Bioterapia i radiestezja w świetle nauki Kościoła katolickiego – abp prof. Bolesław Pylak

Dziś w południe zmarł, przeżywszy 97 lat, emerytowany ordynariusz diecezji lubelskiej, arcybiskup prof. dr hab. Bolesław Pylak. Był biskupem unikatem na tle pozostałych członków Episkopatu Polski, gdyż posiadał niecodzienne hobby: pasjonował się naturoterapią i radiestezją, których nie uważał za dary nadprzyrodzone, lecz za „rzeczywistość ze świata natury”, niekorzystanie z których „byłoby obrazą dobrego Stwórcy”. Arcybiskup uważał, że niepomaganie innym ludziom za pośrednictwem tych darów „byłoby grzechem zaniedbania”. Sam był praktykującym radiestetą, uzdolnienia radiestezyjne odziedziczył po swoim ojcu. Abp prof. Bolesław Pylak był Członkiem Honorowym Ogólnopolskiego Cechu Bioenergoterapeutów i Radiestetów.

Arcybiskup Bolesław Pylak kilkanaście lat żył z guzem mózgu, korzystając w międzyczasie głównie z terapii naturalnych, a ewentualną przydatność ciężkiej aptecznej chemii zawsze badał metodami radiestezyjnymi.

Poniżej prezentuję ważny artykuł abp. Bolesława Pylaka pt. „Bioterapia i radiestezja w świetle nauki Kościoła katolickiego”.

TAW

*

Bioterapia i radiestezja w świetle nauki Kościoła katolickiego

W związku z pytaniami, jakie napływają do mnie z różnych stron na temat medycyny naturalnej i radiestezji, wyjaśniam:

Ojciec Święty Jan Paweł II na pytanie znane­go mi radiestety z Lublina, czy jako praktykujący tę dziedzinę wiedzy naturalnej nie jest w sprzeczności z nauką Kościoła, udzielił odpowiedzi, w której znala­zły się następujące słowa: „Jeśli to ma służyć dla do­bra ludzi, to chyba nie ma w tym nic złego, co byłoby przeciwne wierze katolickiej. Uprawianie zabobonów jest grzechem. Nie sądzę, by pan działał po tej linii, a w człowieku jest wiele możliwości i Pan Bóg nie za­bronił mu używania rozumu dla godziwych celów nieobrażających Boga”.

Osobiście korzystam z radiestezji i różnych form medycyny naturalnej od wielu lat z pozytywnym skut­kiem. Pewne uzdolnienia radiestezyjne (wrażliwość na promieniowania) odziedziczyłem po ojcu. Traktuję je jako naturalny dar Boży, który posiada wielu ludzi w różnym stopniu nasilenia. Niekorzystanie z niego byłoby obrazą Dobrego Stwórcy – dawcy tegoż daru. Nie jest to dar nadprzyrodzony, tylko rzeczywistość ze świata natury. W minimalnym stopniu posiadają go wszyscy ludzie. Jednak tylko około 20% populacji posiada go w takim stopniu, że mogą pomagać sobie i innym ludziom. Ponieważ nie wszyscy posiadają ten dar, dlatego dla wielu nie jest to problem naukowy. A jednak dla tych 20% ludzkości, utalentowanych bioterapeutów i radiestetów, jest to rzeczywistość wprost oczywista i poznawalna eksperymentalnie. Dla innych oczywiste mogą być pozytywne skutki ich działania.

Tłumaczenie skutków bioterapii jako owoców działania autosugestii (psychologiczny efekt placebo) jest niesłuszne, gdyż bioterapeuci pomagają także dzieciom i ludziom nieświadomym oraz zwierzętom. Przypisywanie ich działaniu złego ducha jest non­sensem. Zły duch działa tam, gdzie człowiek otwiera przed nim swoje serce. Nie ma dostępu do ludzi ży­jących po Bożemu.

