Upadek Kościoła w Polsce: antynarodowy abp Polak hucznie świętuje 500-lecie rozłamu w Kościele

Jacek Michałowski – szef Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego, abp Wojciech Polak – Prymas Polski

Owiany w środowisku nacjonalistycznym złą sławą Prymas Polski abp Wojciech Polak, który nie wahał się w sposób mocny i odbiegły od rzeczywistości zdezawuować ideę nacjonalistyczną, kiedy bezpardonowo określił aprobowanie jej herezją, zdecydował się zasiąść w Komitecie Honorowym obchodów 500-lecia Reformacji.

W obecnej rzeczywistości regularnie zderzamy się z absurdami, lecz niektóre są naprawdę ponadprzeciętnie zadziwiające. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, choć na pewno będzie to spore uproszczenie, że jedynymi osobami uważanymi za heretyków są tradycyjni katolicy i nacjonaliści, a wszystkim innym należy się ekumeniczne miłosierdzie i zrozumienie.

To jest po prostu niesamowite, jak bardzo niedorzeczny ogląd rzeczywistości potrafią mieć hierarchowie i do jakich absurdalnych potrafią dojść wniosków. Wniosków nie tylko absurdalnych, lecz mających druzgocący wpływ na życie samego Kościoła – zarówno polskiego, jak i powszechnego.

Abp Wojciech Polak bowiem podczas 26. Forum Ekonomicznego w Krynicy w następujący sposób ocenił myśl narodową, nacjonalizm:

„Aprobata do tego typu myślenia jest niewłaściwa, a wręcz heretycka, tak nie może być. To odciąga od tego, co jest istotą chrześcijaństwa”.

Nie jest przypadkowym powiedzenie, że ryba psuje się od głowy. Arcybiskupowi wtórował dominikanin o. dr Maciej Zięba, wyrażając opinię, że nacjonalizm jest to „pogaństwo, bezbożność i herezja. To jest niebezpieczne dla Kościoła świętego”.

Na naszych oczach dokonuje się wielki sukces masonerii i wrogów Kościoła ubranych w purpurę, którzy określani są mianem jego książąt, wiernych zaś Kościołowi Polaków miłujących swoją Ojczyznę nazywa się heretykami, a sam Kościół wraz z swoimi owcami prowadzi się na skraj upadku. Abp Polak podjąłby słuszniejszą decyzję, robiąc przegląd stanu duchowieństwa pod kątem formacji i przypadków herezji, a nie oceniał myśl nacjonalistyczną, o której widać nie ma bladego pojęcia.

Dla kontrapunktu – słowa papieża Piusa XI w temacie nacjonalizmu:

„Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny ani nacjonalizmu; przeciwnie, kontroluje on go, uświęca i ożywia”.

Inauguracja obchodów 500-lecia Reformacji odbędzie się 31 października 2016 r. odprawieniem nabożeństwa w Kościele Jezusowym w Cieszynie. Światowe obchody 500-lecia Reformacji rozpoczną się w Święto Reformacji w luterańskiej katedrze w Lund (Szwecja) i będzie na nich obecny papież Franciszek.

Członkami na liście Komitetu Honorowego, którą ogłosił zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce bp Jerzy Samiec, znajduje się m.in. Jerzy Buzek oraz Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Nie jest tajemnicą, że Kościół w Polsce od dawna boryka się z wewnętrznymi problemami determinującymi kierunek, w którym zmierza – problemami, które nasilają się co najmniej od czasów zamachu smoleńskiego.

Wówczas to polski Kościół jawnie i tajnie współpracował zarówno z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego, jak i z Kancelarią Donalda Tuska w zorganizowanej akcji uciszania rosnącego buntu narodowego przeciw uzurpatorsko przejętej po zamachu smoleńskim władzy oraz prowadził prześladowania polskich kapłanów-patriotów protestujących przeciw rozszalałemu wówczas państwowemu bezprawiu i prześladowaniu polskich patriotów oraz smoleńskich whistleblowerów (demaskatorów).

Na podstawie m.in.: ekumenizm.pl/3droga.pl/telewizjarepublika.pl

Najnowszy raport masonów z Klubu Rzymskiego: priorytetem polityka jednego dziecka i wysokie podatki

georgia-guidestonesThe Georgia Guide Stones – wyryty w wielkim kamieniu w wielu językach świata manifest NWO redukcji populacji Ziemian fot. infrakshun.wordpress.com

Niesławny Klub Rzymski, skupiający polityków, finansistów i „obywateli świata, podzielających wspólną troskę o przyszłość ludzkości” – jak się sami określają – domaga się, by rządy w poszczególnych krajach koniecznie wprowadziły „politykę jednego dziecka” i ograniczyły wzrost gospodarczy do poziomu 1 proc. rocznie. Wszystko po to, żeby ludziom na całym świecie żyło się lepiej (sic!). 

„Dobrze byłoby, gdyby przyrost naturalny zmniejszył się. Idealnie byłoby, gdyby nawet liczba ludności na świecie skurczyła się znacznie” – argumentują dwaj autorzy właśnie opublikowanego i zaprezentowanego we wtorek raportu Klubu Rzymskiego pt. „Reinventing prosperity” Jorgen Randers i Graeme Maxton. Proponują oni, by rządy promowały politykę jednego dziecka i np. na 50. urodziny matkom „jedynaków” dawać w ramach „nagrody” 80 tys. USD.

Najnowszy raport Klubu Rzymskiego brzmi – jak to określił portal „Deutche Welle” – jak „manifest ekologiczny”. Znany think tank [masoński think tank – przyp. TAW], którego misją jest „zwiększanie dobrobytu poprzez zarządzanie wzrostem gospodarczym, zmniejszanie bezrobocia i nierówności oraz przeciwdziałanie zmianom klimatycznym”, proponuje rozwiązania skrajnie radykalne i utopijne.

Gdyby nie fakt, że ten think tank działający od ponad 40 lat ma ogromny wpływ na politykę światowąto tutaj zrodziła się m.in. skandaliczna koncepcja „zrównoważonego rozwoju” i radykalne programy zabijania dzieci poczętych – można byłoby wezwania „ekspertów” przemilczeć. Jednak grupa ta, obejmująca wpływowych polityków, naukowców, finansistów i przedsiębiorców z całego świata, w praktyce realizuje wielki program inżynierii społecznej [czytaj: depopulację – przyp. TAW].

W 1972 r. Klub wydał książkę pt. „Granice wzrostu”, w której straszono przeludnieniem i domagano się natychmiastowego wdrożenia polityki ograniczającej przyrost naturalny.

Autorzy najnowszego raportu Jorgen Randers i sekretarz generalny Klubu – Graeme Maxton twierdzą, że po 30 latach globalizacji i wzrostu gospodarczego „świat stał się nieprzyjemnym miejscem do życia”. Miliony ludzi straciło pracę, a przepaść między bogatymi i biednymi stale rośnie.

Według Randersa i Maxtona, świat zmierza w „beznadziejnym kierunku tak pod względem społecznym, jak i ekologicznym. Konwencjonalne rozwiązania, takie jak podatek katastralny, zwiększanie wydatków na infrastrukturę lub zachęcanie do tworzenia firm, nie przyczynia się do ograniczenia zmian klimatycznych, zmniejszenia nierówności i bezrobocia”.

W obecnej sytuacji – według lewicowych ekonomistów – istnieje „tylko jedno niekonwencjonalne rozwiązanie, tj. zmiana paradygmatu”. Obecny system ekonomiczny – piszą autorzy opracowania – przyczynił się do zaistnienia wielu kryzysów”. Maxton postuluje radykalne odejście od neoliberalnej gospodarki, która służy „ogłupianiu” zbyt wielu ludzi.

