, że wyczuwa w niej wielką siłę. Kasia twierdzi, że zawdzięcza ją… brazylijskiemu szamanowi…

Anna Matusiak: „Rzuć za siebie zwątpień czarnych garść. Będzie lepiej. Z tłem jaskrawych barw. Zajrzyj w siebie”. To fragmenty Twojego najnowszego utworu. Kaśka, co Ty tak pozytywnie? Co się z Tobą dzieje? (śmiech)

Kasia Kowalska: (śmiech) Patrz – tak źle i tak niedobrze. A tak serio… Mnóstwo przemian we mnie zaszło. Ten proces rozpoczął się kilka lat temu, kiedy rzuciłam się w wir podróży. Ameryka Południowa – to był mój cel. Zostawiłam wszystko. Wzięłam plecak. I wybyłam na miesięczną wyprawę. Mała grupa plus przewodnik. Przeżyłam różne etapy. Od paranoi przy braku zasięgu, bo przecież muszę być „w kontakcie” – po etap „uff, jak dobrze, że nie ma zasięgu”. Zrozumiałam, jak jesteśmy uzależnieni i podłączeni do niepotrzebnych źródeł.

indianie kogiIndianie Kogi /fot. Eric Julien

Odwiedziliśmy wiele miejsc, np. legendarne plemię Indian Kogi, którzy od setek lat żyją w odłączeniu od cywilizacji. Przyjmują w nocy. Odwiedzaliśmy ich o północy. Idąc dwie godziny dżunglą, żeby w pełni, dokładnie o północy spotkać się z ich wodzem.

Oni mówią o rzeczach niezwykłych.

Tu, w pośpiechu i natłoku miasta, uznasz je za banał,

ale tam te słowa trafiły w moje serce

i zapadły głęboko w pamięć.

Sami jesteśmy

 

kreatorami

 

swojego

 

losu.

 

Sposób, w jaki myślimy o sobie

 

i o swoim życiu

 

programuje

 

nasz

 

los.

No, banał. Utarte sformułowania. Ale to naprawdę działa.

Traktujemy źle Ziemię,

niszczymy ją

i ponosimy tego konsekwencje.

Nie ma akcji bez reakcji.

Tam zobaczyłam, jak bardzo my ludzie

zaburzyliśmy harmonię i energię.

Ta podróż pozwoliła naprawdę odpowiedzieć sobie na pytania:

kim jestem

i co chcę zrobić w życiu,

czy jestem ze sobą szczęśliwa,

jakie ma być moje życie?

Szukałam inspiracji.

Zaczął się powolny etap czyszczenia

i odcinania tego, co mi nie służy.

kasia-kowalskafot. Bartosz Nalazek /bartosznalazek.com

Muzycznych czy życiowych inspiracji?

– Inspiracja życiowa przekłada się na muzyczną. Doszłam do punktu, w którym nie chciałam już powielać tego, co zrobiłam wcześniej – przez ostatnie 20 lat. Zamknęłam to koncertami 20-lecia płyty „Gemini” i powiedziałam sobie, że muszę poczuć się inaczej. W sensie – nie zanurzać się tak głęboko w ciemnościach… Nie przekreślam tamtych lat i tamtych melodii. Jestem pełna szacunku do tej pracy.

Czas pokochać siebie.

Wiedziałam, że chcę inaczej.

Jak znaleźć siłę w sobie,

żeby zbudować swój świat w głowie na nowo.

Jak odrzucić ten nawykowy beznadziejny sposób myślenia,

że się nie uda, bez sensu, po co, boję się.

Jak znaleźć w sobie to, co miałam, kiedy byłam dzieckiem?

Wtedy miałam marzenia i dążyłam do ich realizacji.

Do tego jest potrzebna ciężka praca. Jestem na dobrej drodze.

Nie masz wrażenia, że paradoksalnie w tej swojej niepewności jesteś bardzo silna? Dzięki wielkiej sile powstajesz jak feniks z popiołów.

– Wiesz, że ostatnio usłyszałam to od znanej wokalistki. Nie widziałyśmy się długo. Siedziała obok mnie i powiedziała, że czuje ode mnie wielką siłę. Wiem, że ta siła wynika z różnych trudnych doświadczeń w moim życiu, które nie wcisnęły mnie w glebę, tylko zmusiły do szukania innych rozwiązań.

Miałam boreliozę.

Nie chciałam poddać się leczeniu antybiotykami.

Szukałam rozwiązań alternatywnych.

Pojechałam do Brazylii.

Pracowałam przez 11 dni z tamtejszym szamanem,

żeby oczyścić umysł i ciało, i udało mi się to zrobić.

