Orgie homoseksualne i kokaina w apartamencie Wiekiej Inkwizycji!

Jeszcze nie przebrzmiało echo oskarżenia kard. George’a Pella o przemoc seksualną na nieletnich, a już Stolicą Apostolską wstrząsa kolejny skandal. Próbowano go ukrywać przez kilka miesięcy, ale sprawa się wydała i znów zajmuje czołówki światowych mediów.

Mniej więcej dwa miesiące temu żandarmeria watykańska wkroczyła do apartamentów sekretarza jednego z Bardzo Ważnych Monsignorów, jednego z najbliższych współpracowników papieża. W apartamencie znaleziono kokainę. Jak wyznał aresztowany sekretarz, używał jej podczas gejowskich party, jakie organizował w budynku Sant’Uffizio, czyli Kongregacji Doktryny Wiary, tej samej, na której czele stał przez lata emerytowany papież Joseph Ratzinger – Benedykt XVI, lider konserwatywnego skrzydła Kościoła. Na szczęście, zamiast do więzienia ksiądz sekretarz trafił na odwyk do rzymskiej kliniki. Po kilku tygodniach postanowiono, by nie powracał do Watykanu i wysłano go do klasztoru na „okres refleksji i reedukacji”.

Niestety, tym klasztorem okazała się stolica świętego Benedykta, Patrona Europy, czyli klasztor na Monte Cassino. Kilkanaście miesięcy temu opat tego klasztoru, Pietro Vittorelli, został aresztowany, za sprzeniewierzenie ponad pół miliona euro, przeznaczonych na dobroczynność. Pieniędzy tych użył na podróże po świecie, głównie do Brazylii, w poszukiwaniu uciech homoseksualnych. Klasztor zdobył złą sławę właśnie ze względów obyczajowych.

(Dygresja: nowy przeor wydał zezwolenie na postawienie wesołego miasteczka pod klasztorem, na drodze prowadzącej do Cmentarza Żołnierzy Polskich. Mimo protestów organizacji polonijnych wesołe miasteczko stało tam przez wiele miesięcy; teraz przeor planuje pobierać opłaty za przejazd drogą, prowadzącą do klasztoru i Cmentarza Polskiego).

Nic więc dziwnego, że nieszczęsny ksiądz, zamiast „wrócić do siebie” w klasztorze w Monte Cassino znów wpadł kłopoty i to na tyle ciężkie, że odbiło się to bardzo poważnie na jego zdrowiu i obecnie przebywa w Poliklinice Gemelli.

http://m.ilmessaggero.it/primopiano/articolo-2532960.html

Oczywiście media włoskie zadają teraz różne niewygodne pytania: dlaczego ta afera była ukrywana przed papieżem przez dwa miesiące?

Dlaczego Bardzo Ważny Monsignore, którego sekretarz był kokainomanem i aktywnym gejem, wykorzystującym pomieszczenia kurialne do orgietek, w ogóle „niczego nie zauważył”, mimo że, jak oświadczył, „często pracowali razem do późna”.

Co się dzieje w Sant’Uffizio, dawnej inkwizycji? Najpierw ksiądz Krzysztof Charamsa, b. sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Kongregacji Doktryny Wiary i teraz ów ksiądz i jego mało spostrzegawczy przełożony?

https://www.ilfattoquotidiano.it/2017/06/28/vaticano-fermato-un-monsignore-festini-gay-e-droga-nel-palazzo-del-santuffizio/3691426/

Kuria rzymska miała być zreformowana? No tak, ale do reformy jej finansów wybrano kard. Pella, choć wiedziano o jego ambiwalentnej postawie w aferach pedofilskich w Kościele australijskim (1 ksiądz na 7 okazał się pedofilem, wg oficjalnych danych Komisji Federalnej).

Papież Benedykt XVI skarżył się na potężne „lobby homoseksualne” w Watykanie, ale nie powiedział, kto je tam zaprowadził i otaczał opieką.

Jak więc widać przed papieżem Franciszkiem stoi jeszcze wiele wyzwań. Po każdej kolejnej aferze mnożą się pytania, czy im podoła.

http://m.ilmessaggero.it/primopiano/articolo-2532960.html

autor: Jacek Pałasiński

źródło: facebook.com/jacek.palasinski/

Reklamy

Kamień węgielny. Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła – Krzysztof Charamsa

Książka Krzysztofa Charamsy „Kamień węgielny. Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła” stanie się dla gorliwych polskich katolików potężnym wstrząsem mentalnym, immanentnie wpisującym się zarówno w wydarzenia apokaliptyczne (gr. apokalypsis = zdjęcie zasłony) w naszym kraju, jak i w Wielką Pobudkę Słowian, gdyż dzisiejsi polscy katolicy to jutrzejsi Polacy RODacy Słowianie… 🙂 TAW

Kamień węgielny kładzie się jako pierwszy – to na nim opiera się cała konstrukcja budynku. Coming out Krzysztofa Charamsy, dokonany w październiku 2015 roku, jest kamieniem węgielnym w jego życiu. W pełnym rozkwicie kariery teologicznej na najwyższych szczeblach w Watykanie Charamsa zdecydował się obnażyć hipokryzję Kościoła katolickiego, instytucji, która od wieków wykorzystuje seks jako narzędzie pozwalające zapewnić jej władzę nad ludźmi.

