Jedno z ostatnich spotkań Grupy Bilderberg, trumienny horror smoleński, upadek Gazetowyborczego Babilonu!

<https://youtu.be/L0vPZA5USGg

Audycję „Alternews” Niezależnej Telewizji (ntv1.pl) prowadzi Janusz Zagórski.

Reklamy

Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 1). Prof. Jerzy Robert Nowak

Dla Polaków kochających swój kraj obecny rząd stanowi niepowtarzalną, być może jedyną, szansę wyciągnięcia kraju ze straszliwej zapaści, w jaką wtrąciły ją rządy Platformy Obywatelskiej. Czy rząd PiS wykorzysta w pełni tę szansę, zwłaszcza w warunkach nasilającej się dywersji wewnętrznej, tzw. totalnej opozycji i bezprzykładnych, brutalnych neokolonialnych nacisków Unii Europejskiej? Wszystko zależy od tego, czy rząd zdoła pozyskać przez swą politykę wsparcie maksymalnej części Narodu i potrafi unikać podstawowych błędów.

Jest szereg spraw, którymi obecny rząd i prezydent zapewnili sobie wzrost wsparcia. Przede wszystkim przez zerwanie z platformerską polityką kundlizmu wobec głównych państw UE, a zwłaszcza Niemiec (sławetny „hołd pruski” R. Sikorskiego etc.). Zaczęto wreszcie przywracać działania na rzecz elementarnej sprawiedliwości poprzez dyscyplinowanie pazernych komorników, sędziów, prokuratorów, nagłośnienie warszawskiej afery reprywatyzacyjnej etc. Zaczęto odbudowę wojska, tak zdewastowanego w czasach rządów PO, i stworzono zalążki samoobrony terytorialnej. Podjęto tak ważną reformę społeczną, jak wprowadzenie 500 plus. Wprowadzono po raz pierwszy w Polsce po 1989 r. autentyczny bilans otwarcia, przeprowadzając audyt we wszystkich ministerstwach. Zaczęto realizować prawdziwą politykę historyczną [tak, szczególnie w kwestii ujawnienia współczesnym Polakom prawdziwych korzeni narodu Polskiego – przyp. TAW]. Zaczęto dużo mocniej troszczyć się o Polaków za granicą. Można ubolewać jednak, że część pozytywnych dokonań rządu PiS jest niedostatecznie znana, nie zadbano o ich odpowiedni pijar w ich sprawie. Zresztą słabość pijaru (dbania o public relations) generalnie należy do największych mankamentów rządów PiS-u. Przykładowo, dopiero kilka dni temu dzięki atakowi na PiS w programie TVN24 dowiedziałem się z wygłaszanych tam smętnych skarg na ministra Z. Ziobro, że zdegradował ponad 120 prokuratorów, niektórym obniżając rangę aż o trzy stopnie. I bardzo dobrze zrobił. Brawo Panie ministrze Ziobro!

Przykłady osiągnięć Dobrej Zmiany można by długo mnożyć, pisałem o nich już wiele razy na tym blogu. Tym razem jednak

w 10 miesięcy po powstaniu rządu PiS chciałbym zwrócić uwagę na dużą, o wiele za dużą, ilość zaniechań i błędów pod rządami nowej ekipy p. premier Beaty Szydło i p. prezydenta Andrzeja Dudy. Jest to alarmująca ilość błędów,

z których wiele jest całkowicie niepotrzebnymi prezentami dla cynicznej opozycji, błędów, z którymi należy jak najszybciej się uporać. Oceny przedstawione poniżej przeze mnie są na pewno bardzo subiektywne i często ułomne. Być może jednak staną się dobrą zachętą do debaty o kierunkach i praktyce naprawy Rzeczpospolitej, tak mocno zrujnowanej przez poprzednie rządy.

I. Gospodarka i polityka gospodarcza

Prezydent Andrzej Duda akcentował w prezydenckiej debacie telewizyjnej 7 maja 2015 r., że zamierza iść drogą reform Viktora Orbána, bo okazały się one skuteczne. A jednak przynajmniej w dwóch fundamentalnych sprawach: walki z biurokracją i wsparcia dla średnich i małych przedsiębiorstw jesteśmy ciągle daleko od węgierskich rozwiązań. Stąd nasuwające się pytania:

Continue reading „Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 1). Prof. Jerzy Robert Nowak”

Platforma Obywatelska – platforma mafijna, czyli 8 lat bezkarnego dojenia Polski

kwiatkowski_kulczyk

Wczoraj w TV Republika w programie „Zadanie specjalne” dziennikarze śledczy Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawniali taśmy z podsłuchanych w Pałacyku Sobańskich (siedziba Polskiej Rady Biznesu) rozmów między już dzisiaj nieżyjącym biznesmenem Janem Kulczykiem, a ówczesnym ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, prezesem Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim i związanym z ministrem infrastruktury Sławomirem Nowakiem biznesmenem Piotrem Wawrzynowiczem.

Rozmowy są bardzo obszerne, dziennikarze wybrali z nich tylko wątki związane z prywatyzacją spółki Ciech S.A., do której przekonywał Jan Kulczyk, posługując się różnymi metodami „nacisku” na ministrów rządu Tuska i prominentnych polityków Platformy.

Wynika z nich, że czołowi politycy Platformy byli dosłownie „na zawołanie” najbogatszego Polaka, przynosili poufne informacje na temat procesu prywatyzacji tej spółki Skarbu Państwa, do tego stopnia szczegółowe, że jego ludzie mogli rozmawiać z innymi potencjalnymi nabywcami tej firmy, aby nie przeszkadzały w jej przejęciu.

2. Przypomnijmy tylko, że pospieszna prywatyzacja CIECH S.A., na którą zdecydował się minister skarbu w połowie 2014 roku – jak wiemy z tzw. taśm prawdy – odbyła się na skutek mocnych nacisków przedstawicieli przyszłego inwestora na różnych polityków z rządu Platformy i PSL-u.

Tuż przed wybuchem wspomnianej afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort skarbu wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie będącego w jego posiadaniu pakietu kontrolnego akcji CIECH S.A. (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH S.A. (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję, i zakup doszedł do skutku.

