Najgroźniejsze bronie masowego rażenia: szczepionki, pestycydy i chemtrails, czyli trwałe smugi – dr Jerzy Jaśkowski

Od pewnego czasu otrzymuję e-maile z informacjami o dziwnych stronach internetowych, oczywiście krajowych, jak najbardziej państwowych instytucji, zaprzeczających „podstawowym prawom fizyki”, takich jak np. meteomodel.plInstytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB, naukaoklimacie.pl

Niestety doba ma tylko 24 godziny i oprócz śledzenia internetu trzeba się zajmować przyziemnymi sprawami, takim jak pranie, sprzątanie i czasami przygotowywanie sobie czegoś do jedzenia. Zdawanie się na kupne produkty jest w naszych czasach bardzo ryzykowne, o czym wiem z doświadczenia i opowieści znajomych przychodzących po porady. Choćby z powodu powszechnego dodawania do potraw glutaminianu, środka, który powinien być zabroniony prawnie.

http://www.polishclub.org/2015/07/12/dr-jerzy-jaskowski-uwazaj-na-produkty-zwane-spozywczymi/

http://alexjones.pl/aj/aj-technologia-i-nauka/aj-medycyna/item/90737-czym-ciebie-truja-glutaminian-sodu

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dr-jerzy-jaskowski-dofinansowywanie-przez-koncerny-szczepionkarskie-cz-2-2013-04

Ale jak to powiedział Minister Spraw Wewnętrznych, jesteśmy państwem formalnie istniejącym, pomimo pewnych atrybutów państwowości, takich jak hymn, parlament, wojsko czy policja w mundurach krajowych. Samodzielnie możemy także jeszcze organizować pochody uliczne i podobne imprezy, ale i te coraz częściej przejmowane są przez aktorów sceny politycznej.

Na wszelki przypadek przypomnę młodszym obywatelom, że od przewrotu wojskowego Piłsudskiego-Gineta-Selmana  [PGS] do przewrotu wojskowego Jaruzelskiego-Wolskiego-Słuckina [JWS], nie mieliśmy żadnych władz polskich.

PGS za 800 000 funtów otrzymanych od City of London sprywatyzował polski majątek narodowy, tj. kopalnie i huty. Rząd nie chciał tego zrobić, więc został usunięty.

https://wirtualnapolonia.com/2011/01/05/dr-jerzy-jaskowski-falszywi-bohaterowie/

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16604&Itemid=119

http://www.polishclub.org/2012/08/17/dr-jerzy-jaskowski-jak-sie-tworzy-falszywych-bohaterw-na-przykladzie-zoji-zawackiej/

Podobnie JWS przygotował zarówno obsadę personalną, jak i odpowiednie przepisy prawne do rozgrabienia majątku narodowego pod nazwą Okrągły Stół i masowe rozdawnictwo tytułów profesorskich za wierną służbę socjalizmowi. Kto opłacał JWS nie podano, ale zyski wyciągnęło City of London.

http://www.prisonplanet.pl/pol…/historia_polski,p984464282

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=16534&Itemid=119

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/dr-jerzy-jaskowski-twory-zwane-panstwem-a-nowe-choroby/

http://www.polishclub.org/2016/01/17/dr-jerzy-jaskowski-bliski-wschod-emigranci-chrzescijanie/

http://www.polishclub.org/2016/08/05/dr-jerzy-jaskowski-oglupianie-polakow-trwa-kwasniewski-cia-weterani/

Jak łatwo można sprawdzić, to rozdanie tylko w pierwszym roku stanu wojennego 1320 nominacji profesorskich, ma się odwrotnie proporcjonalnie do ilości patentów. W latach 70. mieliśmy jeszcze 500 patentów rocznie, a po tej epidemii profesorskiej spadliśmy do 100.

W tym samym okresie Korea Pd zwiększyła liczbę patentów do 14500, a Niemcy do 17500, posiadając siedem razy mniej wyższych uczelni, aniżeli Polska. Stąd odpowiednie obniżenie poziomu tzw. państwowych instytucji, udających zakłady naukowe. I nie ma tutaj wiele do rzeczy, że dzięki innemu agentowi J. Buzkowi alias Karol, nastąpiło obniżenie wydatków na naukę z ok 2.4% PKB do ok. 0.4%.