Czy katolicy mogą korzystać z usług owych uzdrowicieli i radiestetów? Z pewnością tak. Wszak są to działania z wykorzystaniem naturalnych uzdolnień natury ludzkiej, danych nam przez Stwórcę dla na­szego dobra. Pewne niepokoje w tej dziedzinie wzbu­dził dekret Kongregacji Świętego Oficjum z 26 mar­ca 1942 roku, który zakazuje duchownym udzielania porad w oparciu o radiestezję. Dekret dotyczy tylko osób duchownych, a nie świeckich. Zakazuje udzie­lania „porad na temat spraw dotyczących samych osób oraz przepowiadania zdarzeń”. Chodzi więc o to, aby przy pomocy radiestezji nie penetrować w tajniki ludzkiego wnętrza, łącznie z sumieniem i w oparciu o tego rodzaju badania nie przewidywać dalszych lo­sów konkretnego człowieka. Dekret zatem nie zakazuje korzystania z radiestezji w badaniu świata rze­czy, np. w zabezpieczaniu się przed szkodliwymi dla zdrowia ciekami wodnymi czy liniami geopatycznymi. Podobnie wolno także nam, duchownym, badać sto­sowność pokarmów bądź leków. Korzystamy w tym wypadku z daru natury, a więc daru Bożego dla na­szego dobra. Omawiany dekret nie neguje i nie zaka­zuje potrzeby badań naukowych z zakresu radiestezji, a więc uznaje jej istnienie. W stosunku do duchow­nych zakaz Kościoła ma charakter dyscyplinarny. Cho­dzi o zabezpieczenie autorytetu księdza jako sługi Bo­żego, powołanego do spełniania posług religijnych. Nie można tego autorytetu nadużywać do czynności niereligijnych.

Czym jest owa bioterapia zwana też medycyną naturalną? Nazwą tą ogarniamy szereg form oddzia­ływania na chory organizm, aby przywrócić mu za­chwianą równowagę zdrowotną. Nie pretenduje ona do miana medycyny alternatywnej w stosunku do medycyny akademickiej. Pragnie ją tylko wspomagać i ewentualnie uzupełniać. Jest ona wcześniejsza i star­sza od swojej siostry, medycyny akademickiej, która korzysta z różnych nowoczesnych urządzeń technicz­nych. Nadal jest jednak praktykowana w wielu kra­jach świata, często w harmonijnej symbiozie z me­dycyną konwencjonalną. Tylko w naszym kraju obie te medycyny są skłócone, z pewnością ze szkodą dla obu stron, zwłaszcza dla chorych.

Więcej informacji na temat bioterapii i radieste­zji zamieściłem w referacie wygłoszonym na zebra­niu Towarzystwa Naukowego KUL. Ukazał się on dru­kiem pt. „Psychotronika – problem czy tajemnica?” w „Ateneum kapłańskim” (R. 79: 1987, T. 109, s. 324-­334). Poświęciłem też temu tematowi rozdział II pt. „W kręgu świata widzialnego i niewidzialnego (radie­stezja i bioenergoterapia)” w mojej książce „Poznawać w świetle wiary” (Warszawa 2003, s. 37-92).

autor: prof. dr hab. Bolesław Pylak, arcybiskup lubelski – senior

Lublin, 20.06.2006 r.

źródło: http://uzdrawianie.com/artykuly/75.html

Reklamy

Odeszła ikona polskiego ruchu naturopatycznego, Pani Redaktor Nina Grella, twórczyni Targów „Bliżej zdrowia, bliżej natury” – Jerzy Zięba

Zaufajmy naturze i własnemu organizmowi – Nina Grella (fot. Arkadiusz Ławrywianiec)
Z ogromnym smutkiem zawiadamiam, że zmarła IKONA polskiego ruchu naturopatycznego, Pani Redaktor Nina Grella, twórczyni trwających trzy dni Targów „Bliżej zdrowia, bliżej natury”. To właśnie Ona, pomimo ogromnych problemów formalnych, zorganizowała 47 takich wydarzeń!

Była niezwykłą propagatorka zdrowego żywienia, terapii naturalnych, które również wiele lat temu pozwoliły jej pokonać raka.

Była fontanną energii, pomysłów i przykładem otwartego umysłu, autorką książek i niezliczonych wręcz artykułów dotyczących medycyny naturalnej.

Nina Grella była założycielką i redaktorem naczelnym miesięcznika „Szaman”, gdzie żadnego, nawet najbardziej kontrowersyjnego tematu się nie bała.

To właśnie Ona sprowadzała z całego świata wspaniałych „szamanów”, propagując otwartość umysłu na coś, czego być może jeszcze nie rozumiemy.

A kiedy miałem już przyjemność osobistego poznania jej i stania się jej przyjacielem, okazało się, że jest osobą, o której bez wahania można powiedzieć: „Piękny umysł, piękny CZŁOWIEK”.