3. Przypomnijmy także, że po ujawnieniu w połowie marca 2015 roku przez szefa CBA, że przekazał Prokuraturze Okręgowej w Warszawie kolejne 11 nagrań z podsłuchanymi rozmowami polityków i biznesmenów, a także w związku z opublikowaniem przez TV Republika w połowie lutego tego roku treści meldunków operacyjnych składanych przez osobowe źródła informacji agentom tego Biura, do akcji wkroczyła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Zażądała ona od Prokuratury Okręgowej materiałów dotyczących prywatyzacji CIECH S.A. na rzecz firmy Jana Kulczyka, w tym w szczególności treści rozmowy pomiędzy wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem a lobbystą i przyjacielem wielu prominentnych polityków Platformy, Piotrem Wawrzynowiczem.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych, co bardzo dobitnie potwierdzają ogłoszone w połowie tego roku wyniki finansowe CIECH S.A. za 2014 rok (zysk netto wzrósł aż o 320%).

4. Donald Tusk po wybuchu afery podsłuchowej i opublikowaniu części nagrań z udziałem prominentnych polityków Platformy sugerował nawet, że za aferą stoją służby zza naszej wschodniej granicy (podczas sejmowego wystąpienia w czerwcu 2014 roku mówił o scenariuszu pisanym cyrylicą), twierdził, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz wyjaśni te wątki do jesieni 2014 roku, później ewakuował się do Brukseli i zostawił ten cały „pasztet” swojej następczyni.

Ta przy rekonstrukcji rządu pozbyła się większości ministrów podsłuchanych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i Pałacyku Sobańskich, ale co jakiś czas ukazują się kolejne nagrania, a w nich nowe wątki dobitnie pokazujące, że politycy Platformy traktowali Polskę jak prywatny folwark.

Skoro wyjaśnienie tej afery trwa już ponad rok i do tej pory tylko niektórzy działacze Platformy ponieśli konsekwencje – i to zaledwie polityczne – to trudno się dziwić, że nowe taśmy dopadły na finiszu kampanii wyborczej premier Kopacz i kierowaną przez nią partię.

Zdaje się, że tej partii trudno będzie uzyskać w tych wyborach nawet 20% poparcie.

Dr Zbigniew Kuźmiuk
kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, poseł na sejm RP obecnej kadencji, poseł do PE w latach 2004-2009, wcześniej marszałek województwa mazowieckiego, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

To Tusk stworzył patologiczny system zdemaskowany przez taśmy i akta. W mafijnej III RP Kopacz jest tylko trybikiem — analiza Stanisława Janeckiego

tusk kopacz

Ironicznymi uśmieszkami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów. On w porę uciekł dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. Ewa Kopacz i jej ministrowie nie zasługują na dobrą ocenę, bo po prostu fatalnie rządzą.

Ale to, co dotyka obecnie ten gabinet, jest w ogromnej mierze dziełem Donalda Tuska. To najsłynniejszy uciekinier współczesnej Polski wybrał te „orły”, które dały się nagrać w dwóch warszawskich restauracjach, gdzie pokazali się jako zwykła pazerna i interesowna żulia, a nie elita władzy.

Wskazani przez Kopacz do politycznego odstrzelenia Sikorski, Arłukowicz, Biernat, Karpiński, Rostowski, Baniak, Gawłowski czy Tomczykiewicz to wybrańcy Tuska. Niebywała degrengolada wyłaniająca się z nagrań i akt prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie ukształtowała się, a potem systematycznie pogłębiała za premierowania Tuska.

Także nieogarniająca istoty rządzenia i polityki Ewa Kopacz na stanowisku premiera jest dziełem Tuska.

Jego dziełem jest też Elżbieta „Ale jaja, ale jaja” Bieńkowska, której wspaniałomyślnie umożliwił ucieczkę „od tego syfu” do Brukseli, dokąd sam czmychnął.

Te wszystkie ośmiorniczki i policzki wołowe, drogie wina, koszarowe dowcipy, knajacki język, prostytutki zapraszane do specjalnych gabinetów w restauracjach, to naigrawanie się z głupków pracujących za 6 tys. zł, to zgarnianie pod siebie wszystkiego, co się rusza i ma jakąkolwiek wartość, jest dorobkiem obecnego „prezydenta” Europy.

Donald Tusk uciekł, ale absolutnie nic go nie rozgrzesza. Bo to on stworzył patologiczny system, który został obnażony tylko dlatego, że ktoś tych wszystkich wygarniturowanych meneli nagrał. A teraz Tusk udaje, że to nie jego sprawa. Oczywiście, że jego, bo to styl sprawowania władzy, który Tusk rozwinął, wyprodukował te wszystkie okazy występujące pod przebraniem ministrów, wysokich urzędników, prezesów wielkich spółek czy doradców. Ta menażeria rozbestwiła się, zdemoralizowała, skorumpowała i nadęła pychą oraz bezgraniczną pogardą dla zwykłych ludzi u boku obecnego „prezydenta” Europy.

To, co się działo w rządzie, było ściśle splecione z partią. To Tusk wprowadził w PO zasadę dintojry jako jedynego sposobu rozwiązywania problemów.

To w partii trzeba było knuć, oczerniać, robić wszelkie świństwa, żeby wyciąć nieprawomyślnych. I to w partii wykuły się zwyczaje obsiadania różnych spółek, funduszy czy agencji w stylu żarłocznej szarańczy, żeby rzucić coś na żer własnym zwolennikom, a uniemożliwić dostęp do koryta stronnikom rywali.

To wszystko usłyszeliśmy na nagraniach z czasu walki Grzegorza Schetyny z Jackiem Protasiewiczem o przywództwo w strukturach PO na Dolnym Śląsku.

Nagrania z warszawskich restauracji robią tylko większe wrażenie, bo wygarniturowani menele są ze znacznie wyższej półki i mają bez porównania większą władzę.

