Sędziowie i prokuratorzy postPRLowscy to największa zorganizowana grupa przestępcza w Polsce. Opozycjonista i więzień polityczny, reżyser Grzegorz Braun, już na wolności

Braun na wolności3

Po odsiedzeniu wyroku za zbyt głośne zamknięcie drzwi, reżyser i dziennikarz Grzegorz Braun został dziś rano, kilka minut po godzinie 9, wypuszczony z więzienia.

Nieco zmizerniały, nieogolony ale epatujący uśmiechem. Zaproponowałem zburzenie tej „Bastylii”, na co zaoponował: – Nie jesteśmy jakimiś tam rewolucjonistami. W tych celach powinni po prostu siedzieć ludzie, dla których są one przeznaczone. Powinni w nich przebywać przestępcy – powiedział.

Grzegorz Braun został ukarany tygodniowym aresztem przez sędzię Dorotę Kropiewnicką z wrocławskiego Sądu Apelacyjnego. Sędzia skazała go za to, że wyszedł przed końcem rozprawy i trzasnął drzwiami. Zdenerwowany reżyser opuścił salę po tym, jak sędzia odrzuciła jego zażalenie na grzywnę, którą ukarał go z kolei sędzia Krzysztof Korzeniewski. Karę wymierzono za to, że Braun nazwał jednego ze świadków „łobuzem”. Sędzia nie pozwolił Braunowi przesłuchać świadka. Tym świadkiem był ekspolicjant Grzegorz Balcerzak – szef grupy operacyjnej, która według relacji samego Brauna doprowadzała go na komisariat siedem lat temu. To w związku z tamtymi wydarzeniami dokumentalista jest oskarżony o pobicie sześciu policjantów.

Braun na wolności2

Dzisiejsza wolność to jednak nie koniec męczeństwa reżysera. W jakim kraju my żyjemy? Sąd Apelacyjny dopiero jutro rozpatrzy zażalenie Brauna na karę aresztu, która… została już odbyta. – Sprawa Grzegorza Brauna to szczególny przypadek. Podczas jego procesu sąd co najmniej trzykrotnie złamał konstytucję oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka (…). Gdyby Grzegorz Braun zwrócił się do Strasburga, Polska musiałaby zapłacić mu wysokie odszkodowanie, ponieważ kilkakrotnie zostały złamane jego podstawowe prawa – twierdzi Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.

Braun na wolności1

Jutro, 6 sierpnia, o godz. 12 przy ul. Energetycznej 4, sala nr 36, we Wrocławiu odbędzie się więc kolejna z hańbiącego dla polskiego państwa i prawa cyklu rozpraw w tym skandalicznym, 6 lat już trwającym, postPRLowskim serialu. Zachęcamy do licznej obecności na sali rozpraw.

Braun na wolności!

Braun na wolności5

za: Solidarni2010.pl , Niezalezna.pl, wDolnymSlasku.pl

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/grzegorz-braun/

 

Znowu ten wrocławski sąd. Powrót do stalinowskich metod sądzenia?

Prześladowca więźnia politycznego Grzegorza Brauna - sędzia Krzysztof KORZENIEWSKI
Sędzia Krzysztof Korzeniewski

Zaiste, gdy analizuje się tę sprawę, to aż chce się odnieść do postępowania sądu pamiętne porównania sędziego Igora Tulei, że postępowanie wymiaru sprawiedliwości „budzi (…) skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. – czasów najgłębszego stalinizmu”. Oby tylko finał był inny niż wtedy, a Grzegorza Brauna nie odwiedził seryjny samobójca, gdy zejdzie do piwnicy po ogórki do obiadu.

Co wolno w Polsce?

Wolno np. nazwać papieża – głowę największego Kościoła na świecie i zarazem głowę suwerennego państwa, z którym Rzeczpospolita utrzymuje stosunki dyplomatyczne – „chu…”.

Wolno zapowiedzieć prezesowi największej opozycyjnej partii i zarazem byłemu premierowi, że zostanie zastrzelony, wypatroszony, a jego skóra będzie wystawiona na sprzedaż.

Wolno nazwać opozycję „watahą” i zapowiedzieć jej „wyrżnięcie”.

Wolno nazwać ludzi modlących się publicznie „kandydatami do kliniki psychiatrycznej”.

Wolno, jak się jest z odpowiedniej rodziny, podpisywać umowy fałszywym nazwiskiem i robić interesy z aferzystą, ewentualnie urządzać szaleńcze jazdy po polskich drogach, łamiąc za jednym zamachem osiemdziesiąt przepisów.

