Gadów łabędzi śpiew. Atak tygodnika „Wprost” na Jerzego Ziębę

Właściciele gadzich mediów w Polsce dostają szału. To ich łabędzi śpiew tuż przed odlotem z naszej przepięknej planety. Jerzemu Ziębie ta darmowa reklama z pewnością nie zaszkodzi: dzięki charytatywnemu tygodnikowi „Wprost” kolejne miliony Polaków poznają wreszcie charyzmatycznego przywódcę ruchu odnowy mentalnej w naszym kRaju.

Jerzemu Ziębie ta reklama nie zaszkodzi, jak trafnie zauważyła nasza komentatorka Laszka. Tygodnik wspaniałomyślnie ufundował panu Jerzemu po prostu darmową reklamę. Choć chciał zaszkodzić – pomógł 🙂

Z publikacji tygodnika „Wprost” o Jerzym Ziębie dowie się kolejnych kilka milionów obywateli, którzy do tej pory nie mieli jeszcze okazji poznać charyzmatycznego przywódcy ruchu odnowy mentalnej w naszym kRaju.

Z publikacji tygodnika „Wprost” dowiedzą się o Jerzym Ziębie ci, którzy jeszcze o nim nie słyszeli, którzy jeszcze nie ogarniają, jak wielkiej wagi procesy przeobrażeniowe drążą właśnie Polskę…

A zdezorientowanym bliski już czas i tak w końcu pokaże, jak jest naprawdę.

http://zdrowie.wprost.pl/zdrowie/10083722/ukryte-terapie-ukryte-zyski.html

https://www.wprost.pl/tylko-u-nas/10083764/zeruje-na-smierci-chce-leczyc-miliony-wprost-o-karierze-jerzego-zieby-co-jeszcze-w-numerze.html

Psy szczekają, karawana idzie dalej, a Jerzy Zięba od wielu już lat spokojnie i metodycznie odmienia oblicze Ziemi. Tej Ziemi.

TAW

Czytaj również:

Reklamy

Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem, czyli mały poradnik, jak zdalnie załatwia się dziennikarza w III RP

sowa hajdarowicz

Księdzu Kazimierzowi Sowie nie przypadł do gustu artykuł na jego temat opublikowany w „Rzeczpospolitej”. Postanowił więc poskarżyć się na autora właścicielowi gazety – Grzegorzowi Hajdarowiczowi. Ten natomiast odpisał, iż ma nadzieję, że dziennikarz „jak najszybciej sam zmieni pracę i wyniesie się z jego spółki”. Wszystko otwartym tekstem i bez zażenowania na facebookowym profilu księdza Sowy…

Duchownego rozsierdził tekst Tomasza Krzyżaka zatytułowany „Ksiądz Sowa i przyjaciele”. Autor napisał tam m.in., że Sowa – nazywany ojcem Rydzykiem dla lemingów – „działa na pograniczu Kościoła i Platformy Obywatelskiej, 
i nie ukrywa, że z wieloma politykami tej partii utrzymuje przyjazne stosunki, udziela im ślubów i chrzci dzieci. Pojawiają się np. takie nazwiska: Aleksander Grad, Paweł Graś, Tomasz Arabski czy Sławomir Nowak.

Continue reading „Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem, czyli mały poradnik, jak zdalnie załatwia się dziennikarza w III RP”

Przejmowanie polskich mediów przez Niemców – relacja naocznego świadka

wojciech-reszczynski

Program, który odpowiadałby Polakom, zapewne nie będzie odpowiadał zagranicznym właścicielom. Niemcy chcą mieć taki program, jaki mają u siebie. Inne rozwiązania nie są przez nich akceptowane. Niemcy chcą urządzić firmę, w której mają udziały, wedle swojego mniemania — mówi Wojciech Reszczyński.

wPolityce.pl: Jarosław Gowin wywołał burzę, gdy w audycji Moniki Olejnik zapowiedział, że będzie dążył do repolonizacji mediów. W Pana ocenie taki proces jest Polsce potrzebny?