Jestem z siebie dumna,

że nie dałam wtłoczyć w siebie

kolejnej chemii, która wyniszcza.

To wszystko przełożyło się na postrzeganie siebie i świata dookoła.

Mówiąc o Twojej sile, wcale nie mam na myśli tylko wątków depresyjnych, o których wiele już słów padło. Myślę o tym, że potrafiłaś żyć z dala od show-biznesu, a jednocześnie istnieć, świetnie sobie radzić i funkcjonować stabilnie w świadomości odbiorców. Na Twoją nową płytę czekamy 8 lat. Tyle gwiazdeczek zdążyło się wyprodukować w tym czasie. A o Kasi Kowalskiej nikt jakoś nie zapomniał. To też siła… konsekwencja życia w zgodzie ze sobą.

– To jest kwestia tego, czego potrzebujesz. Musisz zadać sobie w którymś momencie pytania, czy potrzebuję kolejnych tysięcy do szczęścia, czy dam się pokroić dla pewnych profitów? W tym czasie, kiedy stoisz na czerwonym dywanie albo na otwarciu butiku, ktoś zajmuje się dzieckiem. NIE WARTO! Kiedy ludzie się dziwią, że nie tworzyłam nowych utworów aż przez osiem lat, nie rozumiem tego zdziwienia. Dokładnie 8 lat temu urodziłam moje drugie dziecko, syna. Oddałam mu całą siebie, każdy swój dzień, energię, bo to było dla mnie najważniejsze. Nikt tego za mnie nie zrobił. To ja się poświęciłam i zrezygnowałam z siebie na te lata. I zapłaciłam za to cenę. Mój wybór przełożył się na kasę. Rynek sprzedażowy był kiedyś zupełnie inny. Wiadomo… Ale coś za coś.

Co się zmieniło po ośmiu latach, że postanowiłaś wrócić… Chociaż „powrót” to nie do końca dobre słowo, bo przecież koncertowałaś… Poczułaś wenę?

– Usiłowałam znaleźć w sobie siłę, żeby nagrać coś, co jest zgodne z tym, co czuję. Wcześniej nie miałam tej odwagi. A teraz czuję, że już ją mam. Przeszłam tak trudną drogę, żeby być tu, gdzie jestem, że mam prawo się tym pochwalić, mam siłę napisać słowa, pokazać je światu i obronić. Za tym coś stoi. Za tym stoi historia, nie chcę używać dużych słów i mówić „przemiana”, ale na pewno próba zmiany sposobu myślenia i życia. Pragnęłam przełomu w życiu.

To niełatwe. Coraz wyżej stawiasz sobie poprzeczkę.

– Ale teraz zdrowiej się odżywiam, lepiej się ze sobą czuję, nauczyłam się wybierać, co istotne, co mniej, co mogę odpuścić. Nauczyłam się odcinać związki, które mnie wykorzystują. Włożyłam w to wiele pracy. Znalazłam dźwięki, które mogą pokazać moją wręcz lekką afirmację życia. Jeszcze trzy lata temu w życiu bym czegoś takiego nie powiedziała.

kasia-kowalska-kotfot. facebook

Jesteś skromnym i pokornym człowiekiem. Co myślisz, kiedy patrzysz na celebrytki, które znają się na wszystkim, biorą udział w dyskusjach, chociaż ten głos często niezbyt wiele wnosi… Sukcesem jest, jeśli jest w ogóle stylistycznie poprawnie zbudowany. Kiedy ich słuchasz – nie myślisz sobie: „Kaśka, jesteś dużo głębsza, mądrzejsza, wrażliwsza, a tak bardzo nie wierzysz w siebie…”?

– To pewnie kwestia wychowania, genów, ale też pewnego rodzaju wrażliwości. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Pewne rzeczy mnie oczywiście śmieszą. Nie widzę siebie w roli jurora i komentatora, który oceni, kto jest ok, a kto beznadziejny. Ciężka sprawa.

To znaczy, że nie przyjęłabyś roli jurora w programie typu talent show?

Proponowali mi to, ale nie przeszłam castingu. Okazało się, że tam trzeba mówić to, czego ja nie umiałam mówić. Nie do końca było to ze mną zgodne. Oczywiście – to kuszące. Jesteś w telewizji, to się przekłada na odpowiedni dochód. Ale jednak… coś za coś. (…)

Co to jest Aya? (tytuł najnowszego singla Kasi Kowalskiej – przyp. red.)

– To skrót od rodzaju medycyny w Amazonii. Człowiek oczyszcza się i wprowadza w inny stan duchowy.

kowalska-aya-3fot. Bartosz Nalazek

Próbowałaś?