Tusk odstawia teraz cyrk ze zdystansowaniem się od polskich spraw, ograniczając się do powściągliwych recenzji i dobrych rad. Ale przecież ten cały brud i okropny zapach, jaki niemal codziennie skądś wyłazi i wypełza, ma jego podpis, autoryzację i potwierdzenie odciskami palców oraz śladami DNA.

Ironicznymi uśmieszkami i recenzenckimi bąknięciami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów.

On w porę uciekł właśnie dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. I to okropne dziedzictwo Tuska nie wynika wcale z tego, że tak po prostu wyszło, choć intencje były jak najbardziej szlachetne. Nic podobnego.

System wyłaniający się z nagrań i akt dowodzi, że to była celowa i planowa polityka najsłynniejszego uciekiniera w historii III RP.

Właśnie taki zdegenerowany układ pozwolił Tuskowi na utrzymanie władzy przez siedem lat. Bo w tym całym bajzlu musiał istnieć rozjemca i ostateczny arbiter, który wszystkie gryzące się sfory trzymał na uwięzi i ściśle reglamentował im dostęp do koryta. Mógł być przez wielu znienawidzony, ale był potrzebny jako sędzia. Inaczej wszyscy by się pozagryzali. A poza tym musiała istnieć jakaś hierarchia dziobania, bo nawet przy największej skali korupcji i złodziejstwa dla wszystkich by nie starczyło.

W demokratycznym i transparentnym systemie, w którym nie ma wojen wewnętrznych, knucia i politycznych egzekucji, nie ma wystarczających emocji i motywacji potrzebnych do popierania lidera i uznawania go za zbawcę, a przynajmniej gwaranta trwania układu przynoszącego korzyści jego uczestnikom.

Tusk celowo zdegenerował partię i pozwolił na funkcjonowanie patologii na poziomie władzy wykonawczej, bo tylko chory system zapewniał mu niemal dyktatorskie rządy i opinię sprawnego gracza.

Zwolennicy i tak nie zdawali sobie sprawy, że te gry są puste i niezwykle destrukcyjne dla państwa i Polaków jako wspólnoty. Ważne było wrażenie, że Tusk nieustannie coś wygrywa, choćby obiektywnie nie miało to większego sensu i znaczenia.

Taka jest przecież zasada funkcjonowania organizacji przestępczych, co wielokrotnie i wszechstronnie zostało opisane. Społeczeństwo jest tylko ofiarą, zaś te organizacje świetnie się mają, a najlepiej ich bossowie.

Oczywiście nie twierdzę, że ekipa Ewy Kopacz jest lepsza, choćby dlatego, że sama pani premier była jednym z filarów pierwszego rządu Tuska, a potem jego namiestnikiem w Sejmie. Ewa Kopacz jest krwią z krwi Tuska, bo gdyby było inaczej, nie byłaby dziś premierem i p.o. szefowej partii. Jest krwią z krwi także dlatego, że wielu ludzi Tuska – również nagranych, ale jeszcze te taśmy nie wyciekły – zasiada w jej rządzie.

Ewa Kopacz pozostawiła też na stanowiskach skompromitowanych prezesów spółek skarbu państwa i szefów służb, które się nie sprawdziły. Pozbyła się kliku osób wyłącznie po to, żeby inni przetrwali, w tym ci „umoczeni” na nagraniach, zarówno tych już opublikowanych, jak i tych jeszcze ukrytych.

Ewa Kopacz zrobiła niewielki face lifting, ale system stworzony przez Tuska wciąż trwa, choć pewnie największe pasożyty musiały się na trochę przyczaić, bo klimat nie jest dobry po ujawnieniu taśm i prokuratorskich akt.

To wszystko oznacza, że w Polsce realnie coś się zmieni dopiero wtedy, gdy system stworzony przez Tuska przy pomocy PO straci władzę.

Żadne mniej lub bardziej „reformatorskie” rządy PO nie są w stanie niczego zmienić, bo musiałyby popełnić samobójstwo. I tak je zresztą popełniają, tylko to samobójstwo jest rozciągnięte w czasie.

autor: Stanisław Janecki

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/255851-to-tusk-stworzyl-patologiczny-system-odkryty-przez-tasmy-i-akta-kopacz-jest-tylko-trybikiem-a-tusk-zwial

Brudne geszefty III RP. Wysiłki Ewy Kopacz w obliczu afery taśmowej i rozkładu PO to próba leczenia nowotworu przy pomocy plastra – analiza dr. Zbigniewa Kuźmiuka

krauze

Decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

W mainstreamowych mediach, króluje narracja potępiająca nielegalne podsłuchy i jeszcze bardziej nielegalną prezentację zeznań świadków złożonych w prokuraturze w tej sprawie, natomiast bardzo rzadko politycy rządzącej koalicji i sprzyjający im dziennikarze nawiązują zarówno do treści podsłuchanych rozmów, jak i do zawartości akt tej sprawy, prowadzonej przez warszawską prokuraturę.

Mleko się rozlało, mimo starań prokuratury, aby zablokować strony internetowe różnych portali społecznościowych, prezentujące skany akt przesłuchań świadków w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Akta funkcjonują już w tylu miejscach przestrzeni cyfrowej, że te zabiegi prokuratury są przysłowiową walką z wiatrakami. Ponieważ mainstreamowe media swojej polityki informacyjnej nie zmienią i będą, jak sądzę, do końca broniły III RP, tym bardziej

trzeba prezentować opinii publicznej deale ministrów koalicji Platformy i PSL-u, i wielkiego biznesu, zawierane podczas lunchów, gdzie głównym daniem były ośmiorniczki zakrapiane drogimi winami.

W aktach tej sprawy można wyczytać, jak ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski snuł przed jednym z najbogatszych Polaków Janem Kulczykiem wizje robienia przez niego interesów na Ukrainie w sektorze energetycznym.