Ale za to stworzono system łapówkarstwa pod nazwą grantów. Wiem coś niecoś z doświadczenia ponad 40 lat pracy naukowej. Widziałem nawet oceny pisane przez „wybitnych” profesorów, dla prac w ogóle nie wykonanych, na co stosowne  dokumenty zostały złożone. Np. z powodu niezakupienia aparatu – densytometru przepływowego – przez dział aparatury, nie mogliśmy wykonać pracy dotyczącej zmiany ładunku powierzchniowego błon komórkowych, także komórek nowotworowych. Odpowiedni dokument z działu aparatury dołożyliśmy do akt. Dowiedzieliśmy się ze zdziwieniem, że p. prof. Stolarczyk, jeden z ważniejszych tajnych aktorów AMG, wysmarował recenzję, że nasza praca nie ma żadnych wartości i nic nie udowodniła, że próbki były źle dobrane itd. Innymi słowy, „wybitny” ekspert pisał z sufitu, dostawszy takowe polecenie?

http://www.polishclub.org/2015/09/04/dr-jerzy-jaskowski-nauka-tworzona-dekretami-urzedniczymi/

http://alexjones.pl/aj/aj-technologia-i-nauka/aj-medycyna/itemlist/user/130-jerzyjaskowski

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dr-jerzy-jaskowski-oglupianie-polakow-trwa-rotawirusy-2016-08

Dlaczego zajmuję się broniami masowego rażenia?

Jest to kontynuacja prac rozpoczętych jeszcze w latach 80., kiedy to morze zaczęło wyrzucać broń chemiczną, „utylizowaną” poprzez zatopienie w Bałtyku. Niestety, wojsko było tak zmęczone pracami lub piciem, że żadnych danych na temat, w jakich to miejscach topili te beczki, nie przygotowało.

Co to jest broń masowego rażenia?

Broń masowego rażenia, lub masowej zagłady, są to substancje chemiczne, jądrowe, radiologiczne, lub biologiczne, które mają zdolność do zabijania dużej ilości ludzi, lub przynoszą znaczne szkody materialne dla biosfery.

Oczywiście w internecie figuruje cała masa stron opisujących te bronie i wskazujących, że to nic nowego w arsenale wojska. Już przed wiekami podobno stosowano broń biologiczną  w postaci zatruwania studni z wodą. Trochę się zmienił cel stosowania tych broni i ich jakość.

Już nie trzeba robić grzyba atomowego za kilkaset milionów dolarów, oczywiście nie swoich pieniędzy, a pod pretekstem podatków, ukradzionych społeczeństwu. Obecnie wystarczy wmówić rolnikom i ogrodnikom, że te środki ochrony roślin, które im sprzedajemy, pozwolą zarobić kilkaset złotych więcej i sami będą ochoczo truli współobywateli. To, że pestycydy skracają życie o kilka – kilkanaście lat jest już tajemnicą starszych i mądrzejszych [St.Michalkiewicz].

Ale zacznę od czegoś bardziej współczesnego, to znaczy od trwałych smug, czyli „chemtrailsów”.

Najbardziej śmieszne jest to, że strony internetowe prowadzone przez pracowników państwowych instytutów nadal przeczą istnieniu tych trwałych smug. Jest to o tyle zabawne, że od razu widać, jak daleko lokalna nauka odbiega od światowej.

Poniżej wymienię listę tych epigonów nauki:

  1. prof.Szymon Malinowski -fizyk atmosfery,
  2. dr Aleksandra Kardaś – fizyk atmosfery,
  3. Marcin Popkiewicz – fizyk jądrowy,
  4. Antoni Bielewicz – dziennikarz,
  5. Michał Brenek – geograf, popularyzator nauki!
  6. Hubert Bugajewski – socjolog.

A Radę Naukową owego portalu stanowią:

  1. dr hab. Bogdan H. Chojnicki,
  2. dr hab. Piotr J. Flatau,
  3. prof. Wojciech Grabowski,
  4. prof.dr hab. Krzysztof E. Haman,
  5. dr hab. inż. Jacek W. Kamiński,
  6. prof. Zbigniew Kundziewicz
  7. itd. jeszcze z 7 nazwisk, które można znaleźć na stronie www.naukaoklimacie.pl

Ale szkoda czasu na czytanie. Ww. epigoni nauki podają: „Chemtrails nie istnieje. Wszystkie ”podejrzane” cechy smug kondensacyjnych wyjaśnia fizyka atmosfery”.

Zapomnieli tylko dodać, że w „naszym” wydaniu.

Jaki jest poziom merytoryczny tych osób wyjaśnia fakt, że

od dwu dekad wszystkie samoloty wojskowe i pasażerskie mają zainstalowane specjalne turbiny z „odwadniaczami”. A więc nie pozostawiają smug.