Autorzy raportu uważają, że nie do obrony jest liberalna polityka, przejawiająca się w prywatyzacji, deregulacji rynków, wolnym handlu i redukcji wydatków rządowych. „Taka nieuregulowana działalność gospodarcza i luźne przepisy państwowe, na przykład odnośnie zanieczyszczania środowiska, przyniosły poważne skutki dla środowiska i doprowadziły do nadmiernej eksploatacji ograniczonych zasobów naturalnych na świecie” – twierdzą autorzy raportu.

„Eksperci” proponują, by ograniczyć globalne PKB zaledwie do 1 proc. rocznie, podnieść wiek emerytalny do co najmniej 70 lat [najlepiej w ogóle nie wprowadzać wieku emerytalnego i pracować dozgonnie – przyp. TAW], wprowadzić nowe podatki (w tym podatek węglowy) [no tak, musi być przecież jakiś specjalny prezent dla Polaków – przyp. TAW] i podwyższyć istniejące w celu pozyskania środków na „zielone pakiety stymulacyjne”, i by walczyć ze skutkami rzekomego ocieplenia klimatu.

Środki te miałyby być wykorzystane także na „transformację ekologiczną w miejscu pracy”. W praktyce chodzi o to, że byłyby to środki na odprawy zwalnianych pracowników w branżach opierających się np. na węglu, czy dla osób, które zamiast pracować w fabryce, założą gospodarstwo rolne, produkujące na własne potrzeby.

„Ekolodzy” z Klubu Rzymskiego chcą znacznego opodatkowania konsumpcji, zwłaszcza, jeśli zakupywane towary i usługi wyprodukowano by z ogromną szkodą dla środowiska. Wzrosłyby np. ceny biletów lotniczych, ogrzewania itp. 

Polityka jednego dziecka, by chronić zasoby naturalne

Propozycje Klubu Rzymskiego, które prezentował w Berlinie m.in. niemiecki  minister środowiska Gerd Müller i kilku niemieckich członków Klubu, zakładają znaczne opodatkowanie obywateli w celu realizacji „różnego rodzaju wzrostu”. – Tu nie chodzi o mniejszy wzrost, ale o różny wzrost – mówił minister. Stwierdził on, że planeta „znajduje się na krawędzi” i globalne społeczeństwo ma do wyboru albo zmierzać w kierunku przepaści, albo kształtować „trwały wzrost”. Minister widzi w nowej koncepcji szansę dla Niemiec i  Europy, w której znajdują się liczne technologie know-how.

Technologie te miałyby być stosowane w celu „złagodzenia głodu pośród szalejącego wzrostu populacji” [jacy troskliwi i empatyczni wujowie, chyba na nich zagłosuję – przyp. TAW]. – Jest wystarczająco dużo miejsca dla 10 miliardów ludzi na świecie – mówił Müller – pod warunkiem, że wielkość wzrostu gospodarczego będzie oddzielona od wielkości wykorzystania zasobów.

Według ministra, zachodnie zwyczaje konsumpcyjne – drogie auta i obecny styl życia – nie mogą być powielane przez Indie i Afrykę, bo „nie ma już wystarczającej liczby dostępnych zasobów energii” [no właśnie, kto tę energię wysysa z hodowli rasy ludzkiej? – przyp. TAW]. Na pytanie dziennikarza, dlaczego ktoś ma decydować za mieszkańców Indii czy Afryki o ich stylu życia, minister nie dał odpowiedzi.

Eksperci zaproponowali, by rządy, zwłaszcza z państw zachodnich, wprowadziły „politykę jednego dziecka”, która „będzie oszczędzać zasoby w celu stworzenia bardziej sprawiedliwego społeczeństwa globalnego” (sic!).

Randers twierdzi, że dziecko urodzone w kraju uprzemysłowionym zużywa około 30 razy więcej środków niż dziecko urodzone w Indiach. „Zachód mógłby dawać przykład” – sugerował – „poprzez ograniczenie liczby urodzeń”. Kobiety rodzące tylko jedno dziecko mogłyby otrzymywać premie pieniężne w wysokości 80 tys. USD. Wraz z tą sugestią zaproponowano rozwiązania godzące w rodzinę jako instytucję. „Eksperci” domagają się podniesienia podatku od spadków, nawet do 100 procent (sic!). Radykalnie wzrosnąć miałaby także cena cukru.

Klub Rzymski został założony w 1968 roku przez Alexandra Kinga i Aurelio Peccei w Accademia dei Lincei w Rzymie. Jednym z założycieli był m.in. miliarder David Rockefeller.

alexander-kingAlexander King (1909-2007) fot. eirma.org

aurelio_peccei_1976Aurelio Peccei (1908-1984) fot. wikipedia.org

david-rockefellerDavid Rockefeller (ur. 1915) fot. ellsworthamerican.com

hans-joachim-schellnhuberWatykańsko-ONZ-owsko-masoński „ekspert” od aborcji, depopulacji oraz tak zwanych zmian klimatu – prof. Hans Joachim „John” Schellnhuber  fot. deutschland.de

Think tank skupia obecnych i byłych szefów państw, biurokratów ONZ, polityków wysokiego szczebla, ekonomistów i liderów biznesu. W 2015 roku Franciszek mianował niemieckiego profesora Johna Schellnhubera [znanego depopulatora, jawnego zwolennika aborcji – przyp. TAW] z Klubu Rzymskiego członkiem zwyczajnym Papieskiej Akademii Nauk. Schellnhuber prezentował encyklikę Franciszka „Laudato Si” [wiele wskazuje, że był nawet jej współautorem – przyp. TAW].

Agnieszka Stelmach

źródło: http://www.pch24.pl/raport-klubu-rzymskiego–priorytetem-polityka-jednego-dziecka-i-wysokie-podatki,46062,i.html

Czytaj również:

Abdykacja papieża Franciszka już wkrótce – ujawniają watykańskie źródła

fot. Gregorio Borgia /AP

Gdy 13 marca 2013 r. stojący na balkonie papieskim kard. Bergoglio wypowiedział charakterystyczne „buongiorno”, świat zamarł… Jedni z zachwytu, inni z przerażenia. Pierwszy w historii papież z kontynentu amerykańskiego przejął urząd Świętego Piotra. Przez pierwsze dwa lata pontyfikatu dominująca większość społeczeństwa miała „ubogiego Franciszka” niemalże za papieża marzeń. Zwłaszcza gdy porównywano go z zakłamanym, wykreowanym przez mainstream wizerunkiem poprzednika.

Przez pierwsze dwa lata oblicze papieża zdobiło niemalże wszystkie okładki poważnych i mniej poważnych czasopism. Nareszcie papież, który mówi ludzkim głosem, „papież ubogich”, „duszpasterz”… Niekończące się laudacje. Można było mówić o pewnym hurraoptymizmie wśród wiernych. Ale byli i tacy, którzy od początku wróżyli niebezpieczeństwo. Przyznam… ja do nich nie należałem. Po dwóch latach od wyboru „efekt Franciszka” prysł niczym sztucznie napompowana bańka mydlana. Do pieca dołożył Antonio Socci, który dowodzi, że wybór Bergolio na papieża był nielegalny (por. książka „Non e Francesco”).

socci-non-e-francescoAntonio Socci, To nie Franciszek. Kościół w wielkiej burzy, wyd. Mondadori, 2015

Czyżby świat zrozumiał, kim jest ubrany w populistyczne szaty biskup z Argentyny? Statystyki nie kłamią. Liczba wiernych na środowych audiencjach spadła w ciągu dwóch lat o niemal 68%. Podobnie na modlitwach „Anioł Pański” i innych spotkaniach. Odpływ wiernych od Franciszka jest widoczny gołym okiem. Czym katolikom podpadł duchowny z Buenos Aires? Czyżby i on, podobnie jak nuncjusz Migliore, szykował się do ewakuacji z Watykanu?

