Chrześcijaństwo jest współczesną wersją starożytnego kultu Mitry

W tomach 2. i 8. „Instrukcji przebudzenia” przedstawiłem wiele zapożyczeń przyswojonych przez chrześcijaństwo ze starszych religii, liczne szczegóły słabo znane. Opisałem niechrześcijańskie źródła składające się na tę religię, jednak źródło najważniejsze skomentowałem w tych książkach bardzo lakonicznie. Skala całego zjawiska zapożyczeń nawet mnie zaskoczyła, chociaż przestaje ona dziwić, jeśli na wstępie uwzględnimy tyleż banalną, co fundamentalną okoliczność.

Jak pisałem, nauki Chrystusa nie były religią, same w sobie nie spełniały wymogów, więc jedyne, co można było zrobić, jeśli ktoś chciał stworzyć kult (zwłaszcza w krótkim czasie, jak w przypadku Konstantyna), to włączyć je w istniejący system wierzeń. Główną religią Rzymu, którą zresztą wyznawał powyższy cesarz, przez Kościół nazywany „chrześcijańskim”, był mitraizm. Proces asymilacji znacznie ułatwiał przy tym fakt, że opierał się on na bardzo podobnych tezach ideowych, jak kształtujące się chrześcijaństwo. Oba kulty stopniowo zlewały się więc ze sobą. Oczywiście i w tym przypadku obecność elementów wspólnych stanowi białą plamę w historii chrześcijaństwa, a raczej prawdę dosyć kłopotliwą. W niniejszym artykule wykorzystałem fragmenty rozdziału poświęconego kultowi Mitry z najnowszego, 10. tomu „Instrukcji przebudzenia”, gdzie jest opis o wiele obszerniejszy. W poniższym materiale pominięte zostały też odnośniki do źródeł, których jest całkiem sporo.

Mitraizm w nieco zmienionej postaci był kultywowany w starożytnym Rzymie i Gracji, jednak podobnie jak kult Kybele/Attisa (opisany zwłaszcza w tomie 8. „Instrukcji przebudzenia”) była klasyfikowana przez Rzymian jako „orientalna”. Przyszła ze Wschodu, z obszaru dzisiejszego Iranu, aczkolwiek miała nad chrześcijaństwem pewną przewagę, mianowicie bardzo głębokie korzenie sięgające wręcz neolitu (tzw. młodszej epoki kamiennej). Z tego względu w czasach rzymskich była ona już dojrzała i zawierała elementy stosunkowo zaawansowanych koncepcji filozoficznych, choć – jak zobaczymy dalej – niemożliwością było usuniecie z niej pewnych elementów archaicznych.

Jednak, paradoksalnie, elementy te chrześcijaństwo przyswoiło akurat bez większych oporów. Ale wszystko po kolei…

Niektórzy badacze wskazywali na to, że samo słowo „mitra” jest terminem wywodzącym się z pradawnych koncepcji kosmologicznych, co pozostawiło swój ślad w postaci motywów astronomicznych będących rdzeniem tej religii jeszcze na początku naszej ery. W pierwotnym języku indoeuropejskim oznaczało ono „łączyć”.

Zarazem łacińskie „religio”, oznaczające oczywiście religię, ma to samo znaczenie. Sugeruje to, że mitraizm wywodzi się bezpośrednio z pierwotnej religii ludów, które dotarły na nasz kontynent dziesiątki tysięcy lat temu. Słowo „mitra” odnosiło się zapewne do pierwotnej relacji między światem ziemskim a kosmicznym, przy czym – co również wykazano – miało ono charakter męski, co może tłumaczyć, dlaczego w kultywowaniu religii Mitry uczestniczyli tylko mężczyźni. W tomie 2. zawarłem, nawiasem mówiąc, cytat z „Księgi Urantii”, gdzie wytłumaczono, że przez parę wieków współistniała ona z chrześcijaństwem i równie długo wynik ich rywalizacji nie był przesądzony. Natomiast autorzy „Księgi” sugerują, że o ostatecznym wyniku zadecydowało właśnie to, iż chrześcijaństwo było „dostępne” dla przedstawicieli obu płci…

Z czasem idee magicznej percepcji świata ulegały personifikacji (co oznaczało przejście od magii do religii) i zapewne na tej właśnie zasadzie idea mitry zamieniła się w boga o ludzkim wyglądzie – pośrednika w kontakcie ze światem boskim.

W drugim tysiącleciu przed naszą erą zalążek tak rozumianego boga pojawił się w Iranie, uważanym za kolebkę mitraizmu. Mitra stał się patronem wojny i walki, aczkolwiek był też uważany za „niebiańskie światło” i w licznych odniesieniach astronomicznych nietrudno znaleźć nawiązanie do idei mezopotamskich, w których planety i Słońce traktowano jako istoty żywe* – bogów. Mitra stopniowo zaczął być traktowany jako najwyższy bóg w tym panteonie, uosabiający Słońce. Wyraźna jest tu więc kontynuacja pierwotnych kultów płodności**, wspólnych dla ludów niemal całej Ziemi, w których z reguły Słońce było kojarzone z bogiem męskim, a Księżyc z boginią. Zgodnie z mitologią irańską, Mitra jako najwyższy stwórca wykreował Wszechświat dzięki „pierwszej ofierze”, a późniejsi kapłani powtarzali ten boski rytuał, co roku składając w ofierze byka, którego krew zapewniała ciągłość zbawienia i dostarczała stwórcy sił żywotnych do ciągłego odnawiania świata. Kapłani odcinali najcenniejszą część zabitego byka, traktując ją jako symboliczne ciało Mitry, którą następnie jedli. Później był to zamoczony we krwi placek, a w końcu zabarwiony na czerwono wafel. Trudno nie dostrzec tu analogii do chrześcijańskiej eucharystii, a zwłaszcza do niewytłumaczalnego z chrześcijańskiego punktu widzenia rozumienia jej jako ofiary.

Mitra zbawiciel

Mitraizm zaczął rozprzestrzeniać się na Bliskim Wschodzie w VI wieku p.n.e., na fali podbojów perskich. W tym czasie Mitra był już uważany za zbawiciela, którego kult miał zapewniać wstąpienie po śmierci do nieba i „rządzenie z Mitrą na wieki”.

Starożytna idea piekła

Analogicznie też konkretyzowała się koncepcja piekła, która nie odbiegała od wyobrażeń chrześcijańskich, bo one również czerpały z tych samych wzorców bliskowschodnich (żydowskie, a później chrześcijańskie wyobrażenie piekła ma pochodzenie starotestamentowe, czyli wywodzi się wprost z religii archaicznych, co opisałem w tomie 8.).

Dualizm – nośnik chrześcijaństwa

Nadało to tej religii charakter wyraźnie dualistyczny. Na przykład mitrea (świątynie) były usytuowane wzdłuż osi wschód-zachód, przy czym strona północna reprezentowała ponurą drogę dla tych, którzy nie przestrzegali nauk Mitry, a południowa, jako bliższa światła Słońca, reprezentowała oświecenie i zbawienie.

Wewnątrz mitreów znajdowały się dwie postacie – cautes i cautopates – jedna z nich trzymała pochodnie skierowaną do góry, co oznaczało drogę światła, a druga pochodnię skierowaną w dół. Dualizm ten był koncepcją prostą i chwytliwą, jednak w żadnej późniejszej religii nie znalazł on tak silnego odbicia, jak w chrześcijaństwie.

Mitrea starano się budować tak, aby w odpowiednim dniu roku (zwłaszcza w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą) światło słoneczne wpadało do środka, tworząc snop skierowany na posąg boga. Ideę tę również skopiowano w kościołach, zwłaszcza bizantyjskich, w których pozostawiano otwory, później oszklone – przez nie miało padać światło na figurę Chrystusa. Niewątpliwym zapożyczeniem z mitraizmu było zarazem budowanie świątyń przez wieki tak, aby wejścia do nich były na wschodzie. Później próbowano to tłumaczyć w ten sposób, że chodziło o skierowanie ich ku miejscu narodzin Chrystusa, co jednak jest nie do utrzymania w świetle faktu, że czyniono tak bez względu na rzeczywiste ich usytuowanie – np. kościoły w Rosji również były skierowane na wschód.

Koło zodiakalne

Dominującym w tej religii symbolem było koło zodiakalne, które reprezentowało nie tylko kosmiczny porządek, ale też epoki w dziejach świata, co było wątkiem astrologicznym przeniesionym z Mezopotamii i – jak wiemy – jest on nadal żywy.