Wojciech Reszczyński: – Podzielę się swoimi doświadczeniami z czasów, w których prowadziłem stację radiową. W swojej spółce miałem kapitał zagraniczny, najpierw irlandzki, a potem niemiecki. W czasie, gdy współpracowałem z Irlandczykami, którzy mieli 33%, przeżyłem próbę wrogiego przejęcia. Ledwo udało mi się wybronić. Na szczęście proceduralne kwestie i niektóre rozwiązania prawne sprawiły, że byłem w stanie się obronić. Ostatecznie Irlandczykom groziło wyrzucenie ze spółki, więc się wycofali, a potem udziały wykupili od nich Niemcy. Od nich z kolei doświadczyłem prób ingerencji w program, którym kierowałem, oraz w obsadę personalną. Z tego powodu doszło do kryzysu w spółce. Z badań, które Niemcy przeprowadzili wynikało bowiem, że didżej, który w mojej ocenie był najlepszy i najinteligentniejszy, wypadał słabo i powinien zostać zwolniony. Natomiast najmniej rozgarnięty miał być lansowany i ceniony, ponieważ był popularny. Mieliśmy zupełne inne podejście do spraw programowych i polityki personalnej. Niemiecki współwłaściciel monitorował dokładnie cały program i próbował ingerować. Nie podobały mu się niektóre audycje.

Continue reading „Przejmowanie polskich mediów przez Niemców – relacja naocznego świadka”

Paweł Kukiz ostro do reżimowych dziennikarzy: „Jak macie sumienie tak ogłupiać ten naród?!”…

Nie może być tak, że czwarta władza należy w 80% do Niemców, nie może być tak, że polskojęzyczne niemieckie media dyktują Polakom, jak mamy myśleć.

Paweł Kukiz ostro o reżimowych mediach stosujących manipulatorskie tematy zastępcze, by ukryć przed Polakami tematy naprawdę podstawowe, jak np. fakt iż w latach 2008-2012 obce korporacje wyprowadziły z Polski aż 46 MILIARDÓW dolarów!

W latach 2008-2012 obce korporacje wyprowadziły z Polski aż 46 miliardów dolarów.

Brudne geszefty III RP. Wysiłki Ewy Kopacz w obliczu afery taśmowej i rozkładu PO to próba leczenia nowotworu przy pomocy plastra – analiza dr. Zbigniewa Kuźmiuka

krauze

Decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

W mainstreamowych mediach, króluje narracja potępiająca nielegalne podsłuchy i jeszcze bardziej nielegalną prezentację zeznań świadków złożonych w prokuraturze w tej sprawie, natomiast bardzo rzadko politycy rządzącej koalicji i sprzyjający im dziennikarze nawiązują zarówno do treści podsłuchanych rozmów, jak i do zawartości akt tej sprawy, prowadzonej przez warszawską prokuraturę.

Mleko się rozlało, mimo starań prokuratury, aby zablokować strony internetowe różnych portali społecznościowych, prezentujące skany akt przesłuchań świadków w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Akta funkcjonują już w tylu miejscach przestrzeni cyfrowej, że te zabiegi prokuratury są przysłowiową walką z wiatrakami. Ponieważ mainstreamowe media swojej polityki informacyjnej nie zmienią i będą, jak sądzę, do końca broniły III RP, tym bardziej

trzeba prezentować opinii publicznej deale ministrów koalicji Platformy i PSL-u, i wielkiego biznesu, zawierane podczas lunchów, gdzie głównym daniem były ośmiorniczki zakrapiane drogimi winami.

W aktach tej sprawy można wyczytać, jak ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski snuł przed jednym z najbogatszych Polaków Janem Kulczykiem wizje robienia przez niego interesów na Ukrainie w sektorze energetycznym.

Sikorski był przymierzany przez Tuska do stanowiska komisarza ds. energetyki i właśnie z tej pozycji zobowiązywał się do promowania i chronienia interesów tego biznesmena na Ukrainie.

ciech sa

Pytany o to obecny marszałek Sejmu nie zaprzecza, że takie rzeczy Kulczykowi deklarował, ale broni się, że służby dyplomatyczne pod jego kierownictwem były nastawione na pomaganie polskiemu biznesowi w jego interesach z zagranicą. Tyle tylko, że czym innym jest wspomaganie przez naszych dyplomatów polskich przedsiębiorców na zagranicznych rynkach, a czym innym deklaracja urzędującego ministra spraw zagranicznych, że po objęciu ważnego unijnego stanowiska, będzie wspierał interesy konkretnego biznesmena, swoistego „przyjaciela Skarbu Państwa”.

