Zamykanie whistleblowerów (demaskatorów) w – do dziś działających w Polsce – stalinowskich psychuszkach

Maria Ziemiańska - torturowana psychiatrycznie demaskatorka eksperymentów medycznych i przemocy w placówkach psychiatrycznych i DPS-ach
Maria Ziemiańska – torturowana psychiatrycznie demaskatorka „układu krakowskiego” oraz eksperymentów medycznych i przemocy w placówkach psychiatrycznych i DPS-ach

Dzięki interwencjom internautów oraz osób oglądających nagrania z Marią Ziemiańską na YouTube personel Szpitala Psychiatrycznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie nie aplikuje jej już przymusowo „leków” i zastrzyków. Maria Ziemiańska odmawiała ich przyjęcia, ale do tej pory faszerowano ją „lekami” i zastrzykami pod przymusem. Ten proceder został obecnie zaniechany, zwrócono jej również do użytku odebrany wcześniej bezprawnie telefon komórkowy.

Co mają w tej sprawie do powiedzenia polski wymiar sprawiedliwości, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz pozostałe organizacje powołane do obrony godności osoby ludzkiej? Kiedy instytucje do tego powołane wniosą wreszcie na forum publiczne temat przemocy psychiatrycznej stosowanej w krajach cywilizowanej ponoć Unii Europejskiej?

Dr Zbigniew Kękuś złożył do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez sędziego wobec Marii Ziemiańskiej, która jest osobą wolną i nie powinna być wbrew swojej woli przetrzymywana w szpitalu psychiatrycznym, nie mówiąc o faszerowaniu jej psychotropami.

W sprawę uwolnienia włączyło się też Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu z Bielska-Białej. Oto jeden z listów do dyrekcji szpitala, jaki wystosował jeden z członków stowarzyszenia, Krzysztof Musialski:

„Szanowny Panie Dyrektorze,

Po zapoznaniu się z materiałem dostępnym na stronach internetowych dotyczącym pani Marii Ziemiańskiej, która przebywa na oddziale zamkniętym, wyrażam swoje głębokie zaniepokojenie, oburzenie i sprzeciw wobec nagannego zachowania personelu medycznego, zarejestrowanego za pomocą telefonu komórkowego. Podstępne pozbawienie p. M. Ziemiańskiej ww. telefonu, w rzeczywistości będące karą za informowanie o swojej sytuacji i postępowaniu pracowników szpitala, jest niegodne i zasługuje na stanowcze potępienie. Straszenie przymusowym „podawaniem” leków człowieka zachowującego się spokojnie i niestwarzającego zagrożenia sobie ani otoczeniu (co wyraźnie słychać na nagraniu) przywodzi na myśl najczarniejszy okres w dziejach „medycyny” – okres tzw. psychuszek. W trosce o zdrowie i życie pani Marii Ziemiańskiej proszę Pana Dyrektora o interwencję w przedmiotowej sprawie i wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób winnych zaistniałej sytuacji”.

Z poważaniem

Krzysztof Musialski

Szpital "specjalistyczny" im. dr. J. Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie
Szpital „specjalistyczny” im. dr. J. Babińskiego w Krakowie-Kobierzynie

Przerażające są niektóre komentarze, które znalazły się pod filmikami na YouTube i na blogu Monitor-Polski.pl. Czytamy m.in.:

˜Control

Ważne! W roku 2007 BYŁEM W TAKIEJ SAMEJ SYTUACJI JAK PANI ZIEMIAŃSKA. DOKŁADNIE TA SAMA PROCEDURA. DANO MI SILNE OGŁUPIACZE I PODSUNIĘTO CZYSTĄ KARTKĘ, NA KTÓREJ ZŁOŻYŁEM MÓJ PODPIS WŁASNORĘCZNY. POTEM NA CZYSTEJ CZĘŚCI DOPISANO TREŚĆ: ”WYRAŻAM ZGODĘ NA POBYT W SZPITALU ORAZ ZGODĘ NA LECZENIE MNIE”. PO KILKU LATACH TJ 2013 ROKU ODKRYŁEM TEN SZWINDEL. PO LEKACH, PO TYCH TRUCIZNACH PRZESZEDŁEM ROZLEGŁY ZAWAŁ SERCA. DOPROWADZONO MNIE DO POWAŻNEGO USZCZERBKU NA ZDROWIU. PRZYPISANO MI (BEZ TESTÓW MMPI ) CHOROBĘ DWUBIEGUNĄ, CHOROBA TA JEST NIEULECZALNA! W ROKU 2011 ZOSTAŁEM PRZEBADANY PRZEZ BIEGŁYCH PSYCHOLOGÓW, KTÓRZY NIE STWIERDZILI U MNIE ŻADNEJ CHOROBY. TERAZ I W 2007 ROKU (CHOROBA TA JEST NIEULECZALNA) ZGŁOSIŁEM SPRAWĘ DO PROKURATURY. CZEKAM. NA 100 % NIE ODPUSZCZĘ!