Przez nakazy, doktrynę i spowiedź Kościół reglamentuje radosne przeżywanie tego podstawowego wymiaru egzystencji. Wymusza na kobietach podporządkowanie się mężczyznom, a osoby homoseksualne dyskryminuje, traktuje jak trędowatych, wyniszcza. Unieszczęśliwia ludzi.

Wszystko to skrywane jest pod płaszczykiem utkanym z hipokryzji, ponieważ – jak twierdzi Charamsa – głęboko homofobiczne katolickie duchowieństwo samo w dużej mierze składa się z homoseksualistów.

Stłumiona i zepchnięta do podziemi seksualność ludzi Kościoła, zmuszonych do respektowania niezgodnego z ludzką naturą nakazu obowiązkowego celibatu, nierzadko staje się przestrzenią, w której mnożą się nadużycia i przemoc pedofilska.

Charamsa w „Kamieniu węgielnym” pragnie wstrząsnąć sumieniami i zapoczątkować odnowę Kościoła katolickiego, w który wciąż jeszcze chce wierzyć…

źródło: https://wydawnictwo.krytykapolityczna.pl/kamien-wegielny-krzysztof-charamsa-422#.WRv1mt8wgwg

We władzach kurii we Wrocławiu znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Będę wymiatał brudy z Kościoła – Jacek Międlar

wroclaw_kuriafot. lotronic.com.pl

Kiedy pracowałem w diecezji wrocławskiej w zeszłym roku, miałem telefony sondujące mój stosunek do homoseksualistów. Dziś wiem, że wynikało to z tego, że we władzach kurii wrocławskiej znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Moim zdaniem służyć to będzie oczyszczeniu Kościoła.

Moi przełożeni doprowadzili do sytuacji, w której nie mogę prowadzić działalności duszpasterskiej. W tej sytuacji jedynym wyjściem było odejście ze zgromadzenia. Nagonka środowisk gejowskich, liberalnych i żydowskich na mnie doprowadziła do tego, że nie było diecezji i zakonu, w którym mógłbym prowadzić pracę duszpasterską.

Kiedy pracowałem w diecezji wrocławskiej w zeszłym roku, miałem telefony sondujące mój stosunek do homoseksualistów. Dziś wiem, że wynikało to z tego, że we władzach kurii wrocławskiej znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Moim zdaniem służyć to będzie oczyszczeniu Kościoła.

Jesteśmy na wojnie dobra ze złem. Również ze złem, które zamieszkało w licznych pałacach biskupich.

Jacek Międlar

 

JACEK MIĘDLAR – OŚWIADCZENIE O WYSTĄPIENIU ZE ZGROMADZENIA

fot. Piotr Korczak/REPORTER/EASTNEWS

To prawda, wystąpiłem ze Zgromadzenia Misji. Chcąc zachować twarz, honor i wierność Jezusowi Chrystusowi oraz Jego Świętej Ewangelii, w związku ze złożonymi ślubowaniami nie jestem w stanie łączyć Prawdy i Bożego Słowa z liberalną narracją, w jaką środowiska żydowskie, gejowscy lobbyści, a zatem i moi przełożeni, próbowali mnie wpisać. Zdradziłbym Chrystusa, gdybym ustąpił wobec wywieranych na mnie nacisków. Gdybym wpisał się w demoliberalną narrację, z zadeklarowanego obrońcy, stałbym się nieprzyjacielem Kościoła. Na to nigdy nie mogę sobie pozwolić!

Wielu – zupełnie niesłusznie – wystrzeli dziś korki od szampana, inni poczują się zawiedzeni, a jeszcze inni powiedzą, że wybrałem jedyne właściwe wyjście z sytuacji, w której dane mi było się znaleźć. Ja zaś obiecuję – krzyż, który nieustannie niosłem, i którego nigdy nie porzucę (sic!), przybliży mnie jeszcze bardziej do Zbawiciela Jezusa Chrystusa, którego Ewangelii nigdy się nie sprzeniewierzę i całe swoje życie temu poświęcę.

Jesteśmy na wojnie dobra ze złem. Również ze złem, które zamieszkało w licznych pałacach biskupich. Publicznie oświadczam, że prędzej umrę, niż wyrzeknę się Chrystusa, Ojczyzny i troski o Święty Kościół Katolicki, do którego przynależę i przynależeć będę.

Katolicy, narodowcy, patrioci! Weźmy sprawy w swoje ręce! Będąc prawdziwie zaangażowani, nie ulegając diabelskim naciskom, żywię nadzieję, że niebawem przyjdzie nam się cieszyć ze Wspólnoty Chrystusa wolnej od gejowskiego i talmudycznego – mającego nas za „niewolników” i „robactwo”, i dążącego do totalnej destrukcji cywilizacji chrześcijańskiej – kąkolu.

