Ukraina – wygrana oligarchów, reszta jest zagadką

majdan

Na Dnieprem i Dniestrem obrano kurs proeuropejski, ale sprawdziły się moje przypuszczenia, że głównymi zwycięzcami na Ukrainie są niestety oligarchowie (czytaj: złodzieje i aferzyści, który rozkradli majątek narodowy).

Dzień po wyborach parlamentarnych na Ukrainie można pokusić się o pierwsze oceny. Z rzeczy dobrych należy odnotować wyraźny wybór kursu proeuropejskiego. Obraz ten psuje jednak kilka faktów. Po pierwsze, sprawdziły się moje przypuszczenia, że głównymi zwycięzcami nie będą ludzie Majdanu, czyli aktywni uczestnicy trwających od grudnia ubr. przemian społecznych, ale  oligarchowie (czytaj: złodzieje i aferzyści, który rozkradli majątek narodowy), przeciwko którym Majdan zdecydowanie występował. od pierwszych dni. Wynik wyborczy jest więc paradoksem tych przemian. Po drugie, jak doniosły media np. „Dziennik Gazeta Prawna” oligarchowie kupowali sobie miejsca na listach partii stworzonej na chybcika przez prezydenta Petro Poroszenkę. Jak na standardy europejskie to prawdziwy szok.

Po trzecie, sam Poroszenko to też przecież oligarcha. Tutaj muszę polemizować z wypowiedzią Jana Malickiego z Studium Europy Wschodniej w Warszawie, który nazwał prezydenta ukraińskiego „byłym oligarchą”. Jak to byłym? Czyżby zwrócił on swoją gigantyczną fortunę do skarbu państwa lub rozdał ubogim lub też przekazał na rzecz ofiar wojny? Fortuna ta jest nadal w rękach jego rodziny i nic nie wskazuje na to, aby miała się ona pomniejszyć.

Po czwarte, jeżeli ufać sondażom, to wynik partii odwołujących się do faszyzmu oraz kultu Stepana Bandery, UPA i SS Galizien, nie jest taki słaby. „Swoboda” Ołeha Tiahnyboka, Partia Radykalna Ołeha Laszko i „Prawy Sektor” zyskały łącznie kilkanaście procent głosów. Wprawdzie „Prawy Sektor” – kreowany nie tak dawno jeszcze, także w Polsce, na „bohatera Majdanu” – nie wszedł do parlamentu, co mnie osobiście ogromnie cieszy, ale banderowcy kandydowali także z list „Batkiwszczyzny” Julii Tymoszenko i „Samoobrony” mera Lwowa, Andreja Sadowego. Łącznie może się ich z nich uzbierać całkiem spora grupa. Trzeba też dodać, że sam Sadowy jest aktywnym krzewicielem kultu UPA. W 2007 r. doprowadził do odsłonięcia i poświęcenia przez biskupów greckokatolickich pomnika Stepana Bandery przy dawnym kościele św. Elżbiety we Lwowie. Za rządów Sadowego lwowscy Polacy, z których zdecydowana większość jest wiernymi obrządku rzymskokatolickiego, nadal nie odzyskała praw do swoich kościołów, a trwający od lat spór o kościół św. Marii Magdaleny, przekształcony w salę koncertową, urąga wszelki normom.  I za tutaj chwalić mera?

Po czwarte, sam Poroszenko to też niestety krzewiciel kultu UPA. Podąża dokładnie tą samą drogą, co niechlubnej pamięci prezydent Wiktor Juszczenko, który, choć został doktorem honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i był ustawicznie wspierany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego (także przez ówczesnego prominentnego działacz PiS, Pawła Kowala), ogłosił bohaterami narodowymi Ukrainy zbrodniarzy, w tym kata Wołynia, Romana Szuchewycza.

Bo będzie dalej? Jest to spora zagadka. Pamiętam jak zniszczone zostały owoce tzw. „pomarańczowej rewolucji” i dlatego też radziłbym zachować daleką idącą ostrożność. Poza tym, obywatele Ukrainy sami muszą o tym wszystkim zadecydować. Oni, a nie polscy politycy z Warszawy czy Krakowa, którzy ze względu na trzy zbliżające się kampanie wyborcze jeżeli w tej kwestii w ogóle działają, to na ogół „pod kamerę telewizyjną”.

 

Na Ukrainie tak czy siak wygrają oligarchowie

ukraina 2004

Prawdopodobnie przegra Majdan, który był przeciwko oligarchom, a prawdziwymi zwycięzcami będą tacy magnaci finansowi jak „król czekolady” Petro Poroszenko czy „pan i władca” Dniepropietrowska i całego obwodu, magnat medialny Ihor Kołomojski.

Dziś wybory na Ukrainie. Naszym wschodnim sąsiadom, tak Ukraińcom, jak i wspólnotom narodowym tam zamieszkującym (w tym też Polakom ze Lwowa, Winnicy, Żytomierz i Kamieńca Podolskiego), trzeba życzyć mądrych wyborów. Oby ich głosy nie poszły ani na komunistów, ani na banderowców i populistów z takich partii jak Swoboda, Prawy Sektor i Radykalna Partia. Szczególnie groźne jest to ostatnie ugrupowanie, kierowane przez Ołeha Laszko. W wyborach w 2010 r. zdobyło ono zaledwie jeden mandat. Jednak jak głoszą ostatnie sondaże może liczyć na zdobycie bardzo dużej ilości głosów.

Dziesięć lat temu, w 2004 r. byłem na Majdanie w Kijowie, w czasie tzw. „pomarańczowej rewolucji”, która szybko okazała się pseudorewolucją. Albowiem dwoje jej liderów: Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko, wspieranych przez oligarchów (czytaj: gospodarczych złodziei), już w rok po zwycięstwie skoczyło siebie do gardeł i zdeptało wszystko. Prawdziwy sukces odnieśli jedynie owi oligarchowie, którzy na krzywdzie ludzkiej i rozkradaniu majątku narodowego pomnożyli swoje majątki. Niestety prawdopodobnie sytuacja ta powtórzy się i teraz. Przegra Majdan, który był przeciwko oligarchom, a prawdziwymi zwycięzcami będą tacy magnaci finansowi jak „król czekolady” Petro Poroszenko (w ciągu kilkunastu lat dorobił się, bynajmniej nie na czekoladkach, majątku w wysokości półtora miliarda dolarów) czy „pan i władca” Dniepropietrowska i gubernator całego obwodu, magnat medialny Ihor Kołomojski, rządzący niepodzielnie Zjednoczoną Wspólnotą Żydowską i posiadający nawet prywatną armię (taką samą, jaką cztery wieki temu na tych terenach posiadał Jeremi Wiśniowiecki). Nawiasem mówiąc, Kołomojski jest obywatelem nie tylko Ukrainy, ale i Cypru, i Izraela, a swoją rezydencję posiada w Szwajcarii.

Wybory te trzeba uważnie obserwować, bo ich wynik może mieć wpływ na sytuację w całej Europie Środkowo-Wschodniej, także w Polsce, której establishment polityczny w sprawy wewnętrzne Ukrainy mocno (moim zdaniem za mocno) się zaangażował. Wybory te będą miały także wpływ na to, czy państwo nad Dnieprem i Dniestrem podzieli się, czy też nie (oby nie), oraz na to, jaką dalszą drogę wybierze.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Onet.pl