– Oczywiście. Nigdy bym sobie nie pozwoliła na użycie czegoś, o czym nie mam pojęcia i czego nie próbowałam. Miałam z tym styczność w krajach Ameryki Południowej.

„Aya” to tytuł całej płyty?

– Nie. To tylko zapowiedź tunelu ze światłem, którym będę podążać do przodu. I tytuł singla (…).

Na jakim etapie pracy nad płytą jesteś?

– Piszę teksty. Każde słowo oglądam ze wszystkich stron. Zadziwiające było, że umiem wejść w rejony ciemne, nie czując obciążenia.

Ciągną cię, co?

– Bo to jest właśnie ta moja mroczna część, którą w końcu doceniłam i zaakceptowałam. Już z nią nie walczę. To dar. Rzadko używam już sformułowań: „nie uda się”, „bez sensu”.

Z drugiej strony ból i cierpienie zawsze uszlachetniają tekst. Nie uważasz? Trudno napisać dobry tekst o czymś wesołym.

– To prawda. Trudniej. A w moim przypadku to już w ogóle. Tekstów o bólu mogłabym ci napisać trzy na jutro. Tylko ja już nie chcę. Dokonałam przełomu. Już tam byłam. Już wiem, jak jest w piwnicy przysypanej węglem. Siedziałam brudna. Taplałam się w bagnie. Już nie chcę. Dość. Wyszłam stamtąd na powierzchnię. Udało mi się.

Dużo szamanizmu będzie na twojej płycie?

– Wiesz… nie szłabym w duch szamanizmu samego w sobie… Bardziej w to, co ten

duch szamański,

wgląd,

podróż,

spotkanie drugiej osoby

wniosło w Twoje życie. Weszłam w końcu w etap, w którym mam pozytywne nastawienie. Wiem, że sobie poradzę. To czują ludzie. Sama to czuję. Wszystko ma swój czas. Wszystko jest po coś.

W życiu trzeba mieć wdzięczność

za życie na Ziemi,

za to, co dała nam matka Natura.

To wielka moc.

Nie można brudzić głowy negatywnym myśleniem.

Syndrom – jak to gdzieś kiedyś powiedziałaś – „nieodrobionych lekcji” minął?

– Minął.

kasia-kowalskafot. Bartosz Nalazek

Masz na sobie korale nawiązujące do kultury szamańskiej.

– To akurat prezent od kolegi, który był na trzeciej takiej wyprawie. Ja byłam po raz pierwszy. To rzeczy robione ręcznie z ichniejszych koralików.

kasia-kowalska-odnowafot. Mariusz Jeglinski /mariuszjeglinski.com

Wierzysz w nadprzyrodzoną moc rzeczy stamtąd przywiezionych…

– Ooo, kochana… Gdybym odpowiedziała na to pytanie, ludzie pomyśleliby, że zwariowałam… Czy wierzę? Bardzo. Doświadczyłam. To wszystko jest bardzo mocne.

Trzeba to trochę zgłębić.

Przygotować się.

Poczytać.

Nie sądziłam, że będę w stanie rozwikłać tak ołowiane rzeczy w sobie.

Wierzę w cudowną moc. Nie można się dać stłamsić.

women's-circleKobiecy Krąg /katerinativeministry.ca

Uczestniczyłam w kręgu kobiecym. Powiedzieli mi tam: „za każdym razem, kiedy słyszysz w głowie głos „jesteś beznadziejna”, „nie dasz rady”, zastanów się, czy to jest głos, który ci dobrze życzy. Czy to jest głos miłości? Jeśli nie, to go wyrzuć ze swojej głowy”.  To trudne. Ale naprawdę warto czytać codziennie kartkę, pt. „Jestem piękna”, „Jestem mądra”, „Dzisiejszy dzień będzie zajebisty”, „Wszystko będzie dobrze”. Działa! Niewiarygodne, ale działa!

To modne ostatnio. Każdy terapeuta – ba, nawet artykuł w piśmie kobiecym – ci to powie, ale jak to wprowadzić w życie?

– Wiem. To niełatwe. Trzeba naprawdę zajrzeć w siebie głębiej, żeby działało. Dlatego polecam taką wyprawę.

Skoro o magii mowa. Nie bałaś się przekroczenia cienkiej granicy, za którą jest niebezpiecznie?

– Już dawno ją przekroczyłam. Wiele lat temu. Sporo czasu zmarnowałam, próbując schować swoje smutki, zapijać lampkami winka. Wydawało mi się, że to jest sposób. W pewnym momencie szczęśliwie urodził się syn. Gdyby nie było moich dzieci, moje życie mogłoby się potoczyć smutnym torem. Mamy siebie. To najważniejsze.

