Od 8 października 2014 r. można już w świetle prawa i zgodnie z faktami tytułować Lecha Wałęsę TW „Bolkiem”. Legendarny opozycjonista Krzysztof Wyszkowski wygrał 9-letni proces

Wyszkowski

Po ostatecznej porażce sądowej Lecha Wałęsy każdy obywatel ma prawo powiedzieć, że w latach 70. były prezydent był zarejestrowany jako TW „Bolek”, donosił na swoich kolegów i pobierał za to wynagrodzenie – mówi Krzysztof Wyszkowski, legendarny przywódca Wolnych Związków Zawodowych, pozwany przed dziewięciu laty przez Lecha Wałęsę.

Wygrał Pan proces, który wytoczył Panu Lech Wałęsa za nazwanie go TW „Bolkiem”. To oznacza, że byłego prezydenta można już oficjalnie nazywać „Bolkiem”?

– Sąd odrzucił ostatecznie wszelkie roszczenia Wałęsy, jakie zgłaszał w wytoczonym przeciwko mnie procesie. Można go teraz nazywać „Bolkiem” pod pewnymi warunkami. Warto ostrzec opinię publiczną przed takim używaniem tego określenia, któremu sąd będzie mógł przypisać intencję obrażania. Powiedzenie o nim, że był podłym szpiclem, sąd może uznać za nieuprawnioną obelgę. Można mówić o TW „Bolku” z intencją odnoszenia się do prawdy. Po tym wyroku każdy obywatel ma niewątpliwie prawo –zgodnie z aktami sprawy i ustaleniami IPN‑u potwierdzonymi przez sąd – powiedzieć, że Wałęsa był zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa pod pseudonimem „Bolek”, donosił na kolegów i pobierał za to wynagrodzenie.

Dlaczego ta sprawa trwała aż dziewięć lat?

– Lech Wałęsa zgłaszał kolejne roszczenia. Dopiero w ubiegłym tygodniu otrzymałem decyzję sądu kończącą całą sprawę. Proces toczył się w trzech miastach: w Gdańsku, Sopocie i Warszawie. Kolejne roszczenia Wałęsy skutkowały pobocznymi sprawami – najpierw o zwrot pieniędzy za opublikowanie na antenie TVN‑u przeprosin, które on sam zamieścił na własny koszt. Po uznaniu przez sąd, że przeprosiny mu się nie należały, w dalszej kolejności Wałęsa domagał się zwrotu kosztów procesowych. Sąd prawomocnie odrzucił to żądanie byłego prezydenta. W końcu sąd nakazał Wałęsie zwrócenie kosztów postępowania drugiej stronie sporu. W finale dziewięcioletniej sprawy Wałęsa jest mi winien ostatecznie 2400 zł.

Krzysztof Wyszkowski wita Lecha Wałęsę w siedzibie tworzącej się „Solidarności” w Gdańsku, 2.09.1980 r. Fot. wzzw.wordpress.com

Po tylu latach wielu ludzi nie pamięta, o co poszło.

– W 2005 r., gdy ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres wręczył Wałęsie dokument świadczący o uznaniu go za osobę pokrzywdzoną w PRL‑u, powiedziałem, że to nadużycie, ponieważ Wałęsa był płatnym tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Bolek”. Zgodnie z ustawą o IPN-ie status osoby pokrzywdzonej nie należał się Wałęsie, bo najpierw był działaczem antykomunistycznym, a następnie został agentem. Takim osobom status osób pokrzywdzonych w PRL‑u nie przysługiwał.

Lech Wałęsa, pozywając mnie do sądu, twierdził, że nigdy nie był agentem. Sąd ostatecznie uwolnił mnie od winy, uznając, że zbadałem sprawę dogłębnie i na podstawie rzetelnie przeprowadzonych badań miałem prawo do wygłaszania swoich stwierdzeń pod adresem byłego prezydenta.

Koniec sprawy jest dla Pana pomyślny, ale pozew byłego prezydenta skutkował dolegliwymi konsekwencjami.