To właśnie dzięki Niej mogłem po raz pierwszy wystąpić publicznie na Targach, które zainicjowały i zainspirowały mnie do mojej dalszej działalności publicznej i społecznej. To właśnie od Niej usłyszałem: „Napisz książkę”…

Co nastąpiło potem, to już historia….

Panią Redaktor Ninę Grellę pożegnamy w poniedziałek 25.06.2018 r. o godz. 14:00 na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Murckowskiej w Katowicach.

Mój świat bez Niej będzie inny, ale już nigdy nie będzie ten sam 😦

Pozdrawiam
Jerzy Zięba

Szeptuchy od czasów pogańskich pełnią rolę lekarzy ludu. Podlasie – ostoja słowiańskiej medycyny

Kadr z filmu „Wyszeptane Uzdrowienie” (fot. YouTube.com/Tomasz Onikijuk)
Do spotkania z szeptuchą zwykle dochodzi w drewnianej chacie, tradycyjnie przy kuchennym stole. Chory siedzi, leczący stoi przy nim, wypowiadając kolejno modlitwy. Jeśli zachodzi potrzeba, towarzyszą temu lecznicze rytuały, w których wykorzystuje się pakuły lniane, wosk i popiół. To zjawisko głęboko zakorzenione w mistycyzmie Podlasia – mówi Małgorzata Anna Charyton, etnolożka i przyrodniczka, która podczas otwartego niedawno Podlasie SlowFest prowadzi cykl wykładów popularnonaukowych poświęconych szeptuchom.

Kim jest szeptucha?

– Zgodnie z definicją szeptucha jest tradycyjnym podlaskim uzdrowicielem, który odwołuje się do tradycji tutejszej medycyny ludowej.

Ile szeptuch zgodnie z pani szacunkami mamy jeszcze w Polsce?

– Nigdy nie stawiałam sobie za cel policzenia wszystkich, dlatego mogę tylko szacować. Poza tym ich liczba regularnie spada, są to w większości osoby bardzo wiekowe – wśród badanych przeze mnie średnia wieku wyniosła 70 lat, a więc co chwilę jedna z szeptuch umiera. Kiedy po dwóch latach od pierwszych badań wróciłam w teren, prawie połowa moich szeptuch nie żyła! To było dla mnie niezwykle trudne, bo to w większości przesympatyczne, niezwykle ciepłe osoby. Dziś szacowałabym liczbę podlaskich szeptuch na kilkanaście. Spieszmy się więc je kochać!

<https://youtu.be/xFIoGhgFgCA

Na ile ich działalność jest przejawem duchowości, a na ile konieczności wynikającej z ograniczonego dostępu do lekarzy w tradycyjnych społecznościach wiejskich?

– Oba te wymiary – duchowość czy religijność oraz aspekt medyczny – są bardzo ważne. Działalność szeptuch jest głęboko zakorzeniona w kulturze ludowej i strukturze, jaką miały tradycyjne społeczności chłopskie na tych terenach. Szeptuchy pełniły rolę lekarzy ludu, nie były jednak jedynymi „osobami medycznymi”, które funkcjonowały wówczas w tradycyjnej społeczności. Podobnie jak dziś, gdy personel medyczny dzieli się na różne specjalizacje, kiedyś różne kwestie powierzano różnym osobom. A więc poza uzdrowicielami w sferze medycznej funkcjonowali także kowale – dawni stomatolodzy, akuszerki – jako położne i pielęgniarki oraz zielarze, których można porównać do dzisiejszych farmaceutów, ponieważ znali się na dawkowaniu dostępnych specyfików, na ich zestawianiu, pozyskiwaniu.

Całość czytaj na:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22061415,czarownice-czy-znachorki-szeptuchy-od-czasow-poganskich-pelnia.html

Czytaj również:

Gadów łabędzi śpiew. Atak tygodnika „Wprost” na Jerzego Ziębę

Właściciele gadzich mediów w Polsce dostają szału. To ich łabędzi śpiew tuż przed odlotem z naszej przepięknej planety. Jerzemu Ziębie ta darmowa reklama z pewnością nie zaszkodzi: dzięki charytatywnemu tygodnikowi „Wprost” kolejne miliony Polaków poznają wreszcie charyzmatycznego przywódcę ruchu odnowy mentalnej w naszym kRaju.

