Kneblowanie Sienkiewicza. Jak „Gazeta Wyborcza” walczy z Trylogią – Tomasz Łysiak

Juliusz Kossak, „Zagłoba zdobywa chorągiew”, 1886 r.
Juliusz Kossak, „Zagłoba zdobywa chorągiew”, 1886 r.

Tuż po narodowym „czytaniu Sienkiewicza”, w nieocenionej – jeśli chodzi o tropienie śladów obskuranckiej polskości – „Gazecie Wyborczej”, ukazał się tekst Romana Pawłowskiego zatytułowany „Nie czytajcie Sienkiewicza”. Akcja czytelnicza, mimo że zaangażował się w nią sam prezydent RP, nie spodobała się luminarzowi kulturalnemu z Czerskiej, który w zgrabnych słowach postanowił wyjaśnić czytelnikom, dlaczego nie powinni sięgać po Sienkiewicza – pisze Tomasz Łysiak.

Tu wypada zacytować dziennikarza: „Piękne komunały nie mogą jednak zasłonić szkodliwości dzieł tego »pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego«, jak autora »Potopu« nazwał Gombrowicz. To, czym Sienkiewicz pokrzepia, to nie jest bynajmniej wino z omszałego gąsiorka Zagłoby, ale bezkrytyczne uwielbienie przeszłości. To utożsamienie katolicyzmu z patriotyzmem i tożsamością narodową, ksenofobia i zaściankowość, mitomania i megalomania. To wreszcie stereotyp polskości oblężonej, która w każdym obcym upatruje wroga”.

Ku pokrzepieniu i przeciw amnezji

„Stereotyp polskości oblężonej” odnosić się ma pewnie do przedziwnego stanu ducha Polaków, którym trzy obce mocarstwa wydarły Niepodległość, wobec czego musieli walczyć o nią i czekać na nią ok. 120 lat. Trylogia pisana „ku pokrzepieniu serc” w istocie także opisywała historię Rzeczypospolitej, która z jednej strony znajdowała się jeszcze u szczytu potęgi, a z drugiej poprzez problemy wewnętrzne i zewnętrzne już zaczynała chylić się ku upadkowi.

Zagrożeni przez kilka zewnętrznych potęg (rosyjską, turecką, szwedzką) musieliśmy zmagać się jeszcze z wojną wewnętrzną, jaką rozpętali Kozacy pod wodzą Chmielnickiego. Polska była wtedy w istocie oblężoną twierdzą i nie był to żaden stereotyp, lecz po prostu historyczny fakt.

Nasze losy dziewiętnastowieczne także były dziejami broniącego się przed wrogiem „wilczego gniazda” w obszarze polskości jako idei tożsamościowej. Zaborcy nie ustawali przecież w wysiłkach zmierzających do zabicia w nas polskiego ducha [które to zadanie przejmuje dziś dzielnie właśnie „Gazeta Wyborcza” – organ NWO na Polskę – przyp. TAW] i zniemczenia kulturowego bądź zrusyfikowania. I to także nie był stereotyp, lecz fakt. Nasza walka okupiona była krwawymi stratami, tysiącami szubienic, zsyłkami na Sybir, prześladowaniami i torturami.

W roku 1920 także stanowiliśmy samotną twierdzę, która musiała oprzeć się wschodniemu najeźdźcy, powstrzymując bolszewików przed zalaniem całej Europy czerwoną zarazą. To także nie był stereotyp.

Fatalne położenie geopolityczne po raz kolejny stało się przyczyną klęski w roku 1939, kiedy napadły na nas dwie potęgi, rozszarpując państwo w trakcie IV rozbioru. Dzień 17 września jest tego faktu najsmutniejszym rocznicowym pomnikiem. Ludzie, którzy nie dali sobie złamać ducha w czasie PRL, byli obrońcami tożsamości polskiej wobec ataków propagandy i usiłowań sowieckich okupantów, którzy próbowali nas skundlić, zniszczyć moralnie, doprowadzić do upadku i amnezji. Amnezja miała dotyczyć tych obszarów duchowej wspólnoty, jaką tworzymy, a które odnoszą się do naszych wielkich, wspaniałych chwil z przeszłości. Sienkiewicz był więc i wtedy potrzebny, nadal aktualny i niezmiennie dający siłę oraz krzepiący serca.

„Piekielna mieszanka”

Pawłowski diagnozuje także w swoim tekście wpływ pisarza na umysły współczesne. Okazuje się, że autor „Ogniem i mieczem” właściwie nas… zatruwa: „Ta piekielna mieszanka, która miała Polakom przywrócić poczucie wartości w dobie zaborów, dzisiaj okazuje się jadem zatruwającym życie publiczne i zbiorową wyobraźnię. Mentalny wąs naszych polityków, sarmackie zastaw się, a postaw się, skrajny indywidualizm, licytacja, kto jest Polakiem bardziej – to wszystko fatalne dziedzictwo popularnych powieści Sienkiewicza”.

Nie wiadomo, czy występują też inne objawy fatalnego wpływu Sienkiewicza na naród, choćby poprzez serię pozytywistycznych nowel, takich jak „Janko Muzykant”, „Latarnik” czy „Bartek Zwycięzca”. O złym wpływie nowelistyki na umysł Polaków już się Pawłowski nie rozpisał. A szkoda, bo i tu byłyby ciekawe tropy – czemu Janko Muzykant jako bohater, a nie, dajmy na to… Conchita Wurst? Czy gdyby Sienkiewicz profetycznie opisał losy małej wiejskiej dziewczynki, która poprzez zapuszczanie brody zaczyna odkrywać w sobie talent muzyczny, czy mógłby teraz zasłużyć na laurkę od „Gazety Wyborczej”? Wtedy w programie nauczania mielibyśmy nowelę sienkiewiczowską „Konczita Kiełbasa” i kto wie, czy nie przydałaby się ona także w podręczniku do wychowania seksualnego proponowanego przez edukatorów namaszczonych przez MEN.