– Przede wszystkim to było dziewięć lat wielkich kłopotów. Naraziło mnie to na walkę z sądami, nastawionymi do mnie na ogół wrogo. Było tak w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, gdy jedna z sędzi, krzycząc na mnie, odbierała mi głos. Ale przy okazji chcę podziękować wielu prawnikom, którzy przez te lata udzielali mi pomocy. To duża grupa osób, która bezinteresownie udzielała mi bezcennych porad. Wdzięczny jestem również za wsparcie opinii publicznej, szczególnie tych ludzi, którzy zjawiali się na procesach.

Rozmawiał Maciej Marosz

niezalezna.pl

Komentarz Krzysztofa Wyszkowskiego do sądowego wyroku kończącego jego 9-letnie zmagania o rzetelną edukację Narodu w kwestii poznania przez Polaków historycznej prawdy materialnej dotyczącej postaci Lecha Wałęsy:

Ujawnienie Wałęsy jako agenta SB jest dziełem wspólnym

Od chwili, gdy Sąd Okręgowy w Gdańsku poinformował mnie, że proces wytoczony mi przez Lecha Wałęsę w 2005 r. ostatecznie zakończył się oddaleniem tego powództwa, z całego świata otrzymuję gratulacje, pozdrowienia, a nawet podziękowania za ujawnienie prawdy o agenturalności t.w. „Bolka”. Nie mogąc indywidualnie odpowiedzieć na wszystkie wiadomości, tą drogą przekazuję moje serdeczne podziękowania.

Po dziewięciu latach zmagań z przeciwnikiem tak możnym, potężnym, bogatym i mającym jednoznaczne poparcie wielu instytucji państwowych, z wdzięcznością przyjmuję pozdrowienia od tych, których prawda o najnowszej historii Polski cieszy osobiście.

Tym bardziej serdecznie i gorąco wyrażam wdzięczność wszystkim, którzy czynnie – jako adwokaci, radcowie prawni i nieformalni pomocnicy – udzielali mi bezcennej pomocy, bez której kłamstwo bez wątpienia zwyciężyłoby nad prawdą, ponieważ siły postkomunistycznego układu nadal posiadają w wymiarze sprawiedliwości wielkie wpływy. Pamiętając o sędziach, którzy odmawiali mi prawa do obrony, nie zgadzali się na przybranie adwokata, odrzucali postępowanie dowodowe, krzyczeli na mnie i niedopuszczali do głosu, krótko mówiąc, zachowywali się jak funkcjonariusze wypełniający polecenia – jak to określił jeden z nich: „mojego zwierzchnika premiera Donalda Tuska” – mam obowiązek przypomnieć dziś, że sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku Barbara Malak już 31 sierpnia 2010 r. miała odwagę przeciwstawić się tej atmosferze i orzec o oddaleniu pozwu Wałęsy oraz stwierdzić, że dokonałem należytej staranności w badaniu sprawy jego agenturalności.

Poza prawnikami wyrazy szczególnej wdzięczności kieruję w stronę historyków, szczególnie wobec Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, którzy pracując pod auspicjami Janusza Kurtyki, sporządzili najpełniejsze w dostępnych ówcześnie warunkach kompendium wiedzy o agenturalności Lecha Wałęsy.

Dr Piotr Gontarczyk i prof. Sławomir Cenckiewicz oraz owoc ich wieloletniej archiwalnej kwerendy: książka „SB a Lech Wałęsa”. Fot. Tomasz Gzell/ PAP

Jestem przekonany, że poważny wpływ na ostateczne zwycięstwo miała również postawa opinii publicznej, ponieważ nawet sędziowie-„funkcjonariusze” musieli w swych krętactwach dbać przynajmniej o pozory praworządności, które jednak stawały się skutecznym punktem zaczepienia dla prawników prowadzących moją obronę.

Dlatego, choć zmęczony tym i innymi procesami wytaczanymi mi w III RP za ujawnianie agentury komunistycznych służb specjalnych, z głębi serca dziękuję wszystkim rodakom podzielającym moje przeświadczenie, że

odsunięcie od władzy nad Polską obcej agentury jest warunkiem naszej wolności, demokracji i niepodległości.

