Watykan przestanie istnieć…

watykan

Państwo kościelne w Polsce nie wykazuje żadnej lojalności wobec naszego narodu i żyje własnymi prawami. Nie możemy na to dłużej pozwalać – mówi aktor Krzysztof Pieczyński.

Polacy odkryli Pana jako krytyka Kościoła w programie TVN24, w którym konfrontował się Pan z Jerzym Zelnikiem.
– Tematem programu była homofobia, jednak od razu przeszedłem do kwestii, że głównym źródłem homofobii i przesądów jest Kościół. Kościół katolicki nie może przyjąć prawdy, bo ona jest sprzeczna z jego istotą.

W telewizji mówił Pan o zbrodniczej działalności Kościoła katolickiego, co nie spodobało się wielu dziennikarzom. Jak odebrali to widzowie?
– Dostałem mnóstwo listów, z których 95% to głosy poparcia. Na moim facebookowym profilu nagle pojawiło się 10 razy więcej obserwujących. Jest nadzieja w tym, że ludzie nie są do końca zindoktrynowani, a przynajmniej nie tak, jak wydaje się Kościołowi. Większość osób gratuluje mi odwagi i deklaruje, że myśli podobnie, ale nie chce mówić o tym głośno, bo boi się zemsty na rodzinie, utraty pracy, wyszydzania, sekowania i ostracyzmu. W XXI wieku, w centrum Europy ludzie boją się mówić o swoich przekonaniach. W jakim my kraju żyjemy?

Zastraszonym.
– Udzielałem wywiadu portalowi Onet.pl. Dziennikarz, który ze mną rozmawiał, to katolicki fundamentalista. Oczywiste jest zatem, że ten portal jest ideologicznie skorumpowany przez Kościół. Podobnie zresztą jak TVN, gdzie niedawno dostałem kolejne zaproszenie. Miałem rozwinąć temat, który poruszyłem w programie „Tak jest”. TVN postawił jednak warunek. Chcieli, żebym usiadł do dyskusji z reprezentantem Kościoła. Oczywiście odmówiłem. Nie widzę powodu, dla którego w demokratycznym państwie muszę siadać w parze z katolikiem, na co kompletnie nie mam ochoty. Taka sama jest TVP. To są media całkowicie skorumpowane przez panującą w naszym kraju religię.

Na czym polega ta korupcja?
– Watykan jest państwem, które przejęło władzę na podstawie donacji Konstantyna w VIII wieku. To sfałszowany dokument, napisany językiem Wulgaty, stworzony 50 lat po śmierci Konstantyna. Dzięki temu Kościół zdobył władzę mianowania oraz detronizowania królów i cesarzy, czyli władzę absolutną. Przeniknął w każdą strukturę życia. Palono, mordowano i ośmieszano innowierców. Ludzie zaczęli się bać. To tak, jak w każdej dyktaturze, która polega na strachu. Strach ludzi daje siłę dyktatorowi. We śnie człowiek jest ścigany przez potwora. Ucieka w nieskończoność. Niezwykle rzadko udaje się śpiącemu skonfrontować z tą zjawą. Stanąć z nią twarzą w twarz. Jednak kiedy to się stanie, to okazuje się, że potwór jest mirażem. Nie ma żadnej siły, nie istnieje.

Jak to się ma do Kościoła?
– Watykan oficjalnie istnieje od 1929 roku. To znaczy, że od wieków cały horror, całą przemoc, zbrodnie ludobójstwa narzuciło Europie państwo nieistniejące – widmo. Ludzie uwierzyli w kłamstwa, dzięki czemu obdarzyli Watykan siłą. Trzeba się temu przeciwstawić. Biskupi nie mogą mieć nad nami władzy. Nie bójmy się ich. Watykan nie ma prawa istnieć, bo jego działania są nielegalne. Podobnie, jak z potworem we śnie. Należy się skonfrontować z Watykanem, a w końcu przestanie istnieć. Jestem przekonany, że Polacy są w stanie usłyszeć prawdę, która uwolni ich od tysiącletniej niewoli religijnej.

Takie konfrontacje często mają poważne konsekwencje. Politycy niekatolicy są opluwani z ambon, niepoprawne nauczycielki tracą pracę. Niedawno dwie popularne dziennikarki zostały ukarane za nazbyt niekatolickie audycje. Byt kształtuje świadomość…
– Zawsze są jakieś przyczyny oddawania dyktatorowi władzy nad sobą. Najczęściej jest to strach, ale i on w końcu zniknie. Do tej konfrontacji musi dojść, jeżeli chcemy odzyskać wolność i demokrację w Polsce.

Ale życie w zgodzie z Kościołem może być wygodne i opłacalne.
– To jest gnuśność. W tak zwanej komunie również były pozory normalnego życia. Powstało wówczas bardzo wiele pięknych rzeczy. Mieliśmy całkowitą wolność, z wyjątkiem tego, że decyzje na temat kraju były podejmowane w Moskwie i nie wolno było mówić, że Ruscy są niedobrzy. Poza tym właściwie było znośnie.

Żyjemy w dyktaturze?
– Tak. Polska jest pozornie demokratyczna. Decyzje na temat naszego kraju są podejmowane w Watykanie. Nie możemy na to dłużej pozwalać. Kościół przeniknął wszystko. Absolutnie każdą sferę życia.