Należy się Wam szersze wyjaśnienie. Opublikuję je w piątek na łamach tygodnika „Warszawska Gazeta”, w którym będę regularnie publikował teksty.

Polecam się Waszej modlitwie. Będę dalej, najlepiej jak potrafię, służył Bogu i Narodowi, i proszę, byśmy czynili to razem.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jacek Międlar

 

Czego w sprawie ks. Krzysztofa Charamsy nie dowiesz się ani z lewackich, ani z katolickich mediów…

charamsa_mem

Rozwalić od środka tak silną strukturę jak Watykan, może tylko Polak… Znany dotychczas jedynie w watykańsko-masońskich kręgach ks. dr Krzysztof Charamsa w ciągu jednej godziny stał się postacią historyczną. Wszedł bowiem w rolę iskry, która sprawnie odpaliła lont pod bliskim już wybuchem ostatniej w dziejach Kościoła katolickiego – apokaliptycznej, kończącej jego dzieje – od dawna przygotowywanej… schizmy.

Jeśli ktoś myśli, że za tą misternie zaplanowaną, czasowo z ważnymi wydarzeniami ściśle zsynchronizowaną (w Rzymie: synod; w Polsce: próba przepchnięcia ustawy o uzgodnieniu płci, zbliżające się wybory) oraz wielopoziomowo i metodycznie, po mistrzowsku precyzyjnie odpaloną medialno-piarowską akcją stoi jeden człowiek – ten nic z tego, co się właśnie wydarza, nie rozumie.

charamsa-tygodnik-powszechny

Nie trzeba być watykanistą, politologiem czy historykiem, by dostrzec przemawiające z medialnej tuby namiętnymi ustami ks. Charamsy bardzo konkretne interesy jakiegoś bardzo potężnego i wpływowego, równie konkretnego środowiska. Chodzi oczywiście o watykańskie homolobby, całkowicie zinfiltrowane przez watykańską, a w istocie ogólnoświatową przecież, masonerię.

Ks. Charamsa był zapewne od dawna na ten przyczółek operacyjnie prowadzony, a uprzednio: metodycznie i taktycznie, doskonale z tysiąca podobnych mu istot wyselekcjonowany. Ważną tu bowiem rolę odgrywają tak zupełnie nieistotne medialnie szczegóły jak inteligencja, wykształcenie, pochodzenie (katolicka, „homofobiczna” Polska, ojczyzna konserwatywnego Jana Pawła II), status (prestiżowe stanowisko sekretarza współczesnej Świętej Inkwizycji) czy powalająca kobiety i mężczyzn figura filmowego amanta – wyjęta wprost z modowego wybiegu lub i z samego Hollywood.

charamsa

charamsa

charamsa

I gdyby nawet rzeczony nasz bohater protestował przed tego typu obrotem koła Bożego Młyna, byłby do takiego obrotu rzeczy po prostu zmuszony, gdyż zarówno braci z lóż, jak i z łóż wiąże na wieki jedno: fotograficzna i filmowa dokumentacja ich nie zawsze publicznych poczynań.

charamsa

Wygląda więc to wszystko na bardzo przemyślaną i od dawna planowaną, zintegrowaną akcję próby masońskiego zamachu stanu w Watykanie. I jeśli wierzyć watykańskim kuluarowym plotkom, jakoby dokument końcowy (wersja po myśli homolobby i masonerii) startującego dziś Synodu Biskupów ds. Rodziny był już od wielu miesięcy przygotowany i tylko czekał na papieską posynodalną ratyfikację – całość zaczyna nabierać właściwych proporcji i puzzle powoli wpadają na swoje miejsce.

O tym bowiem, że ten właśnie synod jest oczkiem w głowie głównych watykańskich macherów, wiadomo nie od dzisiaj. Wiadomo nie od dzisiaj również i to, iż od wielu już miesięcy ultrakonserwatywni kardynałowie, biskupi i księża skupieni wokół idei inspirowanych z kręgów Bractwa św. Piusa X przygotowują oficjalne wystąpienie przeciwko papieżowi Franciszkowi – wraz z finalnym i uroczystym ogłoszeniem go heretykiem i antypapieżem.

Czekają tylko na bardzo mocny – bo doktrynalny – argument przeciwko niemu, a takim byłby bez wątpienia podpisany przez papieża „modernistyczny” posynodalny dokument końcowy umożliwiający udzielanie komunii świętej sakramentalnym krzywoprzysiężcom (złamanie przysięgi małżeńskiej jest w dotychczasowej doktrynie KK grzechem ciężkim) czy osobom żyjącym w wolnych związkach (w tym również w związkach homoseksualnych), czy choćby dopuszczający stosowanie w niektórych przypadkach (zagrożenie AIDS w krajach nierozwiniętych) antykoncepcji.

