Wolni Lechici, pobudka! USA od lat napuszczają wolne narody słowiańskie na siebie, by się wykrwawiały w imię NWO-wskiego obłędu eksterminacji całych narodów

Wolni Lechici, pobudka! Stany Zjednoczone od lat napuszczają wolne narody słowiańskie na siebie, by się wykrwawiały w imię NWO-wskiego obłędu eksterminacji całych narodów.

Nie uważam, że klucz do prawdziwej wolności Polaków i Słowian leży w kontynuowaniu metodyki naszego wroga, a więc w zbrojeniu się, dozbrajaniu, wydawaniu ciężko zarobionego polskiego grosza na wojenne zabawki, co równa się przecież tak naprawdę jedynie podsycaniu w nieskończoność wojennego obłędu, ale bardzo polecam wnikliwą diagnozę stosunków polsko-amerykańskich oraz amerykańskiej doktryny wojennej dokonaną przez Aleksandra Jabłonowskiego.

Polacy, Wolni Lechici, mogę powiedzieć już dziś, jak ta sprawa się zakończy: Amerykanie nie zagrzeją długo miejsca u nas. Słowianie się bowiem budzą i w najbliższych wyborach za 3 lata pogonią z hukiem każdą „władzę” o antysłowiańskiej (proamerykańskiej) doktrynie.

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/03/25/opancerzony-transporter-gadziego-paradygmatu-czyli-amerykanie-w-polsce/

Dziś Prawo i Sprawiedliwość jeszcze tego nie widzi, że kontynuując antysłowiański kurs, zmierza ku swojej zgubie. PiS krótkowzrocznie myśli, że programem „500+” sprytnie kupiło sobie u Polaków drugą kadencję rządów. Ale już za trzy lata może się okazać, jak bardzo partia ta nie doceniła budzącego się właśnie i niebawem zatrzęsącego Ziemią (wyjście Polski z NATO, upadek Unii Europejskiej, upadek Kościoła rzymskiego) słowiańskiego żywiołu…

Wolni Lechici, pobudka!…

TAW

Na deser bardzo smutny obrazek: Słowianin na pięknym białym koniu składający na świętej słowiańskiej ziemi (obok miejsca pamięci narodowej, w którym katowano Polaków) meldunek w obcym języku przed antysłowiańskimi opancerzonymi wojskami najeźdźczymi…

Pozostawiam was, Wolni Lechici, z tym kacem moralnym. Niech nocami drąży wasze sumienia. Niech was, Śpiących Rycerzy, wybudza w wielowiekowego snu…

Nie dajmy się zastraszyć wojennymi pomrukami – militarnej wojny nie będzie

peace

Rozpoczęła się kolejna faza wielomiesięcznego projektu wojennego zastraszania Polaków. Gadające głowy występują i zastraszają, sieją niepokój. Nie dajmy się w to wciągnąć. Militarnej wojny nie będzie, a Rosja nie jest bardziej ofensywna niż USA (wystarczy prześledzić suche dane statystyczne: kto ile międzynarodowych konfliktów wywołał po wojnie).

Gadające głowy straszą Polaków rosyjskimi manewrami wokół granic Finlandii, Polski, USA czy Wielkiej Brytanii. To nic nowego. Rosja prewencyjnie od czasu do czasu musi zaprezentować swoją siłę wobec zakusów na nią USA/Izraela/NWO. Więc spokojnie, żadnej militarnej agresji ze strony Rosji nie będzie. Nie dajmy się wpuszczać w ten medialny, socjotechniczny kanał. Nie będzie też już żadnej militarnej agresji ze strony USA/Izraela/NWO na Rosję, gdyż Rosja (o czym się w mediach nie powie) jest wspierana przez cywilizacje pozaziemskie dużo bardziej zaawansowaną technologią militarną. Od lat wiedzą o tym znawcy tematu, a za kilka lat przekonają się o tym również pozostali.

Przy wszelkim medialnowojennym halo zawsze pamiętajmy, że

głosiciele zagrożenia nie robią tego sami z siebie.

Mówią,

bo ktoś im każe tak mówić.

