Uczciwy europoseł bezlitośnie obnaża FIKCJĘ głosowań w Parlamencie Europejskim

https://youtu.be/lzigiPUXNzI

Europoseł Dobromir Sośnierz za pieniądze Unii Europejskiej bezlitośnie obnażył i upublicznił smutne fakty: tak zwany Parlament Europejski to Wielka Fikcja (lub Wielka Fiksacja). RODacy, nie przejmujmy się więc sfałszowanymi wyborami, gdyż Parlament Europejski to tylko stado małp, którym nie chce się już nawet machać łapką, małp, które doskonale wiedzą, że unijne decyzje i tak podejmowane są zupełnie gdzie indziej…

TAW

*

Film „Tam, gdzie rosną dyrektywy – raport z obłąkanego miasta”:

https://youtu.be/TXC-guxKrhs

Reklamy

Wyprowadzić Polskę z eurokołchozu – natychmiast! „W Brukseli jest źle wdziane, jeśli występuje się w imieniu i na rzecz własnego kraju, a cóż dopiero miasta czy powiatu” – Adam Szejnfeld szczerze o UE

adam-szejnfeld

„Jeśli się Pan nie pogniewa, to to pytanie może zadałby Pan inaczej” – wywiad z takimi dopiskami umieścił na swojej stronie internetowej europoseł PO Adam Szejnfeld. Polityk prawdopodobnie przez pomyłkę umieścił złą, roboczą wersję tekstu.

Eurodeputowany Adam Szejnfeld słynie z telewizyjnych debat, w których z wyższością poucza swoich politycznych konkurentów. Jak się okazało, polityk Platformy równie protekcjonalny ton przybiera wobec dziennikarzy, którzy robią z nim wywiady. Sprawa wyszła na jaw przypadkowo, bo przez wpadkę posła lub jego współpracowników. Oto na stronie internetowej Szejnfelda pojawił się tekst wywiadu, jaki z posłem przeprowadził red. Mateusz Ludewicz z „Tygodnika Pilskiego”.

Na początku padają normalne pytania: o sondaże, o pomysły PO na wybory itd. Ale w którymś momencie dziennikarz pyta: „A co przez te 12 miesięcy udało się Panu zrobić dla mieszkańców regionu pilskiego?”.

Pytanie to nie spodobało się Adamowi Szejnfeldowi, gdyż na stronie internetowej znalazł się pod nim dopisek polityka PO – pochodzący prawdopodobnie z wersji tekstu, wysłanej przez niego dziennikarzowi do autoryzacji. W dopisku tym czytamy:

(Przepraszam, jeśli się Pan nie pogniewa, to to pytanie może zadałby Pan inaczej, bowiem w Brukseli w zasadzie poseł nie ma jak pracować nawet na rzecz swojego okręgu – województwa – a cóż dopiero dla jednego miasta czy powiatu. To zupełnie inny wymiar, inne zadania, inne kompetencje. Mówiliśmy troszeczkę o tym. Tam nawet jest źle wdziane, jeśli występuje się w imieniu i na rzecz własnego kraju, a cóż dopiero miasta, czy powiatu… Nikt by tego nie zrozumiał i nie zaakceptował). Może więc: Minął pierwszy rok pana pracy, jako parlamentarzysty europejskiego. Jak Pan ocenia ten okres? (Albo inaczej – to Pan redaktor decyduje).

Oto screen ze strony Szejnfeld.pl:

niezalezna.pl

 

 

Onet kasuje felieton Ziemkiewicza o Bieńkowskiej. Co Onet kasuje, Tajne Archiwum publikuje, „pro publico bono”…

bieńkowska

Sorry, takich mamy fachowców… Gdyby Elżbieta Bieńkowska była z PiS-u, jej przesłuchanie w Parlamencie Europejskim rozpoczęłoby co najmniej tydzień chóralnego lamentu: pisowcy skompromitowali nas przed Europą! Ośmieszyli! Wsadzili do Komisji niekompetentną, arogancką babę, na której europejscy dziennikarze nie zostawili suchej nitki! Znowu się przez nich śmieje z nas cały świat!

Na swoje szczęście Elżbieta Bieńkowska nie tylko jest z Platformy Obywatelskiej, ale została wylansowana na jej najbardziej fachową siłę – po tym, jak nie dało się już dłużej podtrzymywać takiego lansu wobec Michała Boniego. Bo z fachowcami w PO jest tak, jak z uczciwymi ludźmi w „Martwych Duszach” Gogola„jeden tam tylko uczciwy człowiek, prokurator, ale prawdę mówiąc, to i on świnia”.