Krzysztof Wyszkowski

wyszkowski.com

Sądowa nagonka na polskich patriotów. Sądy kapturowe w państwie Unii Europejskiej. Marysia Kołakowska – bez możliwości obrony – skazana za protest ws. „Golgoty picnic”

Maria Kołakowska

Sąd rejonowy w Gdańsku w trybie zaocznym skazał 17-letnią Marię Kołakowską na 40 godzin prac społecznych. Marysia w dniu 28 czerwca podjęła próbę uniemożliwienia odczytania w świetlicy Krytyki Politycznej w Gdańsku obrazoburczego scenariusza pseudospektaklu „Golgota picnic”.

Przez nikogo nie zatrzymywana weszła do świetlicy i w obecności około pięćdziesięciu lewackich aktywistów rozpyliła kupiony w sklepie dezodorant o nieprzyjemnym zapachu. Od lipca toczyło się postępowanie w tej sprawie. Wyrok w trybie zaocznym zapadł 2 października, ale ani Marysia, ani jej adwokat nie zostali poinformowani przez sąd o zakończeniu śledztwa, dniu rozprawy i wyroku skazującym. Adwokat zaniepokojony ciszą w tej sprawie poszedł do sądu, aby zasięgnąć informacji, i dowiedział się, że wyrok już zapadł. Z akt wynika, że nie został przesłuchany żaden ze świadków obrony. Już podczas przesłuchania Marysi przez policję prowadzący dochodzenie funkcjonariusz powiedział, że nie życzy sobie, aby jako świadek obrony został powołany poseł Andrzej Jaworski. Jego nazwisko w protokole zostało zapisane dopiero po tym, jak Marysia stanowczo tego zażądała, zgodnie z przysługującym jej prawem.

Sposób prowadzenia śledztwa i wydania wyroku przypomina sądy kapturowe z bolszewickiej Rosji i praktyki sądowe z czasów stalinowskich. Nawet w stanie wojennym nie zapadały wyroki w trybie zaocznym, bez możliwości obrony oskarżonych! Marysi nie tylko nie dano możliwości obrony ale też sąd nie dochodził prawdy o przebiegu zajścia, bo nie wysłuchał świadków, którzy zostali przez nią zgłoszeni. Trudno nie zarzucić organom ścigania i sądowi stronniczości, skoro niejaki Filip Gąsiorek, mężczyzna, który w świetlicy Krytyki Politycznej pobił Marysię i założył jej na głowę worek, został uniewinniony. Prokuratura w ściganiu Gąsiorka „nie dopatrzyła się interesu społecznego”.

Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej
Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej. Gdańsk, 28 czerwca 2014 r.

Można też przypuszczać, że o niejawnym posiedzeniu sądu i wydaniu wyroku w trybie zaocznym zadecydował lęk wymiaru „sprawiedliwości” przed konfrontacją ze społeczeństwem, bo na rozprawę z cała pewnością – wzorem stanu wojennego – stawiłoby się bardzo wiele osób, w tym liczne grono kombatantów i byłych więźniów politycznych. W obronie Marysi list napisali członkowie Stowarzyszenia Godność skupiającego osoby represjonowane przez reżim komunistyczny w latach osiemdziesiątych oraz Kaszubsko-Kociewskie Stowarzyszenie im. Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”. Wyrazy poparcia składali także Kombatanci Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

Niestety ze względu na sposób przeprowadzenie rozprawy sąd nie zapoznał się ani z listami poparcia, ani z motywacjami młodej osoby wychowanej w duchu wartości patriotycznych i na etosie żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

Marysia z ciążącym na niej wyrokiem za odwagę obrony wartości zapisała kolejną kartę w historii swojej rodziny, w której każde pokolenie doświadczyło represji i wiezień – począwszy od czasów zaborów, a skończywszy na stanie wojennym. Jej wuj ks. infułat Stanisław Bogdanowicz został aresztowany w 1966 r., matka w stanie wojennym w wieku 17 lat była skazana na 3 lata pozbawienia wolności, dziadek ze strony ojca spędził półtora roku w sowieckim więzieniu w Charkowie i Kijowie. Pradziadek, bojowiec Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) z rozkazu Józefa Piłsudskiego zlikwidował w 1908 r. carskiego tajnego radcę gubernatora w Piotrkowie. Od wiezienia uratowała go ucieczka do Brazylii. Itd., itd.

