To Tusk stworzył patologiczny system zdemaskowany przez taśmy i akta. W mafijnej III RP Kopacz jest tylko trybikiem — analiza Stanisława Janeckiego

tusk kopacz

Ironicznymi uśmieszkami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów. On w porę uciekł dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. Ewa Kopacz i jej ministrowie nie zasługują na dobrą ocenę, bo po prostu fatalnie rządzą.

Ale to, co dotyka obecnie ten gabinet, jest w ogromnej mierze dziełem Donalda Tuska. To najsłynniejszy uciekinier współczesnej Polski wybrał te „orły”, które dały się nagrać w dwóch warszawskich restauracjach, gdzie pokazali się jako zwykła pazerna i interesowna żulia, a nie elita władzy.

Wskazani przez Kopacz do politycznego odstrzelenia Sikorski, Arłukowicz, Biernat, Karpiński, Rostowski, Baniak, Gawłowski czy Tomczykiewicz to wybrańcy Tuska. Niebywała degrengolada wyłaniająca się z nagrań i akt prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie ukształtowała się, a potem systematycznie pogłębiała za premierowania Tuska.

Także nieogarniająca istoty rządzenia i polityki Ewa Kopacz na stanowisku premiera jest dziełem Tuska.

Jego dziełem jest też Elżbieta „Ale jaja, ale jaja” Bieńkowska, której wspaniałomyślnie umożliwił ucieczkę „od tego syfu” do Brukseli, dokąd sam czmychnął.

Te wszystkie ośmiorniczki i policzki wołowe, drogie wina, koszarowe dowcipy, knajacki język, prostytutki zapraszane do specjalnych gabinetów w restauracjach, to naigrawanie się z głupków pracujących za 6 tys. zł, to zgarnianie pod siebie wszystkiego, co się rusza i ma jakąkolwiek wartość, jest dorobkiem obecnego „prezydenta” Europy.

Donald Tusk uciekł, ale absolutnie nic go nie rozgrzesza. Bo to on stworzył patologiczny system, który został obnażony tylko dlatego, że ktoś tych wszystkich wygarniturowanych meneli nagrał. A teraz Tusk udaje, że to nie jego sprawa. Oczywiście, że jego, bo to styl sprawowania władzy, który Tusk rozwinął, wyprodukował te wszystkie okazy występujące pod przebraniem ministrów, wysokich urzędników, prezesów wielkich spółek czy doradców. Ta menażeria rozbestwiła się, zdemoralizowała, skorumpowała i nadęła pychą oraz bezgraniczną pogardą dla zwykłych ludzi u boku obecnego „prezydenta” Europy.

To, co się działo w rządzie, było ściśle splecione z partią. To Tusk wprowadził w PO zasadę dintojry jako jedynego sposobu rozwiązywania problemów.

To w partii trzeba było knuć, oczerniać, robić wszelkie świństwa, żeby wyciąć nieprawomyślnych. I to w partii wykuły się zwyczaje obsiadania różnych spółek, funduszy czy agencji w stylu żarłocznej szarańczy, żeby rzucić coś na żer własnym zwolennikom, a uniemożliwić dostęp do koryta stronnikom rywali.

To wszystko usłyszeliśmy na nagraniach z czasu walki Grzegorza Schetyny z Jackiem Protasiewiczem o przywództwo w strukturach PO na Dolnym Śląsku.

Nagrania z warszawskich restauracji robią tylko większe wrażenie, bo wygarniturowani menele są ze znacznie wyższej półki i mają bez porównania większą władzę.

Tusk odstawia teraz cyrk ze zdystansowaniem się od polskich spraw, ograniczając się do powściągliwych recenzji i dobrych rad. Ale przecież ten cały brud i okropny zapach, jaki niemal codziennie skądś wyłazi i wypełza, ma jego podpis, autoryzację i potwierdzenie odciskami palców oraz śladami DNA.

Ironicznymi uśmieszkami i recenzenckimi bąknięciami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów.

On w porę uciekł właśnie dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. I to okropne dziedzictwo Tuska nie wynika wcale z tego, że tak po prostu wyszło, choć intencje były jak najbardziej szlachetne. Nic podobnego.