Jeden z patronów liberalnego skrzydła – „tęczowy” kardynał (gorący zwolennik aborcji i „homomałżeństw”) Godfried Danneels (ur. 1933), były prymas Belgii. Fot. chiesaepostconcilio.blogspot.it

Gdyby startujący dziś synod rzeczywiście zakończył się zwycięstwem liberalnej, „modernistycznej” frakcji Watykanu, droga do ogłoszenia ostatniej w dziejach Kościoła katolickiego schizmy stanęłaby już otworem.

Gdyby jednak i tym razem widzialny rozłam w Kościele się nie dokonał, jego erozja i tak jest już aż nadto widocznym i przez nikogo niekwestionowanym dziś faktem, który już wkrótce i tak musi doprowadzić do oficjalnego rozpadu widzialnej struktury tej dwutysiącletniej instytucji. Musi doprowadzić, ponieważ Przestrzeń nie udźwignie na dłuższą metę permanentnie utrzymywanego, tak wysokiego napięcia społecznego.

Nieoficjalnie duchowa schizma i tak już się dokonała, gdyż tysiące katolickich księży i biskupów, również wielu kardynałów, od dwóch już lat żyje w wewnętrznej hipokryzji: podczas mszy świętej modlą się za biskupa Rzymu i przed wiernymi uznają jego zwierzchność, zaś poza ich oczami i wbrew własnym publicznie wypowiadanym słowom, kwestionują jego władzę i uznają go za jawnego heretyka i antypapieża. Bardzo wymowne dekadenckie memento oraz apokaliptyczne signum temporis.

Ultrakonserwatywny kardynał Raymond Leo Burke (ur. 1948) - młot na "heretyka, antypapieża" Franciszka . To on stanie na czele ostatniej schizmy w dziejach Kościoła katolickiego
Konserwatywny kardynał Raymond Leo Burke (ur. 1948) – młot na „heretyka”, „antypapieża” Franciszka. To on zapewne stanie na czele ostatniej schizmy w dziejach Kościoła katolickiego

kard-raymond-leo-burke

Cardinal Raymond Burke
Kard. Raymond Leo Burke

Czas już znacznie – jak wszyscy widzimy – przyspieszył, wydarzenia zaczynają nabierać tempa i już wkrótce mogą zacząć dziać się lawinowo…

TAW

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/10/04/czego-w-sprawie-ks-krzysztofa-charamsy-nie-dowiesz-sie-ani-z-lewackich-ani-z-katolickich-mediow/

O zbliżającej się Ostatniej Wiekiej Schizmie w dziejach Kościoła katolickiego coraz głośniej. Watykanista Xavier Rynne potwierdza groźbę schizmy i demaskuje „wielką manipulację proceduralną podczas synodu”:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/10/06/watykanista-xavier-rynne-o-grozbie-schizmy-i-wielkiej-manipulacji-proceduralnej-podczas-synodu/

Wieści z Watykanu:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/wiesci-z-watykanu/

Dlaczego ustąpił Benedykt XVI? Co ujawniają „Dzienniki watykańskie”?

watykan

Abdykacja Benedykta XVI ogłoszona w lutym 2013 roku była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Z perspektywy czasu widać, że decyzja niemieckiego papieża wynikała z rozczarowań oraz frustracji, które na przestrzeni kilku lat pontyfikatu miały miejsce w Watykanie.

„Pokutujący w naszych umysłach obraz Stolicy Apostolskiej to w większości mit. (…) Prawdziwy Watykan to miejsce, gdzie każdy dział kurii rzymskiej zazdrośnie walczy o wpływy; gdzie mali i wielcy nierzadko psują sobie szyki; gdzie wreszcie potknięcia i nieporozumienia są na porządku dziennym. W prawdziwym Watykanie decyzja papieża o tym, jaki kapelusz włożyć, może stać się gorącym tematem dnia, a amerykański kardynał mający bzika na punkcie parkingów podziemnych jest w stanie zagrozić liczącej dwa tysiące lat nekropolii. W prawdziwym Watykanie bywa, że ceremonie liturgiczne kończą się klapą pomimo przygotowań i starań, sojusze zmieniają się nieoczekiwanie i znienacka trzeba zejść na ziemię” – czytamy we wstępie książki Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka.

thavis_dziennik watykański

Autor John Thavis od trzydziestu lat przygląda się mechanizmom działania Watykanu i kurii rzymskiej. W swojej dziennikarskiej karierze odbył niezliczoną ilość nieformalnych rozmów i zakulisowych spotkań z prominentnymi przedstawicielami Stolicy Apostolskiej. Wiedzę czerpie z samego źródła.

john thavisJohn Thavis, watykanista, autor „Dzienników watykańskich”. Fot. johnthavis.com

W „Dzienniku watykańskim” odsłania przed czytelnikami prawdę o centralnej instytucji Kościoła katolickiego.