Ale, co ze smutkiem trzeba stwierdzić, ksenofobiczny, zacofany Sienkiewicz na kiełbasę nie wpadł, ogarnięty zaściankiem i ciemnotą staropolską idącą od strzechy.

W każdym razie symptomy sienkiewiczowskiej „choroby”, według krytyka teatralnego z Czerskiej, można spotkać „na każdym kroku: od pseudodworkowej architektury przez szaleńczą jazdę na polskich drogach po wojujący katolicyzm rodem z szańców Jasnej Góry”. To już iście mistrzowska zagrywka propagandowa, której nie powstydziliby się nawet jej dawni mistrzowie, choćby z niemieckiego „Der Stürmer” lub „Der Angriff” – złożyć w jednym zdaniu piratów drogowych zabijających ludzi na ulicach i patriotów z „szańców” Jasnej Góry, a wszystko jeszcze podczepić pod inspirację duchową autora „Trylogii”.

Nic tylko czekać na kolejne odcinki, np. o Mickiewiczu. Ten to dopiero był zaściankowy i utrwalający stereotypy. Szczególnie III część „Dziadów” wydaje się być przesączona jadem i pobudzająca współczesnych polityków do knucia przeciwko legalnej władzy.

A „Pan Tadeusz” to już szczyty sarmackiego zacofania i braku nowoczesności…

Pan Tadeusz_Zosia

Gdy miłość własna jest ważniejsza od miłości Ojczyzny

Kiedy w roku 1898 odsłaniano w Warszawie, na 100. rocznicę urodzin, pomnik naszego wieszcza, Henryk Sienkiewicz miał wygłosić uroczystą przemowę. Już samo postawienie monumentu było niezwykłym sukcesem społeczeństwa polskiego, nie tylko jeśli chodzi o zebranie funduszy, ale przede wszystkim o uzyskanie zgody od carskich władz. Udało się dzięki temu, że na tron wstąpił car Mikołaj II, a w Warszawie pojawił się nowy namiestnik Aleksander Bagration-Imeretyński.

Uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie 24 grudnia 1898 r.
Uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie 24 grudnia 1898 r.

Jednak Sienkiewiczowi nie udało się powiedzieć ani słowa, gdyż cenzura czujnie zakazała mu wystąpienia. Zgromadzony tłum odmówił więc modlitwę. A Henryk Sienkiewicz stał w milczeniu. Przemówienie zostało wydrukowane później w galicyjskim „Czasie”. Były w nim m.in. takie zdania: „Jeśli kiedy żyjące pod prawem Chrystusa ludy wznoszą lub wznosić powinny posągi takim swym synom, którzy albo chwałą okryli swój naród, albo chociaż z ofiarą życia, wskazali mu nowe szlaki, wielkie cele, wielkie idee, albo wreszcie czy to dziełem sztuki, czy potężnym twórczym słowem umieli wyrazić najszlachetniejsze porywy piersi ludzkiej – to z dumą możemy powiedzieć, że nie ma w świecie pomnika, który by wzniesion był słuszniej i sprawiedliwiej. Bo gdyby zwrócić się do tych tysiąców i zapytać: kto opromienił nas największą sławą, kto najpotężniej wyraził to, co w nas jest cne i szlachetne, co idzie z Boga, co jest wiarą, nadzieją i Chrystusowym przykazaniem miłości? – kto kochał za miliony? – wówczas wszystkie piersi wydałyby jeden okrzyk: – Ten ci jest!”.

.
.

Można by teraz te słowa odwrócić i pytać o Sienkiewicza: „Kto najpotężniej wyraził to, co w nas jest cenne i szlachetne, co idzie z Boga, co jest wiarą, nadzieją i Chrystusowym przykazaniem miłości?”. „Ten ci jest!” – krzyknęlibyśmy niechybnie, wskazując na powieściopisarza.

Według Pawłowskiego znaleźć można w jego prozie „podszyte uprzedzeniami opisy Kozaków, których nasz klasyk określa trzema słowami: tłuszcza, motłoch i czerń (ciekawie to brzmi w kontekście dzisiejszej miłości Polaków do Ukraińców) oraz pochwałę sadystycznego okrucieństwa”. I dlatego właśnie „zrozumiemy, dlaczego nie warto dzisiaj czytać Sienkiewicza”.

Gdyby rozpocząć dyskusję konkretną, można by wskazać albo niewiedzę, albo bardzo złą wolę Pawłowskiego, który opisy Kozaków u Sienkiewicza sprowadza do „czerni” (termin używany także przez historyków dla określenia chłopstwa ruskiego), nie widząc wielobarwności sienkiewiczowskiego świata, w którym okrucieństwo jest znakiem czasów, jest obecne po obu stronach konfliktów i stanowi składową doskonale uchwyconych realiów. Można by także opowiedzieć o przepięknej szkole moralnej, jaką było pisarstwo Sienkiewicza, nie tylko „krzepiące serca”, ale i wychowujące kolejne pokolenia wspaniałych Polaków, którzy miłość Ojczyzny przedkładali nad miłość własną.

Ale taka dyskusja nie będzie miała większego znaczenia. Bo jakże dyskutować z kimś, kto zamiast wyciągania Sienkiewicza na „czytelnicze sztandary” proponuje, na poważnie, ogólnopolską akcję czytania „Gry o tron”?