Od lat pozwalają na to politycy, ale także zwykli wierni.
– Dodatkowo księża to bardzo specyficzni ludzie. Są śliscy. Nie mają sumienia. Żaden z nich nie zrobi w Kościele kariery, jeśli będzie miał własne zdanie. Od czasu seminarium uczą się manipulowania ludźmi. Manipulacja tłumem to najważniejszy z wykładanych przedmiotów. Wydaje im się, że są wyższą kastą, która rządzi motłochem, czyli nami. Duchowni stwarzają sobie wewnętrzne prawa, a nie przestrzegają tych, które dotyczą wszystkich Polaków. Oni nie mają wobec nas żadnej lojalności. Służą wyłącznie Watykanowi. Kościół poprzez spowiedź ma informacje o wszystkim. Począwszy od myśli małych dzieci, sypialni wiernych po istotne dla kraju decyzje polityków.

Państwo w państwie…
– Niestety.

Demokracja w Polsce jest fikcją, dopóki istnieje tu watykańska agentura.

Purpuraci nie szanują naszych pragnień. Jeżeli film w kinie jest dozwolony od lat 18, to znaczy, że chcemy uchronić dzieci przed okrutnymi scenami. Chcemy ocalić ich psychikę przed szokiem i traumą. Natomiast ksiądz uczy 6-letnie dziecko, że Jezus był bity, torturowany i przybity gwoździami do krzyża. Katecheta nie wie, że robi w ten sposób młodemu człowiekowi krzywdę. On karmi go brutalnymi obrazami, ponieważ jest oderwany od rzeczywistości. Przeszedł takie pranie mózgu, że nie wie, co znaczy współczucie.

Dzieci uczą się, że to za ich grzechy Jezus przeżywał męki. Poza tym księża o mniejszej wyobraźni mogli zabrać całą klasę na „Pasję” Mela Gibsona. Niezwykle brutalny film o maltretowaniu człowieka.
– Tylko fundamentalista religijny, jakim jest Gibson, mógł zrobić tak bestialski obraz. Kościół od zawsze specjalizował się w brutalności.

Ale nie wszędzie ma taką władzę jak w Polsce.
– Jan Hus porwał naród czeski przeciwko korupcji watykańskiej. Na zawsze zmienił Czechów, którzy nie podpisali konkordatu. Duch Husa jest tam wciąż żywy. Przysięgam, że gdy jestem w Pradze, czuję to. Polacy też mają w sobie ducha Słowian, którzy zapłacili olbrzymią cenę za narzucenie nam rzymskiego chrześcijaństwa.

Do Czechów wciąż nam, niestety, bardzo daleko.
– To się zmieni. Musimy tylko zrozumieć prawdę i nie bać się jej głosić. Trzeba wypowiedzieć konkordat i stworzyć Konstytucję w taki sposób, żeby państwo chroniło nas przed odrodzeniem tak monstrualnej korporacji, która może sparaliżować życie narodu i rozwój nauki. Kiedy widzę tragifarsę w Sejmie, to autentycznie cierpię. Naród, który powołany jest do wysokich lotów, który ma w godle orła, jest przybity do ziemi wielkim ciężarem i nie może szybować.

Ale to Kościół rzekomo pomógł wyzwolić nas ze wspomnianej przez Pana komuny.
– Przedstawiciele Watykanu poszli na układ z reprezentantami podziemia. Obiecali pomoc w zamian za późniejsze przywileje i podpisanie konkordatu. Byliśmy tak oszołomieni odzyskaniem wolności, że nie zauważyliśmy przejścia z jednej dyktatury do drugiej.

Zmieniliśmy tylko okupanta?
– Odeszliśmy od niewoli, która trwała kilkadziesiąt lat i przeszliśmy do niewoli tysiącletniej. W każdym z nas istnieje prawda, która daje siłę i pozwoli na obalenie i tego okupanta. To my, ludzie, naród, mamy wizję przyszłości. Chcemy lepszego kraju i chcemy, żeby nasz rząd prowadził nas ku oświeceniu. Jeżeli rządzący nie spełniają tych warunków – odbierzmy im władzę. Ja jestem swoim papieżem, prezydentem i swoim mistrzem. Nikt nie ma nade mną władzy, ponieważ nikomu tej władzy nie dałem. I to dotyczy każdego Polaka. Człowiek najpierw musi przeprowadzić bardzo szczerą rozmowę z samym sobą, i w tym znaleźć źródło siły i odpowiedź „co jestem w stanie zrobić dla prawdy?”. Ja znalazłem tę siłę, i mówię, że Watykan jest wobec mnie bezradny. Pokonałem w sobie to monstrum.

Niewielu to na razie potrafi.
– Kościół i tak w końcu ulegnie przed prawdą, bo sam żyje kłamstwem. Kłamstwem tak potężnym, że ludzie się go boją. Dlatego zachęcam, by stale pogłębiać swoją wiedzę, aby nie być bezbronnym wobec manipulacji. Ludzie Watykanu po śmierci nie idą do nieba. Idą do eterycznego Watykanu, który zbudowali swoim sposobem myślenia. W tym eterycznym Watykanie robią dokładnie to samo, co w ziemskim. Są straszliwie zajęci, konspirują, wydają rozkazy, podporządkowują sobie innych, składają śluby lojalności.

