Partia miłości opłaca mowę nienawiści w internecie. Platforma Antyobywatelska za obywatelskie pieniądze zatrudniła 50 zawodowych hejterów, docelowo ma być ich stu. Plus posłowie PO

hejt mowa nienawiści

Na posiedzeniu wyjazdowego klubu parlamentarnego PO w Jachrance działacze tej partii po raz kolejny dyskutowali o przyczynach porażki Bronisława Komorowskiego i strategii na wybory parlamentarne.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, w PO powstał plan poprawienia pozycji partii w internecie. Rządzący są przekonani, że oddanie tego pola w kampanii prezydenckiej było jedną z głównych przyczyn porażki Komorowskiego.

– Kopacz powiedziała, że zatrudniliśmy 50 hejterów, którzy mają krytykować PiS. Docelowo będzie ich około 100

– zdradza nam jeden z uczestników spotkania w Jachrance.

Tak zwani hejterzy to osoby, które zajmują się krytyką w sieci. W tym wypadku celem ataku mają być działania PiS i prezydenta elekta Andrzeja Dudy. W działalność w internecie bardziej zaangażować się mają też sami posłowie.

niesiol
Informacja o zatrudnieniu hejterów nie wzbudziła jednak entuzjazmu wśród polityków PO. – Ten pomysł pokazuje tylko, że wciąż nie rozumiemy, co się stało – żali się nam jeden z działaczy. – Internet trzeba odzyskać, bo dziś rządzi w nim PiS. Ale to chyba najgorszy z możliwych pomysłów – dodaje inny.

Marcin Pieńkowski

rp.pl

 

 

Czy PiS będzie w stanie wyzwolić się z dotychczas kultywowanego, zgubnego dla polskiej racji stanu, konformizmu w stosunkach polsko-żydowskich? — Grzegorz Braun komentuje wyniki wyborów prezydenckich w Polsce

braun

Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie w stanie wyzwolić się z dotychczas kultywowanego, zgubnego dla polskiej racji stanu, konformizmu w stosunkach polsko-żydowskich? – wyniki wyborów prezydenckich komentuje Grzegorz Braun.

Jaka była Pana pierwsza myśl po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich? Jest Pan w jakiś sposób zadowolony z wygranej Andrzeja Dudy?

– Że trzeba modlić się za prezydenta elekta, żeby zdecydował się na suwerenność – swoją własną jako polityka i suwerenność państwa polskiego. Żeby okazał się pierwszym prezydentem Polski prawdziwie wybijającej się na niepodległość – a nie ostatnim prezydentem III RP, który będzie zaledwie żyrantem ostatecznej transformacji tego tworu w kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym.

Wierzy Pan w spełnienie obietnic wyborczych? Było tego sporo: obniżenie wieku emerytalnego, 500 złotych na każde dziecko, przewalutowanie frankowiczów…

– To są, z całym szacunkiem i sympatią dla Prezydenta elekta, niewątpliwie kwestie drugo- i trzeciorzędne. Należy trzymać pana Andrzeja Dudę za słowo w znacznie ważniejszych sprawach. Trzeba przypatrywać się temu, jaki będzie jego osobisty stosunek i jego wola polityczna w sprawach podstawowych. Te sprawy to życie ludzkie i gwarancje jego bezpieczeństwa – a więc i gwarancje bezpieczeństwa polskiej rodziny, także gwarancje bezpieczeństwa polskiej własności – ze szczególnym uwzględnieniem ziemi. No i kwestia bezpieczeństwa państwa, tj. dziś najbardziej paląca potrzeba zachowania neutralności Polski w wojnie ukraińskiej. W większości tych spraw Andrzej Duda jeszcze nie zadeklarował się niestety całkiem jednoznacznie, zatem trzeba modlić się i działać politycznie tak, aby nowy prezydent ostatecznie zajął stanowisko zgodnie z polską tradycją i racją stanu.

Czy uważa Pan, że to zwycięstwo przy ewentualnej wygranej przez Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych, może sprawić, że polska polityka będzie jeszcze bardziej uległa względem Izraela?