Używam tego terminu, ponieważ tak się składa, że

Jan Kulczyk i jego firmy miały wyjątkowego nosa w całym okresie polskich przemian po roku 1989, jeżeli chodzi o udział w wielkich „prywatyzacjach” państwowego majątku.

Na bardzo korzystnych warunkach, jak to się na sejmowych korytarzach mówi – „za darmo i na raty”, uczestniczył w latach 90. poprzedniego stulecia w prywatyzacjach polskich browarów Wielkopolskich i Tyskich, później za rządów AWS-UW w słynnej prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, a ostatnio zabiegał przez wiele miesięcy o zakup pakietu kontrolnego CIECH SA [Ciech SA produkuje chemię do zbrodniczych, ludobójczych oprysków samolotowych (chemtrails)  przyp. TAW].

Szukał długo wsparcia w rządzie, rozmawiał na ten temat i z ministrami rządu Tuska, i szarymi eminencjami, które wokół tej ekipy funkcjonowały – z prezesem NIK, a nawet, jak mówi się na mieście, z nowym premierem (jedna z taśm ponoć zawiera rozmowę obydwu panów na ten temat).

Jak wynika ze skanów zeznań świadków z warszawskiej prokuratury, za pokaźną sumę uzyskał wreszcie przychylność ministrów rządu Donalda Tuska i prywatyzacja poszła jak z płatka.

Przypomnijmy, że tuż przed wybuchem afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort Skarbu Państwa wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie, będącego w jego posiadaniu, pakietu kontrolnego akcji CIECH SA (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH SA (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji, inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję i zakup doszedł do skutku.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora, zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych,

wszak pozbył się pakietu kontrolnego jednego z liderów europejskiego rynku chemicznego, koncernu, w którego składzie znajduje się 30 spółek krajowych i zagranicznych o przychodach ponad 4 mld zł rocznie.

To tylko jeden z wielu wątków tzw. afery podsłuchowej, a w mainstreamowych mediach tylko o nielegalności podsłuchów i jeszcze większej nielegalności opublikowania prokuratorskich akt zawierających zeznania świadków w tej sprawie.

Rozkład instytucji państwa i kompletna utarta wiarygodności ludzi Platformy i PSL-u, rządzących naszym krajem, jakie wyzierają z tych prokuratorskich akt, są tak porażające, że tylko krótki czas do wyborów parlamentarnych nakazuje wstrzemięźliwość w proponowaniu rozwiązań, które w demokratycznym państwie powinny być w takiej sytuacji podjęte.

W tej sytuacji podjęte w ostatnią środę decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

kuźmiuk

 

 

 

Dr Zbigniew Kuźmiuk

kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, publicysta, deputowany do Parlamentu Europejskiego 2004-2009 oraz 2014-2019, poseł na sejm RP IV i VII kadencji, marszałek województwa mazowieckiego 1999–2001, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski 1994–1996, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

O aferze taśmowej czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/afera-tasmowa/

4 czerwca 1992 – zamach polskojęzycznej sowieckiej agentury na rząd Jana Olszewskiego. Ci sami ludzie poprzez wpływy rządzą do dziś

wyszkowski

Ta akcja spowodowała zwarcie szeregów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych. Oni wtedy zobaczyli, że albo będzie wolność i demokracja, albo – oni. Wiedzieli, że wolność i demokracja jest dla nich zagrożeniem, bo doprowadzi do zakończenia ich politycznych karier. Cały ten obóz współpracujący kiedyś tajnie z komunistami zaczął działać jawnie nad umocnieniem fundamentów Okrągłego Stołu. W efekcie Kwaśniewski został prezydentem na 10 lat i te interesy zostały zabezpieczone – o wydarzeniach nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku mówi legenda „Solidarności” Krzysztof Wyszkowski.