Jerzemu Ziębie ta reklama nie zaszkodzi, jak trafnie zauważyła nasza komentatorka Laszka. Tygodnik wspaniałomyślnie ufundował panu Jerzemu po prostu darmową reklamę. Choć chciał zaszkodzić – pomógł 🙂

Z publikacji tygodnika „Wprost” o Jerzym Ziębie dowie się kolejnych kilka milionów obywateli, którzy do tej pory nie mieli jeszcze okazji poznać charyzmatycznego przywódcy ruchu odnowy mentalnej w naszym kRaju.

Z publikacji tygodnika „Wprost” dowiedzą się o Jerzym Ziębie ci, którzy jeszcze o nim nie słyszeli, którzy jeszcze nie ogarniają, jak wielkiej wagi procesy przeobrażeniowe drążą właśnie Polskę…

A zdezorientowanym bliski już czas i tak w końcu pokaże, jak jest naprawdę.

http://zdrowie.wprost.pl/zdrowie/10083722/ukryte-terapie-ukryte-zyski.html

https://www.wprost.pl/tylko-u-nas/10083764/zeruje-na-smierci-chce-leczyc-miliony-wprost-o-karierze-jerzego-zieby-co-jeszcze-w-numerze.html

Psy szczekają, karawana idzie dalej, a Jerzy Zięba od wielu już lat spokojnie i metodycznie odmienia oblicze Ziemi. Tej Ziemi.

TAW

Czytaj również:

Rozpoczął się początek końca chemicznego holokaustu Słowian! Do Polski przybywa jeden z najsłynniejszych naukowców, który wstrząsnął całym medycznym światem – dr Andrew Wakefield

Jerzy Zięba zaprasza na Międzynarodową Konferencję Wiosna Zdrowia z Jerzym Ziębą i jego gośćmi, która odbędzie się w dniach 1-2 kwietnia 2017 r. w Katowicach z udziałem wielu światowej sławy lekarzy naukowców, w tym słynnego dr. Andrew Wakefielda, który wstrząsnął całym światem medycznym. Miejsc dla wszystkich chętnych do wzięcia udziału w Konferencji niestety nie wystarczy, gdyż sala może pomieścić zaledwie 10 tysięcy osób…

Lachy Polachy, dzieje się! Rozpoczął się początek końca rządów przemysłu farmaceutycznego w naszej słowiańskiej Ojczyźnie! Do Polski przybywa jeden z najsłynniejszych naukowców na świecie – dr Andrew Wakefield.

Ta konferencja wstrząśnie Polakami, dobudzi resztę śpiących.

Polacy, odwagi, nie lękajcie się! To nie jest czas na lęki!

Szczegóły na WiosnaZdrowia.pl oraz na facebook.com/ukryteterapie.

TAW

Czytaj również:

 

Refleksologia a katolicyzm

Ostrożnego katolika, który wpisał dziś w wyszukiwarkę „refleksologia a katolicyzm” informuję, że chodzenie boso po drobnych kamykach nie jest grzechem. Sam to robię co kilka dni 🙂

Egzorcysta ks. Jan Pęzioł z Wąwolnicy poleca refleksologiczne zabiegi. Refleksologia to medycyna naturalna – dużo starsza niż Kościół katolicki – znana wielu cywilizacjom i wszystkim kulturom pierwotnym, w tym m.in. Słowianom, Chińczykom, rdzennym mieszkańcom obu Ameryk.

Zupełnie inną sprawą jest, że przez grudzień i styczeń dla własnego dobra najlepiej w ogóle wstrzymać się przed wizytami we wszelkich – wszelkich – gabinetach. Bo przestrzeń w tym czasie jest szczególnie wrażliwa na programowanie – i możliwe są różnego rodzaju podczepienia.

A gra idzie teraz o dusze Lachów Polachów.

TAW

 

Kasia Kowalska o swojej transformacji i zmaganiach z boreliozą: Nie chciałam brać antybiotyków, pracowałam z szamanem

kasia-kowalskafot. Mariusz Jeglinski /Universal Music Polska
Kasia Kowalska z nękającym ją problemem boreliozy poradziła sobie w sposób niekonwencjonalny: zamiast zawierzyć szerzącej żniwo śmierci medycynie akademickiej, oddała swoje zdrowie w ręce… szamana. Artystka opowiada Annie Matusiak z serwisu plejada.pl o swoim powrocie na scenę, o głębokim duchowym procesie zmian w swoim życiu. Jedna z koleżanek piosenkarek powiedziała jej ostatnio, że wyczuwa w niej wielką siłę. Kasia twierdzi, że zawdzięcza ją… brazylijskiemu szamanowi…