Wolno nazwać profesorem człowieka, który nie ma matury, ma za to dobre stosunki z Niemcami i Żydami.

Wolno podsłuchiwać obywateli bez żadnego powodu.

Wolno lewackim celebrytom używać określeń rasistowskich.

Czego w Polsce nie wolno?

Nie wolno wyśmiewać głupoty prezydenta, który nie umie napisać jednego zdania bez błędów ortograficznych.

Nie wolno nazwać premiera, który głową państwa nie jest „matołem”.

Nie wolno napisać w Internecie, że należałoby się pozbyć premiera, który szkodzi Polsce.

Nie wolno podważyć tego, co mówi premier, zwłaszcza gdy mówi, że w Smoleńsku nie było zamachu.

Nie wolno nazwać homoseksualizmu „odchyleniem od normy”.

Nie wolno nazwać pewnych dziennikarzy duchowymi spadkobiercami KPP, chociaż czołowy ich przedstawiciel pochodzi z rodziny ukraińskich komunistów, a jego brat jest stalinowskim zbrodniarzem.

Nie wolno wytknąć lewackiemu autorytetowi, że w młodości był stalinowskim bandytą.

Nie wolno napisać, jak naprawdę zginął pewien profesor.

Nie wolno ujawniać tego, co mówią politycy, gdy myślą, że nikt ich nie słyszy.

No i przede wszystkim nie wolno kwestionować tego co mówi sędzia, nawet jak mówi głupoty, jest w oczywisty sposób stronniczy i nieobiektywny, a czasem wprost „wynajęty”do załatwienia określonej sprawy w określony sposób.

O tym ostatnim przekonał się na własnej skórze niepokorny reżyser Grzegorz Braun, który kilka dni temu został skazany na siedem dni aresztu, bo sędzia poczuł się urażony jego zachowaniem. O co poszło?

Siedem lat zastanawiania się sądu

Sprawa Grzegorza Brauna przed wrocławskim sądem ciągnie się już od siedmiu lat. W 2008 roku podczas patriotycznej manifestacji we Wrocławiu Grzegorz Braun poprosił (a jeśli nawet zażądał, to zgodnie z przysługującym mu prawem) jednego z policjantów, aby ten się wylegitymował, zanim dokona jego zatrzymania. Funkcjonariusz nawet nie odpowiedział, bowiem jego przełożony miał mu powiedzieć: „Co się będziesz z nim pier..lił”. Po czym reżyser został rzucony na ziemię i skuty kajdankami. „To jest bandytyzm” – ocenił (i nadal tak ocenia). Reżyser złożył wówczas skargę na bezprawne zatrzymanie. Skarga została odrzucona. Wkrótce potem Grzegorz Braun został oskarżony o… pobicie 5 policjantów.

Prześladowany w III RP opozycjonista i więzień polityczny – Grzegorz Braun
Prześladowany w III RP opozycjonista i więzień polityczny – Grzegorz Braun

Gdyby proces (na koszt podatników) nie ciągnął się już 6 lat, całe to oskarżenie byłoby wręcz śmieszne – nawet dziecko nie uwierzyłoby, że jeden mężczyzna może pobić pięciu innych uzbrojonych w pałki i broń ostrą. Ale wrocławski sąd wierzy i od sześciu lat sprawia wrażenie, że usilnie szuka jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który pozwoli mu dowieść, że jest to możliwe, jakoby Grzegorz Braun bił funkcjonariuszy policji (po kolei? na wyrywki?), a ci stali i czekali na swoją kolej. Sąd oczywiście nie dostrzegł, że mogło dojść do sfałszowania podstawowych dowodów w sprawie, np. dokumentów policyjnych, z których wynika, że ten sam funkcjonariusz, w tym samym czasie był badany alkomatem i w zupełnie innym miejscu poddawał się obdukcji lekarskiej.

Do pudła!