System wyłaniający się z nagrań i akt dowodzi, że to była celowa i planowa polityka najsłynniejszego uciekiniera w historii III RP.

Właśnie taki zdegenerowany układ pozwolił Tuskowi na utrzymanie władzy przez siedem lat. Bo w tym całym bajzlu musiał istnieć rozjemca i ostateczny arbiter, który wszystkie gryzące się sfory trzymał na uwięzi i ściśle reglamentował im dostęp do koryta. Mógł być przez wielu znienawidzony, ale był potrzebny jako sędzia. Inaczej wszyscy by się pozagryzali. A poza tym musiała istnieć jakaś hierarchia dziobania, bo nawet przy największej skali korupcji i złodziejstwa dla wszystkich by nie starczyło.

W demokratycznym i transparentnym systemie, w którym nie ma wojen wewnętrznych, knucia i politycznych egzekucji, nie ma wystarczających emocji i motywacji potrzebnych do popierania lidera i uznawania go za zbawcę, a przynajmniej gwaranta trwania układu przynoszącego korzyści jego uczestnikom.

Tusk celowo zdegenerował partię i pozwolił na funkcjonowanie patologii na poziomie władzy wykonawczej, bo tylko chory system zapewniał mu niemal dyktatorskie rządy i opinię sprawnego gracza.

Zwolennicy i tak nie zdawali sobie sprawy, że te gry są puste i niezwykle destrukcyjne dla państwa i Polaków jako wspólnoty. Ważne było wrażenie, że Tusk nieustannie coś wygrywa, choćby obiektywnie nie miało to większego sensu i znaczenia.

Taka jest przecież zasada funkcjonowania organizacji przestępczych, co wielokrotnie i wszechstronnie zostało opisane. Społeczeństwo jest tylko ofiarą, zaś te organizacje świetnie się mają, a najlepiej ich bossowie.

Oczywiście nie twierdzę, że ekipa Ewy Kopacz jest lepsza, choćby dlatego, że sama pani premier była jednym z filarów pierwszego rządu Tuska, a potem jego namiestnikiem w Sejmie. Ewa Kopacz jest krwią z krwi Tuska, bo gdyby było inaczej, nie byłaby dziś premierem i p.o. szefowej partii. Jest krwią z krwi także dlatego, że wielu ludzi Tuska – również nagranych, ale jeszcze te taśmy nie wyciekły – zasiada w jej rządzie.

Ewa Kopacz pozostawiła też na stanowiskach skompromitowanych prezesów spółek skarbu państwa i szefów służb, które się nie sprawdziły. Pozbyła się kliku osób wyłącznie po to, żeby inni przetrwali, w tym ci „umoczeni” na nagraniach, zarówno tych już opublikowanych, jak i tych jeszcze ukrytych.

Ewa Kopacz zrobiła niewielki face lifting, ale system stworzony przez Tuska wciąż trwa, choć pewnie największe pasożyty musiały się na trochę przyczaić, bo klimat nie jest dobry po ujawnieniu taśm i prokuratorskich akt.

To wszystko oznacza, że w Polsce realnie coś się zmieni dopiero wtedy, gdy system stworzony przez Tuska przy pomocy PO straci władzę.

Żadne mniej lub bardziej „reformatorskie” rządy PO nie są w stanie niczego zmienić, bo musiałyby popełnić samobójstwo. I tak je zresztą popełniają, tylko to samobójstwo jest rozciągnięte w czasie.

autor: Stanisław Janecki

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/255851-to-tusk-stworzyl-patologiczny-system-odkryty-przez-tasmy-i-akta-kopacz-jest-tylko-trybikiem-a-tusk-zwial

Reklamy

Po Grupie Azoty Rosja chce przejąć również polski Lotos i PKP Cargo

rafineria_289511

Przy okazji publikowania zawartości taśm prawdy wyszło na jaw jak rządząca koalicja Platformy i PSL-u, podchodzi do zachowania własności państwowej w strategicznych spółkach Skarbu Państwa.

Minister skarbu Włodzimierz Karpiński, nie tylko sam wypowiada się o tym lekceważąco ale także cytuje swojego ówczesnego zastępcę Pawła Tamborskiego, który mówi o tym wręcz wulgarnie.