W swoją atrakcyjność fizyczną, mam nadzieję, nigdy nie wątpiłaś?

– Ale dla kogo niby jestem atrakcyjna?:)

Obiektywnie. Dla wszystkich. Zgrabna. Wyglądasz, jakbyś zawarła jakiś pakt. W ogóle się nie starzejesz.

– Słyszę to ostatnio faktycznie dosyć często. To nagroda za to, co w sobie przerobiłam.

Jasność umysłu, pozytywne spojrzenie na świat, a jednak jesteś w czerni…

– Kocham czerń. Poza tym czerń wyszczupla (śmiech).

Ty akurat szczególnie musisz o to zadbać (śmiech).

– Faktycznie… Sporo ćwiczę. Półmaratony, maratony. A co, pochwalę się! (śmiech).

Swoją drogą to też dobrze robi na głowę, co?

– Bardzo. Pływam, biegam. Sport to najkrótsza droga do poprawienia sobie nastroju…

„Przeszłość niech nie drąży tępym dłutem. Tylko miłość leczy nas”. Jak z tą miłością u ciebie teraz?

– Miłość jest najsilniejszą ze wszystkich energii. Trzeba od razu kończyć złe relacje. Takie, które nam nie służą. Odcinać się. Przez wiele lat nie umiałam tego zrobić. Aż w końcu stało się. Miłość dla mnie to marzenie. Ja już nie chodzę i nie myślę, jak fajnie byłoby mieć super faceta. Ja wiem, że go spotkam. Jest tyle pięknych rzeczy, które warto doceniać. Teraz mam etap na akceptację i zdrową miłość – do siebie przede wszystkim.

Nie katujmy się codziennie, jakie jesteśmy beznadziejne, bo tak nie jest.

Trzeba znaleźć w sobie światło.

kowalska2fot. Bartosz Nalazek

Trzeba odnaleźć w sobie małą dziewczynkę,

która kochała wszystkich i stało się coś, że przestała nią być…

Co się stało? Trzeba dojść do tego,

żeby odnaleźć w sobie to dziecko,

by je przytulić,

pokochać,

zaakceptować.

Pozwól odciąć w sobie te trudne doświadczenia.

One nie znikną. Zawsze będą.

Ale trzeba sprawić, żeby przestały mieć nad tobą władzę.

kowalskafot. Bartosz Nalazek

Wierzysz w Boga?

– Wierzę w energię. Wierzę w miłość. Każdy z nas jest bogiem. Każdy ma w sobie boski element. Jesteśmy boskimi stworzeniami.

źródło:

http://plejada.pl/wywiady/kasia-kowalska-wraca-po-dlugiej-przerwie/qd8xkp

Czytaj również:

Polacy, rozsiewajmy konopie, naszą świętą słowiańską roślinę, gdzie się tylko da…

cannabis

Zapraszam do wzięcia udziału w akcji siania konopi – wszędzie: na miedzach, nieużytkach, pod lasem, między krzakami…, aby ponownie spopularyzować tę wspaniałą roślinę i pokazać, że obiegowa opinia na jej temat to tylko propaganda przemysłu farmaceutycznego, który boi się, że straci swoje kolejne miliardy, gdy ludzie zaczną korzystać powszechnie z dobrodziejstw tej rośliny.

Moc ludzi wolnych tkwi w wiedzy, dlatego zapraszam również do wysłuchania cyklu wykładów i wywiadów szczegółowo i merytorycznie prezentujących skalę dezinformacji o konopiach, ich historię oraz zastosowanie w różnych dziedzinach życia.

autor: Alex Berdowicz

źródło: porozmawiajmy.tv/kwietniowa-akcja-alex-berdowicz/

konopie-

*fot. 1: allweednews.com; fot. 2: grandwallpapers.net

Czytaj również:

Kochanie, wyruszamy na Czarnego Bzu zbieranie :-) Radosny Dżem z Klaudynką :-)

bez-czarny-dzem-6942

Dzień dobry, dzisiaj trochę w tym klimacie chciałam Was zachęcić do uzbierania bzu czarnego: nie wiem, jak u Was, ale w Małopolsce (przynajmniej na moim osiedlu 🙂 gałęzie uginają się pod jego ciężarem. Bez jest o tyle niesamowity, że wiosną można przygotować z jego kwiatów kordiał lub po prostu spałaszować smażone kwiaty bzu, zaś jesienią pokazuje zupełnie inne oblicze – można z niego wykonywać przepyszne dżemy, galaretki, syropy, nalewki. Bez to chyba moja ulubiona dzikorosnąca roślina!