Anna Matusiak: „Rzuć za siebie zwątpień czarnych garść. Będzie lepiej. Z tłem jaskrawych barw. Zajrzyj w siebie”. To fragmenty Twojego najnowszego utworu. Kaśka, co Ty tak pozytywnie? Co się z Tobą dzieje? (śmiech)

Kasia Kowalska: (śmiech) Patrz – tak źle, i tak niedobrze. A tak serio… Mnóstwo przemian we mnie zaszło. Ten proces rozpoczął się kilka lat temu, kiedy rzuciłam się w wir podróży. Ameryka Południowa – to był mój cel. Zostawiłam wszystko. Wzięłam plecak. I wybyłam na miesięczną wyprawę. Mała grupa plus przewodnik. Przeżyłam różne etapy. Od paranoi przy braku zasięgu, bo przecież muszę być „w kontakcie” – po etap „uff, jak dobrze, że nie ma zasięgu”. Zrozumiałam, jak jesteśmy uzależnieni i podłączeni do niepotrzebnych źródeł.

indianie kogiIndianie Kogi (fot. Eric Julien)

Odwiedziliśmy wiele miejsc, np. legendarne plemię Indian Kogi, którzy od setek lat żyją w odłączeniu od cywilizacji. Przyjmują w nocy. Odwiedzaliśmy ich o północy. Idąc dwie godziny dżunglą, żeby w pełni, dokładnie o północy spotkać się z ich wodzem.

Oni mówią o rzeczach niezwykłych.

Tu, w pośpiechu i natłoku miasta, uznasz je za banał,

ale tam te słowa trafiły w moje serce

i zapadły głęboko w pamięć.

Sami jesteśmy

kreatorami

swojego

losu.

Sposób, w jaki myślimy o sobie

i o swoim życiu,

programuje 

nasz

los.

No, banał. Utarte sformułowania. Ale to naprawdę działa.

Traktujemy źle Ziemię,

niszczymy ją

i ponosimy tego konsekwencje.

Nie ma akcji bez reakcji.

Tam zobaczyłam, jak bardzo my ludzie

zaburzyliśmy harmonię i energię.

Ta podróż pozwoliła naprawdę odpowiedzieć sobie na pytania:

kim jestem

i co chcę zrobić w życiu,

czy jestem ze sobą szczęśliwa,

jakie ma być moje życie?

Szukałam inspiracji.

Zaczął się powolny etap czyszczenia

i odcinania tego, co mi nie służy.

kasia-kowalskafot. Bartosz Nalazek /bartosznalazek.com

Muzycznych czy życiowych inspiracji?

– Inspiracja życiowa przekłada się na muzyczną. Doszłam do punktu, w którym nie chciałam już powielać tego, co zrobiłam wcześniej – przez ostatnie 20 lat. Zamknęłam to koncertami 20-lecia płyty „Gemini” i powiedziałam sobie, że muszę poczuć się inaczej. W sensie – nie zanurzać się tak głęboko w ciemnościach… Nie przekreślam tamtych lat i tamtych melodii. Jestem pełna szacunku do tej pracy.

Czas pokochać siebie.

Wiedziałam, że chcę inaczej.

Jak znaleźć siłę w sobie,

żeby zbudować swój świat w głowie na nowo.

Jak odrzucić ten nawykowy beznadziejny sposób myślenia,

że się nie uda, bez sensu, po co, boję się.

Jak znaleźć w sobie to, co miałam, kiedy byłam dzieckiem?

Wtedy miałam marzenia i dążyłam do ich realizacji.

Do tego jest potrzebna ciężka praca. Jestem na dobrej drodze.

Nie masz wrażenia, że paradoksalnie w tej swojej niepewności jesteś bardzo silna? Dzięki wielkiej sile powstajesz jak feniks z popiołów.

– Wiesz, że ostatnio usłyszałam to od znanej wokalistki. Nie widziałyśmy się długo. Siedziała obok mnie i powiedziała, że czuje ode mnie wielką siłę. Wiem, że ta siła wynika z różnych trudnych doświadczeń w moim życiu, które nie wcisnęły mnie w glebę, tylko zmusiły do szukania innych rozwiązań.

Miałam boreliozę.

Nie chciałam poddać się leczeniu antybiotykami.

Szukałam rozwiązań alternatywnych.

Pojechałam do Brazylii.

Pracowałam przez 11 dni z tamtejszym szamanem,

żeby oczyścić umysł i ciało, i udało mi się to zrobić.