Jeden więc był w rządzie Tuska fachowiec, Bieńkowska właśnie, ale jak pojechała do Brukseli, to i jej fachowość się okazała, prawdę mówiąc, hm… mitem. W rankingu sporządzonym przez dziennikarzy z dość ekskluzywnego, nieformalnego klubu komentatorów unijnych zawiłości, Bieńkowska została dosłownie zmiażdżona i oceniona najniżej ze wszystkich – komentatorzy dali jej 5 punktów na 10 możliwych. Nawet kompletnie schepana w oficjalnych ocenach połączonych komisji PE Czeszka Věra Jourová zasłużyła w tym samym rankingu na 7.

Może autorzy strony „Commisioner Hearings” to po prostu złośliwi pisowcy, dla niepoznaki tylko zaopatrzeni w paszporty i akredytacje krajów zachodnich? Może, ale ich zarzuty były bardzo konkretne. Polska kandydat na komisarza wykazała się brakiem znajomości wspólnotowego prawa i praktyki, pytana o priorytety wskazała praktycznie wszystkie możliwe sprawy (typowe polskie schorzenie – popatrzmy na exposé kolejnych premierów), co dla ludzi wychowanych w zachodniej kulturze korporacyjnej oznacza po prostu brak priorytetów, dywagowała nie na temat, a na dodatek, zdaniem zachodnich dziennikarzy, nadrabiała ignorancję tupetem i arogancją.

O fachowe szczegóły można się spierać, ostatnia sprawa nie ulega kwestii. Pani Bieńkowska znana jest z manier nadętej, biurowej królewny, takiej od herbatek i pokrzykiwania na bezczelnych petentów, którzy ciągle zawracają czymś głowę, jakby nie wiedzieli, że jaśnie pani tu urzęduje. Jan Pietrzak trafnie nazwał to schorzenie, którego kliniczne exemplum stanowi była wicepremier, „napuszeniem jędzowatym”.

Pani Bieńkowska była więc po prostu sobą – czyli tą panią z „Misia”, która uprzejmie oznajmia klientowi „jem przecież!”. Tyle, że kiedy zachowywała się tak w kraju, po każdym jej aroganckim wejściu rozlegały się peany zachwyconych funkcjonariuszy agit-propu: brawo, ale im powiedziała, wreszcie ktoś się nie obcyndala, nie zabiega o poklask, brawo!

W Europie, okazuje się, inny sznyt.

Zablokowany przez Onet.pl felieton Ziemkiewicza. Panie Rafale, nie wie pan do kogo należy Onet i czyje interesy w KE reprezentuje Bieńkowska?
Zablokowany przez Onet.pl felieton Ziemkiewicza. Panie Rafale, nie wie pan do kogo należy Onet i czyje interesy w PE reprezentuje Bieńkowska?

Na swoje szczęście Elżbieta Bieńkowska nie jest z PiS-u. Więc to, jak ją na Zachodzie oceniono, nie dotrze do większości polskich odbiorców. Kto czyta opozycyjne gazety, ewentualnie zagląda do internetu nie tylko na strony „sekrety gwiazd”, ten się dowie. Ale reszcie ogłoszono, że jej przesłuchanie było kolejnym wielkim sukcesem, okraszonym żartobliwym przekomarzaniem się pani Eli z panem Jerzym.

Tresowany leming to kupi. Przecież wie, że pani Bieńkowska jest jednym z najznakomitszych naszych fachowców, tak jak wie, że pani Fotyga to obciach i żenua. To nic, że Bieńkowską nie tylko zachodni dziennikarze, ale i połączone komisje PE oceniły nisko, a Fotygę wybrano przewodniczącą ważnej Podkomisji ds. Bezpieczeństwa i Obrony. Tego w telewizyjnych dziennikach nie pokazali. Podobnie jak nie wspomnieli o trzech miliardach [!] podarowanych w ubiegłym roku przez Ministerstwo Finansów zagranicznym koncernom przez rzekomy „błąd” urzędnika (tu mi kaktus wyrośnie, jak to był błąd). Jak by mógł powiedzieć klasyk, gdyby nie związał swej kariery z PO [parafraza słów Jacka Rostowskiego do Leszka Balcerowicza – przyp. TAW], stłucz pan lemingowi termometr, a prędzej odkorkuje, niż się domyśli, że ma gorączkę.

Rafał Ziemkiewicz

Facebook.com/rziemkiewicz

Ziemkiewicz