SZCZEGÓŁY DLA KAŻDEGO ZAINTERESOWANEGO NA MAILA , MÓJ MAIL: BIUROPFLEGEMICHAEL24(AT)GMAIL.COM
TO SAMO MOGĄ ZROBIĆ PANIE ZIEMIAŃSKIEJ.
TO ZNANA PROCEDURA MORDERCÓW I PSYCHOPATÓW, LEKARZY PSYCHIATRÓW.

˜Premizlaus Crucifixus
Gdy miałem 12 lat, psychiatra mi przepisała ten Haloperidol i od niego zaczął mi po jakimś czasie sztywnieć język i nie mogłem się wypowiedzieć. W dalszej części mogłoby się dziać coś gorszego, ale na szczęście pobyt w szpitalu mnie uratował. Sama ordynatorka mnie badała i od razu zgadła od jakiego leku/trucizny mam dane objawy. Przez to moje 13. urodziny spędzałem w szpitalu. Okazało się, że nie potrzebowałem w ogóle tego „leku”. Takich to mamy psychiatrów w Polsce, którzy sami powinni się leczyć.

˜Iwona Panek

Praktyki zamykania ludzi zdrowych w szpitalach psychiatrycznych są stosowane w Polsce od lat, i dla przykładu: moja córka we wrześniu 1986 chciała odwiedzić mnie na Oddziale Chirurgicznym Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie, ale do mnie nie dotarła i odnalazłam ją poprzez znajomych. Po wypisaniu się ze szpitala na własne zadanie – odnalazłam córke w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Broniewskiego w Szczecinie (stary budynek) i była w stanie opłakanym , uśliniona i bez żadnego kontaktu. Szpital nie zglosil tego PRZESTEPSTWA ani na POLICJE ani do PROKURATURY a corce PRZYPISALI lekarze ,, chorobę o nazwie schizofrenia paranoidalna ,, i od tej pory zostalysmy poddane ciężkim represjom sadowo – prokuratorsko urzędniczym i tak corka została ZAMORDOWANA przez szczecińskich ,, LOWCOW SKOR ,, poprzez LINCZ w szpitalu miejskim w szczecinie ; a mnie po UPROWADZENIU w dnia 08 05. 2003 r bez nakazu sadowego przez MOPR i POLICJA w Szczecinie , PROPONOWALI PODWOZKE DO SZPITALA PSYCHIATRYCZNEGO na PRZYKAZ SPOLEK z o. o. KRYSTNA LEBIEDA ,, Dom ,, Zarzadzanie Nieruchomosciami ul Smolanska 3 w Szczecinie i KONSORCJUM KOWALCZYK BOM – 7 ,, majora HENRYKA KOWALCZYKA emeryta wojskowego i bylego kierownika POZWANE GAM – Wojskowa Agencja Mieszkaniowa Oddzial w Szczecinie ul Potulicka 2 . a wszystkie te BARBARZYNSKIE METODY dla ,, OPROZNIENIA mieszkania ,, ZAMIENNEGO -KOMUNALNEGO przy ul. DUNIKOWSKIEGO 17/11 z osob i rzeczy ,, dla tych SPOLEK z o. o. UPROWADZONA w 2003 wnuczka dla której USTANOWILAM sia poprzez SAD REJONOWY CENTRUM W SZCZECINIE, rodzina zastepcza w 2000r , do dnia dzisiejszego nie może wrocic do mnie a ja jestem w szczecińskich SADACH REPRESJONOWANA , INWIGILOWANA, OSZUKIWANA, OKRADANA i TERRORYZOWANA KORESPONDENCYJNIE , EKONOMICZNIE ,bo ZABANO NAM MIESZKANIE , RENTE RODZINNA po ZAMORDOWANEJ corce, a na mojej EMERYTURZE w ZUS w Szczecinie PASA się KOMORNICY SADOWI za naliczanie czynszu – ,,ZA BEZUNOWNE KORZYSTANIE Z LOKALU”, a UNOWY NAJMU NIE CHCE MI WYDAC GAM – WAM Oddzial w Szczecinie, bo ddla PRZEKRETOW MIESZKANIOWYCH nierespektuje Prawomocnego TYTULU EGZEKUCYJNEGO sygn. akt VII RC 2498 /1978 pkt IV Sad Rejonowy Centrum w Szczecinie i sygn. akt IX Co 680/09 Sad Rejonowy Prawobrzerze i Zachod w Szczecinie i sygn., akt V K 321/02 , V Kp 573/07 i inne SAD REJONOWY CENTRUM W SZCZECINIE V WYDZIAL KARNY UL KASZUBSKA 42 i sygn. akt I C 107/09 . I C 106/09 , I C 713/10 i inne SAD OKREGOWY ul Piotra Skargi 19 w SZCZECINIE i II instancja: sygn. akt I ACa 57/11 i I ACo 130 /14 SAD APELACYJNY ul Mickiewicza 163 w Szczecinie, dotyczy sygn. akt OOP 10/2008/2011/2012 i inne Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie. Wnuczke odnalazłam po trzech miesiącach poszukiwan u EMERYTA WOJSKOWEGO JAROSLAWA LAPUSZKA ul Ks ROBAKA 1 /2 w Szczecinie , a ja w tej CI…