Na przykład w pobliżu ołtarza znajdowały się znaki przyszłości, czyli Ryby, Wodnik, Koziorożec, Strzelec i Skorpion, natomiast Waga reprezentowała ostatnią epokę Ziemi i czas sądu ostatecznego (niewątpliwie wynikało to ze starszych mitologii, np. egipskiej, w której waga oznaczała sąd boski w zaświatach). Znak Raka, umieszczony na ścianie północnej, symbolizował zaś bramę do nieba – do najwyższego światła i nieśmiertelności. Odnośnie wątku sądu ostatecznego w tej religii to ciekawy szczegół dorzucił znawca mitraizmu z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego:

W religii irańskiej Mitra jest głównym sędzią w zaświatach. Siedzi przy moście i przepuszcza dusze. Te albo przechodzą po kładce do nieba, albo – jeśli ktoś jest grzesznikiem – most zwęża się do szerokości klingi miecza i grzesznik spada w płonącą rzekę. I nie jest to ostatni sąd nad duszami, bo taki nastąpi podczas końca świata – tak jak w religii chrześcijańskiej. To jest duże i znaczące podobieństwo: indywidualne podejście do zbawienia.

Krzyż Mitry

Ważnym, a mało znanym elementem był krzyż Mitry, który pojawiał się po skrzyżowaniu koła zodiakalnego z kołem symbolizującym równik niebieski. Koncepcja ta zaistniała w Europie na długo przed przyjęciem mitraizmu i już Platon (w IV wieku p.n.e.) pisał, że Stwórca stworzył Wszechświat z dwóch kół, które tworzyły znak krzyża. Krzyż Mitry nie miał wprawdzie związku z ukrzyżowaniem jako karą śmierci, aczkolwiek stał się tak silnym symbolem tego boga, że promienie słoneczne emanujące z jego głowy zaczęły z czasem tworzyć kształt krzyża lub krzyża w kole. Jak wiemy, większość bizantyjskich wizerunków Chrystusa posiadała później identyczny symbol.


Chrystus Pantokrator (Wszechwładca, Pan wszystkiego), mozaika, połowa XII w., katedra w Cefalù, Sycylia (Włochy)
Manuel Panselinos, Jezus Chrystus, fresk, ok. 1290 r., kościół Protaton, Karies (stolica Autonomicznej Republiki Góry Athos)

Mitra umiejscawiany był bowiem na przecięciu się dwóch wspomnianych kół, a więc na krzyżu. Miał on stopniowo przesuwać ten krzyż po sferze niebieskiej, co traktowano jako „drogę krzyżową” (dziś nazywa się to precesją punktu równonocy). Cykl ten był najdłuższym, znanym w starożytności okresem i oznaczał on drogę odnowy świata – co dosyć nieoczekiwanie, choć być może przypadkowo, koresponduje z chrześcijańskim rozumieniem drogi krzyżowej. Jest to skojarzenie powierzchowne, aczkolwiek nie można wykluczyć, że sama idea przedostała się właśnie z tego źródła, wpływając jednak na teologię chrześcijańską. Orygenes napisał w swym dziele „Contra Celsus”, że w misteriach Mitry

był symbol dwóch orbit na niebie, jednej związanej z gwiazdami stałymi [równikiem niebieskim] i drugiej przypisanej planetom, przez które następuje wniebowstąpienie duszy. Jet to symbol drabiny [niebieskiej] z siedmioma bramami, a wieńczy go ósma brama.

Jak wiemy, koncepcja drabiny, po której dusza zbliża się do Boga, była w chrześcijaństwie znana, a pojawiła się już w Starym Testamencie, więc nie można wykluczyć obcej inspiracji. Ważniejsze jednak jest to, że w religii Mitry krzyż był drogą ku zbawieniu!

Woda w mitraizmie

W rytuałach mitraizmu dominującą rolę odgrywała woda. Być może wynikało to z tego, że Mitra miał urodzić się 25 grudnia i odrodzić się w dniu wiosennego zrównania dnia z nocą. W przypadku tych dat zapożyczenie ich przez chrześcijaństwo jest już całkowicie pewne chociażby z tego powodu, że według obecnej wiedzy „wpisanie” ich w życiorys Chrystusa nie ma oparcia w datowaniu rzeczywistych wydarzeń. Data narodzin stanowiła kolejne odbicie wagi wątków astronomicznych w mitraizmie, bo była ona uważana w starożytności za dzień przesilenia zimowego, zwiastującego „zwycięstwo” Słońca, jako że od tego momentu dzień stawał się coraz dłuższy (jak już pisałem, w starożytności za dzień przesilenia zimowego powszechnie uważano 25, a nie 21 grudnia, jak obecnie). Znaczenie wody było widoczne nie tylko w rytuale chrztu, ale również w tym, że przed mitreami tradycyjnie budowane były fontanny lub niewielkie sadzawki rytualne (baseny), gdzie dokonywano chrztów i ablucji.

Woda była też uważana za świętą, co wyjaśnia pojęcie wody święconej, istniejące w chrześcijaństwie bez czytelnego wytłumaczenia.

Mitra i Jezus – narodziny w grocie

O skali „wrażenia”, jakie religia Mitry musiała wywierać na chrześcijanach, najlepiej świadczy to, że ów zwyczaj budowania fontann lub zbiorników wodnych został powielony w przypadku wielu bizantyjskich kościołów. Mitra miał narodzić się w grocie, z której wypływała woda, co było już modyfikacją prastarego archetypu wywodzącego się z neolitu, według którego grota symbolizowała narządy rodne, a i woda (często z jaskiń wypływająca) stanowiła prastary symbol życia. Motywy te były bardzo silne we wczesnym chrześcijaństwie, a ich mało znane źródła szerzej opisałem w tomie 8. (s. 130-133). To samo dotyczyło oczywiście wody święconej…

A przy okazji: dwóch Ojców Kościoła, Orygenes i Justyn Męczennik (męczennik, bo skazany w Rzymie na śmierć ok. 165 roku n.e.), uważało, że i Chrystus urodził się w grocie. Był to silny motyw we wczesnym chrześcijaństwie, przedstawiany na obrazach jeszcze wiele wieków później.

Pozostańmy jeszcze chwilę przy mitycznym, jeśli nie wręcz magicznym, znaczeniu wody. Jest bowiem jeszcze jeden ciekawy, a mało znany aspekt jej roli: na początku świata Ziemia była pogrążona w ciemności (vide: słowa „Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem – ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód” z biblijnej „Księgi Rodzaju”). Według mitraizmu panował nad nią Książę Ciemności, który sprowadził wielką suszę. Mitra zaś, strzelając z łuku w skałę, spowodował wytrysk wody, który jednak okazał się tak wielki, że wywołał z kolei powódź. Mitra zbudował więc arkę, dzięki której uratował wybranych.

Koncepcja zbawienia i kosmologia w mitraizmie

Koncepcja zbawienia w mitraizmie była jednak o wiele bardziej rozbudowana niż w chrześcijaństwie. Zwolennicy Mitry uważali, że niebo składa się z przezroczystych sfer, do których przytwierdzone są planety, a na kolejnej z tych sfer znajdowały się gwiazdy. Wprawdzie uważa się, że chrześcijańska koncepcja kosmosu miała pochodzenie greckie, to jednak i tu trudno nie dostrzec analogii do wyobrażeń mitriackich. Uważano, że gwiazdy Drogi Mlecznej są iskierkami boskiej energii życiowej, a każda dusza zstępująca na Ziemię przechodziła po kolei przez wszystkie sfery, w każdej otrzymując kolejny atrybut swej egzystencji, ale również ograniczenia rzutujące na późniejsze działania w życiu materialnym. Celem misteriów, czyli zasadniczego składnika rytuałów religijnych, było pokonanie tych ograniczeń (co stanowi bardzo ciekawą ideę ewolucji duchowej).

Mitreum stanowiło łącznik pomiędzy niebem a Ziemią, w którym wspinano się po kolejnych szczeblach drabiny wiodącej ku zbawieniu. Tych stopni wtajemniczenia było siedem, a na każdym etapie wtajemniczany (hierofant) przywdziewał strój adekwatny do poziomu hierarchii niebiańskiej i nawiązujący do symboli zodiakalnych. Pierwszym poziomem był kruk, następnie nimfa lub oblubienica (żeńska rola pełniona przez wtajemniczanego wyraźnie koresponduje tu z mitem Attisa), żołnierz, lew, Pers (odpowiadający akurat sferze Księżyca), nosiciel Słońca (lub po prostu Słońce), a w końcu Ojciec (Pater). Ten tytuł nosił zwierzchnik kultu w Rzymie, więc analogia do Ojca Świętego jest chyba oczywista. Im bardziej będziemy wnikać w szczegóły, tym więcej ich zauważymy…

W ikonografii Mitra przedstawiany był w środku niebiańskiego krzyża, a zarazem w środku pierścienia zodiakalnego, w którym znajdowało się 12 postaci (co prawda zwierząt, aczkolwiek stanowiły one odbicie hierarchii niebiańskiej). Nasuwa to skojarzenia z Chrystusem otoczonym, zwłaszcza w ikonografii bizantyjskiej, przez dwunastu apostołów tworzących wokół niego okrąg. Mitra miał narodzić się ze skały w jaskini. Sądzono przy tym, że krzemień, będący źródłem iskier, symbolizował iskry boskiego światła, którym został obdarzony zbawiciel w momencie narodzin. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być odległe od mitu chrześcijańskiego, chociaż – jak już wspomniałem – podobieństwa do pierwotnej wersji tego mitu są w istocie bardzo silne. Mam tu na myśli nie tylko wersję o narodzeniu Jezusa w grocie, ale i np. motyw zejścia do piekieł, czyli według ówczesnych wyobrażeń do świata podziemnego, co miało podobny związek z odrodzeniem.

