Watykan wraz z masonerią uciszają biskupów, manipulują nimi, szantażują, łamią ich sumienia. Dramatyczny list otwarty arcybiskupa Jana Pawła Lengi do Narodu Polskiego

abp jan pawel lenga

„Niestety w naszych czasach staje się coraz bardziej oczywiste, że Sekretariat Stanu w Watykanie obrał kurs politycznej poprawności. (…) W dzisiejszych czasach głos większości biskupów przypomina raczej milczenie baranów w obliczu rozwścieczonych wilków, podczas gdy wierni pozostawieni są samym sobie niczym bezbronne owce” – wzywa Polaków do pobudki abp Jan Paweł Lenga.

Poniżej prezentujemy dramatyczny list otwarty arcybiskupa Jana Pawła Lengi:

Refleksje na temat niektórych aktualnych problemów kryzysu Kościoła Katolickiego

Znałem osobiście wielu kapłanów, którzy byli więźniami stalinowskich więzień i obozów, i którzy mimo wszystko zachowali wierność wobec Kościoła. W okresie prześladowań z miłością wypełniali oni swój kapłański obowiązek głoszenia doktryny katolickiej, a jednocześnie wiedli godny żywot, naśladując Chrystusa, swojego niebiańskiego Nauczyciela.

Ja sam ukończyłem moje studia kapłańskie w podziemnym seminarium w Związku Sowieckim, zarabiając jednocześnie na chleb pracą własnych rąk. Zostałem wyświęcony na księdza potajemnie, pod osłoną nocy, przez bogobojnego biskupa, który sam cierpiał prześladowania za wiarę. Już w pierwszym roku mojego kapłaństwa zostałem wydalony przez KGB z Tadżykistanu.

Czytaj dalej „Watykan wraz z masonerią uciszają biskupów, manipulują nimi, szantażują, łamią ich sumienia. Dramatyczny list otwarty arcybiskupa Jana Pawła Lengi do Narodu Polskiego”

Reklamy

Gdzie jest najbardziej poszukiwany dokument w Polsce – słynny Tajny Aneks do raportu o likwidacji WSI?

tajny aneks

Czy treść najbardziej tajnego i pożądanego dokumentu w Polsce może trafić wkrótce do opinii publicznej? Czy zbliżające się wybory parlamentarne będą w tej sprawie odgrywać istotną rolę? Czy nowy prezydent Andrzej Duda po zapoznaniu się z aneksem zdecyduje się go odtajnić?

Czy może dojść do sytuacji, że dokument zostanie upubliczniony przez osoby do tego nieuprawnione? Zbigniew Stonoga już zapowiada taką publikację, jednak wcześniej wzywa jeszcze urzędującego prezydenta Komorowskiego do tego, by dokonał tego sam.

Proces likwidacji WSI nie został zakończony

W ostatnich dniach na nowo dyskutuje się o raporcie WSI. Proces likwidacji WSI nie został zakończony – mówią zgodnie zwolennicy tego, że sprawę dawnych wojskowych służb będzie trzeba na nowo zrewidować, a przede wszystkich zobaczyć, czy w prezydenckiej kancelarii tajnej nadal znajduje się najtajniejszy dokument w Polsce. Tajny aneks jest najbardziej pożądanym dokumentem ostatnich lat. Wielu osobom zależało na jego zdobyciu. Dziennikarze, politycy, a wśród nich sam Bronisław Komorowski, kiedy był jeszcze posłem w 2007 r., i to za cenę złamania prawa, chciał koniecznie poznać treść aneksu. Gdy Komorowski został prezydentem, a co za tym idzie, kiedy poznał zawartość dokumentu, nie zdecydował się na jego upublicznienie. Teraz z końcem jego prezydentury temat tajnego aneksu dotyczącego Wojskowych Służb Informacyjnych ożył ponownie. W całej kampanii prezydenckiej sztabowcy Komorowskiego, politycy z obozu władzy, a nawet zaprzyjaźnione media nie poruszały tego tematu w ogóle.

Co ważne, nikt nigdy wprost nie zapytał prezydenta, dlaczego nie zdecydował się ujawnić raportu.