Trefne publikacje

Wszystko zaczęło się od „ekologicznej” encykliki „Laduato si”, której bliżej do „zielonego manifestu” czy deklaracji ideowej partii Zielonych lub Greenpeace’u niż do oficjalnego orędzia Namiestnika Świętego Piotra. Papież doskonale wpisał się w lewacką narrację o globalnym ociepleniu, którego nikt nie jest w stanie ostatecznie udowodnić. Encyklika zredukowała nauczanie o jedynym Zbawcy Jezusie Chrystusie do ekologicznej gadki. Niebawem przyjdzie na świat Antychryst. Ukaże się w postaci ekologa i pacyfisty. Bądźcie czujni – w 2007 r. ostrzegał kard. Giacomo Biffi, arcybiskup Bolonii. Nie wiem, kogo kardynał miał na myśli, ale jego profetyzm brzmi znajomo… Ponadto metropolita przestrzegał przed budowaniem tzw. nowego chrześcijaństwa. Czy jego przejawem nie jest pierwsza lewicowa encyklika w historii Kościoła oraz pełna relatywizmu moralnego adhortacja „Amoris laetitia”, która bagatelizuje pojęcie grzechu śmiertelnego oraz zmienia spojrzenie na związki niesakramentalne?

Spolegliwość międzyreligijna

Franciszkowa koncepcja dialogu międzyreligijnego nijak się ma do tej objawionej w Słowie Bożym. Papieski dialog nie opiera się na głoszeniu nawrócenia i budowaniu koegzystencji społecznej, ale na próbie zrównania ze sobą wszystkich religii. W tych poczynaniach radykalnie faworyzuje on islam i religię mojżeszową. Nie sposób wymienić wszystkich sygnałów wskazujących, że zależy mu na połączeniu islamskiej sekty z wiarą w Jezusa Chrystusa. Przypomnę jedynie kilka z nich. W skandalicznym wywiadzie dla francuskiej gazety „La Croix” przyrównał apostołów do… terrorystów z ISIS. Nie sposób nie wspomnieć o całowaniu Koranu czy muzułmańskich stóp podczas wielkoczwartkowych uroczystości, które dało imamom jasną informację, jakoby chrześcijaństwo sprawowało poddańczą rolę wobec islamu.

Franciszek ma krzepę, by uklęknąć przed muzułmanką i ucałować jej stopy, nie mając już siły, by uklęknąć w kościele przed żywym Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Czy Chrystus całował fałszywe księgi lub stopy pogan podczas Ostatniej Wieczerzy? Papież Franciszek przeszedł samego siebie podczas uroczystości wręczenia nagrody im. Karola Wielkiego, gdy u boku Martina Schulza zasugerował, że Europa winna odrodzić się w… islamie. Nie w pogłębionej wierze w Chrystusa. Nie w renesansie sakramentalnego życia, ale w islamie!

Podobnie zachowuje się w kwestii żydowskiej. Nieodwzajemnione służalcze pocałunki rąk rabinów są jedynie tego symbolem. Na szczególną uwagę zasługuje opublikowany niecałe pół roku temu dokument Komisji ds. Stosunków Religijnych, który stawia pod ogromnym znakiem zapytania istotowy, misyjny charakter Kościoła. W dokumencie wyjaśniono, że „dobrzy katolicy”, którzy szanują tak zwany „ekumeniczny dialog z judaizmem”, powinni powstrzymać się od wszelkich prób ewangelizacji Żydów. Stwierdzono wprost, że Kościół katolicki nie przewiduje już nawracania wyznawców religii mojżeszowej, uważając, że chrześcijaństwo jest jakąś formą pochodną judaizmu. A co ze słowami Chrystusa: tylko przeze Mnie pójdziecie do Ojca? Budowanie dialogu międzyreligijnego, innego niż nawracanie i budowanie koegzystencji społecznej, trąci herezją.

Niestety heretyckie, a nawet masońskie próby łączenia wszystkich religii w jedno zostały wyraźnie zaprezentowane w propagandowym spocie, w którym pierwsze skrzypce odgrywał Franciszek. Chrześcijaństwo, islam, judaizm i buddyzm (zaliczany do nonteizmu!) dla biskupa Rzymu wydają się być jednym i tym samym!

Takie kroki bardziej stawiają Franciszka w roli namiestnika Mahometa czy Mojżesza naszych czasów, aniżeli ziemskiego następcy Chrystusa.

Gwiazda popkultury

Zaraz po wyborze księża z Argentyny ostrzegali, że Bergolio bardziej będzie dbał o wizerunek medialny, aniżeli o rzeczywiste budowanie wspólnoty Chrystusa. Wielu nie dowierzało. Po kilku miesiącach te rewelacje potwierdzili jego bliscy współpracownicy oraz konkretne wydarzenia. Papież stał się ulubieńcem mediów, co niestety nie ma realnego przełożenia na skuteczną ewangelizację, nawrócenia, liczbę wiernych w Kościele czy powrót do życia sakramentalnego. Franciszek ma czas na spotkania z Salmą Hayek i przedstawicielami amerykańskich organizacji homoseksualnych, nie znajdując go jednocześnie na spotkanie ze stającą w obronie życia nienarodzonych Mary Wagner.

Stać go było na list do muzułmanów z okazji rozpoczęcia Ramadanu z życzeniami, by okres ten przynosił im obfite owoce duchowe, ale nie stanął ani razu w obronie Asi Bibi, skazanej na śmierć za wierność Chrystusowi – komentuje sprawę publicysta Grzegorz Górny.

Zwrócony w kierunki Mekki, pokornie modlił się w meczecie (w 2014 r.), zapominając o przelewających krew chrześcijańskich wspólnotach, których świątynie już dawno leżą w gruzach. Czy tak postępuje pasterz swoich owiec? Czy pasterz powinien budować swój PR kosztem wiernych będących w niebezpieczeństwie?

To efekt Franciszka – tak z zachwytem tłumaczy poczynania papieża od lat związana ze środowiskami LGBT zakonnica Jeannine Gramick. Efekt Franciszka ma jakieś granice przyzwoitości, które, jak się wydaje, już dawno zostały przekroczone.

Wizerunek papieża walczącego z pedofilią i kościelnymi skandalami, co wbrew kłamstwom mainstreamu czynił Benedykt XVI, nadszarpnęła sprawa abp. Józefa Wesołowskiego. Co ciekawe, delikwent tuż przed rozprawą zmarł na zawał. Dziwne? Czy nie narzuca się na myśl mafijna próba zlikwidowania problemu, który poprzez długie sądowe procesy nadszarpnąłby PR medialnej gwiazdy?

Jedno jest pewne, papież wpada, świadomie lub nie, w pułapkę szukania taniego poklasku wszędzie i u wszystkich. Stał się skupiającą się na opinii długoletnich wrogów Kościoła gwiazdą popkultury, co najwyraźniej mu odpowiada. Takie stanowisko nijak się ma do ewangelicznego: Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom (Łk 6,26).