Udowadnia, że rzeczywistość niewiele ma wspólnego z medialnymi doniesieniami, choć bywa równie sensacyjna.

watykan__Fot. David Lees/Corbis; digital colorization by Lorna Clark

Audycja o księżach gejach

„W październiku 2007 roku telewidzowie z Włoch mogli obejrzeć na swoich ekranach odpowiednik programu ‚Ukryta kamera’, tyle że kręconego za murami Watykanu. Stacja LA7 emitowała specjalne wydanie audycji traktujące o księżach gejach z wykorzystaniem nagrań pozyskanych dzięki sekretnie umieszczonej kamerze.

Przedstawiona scena ukazywała ukrytego mężczyznę podczas spotkania z watykańskim hierarchą z jednym z biur kurii rzymskiej. Zamazanych twarzy nie dało się rozpoznać, podobnie jak zniekształconych głosów, lecz nie ulegało kwestii, że monsinior podrywa młodzieńca. W którymś momencie ksiądz przyłożył dłoń do tylnej części uda młodzika. Przez moment toczyła się rozmowa o sadomasochizmie.

Ładny jesteś. Aż za ładny – rzekł monsinior, siadając obok młodego młodzieńca na sofie. – Dziękuję. Ale zaraz ksiądz popełni coś, co jest grzechem w oczach Boga – odparł młodzieniec. – Skądże moim zdaniem to żaden grzech – stwierdził monsinior, nie mając pojęcia, że jest wrabiany.

Audycję z niemałym zainteresowaniem oglądali również niektórzy watykańscy urzędnicy. Telefony rozdzwoniły się natychmiast po zakończeniu emisji. Jeden z biskupów rozpoznał biuro oraz charakterystyczna białą sofę, na której młodzik był rozwalony. Gabinet należał do hierarchy nazwiskiem Tommaso Stenico, szefa jednej z sekcji Kongregacji ds. Duchowieństwa” – pisze John Thavis.

Ksiądz w dzielnicy słynącej z prostytucji transseksualnej

„Przypadek monsiniora Cesarego Burgazzi, urzędnika watykańskiego Sekretariatu Stanu, był kolejnym powodem do wstydu dla Watykanu – tym bardziej, że Burgazzi od lat służył jako cerimoniere w Bazylice Świętego Piotra i stawał przy ołtarzu razem z papieżem. Z tego, co napisała „La Repubblica”, wynikało, że ów czterdziestoośmioletni ksiądz został w maju 2006 roku przyłapany przez policjantów w cywilu, gdy kręcił się po dzielnicy Rzymu słynącej z prostytucji transseksualnej.

Cesare BurgazziCesare Burgazzi z Benedyktem XVI. Fot. cesareburgazzi.it

Według policyjnego raportu było dobrze po północy, a koloratka Burgazziego leżała porzucona na tylnym siedzeniu jego forda focusa. Monsinior – przerażony tym, że go odkryto, czy też jak tłumaczył się później w sądzie, przestraszony zbliżaniem się nieumundurowanych mężczyzn – staranował wóz policyjny i zbiegł z miejsca zdarzenia.

Tym razem Watykan w pierwszym odruchu wszystkiemu zaprzeczył. Oświadczenie zarzucające gazecie oszustwo ukazało się na watykańskiej witrynie internetowej, lecz zniknęło z niej już po paru dniach, by nigdy nie powrócić.

Prokurator domagał się półtorarocznej kary więzienia. Sprawa we włoskim sądzie toczyła się przez trzy lata, aż w końcu Burgazzi został uniewinniony na tej podstawie, że ‚przedstawione fakty nie świadczą o oczywistości popełnienia przestępstwa’. (…) Dwa lata później, w listopadzie 2011 roku, Benedykt XVI mianował Burgazziego szefem sekcji w Sekretariacie Stanu” – dowiadujemy się z książki.

„Watykan głosi jedno, a robi drugie”

„Licznych księży gejów pracujących w kurii rzymskiej martwiło to publiczne pranie brudów, gdyż ujawniane przypadki niedyskrecji niepotrzebnie przyciągały uwagę do kwestii homoseksualizmu. Na motto obrali sobie oni łacińskie przysłowie Si non caste, saltem caute – jeśli nie potrafisz być grzeczny, bądź przynajmniej ostrożny.

Kościelna polityka chronienia swoich czyniła z Watykanu bezpieczne schronienie dla winnych wszelkiego rodzaju wykroczeń, ale wylądowanie w kronice policyjnej było proszeniem się o kłopoty, ujmując rzecz delikatnie. Powtarzające się incydenty zaś utwierdzały opinię publiczną w przekonaniu, że Watykan głosi jedno, a robi drugie.