Dowiedzieliśmy się niejako przy okazji, że w samym resorcie skarbu trwała wewnętrzna walka o to, czy próbować blokować wejście do tarnowskich Azotów rosyjskiego oligarchy Wiaczesława Mosze Kantora czy też to wejście mu ułatwiać.

Poprzednik Karpińskiego na stanowisku szefa resortu skarbu Mikołaj Budzanowski publicznie mówił o próbie wrogiego przejęcia Azotów przez Rosjan, natomiast Paweł Tamborski podpowiadał rosyjskiemu oligarsze, że powinien ogłosić publiczne wezwanie do sprzedaży akcji tej spółki, ba nawet określał poziom kursu, który inwestor powinien zaproponować.

Teraz kiedy „mleko się rozlało” i Kantor ma już ponad 20% akcji Grupy Azoty (a więc wszystkich zakładów nawozowych w Polsce), nowy minister rozpaczliwie poszukuje sposobów zablokowania ekspansji rosyjskiego oligarchy.

2. Ale przemysł nawozowy to nie jedyna dziedzina polskiej gospodarki, którą Rosjanie są zainteresowani i to od dawana.

Coraz częściej pojawiają się spekulacje, że ostatnia transakcja prywatyzacyjna z udziałem Jana Kulczyka czyli przejęcie przez niego pakietu kontrolnego koncernu Ciech jest tylko wstępem do przejęcia go ostatecznie właśnie przez Rosjan.

Zobaczymy czy tak właśnie będzie, ale dotychczasowe prywatyzacje z udziałem Jana Kulczyka dowodzą, że nabywa on majątek państwowy na bardzo korzystnych warunkach tylko po to aby z dużym zyskiem, bardzo szybko go odsprzedać.

3. Kolejną branżą w Polsce, na którą ostrzą sobie zęby Rosjanie jest produkcja paliw. Na wiosnę w 2011 roku, było bardzo blisko do przejęcia przez jeden z największych rosyjskich koncernów naftowych gdańskiego Lotosu.

Mimo tego, że spółka była na liście przedsiębiorstw strategicznych, ówczesny minister skarbu Aleksander Grad, ogłosił zamiar sprzedaży większościowego pakietu jej akcji i wyznaczył termin składania ofert do końca kwietnia.

Okazało się, że wpłynęły tylko 2 oferty, obydwie rosyjskie, napisała o tym moskiewska prasa i w Polsce zrobił się skandal.

Donald Tusk mówił nawet, że nie ma nic przeciwko rosyjskim inwestorom ale zbliżały się wybory, Prawo i Sprawiedliwość zebrało ponad 100 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o zakazie prywatyzacji Lotosu i mimo tego, że został on przez rządzącą koalicję odrzucony, z pomysłu prywatyzacji Lotosu, rząd się wycofał.

Ale nie wycofali się Rosjanie i cały czas wokół Lotosu krążą, licząc na to, że rządowi Tuska będą potrzebne dodatkowe pieniądze przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi i wtedy Lotos do takiej szybkiej sprzedaży, będzie się idealnie nadawał.

4. Kolejna strategiczna firma, którą zainteresowany jest rosyjski kapitał to PKP Cargo. Pierwszy etap prywatyzacji przez giełdę tej firmy, niedawno się dokonał, pakiet kontrolny póki co ma Skarb Państwa ale niewykluczone, że sama Grupa PKP, będzie potrzebowała pieniędzy na spłatę swoich ogromnych długów i powstanie naturalna presja na jego sprzedaż.

A przecież to właśnie z rozmowy byłego ministra Nowaka z byłym wiceministrem Parafianowiczem, dowiedzieliśmy się jakich sposobów używali rządzący aby wymusić zgodę pracowników na tę prywatyzację.

Otóż związkom zawodowym zaoferowano jedno miejsce w zarządzie spółki i jak ze śmiechem mówił Nowak „aż miło było popatrzeć jak związki się gryzą, wojując o nie”.

Jeżeli ta ekipa będzie dalej rządzić, to Rosjanie wcześniej czy później, te strategiczne polskie firmy, niestety przejmą.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Kuzmiuk.blog.onet.pl