Ani Marysia, ani jej rodzice nie zamierzają zgodzić się z niesprawiedliwym, upokarzającym wyrokiem i w najbliższych dniach złożą zażalenie w tej sprawie.

Gdyby sąd miał odwagę przeprowadzić rozprawę z udziałem Marysi, to nie miałby wątpliwości, że zasłużyła raczej na Krzyż Walecznych, a prace społeczne wykonała już z nawiązką, pracując jako wolontariusz z łopatą na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku przy poszukiwaniu polskich bohaterów zamordowanych wyrokiem stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości.

Anna Kołakowska

wPolityce.pl

O procesie wytoczonym 17-letniej Marysi Kołakowskiej pisaliśmy już w lipcu:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/07/09/okazmy-solidarnosc-17-letniej-marysi-jutro-policja-chce-ja-oskarzyc/

Stalinowskich psychuszek ciąg dalszy. Stanisław Adamczyk chciał ukarania UB-ckiego kata, trafił do psychiatryka. Jak „polski” wymiar „sprawiedliwości” niszczy 96-letniego bohatera Narodowych Sił Zbrojnych

.
Stanisław Adamczyk

Stanisław Adamczyk, 96-letni kombatant NSZ, który w stanie wojennym był internowany, został zatrzymany przez policję i umieszczony na oddziale psychiatrycznym. Naszą informację potwierdziła Komenda Powiatowa Policji w Ciechanowie. W szokujący sposób potraktowany mężczyzna od dawna domaga się sprawiedliwego wyroku dla kata z UB „Krwawego Mańka”. 

O skandalicznym zdarzeniu opowiedziała nam Hanna Pogorzelska, członek Klubu Gazety Polskiej w Ciechanowie.

Pan Stanisław od wielu lat protestuje przed sądem. Co jakiś czas zabiera go stamtąd policja. Kiedyś byłam naocznym świadkiem takiego zajścia. Dowiedziałam się, że znów mogło dojść do podobnego zatrzymania, jak również do pobicia przez ochronę sądu. Postanowiłam sprawdzić, czy to prawda. Okazało się, że faktycznie pana Stanisława nie było w domu. Jego żona powiedziała, że odwiedziła go raz w zakładzie psychiatrycznym, w którym go zamknięto. Żona kombatanta powiedziała, że widziała ślady pobicia na ciele męża. Nie wiadomo jednak, gdzie miało miejsce domniemane pobicie – mówi portalowi niezalezna.pl Hanna Pogorzelska. – Nie tak traktuje się prawie stuletniego zasłużonego człowieka – dodaje.

Rzecznik policji w Ciechanowie potwierdziła nasze informacje.

2 października 2014 r. podjęto interwencję wobec Stanisława Adamczyka, który w Ciechanowie przy ul. Mikołajczyka przed budynkiem Sądu Rejonowego zakłócał porządek publiczny, używając głośno słów wulgarnych oraz uszkodził drzwi wejściowe do  budynku sądu – informuje asp. szt. Ewa Olba z KPP w Ciechanowie. Jak tłumaczy, „podczas wykonywanych czynności, mężczyzna zachowywał się agresywnie”.

Co więcej, według policji, 96-letni kombatant… „stwarzał  zagrożenie dla  życia i zdrowia innych osób.

Po przedstawieniu zarzutów z art 51 par. 1 kw i art. 124 par. 1 kw oraz przesłuchaniu, mężczyzna, wychodząc z budynku Komendy Powiatowej Policji w Ciechanowie, kostką brukową umyślnie rzucił w drzwi wejściowe, w wyniku czego dokonał uszkodzenia szyby o wartości około 400 zł na szkodę Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Na miejsce została wezwana załoga pogotowia. Lekarz podjął decyzję umieszczenia Stanisława Adamczyka na oddziale psychiatrycznym w Grzędzicach z uwagi na fakt, iż mężczyzna zachowywał się agresywnie oraz stwarzał  zagrożenie dla  życia i zdrowia innych osób – dodaje Olba.