Wiele osób wciąż doskonale pamiętało konsekwencje opublikowania w 1999 roku demaskatorskiej książki, którą przeczytał – z upodobaniem lub z przestrachem – praktycznie każdy ksiądz pracujący w Stolicy Apostolskiej. Ta nosząca tytuł ‚Via col vento in Vaticano’ (Przeminęło z wiatrem w Watykanie) pozycja opisywała w najdrobniejszych szczegółach przypadki korupcji, karierowiczostwa oraz seksualnych nadużyć, nierzadko przemycając podpowiedzi pozwalające zidentyfikować głównych bohaterów. Na okładce widniał pseudonim autora: I Milleniari, czyli Millenaryści, choć lepiej zorientowani natychmiast się domyślili, że to anagram nazwiska Marinelli” – pisze autor „Dzienników watykańskich”.

Znienawidzona przez Watykan książka

„Monsinior Luigi Marinelli – emerytowany i raczej rozgoryczony urzędnik kurii rzymskiej – przyznał, iż jest jednym z autorów, a także wystąpił w obronie książki, twierdząc, że Kościołowi dobrze zrobi wzięcie odpowiedzialności za swoje grzechy. Rychło wdrożono przeciwko niemu procedurę dyscyplinarną, upewniając wszystkich, że Watykan będzie ścigał każdego, kto ośmieli się wyjawić co smakowitsze sekrety.

W jednym z rozdziałów, zatytułowanym ‚Oszczep homoseksualizmu’, napisano, że pociąg do młodych mężczyzn jest w Watykanie nie rzucającym się w oczy, lecz właściwie stałym czynnikiem decydującym o relacjach między przełożonymi a personelem, a świadczenie usług homoseksualnych przez młodych księży jest sposobem na szybką karierę w kurii rzymskiej. W tym samym rozdziale porównano sytuację w Watykanie z biblijnym opisem Boskiej kary, która spadła na Izrael: ‚Książętami ustanowię im chłopców, zniewieściali będą panować nad nimi’.

Monsinior Marinelli przepracował w kurii rzymskiej czterdzieści pięć lat, lecz szybko stał się nietykalny. Został wezwany przed watykański sąd, ale odmówił stawiennictwa. Dziennikarzom powiedział, że książka zawiera w stu procentach prawdę oraz że jej autorzy zdecydowali się opuścić co drastyczniejsze przypadki.

Oznajmił też, że cztery piąte członków kurii rzymskiej to dobrzy ludzie, wszakże jedną piątą stanowią zdemoralizowani chciwcy i nikczemnicy, którzy zdają się zagarniać najwyższe stanowiska.

Sąd nakazał konfiskatę nakładu i zabronił tłumaczenia książki, co jednak zostało zignorowane przez włoskiego wydawcę; w efekcie sprzedaż tylko wzrosła.

Tymczasem władze Kościoła rozważały zawieszenie Marinellego w czynnościach kapłańskich. Duchowny opuścił swoje mieszkanie położone nieopodal Watykanu i wrócił do rodzinnego miasta na południu Włoch noszącego nazwę Cerignola” – czytamy w książce.

Przyłapany chórzysta

„W marcu 2010 roku Watykanem wstrząsnęła informacja podana przez włoską prasę. Nigeryjczyk należący do chóru watykańskiego wielokrotnie aranżował spotkania z męskimi prostytutkami na prośbę Angela Balducciego, ‚papieskiego dworzanina’. Papiescy dworzanie to teoretycznie wysokiej klasy fachowcy o ‚nienagannej reputacji’, którzy w wolnym czasie służą jako odźwierni w trakcie ceremonii papieskich. W rzeczywistości zaszczyt sprawowania tej funkcji najczęściej przypada działającym na niwie polityki i biznesu przyjaciołom hierarchów z watykańskiego Sekretariatu Stanu.

Balducci, były urzędnik państwowy, przeciwko któremu toczyło się dochodzenie w ramach włoskiej afery korupcyjnej, ponoć opowiadał o związkach z mężczyznami w trakcie po kryjomu nagrywanych rozmów, których zapisy trafiły do rzymskiej gazety. Balducci został natychmiast zawieszony w watykańskich obowiązkach, a nigeryjski chórzysta musiał odejść” – dowiadujemy się z „Dzienników watykańskich”.

-Fot. AFP/Johannes Eisele

Papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego

Pod koniec 2012 roku autor książki, John Thavis, przeniósł się z Watykanu do rodzinnej Minnesoty, skąd mógł się przyglądać Benedyktowi XVI z dystansu. „Liczący osiemdziesiąt pięć lat papież zdawał się zwalniać. (…) Zwołał synod biskupów, by nadać ostatni szlif projektowi nowej ewangelizacji. Zakończył cykl spotkań ad limina z ostatnią grupą biskupów za tego pontyfikatu, przyjąwszy w ciągu ośmiu lat wszystkich biskupów z całego świata. Po czym w listopadzie nieoczekiwanie nominował sześciu nowych kardynałów – nieoczekiwanie dlatego, że wcześniej tego samego roku powołał już dwudziestu dwóch.

Wszystko wskazywało na to, że papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego przed następnym konklawe. Napisałem do paru kolegów wciąż pracujących na miejscu w Rzymie, zapytałem ich, czy nie wydaje im się, że Benedykt XVI zamierza ogłosić abdykację. Żaden nie podjął tematu. Moja sugestia była według nich fantazją kogoś, kto przeprowadził się za ocean” – relacjonuje Thavis.