Są konkretne fundacje,

gdzie od lat

masowo produkuje się przeróżnej maści „doradców”

i „ekspertów” od wszystkiego,

a społeczeństwa już od szkół podstawowych szkolone są na autorytet:

na bezkrytyczne słuchanie „mądrych głów”,

na niezadawanie pytań,

na posłuszne poddawanie się sugestiom

i wykonywanie poleceń.

Korzystajmy więc ze swoich własnych zasobów intelektualnych, ze swoich własnych zasobów duchowych — i twórzmy w swych umysłach wizję Pokoju. To my projektujemy swoją przyszłość, nie generałowie.

Hajdarabad

TAW

Czytaj również:

NATO a zaplanowany „chaos” w Nowym Światowym Porządku

oko

W dzisiejszych czasach większość ludzi zajętych walką o przetrwanie nie ma czasu na to, aby zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się wokół nich, i pozwala na to, aby telewizyjni „eksperci” myśleli za nich – a ci zazwyczaj tworzą wrażenie, że żyjemy w chaotycznym świecie.

Mam na myśli, oczywiście, ofiary neoliberalnej globalizacji – czyli zdecydowaną większość ludności tego świata – a nie tych, którzy z niego korzystają. Odnosi się to również do wielu przedstawicieli tzw. inteligencji, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że istnieje jakiś Nowy Porządek Świata (NWO), oparty na neoliberalnej globalizacji i zarządzany przez międzynarodowe elity (głównie z krajów G7). Jedynie głęboka analiza pozwoli nam naprawdę zrozumieć dlaczego nasz świat wcale nie jest taki chaotyczny jak się to na pierwszy rzut oka może wydawać, w tym sensie, że mamy rzekomo do czynienia z nieprzewidywalnymi zaburzeniami.

Sceny ścinania głów w Iraku, nieustannie prezentowane na ekranach telewizorów oraz w mediach, kontrolowanych przez światowe elity, mają wzbudzać islamofobię i odwrócić uwagę od znacznie większej masakry w Gazie, jako przeciwwagę do rosnącego na całym świecie antysyjonizmu i są bezpośrednio związane z inwazją NATO i w konsekwencji ze zniszczeniem Iraku. [1] Podobnie jak to było w przypadku brutalnych bombardowań NATO w Jugosławii, które zostały zaplanowane w celu rozbicia tego kraju, jak również do podobnych bombardowań NATO w Libii, które zniszczyły infrastrukturę tego kraju, który teraz można zaliczyć do „państw upadłych”. Następnie przyszło zorganizowane zbrojne “powstanie” w Syrii i niech nikt nie będzie zaskoczony, jeśli tam rozpoczną się akcje podobne do natowskich bombardowań Libii pod pretekstem walki z islamskimi terrorystami (tymi samymi, których kilka miesięcy temu popierano z zamiarem obalenia Assada!). Wreszcie w tym roku zobaczyliśmy jak model zbrojnych powstań “został przeszczepiony” do Europy na Ukrainę, co zagraża wciągnięciu nawet całego kontynentu w otwartą wojnę [2].

Jednocześnie jesteśmy świadkami dalszych nieludzkich syjonistycznych czystek etnicznych Palestyńczyków, lub “stopniowego ludobójstwa”, jak to zostało nazwane przez żydowskiego historyka Ilana Pappe [3], który jest jednym z najważniejszych historyków, spośród garstki naprawdę antysyjonistycznych Żydów, w przeciwieństwie do międzynarodowych syjonistycznych elit [4], które są teraz zajęte uchwalaniem zainspirowanych przez faszyzm „antyrasistowskich” praw w parlamentach UE. Tak więc, zgodnie z prawem ma obowiązywać postrzeganie Holocaustu jako wyjątkowego wydarzenia historycznego, które teraz musi zostać uznane (pod groźbą pozbawienia wolności!) jako historycznie unikalne ludobójstwo.

I to pomimo faktu, że, na przykład, ludobójstwo Ormian (lub ormiański “Holocaust”, jak to się czasem nazywa) miało prawdopodobnie znacznie większy wymiar – nie wspominając o ludobójstwie Indian w obu Amerykach, Australii itp, które zasadniczo wymazało całe narody! Jest to oczywiście stara debata, która rozpoczęła się w tych krajach, które wprowadziły podobne przepisy pierwsze, ze względu na ich zaangażowanie i sympatie do nazistowskich Niemiec (czyli w samych Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Francji, itp), ale teraz sprawa powróciła i obecnie w UE podnoszone sa systematyczne wysiłki, aby zmusić parlamenty europejskie do przyjęcia podobnych przepisów (ostatnim przykładem jest Grecja).