Sikorski był przymierzany przez Tuska do stanowiska komisarza ds. energetyki i właśnie z tej pozycji zobowiązywał się do promowania i chronienia interesów tego biznesmena na Ukrainie.

ciech sa

Pytany o to obecny marszałek Sejmu nie zaprzecza, że takie rzeczy Kulczykowi deklarował, ale broni się, że służby dyplomatyczne pod jego kierownictwem były nastawione na pomaganie polskiemu biznesowi w jego interesach z zagranicą. Tyle tylko, że czym innym jest wspomaganie przez naszych dyplomatów polskich przedsiębiorców na zagranicznych rynkach, a czym innym deklaracja urzędującego ministra spraw zagranicznych, że po objęciu ważnego unijnego stanowiska, będzie wspierał interesy konkretnego biznesmena, swoistego „przyjaciela Skarbu Państwa”.

Używam tego terminu, ponieważ tak się składa, że

Jan Kulczyk i jego firmy miały wyjątkowego nosa w całym okresie polskich przemian po roku 1989, jeżeli chodzi o udział w wielkich „prywatyzacjach” państwowego majątku.

Na bardzo korzystnych warunkach, jak to się na sejmowych korytarzach mówi – „za darmo i na raty”, uczestniczył w latach 90. poprzedniego stulecia w prywatyzacjach polskich browarów Wielkopolskich i Tyskich, później za rządów AWS-UW w słynnej prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, a ostatnio zabiegał przez wiele miesięcy o zakup pakietu kontrolnego CIECH SA [Ciech SA produkuje chemię do zbrodniczych, ludobójczych oprysków samolotowych (chemtrails)  przyp. TAW].

Szukał długo wsparcia w rządzie, rozmawiał na ten temat i z ministrami rządu Tuska, i szarymi eminencjami, które wokół tej ekipy funkcjonowały – z prezesem NIK, a nawet, jak mówi się na mieście, z nowym premierem (jedna z taśm ponoć zawiera rozmowę obydwu panów na ten temat).

Jak wynika ze skanów zeznań świadków z warszawskiej prokuratury, za pokaźną sumę uzyskał wreszcie przychylność ministrów rządu Donalda Tuska i prywatyzacja poszła jak z płatka.

Przypomnijmy, że tuż przed wybuchem afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort Skarbu Państwa wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie, będącego w jego posiadaniu, pakietu kontrolnego akcji CIECH SA (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH SA (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji, inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję i zakup doszedł do skutku.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora, zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych,

wszak pozbył się pakietu kontrolnego jednego z liderów europejskiego rynku chemicznego, koncernu, w którego składzie znajduje się 30 spółek krajowych i zagranicznych o przychodach ponad 4 mld zł rocznie.

To tylko jeden z wielu wątków tzw. afery podsłuchowej, a w mainstreamowych mediach tylko o nielegalności podsłuchów i jeszcze większej nielegalności opublikowania prokuratorskich akt zawierających zeznania świadków w tej sprawie.

Rozkład instytucji państwa i kompletna utarta wiarygodności ludzi Platformy i PSL-u, rządzących naszym krajem, jakie wyzierają z tych prokuratorskich akt, są tak porażające, że tylko krótki czas do wyborów parlamentarnych nakazuje wstrzemięźliwość w proponowaniu rozwiązań, które w demokratycznym państwie powinny być w takiej sytuacji podjęte.

W tej sytuacji podjęte w ostatnią środę decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

kuźmiuk

 

 

 

Dr Zbigniew Kuźmiuk

kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, publicysta, deputowany do Parlamentu Europejskiego 2004-2009 oraz 2014-2019, poseł na sejm RP IV i VII kadencji, marszałek województwa mazowieckiego 1999–2001, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski 1994–1996, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

O aferze taśmowej czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/afera-tasmowa/

Ewa Kopacz — natychmiast do dymisji! Pani już nie ogarnia tej kuwety, a swoim kompulsywnym uporem i elementarnym brakiem kompetencji zatopi pani Platformę jeszcze przed wakacjami

kopacz

Rok temu taśmy z „Sowa&Przyjaciele” doprowadziły do panicznej ucieczki premiera Donalda Tuska na z góry upatrzone europejskie pozycje. Premier Kopacz jest w dużo gorszej sytuacji, nie bardzo jest gdzie wiać. A wyciek z tak zwanego śledztwa prowadzonego przez tak zwaną niezależną prokuraturę zmiecie ją bez dwóch zdań. Zwlekanie nic tu nie da.

Muszą mieć miejsce bardzo poważne starcia, jeśli dochodzi nawet do wymiany ambasadora Stanów Zjednoczonych.

Gdy się słyszy, że Platforma planuje wydać 50 milionów na kampanię, w której między innymi hejtem w internecie ma ratować swój wizerunek, to złość w człowieka wstępuje. Ta zgraja kłamców, nieudaczników, złodziei, wszelkiego gatunku malwersantów, a pewnie i zdrajców,

zamiast zabrać swoje przebrzydłe fizjonomie i modlić się o łagodne wyroki, bezczelnie próbuje skorzystać z naszych wspólnych pieniędzy, by się przechować na budżetowych fuszkach.

Każdego dnia szkoda, by tolerować ten niby-rząd w tym przegniłym postpeerelu, który nam zgotowali. Czekanie do jesieni, by się ich pozbyć, jest „czekaniem na Godota”.

Wybory powinny być rozpisane jak najszybciej. Wakacje nie wakacje, nie ma na co czekać. Ciarki przechodzą, gdy się patrzy na tego gościa, który podaje się za marszałka sejmu, gdy bezrefleksyjnie oświadcza, że wyciek materiałów ze śledztwa „to jest demolowanie instytucji państwa”.

sikorski
Demolowaniem instytucji państwa jest to, że ktoś tak mierny mógł w Rzeczypospolitej dojść do takich niezasłużonych w żaden sposób zaszczytów

Demolowaniem instytucji państwa jest to, że ktoś tak mierny mógł w Rzeczypospolitej dojść do takich niezasłużonych w żaden sposób zaszczytów.

Tym bardziej, że jest bohaterem „taśm prawdy” i biesiadował za publiczne pieniądze.

Łaskawie za wino miał oddać, którym się raczył w knajpie, bo „wyżera” za darmo mu się należała.

Bezpretensjonalna arogancja tych person jest wręcz godna podziwu.

Pani premier jak gdyby nigdy nic pełni swoje obowiązki.

