Cała Polska ogląda z Dodą „Smoleńsk”. Premiera filmu 9 września

doda-smolensk

„Prawdę znają Amerykanie i pewnie służby innych krajów też. Fakt, że do teraz milczą, może oznaczać, że prawda o Smoleńsku nas przerazi…” („Smoleńsk”, reż. Antoni Krauze).

Smoleńsk jest fraktalem Katynia. Katyń i Smoleńsk to ta sama ręka. Ławrientij Beria był agentem brytyjskim. Jakie rodziny zarządzają Wielką Brytanią?…

TAW

*fot. instagram.com/dodaqueen

Gdzie jest najbardziej poszukiwany dokument w Polsce – słynny Tajny Aneks do raportu o likwidacji WSI?

tajny aneks

Czy treść najbardziej tajnego i pożądanego dokumentu w Polsce może trafić wkrótce do opinii publicznej? Czy zbliżające się wybory parlamentarne będą w tej sprawie odgrywać istotną rolę? Czy nowy prezydent Andrzej Duda po zapoznaniu się z aneksem zdecyduje się go odtajnić?

Czy może dojść do sytuacji, że dokument zostanie upubliczniony przez osoby do tego nieuprawnione? Zbigniew Stonoga już zapowiada taką publikację, jednak wcześniej wzywa jeszcze urzędującego prezydenta Komorowskiego do tego, by dokonał tego sam.

Proces likwidacji WSI nie został zakończony

W ostatnich dniach na nowo dyskutuje się o raporcie WSI. Proces likwidacji WSI nie został zakończony – mówią zgodnie zwolennicy tego, że sprawę dawnych wojskowych służb będzie trzeba na nowo zrewidować, a przede wszystkich zobaczyć, czy w prezydenckiej kancelarii tajnej nadal znajduje się najtajniejszy dokument w Polsce. Tajny aneks jest najbardziej pożądanym dokumentem ostatnich lat. Wielu osobom zależało na jego zdobyciu. Dziennikarze, politycy, a wśród nich sam Bronisław Komorowski, kiedy był jeszcze posłem w 2007 r., i to za cenę złamania prawa, chciał koniecznie poznać treść aneksu. Gdy Komorowski został prezydentem, a co za tym idzie, kiedy poznał zawartość dokumentu, nie zdecydował się na jego upublicznienie. Teraz z końcem jego prezydentury temat tajnego aneksu dotyczącego Wojskowych Służb Informacyjnych ożył ponownie. W całej kampanii prezydenckiej sztabowcy Komorowskiego, politycy z obozu władzy, a nawet zaprzyjaźnione media nie poruszały tego tematu w ogóle.

Co ważne, nikt nigdy wprost nie zapytał prezydenta, dlaczego nie zdecydował się ujawnić raportu.

Zwolennicy odtajnienia dokumentu twierdzą, że odpowiedź na to pytanie poznamy wtedy, kiedy aneks zostanie upubliczniony, bo jak twierdzą, jego treść jest druzgocąca dla samego Komorowskiego, jak i jego znajomych. Zapewne też poznamy odpowiedź, dlaczego Komorowski jako jedyny z posłów PO głosował przeciw likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w jednym z wywiadów odradzał ostatnio przyszłemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie ujawnianie raportu. Siemoniak co prawda nie zna treści aneksu, ale w jego ocenie nie jest to dobry pomysł.

Kim jest Stonoga i skąd ma tajny aneks?

Zbigniew Stonoga, który kilka tygodni temu w dość spektakularny sposób ujawnił akta śledztwa afery podsłuchowej, ujawnia, że jest również w posiadaniu załącznika trzynastego do tajnego raportu o WSI. Stonoga wzywa też w jednej ze swoich wypowiedzi, by prezydent Bronisław Komorowski upublicznił ów aneks przed zakończeniem swojej prezydentury.

Stonoga: Tajny aneks jest szokujący

W rozmowie z nami Stonoga zapewnia, że nie chce popełnić błędów przy publikacji tajnego załącznika do raportu o WSI, zauważa, że gdyby to zrobił, mógłby być narażony na zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo osób, które są w tym załączniku wymienione z imienia i nazwiska; dodaje, że dokument jest szokujący.