W marcu tego roku w czasie procesu „Krwawego Mańka”, funkcjonariusza UB, który katował więźniów, m.in. wkładając im nogi do pieca, policja aresztowała protestującego przed sądem samotnego kombatanta NSZ.

Tak o 96-letnim Stanisławie Adamczyku mówi jego syn: „Zawsze wpajał nam, że trzeba być uczciwym i kochać Polskę. Tak też jest. Tak nas wychował. Na starość nie może pogodzić się z niesprawiedliwością i często protestuje. Takiej osobie jak ojciec należy się wyrozumiałość, a nie patrzenie tylko przez literę prawa. Może i kogoś wyzywa, ale on siedział w stalinowskim więzieniu, w Iławie w latach 80. na spacerniak wyprowadzali go w worku na głowie. On zakładał na Mazowszu Solidarność RI. To wszystko jest w papierach ojca i policja, Sądy powinny to wiedzieć i mieć to na względzie. Niepojęte jest, aby taką osobę za to, że krzyczy, że kogoś może obrazi, skuwać kajdankami i traktować jak zbira. On ma 96 lat!”.

O stalinowskich psychuszkach pod rządami Ewy Kopacz czytaj również na:

Zamykanie whistleblowerów (demaskatorów) w – do dziś działających w Polsce – stalinowskich psychuszkach

Maria Ziemiańska - torturowana psychiatrycznie demaskatorka eksperymentów medycznych i przemocy w placówkach psychiatrycznych i DPS-ach
Maria Ziemiańska – torturowana psychiatrycznie demaskatorka „układu krakowskiego” oraz eksperymentów medycznych i przemocy w placówkach psychiatrycznych i DPS-ach

Dzięki interwencjom internautów oraz osób oglądających nagrania z Marią Ziemiańską na YouTube personel Szpitala Psychiatrycznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie nie aplikuje jej już przymusowo „leków” i zastrzyków. Maria Ziemiańska odmawiała ich przyjęcia, ale do tej pory faszerowano ją „lekami” i zastrzykami pod przymusem. Ten proceder został obecnie zaniechany, zwrócono jej również do użytku odebrany wcześniej bezprawnie telefon komórkowy.

Co mają w tej sprawie do powiedzenia polski wymiar sprawiedliwości, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz pozostałe organizacje powołane do obrony godności osoby ludzkiej? Kiedy instytucje do tego powołane wniosą wreszcie na forum publiczne temat przemocy psychiatrycznej stosowanej w krajach cywilizowanej ponoć Unii Europejskiej?

Dr Zbigniew Kękuś złożył do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez sędziego wobec Marii Ziemiańskiej, która jest osobą wolną i nie powinna być wbrew swojej woli przetrzymywana w szpitalu psychiatrycznym, nie mówiąc o faszerowaniu jej psychotropami.

W sprawę uwolnienia włączyło się też Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu z Bielska-Białej. Oto jeden z listów do dyrekcji szpitala, jaki wystosował jeden z członków stowarzyszenia, Krzysztof Musialski:

„Szanowny Panie Dyrektorze,

Po zapoznaniu się z materiałem dostępnym na stronach internetowych dotyczącym pani Marii Ziemiańskiej, która przebywa na oddziale zamkniętym, wyrażam swoje głębokie zaniepokojenie, oburzenie i sprzeciw wobec nagannego zachowania personelu medycznego, zarejestrowanego za pomocą telefonu komórkowego. Podstępne pozbawienie p. M. Ziemiańskiej ww. telefonu, w rzeczywistości będące karą za informowanie o swojej sytuacji i postępowaniu pracowników szpitala, jest niegodne i zasługuje na stanowcze potępienie. Straszenie przymusowym „podawaniem” leków człowieka zachowującego się spokojnie i niestwarzającego zagrożenia sobie ani otoczeniu (co wyraźnie słychać na nagraniu) przywodzi na myśl najczarniejszy okres w dziejach „medycyny” – okres tzw. psychuszek. W trosce o zdrowie i życie pani Marii Ziemiańskiej proszę Pana Dyrektora o interwencję w przedmiotowej sprawie i wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób winnych zaistniałej sytuacji”.