Ma posiedzenie rządu. Podwyższa płace minimalną. Realizuje spotkania na szczeblu. Rządzimy przecież, o co chodzi?

W zasadzie to trzeba przyznać, że nerwy ma jak Hans Kloss. Niejedna osoba na jej miejscu już by przechodziła odprawę na Okęciu z biletem do kraju, z którym Polska nie ma umowy ekstradycyjnej. A jaka jest gwarancja, że zaraz nie zaczną fruwać kwity ze Smoleńska?

Znaleźliśmy się w jakieś fantastycznej wręcz rzeczywistości, gdzie nie wiadomo, kto pociąga za sznurki. Kto kogo rozgrywa i z jakich pozycji. Co więcej, nie wiadomo kto tu tak naprawdę rządzi?

Prezydenta chwilowo nie ma. Andrzej Duda nie objął jeszcze stanowiska, a Bronisław Komorowski praktycznie zrejterował po dotkliwym laniu. Łabędzim śpiewem propaganda ostrzega, że Jarosław Kaczyński i tak będzie rządził z tylnego siedzenia.

To byłoby szczęście dla Polski. Bo teraz zupełnie nie wiadomo, kto tu wydaje dyspozycje. Premier sprawia wrażenie żałosnej marionetki porzuconej nawet przez Tuska.

Czy my mamy w ogóle coś takiego jak instytucje państwa, gdy bożyszcze internetu Zbigniew Stonoga jest w stanie zatrząść prokuraturą, służbami, rządem, sejmem?

I co więcej, jest nie do ruszenia nawet w ramach tego zbójeckiego systemu [to chyba dobrze, że ktoś wreszcie otworzył cuchnącą szafę z trupem, nie? – przyp. TAW]. Kiedyś na rzeczy były „ruskie serwery”, teraz ważną rolę odgrywają „chińskie serwery”, bo na nich zawieszono wyciek.

A w ogóle, czemu te taśmy z knajpianych dialogów są utajnione? Nagrano je w miejscu publicznym, rozmawiały osoby publiczne o sprawach publicznych, rachunki regulowano z środków publicznych i ponoć korzystano czasami z usług pań z domów publicznych. Wszystko powinno być jasne.

Tak jasne jak to, że czas już rozstać się z całą ta rozbestwioną hałastrą. Pani Ewo śmiało! Tego się nie da uratować. Jedyne, co pani może zrobić, to podać się dzisiaj do dymisji.

wPolityce.pl

 

Dlaczego Platformie aż tak bardzo zależy na nowych samolotach dla prezydenta Dudy i rządu premiera Kukiza? Czyżby w trybie nagłym odpalono projekt „Smoleńsk-2”?…

Rządowy Embraer
Rządowy embraer

Zapamiętajmy dobrze sekwencję faktów z ostatnich dwu dni: 2.06.2015 Inspektorat Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej ogłasza procedurę zamówienia publicznego na pozyskanie dwóch tzw. „małych” samolotów do transportu najważniejszych osób w państwie (wraz ze szkoleniem personelu latającego i technicznego oraz pakietem logistycznym), a 3.06.2015 r. następuje nagła awaria rządowego embraera z VIP-ami na pokładzie.

Zakonotujmy to sobie raz na amen, że pierwsze, drugie i trzecie osoby w państwie ani nie giną w „katastrofach” lotniczych, ani nie miewają przypadkowych lotniczych „awarii”. Próby medialnego ogarniania takich kwiatków to z reguły zwykła zasłona dymna dla zamulonych rtęcią i fluorem umysłów mniej dociekliwych obywateli.

Dzisiejsza najzupełniej przypadkowym przypadkiem przypadkowa „awaria” z drugą osobą w państwie na pokładzie warta jest z pewnością odnotowania i zapamiętania, gdyż może się w przyszłości okazać, że była taktycznym elementem obliczonym na mocne uzasadnienie i znaczne przyspieszenie

wdrożonego w trybie nagłym wielkodusznego projektu zakupu przez rząd Platformy Obywatelskiej floty latającej dla prezydenta Andrzeja Dudy i rządu Pawła Kukiza.

Wybór wykonawcy bowiem oraz podpisanie umowy planowane jest jeszcze w tym roku, a samoloty mają zostać dostarczone do 30 czerwca 2016 roku.

Dlaczego dogorywającej Platformie Antyobywatelskiej aż tak bardzo zależy na ułatwieniu życia swoim następcom?…

Zapamiętajmy dobrze sekwencję faktów z ostatnich dni, bo być może już za rok–dwa może się niestety okazać, że w tych własnie dniach został odpalony w trybie nagłym międzynarodowy projekt „Smoleńsk-2”. W grudniu 2009 przyszłe zagrożenie przyleciało do Warszawy w tupolewie „101” z rosyjskiej Samary. Skąd może przylecieć do nas w przyszłym roku?…

(taw)

Tomasz Arabski — pożyteczny idiota czy rządowy mafioso? Proces ws. 10/04 to hańba dla III RP, ale i szansa na nowe ustalenia

arabski

Tomasz Arabski to jedna z najciemniejszych postaci przygotowań, jakie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów prowadziła przed 10 kwietnia 2010 roku. Jego zaskakujące zachowanie i działania na długo zresztą przed 10 kwietnia były niczym wypowiedziana Prezydentowi RP wojna. Przy okazji 10 kwietnia ocierał się on z kolei o paktowanie z Rosjanami przeciwko śp. Lechowi Kaczyńskiemu.

Dziś pojawia się szansa nie tylko, by Arabski wraz z czwórką innych urzędników KPRM, odpowiedział za szereg oczywistych nadużyć, nagięć prawa i zaniedbań, ale również by wyjaśnił do tej pory utajone szczegóły rozmów z Rosją oraz przygotowań do wylotu z 10/04.

Arabski jako polityk z najbliższego otoczenia Donalda Tuska sam prowadził grę przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. To on odmówił mu samolotu, gdy prezydent chciał, jako najwyższy przedstawiciel Polski, wziąć udział w szczycie Unii Europejskiej.