No, ale to trzeba wiedzieć, podpisując się dyplomem inżyniera. No, chyba, że bardzo dawno otrzymanym.

W opracowaniach światowych już od 70 lat widzimy poważne prace badawcze dotyczące inżynierii pogody i zmian nazywanych geoinżynierią. Pamiętam, przed wielu laty jak po raz pierwszy o tym pisałem, to pewien poczciwy stary profesor z politechniki, bodajże z Krakowa, zakwestionował pojęcie geoinżynierii, że to odnosi się do lokalnych budowli np. oczek wodnych. No cóż, takich mamy naukowców, jakich nam partia i Corona Temple wyszkolić pozwoliła. 

Przypominam, że przewrót PGS był dokonany za pieniądze Corona Temple, a przecież trudno pomyśleć nawet, że dając pieniądze, nie odebrali ich z nawiązką. Musieli przecież wyszkolić kadrę użytecznych idiotów [Goldman alias Lenin], którzy w sposób zrozumiały dla danego rejonu uzasadnią ich postępowanie. Tzw. dekomunizacji na uczelniach ani po 1920 roku ani po 1989 roku nie było. Panowie z City of London jeszcze tacy naiwni nie są, żeby pozwolić prawdzie wyjść na jaw.

Otóż prawo amerykańskie pozwala na testowanie substancji chemicznych i biologicznych na ludności cywilnej. Armia amerykańska takie testy przeprowadzała nawet w metrze w Nowym Jorku. O masowym używaniu żołnierzy w roli królików doświadczalnych podczas wybuchów jądrowych, pisano już wielokrotnie.

Przypomnę:

USA użyło ponad 248 000 żołnierzy w roli królików doświadczalnych, napromieniowanych podczas testów atomowych.

Armia Brytyjska trochę mniej, tylko 32000 młodych ludzi.

Armia Francuska ponad 20 000. Dopiero ostatnio zaczyna się o tym mówić.

Armia Sowiecka, brak oficjalnych danych. Nieoficjalnie ponad 500 000, nie licząc ludności cywilnej.

W samym Czarnobylu użyto 1 200 000 żołnierzy MGB do „ochrony” tego miliona pracującego przy usuwaniu gruzów ze zniszczonego reaktora. Inaczej przecież by pouciekali.

Są to dane uzyskane bezpośrednio od uczestników tych prac, prezentujących swoje referaty na Konferencjach Międzynarodowych, organizowanych przez nas w Gdańsku w latach 1991- 1995.

Wyniki badań medycznych tych żołnierzy nadal nie są publikowane. Jedyne udostępnione opinii publicznej dane zostały opracowane przez BSWBA, opublikowała je p. Sheila Grey, Sekretarz Generalnego tego Stowarzyszenia, która przekazała nam te opracowania.

Podam tylko jeden z wniosków: jeżeli młody człowiek 20 – 30-letni został napromieniowany w czasie tzw. eksperymentalnego wybuchu, jak to ładnie obecnie nazywają, to prawdopodobieństwo, że jego żona urodzi zdrowe dziecko wynosi jak 1:21, czyli na dwadzieścia jeden zajść w ciążę, urodzi się jedno zdrowe dziecko. Pozostałe dzieci będą miały wrodzone wady w rodzaju, brak powłok brzusznych, deformacje rąk i nóg, deformacje twarzy itd.

Ale kogo to obchodzi, „wojsko jest obrońcą granic, więc nie płaci za nic”, jak to swego czasu mówiono. Okazuje sie, że tak jest na całym Bożym Świecie.

Podrzucono mi parę linków do oficjalnych stron instytucji państwowych, czyli opłacanych z pieniędzy podatnika.

Teoretycznie kiedyś, bardzo dawno temu, to można było przyjmować zamieszczane w takich oficjalnych publikacjach informacje za prawdziwe i brać je pod uwagę w dalszym swoim działaniu. Obecnie, niestety jest dokładnie odwrotnie.
Nie będę opisywał tych dyrdymałów zamieszonych na stronach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie, ponieważ wstyd się przyznawać, że osoby tam pracujące posiadają wyższe wykształcenie.

W skrócie, wnioski Instytutu są następujące:

Żadnego opryskiwania nie ma,

To są wszystko wydumane przez pokręconych, żądnych sensacji osobników, opowiadania.

Wystarczy.

A co mówi na ten temat światowa nauka?

