Książka Jürgena Rotha obnaża matactwa w sprawie zamachu smoleńskiego – wywiad z posłem Jackiem Światem

roth

wPolityce.pl: Był Pan obecny na Konferencji na UKSW dotyczącej tragedii smoleńskiej. Co Pan sądzi o przedstawionych tam nowych ustaleniach?

Jacek Świat, poseł, mąż poległej w Smoleńsku Aleksandry Natalli-Świat: – Generalnie konferencja była bardzo ciekawa, ponieważ było to coś nowego. Konferencja była interdyscyplinarna, ponieważ miała zarówno aspekt socjologiczny, jak i dotyczący stanu mediów, a przy tym zawierała bardzo osobiste refleksje rodzin ofiar. No i wreszcie było wystąpienie ekspertów, którzy przedstawili swoje najnowsze ustalenia, powstałe już po jesiennej konferencji smoleńskiej. Niewątpliwie ważnym wydarzeniem było wyemitowanie wywiadu z Jürgenem Rothem. Sprawa ta była już wprawdzie znana, ponieważ pojawiała się w mediach od kilku dni, to jednak są to ustalenia przełomowe. Obecnie czekamy na książkę Rotha, w której wszystkie przedstawione przez niego tezy będą szczegółowo wyjaśnione i przedstawione bardziej precyzyjnie. W niej też będą przedstawione wszystkie dokumenty dotyczące tej kwestii, dzięki czemu będzie się im można bliżej przyjrzeć. Bez wątpienia było to jednak wydarzenie bardzo ważne.

Jürgen Roth
Jürgen Roth (ur. 1945) – niemiecki publicysta, dziennikarz śledczy, reportażysta

Z jakich jeszcze aspektów sprawa ustaleń pana Rotha budzi tyle emocji?

Po raz pierwszy sprawa smoleńska wykracza poza granice Polski i Rosji i staje się tak naprawdę sprawą międzynarodową. Oczywiście abstrahuję od naszych wysiłków podejmowanych w Parlamencie Europejskim, aby tę sprawę nagłośnić i umiędzynarodowić. Teraz, co ważne, zajął się tym ktoś, kto nie jest w żaden sposób związany z Polską, nie ma w naszym kraju żadnych interesów, i zrobił to z czystej badawczej ciekawości. Myślę, że nasza prokuratura powinna bezwzględnie wystąpić do strony niemieckiej o udostępnienie tych dokumentów, z zapytaniem, czy nie ma również jakichś innych, o podobnej treści. To może bowiem oznaczać bardzo istotny przełom.

Polscy śledczy wydają się być pewni swoich ustaleń. Dlaczego nie szukają dotąd pomocy na Zachodzie?

– Nawiasem mówiąc, mamy tutaj do czynienia z potężnym zderzeniem narracji. Ponieważ to, co zaprezentowano na konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej, jest krokiem wstecz, w stronę raportu Anodiny. A z drugiej strony

mamy zapowiedź dużej rewelacji, która może wszystko wywrócić do góry nogami. To pokazuje, jak markowane jest nasze śledztwo i jak bardzo podporządkowane jest jednej tezie, gdzie wszystko próbuje się zamieść pod dywan,

zrzucając winę na tych, których i tak w żaden sposób nie można pociągnąć do odpowiedzialności.

Najbardziej jednak podczas wczorajszej konferencji wybiło się stwierdzenie, że od teraz, mówiąc o Smoleńsku, nie da się uciec od słowa „wybuch”.

