Oficjalny egzorcysta Watykanu o. Gabriele Amorth (1925-2016)

amorth-egzorcysta-watykanu

Zmarł oficjalny egzorcysta Watykanu ojciec Gabriele Amorth z Towarzystwa Świętego Pawła (Zgromadzenie zakonne Księży Paulistów). W ostatnim czasie przebywał w rzymskim szpitalu Gemelli. Zmarł w wyniku powikłań płucnych. Miał 91 lat. Ojciec Gabriele dysponował ogromną wiedzą na temat ukrytych mechanizmów władzy w Watykanie, na temat przynalezności kardynałów do masonerii oraz o dokonywanych w Watykanie zbrodniach i satanistycznych rytuałach. Ojciec Amorth nie o wszystkim mówił, choć i tak podsunął wiele tropów policji, prokuraturze oraz dziennikarzom śledczym. Jego śmierć jest „znakiem czasu”, wpisuje się w wydarzenia Wielkiej Zmiany na planecie, jest sygnałem, że niebawem zaczną dziać się bardzo ważne rzeczy w Watykanie…

Ksiądz Amorth urodził się w 1925 w Modenie (Włochy). Po ukończeniu studiów prawniczych wstąpił do zgromadzenia paulistów. W 1951 przyjął święcenia kapłańskie, a w 1985 r. został mianowany egzorcystą Państwa Kościelnego i diecezji rzymskiej. W 1990 powołał do istnienia Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów, któremu przewodniczył do 2000 roku. Później był jego honorowym członkiem. Jego służba Kościołowi zaowocowała licznymi (ok. 70 tys.) egzorcyzmami. Przeszedł na emeryturę w wieku 75 lat. Mimo podeszłego wieku do końca życia posługiwał jako egzorcysta, spowiednik, głosił konferencje, pisał książki. Zmarł w Rzymie 16 września 2016 r.

Ojciec Gabriele Amorth miał ogromną wiedzę na temat ukrytych mechanizmów władzy w Watykanie, na temat przynalezności kardynałów do masonerii oraz o dokonywanych w Watykanie zbrodniach i satanistycznych rytuałach. Ojciec Amorth nie o wszystkim mówił, choć i tak podsunął wiele tropów policji, prokuraturze oraz dziennikarzom śledczym.

Oficjalny watykański egzorcysta twierdził, że w sekretnych komnatach Watykanu odbywały się orgie z udziałem dzieci. Jego zdaniem zaginiona w 1983 r. 15-letnia Emanuela Orlandi została porwana do Watykanu, tam zgwałcona i zamordowana.

emanuela-orlandiEmanuela Orlandi (14.01.1968–22.06.1983) /cronacaedossier.it

W wywiadzie udzielonym Giacomo Galeazziemu w maju 2012 roku dla włoskiej gazety „La Stampa” watykański egzorcysta oznajmił: „Jak twierdził również prałat Simeone Duca, watykański archiwista, były organizowane imprezy, w których jako odpowiedzialny za «rekrutację dziewczyn» brał udział także żandarm Stolicy Apostolskiej. Myślę, że Emanuela padła ofiarą tego kręgu. (…) Był to przypadek wykorzystywania seksualnego, w wyniku którego wkrótce po porwaniu nastąpiło morderstwo i ukrycie ciała. (…) W sprawę był również zaangażowany personel dyplomatyczny obcej ambasady przy Stolicy Apostolskiej”. Wypowiedź tę ojciec Amorth potwierdził również w prywatnej rozmowie z rodziną Orlandi, a całą sprawę opisał w swojej książce „Ostatni egzorcysta”. Kolejny raz swoje zdanie w kwestii zaginięcia dziewczynki potwierdził w wywiadzie telewizyjnym przeprowadzanym przez Gianluigiego Nuzziego.

Porwanie Emanueli, córki pracownika Watykanu, pozostaje jedną z największych zagadek kryminalnych w dziejach Włoch. Zaginięcie dziewczynki łączono z zamachem na Jana Pawła II i działalnością gangu, który miał powiązania z watykańskimi hierarchami.

Kolejne rewelacje ujawnione przez watykańskiego egzorcystę dotyczą ukrytych mechanizmów sprawowania władzy na świecie na przykładzie Włoch. W wywiadzie dla dziennika „Il Giornale“ ks. Amorth o premierze Włoch Mario Montim i prezydencie Republiki Włoskiej Giorgio Napolitano powiedział:

„Władzę ma ten, kto kontroluje pieniądze.

Nasz świat jest rządzony przez 7-8 ludzi,

którzy mają pieniądze.

Co mam powiedzieć o Montim? Nie na darmo został wprowadzony tak wysoko przez masona! Bo Napolitano jest masonem. Tylko z mocą masonerii mógł się tam dostać”.

mario-monti_giorgio-napolitanoPremier Włoch Mario Monti, prezydent Republiki Włoskiej Giorgio Napolitano /giornalettismo.com

O watykańskiej masonerii o. Amorth powiedział:

„Wolnomularstwo ma wpływy na całym świecie.