W szczególności we Francji, gdzie na podstawie tego prawa ścigano nawet znanego bojownika komunistycznego i ruchu oporu Roger’a Garaudy’ego jako “Holocaust denier”, ustanawiając zasadę na sposób faszystowski, że wydarzenia historyczne nie mogą być przedmiotem badań historycznych i pamięci zbiorowej, ale sprawy te muszą być rozpatrywane przez państwo lub tego kto nad nim sprawuje kontrolę! [5]

Związek między tymi wszystkimi wojnami i rzeziami, ale również z wojną gospodarczą, która obecnie dławi narody greckie, portugalskie, hiszpańskie (a obecnie nawet Francuzów, którzy wciąż opierają się globalizacji) polega na systematycznych wysiłkach elit światowych rządzących NWO, aby zintegrować wszystkie narody w ramach neoliberalnej globalizacji w tym te, które nie są jeszcze w pełni włączone do niego. Jednak pomimo bzdur jakie słyszy się ze strony zdegenerowanej “lewicy”, która mówi o „złej” neoliberalnej polityce itp. narzuconej przez niektórych „zdrajców” socjaldemokracji lub podobne nonsensy wyrażane przez paleolityczną marksistowską lewice, która próbuje „wyjaśnić” te wojny doktryną “wewnątrz- imperialistycznych konfliktów,” konsekwencją tego jest wzrost popularności patriotycznej i nacjonalistycznej prawicy a nawet skrajnej prawicy, co widzieliśmy w ostatnich wyborach europejskich.

Ideologiczne bankructwo “lewicy” stało się jasne gdy nie była ona w stanie wyjaśnić niespotykanej jedności elit światowych wspierających te wszystkie wojny, pomimo “imperialistycznych konfliktów” wewnątrz tej grupy. O ile, oczywiście przez imperializm rozumiemy z jednej strony imperializm NWO, a z drugiej drugiej “imperializm” Rosji, pomimo faktu, że Rosyjska Federacja nie rozpoczęła dotychczas żadnej imperialistycznej wojny, ani nie kontroluje światowej gospodarki poprzez korporacje międzynarodowe (TNC), lub polityki światowej przez setki baz wojskowych na całym świecie, czy wreszcie światowe media poprzez korporacje prasowe i magnatów prasowych.

Wszystko to odbywa się w tym samym czasie, gdy kontrolowane przez światowe elity media rozpowszechniają mit o Rosji, która chce podbić świat, podczas gdy jakiejkolwiek teorie na temat NWΟ, neoliberalnej globalizacji oraz sterujących nią elitach światowych są natychmiast odrzucane (z pomocą samej “lewicy”) jako teorie spiskowe. Nic dziwnego, ze “lewica” oskarżała Françoisa Hollande’a o odejście od swoich socjalistycznych obietnic, zapominając, że jego poprzednik François Mitterand był również zmuszony zrobić dokładnie to samo, nie mówiąc już o Oskarze Lafontaine w Niemczech, który został zmuszony do dymisji, gdy próbował wprowadzić politykę gospodarczą, która nie była zgodna z neoliberalną globalizacją.

Dzieje się tak oczywiście dlatego, że jest nie do pomyślenia w jakimkolwiek kraju w pełni zintegrowanym z NWO, aby mógł wprowadzić inne zasady różniące się od uniwersalnych pryncypiów polityki neoliberalnej. To nie jest jakiś spisek [6] lub po prostu zła ideologia realizowane przez niektórych złych (bankierów, polityków etc). To jest po prostu konsekwencją otwarcia i liberalizacji rynków kapitałowych, towarów i pracy i łączenia międzynarodowych instytucji kontrolowanych przez elity światowe (WTO, MFW, BŚ, itp), których zadaniem jest, aby narzucić taka politykę, gdy jakiś kraj członkowski zwraca się o pożyczkę lub chce skorzystać z programu inwestycyjnego.