Nie można żądać zdrowia od Boga

„Wszelako już w grudniu nabrałem większej pewności po obejrzeniu transmisji z ceremonii bożonarodzeniowych, którym przewodził ewidentnie słabnący Benedykt XVI. Sprawdziłem jego plany na 2013 rok i przekonałem się, że praktycznie nie ma żadnych, jeśli nie liczyć obowiązkowych ceremonii wielkanocnych, które mógł odprawić jaki bądź papież. Z wywiadu rzeki opublikowanego dwa lata wcześniej wiedziałem, że zdaniem Benedykta XVI abdykacja jest nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem papieża, który fizycznie, psychicznie i duchowo nie radzi sobie z urzędem.

Nie miałem wątpliwości, że niemiecki papież nie rzucał słów na wiatr. Uprzednio przyglądał się postępującej chorobie Jana Pawła II z niejakim zaniepokojeniem. Można było to postrzegać w kategoriach łaski dla Kościoła – albo zagrożenia. Co by było, gdyby papież pozostawał przy życiu długie tygodnie lub miesiące nieprzytomny, lecz utrzymywany przy życiu za pomocą osiągnięć współczesnej medycyny?

W dzisiejszej dobie ojciec święty nie mógł, ot tak, po prostu zniknąć. Jako rozsądnie myślący człowiek, Benedykt XVI zdawał sobie sprawę, że można się modlić o dobre zdrowie dla papieża, lecz nie można go żądać od Boga. Dlatego postanowił postąpić inaczej. A ja – natychmiast po jego wyborze na Tron Piotrowy, kiedy ogłosił, że jego pontyfikat będzie krótki – pomyślałem: Oho, ten papież poważnie bierze pod uwagę abdykację” – czytamy w książce.

watykan

Zdumione miny kolegów

„W styczniu 2013 roku miałem już nawet gotowy scenariusz wydarzeń. Uznałem, że skoro Benedykt XVI chce abdykować, uczyni to w okolicach święta Katedry Świętego Piotra obchodzonego 22 lutego.

Jest to dzień świąteczny silnie powiązany z papiestwem, kiedy wcześniejsi biskupi Rzymu zazwyczaj ogłaszali ważne dokumenty. Podesłałem ten pomysł paru swoim rzymskim źródłom z pytaniem, czy jest możliwe, że papież ustąpi w lutym i zwoła konklawe na 22 lutego. Nikt nie podszedł poważnie do moich słów.

Postanowiłem, że i tak polecę do Rzymu, i przybyłem na miejsce 10 lutego, w niedzielę. Nazajutrz udałem się do watykańskiego biura prasowego, gdzie zjawiłem się akurat w porę, by usłyszeć końcówkę papieskiej mowy skierowanej do kardynałów po łacinie i teoretycznie nie mającej nieść niespodzianek.

Tymczasem zdumione miny moich kolegów powiedziały mi, że i ja, i jeden z mych przyjaciół, który z ożywieniem krzyknął coś do mnie, kiedy wchodziłem, mieliśmy rację: Benedykt XVI właśnie abdykował” – wspomina Thavis.

benedykt16

„Nie porzucam krzyża”

„Benedykt XVI, papież tradycjonalista jakich mało, zrewolucjonizował papiestwo jednym gestem. Nie 22 lutego, jak się okazało, lecz 11 lutego, kiedy Kościół katolicki obchodzi Światowy Dzień Chorego. Chyba najbardziej wyjątkowe w jego oświadczeniu było to, że nie przyznał się do żadnej ciężkiej choroby, lecz rzekł z prostotą, że brak mu sił. Powiedział, że bycie papieżem w dzisiejszych czasach wymaga wigoru, którego mu zabrakło, w związku z czym nadeszła pora, by ustąpić.

Słaby papież mógłby być tolerowany przed stuleciem, gdy wystarczyło podpisywać kolejne dekrety za murami Watykanu, jednakże jest nie do zaakceptowania dziś, w świecie wymagającym papieskiej aktywności, komunikacji i fizycznej obecności. W rezultacie starał się przystosować jedną z najstarszych instytucji do realiów nowoczesnego społeczeństwa, co raczej nie było tradycyjnym podejściem i co wyprowadziło z równowagi wiele osób.