Tomasz Łysiak

Niezalezna.pl

Tomasz Łysiak

Dr Jerzy Jaśkowski: Kozacy – jak dezinformują nas zawodowi historycy (Cz. 2)

Repin_Cossacks

Kontynuacja artykułu: Kozacy – jak dezinformują nas zawodowi historycy (Cz. 1)

Zaczęło się to wszystko po bitwie pod Lepanto w 1571 roku. Miasta włoskie doszły do wniosku, że same nie dadzą rady potędze tureckiej, nawet wespół z Habsburgami, i postanowiły zastosować stary manewr skorpiona – stworzyć zagrożenie z drugiej strony imperium osmańskiego. Wybór padł na Polskę. A że było to na rękę także Anglii, realizacja tego pomysłu doprowadziła do upadku Rzeczpospolitej.

Było to stosunkowo łatwe, ponieważ wolna elekcja – odpowiednio przygotowana – pozwoliła powołać na króla tego, kogo miano powołać. Było to coś w rodzaju słynnego powiedzenia Forda: możecie wybrać każdy kolor, byle by był czarny; lub jak kto woli: nie ważne kto i jak głosuje, ale ważne, kto liczy głosy. Od 1587 roku, tj. od wyboru Wazów [lenników Habsburgów], państwa ościenne starały się na stolcu polskim posadzić zawsze lennika Habsburgów. Najpierw to byli Wazowie, a potem Sasi. Jest rzeczą oczywistą, że lennicy realizowali politykę swojego suzerena, a nie lokalną. W ten sposób Polska traciła kolejne terytoria.

Do tego celu rozbicia Rzeczpospolitej używano właśnie ówczesnej Legii Cudzoziemskiej, czyli kozaków. Już sama nazwa „Powstanie Chmielnickiego” jest dezinformacją. Pojęcie „powstanie” odnosi się do oporu miejscowej ludności przeciwko okupantowi. Natomiast rokosz przeciwko legalnej władzy nazywa się rebelią. Tak więc możemy poprawnie mówić tylko o rebelii Chmielnickiego. Szeroko propagowane pisarstwo H. Sienkiewicza nijak się ma do rzeczywistości. Romantyczna opowieść o Chmielnickim służy zamazaniu agenturalnej działalności tego osobnika. Brał pieniądze od Wenecji, cara moskiewskiego i kogo się dało, aż doprowadził do sprzedania Kozaków. Teoretycznie powinien wisieć, a obecne władze Ukrainy postawiły mu pomniki?

Trzeba także przypomnieć, że kozactwo siczowe, to przede wszystkim słynna piechota zaporoska. Piechota ta, ukryta za szeregiem połączonych wozów, nieraz sześciu, była nie do pokonania dla ówczesnej kawalerii. Nawet słynna husaria nie miała nic do powiedzenia. Unowocześniony tabor husycki dawał piechocie wyposażonej w broń palną ogromne możliwości obronne. Słynnymi oddziałami najemnymi złożonymi z kozaków byli np. Lisowczycy.

Tymofiy Kalynskyi, Victorious Ukrainian Cossack with a head of a Tatarin.
Tymofiy Kalynskyi, Victorious Ukrainian Cossack with a head of a Tatarin.

Następny obraz.
Przeskoczymy teraz o kilkaset lat, aby pokazać, że nic się nie zmieniło. Mieszkańcy omawianych terenów nadal chętnie się wynajmowali temu, kto płaci. I tak, uderzając na Sowietów, Hitler prowadził już prawie 50-tysięczny kontyngent ukraiński. Szkoleni w Gdańsku i Wiedniu, indoktrynowani nacjonalistycznie, myśleli, że będą budować jakieś państwo. Naprawdę wystarczy kilka lat indoktrynacji, aby, stosując odpowiednie techniki, wyprać mózgi młodym ludziom. W taki sposób powstało UPA. Od wejścia do Lwowa, do 30 lipca 1941 roku, trwały zamieszki. Niemcy jednak wcale nie mieli zamiaru tworzenia odrębnego państwa ukraińskiego. Potem powstały dwa kontraktowe, na rok, bataliony ukraińskie Nachtigall i Roland. Karność i przydatność ich była tak mała, że po roku, kiedy kontrakt wygasał, chciano ich rozwiązać. Sprawa wyszła na jaw i mołodcy uciekli do lasu, tworząc bandy banderowskie.

Niemcy potrzebowali jednak mięsa armatniego i werbowali dalej. Taką zupełnie zapomnianą kartą jest stworzenie I Kozackiej Dywizji Kawalerii. Dywizja ta, stworzona w 1943 roku, odegrała ważną rolę w walce z partyzantami Tity i wojskami sowieckimi w Jugosławii. Dywizja wchodziła w skład niemieckiej 2 Armii Pancernej. Kozacy wykazywali się wielką bitnością i niezwykle pomagali w walce z komunistami. Polonika z tej historii. Uzupełnienia i remonty tej dywizji były szkolone w Mokowie koło Mławy, w byłych koszarach polskiej kawalerii. Dywizja liczyła ponad 18 555 ludzi, w tym 3827 Niemców, oraz służby pomocnicze. W taborach były kobiety. Dowódcą był generał major Helmuth von Pannwitz, oficer kawalerii. Wszelkie komendy i rozkazy były wydawane po rosyjsku.