Nie trzeba dodawać, że demontaż samodzielności ekonomicznej przez globalizacje i tworzenie gospodarki eksportowej integruje wszystkie kraje w ramach NWO, a zwłaszcza słabszych, które żebrzą o inwestycje korporacji międzynarodowych, tak aby mogły one uniknąć stagnacji I dalszych pożyczek. Dlatego każdy kraj bardzo dobrze wie w takt jakiej melodii powinien tańczyć.

Co więcej, nie tylko kraje BRICS (z wyjątkiem Rosji) zostały całkowicie zintegrowane z NWO, bez istotnego udziału w suwerenności ponadnarodowej (gospodarczej, politycznej, wojskowej, kulturalnej i medialnej władzy na szczeblu ponadnarodowym), ale co gorsza, ich suwerenność narodowa jest wyraźnie niższa jak w Rosji. Chiny, na przykład są w dużym stopniu zintegrowane z gospodarką światową, co doprowadziło do dramatycznego wzrostu nierówności w tym “socjalistycznym” kraju, ponieważ został on w pełni zintegrowany z NWO [7], natomiast ich statusu jako mocarstwa gospodarczego jest wyraźnie oparty na jego ogromnej liczbie ludności (siła nabywcza ich PKB na głowę ludności zajmuje 99-te miejsce na świecie) oraz znacznej mocy przemysłowej i handlowej stworzonej poprzez masowe przesunięcia dokonane przez korporacje międzynarodowe z krajów uprzemysłowionych w ciągu ostatnich trzydziestu lat w dążeniu do minimalizacji kosztów produkcji i maksymalizacji zysku.

Słuszność powyższych obserwacji o Rosji została potwierdzona również ostatnio na szczycie NATO w Cardiff, gdzie dyskutowano jak pokonać obywateli wschodniej Ukrainy (którzy sprzeciwiają się juncie narzuconej im przez zamach od dołu” zorganizowany przez międzynarodowe elity), ale również pośrednio jak ujarzmić lud rosyjski, który w zdecydowanej większości wspiera opór.

Krytyczna decyzja, która określi los nie tylko Rosji i Unii Euroazjatyckiej, ale również nas wszystkich, zostanie podjęta w samej Rosji. Jedną z opcji jest zwycięstwo części rosyjskich elit, które opowiadają się za globalizacja. Alternatywą dla nich jest dominacja patriotycznej antyglobalistycznej części. Od tego która opcja zostanie wybrana zależy, czy Rosja skapituluje przed globalistycznymi elitami, czy zamiast tego będzie działać jako lider alternatywnego porządku świata suwerennych państw w oparciu o Unię Euroazjatycką, jak to było pierwotnie pomyślane. W rezultacie każdy kraj osiągnie narodowa i ekonomiczna samodzielność – co jest niezbędne dla jakichkolwiek zmian systemowych w przyszłości.

Takis Fotopoulos

Tłumaczenie z angielskiego: Stan Sas

*Takis Fotopoulos jest filozofem politycznym, redaktorem Society & Nature: The International Journal of Inclusive Democracy. Był również felietonistą dziennika ateńskiego Eleftherotypia od 1990 roku. W latach 1969–1989 był starszym wykładowcą ekonomii na Uniwersytecie w Północnym Londynie.

Ten artykuł jest syntezą dwóch artykułów, które zostały po raz pierwszy opublikowane w niedzielnym wydaniu Eleftherotypia, 31.08.2014 i 7.09.2014. Tłumaczenie na język angielski przez Jonathan Rutherford.
[1] See Takis Fotopoulos, „ISIS role in destruction of Iraq by transnational elite”, RT, 11/7/2014.
 http://rt.com/op-edge/172084-…
[2] See Takis Fotopoulos, „Ukraine: The attack on Russia and the Eurasian Union” (to be published shortly by Progressive Press).
[3] Ilan Pappe, „Israel’s incremental genocide in the Gaza ghetto”, The Electronic Intifada, 13/7/2014.
 http://electronicintifada.net…
[4] See for the relation between the TE and the Zionist elite, Takis Fotopoulos, „The Zionist Brutalization Within the New World Order and the Need for a United Multi-national and Multicultural State”, The International Journal of Inclusive Democracy, Vol. 10, Nos. 1/2 (Winter-Summer 2014).
http://www.inclusivedemocracy…
[5] See for a discussion of the issues involved in this sort of fascist inspiration legislation, Norman Finkelstein, The Holocaust Industry, (Verso, 2000) and for an older discussion, Mark Weber, “Switzerland’s Anti-Racism Law”, The Journal of Historical Review, July/August 1998 (Vol. 17, No. 4), page 13.
http://www.ihr.org/jhr/v17/v17n4p13_Weber.html
[6] See e.g. for a best seller of such a conspiracy theory Naomi Klein, The Shock Doctrine (Penguin 2008).
[7] „China reveals income gap statistics after 12 year of silence”, RT, 18/1/2013.