Z poważaniem

Krzysztof Musialski

Szpital "specjalistyczny" im. dr. J. Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie
Szpital „specjalistyczny” im. dr. J. Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie

Przerażające są niektóre komentarze, które znalazły się pod filmikami na YouTube i na blogu Monitor-Polski.pl. Czytamy m.in.:

˜Control

Ważne! W roku 2007 BYŁEM W TAKIEJ SAMEJ SYTUACJI JAK PANI ZIEMIAŃSKA. DOKŁADNIE TA SAMA PROCEDURA. DANO MI SILNE OGŁUPIACZE I PODSUNIĘTO CZYSTĄ KARTKĘ, NA KTÓREJ ZŁOŻYŁEM MÓJ PODPIS WŁASNORĘCZNY. POTEM NA CZYSTEJ CZĘŚCI DOPISANO TREŚĆ: ”WYRAŻAM ZGODĘ NA POBYT W SZPITALU ORAZ ZGODĘ NA LECZENIE MNIE”. PO KILKU LATACH TJ 2013 ROKU ODKRYŁEM TEN SZWINDEL. PO LEKACH, PO TYCH TRUCIZNACH PRZESZEDŁEM ROZLEGŁY ZAWAŁ SERCA. DOPROWADZONO MNIE DO POWAŻNEGO USZCZERBKU NA ZDROWIU. PRZYPISANO MI (BEZ TESTÓW MMPI ) CHOROBĘ DWUBIEGUNĄ, CHOROBA TA JEST NIEULECZALNA! W ROKU 2011 ZOSTAŁEM PRZEBADANY PRZEZ BIEGŁYCH PSYCHOLOGÓW, KTÓRZY NIE STWIERDZILI U MNIE ŻADNEJ CHOROBY. TERAZ I W 2007 ROKU (CHOROBA TA JEST NIEULECZALNA) ZGŁOSIŁEM SPRAWĘ DO PROKURATURY. CZEKAM. NA 100 % NIE ODPUSZCZĘ!

SZCZEGÓŁY DLA KAŻDEGO ZAINTERESOWANEGO NA MAILA , MÓJ MAIL: BIUROPFLEGEMICHAEL24(AT)GMAIL.COM
TO SAMO MOGĄ ZROBIĆ PANIE ZIEMIAŃSKIEJ.
TO ZNANA PROCEDURA MORDERCÓW I PSYCHOPATÓW, LEKARZY PSYCHIATRÓW.

˜Premizlaus Crucifixus
Gdy miałem 12 lat, psychiatra mi przepisała ten Haloperidol i od niego zaczął mi po jakimś czasie sztywnieć język i nie mogłem się wypowiedzieć. W dalszej części mogłoby się dziać coś gorszego, ale na szczęście pobyt w szpitalu mnie uratował. Sama ordynatorka mnie badała i od razu zgadła od jakiego leku/trucizny mam dane objawy. Przez to moje 13. urodziny spędzałem w szpitalu. Okazało się, że nie potrzebowałem w ogóle tego „leku”. Takich to mamy psychiatrów w Polsce, którzy sami powinni się leczyć.