Chrystus i Mitra – korelacje

Oprócz analogii pomiędzy historiami Chrystusa i Mitry, istniały jednak też istotne różnice, choć po bliższym przyjrzeniu się okazują się one mniejsze, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Można np. odnosić wrażenie, że Mitra miał wojowniczą naturę, skoro urodził się z łukiem w dłoni, jednak nie było to narzędzie walki, bo strzałami obdarzał on ludzi światłem oświecenia duchowego, którego jako Bóg-Słońce był nosicielem. Warto zauważyć, że Chrystusa długo uważano za Słońce Ludzkości z dokładnie tego samego powodu.

Niektóre z tych związków można uważać za umiarkowanie jednoznaczne (jak powyższy), jednak nie brakuje też zapożyczeń całkowicie pewnych. W pierwszym rzędzie przypomina się w tym miejscu data narodzin oraz rytuał chrztu i w ogóle rozumienie wody, jednak to nie jedyne takie przykłady.

Eucharystia w mitraizmie

Kolejnym zapożyczeniem jest rytuał eucharystii. Co on ogólnie oznaczał, to już opisywałem, jednak motyw ten zdecydowanie wart jest bardziej wnikliwego spojrzenia. Według mitu Mitra stoczył na początku świata walkę z bykiem, którego ostatecznie pokonał w grocie powtórnych narodzin. Obrosło to później metaforyczną ideologią walki pomiędzy racjonalną świadomością dążącą ku światłu (rola Mitry) a cielesnymi dążeniami człowieka stojącymi na przeszkodzie zbawienia.

Pomijam ten wątek i przechodzę bezpośrednio do sedna… Istotniejsze jest bowiem to, że przelanie krwi byka było w późniejszej religii symbolem zbawienia. A przy okazji: trudno zrozumieć logikę chrześcijańską, według której przelanie krwi baranka miało mieć jakiś związek ze bawieniem człowieka, wiec trzeba „rozejrzeć się” za możliwymi archaicznymi inspiracjami. Wątek pochodzący z mitraizmu nie pasuje tu wprawdzie dokładnie, bo motyw byka nie został skopiowany, jednak analogiczny rytuał był praktykowany w kulcie Attisa – jako taurobolium*** (w religii Mitry tak samo zresztą nazywany). Oprócz niego wyznawcy Attisa i Kybele praktykowali jednak także wersję z barankiem, znaną jako criobolium. Najwyraźniej w tym względzie motywy obu religii zmieszały się jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa, co tłumaczy, dlaczego pewne elementy przejęto z taurobolium, a inne z criobolium. Ale wracamy do eucharystii…

Niewątpliwie to, że przelanie krwi byka napełniało siłą witalną cały kosmos i oczywiście zapewniało odradzanie przyrody na Ziemi, było śladem neolitycznych kultów płodności, jednak z czasem ewoluowało to w kierunku zapewniania zbawienia człowieka. Wynikiem tych związków było przedstawianie na niektórych płaskorzeźbach wytryskującej z szyi byka krwi, która zamieniała się w kłosy zboża. Tą drogą stworzono metaforę chleba jako boskiej ofiary. Trudno dociec, na jakiej zasadzie chleb ten zaczęto postrzegać jako ciało boga****, jednak tak się stało. Rytualne dzielenie się chlebem i winem to fundamentalny rytuał mitraizmu – materializacje ciała i krwi boga.

Po zabiciu byka Mitra miał wstąpić do nieba, więc chleb i wino kojarzono z jego ostatnią wieczerzą i poprzez tę samą analogię powtarzany później rytuał stał się warunkiem wniebowstąpienia. Czasem wyznawcy Mitry stosowali do tego celu specjalny kielich rytualny, co znowu kojarzy się z chrześcijaństwem. Dzisiaj eucharystia to: „uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, śmierci krzyżowej i zmartwychwstania Jezusa, którą chrześcijanie sprawują, wypełniając polecenie Chrystusa. (…) Przez pierwsze sto lat po zmartwychwstaniu Jezusa jego uczniowie zbierali się na sprawowanie Eucharystii w domach i mieszkaniach, a także w wynajętych salach publicznych. Jest prawdopodobne, że spotykali się także w grotach, jak np. w Betlejem i Getsemani, gdzie odnaleziono ślady liturgii chrześcijańskiej z okresu przedbizantyjskiego”.

Grzech pierworodny w mitraizmie

W mitraizmie istniało też pojęcie grzechu pierworodnego, choć rozumiane nieco inaczej niż w chrześcijaństwie. Dusza człowieka miała bowiem przybywać na ziemski padół z nieba, pokonując różne sfery niebiańskie, w których przyswajała kolejno różne „predyspozycje” do grzechu, cielesne skłonności – w sferze Saturna otrzymywała brzemię lenistwa, w sferze Marsa brzemię gniewu, w sferze Wenus chucie, w sferze Jowisza ambicję, w sferze Merkurego chciwość. Życie zgodne w wolą boga polegało na przezwyciężaniu tych obciążeń przez rozwój osobisty, by wspinać się po niebiańskiej drabinie ku boskiemu światłu. Chodziło tu o „uwolnienie” duszy od zwierzęcych obciążeń – przejście tej drogi stanowiło warunek wniebowstąpienia po śmierci (była to jednak, jak wspomniałem, droga dostępna tylko dla mężczyzn!).

Mitraizm okiem współczesnego badacza

Mimo wojowniczego motywu w życiorysie Mitry, sama religia była więc pokojowa i stwarzała silną motywację do ewolucji osobistej, ale nie przez nakazy i zakazy myślenia oraz ścisłe definiowanie czynności, które miały być powtarzane (jak w chrześcijaństwie), lecz przez określanie skłonności odbiegających od boskiego ideału. Rozważania nad tym, co jest złe i szkodliwe dla rozwoju, pozostawiono już samym wiernym, więc filozofia stanowiła tu element uzupełniający, a nie przeciwieństwo myślenia religijnego. Była to zapewne najbardziej postępowa idea rozwoju duchowego w całej starożytności, która zresztą nawet po tysiącach lat nie straciła nic na aktualności. Samo w sobie jest to ciekawym fenomenem, praktycznie nieznanym…

Ogólnie rzecz biorąc, podejście Rzymian opierało się na zasadzie, że należy czerpać z różnych religii to, co jest dobre. Traktowanie ich jako wykluczających się wzajemnie uważano za dziedzictwo kultur barbarzyńskich, niezgodne z zasadami rozwoju cywilizacji. Były co prawda przypadki administracyjnego ingerowania w obrządki religijne, ale musiały być one mocno uzasadnione. Na ogół zagrożeniem dla porządku publicznego lub życia i zdrowia jednostek, aby obywatele nie zaczęli szeptać, że ogranicza się ich wolność religijną i wolność myśli, którą uważano za jedno ze źródeł sukcesu Rzymu.

Horus, Mitra, Jezus – podobieństwa przypadkowe, czy pozaziemska inżynieria religijna?…

Idea sądu ostatecznego w mitraizmie

W mitraizmie funkcjonowała też idea sądu ostatecznego, w trakcie którego zbawieni mieli dostąpić wiecznego życia u boku Boga-Ojca, natomiast wszyscy nieochrzczeni mieli przestać istnieć. Po tym Mitra swymi kluczami do królestwa niebieskiego miał otworzyć ostatnią z niebiańskich bram – do raju.