Może ludzie Kościoła nie zdają sobie sprawy z tego, w czym tkwią?
– Gdyby byli w stanie zreflektować się na temat ogromu zbrodni, których ich poprzednicy, ale i oni sami dokonali na ludzkości, rozwiązaliby swoje państwo. Dlatego chcę im zaproponować – i mam nadzieję, że dotrze do nich ta propozycja – żeby rozwiązali Watykan. Gdy to zrobią, czyli oddadzą władzę, pieniądze, nieruchomości, ziemie, wszystko, co zrabowali, to będą jeszcze mieli czas na refleksje. Mam nadzieję, że to dotrze do Watykanu przez usłużnych donosicieli – jak wszystko inne. I jeszcze jedna rzecz – do religijnych fundamentalistów w Polsce: spróbujcie zrozumieć, że przywiązanie katolików do krzyża prowadzi do tego, że chcą go zabrać ze sobą na drugi świat. Jest z tym problem – do nieba nie wejdą z krzyżem. W niebie nie ma przemocy, nie ma gwałtu, nie ma zbrodni. Więc nie można wejść tam z krzyżem – symbolem męczeństwa. Jeżeli zostaną z krzyżem, to po śmierci utkną między światami, tak długo jak będą przywiązani do krzyża. Dopiero kiedy się od niego uwolnią, będą mogli wejść do nieba. Niech się więc dobrze nad tym zastanowią.

Krzyże są wszędzie. Jak się od nich uwolnić?
– Państwo kościelne w Polsce nie wykazuje żadnej lojalności wobec naszego narodu i żyje własnymi prawami, które nie dotyczą reszty. Każda afera, największe przekręty kończą się zamieceniem pod dywan, i my nie mamy nic do powiedzenia. Jeśli mówimy o demokracji, to nie powinniśmy podejmować absolutnie żadnych negocjacji z Kościołem!

Dlaczego?
– Dziesięć wypraw armii papieskich nie pokonało Husa. Czechom narzucono katolicyzm za sprawą „dyplomacji” Watykanu. Uczmy się z historii. Nie pozwólmy sobą manipulować.

To pieśń przyszłości…
– …w której nie ma miejsca dla Watykanu, ponieważ cywilizacja, którą chcemy zbudować, to cywilizacja miłości, pokoju, nauki i sztuki. Tam nie będzie miejsca na przemoc, dyktaturę, poniżanie człowieka, obłudę, indoktrynację i manipulację, czyli nie będzie miejsca dla Kościoła katolickiego.

Taka jest Pana wizja?
– Tak. Taką przyszłość przedstawiła mi moja dusza. Używam tego terminu, ponieważ jestem człowiekiem wierzącym. Dla ludzi niewierzących mogę użyć słowa „podświadomość”. To ona powiedziała mi, że

przyszłość bez Watykanu zacznie się wkrótce.

Czyli kiedy?
– Podświadomość to sfera, która – w odróżnieniu od naszego umysłu – nie kieruje się logiką i żyje poza czasem. Dla duszy „wkrótce” może oznaczać dzień, rok, pięć lub pięćdziesiąt lat. Nie jestem w stanie tego sprecyzować, ale wydaje mi się, że to może dotyczyć obecnych czasów. Jeszcze za naszego życia Watykan upadnie.

krzysztof pieczynski

 

 

 

 

Z Krzysztofem Pieczyńskim rozmawiali Ariel Kowalczyk i Łukasz Piotrowicz
faktyimity.pl

*Krzysztof Pieczyński absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Aktor filmowy i teatralny. Laureat licznych nagród, w tym za najlepsze pierwszoplanowe role męskie w filmach „Wielki bieg”, „Jezioro Bodeńskie” i „Jutro będzie niebo”. Jego najbardziej znane role to m.in. Bronek Talar w serialu „Dom”, Kamil Kurant w serialu „Życie Kamila Kuranta” czy Władysław Sikorski w filmie „Generał – zamach na Gibraltarze”. Jest również poetą i pisarzem. Napisał 9 książek.

 

Dlaczego ustąpił Benedykt XVI? Co ujawniają „Dzienniki watykańskie”?

watykan

Abdykacja Benedykta XVI ogłoszona w lutym 2013 roku była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Z perspektywy czasu widać, że decyzja niemieckiego papieża wynikała z rozczarowań oraz frustracji, które na przestrzeni kilku lat pontyfikatu miały miejsce w Watykanie.