3Obieg.pl

Rząd groteski narodowej – analiza Łukasza Warzechy

rząd Kopacz

No dobrze, pośmialiśmy się – bo trudno się nie śmiać, kiedy na Politechnice Warszawskiej pod wodzą Ewy Kopacz niespodziewanie pojawiają się następcy Monty Pythona (którzy mają szansę na prześcignięcie pierwowzoru) – ale jednak sprawa jest poważna, bo ten groteskowy rząd ma przez najbliższy rok sprawować w Polsce władzę. Warto się więc nad tym kabaretem pochylić.

Niestety, pierwsza ogólna konkluzja, jaka przychodzi na myśl, to ta, że – jakkolwiek fatalnie może to zabrzmieć – przy obecnym rządzie pani Kopacz rząd Donalda Tuska był hiperprofesjonalny. Dotyczy to także – o zgrozo! – ministra spraw zagranicznych.

Dla wszystkich jest już chyba jasne, że klucze w doborze nowych ministrów były dwa. Po pierwsze – opanowanie frakcyjnych podziałów w PO; po drugie – klucz towarzyski, czyli psiapsiółki pani Kopacz. W żadnym wypadku nie było mowy o kryterium kompetencji, bo tak się składa, że z rządu wylecieli relatywnie najlepsi ministrowie, zastąpieni przez ludzi niemających pojęcia o powierzonych im dziedzinach. Dlaczego tak? Po pierwsze – ponieważ o wiele słabsza od Tuska Ewa Kopacz musi żonglować posadami, aby uzyskać jako taki spokój w swoim ugrupowaniu.

Tusk mógł sobie pozwolić na stosowanie innych metod, dzięki czemu swoje kolejne gabinety układał z częściowym choćby uwzględnieniem kompetencji szefów resortów, rozumianej przynajmniej jako ogólne zorientowanie w danej dziedzinie. Kopacz tego luksusu nie ma. I – po drugie – może wierzyć w medialną ochronę, która miałaby maskować nawet najgorsze potknięcia jej podopiecznych. Czy tę ochronę poza „Gazetą Wyborczą” znajdzie, to inna sprawa.

Sama pani premier zaprezentowała się podczas pierwszej konferencji nie tyle od najgorszej strony, co od swojej strony naturalnej. Innej nie ma. Kopacz taka po prostu jest: mało inteligentna, niesamodzielna umysłowo, pretensjonalna, nierozumiejąca ani znaczenia, ani wydźwięku własnych słów.

Mieczów ci u nas dostatek, ale i to przyjmiemy...
Mieczów ci u nas dostatek, ale i to przyjmiemy…

To zwykła prowincjonalna lekarka, rzucona na wodę o wiele dla niej zbyt głęboką. Przy czym w tym wypadku słowo „prowincjonalny” nie oznacza pochodzenia z prowincji w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale specyficzny stan umysłu.

