Sądowa nagonka na polskich patriotów. Sądy kapturowe w państwie Unii Europejskiej. Marysia Kołakowska – bez możliwości obrony – skazana za protest ws. „Golgoty picnic”

Maria Kołakowska

Sąd rejonowy w Gdańsku w trybie zaocznym skazał 17-letnią Marię Kołakowską na 40 godzin prac społecznych. Marysia w dniu 28 czerwca podjęła próbę uniemożliwienia odczytania w świetlicy Krytyki Politycznej w Gdańsku obrazoburczego scenariusza pseudospektaklu „Golgota picnic”.

Przez nikogo nie zatrzymywana weszła do świetlicy i w obecności około pięćdziesięciu lewackich aktywistów rozpyliła kupiony w sklepie dezodorant o nieprzyjemnym zapachu. Od lipca toczyło się postępowanie w tej sprawie. Wyrok w trybie zaocznym zapadł 2 października, ale ani Marysia, ani jej adwokat nie zostali poinformowani przez sąd o zakończeniu śledztwa, dniu rozprawy i wyroku skazującym. Adwokat zaniepokojony ciszą w tej sprawie poszedł do sądu, aby zasięgnąć informacji, i dowiedział się, że wyrok już zapadł. Z akt wynika, że nie został przesłuchany żaden ze świadków obrony. Już podczas przesłuchania Marysi przez policję prowadzący dochodzenie funkcjonariusz powiedział, że nie życzy sobie, aby jako świadek obrony został powołany poseł Andrzej Jaworski. Jego nazwisko w protokole zostało zapisane dopiero po tym, jak Marysia stanowczo tego zażądała, zgodnie z przysługującym jej prawem.

Sposób prowadzenia śledztwa i wydania wyroku przypomina sądy kapturowe z bolszewickiej Rosji i praktyki sądowe z czasów stalinowskich. Nawet w stanie wojennym nie zapadały wyroki w trybie zaocznym, bez możliwości obrony oskarżonych! Marysi nie tylko nie dano możliwości obrony ale też sąd nie dochodził prawdy o przebiegu zajścia, bo nie wysłuchał świadków, którzy zostali przez nią zgłoszeni. Trudno nie zarzucić organom ścigania i sądowi stronniczości, skoro niejaki Filip Gąsiorek, mężczyzna, który w świetlicy Krytyki Politycznej pobił Marysię i założył jej na głowę worek, został uniewinniony. Prokuratura w ściganiu Gąsiorka „nie dopatrzyła się interesu społecznego”.

Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej
Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej. Gdańsk, 28 czerwca 2014 r.

Można też przypuszczać, że o niejawnym posiedzeniu sądu i wydaniu wyroku w trybie zaocznym zadecydował lęk wymiaru „sprawiedliwości” przed konfrontacją ze społeczeństwem, bo na rozprawę z cała pewnością – wzorem stanu wojennego – stawiłoby się bardzo wiele osób, w tym liczne grono kombatantów i byłych więźniów politycznych. W obronie Marysi list napisali członkowie Stowarzyszenia Godność skupiającego osoby represjonowane przez reżim komunistyczny w latach osiemdziesiątych oraz Kaszubsko-Kociewskie Stowarzyszenie im. Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”. Wyrazy poparcia składali także Kombatanci Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

Niestety ze względu na sposób przeprowadzenie rozprawy sąd nie zapoznał się ani z listami poparcia, ani z motywacjami młodej osoby wychowanej w duchu wartości patriotycznych i na etosie żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

Marysia z ciążącym na niej wyrokiem za odwagę obrony wartości zapisała kolejną kartę w historii swojej rodziny, w której każde pokolenie doświadczyło represji i wiezień – począwszy od czasów zaborów, a skończywszy na stanie wojennym. Jej wuj ks. infułat Stanisław Bogdanowicz został aresztowany w 1966 r., matka w stanie wojennym w wieku 17 lat była skazana na 3 lata pozbawienia wolności, dziadek ze strony ojca spędził półtora roku w sowieckim więzieniu w Charkowie i Kijowie. Pradziadek, bojowiec Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) z rozkazu Józefa Piłsudskiego zlikwidował w 1908 r. carskiego tajnego radcę gubernatora w Piotrkowie. Od wiezienia uratowała go ucieczka do Brazylii. Itd., itd.

Ani Marysia, ani jej rodzice nie zamierzają zgodzić się z niesprawiedliwym, upokarzającym wyrokiem i w najbliższych dniach złożą zażalenie w tej sprawie.