Za co więc Grzegorz Braun został skazany na więzienie? Cóż, wiele wskazuje, że za to, iż błędy takie wykazuje (chociaż oficjalny powód był oczywiście zupełnie inny). Zdaniem sądu reżyser miał nazwać policjanta – tego, który zatrzymał go 6 lat temu – „bandytą” i „złodziejem”. Reżyser przyznaje, że nazwał go „bandytą”, ponieważ na to wskazywało jego zachowanie podczas zatrzymania w 2008 r. Ale nie nazwał go „złodziejem”. Co gorsza, reżyser zwrócił uwagę na nietypową formę przesłuchania funkcjonariusza wezwanego do sądu w charakterze świadka. Policjant zajrzał do sali, zamienił kilka słów z sędzią, który zapytał tylko, czy coś ma dodania w sprawie. Nie było więc żadnego przesłuchania, a co gorsza – uniemożliwiono oskarżonemu zadanie pytań świadkowi. Tym samym zostały złamane ustawowe prawa oskarżonego. Po tym quasi-przesłuchaniu sąd skazał Brauna na karę grzywny. Co szczególnie ciekawe, wymierzając karę grzywny, powołał się na nazwanie policjanta złodziejem, co nie miało miejsca. Usłyszawszy ów wyrok, Braun i jego adwokat opuścili salę sądową. I właśnie za to – za wyjście z sali – sąd skazał reżysera na 7 dni aresztu. Co na to skazany? „W tej sprawie to ja występuję w obronie wymiaru sprawiedliwości w Polsce i to ja bronię honoru sędziowskiego, który łajdacy poprzebierani za sędziów nieustannie szargają. Obrazą sądu jest to, czego wymiar sprawiedliwości dopuszcza się wobec mnie już siódmy rok” – podsumowuje Braun. Wygląda na to, że to nie koniec historii, bowiem gdy zgodnie z wolą sądu reżyser zgłosił się do wrocławskiego więzienia, został odesłany spod bramy z powodu braku miejsca. Poszedł więc do sądu, który go na areszt skazał, ale stamtąd został odesłany na policję. Zapowiada się, że wędrówka skazanego „od Annasza do Kajfasza” prawdopodobnie jeszcze potrwa. Znając poczynania obecnej władzy, można być niemal pewnym, że miejsce w więzieniu zwolni się tego dnia, kiedy Braun będzie miał ważne spotkanie, będzie kończył jakiś projekt, dokumentował patriotyczną demonstrację, wyjeżdżał na wakacje albo gdy będzie szybko potrzebny jakiś temat zastępczy, żeby odwrócić uwagę od premiera Tuska i jego haratania w gałę, ewentualnie podejrzanych interesów jego latorośli.

Kuriozum w naturze

O tym, że wymiar sprawiedliwości w Polsce jest chory, wiedzą wszyscy, włącznie z głównymi zainteresowanymi. Ale proces Grzegorza Brauna może służyć jako przykład „kuriozum w naturze” – trudno uwierzyć, żeby przez siedem lat sędzia nie mógł połapać się, kto kłamie, a kto mówi prawdę. W dodatku w Polsce sędzia, wydając wyrok, ma m.in. kierować się „zdrowym rozsądkiem”. Warto więc, zapytać, co ze zdrowym rozsądkiem sędziego, z całą powagą przyjmującego oskarżenia o pobicie pięciu policjantów przez jednego intelektualistę. Gdyby tak było, to właściwie należałoby mocno niepokoić się o bezpieczeństwo obywateli – jeśli jeden z nich jest w stanie pobić pięciu ludzi zawodowo związanych do zwalczania przestępczości, to znaczy, że nikt nie jest w tym kraju bezpieczny i właściwie należałoby wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec zwierzchnika, który „pobitych” funkcjonariuszy w ogóle dopuścił do służby.

Cała sprawa, jak wiele innych, zdaje się mieć drugie dno – Grzegorz Braun od lat w bezkompromisowy sposób rozprawia się z tzw. układem, od lat demaskuje „opozycjonistów”, którzy byli TW. To on pokazał prawdę o Lechu Wałęsie, przy czym jego drugi film o nim „TW Bolek” powstał – co za zbieg okoliczności – w 2008 r.! To on jest autorem filmu o gen. Wojciechu Jaruzelskim pt. „Towarzysz Generał” (który zresztą po jednorazowej emisji stał się tzw. półkownikiem, czyli wylądował na cenzorskiej półce). To on obnażył prawdę o polskiej „transformacji”. Zadziwiające, że najwięksi bohaterowie jego filmów – Lech Wałęsa czy gen. Jaruzelski nie odważyli się wystąpić przeciwko niemu na drogę sądową. Nie zrobili tego także różni opozycjoniści, których obnażył jako TW.