Sposób, w jaki kandydatka na premiera postanowiła zaprezentować swoich współpracowników – skrajnie infantylny i żenujący – pozwala wyciągnąć wnioski na temat przygotowania i charakteru pani Kopacz. Widać zatem, że nie panuje ona nad materią podwójnie. Po pierwsze – nie potrafi przedstawić swoich ludzi choćby udając, że mają jakieś rzeczywiste kompetencje, ale robi to, jakby – tu celne porównanie Aleksandry Jakubowskiej – przedstawiała członków szkolnego samorządu. Ten infantylny rys osobowości byłej marszałek Sejmu napawa niepokojem. Po drugie – co bardzo ciekawe – jest kompletnie nieporadna piarowo, czyli nie radzi sobie w dziedzinie, która była naturalnym środowiskiem samego Tuska. Po trzecie wreszcie – jest najzwyczajniej w świecie mało inteligentna. Inteligencja bowiem oznacza, że ma się świadomość sposobu, w jaki się mówi, znaczenia własnych słów i potrafi się przewidywać sposób, w jaki zostaną odebrane. Sposób przedstawienia ministrów został zapewne wcześniej zaplanowany i może nawet można było – nie rezygnując z nieco familiarnej i luźnej formy – z tym scenariuszem wygrać. Problem leży jednak nie w samym pomyśle, ale w pani premier.

Jak już w innym miejscu pisałem – z próżnego i Salomon nie naleje, a Ewa Kopacz jest pod względem potencjału piarowego próżnią doskonałą. Widać to było również w przypadku wątku kobiecego, który pani premier wtrąciła kilkakrotnie, zwłaszcza w swojej bełkotliwej i szkodliwej wypowiedzi na temat konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Nietrudno domyślić się założeń tej gry: opiekuńcza kobieta kontra stetryczały lider opozycji; złośliwość kontra kobieca łagodność; do tego wzięcie feministek pod włos. I znów – może i ta narracja miałaby jakieś szanse powodzenia, gdyby nie osoba, która ma w niej odgrywać główną rolę.

Oczywiście merytorycznie jest to postawa nie do obrony. W gruncie rzeczy Kopacz staje się największym wrogiem feministek, bo jej narrację należy odczytywać jako próbę uzasadniania miękkości i nieporadności właśnie płcią.

Z punktu widzenia interesu państwa zaś jest to już kompletny dramat. Wygłaszając swoje dziwaczne słowa o Ukrainie i stosunku Polski do konfliktu, Kopacz dowiodła, że – po pierwsze – nie ma pojęcia, o czym mówi; po drugie – że albo nie zdaje sobie sprawy, albo nie interesuje jej i nie bierze pod uwagę, że każde słowo dotyczące tak istotnego strategicznie tematu jest natychmiast analizowane w kilku ważnych stolicach, a jeśli tylko można – podchwytywane przez zagraniczne media w swoich celach. Nie inaczej stało się i tym razem.

Jaka by nie była przyczyna takiego jej postępowania, jest to świadectwo skrajnej nieodpowiedzialności. I można się obawiać, że dalej będzie tak samo albo gorzej. Warto też zauważyć, że linia, którą Kopacz wyznaczyła swoją wypowiedzią, różni się zasadniczo od kursu wyznaczanego dotąd przez Sikorskiego i samego Tuska.

Przyjrzyjmy się ministrom. Ostali się ci najfatalniejsi, jak Biernat, Kluzik-Rostkowska czy Arłukowicz. Odeszli ci względnie najmniej źli.

Schetyna

Zamiana Sikorskiego na Schetynę brzmi jak dowcip. Sprawa była prosta – Schetynę trzeba było gdzieś w rządzie umieścić, prawdopodobnie dlatego, że Kopacz przy swojej słabości nie mogła sobie pozwolić na to, aby pozostawał poza kontrolą, a biorąc go do rządu, spełniała zarazem postulaty prezydenta. Poza tym jakakolwiek rządowa posada daje możliwość odpalenia źle sobie radzącego szefa resortu, a powód znajdzie się zawsze. Tym łatwiej, im mniej resort jest dopasowany do zdolności człowieka.