Jestem z siebie dumna,

że nie dałam wtłoczyć w siebie

kolejnej chemii, która wyniszcza.

To wszystko przełożyło się na postrzeganie siebie i świata dookoła.

Mówiąc o Twojej sile, wcale nie mam na myśli tylko wątków depresyjnych, o których wiele już słów padło. Myślę o tym, że potrafiłaś żyć z dala od show-biznesu, a jednocześnie istnieć, świetnie sobie radzić i funkcjonować stabilnie w świadomości odbiorców. Na Twoją nową płytę czekamy 8 lat. Tyle gwiazdeczek zdążyło się wyprodukować w tym czasie. A o Kasi Kowalskiej nikt jakoś nie zapomniał. To też siła… konsekwencja życia w zgodzie ze sobą.

– To jest kwestia tego, czego potrzebujesz. Musisz zadać sobie w którymś momencie pytania, czy potrzebuję kolejnych tysięcy do szczęścia, czy dam się pokroić dla pewnych profitów? W tym czasie, kiedy stoisz na czerwonym dywanie albo na otwarciu butiku, ktoś zajmuje się dzieckiem. NIE WARTO! Kiedy ludzie się dziwią, że nie tworzyłam nowych utworów aż przez osiem lat, nie rozumiem tego zdziwienia. Dokładnie 8 lat temu urodziłam moje drugie dziecko, syna. Oddałam mu całą siebie, każdy swój dzień, energię, bo to było dla mnie najważniejsze. Nikt tego za mnie nie zrobił. To ja się poświęciłam i zrezygnowałam z siebie na te lata. I zapłaciłam za to cenę. Mój wybór przełożył się na kasę. Rynek sprzedażowy był kiedyś zupełnie inny. Wiadomo… Ale coś za coś.

Co się zmieniło po ośmiu latach, że postanowiłaś wrócić… Chociaż „powrót” to nie do końca dobre słowo, bo przecież koncertowałaś… Poczułaś wenę?

– Usiłowałam znaleźć w sobie siłę, żeby nagrać coś, co jest zgodne z tym, co czuję. Wcześniej nie miałam tej odwagi. A teraz czuję, że już ją mam. Przeszłam tak trudną drogę, żeby być tu, gdzie jestem, że mam prawo się tym pochwalić, mam siłę napisać słowa, pokazać je światu i obronić. Za tym coś stoi. Za tym stoi historia, nie chcę używać dużych słów i mówić „przemiana”, ale na pewno próba zmiany sposobu myślenia i życia. Pragnęłam przełomu w życiu.

To niełatwe. Coraz wyżej stawiasz sobie poprzeczkę.

– Ale teraz zdrowiej się odżywiam, lepiej się ze sobą czuję, nauczyłam się wybierać, co istotne, co mniej, co mogę odpuścić. Nauczyłam się odcinać związki, które mnie wykorzystują. Włożyłam w to wiele pracy. Znalazłam dźwięki, które mogą pokazać moją wręcz lekką afirmację życia. Jeszcze trzy lata temu w życiu bym czegoś takiego nie powiedziała.

kasia-kowalska-kotfot. facebook

Jesteś skromnym i pokornym człowiekiem. Co myślisz, kiedy patrzysz na celebrytki, które znają się na wszystkim, biorą udział w dyskusjach, chociaż ten głos często niezbyt wiele wnosi… Sukcesem jest, jeśli jest w ogóle stylistycznie poprawnie zbudowany. Kiedy ich słuchasz – nie myślisz sobie: „Kaśka, jesteś dużo głębsza, mądrzejsza, wrażliwsza, a tak bardzo nie wierzysz w siebie…”?

– To pewnie kwestia wychowania, genów, ale też pewnego rodzaju wrażliwości. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Pewne rzeczy mnie oczywiście śmieszą. Nie widzę siebie w roli jurora i komentatora, który oceni, kto jest ok, a kto beznadziejny. Ciężka sprawa.

To znaczy, że nie przyjęłabyś roli jurora w programie typu talent show?

Proponowali mi to, ale nie przeszłam castingu. Okazało się, że tam trzeba mówić to, czego ja nie umiałam mówić. Nie do końca było to ze mną zgodne. Oczywiście – to kuszące. Jesteś w telewizji, to się przekłada na odpowiedni dochód. Ale jednak… coś za coś. […]

Co to jest Aya? (tytuł najnowszego singla Kasi Kowalskiej – przyp. red.)