Historia tej Dywizji na pewno zasługuje na opisanie. Powstała także 2 Kozacka Dywizja Kawalerii, na bazie II Kaukaskiej Brygady kawalerii. Dowódca Dywizji, usiłując nie dostać się w ręce Sowietów, wyprowadził swoich żołnierzy do Austrii, w okolice Klagenfurtu i skapitulował przed 11 Brytyjską Dywizją Pancerną. Anglicy, jak zwykle, nie dotrzymali umowy i pomimo posiadanej wiedzy o masowym mordowaniu przez NKWD jeńców, wydali wszystkich w ręce sowietów. Generał von Pannwitz zginął zamordowany wraz ze swoimi żołnierzami oraz kobietami i dziećmi, po odmowie opuszczenia oddziałów. Doskonale tragedię tych oddziałów opisał Józef Mackiewicz, który jako pierwszy ujawnił zdradę Anglików i tragedię tych żołnierzy. Pewnie dlatego jest zupełnie zapomniany w Polsce.

Kolejny obraz.
I znowu przeskoczymy kilkadziesiąt lat. Ponownie wynajęto ponad 1300 mieszkańców tych terenów do „Misji Pokojowej” w Jugosławi w 2005 roku. Stacjonowali m.in. w bazie Camp Bondsteel – 400-hektarowy obszar rolniczy zmieniony na obóz warowny, otoczony 2,5-metrowej wysokości murem betonowym. Obóz ten był największą bazą amerykańska w Jugosławii, gdzie stacjonowało ponad 7000 żołnierzy, tj. 75% całego kontyngentu „bałkańskiego”. Baza ta, to był prawdziwy moloch, z 300 budynkami, 25 km dróg, otoczona 14 km wałami ziemnym i zaporami betonowymi, 11 wieżami strażniczymi i 85 km zasieków. Dokooptowanie Ukrainy do tych sił było o tyle dziwną sprawą, że Ukraina nie była w NATO. NATO zaatakowało Jugosławię wbrew prawu międzynarodowemu i własnemu statutowi. W owym czasie NATO miało zakaz wysyłania swoich żołnierzy do walki, nie będąc atakowanym. Warto o tym pamiętać tym wszystkim politycznie poprawnym, polskojęzycznym tubom propagandowym.

Jest jeszcze jedna ciekawa sprawa. Żołnierze ukraińscy zostali w 2009 roku oskarżeni o handel paliwem. Podobno sprzedali go, na lewo, za 2.6 miliona euro. Niezła sumka. I sprawa ucichła. Tego typu sprawy są dobrą okazją do werbunku do służb specjalnych. Trzeba także wspomnieć, że około 4-5 milionów młodych ludzi z Ukrainy, po 1992 roku, dostało możliwość pracy za granicą: w Hiszpani, Porugalii, Włoszech, ale przede wszystkim w Kanadzie i USA. Wieść gminna głosi, że był to doskonały sposób werbunku agenturalnego. W sytuacji masowych odmów wiz np. Polakom, Ukraińcy dostawali je bezproblemowo i to do pracy. Od bezpośrednich świadków wiem, że całe dzielnice były budowane przez Ukraińców, nie znających języka. Tylko inżynier kierujący budową umiał po angielsku. Porównując łatwość otrzymywania wiz przez Ukraińców, z perypetiami wizowymi Polaków, należy głęboko się zastanowić nad taką sytuacją. Taki werbunek natomiast przypomina dokładnie sytuację z 1905 roku, po przegranej z Japończykami. Także ok. 40 000 żołnierzy z Rosji przewieziono do USA. A potem z ok. 10 000 spośród nich Trocki-Bronshtein powrócił w 1917 r. do Rosji, rozwijając działania rewolucyjne pod określonym kątem.

Powracamy na Majdan, czyli rynek w Kijowie w 2014 roku. Jak już powszechnie było wiadomo, strzelcy wyborowi byli angażowani przez rzekomą opozycję. Zeznania lekarzy są jednoznaczne: strzały z góry, te same pociski w ciałach ofiar, przypadkowych cywilów i policjantów Berkutu. Pamiętam to samo z 1970 roku z Gdańska i Gdyni. Wlot kul na wysokości obojczyka, wylot pod przeponą. Różnica polegała na tym, że w Trójmieście ranny postrzałowe były nie tylko w głowę czy klatkę piersiową, ale postrzelone były również kończyny. Co jest pewnym dowodem oddawania strzału przez przypadkowych strzelców. Tego nie można powiedzieć o zamordowanych w Kopalni Wujek. Na jedenastu zabitych, aż 10 miało kulę w głowie, a jeden w klatce piersiowej. Widocznie idący przed nim się potknął. Taką celnością może pochwalić się tylko strzelec wyborowy. Tak więc wszelkie dyrdymały o jakimś rzekomym plutonie ZOMO możemy między bajki włożyć.

Nie znam bilansu z Majdanu, ale wg prasy, bardzo dużo było postrzałów w głowę. Dlaczego? Ponieważ snajper wie o możliwości noszenia kamizelek kuloodpornych. Pokazują to zdjęcia z majdanu. A głowę widzi wyraźnie, że nic na niej nie ma. Zdjęcia pokazują schwytanych snajperów. Czyli sprawa jest oczywista.
A swoją drogą, bardzo ciekawym jest fakt, widoczny na większości zdjęć z Majdanu, noszenia kamizelek kuloodpornych przez rzekomo przypadkowych protestujących. Przecież to kosztuje, a średnio na Ukrainie zarabia się po kilkadziesiąt dolarów.

Są jeszcze dwie niewyjaśnione sprawy. Pierwsza to udział oddziału Gladio. Veteranstoday.com z dnia 7 marca 2014 r. pisał o tym otwartym tekstem.