Zwolennicy odtajnienia dokumentu twierdzą, że odpowiedź na to pytanie poznamy wtedy, kiedy aneks zostanie upubliczniony, bo jak twierdzą, jego treść jest druzgocąca dla samego Komorowskiego, jak i jego znajomych. Zapewne też poznamy odpowiedź, dlaczego Komorowski jako jedyny z posłów PO głosował przeciw likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w jednym z wywiadów odradzał ostatnio przyszłemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie ujawnianie raportu. Siemoniak co prawda nie zna treści aneksu, ale w jego ocenie nie jest to dobry pomysł.

Kim jest Stonoga i skąd ma tajny aneks?

Zbigniew Stonoga, który kilka tygodni temu w dość spektakularny sposób ujawnił akta śledztwa afery podsłuchowej, ujawnia, że jest również w posiadaniu załącznika trzynastego do tajnego raportu o WSI. Stonoga wzywa też w jednej ze swoich wypowiedzi, by prezydent Bronisław Komorowski upublicznił ów aneks przed zakończeniem swojej prezydentury.

Stonoga: Tajny aneks jest szokujący

W rozmowie z nami Stonoga zapewnia, że nie chce popełnić błędów przy publikacji tajnego załącznika do raportu o WSI, zauważa, że gdyby to zrobił, mógłby być narażony na zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo osób, które są w tym załączniku wymienione z imienia i nazwiska; dodaje, że dokument jest szokujący.

Stonoga na ostatnim swoim przesłuchaniu też miał pytać prokuraturę, czy ów dokument może upublicznić. Stonoga, jak twierdzi, zabrał dokument do prokuratury, która stawiała mu zarzuty za nielegalne upublicznienie akt śledztwa afery podsłuchowej tylko po to, by śledczy przekonali się, że on faktycznie posiada załącznik trzynasty do raportu o WSI. Nie liczył na jakieś ich oficjalne stanowisko w tej sprawie, bo nawet nie mają do tego żadnych kompetencji. Zdaniem Stonogi pomogło mu to o tyle, że warszawska prokuratura następnego dnia zdecydowała się na uchylenie wobec niego środków zapobiegawczych, oddano mu paszport i zniesiono policyjny dozór.

Zapytany przez nas, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej odrzuca wersję, jakoby śledczy załącznik do raportu widzieli. Informuje również, że faktycznie następnego dnia prokurator prowadzący śledztwo uchylił środki zapobiegawcze względem Stonogi. Bartosz Kownacki z PiS-u nie wierzy, by tym dokumentem dysponował Stonoga.

Prace nad raportem

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych został upubliczniony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w lutym 2007 r. Całość raportu opracowana była przez Antoniego Macierewicza i komisję weryfikacyjną, którą kierował, będąc wiceministrem obrony narodowej. Dokument zawierał kompleksowy opis wszelkich nieprawidłowości i patologii, do których dochodziło w czasie działalności WSI w latach 1991–2006, kiedy zapadła decyzja o ich rozwiązaniu. Mało kto pamięta, ale WSI powstały z wojskowych służb specjalnych komunistycznej bezpieki, a dokładnie z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (był to wojskowy wywiad PRL) oraz z Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu wojskowego w tamtym czasie.

Żołnierze WSI nigdy nie byli poddani weryfikacji. „Nową” służbę wojskową tworzyła solidarnościowa ekipa, m.in. minister Janusz Onyszkiewicz i wiceminister Bronisław Komorowski. To oni szefami WSI zrobili ludzi szkolonych w Moskwie przez KGB i GRU.

Zamiary opublikowania raportu przez Antoniego Macierewicza wywoływały ogromną wściekłość w niektórych środowiskach, zwłaszcza tych, gdzie ludzie z dawnych służb odgrywali ogromne znaczenie. W sprawę silnie zaangażowane były też niektóre media, zwłaszcza te związane z kapitałem prywatnym.

Obawiano się upublicznienia różnych informacji, na przykład tych, że największe fortuny wyrosły właśnie na bazie związków środowisk biznesowych z WSI, a wiele karier w mediach czy polityce nie mogłoby się rozwinąć, gdyby nie silne zaplecze wojskowej bezpieki. 

Na zakończenie prac komisji weryfikacyjnej powstał specjalny tajny aneks do raportu o WSI. Przekazano go prezydentowi Kaczyńskiemu w pojedynczym egzemplarzu.