– Przez ostatnie dwa lata wydawało się, że trudno będzie o jakiś przełom, bez dostępu do materiałów, które mogą mieć, i najpewniej mają, służby specjalne NATO, a ściślej Stanów Zjednoczonych. Oczywiście są też na pewno różne materiały w Rosji, ale te wiadomo, że są dla nas niedostępne. A tutaj z niespodziewanej strony przychodzi taka rewelacja i ta sprawa musi mieć dalszy ciąg. Wydaje mi się więc niemożliwe, żeby jej nie miała. I to zarówno w sferze medialnej, jak i w sferze badawczej oraz w sferze politycznej. Myślę, że to wybuchnie jednak dopiero za jakiś czas, kiedy ukaże się już książka Rotha, najpierw po niemiecku, a następnie z polskim tłumaczeniem.

Może się zdarzyć jednak tak, że publikacja Jurgena Rotha może zostać w naszym kraju przez główne media przemilczana. Sam autor już podkreślał, że był zszokowany, jak potraktowały go mainstreamowe środki przekazu w Polsce.

– Krajobraz polskich mediów bardzo odbiega od standardów wolnego zachodniego świata, gdzie media kształtowały się długie lata, z jednej strony na zasadzie wolnej gry rynkowej, ale również wolnej gry idei.

U nas przechył mediów w stronę władzy jest porażający. Tak samo porażające jest uzależnienie wiodących mediów od władzy, np. poprzez przekazywanie pieniędzy publicznych w formie reklam lub ogłoszeń. Ponadto prasa lokalna w naszym kraju ma praktycznie jednego właściciela i to zagranicznego.

To jest istne kuriozum, na które nie pozwoliłby sobie żaden cywilizowany kraj. Więc ja się wcale nie dziwię zdziwieniu pana Rotha. Miał do tego zdziwienia pełne prawo, bo zapewne nie sądził, że spotka się w unijnym kraju ze standardami białoruskimi czy rosyjskimi.

Z posłem Jackiem Światem rozmawiał Łukasz Sianożęcki

wPolityce.pl

jacek świat

Brzozę w Smoleńsku złamali Rosjanie. Tupolew nie miał z nią nic wspólnego. Prokuratura Wojskowa od ponad 3 lat ukrywa najważniejszy dowód sfałszowania przez rząd Tuska oficjalnego raportu ze śledztwa

Brzoza Smoleńsk

10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154 przeleciał przynajmniej kilka metrów nad tzw. smoleńską brzozą – wynika z profesjonalnej ekspertyzy, która od 2011 r. znajduje się w posiadaniu polskiej prokuratury wojskowej. Do treści opinii dotarła „Gazeta Polska”.

Rzekome zderzenie się tupolewa z brzozą to filar oficjalnej wersji zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r., lansowanej przez Rosjan i polski rząd. Ekspertyza oparta na badaniu tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM-QAR), wykonana wkrótce po katastrofie smoleńskiej (już w kwietniu 2010 r.) i znajdująca się w posiadaniu prokuratury, jednoznacznie przeczy ustaleniom Tatiany Anodiny i komisji Millera.

Chodzi o ekspertyzę techniczną zatytułowaną „Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu-154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.”. Wpłynęła ona do prokuratury wojskowej w lipcu 2011 r. (!) i znajduje się w tomie nr 203 akt śledztwa smoleńskiego.

W ekspertyzie – sporządzonej przez producenta tzw. polskiej czarnej skrzynki w tupolewie, firmę ATM – kluczowy jest załącznik nr 3, noszący nazwę „Tabela odtworzonych wartości wysokości lotu i odległości od początku pasa trzech ostatnich minut zapisu”. Zawarte są w nim dane pozwalające na odtworzenie ostatnich sekund lotu, a więc wysokość Tu-154 w odniesieniu do poziomu początku pasa startowego (położonego, przypomnijmy, 255 m nad poziomem morza) oraz odległość samolotu od początku pasa startowego.