Masoneria

W 1999 r. kard. Bergolio został honorowym członkiem Rotary International w Buenos Aires. Wkrótce po wyborze na Stolicę Apostolską informacja o papieskich związkach z tą organizacją zniknęła z internetu. Dopiero niedawno na nowo zagościła również na polskich serwerach. Członkostwem Franciszka chwalą się loże masońskie oraz rotarianie. Doskonale wiadomo, że to, co zgodnie z myślą Artura Schopenhauera, przez lata było sprowadzane do absurdu, w rzeczywistości jest prawdą. Chodzi o główny cel masońskich lobbystów – budowanie Nowego Porządku Świata (New World Order), na zasadzie łączenia wszystkich religii w jedną (o czym już wyżej była mowa), wynarodowienia i zderzania ze sobą odmiennych cywilizacji. To wszystko, pod przykrywką pacyfizmu i fałszywego miłosierdzia, zdaje się realizować aktualny biskup Rzymu.

Jeszcze niedawno, przyjmując nagrodę im. Karola Wielkiego, Franciszek wygłosił mowę na temat wyzwań przed jakimi, jego zdaniem, stoi Europa. Dał do zrozumienia, że państwa narodowe to przeżytek. Co więcej, kilka tygodni później wyznał w wywiadzie, że irytuje się, gdy słyszy o chrześcijańskich korzeniach Europy, widząc w nich zbrodniczy kolonialny charakter. To lewackie, marksistowskie spojrzenie całkowicie przeciwstawia się słowom św. Jana Pawła II, który wielokrotnie przestrzegał, by Europa nigdy nie wyrzekła się „korzeni chrześcijańskich”.

Krótko przed Jubileuszem Miłosierdzia apeluję do parafii, wspólnot zakonnych, klasztorów i sanktuariów całej Europy, aby wyrazić konkretność Ewangelii i przyjąć rodzinę uchodźców – w zeszłym roku apelował papież Franciszek.

Papież przeszedł samego siebie w wywiadzie dla francuskiego periodyku, gdzie Europejkom zasugerował, by współżyły z islamskimi imigrantami i w ten sposób zniwelowały ujemny przyrost naturalny. Takich apeli było o wiele więcej. Biorąc pod uwagę, jak wielką liczbą doradców otoczony jest papież, należy wykluczyć jakąkolwiek naiwność. Niemożliwe, że Franciszek nie wie o aktach terrorystycznych czy gwałtach na kobietach, jakich dopuszczają się islamscy fundamentaliści. Niemożliwe, że nie zna doktryny koranicznej, zezwalającej na morderstwo innowiercy, czym trudzą się liczni salafici.

Za dalszą współpracą z masonerią przemawia iluminacja w dzień Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny na fasadzie Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie (8 grudnia 2015). Projekt rzekomo był poświęcony zmianom klimatycznym. Wpływowi watykaniści, tacy jak Sandro Magister czy Antonio Socci, uznali, że spektakl był jawną manifestacją duchowości New Age, NWO oraz pogaństwa. Tego samego zdania są byli członkowie sekt, którzy zaprezentowaną symbolikę rozumieją doskonale.

vaticananimals4

Zgodnie dowodzą, że iluminacja zaprojektowana przez działacza masońskiej loży, a zarazem zadeklarowanego satanistę, była perfidną okultystyczną propagandą, którą sponsorował wspierający ideologię eugeniczną Bank Światowy, a „pobłogosławił” ją namiestnik Chrystusa.

Niepokojące są również doniesienia o próbach zanegowania prawdziwości objawień fatimskich, których trzecia tajemnica nie została zaprezentowana w całości (na ten temat napiszę więcej innym razem).

Abdykacja

Według informacji, które dotarły do nas z trzech watykańskich źródeł,

Franciszek podpisał dokument o abdykacji prawie dwa miesiące temu.

Jak zgodnie donoszą trzej kapłani pracujący w watykańskich kongregacjach, abdykacja nastąpi pod koniec października lub w listopadzie.

W kontekście tych doniesień łatwiej zrozumieć bezkompromisowe, skrajnie modernistyczne kroki, jakie wykonał od ostatniego roku. Jeszcze jedno jest niepokojące. Podobno kolejny papież już jest wybrany, a poczynania Franciszka są jedynie grą wstępną dla jego następcy, by doprowadzić do zupełnej destabilizacji Kościoła Chrystusowego. Prośmy Boga, by odmienił te niepokojące zapowiedzi! Codziennie o 12.00 módlmy się jednym „Zdrowaś Maryjo” w intencji Kościoła i jego pasterzy. Jeśli nic się nie zmieni po najbliższych wakacjach, Franciszek zrealizuje to, o czym prawił dziennikarzom niecałe dwa lata temu na pokładzie samolotu – ustąpi z urzędu po bardzo krótkim czasie. Trzy lata „trefnego pontyfikatu” to absolutnie za dużo. Nie potrzebujemy gwiazdy popkultury w Watykanie, tylko papieża, który odstawiając na bok budowanie medialnego wizerunku, poświęci się radykalnemu głoszeniu Świętej Ewangelii.

Ks. Jarosław Gluziński

źródło:

http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3961-abdykacja-franciszka-juz-wkrotce-potwierdzaja-to-nasze-watykanskie-zrodla

Komentarz:

Papież Franciszek jest ewolucyjnym biczem Bożym, którego zadaniem jest rozmontować Kościół katolicki w jego widzialnej postaci. Papież Franciszek jest ewolucyjnym biczem Bożym, którego zadaniem jest obnażyć hipokryzję instytucji, hierarchów i wiernych.

Papież Franciszek jest zaledwie prostym fraktalem (konsekwencją na kolejnym levelu) procesu, który rozpoczął się od pierwotnego konfliktu apostoła Piotra z Marią Magdaleną, a który instytucjonalnie i politycznie wystartował na dobre w 325 roku (Sobór Nicejski I). Proces ten został ufundowany na Wielkim Kłamstwie i Manipulacji. Obecny przejaw, fraktal tego procesu upostaciowiony w osobie obecnego papieża po prostu odbija jak w lustrze te pierwotne nieciągłości. Jeśli moment inicjacji procesu jest „karmicznie” obciążony, „karma” (konsekwecja, wyrównanie – bo Natura, Przestrzeń dąży do harmonii) dopada proces również na jego finale.

watykan

Historia Kościoła katolickiego jako zhierarchizowanej instytucji dobiega powoli końca. Nieprawdą jest, że Kościół to opoka, której nic nie obali – ta „opoka” zostanie obalona już wkrótce. I przekonają się o tym zacietrzewieni. Ewolucyjna lawina Wielkiej Zmiany ruszyła – i nic jej już nie powstrzyma. Opoką jest nie Piotr Apostoł i jego dziedzictwo w historii, ale niezmienne kosmiczne Prawa pierwotnej, niezmanipulowanej, organicznej, wzorcowej Przestrzeni.

Istoty, które pomimo krwawej historii Kościoła i innych opresyjnych systemów żyły według pierwotnych algorytmów Ziemi, bosą stopą na jej matczynym Ciele, w bliskim, intymnym kontakcie z całą przejawioną Naturą (Lasy/Święte Gaje, Zioła, Zwierzęta/nasi Bracia Mniejsi), nie mają się czego obawiać – zawsze były w Domu i nikt ich z niego nie wydziedziczył, żadna przemożna siła. Co nam obca przemoc wzięła, Wielka Zmiana nam zwraca. Zmanipulowana syntetyczna matryca ziemska ustępuje miejsca organicznej matrycy  Ziemi. To właśnie na niej zaczynamy kreować nowy świat. Za 10 lat zrozumieją to już wszyscy.

green

Historia wszystkich zorganizowanych religii na tej planecie dobiega powoli końca. Ludzkie zaprogramowane mózgi i umysły będą w tej końcówce lasować się i gotować. Wiele osób po prostu fizycznie nie udźwignie tego napięcia, gdyż niektórzy (miliony zniewolonych istot ludzkich) są tak wkręceni w energożerne religijne egregory (oddali im całe swoje życie, całą swoją energię), że możliwość jasnego postrzegania jest dla nich po prostu fizycznie zamknięta (prawa mechaniki przestrzeni).