Najwyraźniej któryś z tych TW „dał zlecenie” na Brauna. Najwyraźniej stalinowska zasada – dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie – ma się w Polsce świetnie. W przypadku Grzegorza Brauna znalazł się i paragraf i „świadkowie”, i „dokumenty” i sąd, który to wszystko przyjmuje, za to nie ma ochoty rozważyć zastrzeżeń i wniosków oskarżonego. Zaiste, gdy się analizuje tę sprawę, to aż chce się odnieść do postępowania sądu pamiętne porównanie sędziego Igora Tulei, że postępowanie wymiaru sprawiedliwości „budzi (…) skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. – czasów najgłębszego stalinizmu”. Oby tylko finał był inny niż wtedy, a Grzegorza Brauna nie odwiedził seryjny samobójca, gdy zejdzie do piwnicy po ogórki do obiadu.

Aldona Zaorska

„Warszawska Gazeta” nr 30/2014

AlexJones.pl

Uwolnić Grzegorza Brauna! – manifestacja we Wrocławiu

Uwolnić Grzegorza Brauna! - manifestacja we Wrocławiu. NASZA RELACJA - niezalezna.pl„Sędzio Korzeniewski twoją aplikację zweryfikuje IV RP”, „Precz z komuną w sądownictwie”, „Dzisiaj Braun jutro Ty” – to niektóre z transparentów jakie przynieśli mieszkańcy Wrocławia przed areszt przy ul. Świebodzkiej 2, w którym przebywa znany reżyser Grzegorz Braun. Został ukarany za to, że bez zgody sędziego opuścił salę rozpraw podczas procesu.

Reżyser wyszedł z sali po tym, jak sędzia Krzysztof Korzeniewski uniemożliwił przesłuchanie jednego z kluczowych świadków. Był nim policjant, którego sąd zwolnił z zeznawania, bo funkcjonariusz stwierdził, że… „musi właśnie podpisać ważną umowę opiewającą na 2 mln złotych”.

Manifestacja, prowadzona przez Solidarność Walczącą z Kornelem Morawieckim na czele, zgromadziła kilkaset osób. – To kolejna, po skazaniu kibiców za protest na wykładzie Zygmunta Baumana, decyzja wrocławskiego sądu kompromitująca sądownictwo – mówił Kornel Morawiecki. – Ten wyrok to hucpa, areszt to nie jest miejsce dla tego odważnego reżysera – dodał legendarny przywódca Solidarności Walczącej.

Organizatorzy manifestacji ustawili przed sądem przy ul. Świdnickiej we Wrocławiu metalowe, szare drzwi w drewnianym stojaku – zgromadzeni ludzie na znak solidarności z artystą, przechodzili przez nie.

Manifestację wspierało także Stowarzyszenie Solidarni 2010 z Wrocławia. – Hasło „precz z komuną” staje się na nowo bardzo aktualne. Precz z komuną w sądach! – skandował lider wrocławskich Solidarnych Tomasz Małek.

Podczas pikiety przemawiali m.in. prof. Tadeusz Marczak, były wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk oraz niezależny dziennikarz Paweł Miter. – To jest sądowa hucpa (…). Kara, jaką wymierzono Grzegorzowi Braunowi, to coś w rodzaju „grożenia palcem” przez sąd. Kolejny raz sędziowie stają w obronie władzy, a nie sprawiedliwości – mówił Miter. – Tutaj powinno być więcej młodych ludzi, to po części z ich powodu Grzegorz ma ten proces, to za nimi, podczas organizowanej przez młodych manifestacji, 6 lat temu wstawił się Grzegorz w momencie, kiedy spotykały ich nieprzyjemności ze strony policjantów. Dlaczego nie ma tu więcej młodych ludzi? – pytał Miter.

Na manifestacji obecni byli również kibice Śląska Wrocław wraz z Romanem Zielińskim. Narodowcy przynieśli plakat przypominający bulwersującą decyzję sędziego Pawła Chodkowskiego w głośnym procesie dotyczącym protestu na wykładzie Zygmunta Baumana. Pojawili się także członkowie Klubów Gazety Polskiej (wrocławskiego oraz z Essen), organizacje narodowe, Prawica Rzeczpospolitej, Klub Demokracji USA.

Obecny proces Grzegorza Brauna jest kolejnym w sprawie, która ciągnie się od 6 lat. Reżyser jest oskarżony o pobicie sześciu policjantów. Twierdzi, że to on został poturbowany przez mundurowych.

– Sprawa Grzegorza Brauna to szczególny przypadek. Podczas jego procesu sąd co najmniej trzykrotnie złamał konstytucję oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka (…). Gdyby Grzegorz Braun zwrócił się do Strasburga, Polska musiałaby zapłacić mu wysokie odszkodowanie, ponieważ kilkakrotnie zostały złamane jego podstawowe prawa – powiedział Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.