Zamontowany w tupolewie jestrator lotu polskiej firmy ATM
Zamontowany w tupolewie rejestrator lotu polskiej firmy ATM

Na jakiej wysokości, według ekspertyzy ATM, był w momencie rzekomego zderzenia się z brzozą polski tupolew? W dokumencie można przeczytać, że w odległości 928 m od progu pasa samolot leciał na wysokości 4 m nad progiem pasa (czyli 259 m n.p.m.), a w odległości 849 m od progu pasa znajdował się już na poziomie 7 m nad progiem pasa (czyli 262 m n.p.m.). Brzoza smoleńska, co stwierdza raport MAK, rosła tymczasem w odległości 855 m od progu pasa startowego i – uwaga – na wysokości 248 m n.p.m.Oznacza to, że według ekspertyzy ATM samolot w chwili rzekomego zderzenia się z „pancernym” drzewem leciał na wysokości od 11 do 14 m nad powierzchnią gruntu! W żaden sposób nie mógł więc zderzyć się z brzozą, która – zgodnie z ustaleniami MAK i komisji Millera – została uszkodzona na wysokości około 5 m nad ziemią.

Dane z ukrywanej ekspertyzy ATM to jeden z ważniejszych dowodów na prawdziwość ustaleń ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Naukowcy ci od 2010 r. – na podstawie rozmaitych badań i eksperymentów (m.in. analizy mechanicznych uszkodzeń skrzydła, badania zapisów komputera pokładowego itd.) – formułowali tezę, że to nie brzoza odpowiada za zniszczenie tupolewa.

Warto podkreślić, że ekspertyza ATM została oparta na odczycie jedynego oryginalnego rejestratora lotu znajdującego się w kwietniu 2010 r. w polskich rękach. Choć dokument od 15 lipca 2011 r. jest w aktach prokuratury wojskowej, śledczy nigdy nie wspomnieli publicznie o wnioskach, jakie można wyciągnąć z załącznika nr 3 do ekspertyzy.

Opinia ATM jest też znana członkom komisji Millera, bo właśnie dla niej niedługo po katastrofie została sporządzona. Konkluzji, wypływających z danych znajdujących się w ekspertyzie, próżno jednak szukać w osławionym raporcie Millera. Co więcej – członkowie rządowej komisji podają publicznie informacje sprzeczne z liczbami zawartymi w opinii ATM. Kiedy w kwietniu 2013 r. grupa senatorów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do Macieja Laska czternaście pytań dotyczących katastrofy smoleńskiej, odpowiedź na jedno z nich brzmiała: „Zderzenie z brzozą nastąpiło na wysokości około 1,1 m względem poziomu pasa startowego”.

Grzegorz Wierzchołowski

Niezalezna.pl

Komentarz Antoniego Macierewicza – przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 roku:

Kłopotliwa prawda

Komisja dr. Macieja Laska przeprowadziła testy na miejscu zderzenia
Komisja dr. Macieja Laska w trakcie przeprowadzania testów symulacyjnych

Milczenie mediów mętnego nurtu po publikacji „Gazety Polskiej” dotyczącej dokumentu będącego w posiadaniu prokuratury, z którego wynika, że tupolew w Smoleńsku przeleciał nad brzozą, wynika przede wszystkim z tego, że materiał ten zawiera prawdę.

Dziennikarze mainstreamu siedzą więc teraz i zastanawiają się, jakiej kombinacji słownej użyć, by zakwestionować ten dokument. Proszę się nie łudzić – na pewno coś wymyślą, być może z pomocą pana Laska. W PO zaś trwa jeszcze zamieszanie po ekskursji Donalda Tuska do Brukseli – establishment nie ma więc jeszcze jasności, jak rozłożyć odpowiedzialność za Smoleńsk, którą zostawił po sobie ekspremier.

Mogę zapewnić tych wszystkich, którzy są odpowiedzialni za kłamstwo smoleńskie – w tym panią premier i pana Laska – że w zespole parlamentarnym przygotowujemy materiały, które będą zaskoczeniem w tej sprawie.

Antoni Macierewicz

Niezalezna.pl

SmolenskZespol.sejm.gov.pl

O zamachu smoleńskim czytaj również na: