Stronnictwo amerykańsko-żydowskie w natarciu na niemiecką i rosyjską agenturę w Polsce

Potrzebny komentarz?
Potrzebny komentarz?…

Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, tubylcze wojny na górze są – podobnie jak w wieku XVIII – następstwem walki o wpływy w naszym nieszczęśliwym kraju między państwami poważnymi, które w tym celu mobilizują swoje agentury, zgrupowane w trzech stronnictwach: Ruskim, Pruskim i gwałtownie reaktywowanym ostatnio Stronnictwie Amerykańsko-Żydowskim.

Ponieważ po „resecie”, jakiego w stosunkach z Rosją dokonał 17 września 2009 roku prezydent Obama, Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie utraciło znaczną część wpływów na rzecz tamtych dwóch, więc teraz, kiedy Polska znowu podjęła się roli amerykańskiego dywersanta w Europie Wschodniej, próbuje ono wszystko odwojować, no i stąd mamy wojnę na górze, w którą powoli wciągane są wszystkie agendy demokratycznego państwa prawnego. Jeszcze nie ochłonęliśmy ze zdumienia na wieść, że zuchy Abewiaki (ABW) odnalazły w mętnych nurtach Wisły potłuczone młotkami przez spiskujących przeciwko III RP kelnerów urządzenia techniczne z zapisem podsłuchanych rozmów między Leszkiem Millerem a Aleksandrem Kwaśniewskim.

Jeszcze nie obeschły nam łzy żalu nad byłym prezydentem, którego życie było nieprzerwanym pasmem pokrzywdzeń – zarówno za pierwszej komuny, kiedy to podstępnie wciągnięty do partii, został zmuszony do przyjęcia najeżonego pokusami stanowiska ministra do spraw młodzieży, jak i później, za demokracji, kiedy aż dwukrotnie został uwięziony na stanowisku prezydenta, no i później, podczas tułaczki po burgrabiowskich posadach u żydowskich bądź ukraińskich nababów. A tu już nowa afera – tym razem z prezydentem Komorowskim w roli głównej, którego właśnie owiały śmierdzące dmuchy wydobywające się z „Aneksu” do „Raportu o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, sporządzonego przez komisję pod przewodnictwem złowrogiego Antoniego Macierewicza.

Komorowski Obama

Wprawdzie prezydent Komorowski, podobnie jak jego protektorowie, co to z okazji jego wyboru na to stanowisko otwierali sobie i wytrąbiali butelki szampana, próbuje akomodować się do roli amerykańskiego dywersanta, odgraża się złemu Putinowi i gotuje do III wojny światowej, niczym rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”) Włodzimierz Żyrinowski, co to z racji swej prawniczej narodowości musi być bardziej rosyjski niż zwyczajni Rosjanie, musi pić więcej wódki i tak dalej, słowem – wprawdzie prezydent Komorowski stara się jak może, to przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. W końcu nikomu nie jest obojętne, kogo prezydent Obama uzna u nas za swoją duszeńkę i komu powierzy pilnowanie interesu.

Tajny Aneks

Z tym wiążą się oczywiście i splendory, i konfitury, więc nic dziwnego, że „gdy wielki wielkiego dusi”, tu dusi mniejszy mniejszego. Jednym z dusicielskich narzędzi jest właśnie ów „Aneks”, niczym królewski złoty ankus z „Księgi dżungli”, który przyprawiał o nagłą śmierć kolejnych jego posiadaczy. Jak bowiem pamiętamy, „Aneks”, który pierwotnie miał być opublikowany, ale na skutek nowelizacji jednej z ustaw rozwiązujących WSI, którą następnie zmasakrował Trybunał Konstytucyjny, w roku wyborów prezydenckich, został wyłączną własnością prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Kaczyński dał do zrozumienia, że informacje tam zawarte może wykorzystać, zwracając się do Moniki Olejnik jej pseudonimem operacyjnym „Stokrotka”.

To mogło stać się przyczyną jego zguby, o czym można domyślać się po poszukiwaniach „Aneksu” przez osoby wysłane przez pełniącego obowiązki prezydenta marszałka Komorowskiego 10 kwietnia 2010 roku. Powiadają, że dopiero późną nocą wyjaśniło się, że „Aneks” jest w sejfie szefa BBN, który właśnie zginął w Smoleńsku, więc zaraz następnego dnia rano nowy szef BBN, gen. Stanisław Koziej dokument przejął. Widać jednak nie był to jedyny egzemplarz, skoro teraz tygodnik „Wprost” puszcza śmierdzące dmuchy. Ha! Dotychczas dobrotliwie kopaliśmy się tylko po kostkach, ale skoro walka tak się zaostrza, to pewnie będziemy kopać się nieco wyżej.

Stanisław Michalkiewicz

NaszDziennik.pl

Prof. Wiesław Binienda: „Ci, którzy dyskredytują moją pracę to funkcjonariusze, a nie dziennikarze”

Prof. Wiesław Binienda, doradca prezydenta USA Baracka Obamy.
Prof. Wiesław Binienda, doradca prezydenta USA Baracka Obamy.

Jestem gotowy stanąć w szranki z każdym, kto uważa, że przyczyną katastrofy smoleńskiej była brzoza. Uważam, że wszystkimi swoimi badaniami udowodniłem, że nie ona była przyczyną katastrofy, co potwierdziło wielu kolegów naukowców polskich i zagranicznych. Za granicą nie znalazłem ani jednej osoby, która by miała wątpliwości, jeśli chodzi o moją pracę. Z prof. Wiesławem Biniendą, doradcą prezydenta USA Baracka Obamy, rozmawia Marcin Wikło.

wPolityce.pl: Zaczął pan dzisiaj swoje wystąpienie podczas posiedzenia sejmowego zespołu smoleńskiego od przypomnienia postaci Anny Walentynowicz i pytania, co się z nią dzieje. Dlaczego?

Prof. Wiesław Binienda: Uważam, że w XXI wieku, w środku Europy nie może być tak, że znika ciało jakiejś osoby, a szczególnie takiej osoby. Tym bardziej, że rodzina i inni obcy ludzie widzieli ja już po śmierci. To ciało nie było uszkodzone, była możliwa identyfikacja. A po kilku latach dowiadujemy się, że nie wiadomo, gdzie ona spoczywa.

Rozmawiał pan o tym z rodziną Anny Walentynowicz?

Tak, i po spotkaniu z synem pani Walentynowicz w amerykańskiej Częstochowie byłem zszokowany. Okazuje się, że rodzina porównuje zdjęcia rentgenowskie i jest pewna, że osoba, którą złożyli w rodzinnym grobie, a przypominam, że to był już drugi pogrzeb, to nie jest Anna Walentynowicz. A oni są atakowani, prokurator Seremet zarzuca panu Walentynowiczowi, że nie rozpoznał mamy. I powołuje się na jakiś rosyjski dokument. Z relacji Janusza Walentynowicza wiem, że było tak, że ciało zostało przez niego zidentyfikowane ponad wszelką wątpliwość, ona wyglądała jakby spała, żadnych uszkodzeń. W tej delikatnej i pełnej emocji sytuacji poproszono go o podpisanie jakiegoś dokumentu, którego treści nie rozumiał, bo nie zna rosyjskiego. I to jest teraz dowód dla pana Seremeta, że oni nie rozpoznali mamy. Sytuacja jest dramatyczna, oni czekają na pomoc, czekają na zmianę rządu, bo ten im nie pomaga. A w międzyczasie użyczają grobu matki osobie, której nie znają.

I uznaje pan za stosowne przypominać o tym przy każdej okazji?

Dokładnie tak. Przypomnę, że mamy 21. wiek, takie sytuacje nie mają prawa się zdarzać. Tym powinien być oburzony każdy cywilizowany człowiek, że czynniki, których obowiązkiem jest ustalić, gdzie te ofiary się znajdują, nie robią tego. A w tym przypadku nie dosyć, że tak się dzieje, to rodzinie uniemożliwia się wysłanie za granicę próbek z ciała tej innej osoby, aby dokonać badań DNA.

Czy dla pana ta tragiczna historia jest jakimś symbolem tego, jak przez państwo polskie traktowane jest całe to śledztwo?

Tak, jest dowodem na to, że Rosjanie mieli plan. Ponieważ ten dokument, który podsunięto do podpisu panu Walentynowiczowi to nie był przypadek, to nie był odruch chwili. To był precyzyjnie przygotowany plan, ten dokument był przygotowany wcześniej. To jest absolutny dowód, że odpowiedzialność za katastrofę ponosi Rosja.

Kiedy rozmawialiśmy rok temu, był pan zdumiony, że tak długo musi się zmagać z badaniem jednego drzewa – brzozy. Czy uważa pan, że udało się już całkowicie odrzucić hipotezę, że samolot spadł, bo zawadził o drzewo, czy wciąż się pan z tym zmaga?

Ja jestem gotowy stanąć w szranki z każdym, kto uważa inaczej. Uważam, że wszystkimi swoimi badaniami udowodniłem, że ta brzoza nie była przyczyną katastrofy, co potwierdziło wielu kolegów naukowców polskich i zagranicznych. Za granicą nie znalazłem ani jednej osoby, która by miała wątpliwości jeśli chodzi o moją pracę. Ale jeśli ktoś miałby wątpliwości, to jestem zawsze gotów do dyskusji, chętnie też włączę do moich badań każde dodatkowe informacje, jeśli takie są. Na razie, nie mając dostępu do wraku, zakładam po prostu, że materiał, z którego był wykonany samolot, był taki, jak być powinien.

Przedstawił pan dziś bardzo obrazowy efekt doświadczenia. Duraluminium, a więc materiał, z którego powinien być zbudowany tupolew, przy uderzeniu w drzewo zwija się, a nie kruszy. Jakie z tego można wyciągnąć wnioski?

To nie jest tylko moje doświadczenie, nad sprawą duraluminium pracuje kilkanaście uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Mamy wyniki charakteryzujące ten materiał w każdym przedziale temperaturowym, od -65 st. C do +200 st. C. W każdej z tych temperatur materiał ten jest bardzo plastyczny, właśnie dlatego jest używany do budowy samolotów, aby nie rozprysł się jak szklanka, np. po zderzeniu z ptakiem.

Archeolodzy odnaleźli jednak na miejscu ponad 60 tys. kawałków, na które tupolew się rozpadł. Czy to dowód na wybuch?

Absolutnie tak. Ja bardzo poważnie biorę pod uwagę opinie pana dr. Grzegorza Szuladzińskiego, a on jest ekspertem w tej dziedzinie i nie mam powodu mu nie wierzyć. Jego ekspertyza także w tej kwestii jest jednoznaczna. Moje wyniki doświadczalne i numeryczne pokazują, że nawet uderzenie w brzozę z czterokrotnie większą prędkością, czyli bliskie prędkości dźwięku, jest niewystarczające, aby ten materiał rozczłonkować na małe fragmenty. A prędkość większą od prędkości dźwięku można uzyskać tylko za pomocą wybuchu.

Czy jest pan zły na duże polskie media, że ignorują, albo wręcz dyskredytują pana pracę?

Pewnie, że tak, choć wiadomo coraz więcej, i coraz częściej widać, że już nie są w stanie mi zaszkodzić. Rzeczywiście pojawiło się na temat mojej pracy wiele paszkwili, wielu dziennikarzy nie podchodzi fair do tego tematu. To przykre, ale przede wszystkim z tego powodu, że kraj nie może się dobrze rozwijać, jeżeli nie będziemy doceniać rzetelnej pracy naukowej. Te media, atakując mnie, atakują wszystkich polskich profesorów. Są też bardziej złożone manipulacje, jak słynny już tekst pani Agnieszki Kublik w Gazecie Wyborczej. Owszem było tam moje zdjęcie, ale nie było tam moich wypowiedzi, były wypowiedzi panów profesorów Jana Obrębskiego i Jacka Rońdy. Tekst ten miał na celu zdyskredytowanie mnie słowami innych. Osoby, które wyśmiewają naszą pracę, są raczej funkcjonariuszami, a nie dziennikarzami.

Wyśmiewano także i umniejszano powagę i wartość pana współpracy z prezydentem Obamą. Proszę wyjaśnić, co ma na celu ta grupa naukowców zebrana przez amerykańskiego prezydenta?

To jest elitarne grono ekspertów, którą prezydent zaprosił, a oni stawili się jak na rozkaz swojego lidera. Chodzi o to, aby pomóc gospodarce Stanów Zjednoczonych, opracować strategię rozwoju w taki sposób, aby jak najszybciej ta gospodarka się rozwijała. To jest istotne właściwie dla całego świata, bo nie jest tajemnica, że gospodarka USA pociąga za sobą gospodarki wielu krajów. Prezydent podjął taką decyzję, by Ameryka mogła konkurować z bardzo szybko rozwijającą się gospodarką Chin.

A jak pańska wiedza może się przydać przy realizacji tego projektu?

Ja zostałem zaproszony do współpracy i wykorzystania tych obszarów mojej wiedzy, które stosuję do analizy katastrofy smoleńskiej. Czyli wizualizacji, symulacji i analizy komputerowej. Także mogę przypuszczać, że właśnie praca na analizą katastrofy smoleńskiej, jaką przez ostatnie lata na całym świecie prezentowałem, była elementem, który został wzięty pod uwagę.

Nie byłby pan bardziej usatysfakcjonowany, gdyby w ten sposób docenił pana ktoś w Polsce?

Właśnie zostałem doceniony. Koledzy z Poznania włączyli mnie jako honorowego członka w struktury Akademickiego Klubu Obywatelskiego. Z takiego wyróżnienia mogę być naprawdę dumny i szczęśliwy.

Rozmawiał Marcin Wikło

wPolityce.pl

Oświadczenie ONZ: Państwa Ukraina nie ma – i nigdy nie było

Ban Ki-moon_Ukraina

7 kwietnia 2014 roku ósmy Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon wygłosił oszałamiające oświadczenie, którego emisja została zakazana w ukraińskich mediach i w internecie.

Do porządku obrad na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ została wniesiona kwestia konfliktu między dwoma państwami. W rezultacie uzgodniono następujący wniosek: Ukraina od dnia 25 grudnia 1991 roku do dzisiaj nie zarejestrowała jeszcze swoich granic. W ONZ nie zostały przedstawione i zarejestrowane granice Ukrainy jako suwerennego państwa!

Z tego powodu możemy uważać, że żadnych naruszeń prawa przez Rosję wobec Ukrainy nie było i być nie może. Zgodnie z umową ze Wspólnotą Niepodległych Państw terytorium Ukrainy jest okręgiem administracyjnym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Tak więc nie można nikogo obwiniać o separatyzm i przymusową zmianę integralności granic Ukrainy. W ramach prawa międzynarodowego kraj ten po prostu nie ma oficjalnie zatwierdzonej granicy.

a

Aby rozwiązać ten problem, Ukraina powinna dokonać demarkacji granic z państwami sąsiadującymi – przy obowiązkowej zgodzie państw granicznych, w tym Rosji. Wszystko powinno być udokumentowane i podpisane przez wszystkie państwa graniczne, uczestniczące w umowie. Unia Europejska wyraziła ogromne pragnienie wsparcia Ukrainy w tak ważnej kwestii i podjęła decyzję o udzieleniu pomocy technicznej. Ale czy Rosja będzie podpisywać umowę o granicach z Ukrainą? Oczywiście, że nie.

Bez względu na to natychmiast zostały podjęte prace demarkacyjne. Dwie grupy wykwalifikowanych ekspertów pracują przy wyznaczaniu linii granicznej w terenie i zajmują się sprawdzaniem faktów z istniejącymi mapami.

W oparciu o fakt, że Rosja jest prawnym następcą Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (co zostało potwierdzone decyzjami sądów międzynarodowych dotyczących sporów o własności byłego ZSRR za granicą), terytorium, na którym obecnie znajduje się Republika Ukraina w granicach ZSRR (Małorosja i Noworosja), jest własnością Rosji. I nikt nie ma prawa dzisiaj dysponować tym terytorium bez zgody Rosji – prawnego posiadacza praw do tego terytorium.

a

W istocie Rosji wystarczy obecnie jedynie złożyć oświadczenie o tym i ogłosić, że terytorium to jest terytorium Rosji, ostrzegając przy tym, że wszystko, co dzieje się na tym terytorium, jest wewnętrzną sprawą Rosji. Każda interwencja będzie postrzegana jako działanie przeciwko Rosji. W rezultacie można unieważnić wyniki wyborów z dnia 25 maja 2014 r. i robić dalej wszystko tak, jak zechce naród.

Według Memorandum Budapeszteńskiego i innych umów Rosja zobowiązań nie może mieć, ponieważ nie ma parafowanych granic. Nie ma (i nie było!) państwa Ukraina.

Aleksandr Panin

Centralna Agencja Informacyjna Noworosji

30 maja 2014 r.

novorus.info

Mówią eksperci:

Demarkacja (wytyczenie) granic Ukrainy – tylko w ramach projektu na podstawie umowy z UE.

W angielskim kanale „Thames TV” pokazano, jak parlament od rana omawia kwestię ukraińską. Okazuje się, że Ban Ki-moon wczoraj (6.05.2014) w ONZ wygłosił unikalne oświadczenie, że Rada Bezpieczeństwa ONZ po raz kolejny rozpatrywała kwestię Ukrainy.

W kwestii tej eksperci ustalili ciekawy wniosek w ramach prawa międzynarodowego: okazuje się, że po upadku Związku Radzieckiego Ukraina nie raczyła przeprowadzić i zarejestrować należycie w ONZ demarkacji swoich granic jako państwa.

Według granic pozostaje ona okręgiem administracyjnym w granicach ZSRR, zgodnie ze zwykła umową w ramach WNP, która nie ma mocy prawnej w ONZ.

A ponieważ kraj nie ma oficjalnej granicy w ramach prawa międzynarodowego, to nie ma żadnych podstaw, aby mówić o jej naruszaniu. Również nie ma podstaw, aby mówić o separatyzmie czyli wymuszonej zmianie konfiguracji granicy. Przecież zmienić coś, czego nie ma – nie można.

Ponadto, podkreśla się, że demarkacja granic Ukrainy jest tylko w projekcie dotyczącym porozumienia z Unią Europejską.

W porządku obrad o stowarzyszeniu między UE a Ukrainą, przyjętym w Luksemburgu we wtorek, powiedziano, że UE pomoże Ukrainie, okazując pomoc techniczną w demarkacji jej granic z państwami sąsiadującymi.

Przy tym ramy czasowe przeprowadzenia prac demarkacyjnych na miejscu na razie nie są prognozowane.

Zdaniem laika:

Prawie trzy miesiące minęły od wypowiedzi Sekretarza Generalnego ONZ, że zgodnie z prawem międzynarodowym państwa pod nazwą Ukraina nie ma i nigdy nie było, ponieważ nie ustaliła i nie zarejestrowała w ONZ swoich granic. Jest nadal częścią Rosji, spadkobierczyni dawnego ZSRR.

W związku z tym nasuwają się następujące pytania:

* Dlaczego wszystkie polskie media, zarówno lewicowe, prawicowe, jak i tzw. niezależne nawet nie raczyły zauważyć tego, na pewno ważnego, wydarzenia? Na żadnej stronie blogów w polskim Internecie nie ma nawet wzmianki o oświadczeniu Sekretarza Generalnego ONZ. Jedynie na stronie Piotra Beina ukazała się informacja o artykule Agencji Noworosji pt. „Państwa Ukraina nie ma i nigdy nie było”:

http://piotrbein.wordpress.com/2014/06/01/un-state-of-ukraine-does-not-exist-and-never-did-onz-panstwo-ukraina-nigdy-nieistnialo-i-nieistnieje/ (bez tłumaczenia artykułu).

* Dlaczego prezydent Rosji W. Putin nie wykorzystał oświadczenia ONZ do załatwienia wszystkich sporów i konfliktów i przyzwolił w ten sposób do krwawych wydarzeń na Południowym Wschodzie. Wystarczyło tylko ogłosić, że zgodnie z prawem międzynarodowym Ukraina jest częścią Rosji i w celu uśmierzenia zamieszek i wystąpień, niezgodnych z prawem, wprowadza się wojska rosyjskie na Ukrainę jako okręgu administracyjnego Rosji. Ocalono by życie tysięcy obywateli.

* Dlaczego obecnie Amerykanie wspólnie z UE pospiesznie dokonują prac związanych z demarkacją granic Ukrainy? Przecież taka demarkacja jest robiona na potrzeby umowy stowarzyszeniowej z Unią, a w sensie prawa międzynarodowego nie będzie ona miała mocy prawnej w ONZ (podobnie jak umowa w tej kwestii zawarta z WNP).

* Czy mimo nieważności demarkacji prezydent Putin nadal nie będzie chciał wykorzystać tej korzystnej okazji do wygrania kolejnej potyczki z Zachodem (po przyłączeniu Krymu)?

Tłumaczył Janusz Sielicki

29 czerwca 2014 r.

wolna-polska.pl

Komentarz Tajnego Archiwum Watykańskiego:

Odpowiedź na powyższe pytania jest następująca: Władymir Putin nie może oficjalnie zabrać głosu w tej sprawie, gdyż polityka Rosji zarówno za prezydenta Borysa Jelcyna, jak i za prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w kwestii granic z Ukrainą była odmienna, czego dowodem jest choćby wspomniane powyżej Memorandum Budapesztańskie o Gwarancjach Bezpieczeństwa z 5 grudnia 1994 r., które już w pierwszym punkcie tekstu uznaje „niezależność i suwerenność istniejących granic Ukrainy”:

1. Federacja Rosyjska, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Stany Zjednoczone Ameryki potwierdzają swoje zaangażowanie, zgodnie z zasadami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w poszanowanie niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy.

http://www.cfr.org/arms-control-disarmament-and-nonproliferation/budapest-memorandums-security-assurances-1994/p32484

Wspólne zaś oświadczenie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Federacją Rosyjską z 4 grudnia 2009 r., podpisane przez prezydenta Baracka Obamę i prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, Memorandum Budapesztańskie w kwestii Ukrainy potwierdza.

http://www.state.gov/r/pa/prs/ps/2009/dec/133204.htm

Ukraina – o co naprawdę chodzi:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/ukraina-o-co-naprawde-chodzi/

Mówienie prawdy o syjonistyczno-amerykańskim zamachu stanu na Ukrainie niepokoi salony…

ukraine-west-east

Odnoszę wrażenie, że „proizraelski” portal „Fronda” coraz bardziej upodabnia się nie tyle może do najweselszego w „Gazecie Wyborczej” działu religijnego, co do jakiejś delegatury tej gazety w środowisku tak zwanych „poszukujących”. Objawia się to nie tylko w postaci autocenzury, ale również w bardzo podobnym sposobie argumentowania. Oto panowie Tadeusz Grzesik i Paweł Chmielewski napisali, że jestem – podobnie jak Janusz Korwin-Mikke, Mariusz Max Kolonko, Robert Winnicki i Grzegorz Braun – „ukąszony” przez Putina. A padło na mnie takie podejrzenie, ponieważ głoszę „niepokojące” poglądy „na sprawę ukraińskiego konfliktu”. Zwracam uwagę, że panowie Autorzy nie zarzucają żadnemu ze skrytykowanych, że głosi poglądy niesłuszne, fałszywe, oparte na przesłankach wyssanych z palca, tylko „niepokojące”.

Znaczy – są tymi poglądami zaniepokojeni. A dlaczego? Możliwości jest kilka. Po pierwsze dlatego, że te poglądy nie mieszczą się panom Autorom w głowach. To jest możliwe; bo gdyby mieli większe głowy, to być może również i te poglądy by się im pomieściły. Jeśli jednak nie maja, no to nic na to poradzić nie można. Inny możliwy powód to ten, że owe „niepokojące” poglądy odbiegają od poglądów zatwierdzonych. To bardzo możliwe, bo – zwłaszcza „w sprawie ukraińskiej” daje się zauważyć daleko idąca zbieżność, jeśli nie identyczność poglądów, nie tylko w obozie zdrady i zaprzaństwa, ale i wśród płomiennych monopolistów patriotyzmu, co przenosi się następnie zarówno na środowisko dziennikarzy tzw. niezależnych, to znaczy tych, którzy słuchają się pana redaktora Adama Michnika, jak i na środowisko dziennikarzy tzw. „niepokornych” to znaczy tych, którzy słuchają się pana Adama Lipińskiego. Ponieważ ja nie należę ani do środowiska dziennikarzy niezależnych, ani do środowiska dziennikarzy niepokornych, to nic dziwnego, że głoszone przeze mnie poglądy, zresztą nie tylko „w sprawie ukraińskiej”, zarówno w jednym, jak i w drugim środowisku, mogą być uznane za „niepokojące”. Trzeci wreszcie powód, nawiasem mówiąc, związany z tym drugim, wynika stąd, że panowie Autorzy nie potrafią tych poglądów podważyć, a w każdym razie – nie uczynili tego w swojej publikacji – co może wzbudzić w nich zrozumiały w tej sytuacji niepokój, czy poglądy głoszone w tej sprawie przez nich samych nie są przypadkiem błędne. Warto zwrócić uwagę, że klasyfikowanie cudzych poglądów jako „niepokojących” albo „niedopuszczalnych” stało się od pewnego czasu ulubionym sposobem dyskutowania ormowców politycznej poprawności.

michalkiewicz-148550Ale mniejsza już o panów Autorów, bo ważniejsze są te „niepokojące” poglądy. Panowie Autorzy twierdzą, że ich głosiciele zostali „uwiedzeni” rosyjską władzą i w rezultacie „moskiewska polityka” jest przez nich „akceptowana”. Mówiąc w krótkich żołnierskich słowach, sugerują, że albo jestem ruskim agentem, albo – w najlepszym razie – tzw. „pożytecznym idiotą”. Oskarżenia o ruską agenturalność pod względem ilościowym zaczynają już dorównywać oskarżeniom o „antysemityzm”, w następstwie czego zaczynają podlegać podobnej inflacji. W moim przypadku dochodzi do tego czynnik dodatkowy. Mianowicie przez pana red. Engelgarda i środowisko „Myśli Polskiej” jestem uważany za notorycznego rusofoba. Podejrzewam w związku z tym, iż ruskim agentem zostałem dlatego, że nie śpiewam w jednym chórze ani z dziennikarzami „niezależnymi”, ani z „niepokornymi”, którzy zaczęli ćwierkać z tego samego klucza, jak tylko Amerykanie zasponsorowali w Kijowie kolejny Majdan, a w Polsce zaczęli na gwałt reaktywować Stronnictwo Amerykańsko-Izraelskie, które obok Stronnictwa Ruskiego i potężnego Stronnictwa Pruskiego próbuje włączyć się do rządów nad naszym nieszczęśliwym krajem.