Jeszcze w IV w. mitraizm i chrześcijaństwo współistniały równolegle

Podobieństwa pomiędzy mitraizmem a chrześcijaństwem powodowały, że jeszcze w IV wieku religie te współistniały bez wyraźnej przewagi wpływów którejś z nich. O ostatecznej porażce mitraizmu zadecydował cały szereg przyczyn – przede wszystkim rozkład kulturowy i rozpad polityczny Imperium Rzymskiego, ale niewątpliwie także ograniczenie tej religii tylko do mężczyzn. Inną okolicznością jej niesprzyjającą był brak publicznych ceremonii religijnych – hucznych festiwali radości, jak w przypadku religii Attisa/Kybele i Dionizosa czy w ogóle świąt obchodzonych przez wszystkich, a tym samym nie było wyraźnego „zazębienia” z życiem codziennym ludności. Mitraizm pozostał w dużej mierze religią hermetyczną, opartą na zamkniętych misteriach z udziałem wtajemniczonych. Nie brały w nim udziału całe rodziny, jak w chrześcijaństwie. Nie było też zakonów ani tradycji osób świętych, poprzez które w średniowieczu promowano wzorce do naśladowania – rozpowszechniając niezliczone, idealizowane historie, które trafiały w potrzeby duchowe prostych ludzi. W tym świetle można więc uznać mitraizm za religię nieco elitarną.

Franciszek w mitrze…

Znamiennym symbolem ostatecznego zwycięstwa chrześcijaństwa stało się to, że bardzo wiele kościołów wzniesiono na mitreach, zwłaszcza w Rzymie.

autor: Igor Witkowski

źródło: miesięcznik „Czwarty Wymiar” nr 10/2017, s. 25

oryginalny tytuł artykułu: „Kult Mitry”; śródtytuły: TAW

*

W tomach 2. i 8. „Instrukcji przebudzenia” przedstawiłem wiele zapożyczeń przyswojonych przez chrześcijaństwo ze starszych religii, liczne szczegóły słabo znane. Opisałem niechrześcijańskie źródła składające się na tę religię.

∼Igor Witkowski

*

Komentarze TAW:

*Wszystko we Wszechświecie jest żywe, Ziemia jest żyjącą i czującą istotą, pozostałe planety i Słońce również.

**Tak zwane kulty płodności są wtórną formą najzupełniej naturalnego dla wszystkich kultur rdzennych poczucia jedności i tożsamości z całą biosferą, której człowiek jest immanentną częścią. Z czasem matrix wprowadził przeróżne „kulty”, właśnie po to, by odseparować istotę ludzką od Całości Boskiego PrzeJAWIenia.

***Polacy nie mają prawa wiedzieć o rytuale taurobolium, czyli rytualnego „oczyszczenia” we krwi byka ofiarnego, oraz o rytuale criobolium, czyli rytualnego „oczyszczenia” we krwi baranka ofiarnego, bo jeszcze byliby gotowi połączyć fakty związane z obiema religiami: mitraizmem i chrześcijaństwem. Nie istnieją więc polskie wersje haseł taurobolium oraz criobolium w Wikipedii:

https://en.wikipedia.org/wiki/Taurobolium,

https://en.wikipedia.org/wiki/Criobolium.

****Religie, by były skuteczne, musiały być osnute/zaprojektowane na nośnych dla podświadomości mieszkańców tej planety archetypach.

Foty NG: http://www.nationalgeographic.com.es/historia/grandes-reportajes/mitra_9279/5

Reklamy

Ziemia jest ludzką fermą, eksperymentem zaawansowanej inteligencji z kosmosu, która manipuluje nami przy pomocy… religii – twierdzi hiszpański eksjezuita Salvador Freixedo

Salvador Freixedo to zbuntowany ksiądz, były jezuita i ufolog w jednym. Wydalony z Kościoła za jego krytykę, zajął się badaniem zjawisk niewyjaśnionych, dochodząc do wniosku, że Ziemia to „ludzka ferma” i eksperyment zaawansowanej inteligencji z kosmosu, która manipuluje nami przy pomocy… religii.
  • Salvador Freixedo to hiszpański ufolog i były ksiądz (jezuita) wydalony ze stanu duchownego za krytykę Kościoła i kleru.
  • Freixedo uważa, że nasza planeta jest miejscem wielkiego eksperymentu prowadzonego przez inteligencję z kosmosu. Ziemię nazywa on „ludzką fermą”, dodając, że być może nigdy nie poznamy zamiarów naszych nadzorców.
  • Jego zdaniem Obcy wprowadzili religie, by kontrolować myślenie mas i sprawdzić, jak wpłynie to na bieg dziejów.

Sędziwy Salvador Freixedo to hiszpański pisarz, ufolog i były jezuita mający za sobą życie pełne kontrowersji oraz konfliktów z Kościołem i władzą. Za krytykę kleru trafił nawet do więzienia w Wenezueli. Gdy wreszcie został wydalony ze stanu kapłańskiego, poświęcił się drugiej pasji – ufologii. Badając z wielkim zaangażowaniem przypadki spotkań z gośćmi z kosmosu, próbował ustalić powody, dla których odwiedzają oni Ziemię. Odpowiedź znalazł. Przynajmniej częściową.

Freixedo był księdzem znanym z krytyki Kościoła

Freixedo urodził się w 1923 r. w małym mieście w Galicji w bardzo religijnej rodzinie. Jego brat i siostra również wybrali służbę Bogu. Salvador jeszcze jako nastolatek rozpoczął nowicjat u jezuitów, a w wieku 30 lat otrzymał święcenia kapłańskie. Od tamtej pory toczył życie z dala od rodzimej Hiszpanii, pracując z młodzieżą na Karaibach i w Ameryce Łacińskiej. Będąc blisko ludzi przekonał się nie tylko o skali społecznych nierówności, ale też o tym, że nauki Kościoła nie idą w parze z jego działaniami. W 1957 r. Freixedo napisał o tym książkę, za którą wydalono go z Portoryko. Na Kubie w 1968 r. napisał kolejną pt. „Mój Kościół śpi”. Publikacja tak rozsierdziła hierarchów, że postanowili usunąć go ze stanu duchownego. Z kolei w jego ojczystej klerykalnej Hiszpanii drukowania dzieła zakazano.

Na początku lat 70. Freixedo, już jako eksduchowny, postanowił zająć się zjawiskami, które interesowały go od zawsze. Chodziło o wszelkie sprawy niewyjaśnione i tajemnicze, a przede wszystkim o UFO. Podróżując po świecie, jeszcze jako ksiądz, poznał wielu świadków podobnych zdarzeń, dochodząc do bardzo kontrowersyjnego wniosku.

Człowiek nie jest panem stworzenia. Manipuluje nami siła niemająca dla nas szacunku, która wykorzystuje nas, tak jak my wykorzystujemy zwierzęta

– pisał.

Jego zdaniem za powstaniem religii stoją jakieś wyższe, ale niekoniecznie boskie siły. Jeśli porównamy channelingi (wiadomości telepatyczne od duchów lub astralnych bytów) czy przekazy od kosmitów z zawartością świętych ksiąg albo orędziami z objawień, okaże się, że zbytnio się one od siebie nie różnią. Gdyby w Biblii lub Koranie w miejsce Boga jako źródła objawień podstawić inteligencję z kosmosu albo równoległego wymiaru, wszystko nabierze zupełnie innego sensu. Izraelici prowadzeni po pustyni przez dziwne światło czy boski rydwan widziany przez Ezechiela to tylko dwie z wielu poszlak sugerujących, że za częścią wydarzeń z Pisma Świętego stał ktoś dysponujący zaawansowaną techniką. Ten sam ktoś – zdaniem Freixedo – odpowiada za podyktowanie Mahometowi Koranu i za działalność wszystkich proroków, którzy mieli do przekazania prawdy objawione.

Informacje udzielane ludziom przez te byty mają zróżnicowany charakter. Zdarza się, że dotyczą nauki. Często kontaktowcy* mówią o kosmosie i pochodzeniu ciał niebieskich. Ci, którzy otrzymują informacje o tematyce religijnej, proszeni są o zakładanie kościołów albo ich reformowanie. Zdarza się jednak, że niektórzy otrzymują przekaz pełen pseudofilozoficznych, absurdalnych treści. (…) Te wypełnione nonsensami komunikaty bywają często uznawane za świętą księgę

– pisał Freixedo.

Wszystko to jest elementem potężnego planu manipulacji. Zdaniem Hiszpana Ziemia znajduje się pod kuratelą innej inteligencji, która prowadzi tu wielkoskalowy, długofalowy eksperyment. Istoty, które za tym stoją, są niczym ziemscy etnografowie badający kultury i religie, tyle że są tysiąckroć potężniejsze i bardziej zaawansowane od nas. Ludźmi nie przejmują się w ogóle, a my jesteśmy na tyle prymitywnym gatunkiem, że uważamy ich plan za wolę Najwyższego.

Niewykluczone – dodaje były ksiądz, że w tym projekcie tkwi też jakieś „drugie dno”, którego sens zrozumieją dopiero przyszłe pokolenia.