III RP to państwo mafijno-totalitarne – prześladuje nieposłusznych reżimowi. Reżyser Grzegorz Braun aresztowany!

Grzegorz Braun

Reżyser Grzegorz Braun został wczoraj rano aresztowany. Został zatrzymany o godz. 8 we wrocławskim mieszkaniu na Krzykach. Wcześniej o godzinie 6 w mieszkaniu reżysera przeprowadzono rewizję w momencie, kiedy go nie było na miejscu.

Jak informowaliśmy wcześniej, został on skazany na karę tygodniowego aresztu po tym, jak opuścił salę podczas jednej z rozpraw w Sądzie Rejonowym we Wrocławiu. Był to jego protest wobec postępowania prowadzącego proces sędziego Krzysztofa Korzeniewskiego. Reżyser zgłosił się do aresztu, ale nie został w nim zatrzymany. Tydzień temu Braun również udał się do więzienia przy ul. Świebodzkiej, aby odbyć zasądzoną karę, ale tam zdziwieni funkcjonariusze stwierdzili, że nie figuruje w wykazie. Zdezorientowany filmowiec poszedł do przewodniczącego pobliskiego sądu odwoławczego, który poinformował go, że ma czekać na kolejne wezwanie. – Sprawa Grzegorza Brauna to szczególny przypadek. Podczas jego procesu sąd co najmniej trzykrotnie złamał konstytucję oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka (…). Gdyby Grzegorz Braun pozwał sprawę do Strasburga, Polska musiałaby zapłacić mu wysokie odszkodowanie, ponieważ kilkakrotnie zostały złamane jego podstawowe prawa wynikające z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – komentuje sprawę Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. Jest to kolejny proces w sprawie, która ciągnie się od 6 lat: Grzegorz Braun jest oskarżony o pobicie sześciu policjantów. Reżyser twierdzi, że było wręcz przeciwnie i przekonuje, iż ma na to dowody.O niedawno zasądzonej karze aresztu Grzegorz Braun dowiedział się telefonicznie – poinformował go o tym jego prawnik. I chociaż reżyser się nie ukrywał, był także poszukiwany przez policję. Kara dotyczyła incydentu, który miał miejsce 13 marca tego roku. Reżyser wyszedł z sali rozpraw, gdy sędzia uniemożliwił przesłuchanie jednego z kluczowych świadków. Był nim policjant, którego sąd zwolnił z zeznawania po tym jak funkcjonariusz stwierdził na sali, że musi wyjść, ponieważ… „musi właśnie podpisać ważną umowę opiewającą na 2 mln złotych”.

Grzegorz Braun aresztowany - niezalezna.pl

Grzegorz Braun: Obowiązujący w post-PRL-u tzw. „kompromis aborcyjny” jest dokładnie na poziomie tego, co zaprowadził Hitler

braun

Fragment Przysięgi Hipokratesa brzmi: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego”. Tymczasem lekarz, który postępuje zgodnie z tymi zasadami, otrzymuje na kierowany przez siebie szpital potężną karę finansową. Z reżyserem Grzegorzem BRAUNEM, twórcą filmu „Eugenika. W imię postępu” rozmawia Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar: Od kilku tygodni toczy się w Polsce spór, będący konsekwencją decyzji prof. Bogdana Chazana. Dyrektor stołecznego Szpitala im. Świętej Rodziny, powołując się na klauzulę sumienia, odmówił zabicia nienarodzonego chorego dziecka oraz nie wskazał matce miejsca, gdzie mogłaby tego dokonać. Przeciwnicy ginekologa grzmią, że złamał on prawo, nie informując matki gdzie mogłaby przeprowadzić aborcję. Dokąd zabrnęliśmy, skoro publicznie odmawia się człowiekowi jego naturalnego prawa do tego, aby mógł się urodzić?

Grzegorz Braun: Pani mówi elegancko: „spór” – ja myślę, że to nie jest adekwatne określenie. Spór to byłby wtedy, gdyby jednym racjom przeciwstawiano inne racje, przy czym obie strony miałyby zbliżone szanse artykulacji poglądów i szerzenia informacji. Tu mamy do czynienia po prostu z nagonką na uczciwego człowieka, którego możliwości samoobrony są radykalnie ograniczone. Dyktatura polit-poprawności kompletnie eliminuje z mediów głównego ścieku znaczną część informacji istotnych w sprawie, a pozostałą częścią nagminnie manipuluje. Przykład: w początkowej fazie rozkręcania kampanii nienawiści wobec prof. dra Chazana kluczowy wątek przemysłu „in vitro” został przed opinią publiczną po prostu skrzętnie zatajony, a kiedy już wyszedł na jaw – jest nadal uparcie marginalizowany.