Dmitry Medvedev, Shimon Peres
Shimon Peres i Dmitrij Anatoliewicz Miedwiediew, 18 sierpnia 2009 r., Soczi

Rzućmy jednak okiem na „sprawę ukraińskiego konfliktu”, na tle której panowie Autorzy nabrali swoich podejrzeń. Po sławnym „resecie”, jakiego w następstwie uzgodnień poczynionych przez izraelskiego prezydenta Peresa z rosyjskim prezydentem Miedwiediewem 18 sierpnia 2009 roku w Soczi, 17 września 2009 roku dokonał prezydent Obama w stosunkach z Rosją, próżnię polityczną w Europie Środkowej, powstałą po wycofaniu się USA z aktywnej polityki w tym rejonie, wypełnili strategiczni partnerzy, tj. Niemcy i Rosja, których strategiczne partnerstwo wyznaczyło ramy polityki europejskiej. Zostało to potwierdzone ustanowieniem w listopadzie 2010 roku w Lizbonie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja. Ubocznym tego skutkiem było podpisanie w sierpniu 2012 roku w Warszawie deklaracji o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim przez patriarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla i JE abpa Józefa Michalika, który w wywiadzie prasowym powiedział m.in., że „na tym etapie nie mogliśmy tego nie uczynić”.

Cyryl MichalikWydawało się tedy, iż kamieniem węgielnym strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego jest respektowanie przez obydwu partnerów podziału Europy na strefy wpływów wzdłuż linii „Ribbentrop-Mołotow”, z korektą na republiki bałtyckie. Nasz nieszczęśliwy kraj sprawiał wrażenie swego rodzaju „strefy buforowej”, w której wpływy niemieckie i rosyjskie się równoważą. Czyż nie z tego powodu minister Sikorski deklarował pragnienie intensyfikacji niemieckiego przywództwa w sfederalizowanej Unii, a pan redaktor Michnik stał się bywalcem Klubu Wałdajskiego, w którym Włodzimierz Putin swoich gości obficie karmił i poił?

I kiedy się wydawało, że tak już będzie – bo celem niemieckiej i francuskiej polityki jest „europeizacja Europy” – Amerykanom znowu się odmieniło. Z jakiegoś zagadkowego powodu postanowili wrócić do aktywnej polityki w Europie Środkowej i zasponsorowali w Kijowie kolejny Majdan.

Żydówka Victoria Nuland wprowadzająca na Ukrainę Nowy Porządek Świata (NWO)
Żydówka Victoria Nuland wprowadzająca na Ukrainę Nowy Porządek Świata.

Polska wypiera się udziału w przygotowaniach tej operacji – ale jeśli to prawda, to tym gorzej, bo to by oznaczało, że Amerykanie żądają od nas podjęcia się usług dywersanckich właściwie w ciemno, bez żadnych zobowiązań wobec Polski z ich strony. Dlatego właśnie w Radiu Maryja dwukrotnie postulowałem, że skoro tak, to niech przynajmniej obiecają nam, że nie będą na Polskę naciskali, by zrealizowała żydowskie roszczenia majątkowe i żeby Polska – podobnie jak inne państwo frontowe, tzn. Izrael – otrzymywała z tego tytułu co najmniej 4 mld dolarów rocznie. Jest to warunek sine qua non, tym bardziej, że „sprawa ukraińskiego konfliktu” została chyba spartolona. Jak bowiem dotąd, to jedynym beneficjentem jest Rosja. [Nie tylko Rosja – „lichwiarska międzynarodówka” może teraz Ukraińców doić na potęgę i zadłużać „do siódmego pokolenia” włącznie – TAW]. Nie tylko odzyskała Krym, ale widać, jak konsekwentnie przeprowadza rozbiór Ukrainy, który na dłuższą metę może okazać się jedynym rezultatem tego eksperymentu. Nie możemy bowiem wykluczyć powtórnego „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, a w takiej sytuacji przebieg wewnętrznych granic w rosyjskiej strefie wpływów w Europie nie jest aż taki ważny, żeby narażać Polskę na darmowe ryzyka tym bardziej, że Kijów najwyraźniej wolałby walczyć cudzymi rękami. Niestety zamiast rzeczowych politycznych analiz, z mediów dobiegają jedynie złorzeczenia pod adresem złego Putina, a kto nie przyłącza się do tego chóru wujów, tego ormowczykowie Europy w podskokach oskarżają o agenturalność.

Stanisław Michalkiewicz

michalkiewicz

 

 

 

 

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3111

O co naprawdę chodzi na Ukrainie czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/ukraina-o-co-naprawde-chodzi/