Czy ta wojna o samolot i próba ograbienia prezydenta z jego kompetencji miała związek z grą, jaką rząd Tuska prowadził z Putinem?

Czy zaskakujące przygotowania do lotu do Smoleńska łączą się z wcześniejszą deprecjacją prezydenta i walką z Lechem Kaczyńskim?

Kto podejmował decyzję o niszczeniu Prezydenta Kaczyńskiego? Czy ta wojna była pomysłem autonomicznym władz, czy też ktoś ją podpowiedział rządowi?

To tylko kilka pytań, na które oskarżony Arabski powinien odpowiedzieć. Być może raz jeszcze…

Były szef KPRM to jednak również jedna z najbliższych ówczesnemu premierowi Tuskowi postaci. Można śmiało domyślać się, że ma on zatem wiedzę i o działaniach Tuska.

putin-tusk[6]

Jaka była treść rozmów na molo w Sopocie?

Z jaką świadomością Tusk podejmował rosyjską grę dyplomatyczną przeciwko Prezydentowi Kaczyńskiemu?

Na czyje zlecenie Arabski prowadził tajne negocjacje z rosyjskimi urzędnikami przed 10/04?

Co ustalano w rozmowach w cztery oczy?

Jakie były pierwsze reakcje rządzących na tragedię?

Co omawiano w pierwszych chwilach po tragedii?

Co kryje się za słynnym zdjęciem, ujawnionym przez „wSieci”, na którym widać uśmiechniętego Tuska i Putina?

Tusk Putin Smoleńsk2

Dzięki procesowi, jaki rozpocznie się po złożeniu przez rodziny smoleńskie aktu oskarżenia, pojawia się kolejna szansa na postawienie tych pytań oraz na szukanie odpowiedzi.

Jednak warunek jest jeden: Arabski i czwórka innych urzędników muszą poczuć, że ich bezpieczeństwo i wolność są realnie zagrożone. Tylko wtedy mogą zacząć mówić to, co wiedzą, lub naprowadzać na nowe wątki sprawy. Jeśli Arabski i inni oskarżeni poczują się przyciśnięci do muru, być może zaczną mówić więcej, niż chcieliby rządzący oraz prokuratura, starająca się badać sprawę 10/04 tak, by nic nie znaleźć.

Wydaje się, że obecnie jest szansa na pewną grę wobec Arabskiego. Utracił on bowiem swoich patronów i mocodawców. Tusk jest w Brukseli, Sikorski zepchnięty na boczny tor, a Kopacz tak nieudolna, że zajmuje się ratowaniem swoich rządów.

Ci, którym zależy nie tylko na wyciągnięciu odpowiedzialności za zaniedbania urzędników, ale również na próbie wyjaśnienia samej tragedii, mają tu nowe możliwości. Daje je odważna i godna podziwu decyzja rodzin smoleńskich, by wziąć na siebie ciężar obowiązków upadłego państwa polskiego, które choć ustaliło długą listę urzędniczych przestępstw, nie chce pociągnąć nikogo do odpowiedzialności za przyczynienie się do śmierci 96 Polaków, w tym prezydentów, generałów, polityków i innych ważnych osobistości.

Dla III RP urzędnicze przestępstwa zakończone śmiercią Prezydenta RP to działania o małej szkodliwości społecznej. Jedynie rodziny smoleńskie oczekują odpowiedzialności. I działają, wbrew całemu aparatowi władzy.

Prywatny akt oskarżenia to kolejny dowód odwagi cierpiących rodzin i kolejna hańba III RP. To także szansa, by sprawdzić, czy ws. 10/04 Arabski to pożyteczny idiota, czy element zbrodniczego planu.

W Dniu Astrologa (państwowe i kościelne święto Trzech Astrologów) dr Piotr Piotrowski prezentuje astrologiczną prognozę dla Polski i świata na 2015 rok

2015

Przed wyborami może dojść do rewolucji i przetasowań. Znów będzie mówiło się o prezydencie Putinie, ktoś niemile zaskoczy Bronisława Komorowskiego, a w połowie roku układy planetarne zapowiadają wstrząs dla Leszka Millera – z astrologiem dr. Piotrem Piotrowskim rozmawia Piotr Cielebiaś.

Panie Piotrze, 2014 był dla świata rokiem niepokojów i napięć. Co gwiazdy mówią o roku 2015? Co będzie w nim „hasłem przewodnim”?

– Trudno się dziwić, że poprzedni rok jawi się nam jako czas niepokojów i napięć, skoro według pewnej tradycji astrologicznej był to Rok Saturna – planety przeklętej, najbardziej złowieszczej, przynoszącej trudne doświadczenia i wyzwania. Rok 2015 upłynie nam z kolei pod panowaniem Jowisza, którego astrologowie kojarzą ze wzrostem, obfitością, szczęściem i dobrobytem. Trudno jednym prostym symbolem astrologicznym opisać całą złożoność świata i kierunku, w którym zmierzamy. Tym niemniej pod wieloma względami powinien być to rok łatwiejszy, ale to jest trend ogólny. Gdy przyjrzymy się konkretnym sprawom bardziej wnikliwie, okazuje się, że wcale nie musi być tak różowo…

W polskich mediach tematem numer jeden była Ukraina i polityka Władimira Putina. Jaka przyszłość rysuje się przed naszymi sąsiadami? Co nowy rok przyniesie Poroszence i prezydentowi Rosji?

– Powinniśmy bać się Putina. Nie dlatego, że jest jakoś szczególnie groźny, lecz z powodu jego nieobliczalności. W 2014 r. prezydent Rosji pozostawał pod wpływem opozycji Urana do Słońca – taki układ planet zdarza się tylko raz w życiu i zawsze wiąże się z dewastującymi zdarzeniami. Skłania do rebelii i buntu, wywoływania sporów oraz chęci zaprowadzenia nowego porządku bez liczenia się z konsekwencjami. To była też ważna lekcja dla samego Putina, któremu – w swojej omnipotencji – mogło się wydawać, że z każdą przeszkodą jest w stanie sobie poradzić. Z kolei w 2015 r. Słońce w horoskopie tego polityka pozostanie pod wpływem Plutona wywierającego jeszcze trudniejszy wpływ na sposób sprawowania władzy. Można powiedzieć, że Putin nie odsłonił jeszcze wszystkich kart. Na pewno nie wycofa się z podjętych działań. Wręcz przeciwnie, umocni swoją politykę wymuszania i zastraszania, i jeszcze zostanie za to nagrodzony, o czym świadczy w jego horoskopie Jowisz przechodzący w styczniu, a później w połowie roku przez medium coeli, a więc przez punkt władzy, zwiastując zaszczyty i sukcesy polityczne. Jedynym zmartwieniem prezydenta Rosji będą pieniądze i w ogóle sprawy ekonomiczne, nad którymi nie będzie miał wystarczającej kontroli.