Lew salonowy i nieustraszony pogromca wściekłej watahy - Radosław Sikorski. Jeszcze bez laski
Lew salonowy oraz nieustraszony pogromca wściekłej watahy – Radosław Sikorski. W oczekiwaniu na laskę

Jeśli czas Sikorskiego się skończył, na jego miejsce można było znaleźć kilka osób z dyplomatycznym obyciem, które przecież i tak realizowałyby strategię PO, ale czyniłyby to w miarę profesjonalnie. I takie sondowanie wśród byłych szefów MSZ się odbywało, ale spełzło na niczym. Schetyna dostał więc to, co było do wzięcia, bez względu na swoje predyspozycje. Teraz napiszę coś strasznego: uważałem Sikorskiego za fatalnego ministra spraw zagranicznych, ale przy Schetynie Sikorski jawi się jako tytan dyplomacji. Sikorski prowadził politykę dla Polski fatalną, charakterologicznie był na to stanowisko absolutnie nieodpowiedni, miał jednak przynajmniej potencjał środków, dzięki którym w rzadkich porywach mógł dla Polski coś załatwić: znajomości, rozpoznawalność na salonach, znakomity angielski. Czyli warsztat dyplomaty.

Postawienie na jego miejscu Schetyny w takiej sytuacji międzynarodowej, w jakiej się znajdujemy, to jak posadzenie za sterami samolotu, któremu kończy się paliwo, ślusarza od śrubek. Ale tak wynikało z politycznej układanki, wobec której interes państwa został uznany za nieistotny.

Com ostawił, ostawiłem...
Gdy odchodzę, się nie smucę. Gdy Róg zabrzmi, to powrócę…

Tusk zabiera z sobą do Brukseli wiceministra spraw zagranicznych Piotra Serafina, zatem jakąś nadzieję na to, że MSZ nie wejdzie w całkowity dryf, daje jedynie nowy minister ds. europejskich, czyli zdymisjonowany Rafał Trzaskowski, dotąd minister cyfryzacji i administracji.

Kolejna względnie dobrze oceniana osoba, były (dobrze oceniany) polski eurodeputowany, który zrezygnował z mandatu, aby wejść do rządu. Na jego miejsce przyszedł Andrzej Halicki, którego kompetencje w dziedzinie informatyzacji i cyfryzacji sprowadzają się do umiejętności korzystania z tableta. Tymczasem to – nie wspominając o administracji – sfera bardzo trudna, trzeba się ścierać z problematyką milionowych przetargów i obsługą systemów informatycznych, które wciąż działają fatalnie. Ciekaw jestem, co nowy minister mógłby nam na przykład powiedzieć na temat spopularyzowania i przede wszystkim dostosowania do potrzeb obywateli systemu ePUAP. O ile w ogóle wie, co to takiego.

Andrzej Halicki - batman piaru; potrafi udowodnić, że garb wcale nie musi być cechą konstytutywną wielbłąda
Andrzej Halicki – batman piaru; potrafi udowodnić, że garb wcale nie musi być cechą konstytutywną wielbłąda

Ale Halicki musiał do rządu wejść, bo tak kazała logika wewnątrzpartyjna. „No to na co tam rzucimy Andrzejka?”. „Dajmy go na cyfryzację i administrację, Trzaskowskiemu się da kopa, to szczyl jest, nie liczy się”.

Biernacki, Królikowski

Marek Biernacki w tandemie z Michałem Królikowskim również radził sobie jako tako z powierzoną mu materią. Cezary Grabarczyk, „który kocha ludzi” na jego miejscu to dowcip.

Być może jednak największym dowcipem w nowym rządzie jest pani Piotrowska w jednym z najtrudniejszych, najbardziej skomplikowanych resortów, gdzie kapitulowali nieporównanie poważniejsi od niej gracze.

Teresa Piotrowska
Teresa Piotrowska

Powierzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przez Ewę Kopacz swojej koleżance, której polityczne doświadczenie jest, delikatnie mówiąc, mizerne, musiało wywołać w Komendzie Głównej Policji i innych strukturach podległych MSW salwy rubasznego śmiechu.