Dla niewtajemniczonych: Gladio to była tajna grupa NATO, powstała ok. 1948 roku. Coś podobnego do KGB i GRU. Składała się z mieszaniny agentów CIA i Gehlena. Grupa ta, mająca swoje oddziały w każdym kraju w Europie, jest znana z licznych zamachów terrorystycznych, np. porwania i zamordowania Aldo Moro, premiera Włoch, Boston Marathon, „Snajper w Waszyngtonie”. Gladio może być odpowiedzialne za „zaginięcie” ok. 8000 ludzi w Iraku w ubiegłym roku.

Na Ukrainie zaobserwowano ponad dwa tuziny przypadków, gdzie wysoce zorganizowane grupy zbrojne atakowały policje. O tym, że snajperzy byli przebierańcami i nie mieli nic wspólnego z legalnym rządem Ukrainy, wygadała się Catherine Ashton w rozmowie telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych Estonii Urmasem Paetem.

Największą hipokryzją okrył się jednak John Kerry, składając deklaracje nad ciałami pomordowanych, że pomoc amerykańska jest w drodze. Musiał dobrze wiedzieć, kto strzelał. Badania IFES 2013, wykonane przez sponsorowaną przez USA agencję ds. Rozwoju Międzynarodowego USAID, stwierdziły, że zaledwie ok. 37% mieszkańców popiera wstąpienie do Unii Europejskiej. Musisz się ze mną zgodzić, Drogi Wnuczku, że 37%, to wielkość daleko odbiegająca od przytłaczającej większości, podawanej w polskojęzycznej prasie. Poza tym życiorysy nowych przywódców Ukrainy, np. Arsenija Jaceniuka, były co najmniej dyskusyjne. Bardzo przypominają życiorys Szaakaszwilego, agenta przywiezionego w teczce do Gruzji i potem nazywanego agentem CIA. Był przez Veteranstoday.com oskarżany o gwałty, defraudacje i cała masę pospolitych kryminalnych przestępstw w USA.

Bardzo ciekawa była w tej sytuacji rola Victorii Nuland, oficer prowadzącą (wg współczesnej terminologii) zarówno sekretarza stanu Strobe’a Talbota [CRF], jak i czasie Majdanu była sekretarzem Johna Kerry’ego [CRF], a przedtem sekretarzem Hillary Clinton. Chwaliła się publicznie, że Majdan kosztował 5 miliardów dolarów. Pani V. Nuland jest żoną Roberta Kagana [CRF] z Brooking Institution Fellow i felietonisty Washington Post, który jest współzałożycielem projektu Nowego Amerykańskiego Stulecia PNAC. W tej sytuacji manipulowanie opinią społeczną jest niezwykle łatwe. Szczególnie, gdy się wszystko zaplanowało kilkanaście lat wcześniej.

Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jak najbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski
jerzy.jaskowski@o2.pl

 

Ps. Zawsze mnie śmieszyło, gdy zawodowi dezinformatorzy, przedstawiając jakiegoś przywódcę negatywnie, opisują jego rzekome bogactwo. Tak było u nas w 1980 roku, jak to zachłystywano się „willą” genseka Gierka i rozrzutnością jego żony. To samo było z N. Caucescu, itd. Obecnie ten sam chwyt zastosowali w stosunku do Janukowycza. Panowie, trochę inne czasy. Ten sam numer nie przechodzi. Może lepiej pisać, że miał harem i 100 nałożnic więzionych w domu? Wymyślcie coś. Za co wam właściwie płacą? Dobrze by było chociaż pośmiać się z waszych wypocin.

Ps 2. Innym takim bezmyślnym bełkotem tzw. dyżurnych politologów jest rozważanie, co kto powiedział. Przypomina to dyskusje bab jarmarcznych lub facetów pod budką z piwem:
– Po pierwsze, nikt tego nie słyszał. Podają to znane z dezinformacji gazetki wielkonakładowe;
– Po drugie, nic się nie dzieje na szczytach bez uprzednich uzgodnień. Zapomnieliście, że już w 1989 roku na Malcie prezydent R. Reagan z gensekiem M. Gorbaczowem wszystko dokładnie uzgodnili? Przecież gensek M. Gorbaczow mieszka obecnie w bazie Marynarki Wojennej USA w Kaliforni. Naprawdę nic się nie dzieje przypadkowo. To za dużo kosztuje.

Ps 3. Rosja płaciła rocznie Ukrainie 72 miliony euro za dzierżawę bazy na Krymie oraz obniżyła o 30% cenę gazu.

www.PrisonPlanet.pl

Dr Jerzy Jaśkowski: Kozacy – jak dezinformują nas zawodowi historycy (Cz. 1)

kozacy

Z cyklu: Listy do Wnuka

Powstanie kozaczyzny, obrazy (Część I)

Kochany Wnuczku!

Już w poprzednich listach starałem się udowodnić, że od czasów tzw. reformacji w XVI wieku szkolnictwo podlegające lokalnym władcom służyło i służy li tylko utrzymaniu poprawności politycznej mniej wartościowego tubylczego ludu. Wyższe szkoły wcale nie były nastawione na rozwiązywanie problemów w sposób metodologicznie poprawny, lecz służyły wyłącznie uzasadnianiu różnych, mniej lub bardziej głupich, doraźnych pomysłów, wprowadzanych przez rządzących danym barakiem, czyli państewkiem. Wmawiano jednocześnie społeczeństwu, że wszystko zależy od niego. Teza ta udowodniona jest np. wiarą Polaków w pomoc Prus w okresie rozbiorowym. Większość ówczesnych Polaków studiowała na uniwersytetach niemieckich.