„Pokutujący w naszych umysłach obraz Stolicy Apostolskiej to w większości mit. (…) Prawdziwy Watykan to miejsce, gdzie każdy dział kurii rzymskiej zazdrośnie walczy o wpływy; gdzie mali i wielcy nierzadko psują sobie szyki; gdzie wreszcie potknięcia i nieporozumienia są na porządku dziennym. W prawdziwym Watykanie decyzja papieża o tym, jaki kapelusz włożyć, może stać się gorącym tematem dnia, a amerykański kardynał mający bzika na punkcie parkingów podziemnych jest w stanie zagrozić liczącej dwa tysiące lat nekropolii. W prawdziwym Watykanie bywa, że ceremonie liturgiczne kończą się klapą pomimo przygotowań i starań, sojusze zmieniają się nieoczekiwanie i znienacka trzeba zejść na ziemię” – czytamy we wstępie książki Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka.

thavis_dziennik watykański

Autor John Thavis od trzydziestu lat przygląda się mechanizmom działania Watykanu i kurii rzymskiej. W swojej dziennikarskiej karierze odbył niezliczoną ilość nieformalnych rozmów i zakulisowych spotkań z prominentnymi przedstawicielami Stolicy Apostolskiej. Wiedzę czerpie z samego źródła.

john thavisJohn Thavis, watykanista, autor „Dzienników watykańskich”. Fot. johnthavis.com

W „Dzienniku watykańskim” odsłania przed czytelnikami prawdę o centralnej instytucji Kościoła katolickiego.

Udowadnia, że rzeczywistość niewiele ma wspólnego z medialnymi doniesieniami, choć bywa równie sensacyjna.

watykan__Fot. David Lees/Corbis; digital colorization by Lorna Clark

Audycja o księżach gejach

„W październiku 2007 roku telewidzowie z Włoch mogli obejrzeć na swoich ekranach odpowiednik programu ‚Ukryta kamera’, tyle że kręconego za murami Watykanu. Stacja LA7 emitowała specjalne wydanie audycji traktujące o księżach gejach z wykorzystaniem nagrań pozyskanych dzięki sekretnie umieszczonej kamerze.

Przedstawiona scena ukazywała ukrytego mężczyznę podczas spotkania z watykańskim hierarchą z jednym z biur kurii rzymskiej. Zamazanych twarzy nie dało się rozpoznać, podobnie jak zniekształconych głosów, lecz nie ulegało kwestii, że monsinior podrywa młodzieńca. W którymś momencie ksiądz przyłożył dłoń do tylnej części uda młodzika. Przez moment toczyła się rozmowa o sadomasochizmie.

Ładny jesteś. Aż za ładny – rzekł monsinior, siadając obok młodego młodzieńca na sofie. – Dziękuję. Ale zaraz ksiądz popełni coś, co jest grzechem w oczach Boga – odparł młodzieniec. – Skądże moim zdaniem to żaden grzech – stwierdził monsinior, nie mając pojęcia, że jest wrabiany.

Audycję z niemałym zainteresowaniem oglądali również niektórzy watykańscy urzędnicy. Telefony rozdzwoniły się natychmiast po zakończeniu emisji. Jeden z biskupów rozpoznał biuro oraz charakterystyczna białą sofę, na której młodzik był rozwalony. Gabinet należał do hierarchy nazwiskiem Tommaso Stenico, szefa jednej z sekcji Kongregacji ds. Duchowieństwa” – pisze John Thavis.

Ksiądz w dzielnicy słynącej z prostytucji transseksualnej

„Przypadek monsiniora Cesarego Burgazzi, urzędnika watykańskiego Sekretariatu Stanu, był kolejnym powodem do wstydu dla Watykanu – tym bardziej, że Burgazzi od lat służył jako cerimoniere w Bazylice Świętego Piotra i stawał przy ołtarzu razem z papieżem. Z tego, co napisała „La Repubblica”, wynikało, że ów czterdziestoośmioletni ksiądz został w maju 2006 roku przyłapany przez policjantów w cywilu, gdy kręcił się po dzielnicy Rzymu słynącej z prostytucji transseksualnej.

Cesare BurgazziCesare Burgazzi z Benedyktem XVI. Fot. cesareburgazzi.it

Według policyjnego raportu było dobrze po północy, a koloratka Burgazziego leżała porzucona na tylnym siedzeniu jego forda focusa. Monsinior – przerażony tym, że go odkryto, czy też jak tłumaczył się później w sądzie, przestraszony zbliżaniem się nieumundurowanych mężczyzn – staranował wóz policyjny i zbiegł z miejsca zdarzenia.

Tym razem Watykan w pierwszym odruchu wszystkiemu zaprzeczył. Oświadczenie zarzucające gazecie oszustwo ukazało się na watykańskiej witrynie internetowej, lecz zniknęło z niej już po paru dniach, by nigdy nie powrócić.

Prokurator domagał się półtorarocznej kary więzienia. Sprawa we włoskim sądzie toczyła się przez trzy lata, aż w końcu Burgazzi został uniewinniony na tej podstawie, że ‚przedstawione fakty nie świadczą o oczywistości popełnienia przestępstwa’. (…) Dwa lata później, w listopadzie 2011 roku, Benedykt XVI mianował Burgazziego szefem sekcji w Sekretariacie Stanu” – dowiadujemy się z książki.

„Watykan głosi jedno, a robi drugie”

„Licznych księży gejów pracujących w kurii rzymskiej martwiło to publiczne pranie brudów, gdyż ujawniane przypadki niedyskrecji niepotrzebnie przyciągały uwagę do kwestii homoseksualizmu. Na motto obrali sobie oni łacińskie przysłowie Si non caste, saltem caute – jeśli nie potrafisz być grzeczny, bądź przynajmniej ostrożny.