Z punktu widzenia ludzi służb mianowanie tej pani na szefa resortu siłowego musi wyglądać tak, jakby ministra nie było. Obywatelom wróży to jednak jak najgorzej, bo wraz z wyznaczeniem pani Piotrowskiej wszelka kontrola nad policją, strażą graniczną czy pożarną staje się fikcją. Bartłomiej Sienkiewicz, owszem, był postacią groteskową, ale nie można mu było odmówić inteligencji. Jego następczyni, była bydgoska wojewoda… cóż…

Siemoniak i stronnictwo prezydenta ma takie zaufanie w NATO, że o strategicznych decyzjach z Polską w roli głównej dowiaduje się dopiero w momencie ich ogłoszenia
Minister Siemoniak i całe stronnictwo prezydenta ma takie zaufanie w kierownictwie NATO, że o strategicznych decyzjach dotyczących Polski, a z Rosją w tle, dowiaduje się dopiero w momencie ich ogłoszenia! O czym nam to mówi?…

Jedynym jaśniejszym punktem w obecnym gabinecie może być nowy wicepremier – Tomasz Siemoniak, nadal minister obrony. Oczywiście jego nowa rola nie wzięła się z faktu, że pani premier ma świadomość własnych ograniczeń. To trybut na rzecz Pałacu Prezydenckiego. Można jednak mieć nadzieję, że Siemoniak, który intelektualnie przewyższa znacznie średnią nowego rządu, a z racji funkcji musiał mieć świadomość szerszego kontekstu, w jakim funkcjonuje nasze państwo, będzie w stanie jakoś sytuację ratować.

Mamy zatem rząd groteski narodowej. Jak sięgnąć pamięcią w dzieje III RP, nie było jeszcze na stanowisku premiera osoby tak intelektualnie płytkiej.Wszyscy dotychczasowi premierzy – Mazowiecki, Bielecki, Suchocka, Olszewski, Cimoszewicz, Oleksy, Kaczyński, Tusk, Belka, Miller – niezależnie od ich politycznej afiliacji i poglądów, byli ludźmi ogarniającymi skomplikowaną materię rzeczywistości w stopniu wystarczającym do kierowania dużym państwem. Lekarka z Radomia jest tu wyjątkiem, co słychać przy okazji każdej jej wypowiedzi. Polska oczywiście i ten kabaret jakoś przetrzyma. Zwłaszcza że można mieć nadzieję, iż nie potrwa on dłużej niż rok. Nie łudźmy się jednak, że kabaretowe rządy pozostaną bez wpływu na stan i pozycję naszego państwa. I dlatego nie wolno zapominać, że ostateczną odpowiedzialność za taki stan rzeczy oraz za skład rządu ponosi nie rozhisteryzowana prowincjonalna pani doktor, ale Donald Tusk.

Przy tej okazji trzeba też wspomnieć o opozycji. Jej odpowiedź na montypythonowski rząd jest, jak na razie, raczej cicha. To może się zmienić, ale jest też świadectwem słabego przygotowania. Jarosław Kaczyński wielokrotnie wypowiadał się przeciwko stworzeniu gabinetu cieni. Tymczasem gdyby taki gabinet istniał, odpowiedź mogłaby być sprawna i natychmiastowa.

Tusk na niemieckim żołdzie

Merkel_Tusk

Dlaczego oskarżenie wystosowane wobec otoczenia Donalda Tuska o przyjmowanie pieniędzy od niemieckich polityków ma tak ogromne znaczenie? Niemcy jako członek NATO i Unii Europejskiej są naszym sojusznikiem. Nie mogą więc bezpośrednio zagrażać naszej niepodległości. Problem w tym, że oprócz bardzo korzystnych dla nas obszarów współpracy w wielu sprawach dochodzi do konfliktu interesów.

Polskie stocznie zamknięto, gdy niemieckie dostały potężne wsparcie. Polscy rolnicy są o wiele gorzej traktowani niż niemieccy. Polska powinna była wspierać alternatywne wobec Rosji dostawy gazu. Niemcy wsparli rozwój importu do UE z Rosji. Niemiecka mniejszość jest w Polsce traktowana jak księżniczka na ziarnku grochu. Polska mniejszość w Niemczech nie ma żadnych praw. Polskie dzieci są odbierane i germanizowane, gdy dochodzi do konfliktu w mieszanych małżeństwach. Co ciekawe, kiedy Niemcy zaczęły prowadzić politykę prorosyjską, to rząd Donalda Tuska też nieoczekiwanie zrobił się ustępliwy wobec Moskwy. Czy jest tak, bo nasza polityka była taka słaba? Czy nasza polityka była taka słaba, bo ktoś wziął za to duże pieniądze?

Tomasz Sakiewicz

http://niezalezna.pl/54759-na-obcym-zoldzie