Niezalezna.pl: 23 lata temu doszło do tzw. nocnej zmiany. Był pan doradcą premiera Jana Olszewskiego. 4 czerwca 1992 roku chcieliście zrobić w Sejmie lustrację, mówiąc wprost – zerwać z komunizmem. Jednak to rząd Olszewskiego upadł, a nie komuna…

– Nie udało się, bo nie doceniliśmy agentury. Obliczałem ich ilość w Sejmie na około 60 i tylu wówczas ujawniono. Dziś wiadomo, że było ich dużo więcej. Wydawało nam się wówczas, że część archiwów została zniszczona i bardzo wielu ludzi, którzy wtedy odgrywali decydującą rolę w Polsce, zostało pominiętych, a inni zostali nastraszeni, że rząd Jana Olszewskiego zamierza przeprowadzić lustrację i nastąpił bunt. Tam była szeroka koalicja począwszy od Mazowieckiego, Tuska…

Dlaczego tamta lustracja, choć była tak potrzebna wolnej Polsce – nie udała się?

– Dotknęła wielu ludzi i wielu interesów – nie tylko tych z Sejmu i Senatu, ale ludzi mediów, ludzi związanych z komunizmem. „Wyborcza” straszyła. Mówiono więc o wyrzuceniach z pracy, nadchodzącej zemście, czy mającej nadejść fali samobójstw.

Rozpętano histerię tylko po to, aby tamtą lustrację zatrzymać. IPN do teraz nie opracował listy agentów, którzy decydowali przy Okrągłym Stole o kształcie III RP. Generał Kiszczak wiedział, kogo bierze do rozmów z kręgów tzw. opozycji konstruktywnej. On miał ich papiery, ich teczki. Dawna SB zadbała o bezpieczeństwo swojej agentury. Tak zwana lista Macierewicza zawierała nazwiska mniej niż połowy stanu agentury, która wówczas funkcjonowała w Sejmie.

Jakie przyniosło to skutki dla późniejszego funkcjonowania naszego kraju?

– Ta akcja spowodowała zwarcie szeregów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych. Oni wtedy zobaczyli, że albo będzie wolność i demokracja, albo – oni.

Wiedzieli, że wolność i demokracja jest dla nich zagrożeniem, bo doprowadzi do zakończenia ich politycznych karier.

Cały ten obóz współpracujący kiedyś tajnie z komunistami zaczął działać jawnie nad umocnieniem fundamentów Okrągłego Stołu. W efekcie Kwaśniewski został prezydentem na 10 lat i te interesy zostały zabezpieczone. To był czas, kiedy jeszcze częściowo można było uratować majątek narodowy, ale

agentura i ludzie związani z mediami stanowili siłę oporu w celu utrwalenia systemu postkomunistycznego.

Jak działa dziś ten system?

– Nadal ogranicza naszą wolność. Trzyma wielu ludzi w szachu. Polacy w 1989 roku wzięli udział w wyborach, bo chcieli zarwać z komunizmem, ale okazało się, że 4 czerwca 1992 roku elity obroniły postkomunizm.

JW, niezalezna.pl

 

Partia miłości opłaca mowę nienawiści w internecie. Platforma Antyobywatelska za obywatelskie pieniądze zatrudniła 50 zawodowych hejterów, docelowo ma być ich stu. Plus posłowie PO

hejt mowa nienawiści

Na posiedzeniu wyjazdowego klubu parlamentarnego PO w Jachrance działacze tej partii po raz kolejny dyskutowali o przyczynach porażki Bronisława Komorowskiego i strategii na wybory parlamentarne.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, w PO powstał plan poprawienia pozycji partii w internecie. Rządzący są przekonani, że oddanie tego pola w kampanii prezydenckiej było jedną z głównych przyczyn porażki Komorowskiego.

– Kopacz powiedziała, że zatrudniliśmy 50 hejterów, którzy mają krytykować PiS. Docelowo będzie ich około 100

– zdradza nam jeden z uczestników spotkania w Jachrance.