– To skrót od rodzaju medycyny w Amazonii. Człowiek oczyszcza się i wprowadza w inny stan duchowy.

kowalska-aya-3fot. Bartosz Nalazek

Próbowałaś?

– Oczywiście. Nigdy bym sobie nie pozwoliła na użycie czegoś, o czym nie mam pojęcia i czego nie próbowałam. Miałam z tym styczność w krajach Ameryki Południowej.

„Aya” to tytuł całej płyty?

– Nie. To tylko zapowiedź tunelu ze światłem, którym będę podążać do przodu. I tytuł singla (…).

Na jakim etapie pracy nad płytą jesteś?

– Piszę teksty. Każde słowo oglądam ze wszystkich stron. Zadziwiające było, że umiem wejść w rejony ciemne, nie czując obciążenia.

Ciągną cię, co?

– Bo to jest właśnie ta moja mroczna część, którą w końcu doceniłam i zaakceptowałam. Już z nią nie walczę. To dar. Rzadko używam już sformułowań: „nie uda się”, „bez sensu”.

Z drugiej strony ból i cierpienie zawsze uszlachetniają tekst. Nie uważasz? Trudno napisać dobry tekst o czymś wesołym.

– To prawda. Trudniej. A w moim przypadku to już w ogóle. Tekstów o bólu mogłabym ci napisać trzy na jutro. Tylko ja już nie chcę. Dokonałam przełomu. Już tam byłam. Już wiem, jak jest w piwnicy przysypanej węglem. Siedziałam brudna. Taplałam się w bagnie. Już nie chcę. Dość. Wyszłam stamtąd na powierzchnię. Udało mi się.

Dużo szamanizmu będzie na twojej płycie?

– Wiesz… nie szłabym w duch szamanizmu samego w sobie… Bardziej w to, co ten

duch szamański,

wgląd,

podróż,

spotkanie drugiej osoby

wniosło w Twoje życie. Weszłam w końcu w etap, w którym mam pozytywne nastawienie. Wiem, że sobie poradzę. To czują ludzie. Sama to czuję. Wszystko ma swój czas. Wszystko jest po coś.

W życiu trzeba mieć wdzięczność

za życie na Ziemi,

za to, co dała nam matka Natura.

To wielka moc.

Nie można brudzić głowy negatywnym myśleniem.

Syndrom – jak to gdzieś kiedyś powiedziałaś – „nieodrobionych lekcji” minął?

– Minął.

kasia-kowalskafot. Bartosz Nalazek

Masz na sobie korale nawiązujące do kultury szamańskiej.

– To akurat prezent od kolegi, który był na trzeciej takiej wyprawie. Ja byłam po raz pierwszy. To rzeczy robione ręcznie z ichniejszych koralików.

kasia-kowalska-odnowafot. Mariusz Jeglinski /mariuszjeglinski.com

Wierzysz w nadprzyrodzoną moc rzeczy stamtąd przywiezionych…

– Ooo, kochana… Gdybym odpowiedziała na to pytanie, ludzie pomyśleliby, że zwariowałam… Czy wierzę? Bardzo. Doświadczyłam. To wszystko jest bardzo mocne.

Trzeba to trochę zgłębić.

Przygotować się.

Poczytać.

Nie sądziłam, że będę w stanie rozwikłać tak ołowiane rzeczy w sobie.

Wierzę w cudowną moc. Nie można się dać stłamsić.

women's-circleKobiecy Krąg (katerinativeministry.ca)

Uczestniczyłam w kręgu kobiecym. Powiedzieli mi tam: „za każdym razem, kiedy słyszysz w głowie głos jesteś beznadziejna, nie dasz rady, zastanów się, czy to jest głos, który ci dobrze życzy. Czy to jest głos miłości? Jeśli nie, to go wyrzuć ze swojej głowy”. To trudne. Ale naprawdę warto czytać codziennie kartkę pt. „Jestem piękna”, „Jestem mądra”, „Dzisiejszy dzień będzie zajebisty”, „Wszystko będzie dobrze”. Działa! Niewiarygodne, ale działa!

To modne ostatnio. Każdy terapeuta – ba, nawet artykuł w piśmie kobiecym – ci to powie, ale jak to wprowadzić w życie?

– Wiem. To niełatwe. Trzeba naprawdę zajrzeć w siebie głębiej, żeby działało. Dlatego polecam taką wyprawę.