„Ziemia jest fermą” – wnioskuje Freixedo w swojej najsłynniejszej książce „La Granja Humana”. „Jest racjonalnie zarządzaną fermą zwierzęcą. To okrutne, ale nic tego nie zmieni. Zwierzętom ciężko jest podnieść bunt przeciwko hodowcom, bo ci są mądrzejsi i mogą przewidywać ich zachowania. Zwierzęta karmi się taką ideologią, która zniechęca je do buntu i utwierdza w przekonaniu, że to, czego doświadczają jest dobre. Ale to nie wystarcza. Hodowcy wymyślili taki zestaw ‘wartości moralnych’, by żyjące według nich jednostki były ciągle zajęte konfliktem i walką między sobą” – dodaje.

Na Ziemi mieszka z nami inna inteligencja – twierdzi Freixedo

Czego chcą od nas właściciele fermy o nazwie Ziemia? Tego do końca nie wiadomo. Może to tylko eksperyment, a my jesteśmy niczym laboratoryjne szczury? A może siła ta prowadzi nas przez dzieje i jest kimś w rodzaju wychowawcy, który bezpośrednio nie ingeruje, bo wie, że gdyby to zrobił, zakłóciłby nasz naturalny rozwój? Jest też inna możliwość, o której mówi Freixedo. Jego zdaniem nasi „nadzorcy” nie muszą być przybyszami z kosmosu. Mogą to być istoty z innego wymiaru albo równoległej rzeczywistości, dla których Ziemia jest przystankiem w drodze przez „astral”. Mają one różne zamiary – jedne chcą szkodzić ludziom, inne pomagają i ostrzegają przed niebezpieczeństwami, a przybywają tu, bo mamy coś, co je przyciąga albo czym się żywią – emocje lub siłę życiową.

(…)

autor: Piotr Cielebiaś

całość czytaj na:

http://strefatajemnic.onet.pl/ufo/obcy-manipuluja-ludzkoscia-twierdzi-hiszpanski-eks-jezuita-i-ufolog/00kve4

*kontaktowiec (ang. contactee) – osoba twierdząca, że jest w stałym kontakcie z przedstawicielami innej inteligencji.

Czytaj rówież:

Odwiedziny ojca Pio, czyli czanneling z Plejadianami

Padre-Pio-legge-una-lettera-di-un-figlio-spirituale

<https://www.youtube.com/watch?v=gREB_15aPyI

Tego typu numery jak holograficzne „odwiedziny ojca Pio” to TYPOWY stary numer Plejadian. Tak samo zapachy fiołkowe i inne tego typu manifestacje.

Rozmowy z „ojcem Pio” przez kobietę z południa Polski to klasyczny czanneling online z Plejadianami – „specjalistami” od wszystkich religii na naszej przepięknej planecie.

Informacji podawanych przez Plejadian zawsze warto uważnie i krytycznie (ekskluzywny dar rozróżniania) wysłuchać, gdyż oprócz jawnych dezinformacji ujawniają oni również wiele ważnych i ciekawych informacji niewygodnych dla rasy gadziej – ich „konkurentów” w starciu o dusze Ziemian.

Zwróćcie szczególną uwagę, jak wielką wagę Plejadianie przykładają do kwestii kreacji mitu o ukrzyżowaniu…

Stąd dla inteligentnego badacza prosty wniosek, że Całun Turyński, Całun z Manoppello czy wizerunek Maryi na płótnie z agawy w meksykańskim Guadalupe to również dzieło Plejadian…

Zarówno „demoniczni” Reptilianie (rasa gadzia), jak i „anielscy” Plejadianie są wespół głównymi zarządcami kosmicznego megaprojektu „Watykan” oraz szerzej: „Chrześcijaństwo”.

TAW

Cz. 2:

<https://youtu.be/62txSUiB1cU

Cz. 3:

<https://youtu.be/WGfkOkqC1f0

Cz. 4:

<https://youtu.be/aOG-4n9i61Y

Czytaj również:

Fatima. Z dziejów epokowej manipulacji

fatima

Przede wszystkim wielkim zaskoczeniem okazało się to, że te niezwykłe wydarzenia nie mogły zostać sfabrykowane. W naszej opinii doszło do nich w rzeczywistości. Kiedy jednak zagłębialiśmy się w oryginalne dokumenty związane z objawieniami, wstępowaliśmy coraz dalej na pole badań… ufologii.

Profesor Joaquim Fernandes to portugalski historyk z Uniwersytetu w Porto; jest jedną z niewielu osób, które uzyskały dostęp do oryginalnych dokumentów dotyczących objawień maryjnych w Fatimie z 1917 r. Dzięki ich analizie doszedł on do zaskakujących wniosków: jego zdaniem prawdziwy przebieg tych wydarzeń bardzo różni się od oficjalnej wersji prezentowanej przez Kościół. Co więcej, wiele wskazuje na to, że w Fatimie wystąpiło wiele niezwykłych zjawisk, które przypominają do złudzenia… relacje o UFO.

Prof. Joaquim Fernandes
Prof. Joaquim Fernandes

W rozmowie prof. Fernandes wyjaśnia, w jaki sposób zorientował się, że wizja objawień prezentowana przez Kościół nie odpowiada w wielu punktach oryginalnym wydarzeniom. Mówi również o jasnowidzach, którzy przewidzieli cud, o prawdziwym wyglądzie Fatimskiej Pani, szeregu dziwnych incydentów wokół wizjonerów, zapomnianym czwartym świadku objawień, a także o prawdzie na temat tajemnic fatimskich. Rozmawia Piotr Cielebiaś.

Objawienia fatimskie uważane są za jeden z najbardziej znanych i spektakularnych chrześcijańskich cudów. Co sprawiło, że doszedł pan do wniosku, iż zdarzyło się tam coś innego niż przyznaje oficjalnie Kościół Katolicki?

— Wszelkie publikacje na ten temat inspirowane były tym, co zdarzyło się w 1917 r. w miejscu zwanym Cova da Iria w pobliżu Fatimy. Większość z nich miała charakter religijny, ale brakowało im obiektywności, zarówno w kwestiach historycznych, jak i tych, które odnoszą się do kompleksowej analizy faktów, o których donosili świadkowie. Jako historycy nie możemy rozważać zdarzenia w Fatimie w oderwaniu od niezwykłych i nietypowych przeżyć ludzi, na których relacje natrafiamy w materiałach źródłowych. Wszystko to razem tworzy nam odpowiednie pole do badań i analiz w ramach nauk o człowieku i społeczeństwie. W dalszej części rozmowy postaram się wykazać, iż incydent w Fatimie posiadał także pewne aspekty fizyczne, które zostały całkowicie zignorowane w większości religijnych publikacji i wyszły na światło dzienne dopiero przy okazji wydania naszej pierwszej książki w roku 1982.

W książce pt. „Celestial Secrets” („Niebiańskie sekrety”) pisze pan, że wydarzenie w Fatimie zostało „przepowiedziane” przez niezależne od siebie grupy portugalskich spirytystów. Innymi słowy, otrzymali oni myślowy komunikat z tajemniczego źródła, który zapowiadał nadejście wydarzenia o wielkim znaczeniu. „Przekazy” te zostały nawet opublikowane w ogólnokrajowej prasie, na pewien czas przed wizjami fatimskich dzieci. Czy może nam pan przybliżyć nieco tę sprawę?

— Prawie nikt nie wie o tym, że nim doszło do objawień w Fatimie zostały one „zapowiedziane” na stronach co najmniej czterech najbardziej poczytnych dzienników w Portugalii. Lizboński „Diário de Notícias” pisał o nich już 10 marca, czyli na dwa miesiące przed pierwszymi objawieniami, które miały miejsce 13 maja. Główna gazeta w Porto, „O Primeiro de Janeiro”, na dwa dni przed pierwszymi wydarzeniami w Fatimie opublikowała ich „zapowiedź” na pierwszej stronie. Dodatkowo informacje o tym, że 13 maja wydarzy się coś „ważnego” opublikowano w dwóch innych gazetach wydawanych w tym mieście: „Jornal de Notícias” oraz „Liberdade”. Najważniejszą ze wszystkich jest chyba notka, która ukazała się w „Jornal de Notícias” mówiąca:

„Drodzy Czytelnicy:

13 dnia tego miesiąca zdarzy się coś, co zadziwi cały świat.

Porto, 11 maja 1917„.

Przyglądając się pochodzeniu i treści tych zapowiedzi dochodzimy do wniosku, że są one „dziełem” dwóch różnych samozwańczych grup spirytystów lub osób obdarzonych zdolnościami nadprzyrodzonymi z Lizbony i Porto, które przepowiedziały, że pod wskazaną datą dojdzie do zdarzenia o historycznym znaczeniu. W jednym z przypadków zapowiedź pojawiła się już na dwa miesiące przed pierwszymi objawieniami w Fatimie. Obie grupy były najwyraźniej tak bardzo pewne swoich odczuć, że postanowiły je udokumentować w krajowej prasie (co pozwoliło potem na udowodnienie ich trafności).