Nawet w Watykanie, niestety.

Tu też jest masoneria,

ponieważ ona opiera się na pieniądzach i karierach.

Oni pomagają sobie nawzajem”.

29 czerwca 1972 r. papież Paweł VI wypowiedział słynne i szeroko komentowane później słowa: „Attraverso qualche fessura il fumo di Satana è entrato nella Chiesa” („Przez jakąś szczelinę dym Szatana wszedł do Kościoła”). Ta papieska diagnoza stanu moralnego książąt Kościoła wzbudziła ogromne wzburzenie i poruszenie nie tylko w samym Kościele katolickim. 

pawel-viPapież Paweł VI /farodiroma.it

W wywiadzie udzielonym w 2001 roku tygodnikowi „30 Giorni” ojciec Gabriele Amorth tak skomentował słowa papieża Pawła VI:

„Teraz walka przeniosła się głównie do domu Pana.

Ten dym rozprzestrzenia się na najwyższych piętrach w wielu komnatach”.

Zaś w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Il Giornale” (marzec 2013 r.) ks. Amorth mówił: „Niestety nawet w Kościele są tacy, którzy idą naprzód i robią karierę dzięki pieniądzom, dzięki korupcji.

W Kościele znajduje się bardzo wielu masonów.

Także wśród kardynałów!

Bo dla pieniędzy niektórzy zabiliby nawet własną matkę i ojca.

Nawet człowiek Kościoła może to zrobić, jeśli nie ma wiary. Masoneria stała się mistrzynią w zarządzaniu pieniędzmi, ma ogromną moc. Co myślicie? Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama może sam rządzić? Wcale nie.

W polityce wszyscy podlegają masonerii”.

Tak, oficjalny egzorcysta Watykanu miał ogromną wiedzę na temat ukrytych mechanizmów sprawowania władzy w Państwie Watykańskim. Nie wiedział jednak o wszystkim. Nie zdawał sobie sprawy z tego, kto stoi za tak znaczącymi wydarzeniami w historii Kościoła 20. wieku, jak Fatima i Medjugorje. Jako mariolog nie miał niestety należnego dystansu, niezbędnego do zrozumienia tych wydarzeń. Ojciec Gabriele całym sercem wierzył, że zarówno w Fatimie, jak i w Medjugorje zbłąkanym Ziemianom ukazała się Matka Jezusa i bardzo gorąco do ostatnich swych dni do niej się modlił. Gdyby porozmawiał z ojcem Enzo Bianchim, dowiedziałby się wielu bardzo interesujących rzeczy na temat fałszywych objawień maryjnych na „końcu czasów”.

amorth-and-virgin-maryO. Gabriele Amorth /vice.com

Ojciec Gabriele doskonale zdawał sobie jednak sprawę, że od jesieni 2015 r. wydarzenia na planie fizycznym znacznie przyspieszyły, a na planach astralnych zaczęły się zagęszczać. Istoty wprowadzjące Wielką Zmianę na planecie stały się nagle w tym właśnie czasie obiektem szaleńczych wprost ataków zarówno ze strony bytów z innych gęstości, jak i zmasowanych inwazji czysto technologicznych – poprzez smartfony, nadajniki na dachach i wieżach oraz poprzez bezpośrednie ataki z krążących nad nami amerykańskich szpiegowskich satelit. 15 kwietnia tego roku ks. Amorth napisał:

„Mówiąc językiem Biblii,

jesteśmy w dniach ostatnich –

Szatan pracuje po prostu szaleńczo.

(…) Wszystko wydarza się najpierw na poziomie duchowym,

dopiero później urzeczywistniając się na tej Ziemi.

Są tylko dwa królestwa duchowe: Ducha świętego

i ducha demonicznego”.

Odejście watykańskiego egzorcysty jest niewątpliwym znakiem czasu do fraktalnego odkodowania i mówi coś bardzo ważnego nam, ludziom mniej lub bardziej zaangażowanym w wydarzenia Wielkiej Zmiany na planecie oraz transformacji globalnej świadomości.

TAW

Czytaj również:

Schwytanie dwóch szpiegów Rosji to kropla w morzu. Rosyjskich agentów są w Polsce tysiące

ambasasa

Cwilny kontrwywiad (ABW) schwytał wojskowego szpiegującego na rzecz Rosji. I jeszcze szpiega cywila. Wydawałoby się, że to świetnie, bo od lat żadnego agenta Rosji nie złapano. W rzeczywistości nie jest świetnie, a po prostu fatalnie. Nie dlatego, że zneutralizowano dwóch agentów, lecz że tylko dwóch. Z raportów wywiadów Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Finlandii czy Czech wynika, że Polska należy do wąskiej grupy państw UE najbardziej narażonych na rosyjską penetrację. I jest przez Rosję szpiegowana na wielką skalę. Co oznacza także istnienie na naszym terytorium bardzo rozbudowanej siatki agentury ofensywnej Rosji, licznych tzw. śpiochów oraz wielokrotnie liczniejszej sieci agentów wpływu. Ale polskie państwo, a szczególnie jego tajne służby o tych siatkach albo nie mają pojęcia, albo nie są w stanie nic im zrobić.