˜PolishLovePolice
Przecież tak się dzieje w szpitalach psychiatrycznych w Polsce od wielu lat i jest to normą. Sprawa pani Marii nie jest wyjątkiem, bo w Polskich psychuszkach zamyka się wielu zdrowych ludzi, a spraw najczęściej nie ma kto nagłośnić. Ludzie zdrowi niekoniecznie opuszczają szpital w swej dawnej kondycji psychicznej. Wystarczy spięcie pasami osoby posiadającej lekką klaustrofobię albo uniemożliwienie kontaktu z bliskimi w sytuacji kryzysowej. Personel ma wiele środków, aby wyprowadzić z równowagi zdrową osobę, tak by ta swoim zachowaniem dała podstawy do wszczęcia leczenia przymusowego już w pierwszych dniach „obserwacji”.

za: AlexJones.pl , Monitor-Polski.pl

To nie wszystko. Polskich współczesnych psychuszek ciąg dalszy:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/07/psychuszek-ciag-dalszy-tortury-psychiatryczne-na-96-letnim-stanislawie-adamczyku/

 

Znowu ten wrocławski sąd. Powrót do stalinowskich metod sądzenia?

Prześladowca więźnia politycznego Grzegorza Brauna - sędzia Krzysztof KORZENIEWSKI
Sędzia Krzysztof Korzeniewski

Zaiste, gdy analizuje się tę sprawę, to aż chce się odnieść do postępowania sądu pamiętne porównania sędziego Igora Tulei, że postępowanie wymiaru sprawiedliwości „budzi (…) skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. – czasów najgłębszego stalinizmu”. Oby tylko finał był inny niż wtedy, a Grzegorza Brauna nie odwiedził seryjny samobójca, gdy zejdzie do piwnicy po ogórki do obiadu.

Co wolno w Polsce?

Wolno np. nazwać papieża – głowę największego Kościoła na świecie i zarazem głowę suwerennego państwa, z którym Rzeczpospolita utrzymuje stosunki dyplomatyczne – „chu…”.

Wolno zapowiedzieć prezesowi największej opozycyjnej partii i zarazem byłemu premierowi, że zostanie zastrzelony, wypatroszony, a jego skóra będzie wystawiona na sprzedaż.

Wolno nazwać opozycję „watahą” i zapowiedzieć jej „wyrżnięcie”.

Wolno nazwać ludzi modlących się publicznie „kandydatami do kliniki psychiatrycznej”.

Wolno, jak się jest z odpowiedniej rodziny, podpisywać umowy fałszywym nazwiskiem i robić interesy z aferzystą, ewentualnie urządzać szaleńcze jazdy po polskich drogach, łamiąc za jednym zamachem osiemdziesiąt przepisów.

Wolno nazwać profesorem człowieka, który nie ma matury, ma za to dobre stosunki z Niemcami i Żydami.

Wolno podsłuchiwać obywateli bez żadnego powodu.

Wolno lewackim celebrytom używać określeń rasistowskich.

Czego w Polsce nie wolno?

Nie wolno wyśmiewać głupoty prezydenta, który nie umie napisać jednego zdania bez błędów ortograficznych.

Nie wolno nazwać premiera, który głową państwa nie jest „matołem”.