Dowodem bezpośrednim, że tak było nadal w Polsce jest fakt, że wszelkie ekspertyzy wykonywane przez urzędy państwowe, czy samorządowe, były nadal tajne i nigdy nie można było dowiedzieć się, co było podstawą wyboru takich, a nie innych ekspertów. To samo dotyczy także sądownictwa, czy prokuratury.
W przypadku jakichkolwiek zmian politycznych, i w związku z tym zmian nadzorców, natychmiast zmienia się poprawność polityczna i znaczna część tych, którzy się nie zdołali dostatecznie wcześnie przestawić, opuszcza swoje stanowiska, a na ich miejsce wchodzą młodzi i gniewni, ale zupełnie nieprzygotowani osobnicy.
Ci młodzi, znając zakres swojej wiedzy, byli wyjątkowo łatwi do manipulowania i o to przede wszystkim chodziło i chodzić będzie politykom. Łatwo można było zauważyć, że wszyscy krzykacze w czasie zmian w 90. latach i nawoływaniu do kapitalizmu, natychmiast po ‚transformacji’ zasiedli w fotelach administracyjnych, czyli komunistycznych: „Czyli wy, głupole, róbta kapitalizm, a my – urzędnicy byli komunistyczni – będziemy i tak was skubać, vide NFZ”.
Jak to wielokrotnie podawałem, tzw. politycy to nie żadni twórcy ideologii, ale marionetki do wykonania określonego zadania. Jak osobnik taki nie rozumie, do czego został wybrany, to znika ze ceny politycznej w błyskawicznym tempie. Albo zawał, albo wypadek samochodowy kończy jego karierę. To nic nowego. Takiemu na przykład Robespeirre’owi wydawało się, że rządzi rewolucją. Podobnie Dantemu, potem w zupełnie innym kraju Leninowi alias Goldmanowi, czy Trockiemu alias Bronsztejnowi. Wszyscy ze szczytu spadali na dół.
Jeszcze w latach 60., 70. starano się edukację nauk ścisłych prowadzić na odpowiednim poziomie. Ale od 1974 roku, tj. od pierwszych „reform oświatowych” genseka Gierka, a szczególnie w ostatnim dwudziestoleciu, tempo upadku znacznie przyspieszyło [wymienić trzeba znane nazwiska: prof. M. Handkego, R. Giertycha, K. Hall]. Jak twierdzą znawcy, te licencjaty to nawet nie jest poziom matury sprzed 30 lat. O reszcie wspominać nie warto.
O ile bardzo lubiłem słuchać wykładów pana prof. Wolniewicza, to jego determinizm w rodzaju „prawa dziejowe” zupełnie mi nie odpowiadał. Nie ma nic takiego jak prawa dziejowe. Po prostu w ten sposób ukrywa się prawdziwych sprawców  i prowodyrów.
Unia-polsko-litewska
Żadnym prawem dziejowym nie była utrata Śląska [1346-48] przez Kazimierza zwanego Wielkim. Po prostu facet był na tak niskim poziomie, że nie widział żadnego interesu w utrzymaniu tej dzielnicy albo wprost po cichu dali mu w łapę. Tak go prowadzono, takich doradców mu podsuwano. Nie zapominajmy, że ten władca w czasie bitwy pod Płowcami 27 września 1331 roku tak się przestraszył, że uciekał do Krakowa przez całą Polskę, tylko konie zmieniając. Cała jego wielkość odnosiła się do kochanki, żydówki Esterki, co mądrzy inaczej nazywają sprowadzeniem Żydów do Polski. Z tego powodu hrabiowie galicyjscy podnieśli go na pomniki. Jest to ewidentne przekłamanie. Żydzi do Polski zostali wpuszczeni dopiero za Kazimierza Jagiellończyka. Czyli ponad 100 lat później, a jego brat Aleksander wydał w 1495 r. dekret zabraniający Żydom pobytu w Wielkim Księstwie Litewskim.
Podobnie Zygmunt Stary stracił Pomorze na rzecz swego kuzyna nie dlatego, że to były prawa dziejowe, ale dlatego, że tak uzgodnili w rodzinie. To, że skutki były opłakane dla polskiej części tej rodziny, wynikało po prostu z jego braku edukacji.
To, że w Rosji w 1917 roku wybuchła rewolucja, nie wynikało z żadnych praw dziejowych, ale z planu Sztabu Niemieckiego, który to starannie przygotował, a potem, jak to zwykle u Niemców, dokładnie zrealizował. To, że Lejba Dawidowicz Bronsztejn alias Trocki z ok. 10 000 byłych żołnierzy przyjechał do Rosji, to nie żadne prawo dziejowe, ale doskonale przygotowywana już od 1905 roku akcja bankierów amerykańskich. Coś z tymi jeńcami musieli robić i ktoś musiał ich szkolić przez te 10 lat.
O tym, że sytuacja w kolejnych pokoleniach się powtarzała, najlepiej świadczy rozdawnictwo tytułów naukowych przez genseka Jaruzelskiego [alias Margulec alias Słucki etc]. Już w pierwszym roku stanu wojennego rozdał ponad 1320 nominacji profesorskich. Tą eksplozję nauki widzieliśmy przez następne 30 lat, aż do dnia dzisiejszego.
O upadku oświaty świadczył fakt, że poseł, zamiast spędzać czas w ławach poselskich, kończył maturę lub zdobywał licencjat. Przecież obywatele mu płacili, aby swojej wiedzy czy doświadczenia używał do uchwalania prawa dobrego dla ludzi, a nie kończył za społeczne pieniądze własną edukację. Taki osobnik wchodził do sejmu np. magistrem, a wychodził po jednej lub dwu kadencjach profesorem, i oczywiście od razu był ekspertem telewizyjnym z wszelkich dziedzin. I to wszystko się działo bez żadnych protestów „uczelni”. Przecież pan poseł załatwiał granty. Trudno więc było wymagać od tych osobników jakiejkolwiek własnej myśli.