– Proszę Pana, to jest szersza sprawa. Jak wiadomo polityka państwa położonego w Palestynie to tylko jeden z wycinków szerszej sytuacji. Stosunki polsko-żydowskie mają szereg innych płaszczyzn i szereg innych frontów, na których ujawnia się wola polityczna. Jest to i państwo żydowskie, i diaspora żydowska, i liczne organizacje, z których bynajmniej nie wszystkie deklarują się jednoznacznie, ale w istocie nierzadko realizują sprzeczne z polskim interesem narodowym programy. Banałem będzie wskazywanie przykładu odrodzonej loży B’nai B’rith Polin czy też Muzeum Historii Żydów Polskich, czy też organizacji takich jak Otwarta Rzeczpospolita, czy cała konstelacja organizacji orbitujących wokół centralnej GWiazdy śmierci z ulicy Czerskiej w Warszawie.

Otóż probierzem państwowotwórczej roli polityków i ich formacji będzie nie tylko uczestnictwo w dialogu polsko-izraelskim, ale także ich stosunek do tej całej konstelacji, którą tutaj na wybranych przykładach wskazałem.

Pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość będzie w stanie wyzwolić się z tego dotychczas kultywowanego, ale zgubnego dla Polskiej racji stanu, konformizmu na tym kierunku.

To jest pytanie także o relacje polsko-amerykańskie. Czy PiS pozostanie przede wszystkim lojalnym agentem, wykonawcą dyrektyw płynących ze strony imperium amerykańskiego, czy też wybije się na suwerenność? Czy PiS będzie do końca swego istnienia spłacać długi wdzięczności wobec towarzyszy amerykańskich za ten sukces wyborczy, czy też wreszcie ta formacja będzie zdolna do realizacji suwerennej polityki? Przy najlepszej woli polityków PiS może to być bardzo trudne.

Czy zwycięstwo Andrzej Dudy może diametralnie zmienić sytuację na polskiej scenie politycznej? Czy może skorzystać na tym ruch Pawła Kukiza czy też nowa inicjatywa pana Leszka Balcerowicza?

– Widać, że Układ przygotowuje się na różne ewentualności. Kreowane są w tej chwili różne nowe formacje, które mają posłużyć jako tratwy ratunkowe na nowym etapie. Widać wyraźnie, że Układ działa w myśl zasady „wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu”. Formacja pana Kukiza, z całym szacunkiem i sympatią dla niego osobiście, w sposób bardzo niepokojący zakorzeniona jest na różne sposoby w tzw. układzie wrocławskim. Proszę nie zapominać o tych przejawach życzliwości wobec tej kandydatury ze strony np. Grzegorza Schetyny, a także takich funkcjonariuszy frontu ideologicznego, jak np. Monika „Stokrotka” Olejnik czy pan „Kupa” Wojewódzki. To są rzeczy, które mam nadzieję pan Paweł Kukiz bierze pod uwagę i trzeba liczyć na to, że nie zechce on odgrywać roli figuranta w cudzej układance. Układ, jak powiedziałem, szykuje się na różne ewentualności i tutaj z jednej strony mamy do czynienia z wyciąganiem z naftaliny Leszka Balcerowicza, a z drugiej budowaniem przez Jana Hartmana i spółkę jakiejś formacji, która się przedstawia jako lewicowa.

Widać, że generałowie służb jak zwykle starają się w swojej arce posiadać przynajmniej po parze z każdego gatunku.

Pozostaje kwestia, czy odegramy role przypisane nam w ich scenariuszu – w scenariuszu kolejnego „kryzysu kontrolowanego” i instalacji kolejnego „rządu fachowców” (np. Schetyny-Pawlaka-Balcerowicza, lub coś w tym guście), który transformować będzie Polskę w kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym – czy też, mimo wszystko dzięki naszej przezorności, scenariusz wymknie się spod kontroli generałów. Proszę zauważyć, że

prezydent-rezydent Komorowski i służby, które za nim stoją, mają jeszcze całe dwa i pół miesiąca na to, żeby po pierwsze pozacierać ślady własnej przestępczej i zdradzieckiej działalności, a po drugie na to, żeby pozakładać rozmaite „miny”, które odpalać zaczną w stosownym momencie.