Nie wolno napisać w Internecie, że należałoby się pozbyć premiera, który szkodzi Polsce.

Nie wolno podważyć tego, co mówi premier, zwłaszcza gdy mówi, że w Smoleńsku nie było zamachu.

Nie wolno nazwać homoseksualizmu „odchyleniem od normy”.

Nie wolno nazwać pewnych dziennikarzy duchowymi spadkobiercami KPP, chociaż czołowy ich przedstawiciel pochodzi z rodziny ukraińskich komunistów, a jego brat jest stalinowskim zbrodniarzem.

Nie wolno wytknąć lewackiemu autorytetowi, że w młodości był stalinowskim bandytą.

Nie wolno napisać, jak naprawdę zginął pewien profesor.

Nie wolno ujawniać tego, co mówią politycy, gdy myślą, że nikt ich nie słyszy.

No i przede wszystkim nie wolno kwestionować tego co mówi sędzia, nawet jak mówi głupoty, jest w oczywisty sposób stronniczy i nieobiektywny, a czasem wprost „wynajęty”do załatwienia określonej sprawy w określony sposób.

O tym ostatnim przekonał się na własnej skórze niepokorny reżyser Grzegorz Braun, który kilka dni temu został skazany na siedem dni aresztu, bo sędzia poczuł się urażony jego zachowaniem. O co poszło?

Siedem lat zastanawiania się sądu

Sprawa Grzegorza Brauna przed wrocławskim sądem ciągnie się już od siedmiu lat. W 2008 roku podczas patriotycznej manifestacji we Wrocławiu Grzegorz Braun poprosił (a jeśli nawet zażądał, to zgodnie z przysługującym mu prawem) jednego z policjantów, aby ten się wylegitymował, zanim dokona jego zatrzymania. Funkcjonariusz nawet nie odpowiedział, bowiem jego przełożony miał mu powiedzieć: „Co się będziesz z nim pier..lił”. Po czym reżyser został rzucony na ziemię i skuty kajdankami. „To jest bandytyzm” – ocenił (i nadal tak ocenia). Reżyser złożył wówczas skargę na bezprawne zatrzymanie. Skarga została odrzucona. Wkrótce potem Grzegorz Braun został oskarżony o… pobicie 5 policjantów.

Prześladowany w III RP opozycjonista i więzień polityczny – Grzegorz Braun
Prześladowany w III RP opozycjonista i więzień polityczny – Grzegorz Braun

Gdyby proces (na koszt podatników) nie ciągnął się już 6 lat, całe to oskarżenie byłoby wręcz śmieszne – nawet dziecko nie uwierzyłoby, że jeden mężczyzna może pobić pięciu innych uzbrojonych w pałki i broń ostrą. Ale wrocławski sąd wierzy i od sześciu lat sprawia wrażenie, że usilnie szuka jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który pozwoli mu dowieść, że jest to możliwe, jakoby Grzegorz Braun bił funkcjonariuszy policji (po kolei? na wyrywki?), a ci stali i czekali na swoją kolej. Sąd oczywiście nie dostrzegł, że mogło dojść do sfałszowania podstawowych dowodów w sprawie, np. dokumentów policyjnych, z których wynika, że ten sam funkcjonariusz, w tym samym czasie był badany alkomatem i w zupełnie innym miejscu poddawał się obdukcji lekarskiej.

Do pudła!