Czy Franciszek ustąpi dziś, czy jutro, nie ma najmniejszego znaczenia: lawina upadku wszystkich religii na planecie ruszyła – i nic jej już nie powstrzyma.

TAW

ps. Proces rozpadu matrixa (matrycy syntetycznej) już się rozpoczął, dopóki jednak się nie zakończy, wszystkie istoty przejawione w ciele są na razie manipulowane, więc papież też (obecnie na całej planecie tylko jedna osoba jest w pełni przebudzona). To tylko środowiskom alternatywnym oraz konserwatorom starego „ładu” wydaje się, że papież ogarnia całość tej kuwety, którą formalnie zarządza – i całe odium oświeconego jadu, agresji i nienawiści idzie właśnie na niego. Ale to nie królowie, prezydenci, premierzy ani nie papieże zarządzają swoimi folwarkami, ale… „mafie, służby i loże”…

Czytaj również:

Watykan coraz bliższy ujawnienia prawdy o „objawieniach” fatimskich. Papiescy konsultorzy przygotowują już grunt pod akt oficjalnego ogłoszenia Tajemnic Fatimskich jako kosmicznego oszustwa

enzo-bianchi

Watykański Konsultor Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan o. Enzo Bianchi (nominacja przez papieża Franciszka – 2014 r.) ogłosił publicznie, że objawienia fatimskie są oszustwem. Egzegeza przesłania fatimskiej „jasnej pani” otwarcie bowiem ukazuje, iż ujawniający się w nich „bóg” jest bogiem katolickiego rasizmu, który dba tylko o swoją katolicką rodzinę, zapominając o innych wyznaniach chrześcijańskich. Winą zaś za całe zło świata „jasna pani” obarcza jedynie Rosję – pierwszą przecież ofiarę zaimplementowanego tam przez USA i Niemcy komunizmu. Papież Franciszek nie zaprzeczył rewelacjom ujawnionym przez swojego konsultora.

Watykaniści dzielą się na wtajemniczonych i niewtajemniczonych. Wtajemniczeni od dawna wiedzą, że tak zwane objawienia fatimskie to naukowy eksperyment naszych gwiezdnych braci Plejadian, którzy się doktoryzują i habilitują z socjologii, politologii, administracji i religioznawstwa, pilotując w laboratorium Ziemia swoje kosmiczne projekty oraz prowadząc jednocześnie rywalizację z innymi kosmicznymi cywilizacjami o wpływy na swoim ziemskim poletku. Ziemia jest bowiem areną zmagań niezliczonych kosmicznych cywilizacji, oczkiem w głowie całego Universum – zwłaszcza teraz, w epoce Wielkiej Zmiany.

Niewtajemniczonym watykanistą był Jan Paweł II, który prostodusznie uwierzył w fatimską manipulację. Po trosze wtajemniczonym watykanistą jest Benedykt XVI (1), który jeszcze jako szef watykańskiej wielkiej inkwizycji (Kongregacja Nauki Wiary) pracował nad ukryciem pełnej treści Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Do wierzenia ciemnemu ludowi podano 26 czerwca 2000 r. jedynie niewielkie jej fragmenty, całość dokumentów szczelnie ukrywając w najnowocześniejszych cyfrowych sejfach wielkiej podziemnej bazy kosmicznej o nazwie Tajne Archiwum Watykańskie.

Dwie zaledwie strony z całości ukrywanego przez Watykan wielkiego manuskryptu Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej /fot. saotiagoapostolo.blogspot.com

Papieski konsultor o. Enzo Bianchi – włoski zakonnik, pisarz i teolog katolicki, założyciel i przeor ekumenicznej Wspólnoty monastycznej z Bose (Comunità di Bose) – nie jest jedynym watykańskim wtajemniczonym (2) w kwestię Fatimy. Wkrótce po ujawnieniu przez papieża Jana Pawła II nieznanych dotąd fragmentów rękopisu Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej kard. Joseph Ratzinger wyznał w tajemnicy podczas bezpośredniej rozmowy ze swoim przyjacielem, księdzem Ingo Dollingerem, że  istnieje część Trzeciej Tajemnicy, której nie opublikowano! „Istnieje więcej niż to, co opublikowaliśmy” – powiedział kard. Ratzinger. Zapewnił ks. Dollingera, że ogłoszona część Tajemnicy jest autentyczna oraz że niepublikowana część Tajemnicy mówi o „złym soborze i złej mszy”, która miała pojawić się w bliskiej przyszłości.

ks-ingo-dollingerKs. Ingo Dollinger – przyjaciel Benedykta XVI, depozytariusz wiedzy o fatimskim manuskrypcie przekazanej mu przez kard. Josepha Ratzingera /fot. gloria.tv

Historyczne fakty są więc takie, że Ziemianie do dnia dzisiejszego nie znają pełnej treści kosmicznego manuskryptu podyktowanego przez Plejadian („jasna pani”) siostrze Łucji dos Santos, zwanego Trzecią Tajemnicą Fatimską.

Plejadiański „cud Słońca”, Fatima, 13.10.1917 r. /fot. catholiccompany.com

Plejadianie są cywilizacją antysłowiańską, dlatego poprzez zmanipulowanego przez siebie cesarza Konstantyna (3) założyli swój geopolityczny eksperyment pod nazwą „Chrześcijaństwo” (Jezus nie był chrześcijaninem, lecz prawdziwie wolną istotą kosmiczną) – wymierzony bezpośrednio w Słowian oraz w ludy żyjące dotychczas zgodnie z pierwotnymi algorytmami Ziemi, wg wzorcowej organicznej ziemskiej matrycy.

Plejadianie są cywilizacją antysłowiańską, dlatego eksperyment „Fatima” przez całe sto lat był geopolitycznie wymierzony przeciwko Rosji. Słowianie pochodzą z Lemurii (nieistniejącego dziś kontynentu Mu) i nam pomagają inne od Plejadian cywilizacje.  Jest to jednak pomoc nieinwazyjna, więc Wielkiej Pobudki Słowian musimy dokonać sami – muszą tego dokonać istoty w ludzkich ciałach.

Plejadianie są fizycznie bardzo podobni do Ziemian oraz do aniołów („postaci świetliste”), stąd częste pomyłki wizjonerów i świętych, percypujących poprzez religijne filtry postrzegania (programy wgrane w umysł zbiorowy populacji) i niemających najmniejszego wglądu w to, z kim naprawdę mają do czynienia.

Ten kosmiczny eksperyment się jednak kończy, gdyż był zaprojektowany dokładnie na sto lat (wizja papieża Leona XIII) – i właśnie dobiega jego oficjalne ukończenie.

Papież Franciszek w poufnej rozmowie ze swoim konsultorem o. Enzo Bianchim /fot. monasterodibose.it

Już wkrótce (rok, dwa) Watykan to ogłosi 🙂

TAW

Przypisy:

  1. O wielu bardzo ważnych faktach z dziejów Kościoła katolickiego Benedykt XVI po prostu nie wie. Dostęp do Tajnego Archiwum Watykańskiego papieże mają bardzo ograniczony – ziemskim depozytariuszem tajemnej wiedzy tam ukrywanej jest zupełnie kto inny.
  2. Wtajemniczonym nie do końca i nie we wszystko.
  3. „Cuda” na Soborze w Nicei (325 r.) uwiarygadniające cesarskie „wizje” dotyczące założenia hierarchicznej struktury nowej w cesarstwie religii, całkowicie podporządkowanej politycznej władzy centralnej.