Nie ma jednak żadnych dowodów na to, aby obie te grupy spirytystów łączyć z ingerencją w przebieg samych objawień. Jedyne, co jest w tym przypadku pewne to fakt, że informacje zapowiadające wydarzenia w Fatimie zostały przekazane w sposób niekonwencjonalny i „nadprzyrodzony”, stojący w opozycji do zdrowego rozsądku. Ateiści i zagorzali katolicy zajmują często wspólne krytyczne stanowisko w sprawie wszystkich zjawisk o naturze paranormalnej. Właśnie na podstawie takiego, a nie innego podejścia zrodziły się kontrowersje związane z tymi jakże ciekawymi wzmiankami prasowymi. Poniekąd wyjaśnia nam to również, dlaczego przez niemalże sto lat nie wspominano o nich wcale lub pozostawały one na uboczu.

Rozumiem, że coś podobnego może być dla wielu osób szokiem, jednak możemy mieć całkowitą pewność, że nikt nie manipulował przy starych archiwalnych prasowych relacjach… Mówimy tu ponadto o niezależnych od siebie „przepowiedniach” dotyczących „zdumiewającego wydarzenia” zapowiadanego na 13 maja 1917 r. Fakt, że oświadczenia te pojawiły się w prasie ma znamienny charakter, niezależnie od tego, jak bardzo dla wielu ludzi jest to rzecz niewygodna czy mało przekonywująca. Bez względu na to, czy ktoś wierzy w objawienia w Fatimie czy nie, prawdą jest, że zostały one z wyprzedzeniem zapowiedziane i można to dziś z łatwością zweryfikować.

Był pan jedną z niewielu osób mających dostęp do oryginalnych relacji fatimskich wizjonerów. W których miejscach ich słowa różnią się od wersji zdarzenia, które dziś prezentuje Kościół?

— Dostęp do dokumentów sanktuarium w Fatimie, tzw. Archiwum Formigao [Canon Formigao (od nazwiska ks. dr. Manuela Formigao) — przyp. TAW], które do końca lat 70. pozostawało tajne, okazał się sporym problemem. Skorzystanie z szansy wglądu w dokumenty miało tragiczny wpływ na dalszą naukową karierę Finy d’Armady, z którą pracowałem nad książkami poświęconymi prawdziwemu obliczu wydarzeń w Fatimie. Przede wszystkim wielkim zaskoczeniem okazało się to, że te niezwykłe wydarzenia nie mogły zostać sfabrykowane. W naszej opinii doszło do nich w rzeczywistości. Kiedy jednak zagłębialiśmy się w oryginalne dokumenty związane z objawieniami, wstępowaliśmy coraz dalej na pole badań… ufologii.

Kolejnym wielkim zaskoczeniem było to, że zmodyfikowany został pierwszy historyczny opis istoty „Fatimskiej Pani”: z młodej dziewczyny ubranej w suknię do kolan, zmieniono go w obraz dorosłej kobiety w długiej iskrzącej się spódnicy. Odkryliśmy także, że wizerunek, który dziś czczony jest w Sanktuarium Fatimskim został zainspirowany lokalnym kultem Maryi pod postacią Pani z Senhora da Lapa. Najciekawsze ze wszystkich okazały się jednak relacje, w których świadkowie tzw. Cudu Słońca opisywali go jako obserwację „metalicznego obiektu w kształcie dysku” ze światłami na obrzeżu. Przypominało to klasyczne, współczesne obserwacje UFO.

Fatima17b

Zatem które ze zjawisk, do których doszło w Fatimie wskazują nam, że mieliśmy tam do czynienia z czymś w rodzaju „kontaktu z nadrzędną inteligencją”, a nie maryjnym objawieniem, jak się powszechnie sądzi? Czy rzeczywiście istoty pozaziemskie, przybysze z innego wymiaru lub nawet czasu mogły ukazać się jako wizja religijna?

— Jedna z hipotez roboczych przypisywała niektóre z fizycznych aspektów, które wystąpiły przy okazji wydarzeń fatimskich oddziaływaniu promieniowania mikrofalowego. Z kolei mówiąc o szerzej nieznanych elementach objawienia w Fatimie, odnosimy się tu przede wszystkim do kilku odnotowanych przy jego okazji zjawisk, takich jak np. relacja „czwartej wizjonerki” Caroliny Carreiry, która doświadczyła w miejscu wizji trójki dzieci spotkania z „istotą przypominająca anioła”, czemu towarzyszył telepatyczny przekaz. Istota „mówiła” do niej: „Przyjdź i odmów trzy Zdrowaś Maryjo…”.

[Powszechnie wiadomo o istnieniu trzech fatimskich wizjonerów: Łucji, Hiacynty i Franciszka. Prof. Fernandes natknął się na relację jeszcze jednego dziecka, mówiącego o obserwacji „nadprzyrodzonych istot” w Fatimie — przyp. aut.].

Warto zwrócić także uwagę na liczne relacje świadków, którzy znajdowali się w pobliżu młodych wizjonerów w czasie ich kontaktu z Maryją. Słyszeli oni wówczas dźwięk przypominający „brzęczenie pszczół”, który jest jednym z najbardziej charakterystycznych i częstych elementów współczesnych relacji o UFO. Jednak najbardziej intrygującego szczegółu dostarczają nam świadkowie twierdzący, że słyszeli ów dźwięk zawsze, gdy wizjonerzy znajdowali się w transie, w czasie którego rozmawiali z Matką Boską.

Co więcej, promieniowanie mikrofalowe, jak wspominało wielu uczonych, mogłoby wyjaśnić złożony efekt, którego świadkami były tłumy zgromadzone w Cova da Iria w czasie tzw. Cudu Słońca, który miał miejsce 13 października 1917 r. Było to intensywne uczucie gorąca, szybkie wysychanie zmoczonych deszczem ubrań oraz pewne efekty fizjologiczne. Zatem dziwne „brzęczenie” czy „szum” słyszeli nie tylko mali wizjonerzy, ale również ci, którzy znajdowali się w bliskiej odległości od nich. Równie intrygujące jest to, że dźwięk słyszany był przez postronnych w czasie, kiedy Fatimska Pani rozmawiała z Łucją nie poruszając wargami. Fakt ten znajduje potwierdzenie w relacjach świadków mówiących, że „szum” słyszany był na pewnym obszarze wokół wizjonerów i pochodził z niezależnego od obserwatorów źródła. Według naszych hipotez, środkiem za pomocą którego „jasna pani” porozumiewała się z wizjonerami oraz źródłem „przekazu” był opisywany przez nich promień światła, który dobiegał z góry.

Czy może nam pan powiedzieć, jak naprawdę wyglądała domniemana Maryja widziana przez trójkę wizjonerów? Czy to prawda, że ludzie zgromadzeni w Cova da Iria obserwowali tam również dziwne latające świetlne kule i inne zjawiska, które dziś określilibyśmy jako UFO?

— Posąg, który możemy podziwiać w bazylice w Fatimie posiada serce umieszczone na piersi i przypomina wizerunek Maryi często spotykany w tym regionie, powielający wiele kanonów spotykanych w sztuce sakralnej na całym świecie.

„Wygląda jak bardzo ładna lalka” – tak mówiła o Maryi w wywiadzie dla gazety „O Seculo” Łucja, jedna z wizjonerek. Z protokołu znalezionego w parafii dowiadujemy się dodatkowo, że według niej Matka Boska miała „czarne oczy i piękną twarz, piękniejszą niż inne kobiety”. Kuzyni Łucji zgadzali się z nią w tej kwestii. Zgodnie z pierwszą relacją, dziewczynka miała powiedzieć, że widziana przez nie postać była ubrana na biało. Jej suknia była biało-złota, krótka, tj. nie sięgała jej do stóp. Jej płaszcz nie był też wcale złoty, ale wyglądał jak peleryna, która spływała z jej głowy. Miała ona złoty wierzch i spód oraz dwa lub trzy sznurki w okolicach ramion. Nie miała wstążek ani pasa. Łucji zdawało się także, że istota ma na sobie białe rajstopy, nie zaś złote, ale nie była tego do końca pewna, przez większość czasu wpatrując się w twarz „Pani”.