Zapraszam Was dzisiaj na bardzo prostą i – moim zdaniem – superpyszną marmoladę z owoców czarnego bzu!

Przetwory z bzu czarnego: marmolada/konfitura

Owoce czarnego bzu: czy to się je?

Takie pytanie dostałam dzisiaj na ryneczku, kiedy robiąc zakupy, trzymałam w drugiej ręce koszyk pełen uzbieranych wcześniej owoców. „Jak byłem mały, to mi mówili, że to trujące, żebym nie jadł” – zagaił jeden pan. „A tam, to samo zdrowie, panie, przecież” – odpowiedziała starsza kobieta.

Tak więc, odpowiadając na pytanie: owoce bzu czarnego są jak najbardziej jadalne. Pod jednym warunkiem: muszą być poddane obróbce termicznej, czyli gotowaniu 🙂

bez-czarny-zbieranie

Bez czarny zawiera sambunigrynę (nazwa od Sambucus nigra): lekko toksyczną substancję, która ma działanie przede wszystkim przeczyszczające (w ziołolecznictwie bez jest używany właśnie jako surowiec przeczyszczający). Po przegotowaniu jednak sambunigryna ulega rozpadowi i pozostaje sam smak bzu: bardzo przyjemny!

Jeżeli obawiacie się przeczyszczających właściwości sambunigryny, teoretycznie możecie, robiąc dżemy czy syropy, przecedzić je przez gazę, tak aby zostały na niej pestki.

Osobiście zawsze robię przetwory z bzu z pestkami (jestem zbyt leniwa, żeby je przecierać to raz, a dwa lubię jak chrzęszczą) i nigdy nie miałam najmniejszych problemów 🙂

Czy przetwory z bzu są kwaśne/gorzkie/cierpkie?

Przetwory z bzu zazwyczaj się gotuje i słodzi: tak przygotowane owoce nie sa kwaśne czy gorzkie, mają taki specyficzny posmak.

Jeśli porównać bez i aronię, to niebo a ziemia: gotowany bez praktycznie wcale nie jest cierpki.

Dlaczego moje przetwory z bzu są „lejące?”

Bez (tak samo jak np. borówka) zawiera mało pektyn, dlatego jeśli chcemy otrzymać dżem/marmoladę która będzie miała zwartą konsystencję, mamy do wyboru kilka opcji:

1. Dodajemy do owoców bzu innych owoców, które mają większą zawartość pektyn: jabłek, gruszek, pigwy. To moja ulubiona metoda.

2. Dodajemy jakiejś komercyjnie dostępnej pektyny (w stylu żelfixu)

3. Gotujemy owoce bardzo długo, aż dżem się zredukuje: moim zdaniem bez sensu, ponieważ im dłuższa obróbka termincza, tym więcej właściwości bzu tracimy.

Skąd dostać bez czarny/gdzie kupić bez?

Nie wiem, czy można gdzieś kupić bez: nawet jeśli tak, moim zdaniem nie ma to większego sensu. Bez to straszny chwaścior, rośnie wszędzie, warto tylko się rozejrzeć. Co prawda nie zbierałabym bzu w centrum Krakowa, ale już na obrzeżach miasta – dlaczego nie?

Kupując bez nie macie gwarancji,że był zbierany w terenach ekologicznie czystych  – jeśli nazbieracie sami, macie przynajmniej z grubsza pojęcie, czy nie rósł przy autostradzie;)

Zbieranie owoców bzu czarnego

Skoro juz wszystko wiadomo, zapraszam Was na marmoladę z bzu czarnego. Jest prosta do wykonania i, moim zdaniem, bardzo smaczna: niezbyt słodka, przyjemnie chrupiąca, dzięki pesteczkom bzu.

Dodatkowo przetwory z bzu są tanie jak barszcz, zaś smak mają zupełnie wyjątkowy!

Nie wiem, czy doczeka się pasteryzacji – chyba prędzej wyjemy łyżką to co jest!

bez-czarny-przetwory

Marmolada z bzu czarnego

Składniki:

300 g obranych i umytych owoców bzu czarnego

200 – 250 g jabłek (użyłam jabłek winnych), obranych, pokrojonych na kawałki – ogryzki zachowane:)

200 g cukru (najlepiej brązowego)

sok z jednej cytryny.

Przygotowanie:

Owoce bzu myjemy i płuczemy.

Do garnka z grubym dnem wsypujemy owoce bzu, jabłka i cukier (polecam cukier brązowy, daje fajny posmak). Dodajemy także ogryzki z jabłek, które dostarczą nam trochę dodatkowych pektyn: trzeba tylko pamiętać, żeby przed przelaniem do butelek je wyciągnąć!:)

Podgrzewamy całość – bez czarny po kilku minutach puści soki. Smażymy na średnim ogniu przez około 10 minut, aż całość zacznie bulgotać.