W artykule „Chemtrials Exposed: A History of New Project Manhattan” Peter A. Kirby wyjaśnia, że

od co najmniej 1996 roku, tj. od czasu opublikowania dokumentu Pentagonu pt. „Pogoda jako mnożnik siły na współczesnym polu walki”, wszelkie dyskusje odrzucające fakty trwałych smug, można uznać za mało poważny bełkot dezinformacyjny usłużnych trolli.

Podaje przykłady patentów: US Patent 486605 o wyrzucaniu z samolotów nanocząsteczek, czyli natryskiwanie atmosfery, mających za zadanie modyfikację pogody.

Patent nosi tytuł: Sposób i urządzenie do zmiany pogody w określonym regionie. Istnieje już 18 tzw. grzejników jonosfery, które w dowolnym regionie kuli ziemskiej mogą zmienić pogodę.

W Bibliotece Kongresu istnieje już dział publikacji pt. Sterowanie Pogodą. 

Ale już 30 lat wcześniej admirał Raborn, w styczniu 1963 roku, przedstawił dokument pt; „Nowe horyzonty dla Marynarki, nauka i rozwój”. Napisał w nim:

„Umiejętność kontrolowania pogody może wprowadzić większe zmiany w czasie wojny niż te, które miały miejsce w 1945 roku, wraz z wybuchem pierwszej broni jądrowej. Ciężkie burze, lub huragany, mogą wyrządzić więcej szkody, aniżeli siły wroga.

Konsekwencją tego dokumentu było powołanie ATMOS. Kolejnym programem było opracowanie Navy TENOC. Generalnie było to zamaskowane tzw. radarem pozahoryzontalnym. W skrócie, radar tzw. zwykły ma zasięg zgodny z krzywizną ziemi, czyli w granicach, w zależności od wysokości umocowania, od 28 do 60 km. Radar pozahoryzontalny ma zasięg kilku tysięcy km. Pisałem o tym przed kilku laty.

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/znikanie_pszczol_a,p1649349431

http://www.polishclub.org/wp-content/uploads/2015/07/Przypisy-Dr-Jerzy-Jaśkowski-Znikanie-pszczół-a-trwałe-smugi-Chemtrails.pdf

Placówka HARRP i kilkanaście innych  tzw. grzejników jonosfery rozmieszczonych na całym świecie, podlegają m.in. pod US Navy. Już w 1966 roku Komitet Międzyresortowy US, w dziedzinie nauk atmosferycznych, stworzył Panel Modyfikacje Pogody. Panel ten przygotował dokumenty, m.in.: „Obecne i przyszłe plany agencji federalnych w modyfikacji pogody i zmian klimatycznych.”

Na stronie 17 znajdujemy akapit:

„Przewiduje się kilka prac wielkoskalowych finansowań do testowania modyfikacji pogody. Typowe systemy mogą być zawieszone obok dysz samolotów i rozpylać substancje wielkości kropli, w których ładunki elektryczne mogą zostać wprowadzone jednobiegunowo. Widmo wielkości kropli może być regulowane do każdego dystrybutora”.

Komitet Międzyresortowy Nauki Atmosfery zgodził się do przygotowania narodowego Programu Modyfikacji Pogody.

Międzyresortowy Komitet nauki o Atmosferze ICAS został utworzony w 1959 roku  w celu nadzorowania i koordynowania działań w tym kierunku.

W Raporcie z 1969 roku pt. „Chmury elektrycznie modyfikowane”, na str. 37 stoi jak byk: Narodowa Fundacja nauki rozwija temat: środki do wtryskiwania znacznych ilości ładunków sztucznych w chmury.

W kolejnych raportach z 1971, czy 1973 roku, ICAS podaje, że prace przebiegają pomyślnie i coraz więcej sposobów jest opracowywanych.

US Patent 5003186: Rozsiew w stratosferze w celu redukcji globalnego ocieplenia, został złożony w 1991 roku przez Hughes Aircraft Corporation. Patent opisuje rozpylanie cząstek stałych w górnych warstwach atmosfery. Autor David B. Change  podaje, że najlepszy do tego celu jest tlenek aluminium. Patent został przyjęty przez Raytheon i jest realizowany. Reytheon to jeden z największych koncernów zbrojeniowych na świecie.

Musimy tutaj się zatrzymać.

Oczywistym jest dla każdego po szkole podstawowej, że jak coś rozsypiemy wysoko, to musi upaść nisko. Jeżeli dziesiątki ton tego tlenku aluminium rozsypuje się nad naszymi głowami, to jedynym odkurzaczem są płuca nasze i zwierząt.