W Polsce rozległ się głos kardynała Stanisława Dziwisza, który zareagował słowami: „Z krzyża się nie schodzi”. Traktowano te słowa jako aluzję do przeświadczenia Jana Pawła II o tym, że trzeba opierać się pokusie abdykacji mimo fizycznych wyzwań. Polski kardynał pośpiesznie wydał ‚sprostowanie’, w którym stwierdził, że jego wcześniejsze słowa wyrwano z kontekstu. A jednak utkwiły one w zbiorowej pamięci. Benedykt XVI podczas swej ostatniej znaczącej audiencji 27 lutego, na dzień przed ustąpieniem, oświadczył: – Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu – czytamy.

autor: ewak

*John Thavis, „Dziennik watykański. Władza. Ludzie. Polityka”, tłum. Urszula Gardner, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

za: wp.pl

Fot. w czołówce: PAP/Radek Pietruszka

Jacek Moskwa o książce Johna Thavisa „Dziennik watykański”:

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6000,Dziennik-watykanski-Serce-Kosciola-katolickiego-od-kuchni-wladza-ludzie-polityka

http://www.johnthavis.com/books

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/02/10/dlaczego-naprawde-ustapil-benedykt-xvi-co-ujawniaja-dzienniki-watykanskie/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/watykan/

 

 

W Watykanie działa tajne lobby homoseksualne, które może zagrozić papieżowi

VATICAN-SWISS GUARD-ANNIVERSARY-CEREMONY

Były dowódca watykańskiej Gwardii Szwajcarskiej Elmar Maeder ujawnił w rozmowie ze szwajcarską gazetą „Schweiz am Sonntag”, że w Watykanie działa tajna sieć homoseksualistów, która może zagrozić papieżowi. O sprawie pisze brytyjski „The Guardian”.

50-letni obecnie Elmar Maeder pracował w przybocznej straży papieskiej przez 10 lat. W 1998 r. został powołany do Gwardii przez papieża Jana Pawła II, a cztery lata później został jej komendantem, które to stanowisko piastował do 2008 r.

Jak powiedział w rozmowie ze szwajcarską gazetą, jego doświadczenie w Gwardii Szwajcarskiej potwierdza istnienie w Watykanie gejowskiego lobby. – Nie mogę temu zaprzeczyć – powiedział były komendant o doniesieniach, jakie ostatnio zaczęły przeciekać do prasy.

Na początku stycznia „Schweiz am Sonntag” opublikowała wywiad z innym, nieujawnionym z imienia i nazwiska, byłym gwardzistą w Watykanie, który zdradził, że „był obiektem pożądania wielu bożych sług”. W ciągu całej swojej służby w Gwardii Szwajcarskiej mężczyzna miał otrzymać od 20 do 25 seksualnych propozycji od kardynałów, biskupów i innych duchownych. Gwardzista przytoczył też jedną z historii, która była jego udziałem. Podczas obiadu w rzymskiej restauracji, po podaniu steku ze szpinakiem jeden z duchownych miał do niego powiedzieć: – A ty jesteś deserem.

Rzecznik Gwardii Szwajcarskiej Urs Breitenmoser zaprzeczył wtedy, jakoby lobby homoseksualne miało stanowić problem Gwardii.

Zapytany o to teraz Elmar Maeder twierdzi, że nie ma namacalnego potwierdzenia tych historii, „ale fakty są jasne”. – Watykan to środowisko pracy, w którym zdecydowaną większość pracowników stanowią nieżonaci mężczyźni. To sprzyja homoseksualistom i jest dla nich magnesem, chociaż mogą być nawet tego nieświadomi – powiedział były komendant straży papieskiej.

Podkreślił, że on sam nie potępia gejów i uważa, że należy się do nich odnosić ze współczuciem i szacunkiem. Dodał jednak, że tajne stowarzyszenie homoseksualistów w Watykanie rodziło w nim obawy, co do bezpieczeństwa papieża. – Nauczyłem się, że wielu homoseksualistów jest bardziej lojalnych wobec siebie, niż wobec innych osób czy instytucji – powiedział Maeder. Stwierdził, że jeśli ta lojalność posuwa się tak daleko, iż powstaje tajna gejowska sieć, jest to dla niego nie do zaakceptowania.

Papież Franciszek a geje

Papież Franciszek niejednokrotnie wypowiadał się na temat gejów i lesbijek. Podczas zeszłorocznych dni młodzieży w Brazylii mówi m.in., iż homoseksualiści nie powinni być osądzani ani marginalizowani w życiu społecznym. Opowiedział się za integracją gejów i lesbijek w społeczeństwie.

Powiedział też wtedy, że nie potępia księży gejów. – Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać? – mówił papież.

Jednocześnie Franciszek powołał się na Katechizm Kościoła Katolickiego, który naucza, że orientacja homoseksualna nie jest grzechem, lecz czyny homoseksualne już tak. – Problemem nie jest taka orientacja sama w sobie, musimy być sobie braćmi. Problemem jest wywieranie nacisku za pomocą tej orientacji, lobby chciwych ludzi, lobby polityczne i masońskie, tak wiele różnych lobby – dodał.

Odpowiadając na pytanie o rzekome gejowskie lobby wewnątrz Watykanu, Franciszek odpowiedział żartobliwie: – Dużo się o tym pisze, ale ja dotąd nie widziałem w Watykanie nikogo z plakietką mówiącą, że ktoś jest gejem.

Źródło: The Guardian, Schweiz am Sonntag, Wp.pl, PAP