Za co więc Grzegorz Braun został skazany na więzienie? Cóż, wiele wskazuje, że za to, iż błędy takie wykazuje (chociaż oficjalny powód był oczywiście zupełnie inny). Zdaniem sądu reżyser miał nazwać policjanta – tego, który zatrzymał go 6 lat temu – „bandytą” i „złodziejem”. Reżyser przyznaje, że nazwał go „bandytą”, ponieważ na to wskazywało jego zachowanie podczas zatrzymania w 2008 r. Ale nie nazwał go „złodziejem”. Co gorsza, reżyser zwrócił uwagę na nietypową formę przesłuchania funkcjonariusza wezwanego do sądu w charakterze świadka. Policjant zajrzał do sali, zamienił kilka słów z sędzią, który zapytał tylko, czy coś ma dodania w sprawie. Nie było więc żadnego przesłuchania, a co gorsza – uniemożliwiono oskarżonemu zadanie pytań świadkowi. Tym samym zostały złamane ustawowe prawa oskarżonego. Po tym quasi-przesłuchaniu sąd skazał Brauna na karę grzywny. Co szczególnie ciekawe, wymierzając karę grzywny, powołał się na nazwanie policjanta złodziejem, co nie miało miejsca. Usłyszawszy ów wyrok, Braun i jego adwokat opuścili salę sądową. I właśnie za to – za wyjście z sali – sąd skazał reżysera na 7 dni aresztu. Co na to skazany? „W tej sprawie to ja występuję w obronie wymiaru sprawiedliwości w Polsce i to ja bronię honoru sędziowskiego, który łajdacy poprzebierani za sędziów nieustannie szargają. Obrazą sądu jest to, czego wymiar sprawiedliwości dopuszcza się wobec mnie już siódmy rok” – podsumowuje Braun. Wygląda na to, że to nie koniec historii, bowiem gdy zgodnie z wolą sądu reżyser zgłosił się do wrocławskiego więzienia, został odesłany spod bramy z powodu braku miejsca. Poszedł więc do sądu, który go na areszt skazał, ale stamtąd został odesłany na policję. Zapowiada się, że wędrówka skazanego „od Annasza do Kajfasza” prawdopodobnie jeszcze potrwa. Znając poczynania obecnej władzy, można być niemal pewnym, że miejsce w więzieniu zwolni się tego dnia, kiedy Braun będzie miał ważne spotkanie, będzie kończył jakiś projekt, dokumentował patriotyczną demonstrację, wyjeżdżał na wakacje albo gdy będzie szybko potrzebny jakiś temat zastępczy, żeby odwrócić uwagę od premiera Tuska i jego haratania w gałę, ewentualnie podejrzanych interesów jego latorośli.

Kuriozum w naturze

O tym, że wymiar sprawiedliwości w Polsce jest chory, wiedzą wszyscy, włącznie z głównymi zainteresowanymi. Ale proces Grzegorza Brauna może służyć jako przykład „kuriozum w naturze” – trudno uwierzyć, żeby przez siedem lat sędzia nie mógł połapać się, kto kłamie, a kto mówi prawdę. W dodatku w Polsce sędzia, wydając wyrok, ma m.in. kierować się „zdrowym rozsądkiem”. Warto więc, zapytać, co ze zdrowym rozsądkiem sędziego, z całą powagą przyjmującego oskarżenia o pobicie pięciu policjantów przez jednego intelektualistę. Gdyby tak było, to właściwie należałoby mocno niepokoić się o bezpieczeństwo obywateli – jeśli jeden z nich jest w stanie pobić pięciu ludzi zawodowo związanych do zwalczania przestępczości, to znaczy, że nikt nie jest w tym kraju bezpieczny i właściwie należałoby wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec zwierzchnika, który „pobitych” funkcjonariuszy w ogóle dopuścił do służby.

Cała sprawa, jak wiele innych, zdaje się mieć drugie dno – Grzegorz Braun od lat w bezkompromisowy sposób rozprawia się z tzw. układem, od lat demaskuje „opozycjonistów”, którzy byli TW. To on pokazał prawdę o Lechu Wałęsie, przy czym jego drugi film o nim „TW Bolek” powstał – co za zbieg okoliczności – w 2008 r.! To on jest autorem filmu o gen. Wojciechu Jaruzelskim pt. „Towarzysz Generał” (który zresztą po jednorazowej emisji stał się tzw. półkownikiem, czyli wylądował na cenzorskiej półce). To on obnażył prawdę o polskiej „transformacji”. Zadziwiające, że najwięksi bohaterowie jego filmów – Lech Wałęsa czy gen. Jaruzelski nie odważyli się wystąpić przeciwko niemu na drogę sądową. Nie zrobili tego także różni opozycjoniści, których obnażył jako TW.

Najwyraźniej któryś z tych TW „dał zlecenie” na Brauna. Najwyraźniej stalinowska zasada – dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie – ma się w Polsce świetnie. W przypadku Grzegorza Brauna znalazł się i paragraf i „świadkowie”, i „dokumenty” i sąd, który to wszystko przyjmuje, za to nie ma ochoty rozważyć zastrzeżeń i wniosków oskarżonego. Zaiste, gdy się analizuje tę sprawę, to aż chce się odnieść do postępowania sądu pamiętne porównanie sędziego Igora Tulei, że postępowanie wymiaru sprawiedliwości „budzi (…) skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. – czasów najgłębszego stalinizmu”. Oby tylko finał był inny niż wtedy, a Grzegorza Brauna nie odwiedził seryjny samobójca, gdy zejdzie do piwnicy po ogórki do obiadu.

Aldona Zaorska

„Warszawska Gazeta” nr 30/2014

AlexJones.pl