Tak zwani hejterzy to osoby, które zajmują się krytyką w sieci. W tym wypadku celem ataku mają być działania PiS i prezydenta elekta Andrzeja Dudy. W działalność w internecie bardziej zaangażować się mają też sami posłowie.

niesiol
Informacja o zatrudnieniu hejterów nie wzbudziła jednak entuzjazmu wśród polityków PO. – Ten pomysł pokazuje tylko, że wciąż nie rozumiemy, co się stało – żali się nam jeden z działaczy. – Internet trzeba odzyskać, bo dziś rządzi w nim PiS. Ale to chyba najgorszy z możliwych pomysłów – dodaje inny.

Marcin Pieńkowski

rp.pl

 

 

Polskiego młodzika Goebbels już nie tyka, czyli telewizyjny jad wygenerowany, by pogrążyć Dudę, dobił Komorowskiego

pochanke

Za pięć lat osoby odporne na jad telewizyjny będą rozstrzygać wybory. I to dobrze, gdyż taka telewizja, jaką widzieliśmy podczas ostatniej kampanii, a szczególnie TVP Info i TVN 24, jest niepotrzebna.

To są ostatnie wybory prezydenckie, w których dominuje telewizja – napisałem kilka dni temu na Twitterze. Za pięć lat wybory wygra Internet i media społecznościowe. A może jeszcze wcześniej. Pojawiły się głosy polemiczne, że już teraz tak było. Uważam to za zbyt duży optymizm. Jest jednak faktem, że Andrzejowi Dudzie te wybory rozstrzygnął Internet. Przynajmniej w tej części, która zależy od mediów, bo jednak nie wszystko od nich zależy. Okazało się, że Andrzeja Dudę poparło (według badań IPSOS przeprowadzonych wraz z exit poll) 59,9% wyborców najmłodszych (w grupie wiekowej 18-29 lat) oraz 62,3 proc. studentów. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ogromna większość z tych grup wyborców albo nie ma telewizora, albo ma, ale nie ogląda bądź ogląda bardzo rzadko.

W tej kampanii główne telewizje, podobnie zresztą jak w wielu poprzednich, miały tak sformatowany, zideologizowany, stronniczy, a często zwyczajnie wredny przekaz, że u młodych ludzi, a szczególnie u studentów, wywoływał on wyłącznie irytację, jeśli nie wściekłość.

O ile oczywiście cokolwiek oglądali. Z kolei ci, którzy nie oglądali, nie zostali przez telewizje przemieleni i zamienieni w bezrefleksyjnych gamoni. Ci ludzie zamiast telewizorów używają smartfonów, tabletów i laptopów. A w Internecie można wprawdzie natrafić na to wszystko, co da się obejrzeć w telewizji, ale

wymyślony przez telewizyjnych macherów przekaz ma bardzo małe szanse, żeby zostać zaakceptowanym. A właściwie nie ma żadnych, bo tego rodzaju agitki są przez większość młodych ludzi odrzucane. Bo uważają oni, że traktuje się ich jak idiotów, którym trzeba wciskać jakąś niestrawną papkę. Ich zdaniem telewizja truje, czyli oglądacze są zatruci, a oni nie.

A ludzie wolni od toksyn myślą inaczej.

Przez najmłodszą grupę wyborców, w tym przez studentów telewizyjna politgramota jest traktowana jak przekaz bez wartości. Dodatkowo odrzucane są perswazyjne przesłania tej politgramoty. To, co czterdziesto-, pięćdziesięciolatkowie i starsi połykają w miarę bezkrytycznie (prorządowi) lub krytycznie (sympatyzujący z opozycją), ale jednak dają się truć, siedząc przed telewizorem, dla młodych, odklejonych od telewizora, jest rodzajem muchomora czy też jadu kiełbasianego.

Poza tym nie odpowiada im sama forma linearnego przekazu. Dlatego wolą Twitter, który wymaga refleksu, ripost i ma tę zaletę, że wszystko tu jest krótkie i szybkie, i można sobie samemu skonstruować grupę, w której chce się funkcjonować (tzw. followersi). Można też korzystać z tego medium bardzo selektywnie. Wolą też Facebook, ale nawet to medium jest dla wielu z nich za wolne i zbyt rozwlekłe.

A jeśli czytają materiały na portalach zajmujących się polityką, ma to formę swego rodzaju VOD, czyli w ekspresowym tempie przelatują tylko to, co ich interesuje. Dlatego wystarczają im różne materiały zamieszczane na YouTube oraz portalach informacyjnych.

