Lider amerykańskich konserwatystów Ron Paul: Władze USA o zestrzelonym nad Ukrainą Boeingu 777 MH17 wiedzą o wiele więcej, niż mówią

lider

Władze USA wiedzą o zestrzelonym Boeingu o wiele więcej, niż mówią. Oskarżenia USA pod adresem Rosji o tym, że tak czy inaczej jest ona winna katastrofy malezyjskiego Boeinga pod Donieckiem, dziwnie ucichły – podkreśla lider amerykańskich konserwatystów oraz były członek Izby Reprezentantów Kongresu USA Ron Paul.

Trudno uwierzyć w to, że Stany Zjednoczone nie mają dowodów na to, kto zestrzelił w pobliżu Doniecka malezyjskiego Boeinga, ponieważ amerykańskie satelity szpiegowskie kontrolują praktycznie wszystko, co dzieje się na Ukrainie, uważa były członek Izby Reprezentantów Kongresu USA, były kandydat na prezydenta Ron Paul.

Wszystko, co na ten temat cały świat usłyszał od amerykańskiego wywiadu, jest tylko to, że nie ma on dowodów na udział Rosji w katastrofie lotniczej, powiedział polityk. W tym samym czasie propaganda w Stanach Zjednoczonych z powodzeniem przekonała zwykłych Amerykanów o winie Moskwy.

„Trudno sobie wyobrazić, że Stany Zjednoczone posiadające mnóstwo satelitów wywiadowczych, które monitorują wszystko, co dzieje się na Ukrainie, nie mają dokładnych dowodów, kto, co i kiedy zrobił” – pisze Ron Paul.

Według opinii byłego kongresmana, gdy dowody przeczą zarzutom rządu amerykańskiego, nie zostaną one nigdy opublikowane – ma się rozumieć – oczywiście ze względów na tak zwane bezpieczeństwo narodowe.

„Poważny incydent międzynarodowy nadal stawia pytania. To smutne, że nie możemy liczyć na to, że nasz rząd powie prawdę i przedstawi dowody. Jestem przekonany, że wie on o wiele więcej, niż nam mówi” – uważa Ron Paul.

Tłumaczył Janusz Sielicki

Wolna-Polska.pl

W Smoleńsku było 18 polskich ekspertów. Na Ukrainie katastrofę bada 400 zagranicznych specjalistów

MH17

332 specjalistów z Holandii i Australii oraz 68 ekspertów z Malezji bada na Ukrainie katastrofę zestrzelonego nad Ukrainą Boeinga 777. Liczba ta zostanie wkrótce zwiększona o kolejnych 120 osób. Tymczasem w Smoleńsku wrak tupolewa oglądało… 18 członków komisji Millera.

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że badania w Smoleńsku i na Ukrainie prowadzone są według całkowicie różnych standardów, te liczby muszą go przekonać. 

Zestrzelonego Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych bada obecnie aż 400 ekspertów z Holandii, Australii i Malezji. Jak zapowiedział holenderski premier Mark Rutte, liczba ta prawdopodobnie wkrótce się zwiększy o 60 holenderskich specjalistów od medycyny sądowej oraz 60 funkcjonariuszy policji oraz żołnierzy z Holandii.

Równie poważnie państwa, których obywatele zginęli w boeingu, podchodzą do identyfikacji zwłok. Według informacji premiera Rutte ciała identyfikuje 207 ekspertów policyjnych z Holandii oraz kilkudziesięciu specjalistów z Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemiec, Brazylii, Malezji, RPA i USA.

Tymczasem w Smoleńsku na miejscu katastrofy pojawiło się zaledwie… 18 członków polskiej komisji rządowej. Zdjęcia – bardzo słabej jakości – wykonywano głównie tanim telefonem komórkowym Nokia E66, który obecnie można kupić wyłącznie w komisach i na aukcjach internetowych. Większość fotografii w raporcie komisji Millera i tak pochodziła zresztą od rosyjskiego fotoamatora Siergieja Amilina.

Także jeśli chodzi o zwłoki ofiar, w Smoleńsku wszystko przebiegło „sprawniej”. Identyfikacją ciał zajęło się tylko i wyłącznie rosyjskie Ministerstwo Zdrowia, którego pracownicy dokonywali również sekcji zwłok. Podczas identyfikacji i sekcji nie było ani polskich prokuratorów, ani polskich lekarzy.

Większość ciał (71 z 96) zidentyfikowano i włożono do trumien już po czterech dniach od katastrofy. Polskie władze przekazywały przy tym rodzinom informacje, że po przylocie do Polski trumny muszą pozostać zamknięte. Efekt? Spreparowane przez Rosjan protokoły sekcji zwłok i skandale związane z włożeniem do trumien ciał innych ofiar katastrofy.

Niezalezna.pl