Gdyby sąd miał odwagę przeprowadzić rozprawę z udziałem Marysi, to nie miałby wątpliwości, że zasłużyła raczej na Krzyż Walecznych, a prace społeczne wykonała już z nawiązką, pracując jako wolontariusz z łopatą na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku przy poszukiwaniu polskich bohaterów zamordowanych wyrokiem stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości.

Anna Kołakowska

wPolityce.pl

O procesie wytoczonym 17-letniej Marysi Kołakowskiej pisaliśmy już w lipcu:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/07/09/okazmy-solidarnosc-17-letniej-marysi-jutro-policja-chce-ja-oskarzyc/

Sędziowski matrix III RP. Dwie kategorie sędziów. Obydwie do wyrzucenia z zawodu – Jerzy Jachowicz

Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego zarzutu korupcyjnego
Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego mu zarzutu korupcyjnego

To nie do wiary, jak w Polsce działa wymiar sprawiedliwości. Sprawiedliwości. Jeden z filarów koniecznych do prawidłowego funkcjonowania państwa. Na całym świecie w przypadku naruszenia prawa sprawiedliwość reprezentują sędziowie, a nawet powiedzieć można, że poprzez wyroki sprawiedliwość tę realizują. W Polsce, niestety, sędziowie (poza nielicznymi wyjątkami), którzy rozumieją ducha sprawiedliwości i starają się wydawać wyroki zgodnie z jego wymogami – to ludzie, którzy są tak zakręceni politycznie, że wyroki podporządkowują swoim politycznym przekonaniom.

Albo tacy, którzy wprawdzie nie kierują się sympatiami politycznymi, ale mają inny feler – nie rozumieją, co to jest sprawiedliwość. Patrzą jedynie w kodeksy, mniej lub bardziej uważnie je czytają i bezmyślnie do słów w nich zawartych się stosują, będąc przekonani, że właściwie wykonują swój zawód. Niektórzy pewnie nawet myślą, że doskonale wypełniają swoją misję.

Najbardziej głośnymi, stosunkowo niedawnymi przypadkami sędziów, kierujących się przekonaniami ideologicznymi, czy jak kto woli sympatiami bądź fobiami politycznymi (bo czasami nienawiść do jakichś partii politycznych jest równie silnym motywem do ferowania wyroków jak uczucie zachwytu do ugrupowania darzonego sympatią) są dwaj warszawscy sędziowie: Igor Tuleya i Paweł Rysiński. Pierwszy sądził znanego kardiochirurga Mirosława G., oskarżonego o korupcję. Oskarżony został przez Igora Tuley’ę potraktowany nadzwyczaj wyrozumiale. Zaś proces zakończył się ostrym atakiem na CBA, porównanym przez sędziego Tuley’ę do Urzędu Bezpieczeństwa w czasach stalinowskich. Sędzia Paweł Rysiński byłą posłankę PO Beatę Sawicką, również oskarżoną o korupcję, uniewinnił. Jego zdaniem CBA podstępem wciągnęło w pułapkę uczciwą i pełną cnót posłankę Sawicką, która kierując się rozbudzonym w niej czystym uczuciem miłości do agenta Tomka, przyjęła pierwszą ratę łapówki w wysokości 50 tys. zł.

Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego
Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego

Drugą kategorię polskich sędziów dobrze ilustruje sprawa kradzieży w sklepie batonika wartości 99 groszy, dokonanej przez człowieka nie w pełni sprawnego umysłowo. Jedna mądra nadzwyczajnie pani sędzia nieszczęśliwcowi wymagającemu leczenia wymierzyła karę grzywny. Sto złotych. Z powodu niezapłacenia kary zamieniła ją na pięć dni więzienia. A następnie w majestacie prawa doprowadziła do tego, że ów chory człowiek, który nie był w stanie zapłacić grzywny, znalazł się więzieniu.

Inna mądra pani sędzia ukarała surową grzywną dyrektora więzienia, któremu żal się zrobiło owego skazańca. Dlatego z własnej, prywatnej kieszeni wpłacił za niego grzywnę, aby uchronić go od przykrości, na jakie mógł być narażony w więzieniu z inspiracji innych współwięźniów.

Gdyby to ode mnie zależało, wszystkim tu wymienionym osobom odebrałbym prawa sędziowskie. Natychmiast. Dożywotnio.

Jerzy Jachowicz

Stefczyk.info

24.10.2008 WARSZAWA JERZY JACHOWICZ DZIENNIKARZ PISARZ Fot. Marcin Lobaczewski