Skoro o magii mowa. Nie bałaś się przekroczenia cienkiej granicy, za którą jest niebezpiecznie?

– Już dawno ją przekroczyłam. Wiele lat temu. Sporo czasu zmarnowałam, próbując schować swoje smutki, zapijać lampkami winka. Wydawało mi się, że to jest sposób. W pewnym momencie szczęśliwie urodził się syn. Gdyby nie było moich dzieci, moje życie mogłoby się potoczyć smutnym torem. Mamy siebie. To najważniejsze.

W swoją atrakcyjność fizyczną, mam nadzieję, nigdy nie wątpiłaś?

– Ale dla kogo niby jestem atrakcyjna?:)

Obiektywnie. Dla wszystkich. Zgrabna. Wyglądasz, jakbyś zawarła jakiś pakt. W ogóle się nie starzejesz.

– Słyszę to ostatnio faktycznie dosyć często. To nagroda za to, co w sobie przerobiłam.

Jasność umysłu, pozytywne spojrzenie na świat, a jednak jesteś w czerni…

– Kocham czerń. Poza tym czerń wyszczupla (śmiech).

Ty akurat szczególnie musisz o to zadbać (śmiech).

– Faktycznie… Sporo ćwiczę. Półmaratony, maratony. A co, pochwalę się! (śmiech).

Swoją drogą to też dobrze robi na głowę, co?

– Bardzo. Pływam, biegam. Sport to najkrótsza droga do poprawienia sobie nastroju…

„Przeszłość niech nie drąży tępym dłutem. Tylko miłość leczy nas”. Jak z tą miłością u ciebie teraz?

– Miłość jest najsilniejszą ze wszystkich energii. Trzeba od razu kończyć złe relacje. Takie, które nam nie służą. Odcinać się. Przez wiele lat nie umiałam tego zrobić. Aż w końcu stało się. Miłość dla mnie to marzenie. Ja już nie chodzę i nie myślę, jak fajnie byłoby mieć super faceta. Ja wiem, że go spotkam. Jest tyle pięknych rzeczy, które warto doceniać. Teraz mam etap na akceptację i zdrową miłość – do siebie przede wszystkim.

Nie katujmy się codziennie, jakie jesteśmy beznadziejne, bo tak nie jest.

Trzeba znaleźć w sobie światło.

kowalska2fot. Bartosz Nalazek

Trzeba odnaleźć w sobie małą dziewczynkę,

która kochała wszystkich i stało się coś, że przestała nią być…

Co się stało? Trzeba dojść do tego,

żeby odnaleźć w sobie to dziecko,

by je przytulić,

pokochać,

zaakceptować.

Pozwól odciąć w sobie te trudne doświadczenia.

One nie znikną. Zawsze będą.

Ale trzeba sprawić, żeby przestały mieć nad tobą władzę.

kowalskafot. Bartosz Nalazek

Wierzysz w Boga?

– Wierzę w energię. Wierzę w miłość. Każdy z nas jest bogiem. Każdy ma w sobie boski element. Jesteśmy boskimi stworzeniami.

Z Kasią Kowalską rozmawiała Anna Matusiak

źródło: http://plejada.pl/wywiady/kasia-kowalska-wraca-po-dlugiej-przerwie/qd8xkp

https://youtu.be/DluSPVtxb20

Czytaj również:

Najlepsza tabletka to Jerzy Zięba w pigułce:-) Leczące spotkanie z autorem bestsellera „Ukryte terapie”

RAK TO NIE WYROK:

  • Współczesnej zachodniej medycynie nie chodzi o to, by człowieka wyleczyć, tylko by leczyć bez końca”.
  • Pacjent umiera zgodnie z procedurami.
  • Homeopatia. To, że czegoś nie rozumiemy, nie oznacza, że tego nie ma.

http://ukryteterapie.com/

https://www.facebook.com/ukryteterapie

https://pl-pl.facebook.com/PolskaAkademiaZdrowia

https://www.facebook.com/events/1619999708288294/

https://www.facebook.com/events/1640397996243930/

http://www.booksfera.pl/cholesterol-naukowe-klamstwo-1.html

Obudź się, żaden system Cię nie uleczy. Systemowi nie zależy, by Cię uleczyć, lecz by leczyć bez końca (zyski farmacji). Kiedy to zrozumiesz, weźmiesz sprawy w swoje własne ręce i uleczysz się sam 🙂 Są metody, są sposoby:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/nie-plac-lekarzom-uzdrow-sie-sam/