Kościelna polityka chronienia swoich czyniła z Watykanu bezpieczne schronienie dla winnych wszelkiego rodzaju wykroczeń, ale wylądowanie w kronice policyjnej było proszeniem się o kłopoty, ujmując rzecz delikatnie. Powtarzające się incydenty zaś utwierdzały opinię publiczną w przekonaniu, że Watykan głosi jedno, a robi drugie.

Wiele osób wciąż doskonale pamiętało konsekwencje opublikowania w 1999 roku demaskatorskiej książki, którą przeczytał – z upodobaniem lub z przestrachem – praktycznie każdy ksiądz pracujący w Stolicy Apostolskiej. Ta nosząca tytuł ‚Via col vento in Vaticano’ (Przeminęło z wiatrem w Watykanie) pozycja opisywała w najdrobniejszych szczegółach przypadki korupcji, karierowiczostwa oraz seksualnych nadużyć, nierzadko przemycając podpowiedzi pozwalające zidentyfikować głównych bohaterów. Na okładce widniał pseudonim autora: I Milleniari, czyli Millenaryści, choć lepiej zorientowani natychmiast się domyślili, że to anagram nazwiska Marinelli” – pisze autor „Dzienników watykańskich”.

Znienawidzona przez Watykan książka

„Monsinior Luigi Marinelli – emerytowany i raczej rozgoryczony urzędnik kurii rzymskiej – przyznał, iż jest jednym z autorów, a także wystąpił w obronie książki, twierdząc, że Kościołowi dobrze zrobi wzięcie odpowiedzialności za swoje grzechy. Rychło wdrożono przeciwko niemu procedurę dyscyplinarną, upewniając wszystkich, że Watykan będzie ścigał każdego, kto ośmieli się wyjawić co smakowitsze sekrety.

W jednym z rozdziałów, zatytułowanym ‚Oszczep homoseksualizmu’, napisano, że pociąg do młodych mężczyzn jest w Watykanie nie rzucającym się w oczy, lecz właściwie stałym czynnikiem decydującym o relacjach między przełożonymi a personelem, a świadczenie usług homoseksualnych przez młodych księży jest sposobem na szybką karierę w kurii rzymskiej. W tym samym rozdziale porównano sytuację w Watykanie z biblijnym opisem Boskiej kary, która spadła na Izrael: ‚Książętami ustanowię im chłopców, zniewieściali będą panować nad nimi’.

Monsinior Marinelli przepracował w kurii rzymskiej czterdzieści pięć lat, lecz szybko stał się nietykalny. Został wezwany przed watykański sąd, ale odmówił stawiennictwa. Dziennikarzom powiedział, że książka zawiera w stu procentach prawdę oraz że jej autorzy zdecydowali się opuścić co drastyczniejsze przypadki.

Oznajmił też, że cztery piąte członków kurii rzymskiej to dobrzy ludzie, wszakże jedną piątą stanowią zdemoralizowani chciwcy i nikczemnicy, którzy zdają się zagarniać najwyższe stanowiska.

Sąd nakazał konfiskatę nakładu i zabronił tłumaczenia książki, co jednak zostało zignorowane przez włoskiego wydawcę; w efekcie sprzedaż tylko wzrosła.

Tymczasem władze Kościoła rozważały zawieszenie Marinellego w czynnościach kapłańskich. Duchowny opuścił swoje mieszkanie położone nieopodal Watykanu i wrócił do rodzinnego miasta na południu Włoch noszącego nazwę Cerignola” – czytamy w książce.

Przyłapany chórzysta

„W marcu 2010 roku Watykanem wstrząsnęła informacja podana przez włoską prasę. Nigeryjczyk należący do chóru watykańskiego wielokrotnie aranżował spotkania z męskimi prostytutkami na prośbę Angela Balducciego, ‚papieskiego dworzanina’. Papiescy dworzanie to teoretycznie wysokiej klasy fachowcy o ‚nienagannej reputacji’, którzy w wolnym czasie służą jako odźwierni w trakcie ceremonii papieskich. W rzeczywistości zaszczyt sprawowania tej funkcji najczęściej przypada działającym na niwie polityki i biznesu przyjaciołom hierarchów z watykańskiego Sekretariatu Stanu.

Balducci, były urzędnik państwowy, przeciwko któremu toczyło się dochodzenie w ramach włoskiej afery korupcyjnej, ponoć opowiadał o związkach z mężczyznami w trakcie po kryjomu nagrywanych rozmów, których zapisy trafiły do rzymskiej gazety. Balducci został natychmiast zawieszony w watykańskich obowiązkach, a nigeryjski chórzysta musiał odejść” – dowiadujemy się z „Dzienników watykańskich”.

-Fot. AFP/Johannes Eisele

Papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego

Pod koniec 2012 roku autor książki, John Thavis, przeniósł się z Watykanu do rodzinnej Minnesoty, skąd mógł się przyglądać Benedyktowi XVI z dystansu. „Liczący osiemdziesiąt pięć lat papież zdawał się zwalniać. (…) Zwołał synod biskupów, by nadać ostatni szlif projektowi nowej ewangelizacji. Zakończył cykl spotkań ad limina z ostatnią grupą biskupów za tego pontyfikatu, przyjąwszy w ciągu ośmiu lat wszystkich biskupów z całego świata. Po czym w listopadzie nieoczekiwanie nominował sześciu nowych kardynałów – nieoczekiwanie dlatego, że wcześniej tego samego roku powołał już dwudziestu dwóch.