A co robi aluminium w naszym organizmie?

Otóż aluminium jest znaną neurotoksyną i w skali szkodliwości zajmuje to samo miejsce, co rtęć. Pierwszym objawem uszkodzenia naszego mózgu przez aluminium są zaburzenia poznawcze. Jeżeli dzieje się to wcześnie, tj. koło 40 roku życia, to kończy się to chorobą tego Niemca, Alzheimera. Wiadomo o tym od co najmniej 4 dekad.

Na zaburzenia poznawcze w starszym wieku nakładają się zmiany miażdżycowe naczyń mózgowych, co klinicznie nazywamy demencją.

Typowe objawy to:

• trudności wykonywania codziennych zadań takich jak:

• płacenie rachunków, dbanie o higienę, brudne, poplamione spodnie u mężczyzn,

• zadawanie kilkakrotne tego samego pytania.

• trudności w podejmowaniu decyzji,

• zmiany osobowości, lub/i utrata zainteresowania,

• zapominanie zamykania drzwi, gaszenia światła, itd,

• nierozpoznawanie znajomych,

• łatwe denerwowanie się osoby dawniej spokojnej.

Muszę dodatkowo przypomnieć, że podawane powszechnie szczepionki zawierają także aluminium, w ilości wg FDA od 1470% do 49000 % większej, aniżeli dopuszczalne normy toksykologiczne.

Innymi słowy, oprócz wdychania nanocząsteczek aluminium, nasze dzieci są dodatkowo trute bezpośrednimi wstrzyknięciami aluminium do krwioobiegu. Czym to się różni od wstrzykiwania w obozach koncentracyjnych trucizn, nie specjalnie wiem. Jedyna widoczna różnica polega na tym, że po wstrzyknięciu fenolu efekt był natychmiastowy, a po wstrzyknięciu szczepionki z aluminium, na wszelki przypadek nie prowadzi się badań pod kątem, co się z takimi dziećmi po 5 – 10 latach dzieje.

Szczepionki które zawierają nadmierne ilości aluminium to:

*Wirusowe zapalenie wątroby A i B

*PTaP Błonica Tężec, Krztusiec,

*szczepionka przeciwko pneumokokom, obecnie tak nagłaśniana i wmuszana, a to tylko poczciwa dwoinka zapalenia płuc z XIX wieku.

*i oczywiście Gardasil stosowany do sterylizacji dziewczynek.

Jak wiadomo wszystkie ww. szczepionki są masowo podawane polskim dzieciom! Niestety przez polskich lekarzy!

„Current Mediacal Chemestry” podaje:

„Badania eksperymentalne wyraźnie wskazują, że adiuwanty glinowe [aluminiowe podawane w szczepionkach] wywołują poważne zaburzenia immunologiczne u ludzi. W szczególności aluminium w postaci adiuwantu niesie ryzyko dla autoimmunizacji, długotrwałego zapalenia mózgu i związanych z tym powikłań neurologicznych, zatem mogą mieć głębokie i rozlegle niekorzystne konsekwencje dla zdrowia”.

American Academy od Paediatric oficjalnie przyznaje, że:

„Aluminium jest obecnie znane jako zakłócające różne metaboliczne procesy komórkowe w układzie nerwowym i innych tkankach”.

Aluminium może swobodnie poruszać się w naszym mózgu, gromadząc się w większych ilościach w określonych punktach. Może wchodzić do neuronów i komórek glejowych – astrocytów i mikrogleju. Innymi słowy, może powodować przesadne reakcje mikrogleju.

Niektóre skojarzone szczepionki mogą zawierać do 850 mcg aluminium, np. Pediatrix.

A latach 1970. dziecko otrzymywało 3-4 szczepionki, obecnie starsi i mądrzejsi chcą podawać juz 17 – 20 szczepionek. Jak tego nie nazywać inaczej, jak depopulacją?

Aluminium jest nie tylko toksyczne samo w sobie, ale zaburza wydalanie rtęci.

Jak wiadomo, w niektórych szczepionkach rtęć nadal się znajduje.

Jak wiadomo powszechnie, rtęć znajduje się w dużych ilościach w rybach hodowlanych. Sanepidy nie prowadzą badań koncentracji rtęci w rybie sprowadzanej z Norwegii czy Szwecji. Obecnie na rynku mamy już 67 milionów ton ryb z hodowli. Praktycznie nie ma ryb z naturalnych połowów. Innymi słowy, z powodu aluminium, rtęć niewydalana kumuluje się w naszym mózgu.