Teraz zmniejszamy ogień na malutki, dodajemy sok wyciśnięty z cytryny.

Smażymy teraz na wolnym ogniu, aż dżem zredukuje się o co najmniej 1/3.

Na filmie możecie zobaczyć, że mój dżem ma gęstą konsystencję – tymczasem smażyłam go (ogółem) jedynie 30 minut.

Przelewamy do wyparzonych słoiczków, pasteryzujemy.

bez-czarny-dzem-6939

Smacznego! 🙂

Klaudyna Hebda

klaudynahebda.pl

Uzdrów się sam:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/nie-plac-lekarzom-uzdrow-sie-sam/

Kochani, zbierajmy zakazany w UE wrotycz (Tanacetum vulgare). Skutecznie zwalcza wszelkie pasożyty, odstrasza muchy, komary i kleszcze

wrotycz

Opis botaniczny

Roślina wieloletnia dorastająca do 120 cm wys., silnie pachnąca, gorzka, nieco kamforowa w smaku; liście pierzastosieczne; odcinki (listki) podłużnie lancetowate; liście z ogonkami o odcinkach pierzastowrębnych; górne liście o odcinkach wrębno-piłkowanych; koszyczki kwiatowe zebrane w szczytowy, gęsty baldachokształtny kwiatostan; kwiaty żółte, miseczkowate; owoc – niełupka. Kwitnie od lipca do września.

Występowanie: Rośnie na przydrożach, przy budowach, na usypiskach i przy wykopach, na łąkach, na polach, ugorach i polanach leśnych, w ziołoroślach, nad brzegami wód. Roślina ruderalna i pospolita. Występuje najczęściej masowo. W Polsce dość pospolita.

Continue reading „Kochani, zbierajmy zakazany w UE wrotycz (Tanacetum vulgare). Skutecznie zwalcza wszelkie pasożyty, odstrasza muchy, komary i kleszcze”

Fitohormony (fitoestrogeny) – naturalne sposoby na menopauzę. Zioła: niepokalanek pospolity i pluskawica groniasta

Wiele kobiet bardzo ciężko przechodzi przez okres przekwitania. Medycyna konwencjonalna w przeważającej mierze oferuje jedynie terapię sztucznymi hormonami, podczas gdy badania naukowe i praktyka lekarska w Europie Zachodniej dowiodły, że o wiele bezpieczniejsze i równie skuteczne jest stosowanie tzw. fitohormonów, które znajdują się w pożywieniu.

Żywność oferuje nam wiele hormonopodobnych substancji. Są to tak zwane roślinne estrogeny czy też fitoestrogeny. Można je wykorzystać do terapii, ponieważ w ciele oddziałują one niczym estrogeny, ale z mniejszą siłą. W komórkach naszego ciała mamy różne miejsca zakodowania dla estrogenów. I jest tak, że w przypadku roślinnych estrogenów cały ten kompleks ze wszystkimi swoimi składnikami oddziałuje o wiele bardziej pozytywnie, niż w przypadku dostarczania ciału pojedynczego składnika. Pierwszą rzeczą jest próba przyjmowania roślinnych estrogenów z pożywienia. Są one zawarte w dużych ilościach w roślinach strączkowych, produktach z soi [prawie każda postać soi dostępna w Polsce to soja GMO – przyp. TAW], groszku (jako izoflawonoidy).

Są też tzw. lignany. U nas, w Europie, są one czymś typowym, gdyż zawarte są w dużych ilościach w produktach zbożowych, w owocach i warzywach. Ich głównym dostarczycielem jest siemię lniane. Siemię można z powodzeniem zastosować w odżywianiu, aby wzbogacić je w właśnie w fitoestrogeny.

Są również ekstrakty z czerwonej koniczyny. Ich działanie jest oceniane tak samo jak działanie fitoestrogenów z soi, przy czym koniczyny się nie je – jest ona zawarta w lekach.

Całkiem nowym produktem z Kanady jest olej z pestek jabłek. Olej ten zawiera dużo dobrych fitoestrogenów.

