70 lat temu podczas Powstania Warszawskiego zginął w Pałacu Blanka zastrzelony przez niemieckiego snajpera polski poeta romantyczny Krzysztof Kamil Baczyński

Krzysztof Kamil Baczyñski

rozowe_roze_120327

dscf1475-113638

.

Krzysztof Kamil Baczyński

Elegia o… [chłopcu polskim]

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią.
Malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

20. III. 1944 r.

.

1944

KKB

Na wieść o tym, że Krzysztof Kamil Baczyński przystąpił do konspiracji, wybitny literaturoznawca Stanisław Pigoń powiedział: – Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami.

Gdy byłem chłopcem, często z ojcem spacerowaliśmy po placu Teatralnym, z górującym jeszcze wówczas nad nim pomnikiem Nike poświęconym Bohaterom Warszawy. Pamiętam tamten krajobraz oraz tablicę upamiętniającą Baczyńskiego. Ojciec powtarzał, że tutaj na początku Powstania zginął poeta, który miał tak wielki talent, że wszedłby do panteonu wieszczów, gdyby jego historia inaczej się ułożyła. Przyjaciele i dowódcy chcieli ocalić ten narodowy skarb. Przed Powstaniem proponowali mu ewakuację. Poeta nie zgodził się, gdyż – jak tłumaczył mi tata – są w życiu sytuacje i wyzwania, kiedy nie można słuchać nawet najbardziej rozsądnych rad.

Baczyński bronił ratusza na placu Teatralnym. Zastrzelił go niemiecki snajper – skarb przepadł, ale coś zostało. Nie tylko wiersze.

A kiedy wracaliśmy do domu, ojciec sięgał po tomik wierszy Baczyńskiego albo puszczał na adapterze jego poezję w wykonaniu Ewy Demarczyk. Trochę bałem się tych wierszy, bo niespełna dziesięcioletni chłopiec ma prawo się bać, gdy słyszy:

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Delikatny samotnik

Nie ma kłopotu z oceną talentu Baczyńskiego, choć jego twórczość jest trudna, wymagająca nie tylko wrażliwości na słowo, ale wysiłku rozumu. Lecz z samym poetą problem bywa poważny.

Wystarczy, że znamy dwie daty jego urodzenia: 3 marca lub 22 stycznia 1921 r. Data chrztu – 7 września – nie podlega dyskusji. Chorował na astmę, miał słabe serce, wspaniale rysował, w dzieciństwie opowiadał fantastyczne bajki i od najmłodszych lat zanosiło się, że będzie wielkim artystą.

Matka Stefania, gorliwa katoliczka i nauczycielka, otaczała syna nadzwyczajną miłością. Ojciec, Stanisław, którego wielbił, był legionistą Piłsudskiego, oficerem, walczył w powstaniach śląskich, zajmował się też krytyką literacką i pisarstwem.

Baczyński chodził do Gimnazjum im. Stefana Batorego, patriotycznej kuźni przyszłych konspiratorów z Szarych Szeregów i najdzielniejszych powstańców. Uczył się marnie, bo wiele lekcji opuszczał, nawet z polskiego przynosił słabe tróje, tylko z rysunków wypadał świetnie. Dlatego w okolicach matury napisał na szkołę złośliwe, satyryczne opowiadanie wyśmiewające niektórych nauczycieli i kolegów. W klasie miał „Zośkę”, „Alka”, „Rudego” i wielu innych przyszłych AK-owców. Był chłopcem osobnym, delikatnym samotnikiem, dlatego często pozostawał z boku. Należał do lewicującego Spartakusa, lecz tak naprawdę punktem odniesienia była dla niego drużyna harcerska.

Debiutant epoki

Miał studiować na Akademii Sztuk Pięknych, a może nawet we Francji, lecz plany przerwała wojna. Na dodatek tuż przed wrześniem niespodziewanie zmarł ojciec Krzysztofa. Chłopak bardzo to przeżył. Przejął opiekę nad rozedrganą matką.

Podczas okupacji chodził na tajną polonistykę. W 1942 r. ożenił się z koleżanką z zajęć, Basią; to właśnie jej polska literatura zawdzięcza bodaj najpiękniejsze erotyki. Pisał szybko i dużo (jakby przeczuwał, że ma niewiele czasu) w manierze katastroficznej, językiem trudnym i niezwykłym. Trudno się temu dziwić, wszak był z pokolenia, któremu II RP obiecywała szczęście, a dostało najstraszniejszą wojnę w historii świata. Jego wydane w konspiracji w 1942 r. „Wiersze wybrane” zgodnie okrzyknięto największym debiutem epoki. Wychwalali go Jarosław Iwaszkiewicz i Jerzy Andrzejewski, z którymi – młodszy o dekadę i więcej – pozostawał w wielkiej przyjaźni.