Stonoga na ostatnim swoim przesłuchaniu też miał pytać prokuraturę, czy ów dokument może upublicznić. Stonoga, jak twierdzi, zabrał dokument do prokuratury, która stawiała mu zarzuty za nielegalne upublicznienie akt śledztwa afery podsłuchowej tylko po to, by śledczy przekonali się, że on faktycznie posiada załącznik trzynasty do raportu o WSI. Nie liczył na jakieś ich oficjalne stanowisko w tej sprawie, bo nawet nie mają do tego żadnych kompetencji. Zdaniem Stonogi pomogło mu to o tyle, że warszawska prokuratura następnego dnia zdecydowała się na uchylenie wobec niego środków zapobiegawczych, oddano mu paszport i zniesiono policyjny dozór.

Zapytany przez nas, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej odrzuca wersję, jakoby śledczy załącznik do raportu widzieli. Informuje również, że faktycznie następnego dnia prokurator prowadzący śledztwo uchylił środki zapobiegawcze względem Stonogi. Bartosz Kownacki z PiS-u nie wierzy, by tym dokumentem dysponował Stonoga.

Prace nad raportem

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych został upubliczniony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w lutym 2007 r. Całość raportu opracowana była przez Antoniego Macierewicza i komisję weryfikacyjną, którą kierował, będąc wiceministrem obrony narodowej. Dokument zawierał kompleksowy opis wszelkich nieprawidłowości i patologii, do których dochodziło w czasie działalności WSI w latach 1991–2006, kiedy zapadła decyzja o ich rozwiązaniu. Mało kto pamięta, ale WSI powstały z wojskowych służb specjalnych komunistycznej bezpieki, a dokładnie z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (był to wojskowy wywiad PRL) oraz z Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu wojskowego w tamtym czasie.

Żołnierze WSI nigdy nie byli poddani weryfikacji. „Nową” służbę wojskową tworzyła solidarnościowa ekipa, m.in. minister Janusz Onyszkiewicz i wiceminister Bronisław Komorowski. To oni szefami WSI zrobili ludzi szkolonych w Moskwie przez KGB i GRU.

Zamiary opublikowania raportu przez Antoniego Macierewicza wywoływały ogromną wściekłość w niektórych środowiskach, zwłaszcza tych, gdzie ludzie z dawnych służb odgrywali ogromne znaczenie. W sprawę silnie zaangażowane były też niektóre media, zwłaszcza te związane z kapitałem prywatnym.

Obawiano się upublicznienia różnych informacji, na przykład tych, że największe fortuny wyrosły właśnie na bazie związków środowisk biznesowych z WSI, a wiele karier w mediach czy polityce nie mogłoby się rozwinąć, gdyby nie silne zaplecze wojskowej bezpieki. 

Na zakończenie prac komisji weryfikacyjnej powstał specjalny tajny aneks do raportu o WSI. Przekazano go prezydentowi Kaczyńskiemu w pojedynczym egzemplarzu.

Trwały też działania, by można było ów aneks opublikować. W czerwcu 2008 r. zapadło nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że Kaczyński miał pełne prawo opublikować raport, jednak z treścią tajnego aneksu musi się powstrzymać do czasu zmiany ustawy, na mocy której rozwiązano WSI, chodziło o to, by nowa ustawa była uzupełniona o tzw. gwarancję praw człowieka. Zwolennicy pełnej publikacji raportu uważali wtedy, że

Trybunał Konstytucyjny uniemożliwił skutecznie na długi okres jego publikację. To przez to orzeczenie aż do śmierci prezydenta Kaczyńskiego nie ujawniono aneksu trzynastego do raportu o WSI.

Kiedy w 2008 r. wybuchła afera marszałkowa, szybko okazało się, że jest to operacja byłych oficerów WSI, która miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. O sprawie pisał w swojej książce pt. „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios, który dowodzi, że związki Komorowskiego z aneksem do raportu WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Autor książki uważa też, że obecna prezydentura Komorowskiego jest ceną, jaką płacimy my wszyscy za zignorowanie istotnych zagrożeń i brak determinacji w wyjaśnieniu afery marszałkowej.

aleksander scios afera marszalkowaW książce „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios dowodzi, że związki Komorowskiego z Aneksem do raportu o WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem (fot. capitalbook.com.pl)

Jak na razie afera marszałkowa zakończyła się oskarżeniem dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L. [Lichockiego – przyp. TAW]. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł, ale

zeznawał w niej nawet prezydent Komorowski, który w kilku istotnych kwestiach, mówiąc delikatnie, mijał się z prawdą. Podczas przesłuchania w grudniu 2014 r. prezydent praktycznie cały czas zasłaniał się niepamięcią.