Grupa młodych i studentów, którzy tak licznie poparli Andrzeja Dudę, to nie są ludzie „niestabilni” – jak ich etykietuje prof. Radosław Markowski. Oni są raczej niecierpliwi i niepodatni na propagandę w stylu przekazu z kołchoźnika w latach 50.

A telewizję z jej „Wiadomościami”, „Faktami”, „Wydarzeniami” i całą publicystyką, czyli dla nich nudnymi gadającymi głowami, traktują jak swego rodzaju kołchoźnik.

Oczywiście oni nawet nie wiedzą, co to kołchoźnik, bo nie wyobrażają sobie radia, gdzie jest tylko jeden kanał i niczego nie można zmienić, poza tym, że można kołchoźnik wyłączyć. Ale intuicyjnie czują, że to rodzaj przymusowego przekazu, niepozostawiającego żadnego wyboru.

Dla nich Bronisław Komorowski jest człowiekiem z dalekiej przeszłości – jak ich dziadkowie i postaci historyczne albo jak nielubiany belfer z liceum. Poza tym Komorowski jest dla nich człowiekiem z innej epoki technologicznej. Epoki państwowego radia i telewizji, telefonów stacjonarnych i faksów wielkości sporego głośnika basowego.

Andrzej Duda, aktywny w mediach społecznościowych, został przez nich potraktowany jak nieco starszy kolega. Młodzi niezatruci telewizją zrobili Andrzejowi Dudzie różnicę, bo ona faktycznie nie była wielka (518 316 głosów). I ta grupa będzie rosła,

bo obecni dwudziestolatkowie przekroczą trzydziestkę i nadal będą wolni od telewizyjnej trucizny,

a pojawią się kolejne niezatrute roczniki.

Poza tym ci trochę starsi oduczą się linearnego śledzenia telewizji, więc

za pięć lat osoby odporne na jad telewizyjny będą rozstrzygać wybory w stopniu decydującym.

I to dobrze, gdyż taka telewizja, jaką widzieliśmy podczas ostatniej kampanii, a szczególnie TVP Info i TVN24, jest potrzebna chyba tylko dziennikarzom

(z obowiązku, ale bez przyjemności, czyli z czystego masochizmu) i osobom niesamodzielnym intelektualnie. Ale oni będą telewizyjne uzależnienie ukrywać, bo powszechnie będzie to uznawane za obciach.

Ten proces uważam za pozytywny, bo telewizja w wersji unowocześnionego Macieja Szczepańskiego, prezesa radiokomitetu z czasów Gierka, przynosi bez porównania więcej szkód niż pożytku.

Młodzi mają rację: w znanej nam w Polsce formie mainstreamowa telewizja to muchomor sromotnikowy.

Stanisław Janecki

https://wpolityce.pl/polityka/245880-mlodzi-niezatruci-przez-politgramoty-nadawane-w-telewizji-wypracowali-andrzejowi-dudzie-przewage

Buta reżimu nie znika nawet w obliczu ewidentnej klęski: Tomasz Lis śmie jeszcze pryncypialnie pouczać prezydenta Dudę

komor lis

„Andrzejowi Dudzie życzę, by nigdy nie zapomniał, że dla głowy państwa najważniejszy jest jeden punkt z dekalogu, który powierza mu naród – nie będziesz miał innych bogów przede mną. Prezydent ma – musi mieć – tylko jednego zwierzchnika. Naród właśnie. Tylko w imię jego interesów ma działać. Tylko jemu ma składać meldunki” — poucza dziś bezczelnie prezydenta Andrzeja Dudę wspierający mafię III RP, reżimowy dziennikarz Tomasz Lis.

Panie Tomaszu, a dlaczego przez pięć lat urzędowania prezydenta Bronisława Komorowskiego nie zadał pan sobie trudu i nie zapytał również o jego bogów? Dlaczego nie zapytał go pan, komu on od lat 80. po dziś dzień – jako prezydent rzekomo niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej – składa swoje meldunki? Dlaczego w stosunku do niego przez całe 5 lat nie wyjechał pan ze swoimi aroganckimi pouczankami? Dlaczego rezydenta Komorowskiego nie pouczył pan, „w imię czyich interesów” ma on działać?