Dlaczego ja się tym tematem zajmuję?

Ponieważ już w połowie lat 70. prowadziłem doświadczenia nad wpływem ładunków elektrostatycznych na wzrost guzów nowotworowych czy gojenie się ran. Tak, to było bardzo dawno, ale jak widać, nie dosyć dawno dla obecnych „koryfeuszy” nauki. Oni jeszcze do dzisiaj nie przyswoili sobie tej wiedzy.

To samo dotyczy PT Pediatrów, którzy bezmyślnie realizują procedury urzędnicze. Jak to mówią „dla świętego spokoju”.

Na jeden raz chyba starczy.

Ale proszę samemu przeanalizować podane przykłady: czy to nie jest broń masowego rażenia?

Po drugie, po jaką ……trzymamy te „naukawe instytuty” od pogody, jeżeli ich pracownicy mają takiezaległości merytoryczne? Nieodparcie rodzi się także pytanie, dlaczego Uniwersytet Warszawski finansuje takie duby smolone?

Czyżby już tak się obniżył poziom, że nie są w stanie odróżnić elementarnej wiedzy od dezinforamcji?

Czy może jest to dowód wprost realizowania przez Brukselę programu ogłupiania społeczeństwapomiędzy Odrą i Bugiem poprzez lokalnych trolli?

Do tematu powrócę.

www.naturalnews.com z 15 sierpnia 2016 r.

www.naturalnews.com/054983/

www.articles.mercola.com/archive/2011/0/21

PMID 22235057

www.articles.mercola.com z 28 lipca 2016 r.

www.natural news.com/z055109 z 27 sierpnia 2016 r.

http://www.guardian.co.uk/environment/2008/may/23/wildlife.endangeredspe
cies

Federalny Urząd Ochrony Konsumentów i Bezpieczeństwa Żywności

http://www.guardian.co.uk/environment/2011/apr/04/honeybees-entomb-
hives

(Colony collapse disorder – masowe giniecie pszczół)

http://www.grist.org/article/2011-01-21-top-USDA-bee-researcher-also-found-
Bayer-pesticide-harmful

http://www.beeuntoothers.com/index.php/resources/microbe-refs

http://www.kirkwebster.com/index.php/collapse-and-recovery-the-gateway-to-
treatment-free-beekeeping

http://www.kirkwebster.com/index.php/a-practical-plan-for-removing-all-
treatment-from-commercial-apiaries

http://spectregroup.wordpress.com/2011/04/22/not-poisoning-honeybees/

https://www.youtube.com/watch?v=fZqrMaAzYco

https://www.youtube.com/watch?v=SpVFv4NwWLQ

https://www.youtube.com/watch?v=PiBiXvLXDS4

https://www.youtube.com/watch?v=ldGuW6MbvVw

youtube https://www.youtube.com/watch?v=J-Afcb7Ya8?feature=oembed

youtube https://www.youtube.com/watch?v=BxCrtsranP8?feature=oembed


youtube https://www.youtube.com/watch?v=GUVrD5pkZ_4?feature=oembed

youtube https://www.youtube.com/watch?v=y4IPBzXfkYs?feature=oembed

youtube https://www.youtube.com/watch?v=s_7s07tg7ww?feature=oembed

youtube https://www.youtube.com/watch?v=6rJqLnCaPHs?feature=oembed


https://www.youtube.com/watch?v=sDtWdZ4pbHk

naukawpolsce.pap.pl z 26 kwietnia 2015 roku.

http://www.polishclub.org/2013/07/21/dr-jerzy-jaskowski-geoinzynieria-
wojna-o-panowanie-nad-swiatem-czesc-1/

http://www.prisonplanet.pl/multimedia/geoinzynieria_cicha_wojna,p20219978
70

youtube https://www.youtube.com/watch?v=E_BcIf855FE?feature=oembed

http://gloria.tv/?media=592317&language=YiwzPCkSG6u

http://educodomi.blog.pl/2014/07/13/50-prac-o-historii-2/

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/znikanie_pszczol_a,p164934
9431

http://chemtrailswielun.blogspot.com/2013/05/znikanie-pszczo-trwae-smugi-
chemtrials.html

Z cyklu: „P-135, Państwo istnieje formalnie”

 

Dr Jerzy Jaśkowski

Gdańsk, 11.09.2016 r.

kontakt: jerzy.jaskowski@o2.pl

  • Celare fraudem fraus est, czyli ukrywanie oszustwa jest oszustwem
  • 100% ludzi w Polsce posiadło umiejętność czytania i pisania, 98% z nich nie wie, w jakim celu – jj