eugenika1

A.P.: Zdaje się bowiem, że nagonka na prof. Chazana ma przykryć właśnie tę ważną kwestię, że mianowicie chore dziecko, którego zabicia odmówił, było owocem in vitro. Zabijanie ze względu na wady wrodzone, zapłodnienie pozaustrojowe, sztuczna selekcja człowieka – o tych metodach opowiada Pana film „Eugenika. W imię postępu”. Z dokumentu dowiadujemy się m.in., że zwolennikiem zabijania ze względów eugenicznych był Adolf Hitler. Jak to możliwie, że metody człowieka, którego oficjalnie potępił cały cywilizowany świat, realizowane są – zgodnie z prawem – w Polsce?

G.B.: A jak to możliwe, że komunistyczni zbrodniarze mają w Polsce pogrzeby z asystą kompanii honorowej? Żyjemy w kraju, który nie przeszedł należytej desowietyzacji – nic dziwnego więc, że prawo obywatelstwa utrzymują tu rozmaite relikty socjalizmu – tego międzynarodowego i tego narodowego. Mianownik jest przecież wspólny: dzielenie ludzi na lepszych i gorszych – wedle podziału na klasy, czy rasy. Skoro ten błąd antropologiczny nie został wyrugowany – to i nie dziwota, że nadal przerażająco szerokie jest przyzwolenie na eliminowanie „życia niewartego życia”. Notabene: obowiązujący w post-PRL-u tzw. „kompromis aborcyjny” jest dokładnie na poziomie tego, co zaprowadził Hitler: ludzie podejrzani o niedoskonałość mają być eliminowani.

A.P.: Dzięki postawie prof. Chazana chore dziecko nie zostało rozszarpane na strzępy i mogło się urodzić, a następnie umrzeć względnie spokojnie. Także matka, zamiast zabić, miała szansę z własnym dzieckiem się pożegnać. Tymczasem zwolennicy aborcji oburzają się, że to nieludzkie pozwolić urodzić się dziecku z „mózgiem na wierzchu”, itp. Jak pan skomentuje tego typu argumentację?

G.B.: Prawdę mówiąc, zawsze zadziwiało mnie to niezmącenie dobre samopoczucie i bezkrytycznie wysoka samoocena tych ludzi, którzy najwyraźniej samych sami siebie uważają za idealnych. Tymczasem w oczach Stworzyciela wszyscy jesteśmy docześnie – każdy na swój sposób – rażąco nieperfekcyjni. A jednak przyzwala On na nasze istnienie, lituje się nad naszymi usterkami, nad manifestacjami naszej wewnętrznej czy zewnętrznej brzydoty – i wszystkim daje obietnicę zbliżenia do Siebie, tzn. promesę doskonałości. Ale póki co, na tej Ziemi nikt nie jest idealny. Orzekać więc, że niedoskonałości mojego brata są nadto rażące, a moje własne jeszcze do zaakceptowania – to jest niesłychana uzurpacja, świadcząca o niepojętym samozadowoleniu. Kto jest „brzydszy”: dzieciątko, które bez najmniejszej własnej winy rodzi się kalekie, czy domagający się jego śmierci osobnicy, którzy na własne życzenie doprowadzają się do stanu monstrów moralnych?

Skąd zaś w tym pięknym dobrym świecie bierze się brzydota, kalectwo i w ogóle zło – niejednokrotnie przekraczające naszą odporność? No, to jest właśnie „mysterium iniquitatis”, tajemnica, której nie możemy sami ani pojąć, ani tym bardziej przezwyciężyć – mamy natomiast przyjąć do wiadomości, a przy końcu czasów wszystko się wyjaśni. Ponieważ wiemy, że od Boga nie pochodzi nic, co by nie było dobrem, prawdą i pięknem – jasnym jest, że wszystko, co od tej Boskiej wyśrubowanej normy odbiega, pochodzi od Jego nieprzyjaciela. Pytanie, w jakiej mierze ten ostatni zyskuje w nas chętnych współpracowników w swym dziele? Oby się nie okazało, że także i my naszą nieprawością bezpośrednio się przyczyniamy do kalectwa, chorób i wreszcie śmierci naszych bliźnich.