W 1943 r. Baczyński wstąpił do Szarych Szeregów. Rok później ukończył tajną podchorążówkę Agricola, został żołnierzem batalionu „Zośka”. Napisał leciutką przyśpiewkę oddziału. „Zośkowcy” lubili ją bardziej od innych piosenek:

O Barbaro, o Barbaro,
Śmiało z nami naprzód idź,
Bo wesoło z naszą wiarą
Nawet nosem w piachu ryć.

Musisz przetrwać

Brał udział w wysadzeniu niemieckiego pociągu między Tłuszczem a Urlami. Szkolił się razem z oddziałem w Puszczy Białej. Tam – co opisuje Aleksander Kamiński w „Zośce i Parasolu” – usłyszał od kolegów, że dlatego pomijają go przy kompletowaniu oddziału na akcje, ponieważ ma nadzwyczajny talent, więc „musi przetrwać te wszystkie awantury”. „Boże, ja oszaleję z tym waszym niańczeniem mnie” – odpowiedział i z „Zośki” przeszedł do „Parasola”.

Przed Powstaniem rozmawiał z Kazimierzem Wyką, admiratorem jego twórczości. Zacząłem mu tłumaczyć, czy naprawdę jest rzeczą potrzebną, ażeby on z bronią w ręku szedł do Powstania, że może lepiej by siebie przechować, nie wiadomo, jak to będzie. Baczyński się bardzo żachnął, jak był opanowany, tak żachnął się wręcz gniewnie, i oto powiedział mi wprost: Proszę pana, kto jak kto, ale pan to powinien wiedzieć, dlaczego ja muszę iść, jeżeli będzie walka. Kto jak kto, ale człowiek, który tak zna i rozumie moje dzieło, musi zrozumieć mnie!

Pochodzenie

Ocierająca się o dewocję religijność matki była sposobem na ukrycie żydowskich korzeni. Stefania kochała Krzysztofa miłością zaborczą i nadopiekuńczą, jak „jidisze mame” z dowcipów. Możliwe, że chciała go uchronić nie tylko przed codziennością, ale też przed skutkami pochodzenia, które w Polsce lat 30. ubiegłego wieku nie ułatwiało życia. Nigdy nie pogodziła się z małżeństwem Krzysztofa. Uważała, że Basia zabrała jej syna. Nie lubiła synowej tak bardzo, że wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania.

Stanisław Baczyński też miał żydowskich przodków, a im bardziej starzała się II RP, tym jego przekonania stawały się coraz bardziej lewicowe. W latach 30. ocierał się o komunizm.

W jamach żyjemy strachem zaryci…

W 1940 r. Stefania i Krzysztof Baczyńscy mogą iść do getta albo zostać po aryjskiej stronie, za co, w razie wykrycia, groziła natychmiastowa śmierć. Zostają, muszą więc być dodatkowo ostrożni. W dorobku Baczyńskiego jest wiersz „Pokolenie”:

Nas nauczono. Nie ma sumienia.
W jamach żyjemy strachem zaryci.
w grozie drążymy mroczne miłości,
własne posągi – źli troglodyci
Nas nauczono. Nie ma miłości.
Jakże nam jeszcze uciekać w mrok,
przed żaglem nozdrzy węszących nas,
przed siecią wzdętą kijów i rąk.

Poeta, a nie żołnierz

1 lipca, na miesiąc przed Powstaniem, Andrzej Romocki ps. „Morro”, zwierzchnik Baczyńskiego z Szarych Szeregów, wyrzucił go z „Zośki” za „małą przydatność w warunkach polowych”. „Morro” był jednym z najlepszych dowódców, w Powstaniu żołnierze szli za nim jak w dym, ale wcześniej tak popsuł atmosferę w oddziale (za co sam siebie ukarał karnym raportem), że mało brakowało, a „Zośka” przestałaby istnieć.

Ale Krzysztof był chyba rzeczywiście kiepskim żołnierzem, nie ma śladu, by za wyrzuceniem go z „Zośki” stały względy pozawojskowe. Decyzja „Morro” z pewnością go jednak dotknęła.

Wybuch Powstania zastał Krzysztofa na placu Teatralnym. Nie zdążył na Wolę, w miejsce zgrupowania swojego oddziału, więc walczył z ochotnikami w ratuszu. Musiał się bić, los nie dał mu innego wyboru. Poległ 4 sierpnia, 1 września zginęła jego ukochana Basia.

Paweł Smoleński

Wyborcza.pl