Czytaj również:

Papież Franciszek osobiście pochyli się nad losem imigrantów

imigranci

Uginanie karku przez Stolicę Apostolską wobec uchodźców ekonomicznych z globalnego Południa wchodzi w kolejną fazę. Jeszcze przed Światowymi Dniami Młodzieży 2016 papież Franciszek szantażował sceptyków wobec niekontrolowanej imigracji moralnym wykluczeniem z grona wyznawców swego kościoła, bądź oskarżając pozostałych o brak elementarnej wrażliwości społecznej.

Chwytliwa erystyka utrzymana została także podczas ŚDM, gdy papieska narracja zasadniczo nieróżniąca się od tej prezentowanej w mediach głównonurtowych, zgrabnie ominęła kwestie

zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego w kontekście masowej imigracji.

Jak podało czwartkowe wydanie dziennika „L’Osservatore Romano”, z inicjatywy głowy Kościoła katolickiego powołany do życia został urząd ds. „integralnego rozwoju człowieka”.

Jeden z jego działów koncentrować się będzie właśnie na kwestii migracji, a podlegać będzie on bezpośrednio papieżowi Franciszkowi, który zostanie specjalnym „komisarzem” ds. migracji. Ruch ten wymusi zmiany w samej strukturze organizacji Stolicy Apostolskiej.

Z dniem 1 stycznia do nowo powołanego urzędu wcielone zostaną dotychczasowe Papieskie Rady: „Iustitia et Pax”, czyli Sprawiedliwość i Pokój, zajmująca się działalnością dobroczynną „Cor Unum”, a także rada ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących oraz rada ds. Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia.

na podstawie: PAP

źródło: autonom.pl

Czytaj również:

Benedykt XVI przerywa milczenie na temat swojej abdykacji w 2013 r.

Na łamach włoskiego dziennika „La Repubblica” Benedykt XVI szeroko opowiedział o kulisach swojej abdykacji. Jak przyznał, skłoniły go do niej dwa wydarzenia. Aż do teraz papież senior nie komentował sprawy.

Do abdykacji papieża doszło 11 lutego 2013 roku. Była to pierwsza taka decyzja od 1415 roku. W rozmowie z Elio Guerriero dyrektorem włoskiego czasopisma „Communio”, emerytowany biskup Rzymu ujawnił przyczyny swojej decyzji. Zapis rozmowy z Benedyktem XVI ukazał się we włoskiej prasie w ostatnich dniach.

Benedykt XVI zakończył swoją posługę w kościelnym Roku Wiary. Papież-senior przyznał w rozmowie, że bardzo zależało mu na zakończeniu inicjatywy, którą sam zapoczątkował. Całość wydarzenia miała zostać zwieńczona encykliką „Deus caritas est”. Jednak jak podkreślał Ojciec Święty „w 2013 roku było wiele zobowiązań, których nie mógł dobrze wypełnić”.

Papieżowi emerytowi chodziło o Światowe Dni Młodzieży, które trzy lata temu odbywały się w Rio de Janeiro. Były dwie rzeczy, które zadecydowały o tym, że Benedykt XVI nie był w stanie polecieć do Brazylii.

– Po doświadczeniach z podróży do Meksyku i na Kubę nie czułem się na siłach, by podjąć tę tak bardzo trudną podróż. Ponadto program tych dni określony przez Jana Pawła II domagał się koniecznie fizycznej obecności papieża. Nie można było myśleć o połączeniu telewizyjnym lub innych formach, jakie zapewniają technologie – mówił papież emeryt.

Jednak przełomowym wydarzeniem, które zdecydowało o abdykacji była pielgrzymka na Kubę. W rozmowie z Elio Guerriero Benedykt XVI przyznał, że chociaż obie podróże były „piękne i wzruszające”, to szczególnie na Kubie zaczął doświadczać „ograniczenia w wytrzymałości fizycznej”.

– W tych dniach doświadczyłem z wielką siłą ograniczeń mojej wytrzymałości fizycznej. Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że w przyszłości nie jestem już w stanie stawić czoła przelotom transoceanicznym z powodu zmian strefy czasowej. Oczywiście mówiłem o tych problemach także z moim lekarzem, prof. dr Patrizio Poliscą. Stało się jasne, że nigdy nie będę w stanie wziąć udziału w Światowym Dniu Młodzieży w Rio de Janeiro w lecie 2013 roku. Przeszkodą była tutaj wyraźnie zmiana stref czasowych – powiedział.

Wtedy stało się niemal pewne, że ówczesna głowa Kościoła nie będzie w stanie polecieć do stolicy Brazylii na Światowe Dni Młodzieży. Od tego momentu, Benedykt XVI miał mało czasu na podanie konkretnej decyzji o swojej rezygnacji.

Po ogłoszeniu swojej decyzji Benedykt XVI postanowił pozostać w pobliżu bazyliki św. Piotra i przeprowadził się do klasztoru Mater Ecclesiae. Jak sam przyznał papież-senior, miejsce to było dla niego szczególnie ważne, zwłaszcza gdy Jan Paweł II uznał, że lokal, który wcześniej służył jako mieszkanie dyrektora Radia Watykańskiego, w przyszłości będzie miejscem modlitwy.

Zapewne wielu wiernych doskonale pamięta wieczór tuż po ogłoszeniu abdykacji Benedykta XVI. Wówczas nad Stolicą Apostolską przeszła ogromna burza, a jeden z piorunów uderzył w kopułę Bazyliki św. Piotra.

Zaczęły pojawiać się komentarze o końcu świata oraz o człowieku, który doznał porażki. Tymczasem papież-senior był całkowicie spokojny.

– Od początku byłem świadomy moich ograniczeń i przyjąłem wybór, tak jak zawsze starałem się czynić w moim życiu, w duchu posłuszeństwa. Potem były mniejsze lub większe trudności pontyfikatu, ale było też wiele łask. Zdawałem sobie sprawę, że wszystko, co powinienem był uczynić, nie mogę zrobić sam i byłem niemal zmuszony złożyć siebie w ręce Boga, zaufać Jezusowi, z którym, czułem się związany przyjaźnią starą i coraz głębszą – tłumaczył.

Ponadto, Benedykt XVI opowiedział o swoich relacjach z obecnym papieżem Franciszkiem. Oprócz posłuszeństwa, które papież senior przyrzekał swojemu następcy, łączy go również przyjaźń z Argentyńczykiem.

– Natychmiast po swoim wyborze starał się do mnie zadzwonić. Skoro to się jemu nie udało, zatelefonował do mnie ponownie natychmiast po spotkaniu z Kościołem powszechnym z loggii bazyliki św. Piotra i rozmawiał ze mną z wielką serdecznością. Od tej pory obdarzył mnie darem niezwykłej relacji ojcowsko-braterskiej. Często docierają tu do mnie drobne upominki, listy napisane osobiście. Przed wyruszeniem na długie podróże papież zawsze mnie odwiedza.

Ludzka życzliwość, z jaką mnie traktuje, jest dla mnie szczególną łaską na tym ostatnim etapie mojego życia, za którą mogę być jedynie wdzięczny – mówił papież.

Cały wywiad ukazał się w dzienniku „La Repubblica”.