Wszystko wskazywało na to, że papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego przed następnym konklawe. Napisałem do paru kolegów wciąż pracujących na miejscu w Rzymie, zapytałem ich, czy nie wydaje im się, że Benedykt XVI zamierza ogłosić abdykację. Żaden nie podjął tematu. Moja sugestia była według nich fantazją kogoś, kto przeprowadził się za ocean” – relacjonuje Thavis.

Nie można żądać zdrowia od Boga

„Wszelako już w grudniu nabrałem większej pewności po obejrzeniu transmisji z ceremonii bożonarodzeniowych, którym przewodził ewidentnie słabnący Benedykt XVI. Sprawdziłem jego plany na 2013 rok i przekonałem się, że praktycznie nie ma żadnych, jeśli nie liczyć obowiązkowych ceremonii wielkanocnych, które mógł odprawić jaki bądź papież. Z wywiadu rzeki opublikowanego dwa lata wcześniej wiedziałem, że zdaniem Benedykta XVI abdykacja jest nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem papieża, który fizycznie, psychicznie i duchowo nie radzi sobie z urzędem.

Nie miałem wątpliwości, że niemiecki papież nie rzucał słów na wiatr. Uprzednio przyglądał się postępującej chorobie Jana Pawła II z niejakim zaniepokojeniem. Można było to postrzegać w kategoriach łaski dla Kościoła – albo zagrożenia. Co by było, gdyby papież pozostawał przy życiu długie tygodnie lub miesiące nieprzytomny, lecz utrzymywany przy życiu za pomocą osiągnięć współczesnej medycyny?

W dzisiejszej dobie ojciec święty nie mógł, ot tak, po prostu zniknąć. Jako rozsądnie myślący człowiek, Benedykt XVI zdawał sobie sprawę, że można się modlić o dobre zdrowie dla papieża, lecz nie można go żądać od Boga. Dlatego postanowił postąpić inaczej. A ja – natychmiast po jego wyborze na Tron Piotrowy, kiedy ogłosił, że jego pontyfikat będzie krótki – pomyślałem: Oho, ten papież poważnie bierze pod uwagę abdykację” – czytamy w książce.

watykan

Zdumione miny kolegów

„W styczniu 2013 roku miałem już nawet gotowy scenariusz wydarzeń. Uznałem, że skoro Benedykt XVI chce abdykować, uczyni to w okolicach święta Katedry Świętego Piotra obchodzonego 22 lutego.

Jest to dzień świąteczny silnie powiązany z papiestwem, kiedy wcześniejsi biskupi Rzymu zazwyczaj ogłaszali ważne dokumenty. Podesłałem ten pomysł paru swoim rzymskim źródłom z pytaniem, czy jest możliwe, że papież ustąpi w lutym i zwoła konklawe na 22 lutego. Nikt nie podszedł poważnie do moich słów.

Postanowiłem, że i tak polecę do Rzymu, i przybyłem na miejsce 10 lutego, w niedzielę. Nazajutrz udałem się do watykańskiego biura prasowego, gdzie zjawiłem się akurat w porę, by usłyszeć końcówkę papieskiej mowy skierowanej do kardynałów po łacinie i teoretycznie nie mającej nieść niespodzianek.

Tymczasem zdumione miny moich kolegów powiedziały mi, że i ja, i jeden z mych przyjaciół, który z ożywieniem krzyknął coś do mnie, kiedy wchodziłem, mieliśmy rację: Benedykt XVI właśnie abdykował” – wspomina Thavis.

benedykt16

„Nie porzucam krzyża”

„Benedykt XVI, papież tradycjonalista jakich mało, zrewolucjonizował papiestwo jednym gestem. Nie 22 lutego, jak się okazało, lecz 11 lutego, kiedy Kościół katolicki obchodzi Światowy Dzień Chorego. Chyba najbardziej wyjątkowe w jego oświadczeniu było to, że nie przyznał się do żadnej ciężkiej choroby, lecz rzekł z prostotą, że brak mu sił. Powiedział, że bycie papieżem w dzisiejszych czasach wymaga wigoru, którego mu zabrakło, w związku z czym nadeszła pora, by ustąpić.

Słaby papież mógłby być tolerowany przed stuleciem, gdy wystarczyło podpisywać kolejne dekrety za murami Watykanu, jednakże jest nie do zaakceptowania dziś, w świecie wymagającym papieskiej aktywności, komunikacji i fizycznej obecności. W rezultacie starał się przystosować jedną z najstarszych instytucji do realiów nowoczesnego społeczeństwa, co raczej nie było tradycyjnym podejściem i co wyprowadziło z równowagi wiele osób.