˜Iwona Panek

Praktyki zamykania ludzi zdrowych w szpitalach psychiatrycznych są stosowane w Polsce od lat, i dla przykładu: moja córka we wrześniu 1986 chciała odwiedzić mnie na Oddziale Chirurgicznym Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie, ale do mnie nie dotarła i odnalazłam ją poprzez znajomych. Po wypisaniu się ze szpitala na własne zadanie – odnalazłam córke w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Broniewskiego w Szczecinie (stary budynek) i była w stanie opłakanym , uśliniona i bez żadnego kontaktu. Szpital nie zglosil tego PRZESTEPSTWA ani na POLICJE ani do PROKURATURY a corce PRZYPISALI lekarze ,, chorobę o nazwie schizofrenia paranoidalna ,, i od tej pory zostalysmy poddane ciężkim represjom sadowo – prokuratorsko urzędniczym i tak corka została ZAMORDOWANA przez szczecińskich ,, LOWCOW SKOR ,, poprzez LINCZ w szpitalu miejskim w szczecinie ; a mnie po UPROWADZENIU w dnia 08 05. 2003 r bez nakazu sadowego przez MOPR i POLICJA w Szczecinie , PROPONOWALI PODWOZKE DO SZPITALA PSYCHIATRYCZNEGO na PRZYKAZ SPOLEK z o. o. KRYSTNA LEBIEDA ,, Dom ,, Zarzadzanie Nieruchomosciami ul Smolanska 3 w Szczecinie i KONSORCJUM KOWALCZYK BOM – 7 ,, majora HENRYKA KOWALCZYKA emeryta wojskowego i bylego kierownika POZWANE GAM – Wojskowa Agencja Mieszkaniowa Oddzial w Szczecinie ul Potulicka 2 . a wszystkie te BARBARZYNSKIE METODY dla ,, OPROZNIENIA mieszkania ,, ZAMIENNEGO -KOMUNALNEGO przy ul. DUNIKOWSKIEGO 17/11 z osob i rzeczy ,, dla tych SPOLEK z o. o. UPROWADZONA w 2003 wnuczka dla której USTANOWILAM sia poprzez SAD REJONOWY CENTRUM W SZCZECINIE, rodzina zastepcza w 2000r , do dnia dzisiejszego nie może wrocic do mnie a ja jestem w szczecińskich SADACH REPRESJONOWANA , INWIGILOWANA, OSZUKIWANA, OKRADANA i TERRORYZOWANA KORESPONDENCYJNIE , EKONOMICZNIE ,bo ZABANO NAM MIESZKANIE , RENTE RODZINNA po ZAMORDOWANEJ corce, a na mojej EMERYTURZE w ZUS w Szczecinie PASA się KOMORNICY SADOWI za naliczanie czynszu – ,,ZA BEZUNOWNE KORZYSTANIE Z LOKALU”, a UNOWY NAJMU NIE CHCE MI WYDAC GAM – WAM Oddzial w Szczecinie, bo ddla PRZEKRETOW MIESZKANIOWYCH nierespektuje Prawomocnego TYTULU EGZEKUCYJNEGO sygn. akt VII RC 2498 /1978 pkt IV Sad Rejonowy Centrum w Szczecinie i sygn. akt IX Co 680/09 Sad Rejonowy Prawobrzerze i Zachod w Szczecinie i sygn., akt V K 321/02 , V Kp 573/07 i inne SAD REJONOWY CENTRUM W SZCZECINIE V WYDZIAL KARNY UL KASZUBSKA 42 i sygn. akt I C 107/09 . I C 106/09 , I C 713/10 i inne SAD OKREGOWY ul Piotra Skargi 19 w SZCZECINIE i II instancja: sygn. akt I ACa 57/11 i I ACo 130 /14 SAD APELACYJNY ul Mickiewicza 163 w Szczecinie, dotyczy sygn. akt OOP 10/2008/2011/2012 i inne Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie. Wnuczke odnalazłam po trzech miesiącach poszukiwan u EMERYTA WOJSKOWEGO JAROSLAWA LAPUSZKA ul Ks ROBAKA 1 /2 w Szczecinie , a ja w tej CI…

˜PolishLovePolice
Przecież tak się dzieje w szpitalach psychiatrycznych w Polsce od wielu lat i jest to normą. Sprawa pani Marii nie jest wyjątkiem, bo w Polskich psychuszkach zamyka się wielu zdrowych ludzi, a spraw najczęściej nie ma kto nagłośnić. Ludzie zdrowi niekoniecznie opuszczają szpital w swej dawnej kondycji psychicznej. Wystarczy spięcie pasami osoby posiadającej lekką klaustrofobię albo uniemożliwienie kontaktu z bliskimi w sytuacji kryzysowej. Personel ma wiele środków, aby wyprowadzić z równowagi zdrową osobę, tak by ta swoim zachowaniem dała podstawy do wszczęcia leczenia przymusowego już w pierwszych dniach „obserwacji”.