Co się tyczy obserwacji świetlnych obiektów, to zebrane przez nas relacje pozwalały jasno na porównanie ich do współczesnych raportów o niezidentyfikowanych obiektach latających. Dokumenty związane z incydentem w Fatimie opisują kilka ich rodzajów, przypisując im także różnego rodzaju cele. Obiekty te podzielić możemy na następujące główne kategorie: mniejsze obiekty widziane w chmurach, klasyczne obiekty UFO, „latające oczy” lub „świetliste kule” oraz masywne obiekty widziane na poziomie chmur.

W sanktuarium w Fatimie miało także miejsce inne dziwne zdarzenie, które możemy łączyć z dzisiejszymi relacjami o UFO. W 1917 r. zgromadzeni tam ludzie stali się świadkami tzw. deszczu kwiatów – jak poetycko określa to literatura związana z objawieniami. Nie był to jednak realny deszcz, lecz zjawisko atmosferyczne o anomalnej naturze. Fenomen ten obserwowany był w czasie objawień, ale również i w późniejszych latach. Możemy potwierdzić, iż owe „kwiaty” spadały na Cova da Iria 13 września 1917 r., 13 maja w latach 1918, 1923 i 1924, kilkakrotnie między 1923 a 1925 rokiem oraz 17 października 1957 r.

Jeśli ktoś wątpi, czy ma to jakiś związek z UFO, warto przytoczyć tu relacje o tzw. anielskich włosach lub „niciach Maryi” notowanych m.in. przy okazji zdarzenia w Fatimie i spotkań z niezidentyfikowanymi pojazdami latającymi. Wystarczy zwrócić uwagę na liczbę fatimskich świadków, którzy donoszą o opadzie tajemniczych nitek. Prowadzi nas to do wniosku, że nie mieliśmy tu do czynienia z doświadczeniem natury religijnej, lecz zjawiskiem anomalnym.

Istnieje co najmniej kilkanaście mistycznych czy wręcz poetyckich określeń sił działających wokół małych wizjonerów z Fatimy. Niektóre z nich obejmują takie wyrażenia lub porównania, jak: „płatki róż”, „deszcz kwiatów” lub „aksamitek”, „kwiatów pomarańczy”, „chwała Naszej Pani” itp. Jeśli jednak przyjrzymy się innym relacjom na temat tajemniczych opadów, znajdziemy w nich bardziej prozaiczne opisy, takie jak: „płatki białe jak śnieg”, „małe białe strzępki”, „jaskrawo-biała substancja spadająca z góry w postaci płatków” czy nawet „bawełna”.

Jest pan jedną z nielicznych osób, które znają prawdziwy charakter tzw. tajemnic fatimskich. Czy rzeczywiście pochodzą one w pełni z wizji, czy też może zostały stworzone w późniejszym czasie przez Kościół? Dlaczego trzecia tajemnica ma tak odmienny charakter niż dwie pozostałe?

— Dwie pierwsze części sekretu pojawiły się jako element tzw. Fatimy 2 – czyli historii dopisanej po jakimś czasie do oryginalnego incydentu. Były one bardzo dogodne dla ówczesnych prawicowych reżimów. Co ciekawe, w wizjach całkowicie przemilczany został faszyzm, nazizm, eksterminacja 6 milionów pobratymców Maryi (bo przecież nie można zapominać, iż była Żydówką) oraz zrzucenie bomb atomowych na Japonię. Demonizowana jest za to Rosja, jako główny podżegacz do wojny. Co ciekawe, trzecia tajemnica fatimska nie ma nic wspólnego ani z rzeczywistym przebiegiem objawienia, ani z Fatimą 2, stąd też ogrom niezrozumienia i rozczarowania w tej sprawie.

Dwie strony manuskryptu tak zwanej Trzeciej tajemnicy fatimskiej
Dwie strony manuskryptu tak zwanej Trzeciej tajemnicy fatimskiej

To, co większość ludzi wie o objawieniach w Fatimie zostało ustalone w procesie tworzenia jej oficjalnego wizerunku, który nazwałem właśnie „Fatimą 2”. Stało się tak głównie dlatego, że oryginalne dokumenty dotyczące tej sprawy zostały utajnione. W 1921 r. biskup Leirii [José Alves Correia da Silva — przyp. TAW] przejął kontrolę nad sprawą fatimskich objawień i postanowił podłączyć je pod nauczanie Kościoła. Miało to bardzo znamienne skutki.

Po pierwsze, siostra Łucja (jedyna z wizjonerek, która przeżyła kolejne lata po objawieniu, a następnie wstąpiła do klasztoru) została zmuszona do przebycia swoistej „kwarantanny”. Niebawem została wywieziona z kraju i usunięta w cień. Stworzono także specjalny komitet ds. cudu, który faworyzował jego katolicką interpretację, bowiem składał się z samych księży.

Sekret fatimski powoli ewoluował. W 1917 r. nie był niczym znaczącym i ten stan rzeczy nie zmienił się do 1924 roku. Dopiero w 1927 r. powstały z niego dwie tajemnice, a w 1942 r. dokooptowano trzecią część – wizję obrazu plus słowa. Do 2000 r. sekret pozostawał opisem doświadczonej wizji. Ujawnianie informacji zawierających „sekrety”, barwnie opisanych dla uzyskania odpowiedniego wpływu na odbiorców, nie jest ograniczone jedynie do objawień natury religijnej.

Od niepamiętnych czasów w historii ludzkości powtarzają się historie, w których człekokształtne istoty (kobiety i mężczyźni) w różnych okolicznościach „zstępują z niebios”, pojawiając się w kontekście kulturowym odpowiednim do danych czasów i do miejsca. Od połowy XX wieku „niebiańscy” posłańcy (dawniej uważani za bogów lub aniołów) byli jednak coraz częściej identyfikowani z istotami z kosmosu, pojawiając się w sytuacjach, które miały często mistyczną osnowę, obejmującą m.in. przypadki nawrócenia lub wręcz duchowej transformacji.

Fatima

Słynny Cud Słońca w Fatimie obserwowany był przez wielu świadków. W jaki sposób opisywali oni to zjawisko i czy rzeczywiście zobaczyli oni wówczas nie słońce, lecz… metaliczny obiekt latający?

— Tzw. cud Słońca, który miał miejsce 13 października 1917 r. był wydarzeniem o wielkiej skali, prawdziwym unikatem w historii ludzkości. W rzeczywistości było to jedno z największych wydarzeń XX wieku, podczas którego magia tego co nieznane skrzyżowała swe ścieżki z tym, co uważamy za normalność. Dziś znamy dodatkowo kilka bardzo ważnych elementów związanych z tą historią. Niezależnie od tego, na które relacje odnoszące się do zdarzenia zwrócimy uwagę, znajdziemy w nich ślady pozwalające nam na jego rekonstrukcję. Prawnik José Proença de Almeida Garrett tak relacjonował Cud Słońca:

„Na chwilę przedtem Słońce przebiło się przez gęstą warstwę chmur, które w innym wypadku skryłyby je za sobą. Teraz jednak świeciło mocno i intensywnie. Zwróciłem wzrok w kierunku punktu, który przyciągał niczym magnes uwagę wszystkich zgromadzonych i zauważyłem, że Słońce przypominało dysk o bardzo żywiołowych brzegach, lśniący i jaśniejący, ale nie szkodzący oczom”.

Porównanie do srebrzystego dysku, które pojawia się w niektórych relacjach nie jest według mnie do końca prawidłowe. Kolor widzianego wówczas obiektu był wyraźny, intensywny i zróżnicowany. Obiekt ten wyglądał niczym wielka perła. Nie przypominał także w żaden sposób Księżyca, gdyż obserwujący go mieli odczucia, iż mają do czynienia z „żywą gwiazdą”.

Nie był to także obiekt sferyczny. Wyglądał jak wypolerowany i wykonany z macicy perłowej i nie jest to wcale banalne określenie wyjęte z tandetnego wiersza. Ja widzę to właśnie w taki sposób. Nie można mylić tego obiektu ze Słońcem obserwowanym przez mgłę, jak twierdzili niektórzy (choć ono samo nie było nad Fatimą tego dnia w ogóle widoczne). Obiekt z Cudu Słońca emitował ciepło i światło, i wyróżniał się na niebie, posiadając wyraźną krawędź składającą się jakby z oddzielnych fragmentów.

Niezwykłe jest to, że ludzie obserwujący całe zajście mogli wpatrywać się w rzekomą „gwiazdę”, „płomień” czy „światło” (jak to opisywali) bez żadnej szkody dla ich oczu. Kilkoro świadków porównało oczywiście widziany wówczas obiekt z naszą dzienną gwiazdą, ale pojawiły się także odniesienia do księżyca, ciemnego srebrnego dysku, talerza lub kuli, kuli ognia, perłowego, kryształowego lub szklanego dysku czy nawet śnieżnej kuli.