W Polsce rozległ się głos kardynała Stanisława Dziwisza, który zareagował słowami: „Z krzyża się nie schodzi”. Traktowano te słowa jako aluzję do przeświadczenia Jana Pawła II o tym, że trzeba opierać się pokusie abdykacji mimo fizycznych wyzwań. Polski kardynał pośpiesznie wydał ‚sprostowanie’, w którym stwierdził, że jego wcześniejsze słowa wyrwano z kontekstu. A jednak utkwiły one w zbiorowej pamięci. Benedykt XVI podczas swej ostatniej znaczącej audiencji 27 lutego, na dzień przed ustąpieniem, oświadczył: – Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu – czytamy.

autor: ewak

*John Thavis, „Dziennik watykański. Władza. Ludzie. Polityka”, tłum. Urszula Gardner, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

za: wp.pl

Fot. w czołówce: PAP/Radek Pietruszka

Jacek Moskwa o książce Johna Thavisa „Dziennik watykański”:

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6000,Dziennik-watykanski-Serce-Kosciola-katolickiego-od-kuchni-wladza-ludzie-polityka

http://www.johnthavis.com/books

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/02/10/dlaczego-naprawde-ustapil-benedykt-xvi-co-ujawniaja-dzienniki-watykanskie/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/watykan/

 

 

„Upadł, upadł wielki Babilon, co winem zapalczywości nierządu swego napoił wszystkie narody”… Gadzia stolica imperium Rotszyldów na progu apokalipsy

rzym

Diecezja w Rzymie wezwała wiernych do modlitwy za włoską stolicę, gdzie w ostatnich dniach wybuchł gigantyczny skandal korupcyjny. Specjalne modły za miasto odbędą się 22 grudnia w bazylice Matki Bożej Większej przed obrazem jego patronki.

Papieski wikariusz dla stołecznej diecezji kardynał Agostino Vallini wystosował list do wszystkich proboszczów, księży, zakonnic i zakonników oraz wiernych, informując o inicjatywie „Modlitwa za Rzym”.

W liście opublikowanym w niedzielnym wydaniu katolickiego dziennika „Avvenire” kardynał Vallini napisał: „W tych dniach nasze miasto przeżywa najbardziej bolesny rozdział w swej historii z powodu ogromnej korupcji”.

Cierpienie obecne w sercu tylu obywateli, którzy wierzą w praworządność i uczciwość, podkreśla klimat braku zaufania i pesymizmu, już wcześniej wywołany przez ciężki kryzys gospodarczy, nieszczędzący bólu i zmartwień” – dodał papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej w apelu do duchowieństwa i wiernych. Wyraził przekonanie, że potrzebne jest „nawrócenie serc” i nadzieja na nową erę praworządności i spokoju.

Włoski hierarcha wezwał rzymian i całe duchowieństwo do przybycia do bazyliki Santa Maria Maggiore na modlitwę o sprawiedliwość, solidarność i odnowę duchową przed obrazem Matki Bożej Salus Populi Romani, uważanej za patronkę Rzymu. Autorstwo tej ikony w stylu bizantyjskim, przed którą często modli się papież Franciszek, przypisywane jest zgodnie z tradycją świętemu Łukaszowi.

Długie prokuratorskie śledztwo, o którego szokujących – jak podkreślają media – rezultatach poinformowano na początku grudnia, ujawniło istnienie we władzach Rzymu i spółdzielniach oraz firmach powiązanych z magistratem organizacji przestępczej o charakterze mafijnym. Po raz pierwszy w historii stolicy lokalnym politykom i urzędnikom postawiono zarzuty powiązań z mafią.

Aresztowano 39 osób – urzędników z zarządu miasta, samorządowców i gangsterów, tworzących ogromną sieć korupcyjnych powiązań, kontrolujących przetargi, dzięki którym obracali milionami euro z publicznej kasy i przywłaszczali sobie wielkie sumy. Łącznie dochodzeniem objęto 100 osób, wśród nich poprzedniego burmistrza Rzymu Gianniego Alemanno z prawicy.

Na czele „rzymskiej mafii”, jak nazywana jest ta grupa przestępcza, stał m.in. aresztowany 2 grudnia Massimo Carminati, były bojówkarz terrorystycznej neofaszystowskiej grupy NAR, a także najgroźniejszego gangu z Wiecznego Miasta, Banda della Magliana.

Z zapisu założonych na wniosek śledczych podsłuchów, ujawnianych przez prasę, wynika, że działająca jak mafia szajka przywłaszczała sobie gigantyczne pieniądze, przeznaczone na ośrodki dla nielegalnych imigrantów i azylantów oraz na legalne obozowiska dla Romów. Tylko część tych sum przekazywano na te cele, większość była rozgrabiana.

Nawiązując do zdarzeń z przeszłości watykański dziennik „L’Osservatore Romano” nazwał ten największy skandal w Wiecznym Mieście „najnowszym splądrowaniem Rzymu”.

(zel)

Wp.pl

Komentarz TAW

To dopiero początek „plądrowania Rzymu”. Będzie się działo…

„Potrzebne jest nawrócenie serc i nadzieja na Nową Erę praworządności i spokoju”, ale odbędzie się to zupełnie inaczej, niż wyobraża sobie kardynał.