Z kolei w horoskopie zaprzysiężenia prezydenta Poroszenki obecnie i później, w połowie roku, Jowisz przechodzi przez ascendent, przynosząc czas wzrostu, ekspansji i rozwoju, a także ogólnej prosperity, przynajmniej w kontekście wizerunkowym.

Innym tematem były mnożące się afery i skandale na szczytach władz. Afera taśmowa, gafa Sikorskiego, afera madrycka, afera wyborcza… Czy i ten rok upłynie dla polskiego parlamentu pod takim znakiem?

– Jak wiemy afery były, są i będą, a mówienie o nich wydaje się być dziś banalne, bo w gruncie rzeczy stanowią one nieodłączną część folkloru politycznego podsycanego przez media gorączkujące się sensacyjnymi informacjami. Jeżeli w poważnej debacie publicznej stawiane są oskarżenia o zamordowanie prezydenta, to czym jest przy nich tak zwana afera wyborcza czy gafa marszałka Sikorskiego? Tego typu afery czy gafy stanowią albo skutek wadliwości systemu, albo świadczą o charakterologicznych mankamentach polityków, ci zaś wybierani są przecież spośród nas. To też są ludzie ułomni, ze swoimi słabościami i wadami, więc naiwnym byłoby oczekiwać, że będą zachowywać się zawsze grzecznie i przykładnie. Nie trzeba patrzeć w gwiazdy, żeby tropić afery. Astrolog zresztą nie musi przed tym nikogo ostrzegać.

2015 będzie też rokiem prawdy dla polskiej sceny politycznej. Kto wygra wybory parlamentarne? Kto będzie premierem? Co z Jarosławem Kaczyńskim?

– W tych wyborach gra toczy się właściwie o to, czy po raz trzeci zwycięży Platforma Obywatelska, czy też może uda się zdobyć większość Prawu i Sprawiedliwości. Otóż nie można ignorować Jarosława Kaczyńskiego. W horoskopie tego polityka w latach 2015-2016 Pluton będzie uściślał koniunkcję do medium coeli. Nie musi to oznaczać przejęcia władzy, chociaż gdy w latach 2005-2007 Pluton tworzył opozycję do Słońca, Jarosław Kaczyński stanął na czele rządu. Sytuacja może się powtórzyć, ponieważ prezes PiS jeszcze nigdy nie był tak zdeterminowany jak obecnie. Należy się przygotować właściwie na każdy scenariusz. Poza Plutonem w horoskopie tego polityka wpływ swój będzie roztaczał bowiem Neptun tworzący kwadraturę do Merkurego, a to oznacza czynienie najrozmaitszych zabiegów, zwykle pokrętnych, względnie mglistych i niejasnych, by osiągnąć swe cele. Neptun nie daje siły przekonywania, bywa jednak uwodzący.

Z kolei w znanym mi jedynie bez godziny urodzenia horoskopie premier Ewy Kopacz nie dzieje się nic, przed czym trzeba by ostrzegać. Tymczasem w horoskopie PO wydaje się, że kryzysy, w tym także personalne, jakie miały niedawno miejsce, są już przeszłością. Tym niemniej progresywne Słońce utworzy jesienią koniunkcję z Uranem. To nieprzewidywalna konfiguracja – albo lider ugrupowania czymś nas zaskoczy, albo stanie się coś porównywalnego z rewolucją, jakimś gigantycznym przewrotem i zarazem początkiem nowego rozdziału w historii tej partii. To może być albo zaskakujące zwycięstwo, albo załamanie dotychczasowych sukcesów, względnie – co bardziej prawdopodobne – obranie zupełnie nowego kursu, co i dla wyborców, i komentatorów będzie nieco szokujące. Jeżeli PO chciałaby wygrać, to wybory parlamentarne powinny zostać rozpisane na 4 października 2015 r.

A czy w wyborach prezydenckich Komorowskiego zaskoczy jakiś kontrkandydat? Co gwiazdy mówią o przyszłości prezydenta?

– Horoskop obecnej prezydentury był na wskroś niekorzystny. Bronisław Komorowski objął władzę podczas wyjątkowo fatalnych wpływów planetarnych, lecz mimo to miał on dwie drogi: konfliktu albo stania z boku, niczym król, który jest poza całym tym zgiełkiem. Wybrał drugą możliwość, znacznie spokojniejszą, a już na pewno dającą mu dystans do bieżących wydarzeń, za co zresztą też był krytykowany. Była to jednak droga bezpieczna i gwarantująca przedłużenie kadencji, bo – jak już się wielokrotnie przekonaliśmy – na wszczynaniu awantur nikt jeszcze wielkiego kapitału politycznego nie zbił.

Gdyby miał się pojawić jakiś rywal Bronisława Komorowskiego, wiedzielibyśmy już o nim w grudniu 2014, bo to właśnie wtedy w horoskopie prezydenta Saturn tworzył koniunkcję z descendentem. Nie znaczy to wcale, że kontrkandydat nie „wyskoczy” później. Tak czy owak, będąc pod wpływem Saturna, prezydent będzie musiał teraz dokonać dość bolesnej weryfikacji ludzi w swoich szeregach. Na niektórych się zawiedzie, i to poważnie, inni zaś wykażą się lojalnością, jakiej by się po nich nie spodziewał.