W przypadku tych wszystkich fitoestrogenów powstaje problem w momencie, gdy zostaną one wyizolowane i robi się z nich lek lub suplement diety. Wówczas nie wiadomo, czy przeważają dobre, czy złe strony tych związków. Podobnie jak w przypadku sztucznych estrogenów, mogą one w pewnych okolicznościach pobudzać rozrost raka piersi, powodować przerost błony śluzowej macicy lub obciążać wątrobę. Dlatego należy stosować je pod kontrolą lekarza i sprawdzać, czy pacjenci nie mają skutków ubocznych i czy te produkty są tak skuteczne, jak tego pragniemy…

W trakcie racjonalnej fitoterapii stosuje się ekstrakty roślinne, które są tak samo przebadane jak sztuczne leki. Wyróżniają się spośród nich dwa produkty. Jednym z nich jest Agnus castus (niepokalanek pospolity), drugi to Cimicifuga (pluskawica groniasta). Niepokalanek pospolity jest skuteczny na początku menopauzy, kiedy to ma miejsce niedoczynność ciałka żółtego. Ziele to jest również bardzo skuteczne w terapii zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Pluskawica groniasta jest „zamiennikiem” estrogenu już w trakcie menopauzy.

Dopiero gdy już nic nie odnosi skutku, to – ostatecznie – mamy możliwość terapii hormonalnej.

W minionych latach miało miejsce wiele bardzo interesujących badań, które wykazały, że gdy hormony stosujemy indywidualnie, i gdy bierzemy więcej hormonów naturalnych, a nie syntetycznych, możemy w znacznym stopniu zredukować ryzyko zakrzepicy żył głębokich (tromboza), zawału serca, udarów i raka piersi.

Prof. Ingrid Gerhard, ginekolog, Heidelberg

Tłumaczenie: Daniel Cankow

NaturHeilMagazin.de

Glistnik jaskółcze ziele (Chelidonium maius) – alchemiczny dar niebios

Chelidonium_majus_glistnik_jaskolcze_ziele

W „Księdze sekretów o cnotach Ziół, Kamieni i w Zwierząt niektórych” wydanej w Polsce w XVII w. wielki uczony średniowiecza święty Albert Wielki (Albertus Magnus) napisał o glistniku: „Gdyby kto serce kretowe miał, zwycięży wszystkich nieprzyjacielów, wszystkie sprawy a swary uspokoi. A jeśli to położone będzie na głowie chorego, jeśli ma umrzeć – będzie śpiewał głosem wielkim; jeśli nie, płakać będzie” (Marian Janusz Kawałko „Historie ziołowe”). Jak widać, ziółko to miało niegdyś opinię prawie magicznego.

Średniowieczni alchemicy uznawali żółty korzeń glistnika za kamień mądrości i nazywali darem niebios czyli coeli donum. Glistnik jaskółcze ziele (Chelidonium maius), znany również jako jaskółcze ziele, listewnik lub ziele od brodawek od wieków rośnie pospolicie w całej Europie i w Azji oraz północnej Afryce. U nas jest często spotykaną rośliną, którą można znaleźć w cieniu drzew i krzewów, pod płotami, a także w zaniedbanych ogrodach i parkach. W XVI wieku przeniesiona została również do Ameryki, co niekoniecznie zachwyciło tamtejszych farmerów, uznali ją bowiem za dokuczliwy chwast.

glistnik jaskółcze ziele

Ta dość wysoka bylina wczesną wiosną wypuszcza rozetę dużych, pierzastych, nierówno karbowanych liści, a później – wzniesione, w górnej części rozgałęzione łodygi. Na ich szczytach, na długich szypułkach zakwitają jaskrawożółte kwiatki, zebrane po kilka w luźnych baldaszkach. Owockami są wydłużone torebki, przypominające wyglądem strąki wypełnione licznymi czarnymi nasionkami. Wszystkie części rośliny zawierają żółtopomarańczowy sok, wyciekający po złamaniu łodygi.

Przełamana pusta łodyga glistnika, widoczny wyciekający sok i delikatne włoski (Kliknij, żeby powiększyć)
Przełamana pusta łodyga glistnika, widoczny wyciekający sok i delikatne włoski (kliknij, żeby powiększyć)

Zarówno ziela jak i korzeni glistnika używano do celów leczniczych od czasów antycznych. Wymieniany był w papirusie Ebersa, wspominali o nim Pedanius Dioscorides, Pliniusz Starszy, a w wiekach nowożytnych – między innymi święta Hildegarda, Matthiolus, Bock, Paracelsus i Syreniusz. Zalecano go wtedy najczęściej jako lek na żółtaczkę i przeciwgorączkowy, a także – zewnętrznie – na dolegliwości skórne, takie jak brodawki, kurzajki i inne narośla, ropnie, podrażnienia i stany zapalne. Słynny jasnowidz, uzdrowiciel i zielarz,

ksiądz Czesław Klimuszko sklasyfikował glistnik w pierwszej dwudziestce ziół mających największą moc uzdrawiania.