W Watykanie znaleziono setki milionów euro…

watykan

Kardynałowie i urzędnicy podczas przeglądu finansów Watykanu w ramach ich reformy odnaleźli setki milionów euro, które nie figurowały w budżetach Stolicy Apostolskiej i Państwa Watykańskiego — ujawnił prefekt Sekretariatu ds. Ekonomii kardynał George Pell.

Dzięki temu sensacyjnemu odkryciu poprawi się stan watykańskich finansów – podkreśla się w komentarzach.

O znalezieniu aktywów australijski purpurat poinformował na łamach pierwszego numeru nowego brytyjskiego pisma „Catholic Herald Magazine”, a jego słowa przytoczyły największe światowe media.

Ze słów kardynała Pella, który od początku tego roku pełni funkcję „ministra finansów” za Spiżową Bramą, wynika, że odkrycia dokonano w czasie skrupulatnych kontroli w watykańskich urzędach: kongregacjach, radach i innych instytucjach w związku z przygotowaniami do realizacji reformy. Polega ona na konsolidacji i centralizacji całej polityki finansowej oraz budżetu i spójnym zarządzaniu wszystkimi inwestycjami, a także aktywami.

George Pell

Poszczególne urzędy dysponowały do czasu wprowadzanej obecnie reformy papieża Franciszka dużą autonomią finansową i właśnie temu wyzwaniu trzeba było stawić czoła porządkując system nadzoru nad nimi – przyznał papieski doradca i bliski współpracownik.

Prefekt Sekretariatu ds. Ekonomii podkreślił, że „Watykan nie jest bankrutem” i jest w dobrej sytuacji dzięki posiadanym aktywom i inwestycjom.

– Odkryliśmy, że sytuacja jest znacznie lepsza niż się wydawała, ponieważ setki milionów euro były odłożone na osobnych rachunkach i nie figurowały w budżetach – wyjaśnił kardynał Pell.

Obrazowo przedstawiając to, jaki brak koordynacji panował dotąd w finansach Watykanu, przytoczył historię z czasów pontyfikatu Leona XIII. Papież ten wysłał wizytatora do Irlandii, by przygotował dla niego raport o stanie tamtejszego Kościoła. Wizytator zapytany potem przez Leona XIII o swe spotkania z biskupami, odparł, że nie spotkał tam żadnych biskupów, „tylko 25 papieży”.

– Tak było z watykańskimi finansami. Kongregacje, rady i zwłaszcza Sekretariat Stanu cieszyły się niezależnością i broniły jej – przyznał kardynał z Australii, koordynujący obecnie całe finanse Watykanu i Stolicy Apostolskiej.

PAP

PolskieRadio.pl

Komentarz TAW:

A co się będzie działo, gdy na jaw wyjdą inne niezaksięgowane „aktywa”, np. ukrywane za Spiżową Bramą zrabowane przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej dzieła sztuki?…

Mroczne sekrety watykańskich finansów:

Arcybiskup Wesołowski nie jest już nawet księdzem. Watykan wydalił arcybiskupa ze stanu duchownego

Dominican prosecutor to investigat on former nuncio Wesolowski abuses

Zarzuty musiały okazać się jednak bardzo poważne, skoro Watykan zdecydował się na zastosowanie najcięższej z możliwych kar, jakie dopuszcza podpisany przez Jana Pawła II watykański Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Abp Józef Wesołowski został więc uznany za winnego i przeniesiony do stanu świeckiego wyrokiem trybunału działającego przy watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Zainteresowany może od tej decyzji odwołać się do drugiej instancji.

W oficjalnym komunikacie Watykanu czytamy, że arcybiskup może odwołać się od tej decyzji w ciągu dwóch miesięcy. Stolica Apostolska zapewnia również, że równoległy proces karny, który toczy się w Watykanie, zakończy się tak szybko, jak to możliwe.Watykańskie biuro prasowe wyjaśniło w komunikacie, że do tej pory abp Wesołowski korzystał z „pewnej swobody poruszania się”. Teraz jednak – dodano – w związku z powagą stawianych mu zarzutów zastosowane wobec niego zostaną „stosowne środki”.

Wyrzucenie ze stanu kapłańskiego to najwyższa przewidziana w prawie kanonicznym kara, jaka może spotkać duchownego za pedofilię.

Skandal z udziałem arcybiskupa Wesołowskiego wybuchł we wrześniu ubiegłego roku. Duchowny na Dominikanie pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego – czyli watykańskiego dyplomaty. Papież Franciszek odwołał go wtedy z funkcji i nakazał powrót do Watykanu.

Miało to związek z oskarżeniami o pedofilię. Postępowanie wyjaśniające wszczęła wtedy Kongregacja Nauki Wiary, która zajmuje się takimi przypadkami. O molestowanie nieletnich oskarżały go media. Dominikańska telewizja wyemitowała materiał o tym, że abp Wesołowski często odwiedzał miejsca znane z prostytucji nieletnich.

Były nuncjusz przebywa teraz w Rzymie.

Osobne śledztwo w jego sprawie prowadzi także Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Polska domagała się jego ekstradycji, nie zgodził się jednak na to Watykan. Według polskiego prawa arcybiskupowi grozi do 12 lat więzienia. Jest też oskarżony o utrwalanie treści pornograficznych z dziećmi (kara do 10 lat więzienia).

na podstawie: Wyborcza.pl