źródło:

http://educodomi.blog.pl/2016/09/13/najgrozniejsze-bronie-masowego-razenia-szczepionki-pestycydy-i-chemtrails-czyli-trwale-smugi/

 

 

Reklamy

Wykład z cyklu korepetycje dla lemingów. Polska jako rekompensata dla Żydów. Grzegorz Braun analizuje sytuację międzynarodową

braun

Imperium amerykańskie nie włącza istnienia suwerennego państwa polskiego do swojej racji stanu — uważa Grzegorz Braun, który w rozmowie z Agnieszką Piwar szczegółowo analizuje międzynarodową sytuację oraz zbliżającą się, według niego, wojnę między światowymi mocarstwami. W tych rozgrywkach deserem dla Żydów ma być właśnie Polska.

Wielokrotnie wyrażał Pan przekonanie, że państwo polskie nie istnieje, a na naszym terytorium kosztem narodu polskiego realizowany jest całkiem inny projekt polityczny…

— Owszem, tak to nazywam: „KONDOMINIUM ROSYJSKO-NIEMIECKIE POD ŻYDOWSKIM ZARZĄDEM POWIERNICZYM” – to jest scenariusz da nas przewidziany. Przez kogo? Przez międzynarodowe konsorcjum naszych tradycyjnych zaborców i okupantów. Że Moskwa i Berlin robią wszystko, by zgodnie układać wzajemną współpracę – to widać gołym okiem. Byłoby pół biedy, gdyby oba te kraje sięgały do głębi swych własnych najwspanialszych tradycji. Ale jedni i drudzy upierają się czerpać bardzo płytko – horyzonty ich racji stanu zakreślają więc z jednej strony Piotr i Katarzyna do spółki ze Stalinem, a z drugiej – paru kolejnych Fryderyków i Bismarck ze Stresemannem. Że ta współpraca jest ostatecznie zawsze po naszym trupie – to wiadomo z historii.

Dlatego trafna była wstępna diagnoza pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, który przed paru laty wspominał właśnie o istnieniu „kondominium rosyjsko-niemieckiego” na naszym terytorium. Ja jednak czuję się w obowiązku tę diagnozę twórczo rozwinąć i uzupełnić o „żydowski zarząd powierniczy”. Bo jeśli dostrzegamy, że na post-peerelowskiej scenie politycznej działają niemal ostentacyjnie: partia ruska i partia pruska, to zachowując uczciwość intelektualną musimy też zauważyć partię interesów żydowskich. To jest oczywiście ten słoń w menażerii, którego większość uczestników życia publicznego usilnie stara się nie zauważać. Czemu? Bo jest oczywistym, że to w sposób szczególny zagraża śmiercią – co najmniej cywilną. Tymczasem bez uwzględnienia tego kluczowego, śmiem twierdzić, elementu, wszelkie dalsze dywagacje tracą spójność.

Wydaje się jednak, że dążenia Niemiec i Rosji do podporządkowania sobie Polski są nie do pogodzenia z silną obecnością USA w Europie Środkowej – ten konflikt interesów, to chyba dla nas okoliczność pomyślna?

— Owszem, z jednej strony recydywa paktu Ribbentropp–Mołotow jest projektem priorytetowym zarówno dla Moskwy, jak i Berlina – i chodzi tu dziś nie tyle o wspólne plany militarne, ile o pakt gospodarczy, który był również podstawą sojuszu Hitlera ze Stalinem. Im chodzi zawsze o to samo – o wzajemną transfuzję rosyjskich surowców i niemieckich technologii. Z drugiej strony Amerykanie, chcąc zachować rolę „wujka” na kontynencie europejskim, muszą utrzymać rolę głównego i nieodzownego arbitra w Europie Środkowej. Dlatego m.in. zdecydowali się tak energicznie wkroczyć na Ukrainie – czego tu szerzej nie omówię.

Zauważę tylko, że wobec wszystkich tu wymienionych graczy (zarówno Rosji z Niemcami, jak i USA) Żydzi mogą uchodzić za najlepszego mediatora i rzecznika międzynarodowego kompromisu, przy czym mogą się powoływać na bardzo solidne argumenty z historii. Nie było wszak bardziej lojalnych i konsekwentnych rzeczników niemczyzny na ziemiach polskich niż Żydzi, którzy tradycyjnie okazywali się lepszymi Prusakami od samych junkrów pruskich (co możemy prześledzić na licznych przykładach z historii: od afery Lehmanna 1721 po np. żydowski pogrom Polaków w Buku 1848). A z drugiej strony nie było na ziemiach polskich elementu silniej rusyfikującego, a zatem deopolonizującego, niż Żydzi-litwacy (patrz np.: uwagi Józefa Piłsudskiego „Do towarzyszy socjalistów żydów” czy inicjatywa Wolnego Miasta Białegostoku 1918). Jednych i drugich łączyła powszechna obojętność – w momentach próby posunięta do otwartej wrogości – wobec sprawy polskiej.