Bronisław Komorowski do dziś nie odpowiedział prawnie za próbę nielegalnego zdobycia aneksu z weryfikacji WSI. W 2009 r. prokuratura warszawska uznała, że Komorowski nie wyczerpał znamion czynu zabronionego.

Gdzie dziś jest tajny aneks?

Antoni Macierewicz twierdzi, że aneks na pewno do 10 kwietnia 2010 r. znajdował się w sejfie pałacu prezydenckiego. Nie ma jednak pewności, co z dokumentem stało się po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Spekulacji jest wiele, od czasu do czasu pojawiają się informacje, że ktoś mógł go widzieć, czytać, że ktoś poznał jego treść – wszystko to jednak do tej pory nie jest poparte faktami i wiarygodnymi źródłami.

Dlatego dziś niektórych dziwi wejście do sprawy nad dyskusją o tajnym aneksie Zbigniewa Stonogi, który ma plany ujawnienia dokumentu, bo, jak podtrzymuje, jest on w jego posiadaniu. Co prawda zaznacza, że sam nie ma gwarancji, czy dokument jest prawdziwy (nie jest opieczętowany) jednak informacje w nim zawarte wskazują, zdaniem Stonogi, na to, że może to być najbardziej pożądany dokument w kraju.

Wiemy, że Stonoga szuka możliwości weryfikacji aneksu, stara się skontaktować z osobami, które mogą mu w tym pomóc. Na ile będą to zabiegi sprawdzone i udane, trudno powiedzieć, ale, jeśli nie teraz, to kiedy opinia publiczna pozna tajny aneks do WSI? Czy istnieje szansa, że dokona tego nowy prezydent Andrzej Duda?

Antoni Macierewicz uważa, że nie ma żadnych przeszkód do opublikowania pełnego raportu, zaznacza też, że gdyby okazało się, że raportu w sejfie prezydenckim nie ma, to byłoby to ogromne naruszenie prawa i poważne przestępstwo. Wszystko wskazuje na to, że niebawem może na nowo rozpętać się burza o aneks WSI.

Paweł Miter

Paweł Miter

Dziennikarz śledczy „Gazety Finansowej”, publicysta „Warszawskiej Gazety”.

źródło: http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/pawel-miter/item/2037-gdzie-jest-aneks-wsi

 

Dlaczego Platformie aż tak bardzo zależy na nowych samolotach dla prezydenta Dudy i rządu premiera Kukiza? Czyżby w trybie nagłym odpalono projekt „Smoleńsk-2”?…

Rządowy Embraer
Rządowy embraer

Zapamiętajmy dobrze sekwencję faktów z ostatnich dwu dni: 2.06.2015 Inspektorat Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej ogłasza procedurę zamówienia publicznego na pozyskanie dwóch tzw. „małych” samolotów do transportu najważniejszych osób w państwie (wraz ze szkoleniem personelu latającego i technicznego oraz pakietem logistycznym), a 3.06.2015 r. następuje nagła awaria rządowego embraera z VIP-ami na pokładzie.

Zakonotujmy to sobie raz na amen, że pierwsze, drugie i trzecie osoby w państwie ani nie giną w „katastrofach” lotniczych, ani nie miewają przypadkowych lotniczych „awarii”. Próby medialnego ogarniania takich kwiatków to z reguły zwykła zasłona dymna dla zamulonych rtęcią i fluorem umysłów mniej dociekliwych obywateli.

Dzisiejsza najzupełniej przypadkowym przypadkiem przypadkowa „awaria” z drugą osobą w państwie na pokładzie warta jest z pewnością odnotowania i zapamiętania, gdyż może się w przyszłości okazać, że była taktycznym elementem obliczonym na mocne uzasadnienie i znaczne przyspieszenie

wdrożonego w trybie nagłym wielkodusznego projektu zakupu przez rząd Platformy Obywatelskiej floty latającej dla prezydenta Andrzeja Dudy i rządu Pawła Kukiza.

Wybór wykonawcy bowiem oraz podpisanie umowy planowane jest jeszcze w tym roku, a samoloty mają zostać dostarczone do 30 czerwca 2016 roku.

