Bóg nie lubi lizusów

„Nie dziwię się, Panie Boże, że masz tak mało przyjaciół, skoro tak ich traktujesz” – wypaliła do Najwyższego wielka mistyczka, św. Teresa z Ávila, gdy nagromadziły się jej liczne problemy, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. I nie jest ona wyjątkiem. Wielu świętych „kłóciło się” z Bogiem. Bo z Nim można się przekomarzać, targować, spierać, nawet jeśli ci powiedzą, że nie wypada.

W starej żydowskiej opowieści pewien rabin posłał uczniów do krawca, by dowiedzieli się od niego, na czym polega Dzień Pojednania. Mężczyzna wyjął grubą księgę, w której spisał wszystkie grzechy, jakich dopuścił się w ciągu ostatniego roku. Z trudem uniósł tom do góry, by pokazać ogrom swych przewinień. Następnie wyjął drugą księgę – równie opasłą i ciężką. W tej zapisywał wszystkie grzechy, jakich dopuścił się wobec niego… Bóg. Cały ból, rozpacz, cierpienie, jakie Pan zesłał na krawca i jego rodzinę.

Zdziwionym oznajmił: „Nadszedł czas rozliczenia z Bogiem”.

Usiadł, przejrzał księgi i rzekł: „Wszechmogący Boże, gdyby policzyć wszystko co do joty, okazałoby się, żeś Ty mi zawinił bardziej niż ja Tobie”.

Jednak nie targował się z Bogiem. Chciał zawrzeć pokój. Umówił się z Nim, że wybaczy Mu winy, jeśli On wybaczy jego grzechy. Następnie nalał sobie kieliszek wina i powiedział: „Teraz panuje między nami pokój”.

autor: MD

źródło: „Echo Katolickie” nr 42/2018, s. 21.