Trwały też działania, by można było ów aneks opublikować. W czerwcu 2008 r. zapadło nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że Kaczyński miał pełne prawo opublikować raport, jednak z treścią tajnego aneksu musi się powstrzymać do czasu zmiany ustawy, na mocy której rozwiązano WSI, chodziło o to, by nowa ustawa była uzupełniona o tzw. gwarancję praw człowieka. Zwolennicy pełnej publikacji raportu uważali wtedy, że

Trybunał Konstytucyjny uniemożliwił skutecznie na długi okres jego publikację. To przez to orzeczenie aż do śmierci prezydenta Kaczyńskiego nie ujawniono aneksu trzynastego do raportu o WSI.

Kiedy w 2008 r. wybuchła afera marszałkowa, szybko okazało się, że jest to operacja byłych oficerów WSI, która miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. O sprawie pisał w swojej książce pt. „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios, który dowodzi, że związki Komorowskiego z aneksem do raportu WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Autor książki uważa też, że obecna prezydentura Komorowskiego jest ceną, jaką płacimy my wszyscy za zignorowanie istotnych zagrożeń i brak determinacji w wyjaśnieniu afery marszałkowej.

aleksander scios afera marszalkowaW książce „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios dowodzi, że związki Komorowskiego z Aneksem do raportu o WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem (fot. capitalbook.com.pl)

Jak na razie afera marszałkowa zakończyła się oskarżeniem dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L. [Lichockiego – przyp. TAW]. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł, ale

zeznawał w niej nawet prezydent Komorowski, który w kilku istotnych kwestiach, mówiąc delikatnie, mijał się z prawdą. Podczas przesłuchania w grudniu 2014 r. prezydent praktycznie cały czas zasłaniał się niepamięcią.

Bronisław Komorowski do dziś nie odpowiedział prawnie za próbę nielegalnego zdobycia aneksu z weryfikacji WSI. W 2009 r. prokuratura warszawska uznała, że Komorowski nie wyczerpał znamion czynu zabronionego.

Gdzie dziś jest tajny aneks?

Antoni Macierewicz twierdzi, że aneks na pewno do 10 kwietnia 2010 r. znajdował się w sejfie pałacu prezydenckiego. Nie ma jednak pewności, co z dokumentem stało się po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Spekulacji jest wiele, od czasu do czasu pojawiają się informacje, że ktoś mógł go widzieć, czytać, że ktoś poznał jego treść – wszystko to jednak do tej pory nie jest poparte faktami i wiarygodnymi źródłami.

Dlatego dziś niektórych dziwi wejście do sprawy nad dyskusją o tajnym aneksie Zbigniewa Stonogi, który ma plany ujawnienia dokumentu, bo, jak podtrzymuje, jest on w jego posiadaniu. Co prawda zaznacza, że sam nie ma gwarancji, czy dokument jest prawdziwy (nie jest opieczętowany) jednak informacje w nim zawarte wskazują, zdaniem Stonogi, na to, że może to być najbardziej pożądany dokument w kraju.

Wiemy, że Stonoga szuka możliwości weryfikacji aneksu, stara się skontaktować z osobami, które mogą mu w tym pomóc. Na ile będą to zabiegi sprawdzone i udane, trudno powiedzieć, ale, jeśli nie teraz, to kiedy opinia publiczna pozna tajny aneks do WSI? Czy istnieje szansa, że dokona tego nowy prezydent Andrzej Duda?

Antoni Macierewicz uważa, że nie ma żadnych przeszkód do opublikowania pełnego raportu, zaznacza też, że gdyby okazało się, że raportu w sejfie prezydenckim nie ma, to byłoby to ogromne naruszenie prawa i poważne przestępstwo. Wszystko wskazuje na to, że niebawem może na nowo rozpętać się burza o aneks WSI.

Paweł Miter

Paweł Miter

Dziennikarz śledczy „Gazety Finansowej”, publicysta „Warszawskiej Gazety”.