Dlaczego dogorywającej Platformie Antyobywatelskiej aż tak bardzo zależy na ułatwieniu życia swoim następcom?…

Zapamiętajmy dobrze sekwencję faktów z ostatnich dni, bo być może już za rok–dwa może się niestety okazać, że w tych własnie dniach został odpalony w trybie nagłym międzynarodowy projekt „Smoleńsk-2”. W grudniu 2009 przyszłe zagrożenie przyleciało do Warszawy w tupolewie „101” z rosyjskiej Samary. Skąd może przylecieć do nas w przyszłym roku?…

(taw)

Tomasz Arabski — pożyteczny idiota czy rządowy mafioso? Proces ws. 10/04 to hańba dla III RP, ale i szansa na nowe ustalenia

arabski

Tomasz Arabski to jedna z najciemniejszych postaci przygotowań, jakie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów prowadziła przed 10 kwietnia 2010 roku. Jego zaskakujące zachowanie i działania na długo zresztą przed 10 kwietnia były niczym wypowiedziana Prezydentowi RP wojna. Przy okazji 10 kwietnia ocierał się on z kolei o paktowanie z Rosjanami przeciwko śp. Lechowi Kaczyńskiemu.

Dziś pojawia się szansa nie tylko, by Arabski wraz z czwórką innych urzędników KPRM, odpowiedział za szereg oczywistych nadużyć, nagięć prawa i zaniedbań, ale również by wyjaśnił do tej pory utajone szczegóły rozmów z Rosją oraz przygotowań do wylotu z 10/04.

Arabski jako polityk z najbliższego otoczenia Donalda Tuska sam prowadził grę przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. To on odmówił mu samolotu, gdy prezydent chciał, jako najwyższy przedstawiciel Polski, wziąć udział w szczycie Unii Europejskiej.

Czy ta wojna o samolot i próba ograbienia prezydenta z jego kompetencji miała związek z grą, jaką rząd Tuska prowadził z Putinem?

Czy zaskakujące przygotowania do lotu do Smoleńska łączą się z wcześniejszą deprecjacją prezydenta i walką z Lechem Kaczyńskim?

Kto podejmował decyzję o niszczeniu Prezydenta Kaczyńskiego? Czy ta wojna była pomysłem autonomicznym władz, czy też ktoś ją podpowiedział rządowi?

To tylko kilka pytań, na które oskarżony Arabski powinien odpowiedzieć. Być może raz jeszcze…

Były szef KPRM to jednak również jedna z najbliższych ówczesnemu premierowi Tuskowi postaci. Można śmiało domyślać się, że ma on zatem wiedzę i o działaniach Tuska.

putin-tusk[6]

Jaka była treść rozmów na molo w Sopocie?

Z jaką świadomością Tusk podejmował rosyjską grę dyplomatyczną przeciwko Prezydentowi Kaczyńskiemu?

Na czyje zlecenie Arabski prowadził tajne negocjacje z rosyjskimi urzędnikami przed 10/04?

Co ustalano w rozmowach w cztery oczy?

Jakie były pierwsze reakcje rządzących na tragedię?

Co omawiano w pierwszych chwilach po tragedii?

Co kryje się za słynnym zdjęciem, ujawnionym przez „wSieci”, na którym widać uśmiechniętego Tuska i Putina?

Tusk Putin Smoleńsk2

Dzięki procesowi, jaki rozpocznie się po złożeniu przez rodziny smoleńskie aktu oskarżenia, pojawia się kolejna szansa na postawienie tych pytań oraz na szukanie odpowiedzi.

Jednak warunek jest jeden: Arabski i czwórka innych urzędników muszą poczuć, że ich bezpieczeństwo i wolność są realnie zagrożone. Tylko wtedy mogą zacząć mówić to, co wiedzą, lub naprowadzać na nowe wątki sprawy. Jeśli Arabski i inni oskarżeni poczują się przyciśnięci do muru, być może zaczną mówić więcej, niż chcieliby rządzący oraz prokuratura, starająca się badać sprawę 10/04 tak, by nic nie znaleźć.

Wydaje się, że obecnie jest szansa na pewną grę wobec Arabskiego. Utracił on bowiem swoich patronów i mocodawców. Tusk jest w Brukseli, Sikorski zepchnięty na boczny tor, a Kopacz tak nieudolna, że zajmuje się ratowaniem swoich rządów.