Historia zatoczyła krąg
W ten sam sposób władze rozbiorowe tworzyły własnych profesorów. Po wymordowaniu ponad 3000 rodzin szlacheckich w 1846 roku, w czasie rabacji czyli Rzezi Galicyjskiej, sprzedawano herby tzw. hrabiom galicyjskim. A te indywidua obsadzały katedry na państwowych uniwersytetach, w owym czasie austriackich, niemieckich, produkując dla maluczkich odpowiednie podręczniki. W książkach tych jest masa szczegółów i są o wiele dokładniejsze od dzisiejszych. Dlatego porównanie tych książek jest bezpośrednim dowodem, jak na psy schodzą polskie nauki humanistyczne.
Obecnie rządy w sezonowym państwie, jakim jest Ukraina, tworzą swój rodowód, opierając się na kozaczyźnie. Czym zatem byli kozacy?
Co to jest kozactwo?
W podręczniku z 1884 roku Zarys historyi Polski i krajów ruskich z nią połączonych (wyd. współczesne: Warszawa 1999) autorstwa Anatola Lewickiego podano rodowód kozactwa. Warto zapoznać się z tym opisem. W sposób jasny autor podaje początki i rolę tych zaciężnych żołnierzy. Kozacy stanowili bowiem odrębny rodzaj drużyn wojennych. Encyklopedia staropolska Zygmunta Glogera wyjaśnia: „Pochodzenie Kozaków odnosi się do epoki tatarskiej [mongolskiej], w której wiele pogranicznych miast na Rusi dla własnego bezpieczeństwa i osłony przed Tatarami urządzało lekkie oddziały konnicy nazwane Kozakami. Nazwa ta wziętą została wprost od wyrazu tatarsko-dżagatajskiego kazak, znaczącego żołnierz-ochotnik lekkozbrojny bezżenny”. Alexander Gwagnin już w XVI wieku wyjaśniał: „Kozak, Kazak jest słowo tatarskie i wykłada się jakoby chudy pachołek, zdobyczy sobie szukając, nikomu nie jest poddany, a za pieniądze komu chce służy”. Tatarzy tereny dzisiejszej Ukrainy nazywali Kazak wilejati. Poeci i pieśniarze ludowi pod pojęciem kozak/kazak rozumieli dzielnego małojca, hajdamakę, najezdnika.
W czasach Rzeczypospolitej najdalszymi grodami czy miastami na granicy południowo-wschodniej były: Kijów, Kaniów, Czerkasy, Bracław. Tereny położone poza linią wytyczoną przez te twierdze były pustym stepem nazywanym Dzikimi Polami. Na terenach tych toczyły się często potyczki z Mongołami, w Polsce zwanymi Tatarami.
Kolonizacja tych terenów posuwała się bardzo wolno i często cofała. Krainy te, położone nad dolnym Dniestrem, Bohem i Dnieprem, zwano także Niżem lub też – od progów rzecznych – Zaporożem. Na terenach tych gromadzili się młodzi ludzie wszelkiej narodowości i wiary. Byli tutaj więc Polacy, Węgrzy, Wołosi, Niemcy, Rusini, a nawet Tatarzy. Była szlachta i byli prości chłopi, mieszczanie  i rozmaitego rodzaju zbiegi. Ludzie ci, nie uznając nad sobą władzy zwierzchniej, chronili się właśnie tutaj, po rozmaitego rodzaju ekscesach w stronach rodzinnych. Początkowo żyli oni na sposób tatarski, trudniąc się myślistwem, rybołówstwem, czasami organizowali się w grupy, napadając na karawany kupieckie. Czasami osiedlali się zakładając osady i trudniąc się rolnictwem. Doskonale pokazują to filmy, zwane westernami.
Nasuwa się proste pytanie: dlaczego tzw. polska kinematografia ani razu nie wykorzystała tych tematów do kręcenia filmów przygodowych, historycznych, czy miłosnych? Przecież porwania, ucieczki, napady byłyby doskonałym materiałem dla tzw. filmów akcji, czego dowodem były filmy zwane westernami. A tutaj cisza, choć za nami tyle lat rozwoju techniki  filmowej.
Stawiam tezę, że starsi i mądrzejsi położyli łapę na historii naszych Kresów – istniał i istnieje zakaz pisania, mówienia, filmowania czegokolwiek na ten temat.
Ad rem. Ten sposób życia nazywano z tatarska „chodzeniem na kozaki”, a tych okresowych rozbójników w okresie późniejszym nazywano kozakami. Tych natomiast, którzy chodzili aż za porohy, nazywano Nożowcami lub Zaporożcami. Niżowcy obozowali w warownych obozowiskach zwanych Koszami lub Siczami. Moskwa nazywała ich Czerkiesami albo Petyhorcami [od pięciu gór kaukaskich]. Podobna Kozaczyzna wytworzyła się nad Donem, gdzie uciekali chłopi moskiewscy przed okrucieństwem Iwana Groźnego i jego następców.
Pod koniec XV wieku, kiedy sytuacja się trochę uspokoiła na tych terenach i pojawiła się władza starostów i namiestników, usiłowali oni rozciągnąć swoją władze także na kozaków. Było to coś podobnego do korsarstwa morskiego, w odróżnieniu od piractwa. Taka drużyna kozacka, otaczana  opieką kasztelana, mogła rabować Tatarów czy Turków, i wracać z łupem do swoich domów nie niepokojona przez prawo. Często zdarzało się, że na czele takiej watahy stawał sam kasztelan czy starosta. Sławę zdobyli w owym czasie np. Przecław Lanckoroński, Ostaf Daszkiewicz czy Dymitr Wiśniowiecki.