Proszę też pamiętać, że Komorowski ogłosił już właściwie nowy pełzający stan wojenny – ogólnopolskie ćwiczenia pod kryptonimem „Kraj 2015”, zapowiedziane w jego wystąpieniu nazajutrz po masakrze w Tunisie. Na dziś więc najważniejsze zadania to obrona Tradycji katolickiej i tradycji polskiej, obrona życia, rodziny i własności, i zachowanie neutralności w wojnie i nieuleganie prowokacjom, których cała seria czeka nas niewątpliwie jeszcze przed końcem tego roku.

W internecie aż huczy od plotek, że w wyborach parlamentarnych wystartuje Pan z listy partii KORWiN do Sejmu. Czy coś jest na rzeczy? Może Pan to jakoś skomentować?

– W skądinąd bardzo sympatycznych rozmowach z przedstawicielami tej formacji bardzo wyraźnie deklarowałem, że trudno jest mi wyobrazić sobie mój akces do jakiejkolwiek istniejącej partii politycznej.

To oznacza, że nie zamierza Pan kandydować do Sejmu?

– Z góry nie wykluczam udziału w żadnej akcji politycznej, ale jeszcze raz powtórzę: dziś trudno jest mi wyobrazić sobie działanie polityczne w szeregach jakiejkolwiek formacji partyjnej.

Rozmawiał Patryk Górski

prostozmostu.net

 

Polskiego młodzika Goebbels już nie tyka, czyli telewizyjny jad wygenerowany, by pogrążyć Dudę, dobił Komorowskiego

pochanke

Za pięć lat osoby odporne na jad telewizyjny będą rozstrzygać wybory. I to dobrze, gdyż taka telewizja, jaką widzieliśmy podczas ostatniej kampanii, a szczególnie TVP Info i TVN 24, jest niepotrzebna.

To są ostatnie wybory prezydenckie, w których dominuje telewizja – napisałem kilka dni temu na Twitterze. Za pięć lat wybory wygra Internet i media społecznościowe. A może jeszcze wcześniej. Pojawiły się głosy polemiczne, że już teraz tak było. Uważam to za zbyt duży optymizm. Jest jednak faktem, że Andrzejowi Dudzie te wybory rozstrzygnął Internet. Przynajmniej w tej części, która zależy od mediów, bo jednak nie wszystko od nich zależy. Okazało się, że Andrzeja Dudę poparło (według badań IPSOS przeprowadzonych wraz z exit poll) 59,9% wyborców najmłodszych (w grupie wiekowej 18-29 lat) oraz 62,3 proc. studentów. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ogromna większość z tych grup wyborców albo nie ma telewizora, albo ma, ale nie ogląda bądź ogląda bardzo rzadko.

W tej kampanii główne telewizje, podobnie zresztą jak w wielu poprzednich, miały tak sformatowany, zideologizowany, stronniczy, a często zwyczajnie wredny przekaz, że u młodych ludzi, a szczególnie u studentów, wywoływał on wyłącznie irytację, jeśli nie wściekłość.

O ile oczywiście cokolwiek oglądali. Z kolei ci, którzy nie oglądali, nie zostali przez telewizje przemieleni i zamienieni w bezrefleksyjnych gamoni. Ci ludzie zamiast telewizorów używają smartfonów, tabletów i laptopów. A w Internecie można wprawdzie natrafić na to wszystko, co da się obejrzeć w telewizji, ale

wymyślony przez telewizyjnych macherów przekaz ma bardzo małe szanse, żeby zostać zaakceptowanym. A właściwie nie ma żadnych, bo tego rodzaju agitki są przez większość młodych ludzi odrzucane. Bo uważają oni, że traktuje się ich jak idiotów, którym trzeba wciskać jakąś niestrawną papkę. Ich zdaniem telewizja truje, czyli oglądacze są zatruci, a oni nie.

A ludzie wolni od toksyn myślą inaczej.