A.P.: Fragment przysięgi Hipokratesa brzmi: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego”. Tymczasem lekarz, który postępuje zgodnie z tymi zasadami, otrzymuje na kierowany przez siebie szpital potężną karę finansową, prezydent Warszawy podejmuje decyzję o zdjęciu go z funkcji dyrektora placówki, a w prorządowych mediach nieustannie trwają bezwzględne ataki na niego. Kto rządzi tym państwem?

G.B.: No tak, ale zdaje się, że przysięgę Hipokratesa w nowych pokoleniach medyków nie wszyscy już znają – została ona przecież zastąpiona jakimś tekstem o powadze nie przewyższającej „przyrzeczenia zuchowego”, w którym jasność dyrektyw została skutecznie rozmyta, więc i o kategorycznym zakazie odbierania życia nie ma już mowy.

Pan prof. dr Chazan swoim postępowaniem naruszył interesy potężnego lobby i wielkiego przemysłu, na straży których stoją w Polsce urzędnicy najrozmaitszych szczebli. Hańba im – a szacunek prof. Chazanowi. On zrobił, co mu sumienie podyktowało – kwestia, co my w tej sprawie zrobimy?

A.P.: Z tego całego dramatu wynikło także dużo dobra. Niezłomny ginekolog otrzymał ogromne wsparcie od Polaków, stoją za nim liczne organizacje. Także Kościół opowiedział się po stronie prześladowanego lekarza – abp Marek Jędraszewski zapowiedział zbiórkę wśród wiernych, aby pokryć nałożoną przez NFZ karę, a biskup Stanisław Napierała na Pielgrzymce Radia Maryja powiedział, że „prof. Chazan to symbol zmagania się ciemności cywilizacji śmierci z kulturą życia”. Co jeszcze powinniśmy zrobić, aby ostatecznie nie przegrać tej walki?

G.B.: Powinniśmy przestać się łudzić. Łudzić się, że bezpieczeństwo życia i mienia może być zapewnione przez państwo w tym kształcie ustrojowym – odziedziczonym po Robespierze i Napoleonie, po Bismarcku, Hitlerze i Stalinie.

Podam jeden przykład: posłanką-sprawozdawczynią, która w 1956 roku przedkładała do przyjęcia Sejmowi PRL ustawę aborcyjną, była Maria Jaszczukowa (1915-2007) – żona Bolesława, znacznego aparatczyka pol-sowieckiego, sama: członkini Stronnictwa Demokratycznego. Ta organizacja – należąca, jak wiadomo, do systemu fasadowej sow-demokracji u nas – korzeniami sięga przedwojnia, a jej proweniencje są masońskie, co jest faktem dla historyków oczywistym. Prezesem-założycielem SD był prominentny mason, dr med. Mieczysław Michałowicz, który jeszcze po wojnie dostał order od Bieruta. Otóż na czele komitetu redakcyjnego oficjalnej biografii tego Michałowicza z ramienia SD stała właśnie Maria Jaszczukowa – co daje nam wyobrażenie o jej autorytecie w tym środowisku. Udzielała się ona w wielu „postępowych” organizacjach, m.in. w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci i w Światowej Demokratycznej Federacji Kobiet. Nota bene, była również założycielką tygodnika „Przyjaciółka”, który w dyskretny, acz niezwykle konsekwentny sposób krzewił „postęp” w obyczajowości i życiu rodzinnym PRL. To pismo, zdaje się, przeżyło swoją matkę-założycielkę i nadal wychodzi – ?

Otóż właśnie przykład Jaszczukowej – niech się Pan Bóg zlituje nad nią (i nad nami wszystkimi) – pokazuje ścisłe związki aparatu władzy sowieckiej z ideowym zapleczem masonerii w dziejach rewolucji światowej. Dziś mamy władzę post-sowiecką i neo-euro-sowiecką – ale te stare miłości nie rdzewieją. Wręcz przeciwnie – front walki o „nową obyczajowość” wedle wytycznych Engelsa i Aleksandry Kołłątaj znów okazuje się frontem kluczowym.

Zatem aby zapewnić bezpieczeństwo życiu i wolności ludzkiej nie wystarczy obalić władzę Politbiura. Trzeba jeszcze wyzwolić się spod władzy Loży.

A.P.: Sprawa propagandy i przemysłu aborcyjnego, antykoncepcyjnego, „in vitro” – o tym wszystkim była mowa w filmie „Eugenika”. Teraz wraca pan do tematu. Co z filmem o Mary Wagner, do którego zdjęcia zrobił Pan przed paroma miesiącami?

