Rozpadają się instytucje kłamstwa smoleńskiego. Podobny los czeka i samo smoleńskie kłamstwo. Komentarz prof. Wiesława Biniendy do sprawy rozwiązania Zespołu Laska

zespol-laska

O czym świadczy rozwiązanie Zespołu Laska? Myślę, że świadczy to o klęsce strategii rządu Tuska i Kopacz opartej na przekonywaniu Polaków do kłamstwa przez funkcjonariuszy partii rządzącej pod przewodnictwem sowicie opłacanego Dr. Laska.

Przez cały okres swojej działalności w sprawie tragedii smoleńskiej ani razu nie było stać zespołu Laska na merytoryczną dyskusję twarzą w twarz z ekspertami Zespołu Parlamentarnego oraz naukowcami prezentującymi rzetelne wyniki badan naukowych w ramach trzech Konferencji Smoleńskich. Woleli działać za parawanem szczelnej ochrony medialnej zapewnionej przez media rządowe i monologowali do społeczeństwa, pozując na fachowców, nie mając ku temu żadnych podstaw poza nominacją polityczną.

Symbolem ich sposobu działania była próba przekonania ekspertów międzynarodowych na tegorocznej konferencji ISASI w Augsburgu w Niemczech do wersji zawartej w raporcie Millera. Prezentowali się na tej konferencji jako oficjalni przedstawiciele rządu warszawskiego, starając się dyskredytować rezultaty prac naukowych przeczące tezom i wnioskom raportu Millera. Niemniej już po pierwszym pytaniu zadanym przez Glenna Jorgensena przyznali, że nie mają wiedzy, aby odpowiedzieć na zadane pytanie i oddalili się w pospiechu. Tak więc od razu ponieśli klęskę w pierwszej bezpośredniej konfrontacji z niezależnym ekspertem.

Najwyższa pora, aby obecny rząd przestał opłacać z pieniędzy podatników strażników kłamstwa smoleńskiego.

Mam nadzieję, że już niedługo Państwo Polskie rozpocznie rzetelne badanie przyczyn tragedii smoleńskiej oraz podejmie poważne starania na arenie międzynarodowej o odzyskanie wszystkich bezpośrednich dowodów w tej sprawie znajdujących się w posiadaniu Rosji.

Prof. Wiesław Binienda

Wies³aw Binienda

 

 

 

wpolityce.pl

*Wiesław Kazimierz Binienda (ur. 1956) – naukowiec, profesor University of Akron, dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej (Department of Civil Engineering) w Kolegium Inżynierii (College of Engineering) University of Akron w Akron w stanie Ohio w Stanach Zjednoczonych (od 2003 roku). Redaktor naczelny kwartalnika naukowego „Journal of Aerospace Engineering” wydawanego przez American Society of Civil Engineers (ASCE). Współdyrektor Gas and Turbine Research and Testing Laboratory w University of Akron (od 2003 roku). Autor licznych publikacji naukowych (w roku 2012: 79 publikacji, indeks h wynoszący 8). Specjalizuje się w inżynierii materiałowej, metodach obliczeniowych w fizyce ciała stałego i ich zastosowaniach w lotnictwie i astronautyce (mechanika pękania materiałów złożonych, analiza elementów skończonych, analiza dynamiczna problemów udarowych, analiza zmęczeniowa, analiza związana z płynięciem materiałów). Laureat wielu nagród, w tym przyznawanych przez NASA (m.in. NASA „Turning Goals Into Reality Award” w 2004 roku za udział w badaniach dotyczących poprawy bezpieczeństwa w konstrukcjach silników odrzutowych, w tym silnika GEnx) i przez ASCE (m.in. „Outstanding Technical Contribution Award” w 2011 roku za wybitny wkład w badania inżynieryjne związane z astronautyką). W 2008 roku American Polish Engineering Association (APEA) uznało go za jednego z najbardziej zasłużonych naukowców amerykańskich polskiego pochodzenia. Doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy. Zaangażowany w ujawnianie rządowych kłamstw mających na celu mataczenie i ukrywanie przed opinią publiczną prawdy na temat zamachu smoleńskiego.

Film Glenna Jørgensena na temat Smoleńska – Porównaj fakty. Włącz myślenie

Glenn Jørgensen, duński ekspert lotniczy, ekspert Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 roku kierowanego przez Antoniego Macierewicza,  w czasie III Konferencji Smoleńskiej (Warszawa, 20–21 października 2014 r.) wskazał na ewidentny dowód „nieścisłości” raportów MAK oraz komisji Millera.