Przez najmłodszą grupę wyborców, w tym przez studentów telewizyjna politgramota jest traktowana jak przekaz bez wartości. Dodatkowo odrzucane są perswazyjne przesłania tej politgramoty. To, co czterdziesto-, pięćdziesięciolatkowie i starsi połykają w miarę bezkrytycznie (prorządowi) lub krytycznie (sympatyzujący z opozycją), ale jednak dają się truć, siedząc przed telewizorem, dla młodych, odklejonych od telewizora, jest rodzajem muchomora czy też jadu kiełbasianego.

Poza tym nie odpowiada im sama forma linearnego przekazu. Dlatego wolą Twitter, który wymaga refleksu, ripost i ma tę zaletę, że wszystko tu jest krótkie i szybkie, i można sobie samemu skonstruować grupę, w której chce się funkcjonować (tzw. followersi). Można też korzystać z tego medium bardzo selektywnie. Wolą też Facebook, ale nawet to medium jest dla wielu z nich za wolne i zbyt rozwlekłe.

A jeśli czytają materiały na portalach zajmujących się polityką, ma to formę swego rodzaju VOD, czyli w ekspresowym tempie przelatują tylko to, co ich interesuje. Dlatego wystarczają im różne materiały zamieszczane na YouTube oraz portalach informacyjnych.

Grupa młodych i studentów, którzy tak licznie poparli Andrzeja Dudę, to nie są ludzie „niestabilni” – jak ich etykietuje prof. Radosław Markowski. Oni są raczej niecierpliwi i niepodatni na propagandę w stylu przekazu z kołchoźnika w latach 50.

A telewizję z jej „Wiadomościami”, „Faktami”, „Wydarzeniami” i całą publicystyką, czyli dla nich nudnymi gadającymi głowami, traktują jak swego rodzaju kołchoźnik.

Oczywiście oni nawet nie wiedzą, co to kołchoźnik, bo nie wyobrażają sobie radia, gdzie jest tylko jeden kanał i niczego nie można zmienić, poza tym, że można kołchoźnik wyłączyć. Ale intuicyjnie czują, że to rodzaj przymusowego przekazu, niepozostawiającego żadnego wyboru.

Dla nich Bronisław Komorowski jest człowiekiem z dalekiej przeszłości – jak ich dziadkowie i postaci historyczne albo jak nielubiany belfer z liceum. Poza tym Komorowski jest dla nich człowiekiem z innej epoki technologicznej. Epoki państwowego radia i telewizji, telefonów stacjonarnych i faksów wielkości sporego głośnika basowego.

Andrzej Duda, aktywny w mediach społecznościowych, został przez nich potraktowany jak nieco starszy kolega. Młodzi niezatruci telewizją zrobili Andrzejowi Dudzie różnicę, bo ona faktycznie nie była wielka (518 316 głosów). I ta grupa będzie rosła,

bo obecni dwudziestolatkowie przekroczą trzydziestkę i nadal będą wolni od telewizyjnej trucizny,

a pojawią się kolejne niezatrute roczniki.

Poza tym ci trochę starsi oduczą się linearnego śledzenia telewizji, więc

za pięć lat osoby odporne na jad telewizyjny będą rozstrzygać wybory w stopniu decydującym.

I to dobrze, gdyż taka telewizja, jaką widzieliśmy podczas ostatniej kampanii, a szczególnie TVP Info i TVN24, jest potrzebna chyba tylko dziennikarzom

(z obowiązku, ale bez przyjemności, czyli z czystego masochizmu) i osobom niesamodzielnym intelektualnie. Ale oni będą telewizyjne uzależnienie ukrywać, bo powszechnie będzie to uznawane za obciach.

Ten proces uważam za pozytywny, bo telewizja w wersji unowocześnionego Macieja Szczepańskiego, prezesa radiokomitetu z czasów Gierka, przynosi bez porównania więcej szkód niż pożytku.

Młodzi mają rację: w znanej nam w Polsce formie mainstreamowa telewizja to muchomor sromotnikowy.