Znając metody działania Rosjan, trzeba zakładać, że poza oficerami Rosjanami działającymi w Polsce pod przykryciem (dyplomatycznym, biznesowym, dziennikarskim itp.), mają oni swoich agentów w wojsku, policji, straży granicznej, służbie celnej oraz – co najbardziej niebezpieczne – w polskich tajnych służbach! Biografie wielu oficerów dawnej WSI dowodzą, że byli oni werbowani na dużą skalę (nie tylko podczas szkoleń i kursów w ZSRR, a potem w Rosji), i ta agentura nigdy w III RP nie została dobrze rozpoznana, nie mówiąc już o jej neutralizacji czy przewerbowaniu.

To, czego dowiadujemy się o takich esbekach jak morderca księdza Popiełuszki, kapitan Grzegorz Piotrowski, dowodzi, że także oni wysługiwali się służbom ZSRR i realizowali nawet najbardziej trefne zlecenia, np. inwigilacji papieża Jana Pawła II czy wskazywania słabych punktów jego ochrony.

Trzeba pamiętać, że służby ZSRR do 1990 r. miały dostęp do teczek agentury SB i Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW), więc po 1990 r. miały szerokie pole do szantażu wielu agentów służb PRL oraz ich przejmowania. Tymczasem w Polsce nigdy nie powstał nawet raport o skali tych przejęć, nie mówiąc o wytypowaniu osób, które Rosjanie skłonili do współpracy. Wielu z tych ludzi mogło potem typować kolejnych kandydatów do werbunku, a część z nich stała się agentami.

To wszystko oznacza, że skala agentury Rosji w Polsce najpewniej przekracza najśmielsze wyobrażenia.

Ze wskazanymi wyżej trzema rodzajami agentury powinny walczyć służby kontrwywiadu (ABW i SKW), ale nie ma żadnych dowodów, żeby odnosiły na tym polu jakieś sukcesy. Schwytanie dwóch agentów wiosny nie czyni.

Poza agenturą niejako „zawodową” mamy w Polsce legion agentów wpływu Rosji, działających w biznesie, mediach (w tym szczególnie na różnych portalach „zorientowanych na wschód”), na uczelniach, w stowarzyszeniach, instytucjach kultury, ale też w urzędach, partiach, samorządach, funduszach czy fundacjach. Oczywiście w demokratycznym państwie nie można takich ludzi po prostu zamknąć, ale można zrobić wiele, żeby wspieranie obcego państwa im się nie opłacało. O tym się głośno nie mówi, ale każde państwo ma narzędzia, dzięki którym można zapobiec szkodliwej działalności obcej agentury wpływu. I wiele państw je stosuje. W Polsce musi być inaczej, bo absolutnie nie widać ograniczania działań agentury wpływu, lecz przeciwnie – jest ona coraz bardziej bezczelna i ekspansywna. Co oznacza, że

polskie służby nie mają nawet stosownej wiedzy o uplasowaniu agentów wpływu, 

o sposobach ich wynagradzania (niekoniecznie pieniężnych), o ich powiązaniach z mocodawcami poprzez skomplikowane sieci pośredników z Zachodu, o ich modus operandi czy o ich powiązaniach z agenturą wpływu Rosji w innych krajach UE. W wielu państwach Unii tajne służby mają bogatą wiedzę o agenturze wpływu Rosji (np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Finlandii, a nawet w Estonii) i umiejętnie ją neutralizują.

W Polsce ta agentura hasa w najlepsze i czuje się kompletnie bezkarna.

I nie wiadomo, czy polskie służby nie są w stanie agenturze Rosji przeciwdziałać, czy zwyczajnie nie chcą, bo takie zachowanie było w ostatnich latach premiowane. Mieliśmy przecież reset w relacjach z Rosją. Ten reset wyglądał tak, że

Polska właściwie zrezygnowała z wszelkich działań wobec rosyjskiej agentury, natomiast Rosja ogromnie ją w tym czasie rozbudowała. Obecnie Polska jest rajem dla rosyjskiej agentury działającej we wszelkich znanych formach i zatrzymanie dwóch agentów tego nie zmienia.

Żeby mówić o skuteczności walki z agenturą, trzeba by bardzo wzmocnić tę część kontrwywiadu (cywilnego i wojskowego), która zajmuje się Rosją. I na to natychmiast powinny się znaleźć pieniądze, bo ta agentura bardzo Polsce szkodzi. Zasadniczo powinien się też zmienić klimat przyzwolenia, także społecznego, na bezczelne, prowokacyjne i tupeciarskie działania agentury wpływu. Bez tego Polska będzie równie bezbronna, jak wtedy, gdyby nie miała armii.