Matejko_Ostatni_Daszkiewicz

Hetman kozaków zaporoskich, starosta kaniowski, krzyczewski i czerkaski Ostaf Daszkiewicz [ros. Евстафий Дашкович, ukr. Остап Дашкевич, pol. Eustachy Daszkiewicz] używał kozaków jako straży kresowej. Działo się to za czasów ostatnich Jagiellonów. Ta sytuacja powodowała, że część spośród kozaków przechodziła na żołd królewski. Z polecenia Zygmunta Augusta w 1572 roku Hetman Wielki Koronny Jerzy Jazłowiecki „zregestrował”, czyli wziął na żołd królewski znaczną liczbę kozaków. W ten sposób uwolnił kozaków spod władzy lokalnych starostów i namiestników. Powołano ‚Starszego’, który odpowiadał za zaopatrzenie i porządek zgrupowania. Zygmunt August na miejsce postoju, magazynów etc. przeznaczył Białą Cerkiew, a Stefan Batory – Trachtymirów.
Część kozaków, która nie została z różnych powodów zarejestrowana, przeniosła się poniżej porochów Dniestru i założyli tzw. Bractwo. Bractwo to było bezżenne i mieszkało w obwarowanym obozie, zwanym Sicz. Majątek bractwa był wspólny. Bractwo wybierało sobie naczelnika, zwanego atamanem. W ten sposób powstało coś w rodzaju współczesnej legii cudzoziemskiej, czy Blackwater alias Haliburton czy SAIC.
Bractwo to albo Kozacy Siczowi wynajmowali się temu, kto więcej płacił. W zależności od zlecenia, na swoich lekkich czajkach napadali na porty osmańskie. Z czasem opanowali tereny pomiędzy Bohem a Dnieprem, żyjąc z nakładanych kontrybucji na mieszkańców czy kupców oraz z opłat wnoszonych przez wynajmujące ich państwa.
Bardzo szybko wywiady obcych krajów poznały prawdę i pomimo, że w owych czasach posłowie byli wyznaczani do konkretnych spraw, to np. posłowie weneccy przebywali na Siczy permanentnie, podburzając kozaków do ataków na Turków.
PS.1 Zawsze się dziwię, że osoby prezentujące się jako narodowości polskiej używają pojęć oderwanych od naszego Kraju. Jeżeli w 1990 roku otwartym tekstem powiedziano, ze pomiędzy 1944 a 1990 byliśmy pod dominacją Sowietów to dlaczego „Polacy” używają pojęcia np. prezydent Bierut? Przecież to był płk NKWD B. Bielak alias Birkowski alias Iwaniuk alias Wagner alias… facet oddelegowany do trzymania za przysłowiowy pysk tubylczą ludność. Jeżeli My samo nie zaczniemy używać poprawnych pojęć, to kiedy nasze wnuki się ich nauczą?
PS.2 Co jakiś czas znajdujemy w mediach sformułowanie „polska racja stanu”. Nieodparcie nasuwa się pytanie, a przez kogo opisana czy sformułowana została ta rzekomo polska racja stanu? Przecież  praktycznie od 1920 roku nie ma takowej. Przewrót majowy w 1925 roku dokonał się za pieniądze wywiadu angielskiego. Te 800 000 funtów ówczesnych Józef Piłsudski (Ginet, Selman) pokwitował i 200 000 niewykorzystanych  funtów zwrócił,  na co pokwitowanie znajduje się w Brytyjskim Ministerstwie. Tamta „polska racja stanu” poniosła kompromitację całkowitą w 1939 roku. Od 1945 r. do 1990 r. byliśmy republiką i wypełnialiśmy polecenia Sowietów. Po 1990 r. do 2006 r. nikt nie opracował „polskiej Racji”. Chyba nikt poważnie nie traktuje wysyłania chłopców do krajów arabskich jako polskiej racji stanu. A wiec powtarzam, w cywilizacji łacińskiej mówimy ‚ja’, ‚moim zdaniem’…, w cywilizacjach azjatyckich mówimy ‚my’: Polacy powiedzieli, Polacy zrobili itd.
Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jak najbardziej wskazane.
Dr Jerzy Jaśkowski
jerzy.jaskowski@o2.pl
www.PolishClub.org

 

***

Tak zwani politycy to nie żadni twórcy ideologii, ale marionetki do wykonania określonego zadania. Jak osobnik taki nie rozumie, do czego został wybrany, to znika ze ceny politycznej w błyskawicznym tempie. Albo zawał, albo wypadek samochodowy kończy jego karierę.
***
Żydzi do Polski zostali wpuszczeni dopiero za Kazimierza Jagiellończyka.
***
To, że w Rosji w 1917 roku wybuchła rewolucja, nie wynikało z żadnych praw dziejowych, ale z planu Sztabu Niemieckiego, który to starannie przygotował, a potem, jak to zwykle u Niemców, dokładnie zrealizował. To, że Lejba Dawidowicz Bronsztejn alias Trocki z ok. 10 000 byłych żołnierzy przyjechał do Rosji, to nie żadne prawo dziejowe, ale doskonale przygotowywana już od 1905 roku akcja bankierów amerykańskich.