Jeśli za zdarzeniami w Fatimie rzeczywiście stała inteligencja pochodząca spoza Ziemi, dlaczego zdecydowała się ujawnić jedynie trojgu dzieciom, którym przekazała przesłanie o religijnej naturze?

— Aspekt związany z przepowiedzeniem wydarzeń w Fatimie przez spirytystów zdaje się wpasowywać w schemat kontaktów z przedstawicielami rzekomych obcych cywilizacji, który ufologowie nazywają „bliskimi spotkaniami IV stopnia”. Niekiedy podczas tego typu zdarzeń trudno rozpoznać, które doznanie ma charakter fizyczny czy technologiczny, a które nie. W innych przypadkach bliskich spotkań pojawiają się nawet jasne odniesienia do religii (czy wręcz pierwiastki duchowe), co odróżnia je od innych zdarzeń tego typu, m.in. obserwacji pojazdów UFO.

Przyjrzyjmy się ogólnemu charakterowi wizji i objawień. Po pierwsze, osoba ich doznająca otrzymuje je często w czasie spotkań z istotami przypominającymi ludzi. Po drugie, zawartość tych przesłań jest często zbieżna ze środowiskiem i kulturą, w jakiej obraca się osoba wizjonera, choć nie jest to regułą. Po trzecie, przesłania te mają często wzniosły styl i charakter, zarówno jeśli chodzi o ich podłoże ideologiczne, jak i wymowę. Co ciekawe, zwykle po czasie przekaz ulega degeneracji i czasami przeradza się w transmisję pozbawionych znaczenia banałów. Kiedy wizje są jasne i wyraźne, są również częstsze i mają mocniejszy charakter, jednak kiedy słabną, maleje również ich sposób oddziaływania na wizjonera. Zdarza się, że uznaje on, iż naruszane jest w pewien sposób jego samodzielne myślenie. Im również mniej inteligentna osoba, tym więcej problemów nastręczają jej te doznania.

A co z wydarzeniami, w których powtórzył się scenariusz z Fatimy, tj. z Garabandal lub Medjugorje? Czy były one źródłem działania tej samej siły, która objawiła się w Fatimie? Co mówi na ten temat Kościół?

— W przypadku objawień przekazywane wizjonerom informacje prawdopodobnie pochodzą ze źródeł zewnętrznych i niezależnych od nich. Odnoszą się one również w swej treści do naszych wierzeń, w pewien sposób nakazując nam porzucić logiczne myślenie. Znany pisarz Jacques Vallée uznał, że esencją takich przekazów jest proszenie nas o wiarę, nie o zrozumienie ich mechanizmów. Chodzi w nich o zawieszenie naszego racjonalnego pojmowania rzeczywistości. Badacz zjawisk niezwykłych John Keel uważał jednak, że informacje przekazywane podczas wizji religijnych ograniczają się do tego, co chcemy usłyszeć i raczej nie uczą nas one nowych czy przydatnych rzeczy.

Dziękuję panie profesorze. Proszę na koniec powiedzieć nam jeszcze jedno: w jaki sposób pańskie rewelacje zostały odebrane przez Kościół i portugalskie społeczeństwo?

— Wielu ludzi w swoim życiu opiera się na wierze w siły nadrzędne wobec człowieka – i z tego powodu nie sięgną oni nigdy po nasze książki. Inni wiążą z wydarzeniem w Fatimie swoje duchowe potrzeby i całkowicie wystarcza im prosta wiara w te wydarzenia, bez wchodzenia w szczegóły. Jeszcze inni podchodzą do lektury krytycznie, jednak po zapoznaniu się z książkami reagują entuzjastycznie albo zaprzeczają wszystkiemu w imię swej wiary. Większość hierarchów Kościoła Katolickiego odmówiła dyskusji na temat naszych informacji o Fatimie, gdyż muszą oni utrzymać przy życiu istniejącą legendę, m.in. z powodów finansowych.

Onet.pl

Fatima – wielka ścima

Cud Słońca w Fatimie, czy po prostu masowa obserwacja UFO? Epoka tak zwanych objawień maryjnych zaczęła się na dobre w XIX wieku. Nie warto się rozwodzić nad kolejnymi z rzekomych objawień, jednak są wśród niech takie przypadki, które wręcz proszą o głębszą analizę. Takim przykładem są wydarzenia w Fatimie.

Pomijając religijny charakter tych zdarzeń, warto się zastanowić nad pewnymi fenomenami im towarzyszącymi. Przypomnijmy, że wydarzenia w Fatimie miały swój początek 13 maja 1917 roku. Troje dzieci – Francisco i Jacinta Marto oraz Lúcia dos Santos – ogłosiło, że objawiła im się Matka Boska i przekazała trzy tajemnice. Kościół katolicki uznał te objawienia za niebędące w sprzeczności z doktryną. Za cud uznał je dopiero w 1930 roku.
Jacinta Marto, Lúcia dos Santos i Francisco Marto
Jacinta Marto, Lúcia dos Santos i Francisco Marto, 1917 r.

Jednak nie tylko tajemnice fatimskie, a zwłaszcza trzecia z nich, są w tej całej historii fascynujące. Dnia 13 października 1917 roku doszło do symbolicznego zdarzenia, określanego do dzisiaj jako „cud Słońca”. Świadkiem tego zdumiewającego fenomenu było ponad kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadzonych w oczekiwaniu na objawienie Maryi. Według świadków tego zdarzenia Słońce zaczęło wirować na niebie. To niewytłumaczalne zjawisko zostało uznane oficjalnie za cud i w dużym stopniu przeważyło za uznaniem objawień fatimskich przez Kościół.

Ludzie oglądający "cud Słońca", Fátima, 13.10.1917 r.
Ludzie oglądający „cud Słońca”, Fátima, 13.10.1917 r.

Cud Słońca zastanawia do dzisiaj wiele osób. Jak podają źródła historyczne, zjawisko trwało 10 minut. Najpierw niebo pociemniało, potem spadł z niego deszcz i nagle pojawiło się Słońce, które zaczęło wirować. Trudno, się dziwić, że zjawisko wywołało przerażenie ludzi przekonanych, że właśnie zaczął się koniec świata.

Miracle of the Sun 2 - Fatima - 1917 - UFOs Mystery
„Cud Słońca” 13.10.1917 r.

Wśród tłumu byli nie tylko ludzie prości, ale i naukowcy. Część z nich deprecjonuje to, co widziano, twierdząc, że wrażenie migotania tarczy słonecznej wywołane zostało właśnie wpatrywaniem się w nią. Wiadomo, że Słońce pozostawia ślady na siatkówce oka, a zbyt długie oglądanie go w taki sposób może nieodwracalnie ją uszkodzić, powodując ślepotę. Być może ludzie widzieli to, co chcieli, a resztę spowodowała atmosfera religijnego uniesienia, jednak to by było za proste wyjaśnienie.

fatima

Inni sceptycy twierdzili, że była to zbiorowa halucynacja. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi w jednym momencie widziało coś, czego nie ma? To również mało prawdopodobne. Pojawiły się też opinie, że mógł to być parhelion, czyli słońce poboczne. Tylko, że takie zjawiska są zwykle stacjonarne, parhelion nie wiruje.

File 11835

"Cud Słońca" - wzmocnienie kontrastu
„Cud Słońca” (fot. ze wzmocnieniem kontrastu)

Fatima

Fátima

Badający ten „cud” doszli do wniosku, że była to boska interwencja i ostateczne potwierdzenie prawdziwości objawienia maryjnego w Fatimie. Jednak nie wzięto pod uwagę jeszcze jednej hipotezy.

To, co widzieli ludzie, mogło być obserwacją UFO. Całość objawień w Fatimie mogła być jakimś sposobem wpłynięcia kulturowego na ludzkość.

Dla niektórych to może brzmieć jak bluźnierstwo, ale czy taką teorię należy z góry odrzucić? Czy proste dzieci ze wsi pasące bydło na łące, widząc świetlistą postać, mogły stwierdzić co innego niż to, że właśnie widzą Maryję? W czasach dzisiejszych uznałyby, że to UFO, w tamtych czasach naturalne było stwierdzenie, że to, co jest niewytłumaczalne, pochodzi od Boga.

Fatima

To bardzo naturalne, że próbuje się opisywać nieznane rzeczy znanymi wzorcami i schematami. Ludzie w początkach XX wieku nie słyszeli nic o UFO nic, zatem dziwnego, ze uznano to za boską manifestację. Jak jest naprawdę? Nie wiadomo. Można przyjmować, że był to katolicki spektakularny cud albo, pojmując to dzisiejszymi kryteriami, niesamowita obserwacja UFO.

InneMedium.pl

Wikipedia: Tajemnice fatimskie, Cud SłońcaMiracle of the Sun