źródło: http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/pawel-miter/item/2037-gdzie-jest-aneks-wsi

 

Tego nie zobaczysz w telewizji! Prezydent Komorowski chowa się za plecami BOR-owców w odpowiedzi na dociekliwe pytania młodzieży o jego służbę dla KGB

„W jakim celu spotkał się pan z oficerem KGB Nikołajem Patruszewem?” – zapytał Bronisława Komorowskiego podczas jego spaceru po Warszawie Ziemowit Piast Kossakowski, członek młodzieżówki PiS. Spłoszony pytaniem prezydent schował się w tłum, a BOR-owcy nie pozwolili drążyć tematu. „Nie znam takiego faktu” – odpowiedział szef sztabu wyborczego Robert Tyszkiewcz, poseł PO.

„Gazeta Polska” w listopadzie 2011 r. informowała„W lipcu 2011 r. Bronisław Komorowski spotkał się nieoficjalnie z Nikołajem Patruszewem, byłym szefem rosyjskiej FSB (następczyni KGB). Prezydent, pytany przez nas o takie spotkanie, nie zaprzeczył”.

Gen. Nikołaj Płatonowicz Patruszew, Władimir Putin
Gen. Nikołaj Płatonowicz PATRUSZEW, Władimir Putin

Przypomnijmy, że w maju 2010 r., miesiąc po katastrofie smoleńskiej, Bronisław Komorowski i gen. Stanisław Koziej pojechali do Moskwy. Koziej osobiście spotkał się tam z gen. Nikołajem Patruszewem.

Warszawa, 01.02.2011. Szef BBN Stanisław Koziej (P) oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołaj Patruszew (L), podczas podpisania umowy, 1 bm. w Warszawie. (ps/kru) PAP/Paweł Supernak
Warszawa, 1.02.2011. Szef Biura Niebezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej (P) oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołaj Patruszew (L), podczas podpisania umowy.  (ps/kru) PAP/Paweł Supernak

Prezydent Komorowski – wiadomo to oficjalnie – spotkał się z Patruszewem 31 stycznia 2011 roku. Już wtedy fakt ten wzbudził niesmak – spotykali się bowiem głowa państwa polskiego i wysoki urzędnik rosyjskich służb, który nigdy nie krył wrogości do NATO

i kojarzony jest z ponurymi mordami politycznymi w Rosji.

Wizyta w Polsce Patruszewa, byłego szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, a obecnie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, miała miejsce w lipcu 2011. Patruszew, pełniący też funkcję prezesa związku siatkarskiego w Rosji, przyjechał do Sopotu, gdzie Rosjanie rozgrywali mecz siatkówki z Brazylią.

Gen. Nikołaj Płatonowicz Patruszew, Wladimir Putin
Gen. Nikołaj Płatonowicz PATRUSZEW, Władimir Putin

Na meczu siatkówki Brazylia–Rosja, rozegranym 8 lipca 2011 r. w Sopocie, Patruszew pojawił się incognito, ubrany w granatową koszulkę polo. Poruszał się samochodem porsche panamera na polskich numerach rejestracyjnych, pochodzącym z autosalonu biznesmena L. – jednego z najbardziej znanych w Sopocie dealerów samochodowych (pod koniec 2010 r. L. odkupił ów salon od G., bliskiego znajomego prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego). Byłemu szefowi FSB towarzyszyła ochrona w jasnym bmw, zarejestrowanym – jak twierdzą nasi informatorzy – na mieszkańca Gdańska, Mirosława B.

Siergiej Borisowicz Iwanow, Władimir Putin i gen. Nikołaj Płatonowicz PATRUSZEW
Siergiej Borisowicz Iwanow, Władimir Putin i gen. Nikołaj Płatonowicz PATRUSZEW

– Jeśli Patruszew nie przebywał w naszym kraju na oficjalne zaproszenie polskich władz, to sytuacja była niezwykła. Wyobraźmy sobie, że gen. Stanisław Koziej odwiedza prywatnie Rosję, poruszając się po niej autem na rosyjskich numerach i z rosyjską obstawą 

– komentował były pracownik polskiego kontrwywiadu.

Sprawa kontaktów Komorowskiego z byłym szefem FSB może pozornie kojarzyć się z sytuacją opisaną w 1997 r. przez dziennikarzy „Życia” w artykule „Wakacje z agentem”. Napisali oni, że ówczesny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski, spędzał urlop w tym samym ośrodku co rosyjski szpieg Władimir Ałganow. Dziwnym trafem miało to miejsce w Cetniewie, miejscowości w bliskim sąsiedztwie Juraty.

Niezalezna.pl