Jaki tupet trzeba w sobie mieć, by tak pryncypialnie pouczać nowego prezydenta w kilka dni po bezpardonowym ataku wyborczym na jego córkę?

Powyborczy kac odbiera widać panu dotychczasową zdolność sprawnego kamuflażu, bo nagle ostentacyjnie zrzuca pan swe zgrzebne wdzianko rasowego demokraty, wszem i wobec nagle ogłaszając, że

„oszustwa wyborcze można jeszcze jakoś wybaczyć. Niszczenia Polski – nigdy”.

lis
Komentarz Tomasza Lisa po ogłoszeniu zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Opinie.newsweek.pl

Czy ja śnię? Czy mnie oczy mylą? Czy to rzeczywiście nie jakiś anarchista-oszołom, lecz sam wzorzec z Sèvres demokraty – Tomasz Lis – napisał?

Czy ja dobrze pana rozumiem, w demokracji można przejść do porządku dziennego nad oszustwami wyborczymi?! Można o tym latami milczeć, ukrywać przestępstwo, wyzywać opozycję od paranoików, by nagle teraz, w obliczu klęski swoich mocodawców móc o tym głośno wreszcie powiedzieć? Czy w swoim zawodzie znajdzie pan większe przejawy konformizmu?

Ale miło, że

pan – jako jeden z najważniejszych medialnych funkcjonariuszy obecnego reżimu – przyznaje, że oszustwa wyborcze w „wolnej” i „demokratycznej” Polsce jednak były…

Co zaś do „niszczenia Polski” to chyba pan i my nie żyjemy od pięciu lat w tym samym kraju? W ciągu pięciu lat nieszczęśnie nas pogrążającej rezydentury wyprzedano z tego kraju za bezcen wszystko, co tylko było cięższe od powietrza, mówiąc językiem Viktora Orbana, a pan arogancką pouczankę o niszczeniu Polski kieruje do świeżutkiego i pacholęcą niewinnością pachnącego prezydenta elekta?

A od kiedy to w ogóle jest pan tak zdeterminowanym szermierzem wobec „niszczenia Polski”?

Panie Tomaszu, niech w drodze do pracy popatrzy pan przynajmniej na pracujący z komsomolskim zapałem w centrum stolicy słynny na cały kraj licznik Balcerowicza, a dopiero potem niech pan spróbuje coś powiedzieć NA TEMAT niszczenia Polski.

Komentowania pańskich chorych rojeń o tym, że Polacy mają pracować aż do śmierci, oszczędzę już Czytelnikom. Rojenia na ten temat niech pan skieruje raczej do swoich rodziców i teściów.

(taw)

ps. Czy już przeprosił pan publicznie, w najlepszym czasie antenowym – zgodnie z oczekiwaniami Andrzeja Dudy – za poniżający dla pana brudny atak wyborczy, jakiego dokonał pan tydzień temu na córce kandydata na prezydenta?

Kukiz do Lisa: Gdyby potraktował pan w ten sposób choć jedną z moich córek…

kukiz

Paweł Kukiz do Tomasza Lisa: „Gdyby potraktował Pan choć jedną z nich w tak perfidny sposób, jak dziecko Dudy, to żadna ochrona nie ocaliłaby Pańskiej grzywy”.

Cały czas nadrabiam zaległości i przeglądam net… Właśnie czytam o akcji „Lis”… Przypomina mi się Sianecki (stwierdził w „Szkle”, że „Kukiz wycofał się” z wyborów). Sąd orzekł, że nic się nie stało.

Przebiliście – Lisy, Sianeckie, Kraśki itp., itd. – propagandzistów komuny. Za srebrniki.

Panie Lis… Jestem ojcem trzech Córek. Powiem Panu, że gdyby potraktował Pan choć jedną z nich w tak perfidny sposób, jak dziecko Dudy, to żadna ochrona nie ocaliłaby Pańskiej grzywy à la „młody komsomolec”.

Darz Bór!

Paweł Kukiz

facebook.com/kukizpawel