G.B.: Finalizujemy właśnie montaż – i w sierpniu, mam nadzieję, film będzie gotowy. Tytuł roboczy: „NIE O MARY WAGNER”. Jestem bardzo szczęśliwy, że akurat teraz ten film powstaje – mam nadzieję, w porę. Praca nieco się opóźni, z przyczyn ode mnie niezależnych, ponieważ najbliższy tydzień spędzę w więzieniu.

A.P.: ?

G.B.: Mój adwokat zawiadomił mnie właśnie, że zostałem skazany na tydzień aresztu za obrazę sądu. Zamiast siedzieć non-stop w montażowni w Warszawie, muszę trochę odsiedzieć we Wrocławiu. Bo przecież nie będę czekał, aż któraś GWiazda śmierci rozgłosi – co się już przecież przed rokiem zdarzyło – że jestem poszukiwanym, nieuchwytnym dla policji przestępcą.

A.P.: Co takiego się wydarzyło?

G.B.: Jak Pani wie, jestem we Wrocławiu sądzony za rzekomą napaść na policję. Po tym, jak wiosną 2008 roku to ja zostałem poturbowany przez tajniaków, poskarżyłem się urzędowo, po czym moje skargi zostały odrzucone, a ja sam zostałem postawiony przed sądem. I stoję tak już siódmy rok – a końca nie widać. Na początku tego roku poskarżyłem się wreszcie na przewlekłość postępowania – i tę skargę odrzucono. Na kolejnej rozprawie – a było ich już przecież w kolejnych instancjach razem kilkadziesiąt – sędzia Krzysztof Korzeniewski dopuścił się skandalicznego naruszenia procedury i mojego prawa do obrony: zrezygnował z przesłuchania powołanego świadka. A świadek to istotny: policjant-bandyta, nazwiskiem Balcerzak Grzegorz, który dowodził w 2008 roku tą grupą, która mnie napadła. Dziś nie jest już czynnym funkcjonariuszem – stając w drzwiach sali rozpraw rzucił do sędziego, że się spieszy, bo ma „do podpisania kontrakt za dwa miliony”. I sędzia Korzeniewski puścił go bez żadnych pytań [patrz: http://www.youtube.com/watch?v=6tuNCobXOlA]. Na co zareagowałem – za co z kolei sędzia wymierzył mi karę grzywny. Przy czym w uzasadnieniu tej decyzji przywołał rzekomo obraźliwe słowa, których miałem użyć: „bandyta” i „złodziej”. Bandyta, owszem, tak powiedziałem – bo to fakt. To on przecież nawoływał swoich podwładnych do złamania prawa – kiedy niższy funkcjonariusz nazwiskiem Wadowiec Piotr (dziś mój główny fałszywy oskarżyciel) wahał się, czy ma mi się regulaminowo wylegitymować, do czego zgodnie z prawem go wezwałem. Wówczas to ów Balcerzak rzucił: „Co się będziesz tu z nim p…lił” [patrz np.: http://www.blogpress.pl/node/1734]. Więc „bandyta”, owszem. Ale „złodziej” – to sobie sąd uroił, tego słowa nie użyłem, bo nie jestem przecież wprowadzony w interesy p. Balcerzaka na tyle, by dokonywać takiej ich ewaluacji. Od decyzji o nałożeniu grzywny odwołałem się. I oto kilkanaście dni temu Sąd Odwoławczy, nie wysłuchawszy moich argumentów, tę decyzję podtrzymał – przywołując te samo urojone uzasadnienie decyzji. Kiedy Wysoki Sąd ogłosił wyrok, wstałem, pożegnałem się z moim adwokatem i wyszedłem, z trzaskiem zamykając drzwi za sobą. I za to właśnie wysyła się mnie na tydzień do aresztu. Lepsze to niż nic, bo innego urlopu w tym sezonie mieć nie będę.

A.P.: Dziękuję za rozmowę. Niech Bóg ma pana w swojej opiece…

KSD.media.pl

—-

*GRZEGORZ BRAUN, ur. 1967 – reżyser, publicysta, zdeklarowany monarchista. Jego film „Eugenika. W imię postępu” został nagrodzony podczas festiwalu Katolickiego Stowarzyszenia Filmowców „Niepokalanów 2011” (pierwsze miejsce w kategorii filmów edukacyjnych) oraz otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Wydawców Katolickich „Feniks” (2012). Dokument przedstawiający podstawowe założenia eugeniki oraz jej początki w Stanach Zjednoczonych, hitlerowskich Niemczech i międzywojennej Polsce dostępny na stronie producenta: www.ahaaa.pl

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/grzegorz-braun/