za: AlexJones.pl , Monitor-Polski.pl

To nie wszystko. Polskich współczesnych psychuszek ciąg dalszy:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/07/psychuszek-ciag-dalszy-tortury-psychiatryczne-na-96-letnim-stanislawie-adamczyku/

 

Sędziowski matrix III RP. Dwie kategorie sędziów. Obydwie do wyrzucenia z zawodu – Jerzy Jachowicz

Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego zarzutu korupcyjnego
Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego mu zarzutu korupcyjnego

To nie do wiary, jak w Polsce działa wymiar sprawiedliwości. Sprawiedliwości. Jeden z filarów koniecznych do prawidłowego funkcjonowania państwa. Na całym świecie w przypadku naruszenia prawa sprawiedliwość reprezentują sędziowie, a nawet powiedzieć można, że poprzez wyroki sprawiedliwość tę realizują. W Polsce, niestety, sędziowie (poza nielicznymi wyjątkami), którzy rozumieją ducha sprawiedliwości i starają się wydawać wyroki zgodnie z jego wymogami – to ludzie, którzy są tak zakręceni politycznie, że wyroki podporządkowują swoim politycznym przekonaniom.

Albo tacy, którzy wprawdzie nie kierują się sympatiami politycznymi, ale mają inny feler – nie rozumieją, co to jest sprawiedliwość. Patrzą jedynie w kodeksy, mniej lub bardziej uważnie je czytają i bezmyślnie do słów w nich zawartych się stosują, będąc przekonani, że właściwie wykonują swój zawód. Niektórzy pewnie nawet myślą, że doskonale wypełniają swoją misję.

Najbardziej głośnymi, stosunkowo niedawnymi przypadkami sędziów, kierujących się przekonaniami ideologicznymi, czy jak kto woli sympatiami bądź fobiami politycznymi (bo czasami nienawiść do jakichś partii politycznych jest równie silnym motywem do ferowania wyroków jak uczucie zachwytu do ugrupowania darzonego sympatią) są dwaj warszawscy sędziowie: Igor Tuleya i Paweł Rysiński. Pierwszy sądził znanego kardiochirurga Mirosława G., oskarżonego o korupcję. Oskarżony został przez Igora Tuley’ę potraktowany nadzwyczaj wyrozumiale. Zaś proces zakończył się ostrym atakiem na CBA, porównanym przez sędziego Tuley’ę do Urzędu Bezpieczeństwa w czasach stalinowskich. Sędzia Paweł Rysiński byłą posłankę PO Beatę Sawicką, również oskarżoną o korupcję, uniewinnił. Jego zdaniem CBA podstępem wciągnęło w pułapkę uczciwą i pełną cnót posłankę Sawicką, która kierując się rozbudzonym w niej czystym uczuciem miłości do agenta Tomka, przyjęła pierwszą ratę łapówki w wysokości 50 tys. zł.

Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego
Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego

Drugą kategorię polskich sędziów dobrze ilustruje sprawa kradzieży w sklepie batonika wartości 99 groszy, dokonanej przez człowieka nie w pełni sprawnego umysłowo. Jedna mądra nadzwyczajnie pani sędzia nieszczęśliwcowi wymagającemu leczenia wymierzyła karę grzywny. Sto złotych. Z powodu niezapłacenia kary zamieniła ją na pięć dni więzienia. A następnie w majestacie prawa doprowadziła do tego, że ów chory człowiek, który nie był w stanie zapłacić grzywny, znalazł się więzieniu.

Inna mądra pani sędzia ukarała surową grzywną dyrektora więzienia, któremu żal się zrobiło owego skazańca. Dlatego z własnej, prywatnej kieszeni wpłacił za niego grzywnę, aby uchronić go od przykrości, na jakie mógł być narażony w więzieniu z inspiracji innych współwięźniów.

Gdyby to ode mnie zależało, wszystkim tu wymienionym osobom odebrałbym prawa sędziowskie. Natychmiast. Dożywotnio.

Jerzy Jachowicz

Stefczyk.info

24.10.2008 WARSZAWA JERZY JACHOWICZ DZIENNIKARZ PISARZ Fot. Marcin Lobaczewski