glistnik jaskolcze ziele

W dawnej Polsce korzeni tego ziela używano do odrobaczania przewodu pokarmowego, stąd jego nazwa glistnik. Drugi jej człon – jaskółcze ziele – wywodzi się z greckiego chelidon, co oznacza jaskółkę. Obecnie wiadomo, że zarówno ziele jak i korzenie glistnika zawierają alkaloidy izochinolinowe, głównie chelidoninę, homochelidoninę, chleterynę i berberynę, a także aminy biogenne, flawonoidy, kwasy fenolowe, kwasy organiczne (m.in. chelidonowy i jabłkowy) oraz cholinę i enzymy proteolityczne. W korzeniach znajdują się podobne substancje, przy czym alkaloidów jest znacznie więcej.

glistnik
Przetwory z ziela i korzeni glistnika działają rozkurczowo na mięśnie gładkie oskrzeli, przewodu pokarmowego, dróg żółciowych i moczowych oraz narządów rodnych. W związku z tym zaleca się je przy bólach brzucha spowodowanych kolką jelitową, wątrobową i nerkową oraz przy bolesnych skurczach narządów rodnych, a także przy astmie i migrenie. Podaje się je również przy zaburzeniach wydzielania i przepływu żółci oraz przy braku łaknienia, spowodowanym niedoborem soku żołądkowego.

Zawarta w glistniku chelidonina to silny środek przeciwbólowy, a w porównaniu z papaweryną i morfiną jest znacznie mniej toksyczna. Ma również właściwości obniżania ciśnienia tętniczego krwi. Od pewnego czasu bada się skuteczność leków zawierających ten alkaloid w leczeniu nowotworów złośliwych (chelidonina hamuje podziały komórek).

Okłady nasączone sokiem z ziela glistnika służą do usuwania brodawek i kurzajek. Są także pomocne przy leczeniu grzybic skóry, łuszczycy, trudno gojących się ran i uszkodzeń skóry. Również odwarem z ziela można przemywać rany, wrzody, nadżerki, a także gradówki na powiekach. Przy stosowaniu świeżego soku należy jednak zachować środki ostrożności (uważać na oczy i używać rękawiczek). Chociaż. Znana naturoterapeutka Maria Treben twierdzi, że miała znakomite rezultaty, zalecając przykładanie świeżych listków glistnika na powieki. Podobno sprzyja to poprawie wzroku. Uważa też glistnik za ziele wspaniale czyszczące krew i radzi w tym celu wypijać po 3-4 filiżanki glistnikowej herbatki dziennie.

Uwaga! Przy stosowaniu leków z glistnika należy zasięgnąć porady lekarza, bo mają one również działanie uboczne. Pobudzają skurcze macicy, co wyklucza stosowanie ich w końcowym okresie ciąży. Podawanie ich przez dłuższy czas może podrażniać przewód pokarmowy, a nawet uszkodzić wzrok, wywołując objawy podobne do jaskry. Nie wolno ich również stosować przy chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy oraz przy ostrych nieżytach przewodu pokarmowego.

Przepisy

Odwar z ziela na pobudzanie wydzielania żółci
Łyżeczkę ziela zalać w emaliowanym kubku szklanką wrzątku, włożyć do naczynia z gorącą wodą i pod przykryciem podgrzewać przez 15 minut. Odcedzić. Do uzyskanego płynu dolać tyle wody, ile go wyparowało podczas podgrzewania. Przestudzić. Pić po pół szklanki 3 razy dziennie przed posiłkami.

Herbatka na kolkę wątrobową
Zmieszać po łyżeczce ziela glistnika, mięty i kolendry, zalać szklanką wrzątku, odstawić pod przykryciem na 15 minut, odcedzić. Pić po pół szklanki co 3 godziny (przepis prof. J. Muszyńskiego).

Sok z glistnika na dolegliwości skóry
Wrzucić do sokowirówki kilka garści listków, łodyżek i kwiatów. Uzyskanym sokiem smarować chore miejsca na skórze, pozostawić na kilka godzin, potem przemyć chłodną wodą. Pomaga to także przy nadmiernym owłosieniu skóry.

Okład na zrogowacenia skóry
Świeżo zerwane łodyżki listków umyć i rozgnieść na miazgę. Soczystą papkę przykładać wieczorem na zrogowacenia, bandażować, pozostawić na noc.

Napar na liszaje
Płaską łyżeczkę ziela zalać szklanką wrzątku, parzyć przez pół minuty, odcedzić. Przemywać kilka razy dziennie miejsca objęte liszajami.

Zdrowe życie: https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/nie-plac-lekarzom-uzdrow-sie-sam/