Papież Franciszek jest ewolucyjnym Biczem Bożym, którego docelową misją jest ujawnienie prawdy o manipulacjach założycielskich Kościoła katolickiego

Watykan, 26.01.2014 r. Fot. Alessandro Bianchi/Reuters
Watykan, 26.01.2014 r. Fot. Alessandro Bianchi/Reuters

francis-26.01.2014

francis-26.01.2014

francis-26.01.2014

Jasnowidz Aron o roli papieża Franciszka i Angeli Merkel w czasach apokalipsy (wielkie ujawnienie, podniesienie kurtyny, zdjęcie zasłony poznania), w których właśnie żyjemy.

https://www.youtube.com/channel/UC4szvfhpar1k7GfHXXT8uzQ/videos

Komentarz

Podobnie jak było w przypadku posłannictwa Jezusa, świadomość rzeczywistej misji papieża Franciszka budzi się w nim stopniowo: od nabytych poprzez środowisko wychowawcze liberalno-lewackich poglądów, poprzez masońskie manipulacje jego obecnych watykańskich „doradców” – aż po budzącą się w nim świadomość nieuchronności Wielkiej Zmiany, która teraz dopiero zaczyna w nim się budzić i stopniowo coraz bardziej pulsować. W najbliższych miesiącach Franciszek może nie lada zadziwić świat…

TAW

Fot. 1, 3, 4, 5 – AP/Gregorio Borgia

Watykańscy liberałowie w impasie – i tym razem nie udało im się zrobić formalnego wyłomu w twardej doktrynie Kościoła katolickiego

watykan

Watykańscy liberałowie w impasie – i tym razem nie udało im się zrobić formalnego wyłomu w twardej, wielowiekowej doktrynie Kościoła katolickiego. Z kolei frustrujący konserwatystów wpis w Relatio finale, czyli dokumencie końcowym Synodu o Rodzinie, jednak się pojawił. Mowa o kontrowersyjnym rozdziale trzecim, dającym duszpasterzom pewne pole interpretacyjne przy decydowaniu o formach dopuszczania rozwodników żyjących w nowych związkach do udziału w życiu Kościoła.

Dokument końcowy XIV Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów zatwierdzili 24 października 2015 r. ojcowie synodalni. Podobnie jak w przypadku dokumentu na zakończenie ubiegłorocznego zgromadzenia nadzwyczajnego, również tym razem głosowano oddzielnie nad każdym z 94 punktów Relacji.

W procedurze wzięło udział 265 ojców synodalnych, a wymagana do zatwierdzenia poszczególnych punktów większość 2/3 wynosiła 177 głosów. Wszystkie punkty przyjęto wyraźną większością głosów, choć ani razu nie było jednomyślności. Ten obszerny dokument składa się ze Wstępu, trzech części, podzielonych łącznie na 12 rozdziałów (a te na jeszcze mniejsze punkty) i Zakończenia, po którym następuje Modlitwa do Świętej Rodziny. Włoski tekst dokumentu końcowego Synodu o Rodzinie, zamieszczony na stronie watykańskiego Biura Prasowego, został uzupełniony danymi liczbowymi o wynikach głosowania nad każdym punktem: ile głosów było „za”, ile „przeciw”, bez podawania liczby tych, którzy wstrzymali się od głosowania.

Okazuje się, że najwięcej sprzeciwów wywołały punkty 84-86, współtworzące rozdział 3. „Duszpasterskie towarzyszenie rodzinie” trzeciej części dokumentu (Misja rodziny). Punkt 85. przyjęto tylko jednym głosem ponad wymaganą większość – 178 przy 80 głosach przeciwnych, za punktem 84 głosowało 187 ojców, przeciw było 72, a punkt 86. przyjęto 190 głosami „za” przy 64 „przeciw”. Komentując to dyrektor Biura Prasowego ks. Federico Lombardi powiedział:

Są to punkty dotyczące sytuacji trudnych, jak duszpasterskie podejście do rodzin zranionych lub żyjących w sytuacjach nieuregulowanych z kanonicznego punktu widzenia i dyscypliny kościelnej. Chodzi zwłaszcza o pary żyjące w związkach partnerskich, cywilnych, o rozwiedzionych, którzy ponownie zawarli związki małżeńskie oraz o sposób duszpasterskiego podejścia do tych sytuacji. Zawsze jednak osiągano wymaganą większość dwóch trzecich głosów.

Dokument określa rodzinę jako światło w ciemności, zaznaczając jednocześnie, iż przeżywa ona obecnie wiele trudności, ale też ma w sobie ogromne zdolności i potencjał do stawiania im czoła i reagowania na nie. Cały tekst odznacza się wielkim optymizmem i pozytywnym nastawieniem do wszystkich omawianych zagadnień, unikając języka potępień i ostrej krytyki, i to nawet wtedy, gdy chodzi o tematy i problemy, niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego.

W paragrafie 85. dokumentu końcowego  przypomniano, że polski papież stworzył pewne kryterium do oceny trudnych duszpastersko sytuacji. Przywołane zostały słowa Jana Pawła II z jego adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” z 1981 roku:
„Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo”. […] Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne”.

W podsumowaniu obrad podkreślono:

„Zatem zadaniem kapłanów jest towarzyszenie osobom, których to dotyczy, na drodze rozeznania zgodnie z nauczaniem Kościoła i wskazówkami biskupa. W tym procesie przydatne będzie zrobienie rachunku sumienia poprzez moment refleksji i skruchy”. […] Rozwiedzeni w nowych związkach powinni zadać sobie pytanie, jak postępowali wobec swoich dzieci, kiedy związek małżeński wszedł w fazę kryzysu; czy były próby pojednania; jaka jest sytuacja porzuconego partnera; jakie konsekwencje ma nowy związek dla reszty rodziny i wspólnoty wiernych; jaki przykład daje on młodym ludziom, przygotowującym się do małżeństwa”.

W dokumencie końcowym jest też mowa o tym, że „szczera refleksja może umocnić ufność w miłosierdzie Boże, którego nie odmawia się nikomu”. Przytoczono także stwierdzenie z Katechizmu Kościoła Katolickiego o tym, że w niektórych okolicznościach „poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione” z powodu różnych uwarunkowań. Przyznano, że „w określonych okolicznościach osoby mają wielkie trudności działania w odmienny sposób”.

„Dlatego też, mimo utrzymania normy ogólnej, konieczne jest uznanie, że odpowiedzialność wobec określonych działań czy decyzji nie jest taka sama we wszystkich przypadkach. Rozeznanie duszpasterskie, także biorąc pod uwagę sumienie uczciwie ukształtowane przez osoby, musi wziąć na siebie te sytuacje. Również konsekwencje czynów dokonanych nie są koniecznie jednakowe we wszystkich przypadkach”

– konstatuje się w najbardziej kontrowersyjnym punkcie na temat rozwodników.

W odniesieniu do związków homoseksualnych stwierdza się w relacji końcowej synodu, że związki takie nie mają żadnych podstaw do analogii, „nawet odległych”, do małżeństwa i rodziny.

To powtórzenie z dokumentu zeszłorocznego synodu na temat rodziny.

„Synod uznaje za całkowicie niedopuszczalne, aby kościoły lokalne doznawały presji w tej materii, a organizacje międzynarodowe uzależniały pomoc finansową dla biednych krajów od przyjęcia przepisów, które wprowadzają »małżeństwo« między osobami tej samej płci”

– napisano w dokumencie. Położony został też nacisk na to, że

każda osoba, niezależnie od swej orientacji seksualnej, musi być „szanowana w swej godności i przyjmowana z respektem i troską o to, aby uniknięto wszelkich znaków niesprawiedliwej dyskryminacji”.

Synod zajął się też kwestią towarzyszenia rodzinom, w których znajdują się osoby homoseksualne.

Zamykając obrady, papież Franciszek z właściwą sobie dezynwolturą nie omieszkał dać dosadnego prztyczka konserwatywnej frakcji synodalnej:

„Pierwszym obowiązkiem Kościoła nie jest wydawanie wyroków i rzucanie klątw, ale głoszenie miłosierdzia Bożego, wezwanie do nawrócenia, prowadzenie do zbawienia. […] Synod pozwolił nam lepiej zrozumieć, że prawdziwymi obrońcami doktryny nie są ci, którzy bronią litery prawa, ale ducha, nie idee, ale człowieka, nie formuły, ale bezinteresowną miłość Boga i jego przebaczenie”.