Ekspert w czasie III Konferencji Smoleńskiej wskazywał, że podmuch, jaki musiałby wytworzyć przelatujący na wysokości kilku metrów [wg wersji MAK–Miller] tupolew, zdmuchnąłby z pewnością płot widoczny na zdjęciach.

Obejrzyj film.

Prześlij dalej.

Solidarni2010.pl

Glenn Jørgensen o swoich badaniach nad ustaleniem przyczyn katastrofy smoleńskiej:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/22/glenn-jorgensen-i-podsumowanie-iii-konferencji-smolenskiej-w-warszawie-20-21-pazdziernika-2014-r/

 

5 odsłon kompromitacji Komisji Millera

pancerna brzoza

To co napisałem poniżej, wiem z oficjalnych odpowiedzi doktora Laska na pytania senatorów Prawa i Sprawiedliwości.

Kompromitacja pierwsza: bez żadnych podstaw rozgrzeszyli rosyjskich kontrolerów.

Owszem, zarzucili im wprowadzenie w błąd pilotów, że byli na kursie i na ścieżce, ale natychmiast ich usprawiedliwili – napięcie emocjonalne, rozproszenie uwagi, niska asertywność wobec przełożonych… Czyżby Komisja siedziała w głowach kontrolerów i wie, że to było napięcie i rozproszenie uwagi? Skąd pewność, że w tym szaleństwie na wieży nie było metody?

Kompromitacja druga: nie zmierzyli brzozy ani wbitych w nią odłamków.

Na oko ustalili, że złamanie brzozy nastąpiło na wysokości 5,1 metra, podczas gdy prokuratura ustaliła, ze było to 6,66 metra. Nie zmierzyli też ułamanego wierzchołka brzozy, nie znają jego długości ani masy. Uznali, że to było niepotrzebne. No, oczywiście, jak ktoś ma gotową tezę i dopasowuje do niej raport, to nic nie jest mu potrzebne, ani wrak, ani czarne skrzynki, ani pomiar brzozy.

Nie zmierzyli też odłamków wbitych w brzozę. Lasek napisał w odpowiedzi, ze były trzy kawałki ze skrzydła długości kilkunastu centymetrów i szereg (szeregowo się wbiły?) mniejszych fragmentów. Brak dokładnych pomiarów wskazuje, że i ten dowód został zlekceważony. Lasek nie wyjaśnił też, skąd pewność, że odłamki zostały wbite przez samolot, a nie młotkiem. I skąd bez pomiarów wiedzieli, że te wbite kawałki pasowały do ubytków ze skrzydła?

A przecież od brzozy miała się zacząć destrukcja samolotu. Jak można było tak beztrosko potraktować kluczowe dowody?

Kompromitacja trzecia: nawet nie zmierzyli ułamanego skrzydła i nie wiedzą, ile sił nośnych utracił tupolew!

Lasek, dociskany kilkakrotnie do ściany przez senatorów, napisał, że urwany fragment skrzydła miał co najmniej 18 metrów kwadratowych. Co najmniej…, a co najwyżej? Komisja nie wie, bo go nie zmierzyła.

Nie zmierzyła, w związku z czym nie wie też, ile sił nośnych utracił tupolew. Lasek napisał, że co najmniej 10 procent. Co najmniej…, a co najwyżej? To są czyste kpiny przecież!

Kompromitacja czwarta: nie przeprowadzili badań fizycznych, czy brzoza mogła uciąć skrzydło, a skrzydło – brzozę.

Mimo wielokrotnych pytań senatorów PiS, ani Miller, ani Lasek nie wskazali, kto i kiedy obliczył siły działające na brzozę i na skrzydło, kto i kiedy naukowo ustalił, że brzoza ucięła skrzydło, a skrzydło równocześnie ucięło brzozę. Nie wskazali, bo nikt tego nie badał, nikt tego nie obliczał. Chała i tandeta, a nie badanie katastrofy!

Kompromitacja piąta i największa: nie przeprowadzili żadnych obliczeń aerodynamicznych!

Mam to od Laska na piśmie. Całe to gadanie o beczce, czy półbeczce, którą tupolew miał wykonać po utracie części skrzydła, nie jest poparta żadną nauką ani wiedzą. Jest wytworem fantazji członków Komisji Millera. Nie mają w tym zakresie żadnych badań, nikt tego u nich nie obliczał.

Jak walnęło, to się urwało, jak się urwało, to się obróciło, spadło i rozbiło – tyle mają do powiedzenia wybitni specjaliści Komisji Millera w sprawie aerodynamiki katastrofy!

Raport Komisji Millera to cenny dowód. W procesie o poświadczenie nieprawdy i karygodne niedopełnienie obowiązków.

Musi kiedyś dojść do takiego procesu…

Janusz Wojciechowski

wPolityce.pl