W czasie wyborów prezydent pozostanie także pod wpływem Neptuna tworzącego kwadratury do Wenus i Merkurego. To jest układ, który mami i zwodzi. Najlepszą strategią byłoby zatem mówienie o konkretach, ponieważ ktoś mógłby zrobić użytek z wszelkich nieścisłości, niedopowiedzeń czy braku precyzji. Z drugiej strony jest to dobry układ do mydlenia ludziom oczu, czyli czegoś, co politycy robią na co dzień.

Zostańmy jeszcze na chwilę przy polityce. Czy lewica zjednoczy się przed wyborami? Co czeka w roku 2015 Leszka Millera?

Leszek Miller przez ostatnie lata miał już tyle niepowtarzalnych szans astrologicznych na to, aby wyjść z impasu, że teraz musiałoby przyjść istne trzęsienie ziemi, żeby go zmobilizować do działania. Co ciekawe, takie trzęsienie właśnie nadchodzi w połowie roku, co będzie podyktowane wpływem Urana tworzącego w horoskopie tego polityka koniunkcję do ascendentu. To jest idealny czas na to, aby zaskoczyć nie tylko swoich przeciwników politycznych, lecz także samego siebie. Czy Miller zdolny byłby do nagłego zrywu, do radykalnej zmiany wizerunku, a nawet zaszokowania wyborców? O ile problemy zdrowotne nie staną mu na drodze, to sądzę, że on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to jego ostatnia szansa.

W 2014 r. polscy piłkarze rozochocili kibiców pasmem dobrych występów. Jaki horoskop ma pan dla reprezentacji?

– Astrologia sportu to odrębny dział. Istnieją techniczne możliwości przewidywania konkretnych meczów, walk czy spotkań, lecz o ich wyniku decyduje dokładny początek turnieju. W 2012 r. sprawdzałem te astrologiczne metody na przykładzie rozgrywek Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej i właściwie dopiero w fazie pucharowej, włącznie z finałem Mistrzostw, dawały one zdumiewająco trafne rezultaty. A więc najpierw musi być horoskop rozpoczęcia meczu, żeby móc coś konkretnego o nim powiedzieć. Najlepiej, aby był to mecz w jakiś sposób rozstrzygający. W przeciwnym razie dysponujemy jedynie horoskopami poszczególnych zawodników lub trenera, z których – biorąc je wszystkie pod uwagę – nie wynika żaden miarodajny rezultat. Jest po prostu za dużo zmiennych astrologicznych.

Co z polityką USA i Państwem Islamskim?

– Polityka Stanów Zjednoczonych się zaostrzy, głównie wobec zagrożenia, jakim jest Państwo Islamskie, ale nie tylko. W horoskopie tego kraju śmiercionośny i zarazem transformujący Pluton tworzy już od 2014 r. opozycję ze Słońcem. To jedna z najtrudniejszych konfiguracji planetarnych mająca miejsce – co warto podkreślić – pierwszy raz w historii USA. Niesie ona bardzo duże zagrożenie dla władzy i stabilności państwa, lecz z drugiej strony daje siłę do przetrwania, nawet gdyby zaczął się realizować najbardziej ponury scenariusz. Mimo to zagrożenie dla bezpieczeństwa Ameryki jest dziś największe od czasu zamachu na WTC i Pentagon w 2001 r.

Czy 2015 r. przyniesie coś, co wstrząśnie posadami świata? Dla kogo będzie to dobry rok?

– Dla jednych będzie dobry, dla innych zły, chociaż daleki byłbym od takich uogólnień. Każdemu przyniesie coś innego. Co konkretnie? Zależy od horoskopu indywidualnego, który sporządza się na dokładny dzień, godzinę i miejsce urodzenia. Jednak to, co do tej pory wstrząsało posadami świata, a o czym astrologowie informowali już wiele lat temu, to dziejowa w swej wymowie kwadratura Urana z Plutonem, której wpływ ostatni raz odczujemy w marcu 2015. Ten nadzwyczajny układ planet towarzyszy nam przez ostatnie kilka lat i wiąże się między innymi z kryzysem gospodarczym i konsekwencjami, które z niego wynikają. Warto dodać, że podobny układ planet miał miejsce w latach trzydziestych XX w., czyli również podczas potężnego wstrząsu ekonomicznego. Można zatem powiedzieć, że w 2015 r. zamyka się niechlubny cykl i przynajmniej od niektórych utrudnień i zawirowań powinniśmy być wolni.

Niemniej jednak pod koniec roku dojdzie z kolei do innej ważnej konfiguracji. Będzie to kwadratura pomiędzy Saturnem a Neptunem, która już od dawna wiąże się z dynamiką utopii politycznych, zwłaszcza komunizmu. To zwiastować może przesilenie sytuacji w Korei Północnej, Chinach lub na Kubie, a poniekąd także w Rosji, która ma ambicję powrócić do zimnowojennego ładu świata.

Piotr Piotrowski – dr n. hum., filozof, astrolog, autor wielu profesjonalnych książek astrologicznych, nauczyciel astrologii, prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego. Prowadzi blog Astrologia Wydarzeniowa.

źródło: http://strefatajemnic.onet.pl/przepowiednie/co-nas-czeka-w-2015-roku-prognozy-czolowego-polskiego-astrologa/vpklx

Komentarz TAW

Putina bać się nie należy, militarnie na Polskę nie napadnie, gdyż napadł ją był już dużo wcześniej… ekonomicznie i „dyplomatycznie” (czytaj: agenturalnie). Płacimy za ruski gaz najwięcej w Europie, „polskie państwo praktycznie nie istnieje”, rosyjska agentura rozdaje w Warszawie karty nieprzerwanie od co najmniej pierwszego rozbioru Polski – po co Putinowi byłaby potrzebna do szczęścia jeszcze napaść militarna? I Putin, i cały świat dobrze wiedzą, jak reagują Polacy w razie rzeczywistego zagrożenia militarnego. Wiedział to nawet Stalin, gdyż w Sierpniu’44 zobaczył na własne oczy, do czego (w razie czego) zdolni są Polacy – i nawet on (!) nie odważył się na oficjalne wcielenie Polski do Związku Radzieckiego.