Franciszek wyraził przekonanie, że na obradach nie popadnięto w relatywizm ani w „demonizowanie innych”. – Usiłowaliśmy w pełni i odważnie przyjąć dobroć i miłosierdzie Boga, które przekracza nasze ludzkie kalkulacje i nie pragnie niczego innego niż tego, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni – zapewnił. Przyznał też, że nie znaleziono wyczerpujących rozwiązań dla wszystkich trudności i wątpliwości, które są wyzwaniem i zagrożeniem dla rodziny.

Synod – oświadczył papież z naciskiem – zachęcił wszystkich do zrozumienia „wagi instytucji rodziny i małżeństwa między mężczyzną i kobietą, zbudowanego na jedności i nierozerwalności, oraz do docenienia jej jako fundamentu społeczeństwa i życia ludzkiego”.

– Ewangelia pozostaje dla Kościoła żywym źródłem wiecznej nowości, przeciw każdemu, kto chce ją „zdoktrynizować”, przekształcając w martwe kamienie do rzucania w innych – mówił Franciszek. Zauważył, że obnażono postawy „zamkniętych serc” tych, którzy często ukrywają się za nauczaniem Kościoła i osądzają „niekiedy z poczuciem wyższości i w powierzchowny sposób trudne przypadki i zranione rodziny”.

– Kościół – dodał Franciszek – jest Kościołem ubogich w duchu i grzeszników poszukujących przebaczenia, a nie tylko sprawiedliwych i świętych.

Papież zauważył, odnosząc się do polemik wokół synodu, że podjęto na obradach próby „przezwyciężenia konspiracyjnej hermeneutyki”.

Wbrew oczekiwaniom wielu Synod nie okazał się więc przełomowy, a ostatnia w dziejach Kościoła katolickiego formalna schizma po raz kolejny zostaje przesunięta w czasie.

za: KAI, wp.pl, onet.pl, wpolityce.pl, pch24.pl

O zbliżającej się schizmie w Kościele katolickim coraz głośniej. Watykanista Xavier Rynne potwierdza groźbę schizmy i demaskuje „wielką manipulację proceduralną podczas synodu”

franciszek-synod

Xavier Rynne, watykański wysłannik „The Catholic Herald” obserwujący obrady ojców synodalnych już w pierwszym dniu Synodu o Rodzinie napisał, że zmiany proceduralne zastosowane podczas tegorocznej sesji są „nie do przyjęcia”, a „Kościołowi grozi wielka schizma”.

Synod – w jego przekonaniu, a także w opinii wielu watykanistów – został zmanipulowany. Wszystko zostało tak zaplanowane, aby sprzyjać głosicielom tez niezgodnych z nauczaniem Kościoła w kwestii udzielania sakramentów osobom uporczywie trwającym w grzechu.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy świętej rozpoczynającej synod papież ostro potępił „faryzeizm i legalizm żydowski”. Wielu komentatorów nie miało wątpliwości, że Franciszek odniósł się w ten sposób do kardynałów zdecydowanie broniących tradycyjnej nauki o małżeństwie. Papież – wbrew wcześniejszym deklaracjom – zaprzeczył, jakoby był zwolennikiem faktycznie szczerej wymiany zdań między hierarchami.

franc-mem

Wielu ojców synodalnych skarży się, że nadzwyczajne procedury, które zdecydował się wprowadzić Sekretariat Synodu w porozumieniu z Franciszkiem, są „nie do przyjęcia”.

Podczas tegorocznej sesji – jak już wcześniej informował portal Pch24.pl – dyskusja otwarta będzie skrajnie ograniczona do zaledwie kilku dni i hierarchowie będą mieli zaledwie 3 minuty na przedstawienie swojego stanowiska. To około 750 słów, czyli mniej niż typowa codzienna homilia Mszy świętej. Interwencje duchownych nie będą publikowane [ależ oczywiście, po co ciemnym owcom jakieś info? – jeszcze by przejrzały na oczy, a to mogłoby być niebezpieczne… – przyp. TAW].

Przywódca konserwatystów, kard. Raymond Leo Burke, w drodze na Synod
Przywódca konserwatystów, kard. Raymond Leo Burke, w drodze na Synod

Większość dyskusji będzie odbywać się w małych grupach językowych. Ich wyniki także nie zostaną upublicznione. Co prawda, codziennie będą odbywać się briefingi Biura Watykańskiego, ale relacje dla mediów będą znacznie ocenzurowane. Wątpliwe jest, czy informacje prezentowane podczas konferencji prasowych będą rzetelne, co obiecywał kardynał Lorenzo Baldisseri, sekretarz generalny Synodu Biskupów, skoro ma je „filtrować” m.in. abp Bruno Forte. Duchowny, który w ub. roku wywołał skandal, wprowadzając do raportu okresowego – niekonsultowanego z ojcami synodalnymi – skandaliczne tezy wywołujące zgorszenie w sercach wielu wiernych. W tym roku abp. Forte został mianowany przez papieża sekretarzem specjalnym Synodu o Rodzinie.

Korespondent „The Catholic Herald” zauważa, że tegoroczne „zamknięcie obrad” dla opinii publicznej ma de facto służyć kontroli obiegu informacji przez urzędników Sekretariatu. W praktyce oznacza to, że raporty i tak będą „wyciekać” do różnych uprzywilejowanych dziennikarzy, którzy będą przedstawiać „fakty” w określony sposób, próbując kształtować opinię przychylną dla zwolenników zmian.

Duchowni, którzy będą się spotykać w grupach nie będą mogli zgłaszać propozycji. Spotkają się – jak napisał Rynne – jedynie po to, aby „porozmawiać sobie przy herbacie”.

Sam raport końcowy ma przygotować specjalna komisja, zdominowana przez zwolenników „nowego podejścia duszpasterskiego” do osób o nieuregulowanej sytuacji, tj. rozwodników żyjących w konkubinatach, sodomitów itp. Co ciekawe, do komisji nie trafił nikt spośród obrońców tradycyjnego nauczania, którzy w ub. roku zdecydowanie przeciwstawili się heretyckim propozycjom. Do komisji nie wybrano także żadnego amerykańskiego, kanadyjskiego, australijskiego czy polskiego delegata na Synod. Nie ma w niej także żadnego z czterech przewodniczących-delegatów Synodu. Są za to: kard. Baldisseri i abp Forte.

Absolutnie bez precedensu w najnowszej historii Kościoła jest to, że zrezygnowano ze zgłaszania propozycji i głosowania nad nimi. „Cała ta manipulacja wydaje się sprzeczna z duchem dialogu, promowanym wszak przez papieża” – pisze korespondent „The Catholic Herald”.

Publicysta podkreśla, że ubiegłoroczny synod osiągnął punkt krytyczny w połowie sesji. Tegoroczny synod może osiągnąć swój pierwszy punkt krytyczny w pierwszych dniach. Kościół zaś czeka wielki kryzys.

AS

za: pch24.pl

fot.1: quovadiscroatia.com 

Ks. Krzysztof Charamsa, watykańskie homolobby, masoneria, Ostatnia Wielka Schizma i Apokalipsa (czyli Wielkie Ujawnienie):

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/10/04/czego-w-sprawie-ks-krzysztofa-charamsy-nie-dowiesz-sie-ani-z-lewackich-ani-z-katolickich-mediow/

Wieści z Watykanu:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/wiesci-z-watykanu/