Stanisław Janecki

https://wpolityce.pl/polityka/245880-mlodzi-niezatruci-przez-politgramoty-nadawane-w-telewizji-wypracowali-andrzejowi-dudzie-przewage

Buta reżimu nie znika nawet w obliczu ewidentnej klęski: Tomasz Lis śmie jeszcze pryncypialnie pouczać prezydenta Dudę

komor lis

„Andrzejowi Dudzie życzę, by nigdy nie zapomniał, że dla głowy państwa najważniejszy jest jeden punkt z dekalogu, który powierza mu naród – nie będziesz miał innych bogów przede mną. Prezydent ma – musi mieć – tylko jednego zwierzchnika. Naród właśnie. Tylko w imię jego interesów ma działać. Tylko jemu ma składać meldunki” — poucza dziś bezczelnie prezydenta Andrzeja Dudę wspierający mafię III RP, reżimowy dziennikarz Tomasz Lis.

Panie Tomaszu, a dlaczego przez pięć lat urzędowania prezydenta Bronisława Komorowskiego nie zadał pan sobie trudu i nie zapytał również o jego bogów? Dlaczego nie zapytał go pan, komu on od lat 80. po dziś dzień – jako prezydent rzekomo niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej – składa swoje meldunki? Dlaczego w stosunku do niego przez całe 5 lat nie wyjechał pan ze swoimi aroganckimi pouczankami? Dlaczego rezydenta Komorowskiego nie pouczył pan, „w imię czyich interesów” ma on działać?

Jaki tupet trzeba w sobie mieć, by tak pryncypialnie pouczać nowego prezydenta w kilka dni po bezpardonowym ataku wyborczym na jego córkę?

Powyborczy kac odbiera widać panu dotychczasową zdolność sprawnego kamuflażu, bo nagle ostentacyjnie zrzuca pan swe zgrzebne wdzianko rasowego demokraty, wszem i wobec nagle ogłaszając, że

„oszustwa wyborcze można jeszcze jakoś wybaczyć. Niszczenia Polski – nigdy”.

lis
Komentarz Tomasza Lisa po ogłoszeniu zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Opinie.newsweek.pl

Czy ja śnię? Czy mnie oczy mylą? Czy to rzeczywiście nie jakiś anarchista-oszołom, lecz sam wzorzec z Sèvres demokraty – Tomasz Lis – napisał?

Czy ja dobrze pana rozumiem, w demokracji można przejść do porządku dziennego nad oszustwami wyborczymi?! Można o tym latami milczeć, ukrywać przestępstwo, wyzywać opozycję od paranoików, by nagle teraz, w obliczu klęski swoich mocodawców móc o tym głośno wreszcie powiedzieć? Czy w swoim zawodzie znajdzie pan większe przejawy konformizmu?

Ale miło, że

pan – jako jeden z najważniejszych medialnych funkcjonariuszy obecnego reżimu – przyznaje, że oszustwa wyborcze w „wolnej” i „demokratycznej” Polsce jednak były…

Co zaś do „niszczenia Polski” to chyba pan i my nie żyjemy od pięciu lat w tym samym kraju? W ciągu pięciu lat nieszczęśnie nas pogrążającej rezydentury wyprzedano z tego kraju za bezcen wszystko, co tylko było cięższe od powietrza, mówiąc językiem Viktora Orbana, a pan arogancką pouczankę o niszczeniu Polski kieruje do świeżutkiego i pacholęcą niewinnością pachnącego prezydenta elekta?

A od kiedy to w ogóle jest pan tak zdeterminowanym szermierzem wobec „niszczenia Polski”?

Panie Tomaszu, niech w drodze do pracy popatrzy pan przynajmniej na pracujący z komsomolskim zapałem w centrum stolicy słynny na cały kraj licznik Balcerowicza, a dopiero potem niech pan spróbuje coś powiedzieć NA TEMAT niszczenia Polski.

Komentowania pańskich chorych rojeń o tym, że Polacy mają pracować aż do śmierci, oszczędzę już Czytelnikom. Rojenia na ten temat niech pan skieruje raczej do swoich rodziców i teściów.

(taw)

ps. Czy już przeprosił pan publicznie, w najlepszym czasie antenowym – zgodnie z oczekiwaniami Andrzeja Dudy – za poniżający dla pana brudny atak wyborczy, jakiego dokonał pan tydzień temu na córce kandydata na prezydenta?