Ci, którym zależy nie tylko na wyciągnięciu odpowiedzialności za zaniedbania urzędników, ale również na próbie wyjaśnienia samej tragedii, mają tu nowe możliwości. Daje je odważna i godna podziwu decyzja rodzin smoleńskich, by wziąć na siebie ciężar obowiązków upadłego państwa polskiego, które choć ustaliło długą listę urzędniczych przestępstw, nie chce pociągnąć nikogo do odpowiedzialności za przyczynienie się do śmierci 96 Polaków, w tym prezydentów, generałów, polityków i innych ważnych osobistości.

Dla III RP urzędnicze przestępstwa zakończone śmiercią Prezydenta RP to działania o małej szkodliwości społecznej. Jedynie rodziny smoleńskie oczekują odpowiedzialności. I działają, wbrew całemu aparatowi władzy.

Prywatny akt oskarżenia to kolejny dowód odwagi cierpiących rodzin i kolejna hańba III RP. To także szansa, by sprawdzić, czy ws. 10/04 Arabski to pożyteczny idiota, czy element zbrodniczego planu.

40% Polaków wie już o zamachu smoleńskim… Reszta nie wie – i nie chce wiedzieć

wsieci

Przełom w sprawie katastrofy smoleńskiej nie może być odosobniony. Nie sposób przejść obojętnie wobec obrazu jaki, wyłania się z badań na temat świadomości Polaków o katastrofie smoleńskiej, zleconych przez redakcję „wSieci”.

Wynik tych badań opublikowany w bieżącym numerze tygodnika powszechnie został uznany za przełom w postawie Polaków wobec przebiegu smoleńskiego dramatu. W swym bezpośrednim zakresie, odnoszącym się do pytania, „czy przyczyną katastrofy mógł być zamach?”, liczba odpowiadających na „tak” w porównaniu do lat poprzednich, dziś jest imponująca. Sięga blisko 40 procent.

Chcę jednakże zwrócić uwagę na kapitalną rzecz. Te 40 procent Polaków dopuszczających wersję zamachu jako czegoś całkowicie realnego odpowiada pośrednio na kilka innych kwestii. W każdym razie wyraża do nich swój stosunek. Inaczej mówiąc,

zdanie: „Pod Smoleńskiem mógł być zamach”, nie jest samotnym strumieniem świadomości autora go wypowiadającego. Ten strumień wyrasta z wielu innych przesłanek, z których część wykracza daleko poza sprawę katastrofy smoleńskiej.

Rzeczą bowiem całkowicie racjonalną jest przyjecie założenia, że jeśli prokuratura i rząd, reprezentowany przez Jerzego Millera, Macieja Laska i ich zespoły, nachalnie rozmijają się prawdą, kluczą, zatajają, fałszywie oskarżają (pilotów Tu-154), mataczą w sprawie smoleńska, to ta sama prokuratura (wojskowa i cywilna, traktowane jako całość ze względu na jedno kierownictwo Andrzeja Seremeta) oraz rząd

kłamią i oszukują społeczeństwo również w wielu innych sprawach, także ważnych dla Polaków.

Jeszcze inaczej mówiąc,

odkrywanie prawdy o sprawie Smoleńska jest zarazem odkrywaniem prawdy o wielu innych rzeczach, których dopuszcza się ta władza, wspierana przez usłużne jej media. Które ukrywa przed Polakami lub którymi nas mami.

Jeśli moje rozumowanie jest poprawne, to zjawisko radykalnego zwiększenia się liczby tych, którzy dopuszczają zamach pod Smoleńskiem, powinno powiększyć grono Polaków, którzy odwrócili  się od obecnej władzy. Zrozumiałe, że nie przekłada się to w takiej samej skali, jak jeden do jednego, na liczbę osób opowiadających się przeciwko Platformie Obywatelskiej podczas wyborów.

Choćby z tego prostego powodu, że pewnie tylko część osób biorących udział w ankiecie w sprawie Smoleńska, uda się jesienią do urn wyborczych.

Ja jednak wierzę, że przełom w widzeniu sprawy smoleńskiej zaowocuje przełomem w wyborze politycznym Polaków. Dowiemy się o tym już w tym roku.

Jerzy Jachowicz

24.10.2008 WARSZAWA JERZY JACHOWICZ DZIENNIKARZ PISARZFot. Marcin Lobaczewski