W momentach dziejowej próby diaspora żydowska orientowała się z jednoznacznym dystansem wobec polskich aspiracji państwowych – tak było zawsze, gdy ważyła się sprawa istnienia i kształtu ustrojowego Rzeczypospolitej.

Nie szukając już przykładów z poprzednich stuleci, widzimy zawsze to samo: w latach 1918-21 (we Lwowie czy w Wersalu, a potem nawet w polskim Sejmie Żydzi walczą z zasadą suwerenności Polaków na własnym terytorium); w roku 1939-40 (elity żydowskie w znacznej większości traktują państwo polskie jako upadłe, swój los wiążąc wyłącznie z władzami okupacyjnymi, inwestując czy to w projekt sowietyzacji, czy gettoizacji, tak czy inaczej wypowiadając lojalność państwu polskiemu); i poczynając od roku 1944 (gremialnie opowiadając się za sowietyzacją Polski i uczestnicząc w akcjach prowadzących do pauperyzacji i eksterminacji polskich patriotów); a wreszcie znów od roku 1989 (Żydzi inwestują gremialnie w formacje polityczne i ideowe otwarcie kwestionujące ideę suwerenności narodu polskiego – najbardziej oczywisty przykład, to oczywiście „GWiazda śmierci”, jako jeden z centralnych ośrodków walki z polską tradycją i suwerennością).

Tego wszystkiego śladu nie ma w świeżo otwartym Muzeum Historii Żydów Polskich, gdzie z jednej strony prezentuje się en gros antypolską, judeoidealistyczną narrację, a z drugiej – na otarcie łez – jak zwykle bierze się Polaków pod włos zafałszowanymi legendami „żydowskiego patriotyzmu” (z dyżurnymi: pułkownikiem Berkiem Joselewiczem, rabinem Berm Meiselsem i Jankielem z „Pana Tadeusza”), co jest oczywistym żerowaniem na ignorancji, jaką w tej tematyce cechuje się polska inteligencja. Ja zaś mając więc w tej historii jakie takie rozeznanie, a z drugiej strony śledząc bieżące doniesienia prasowe – w tym pojawiające się m.in. takie „balony próbne”, jak „RUCH RENESANSU ŻYDOWSKIEGO W POLSCE” czy działania izraelskiego zespołu rządowego HEART – stwierdzam, że projekt instalacji żydowskiej suwerenności w Europie Środkowej jest bardzo realny. A aktualna aktywizacja agentury amerykańskiej u nas bynajmniej tego niebezpieczeństwa nie redukuje – wręcz przeciwnie.

Co Pan ma na myśli, mówiąc o „aktywizacji agentury amerykańskiej”?

— Że w Polsce działają oprócz agentur państw ościennych także agentury inne, np. amerykańska – tego trudno nie zauważyć. Pisał o tym zresztą bardzo otwarcie np. red. Tomasz Sakiewicz z „Gazety Polskiej” – tyle że wolał używać elegantszego kryptonimu: „alianci”.

Niektórym polskim patriotom zdaje się, że wyłącznie niezłomna lojalność sojusznicza wobec Stanów Zjednoczonych dać może punkt oparcia dla jakiejkolwiek polityki niepodległościowej. Ja ten pogląd pojmuję, ale nie podzielam. Problem bowiem w tym, że warunkiem sine qua non takiej polityki musi być pełny konformizm wobec roszczeń żydowskich i bezkrytyczny stosunek do państwa położonego w Palestynie. Taką politykę w jej najlepszym wydaniu realizował niewątpliwie z wielkim oddaniem ś.p. Prezydent RP Lech Kaczyński – i otóż horyzonty tej szkoły polskiego patriotyzmu wyczerpały się ni mniej, ni więcej 10 kwietnia 2010 roku w zamachu smoleńskim.

„Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły” – tyle warta okazała się niezłomna lojalność śp. Prezydenta wobec Waszyngtonu i Tel-Avivu, że nawet na jego pogrzebie nikt stamtąd się nie pokazał. Warto więc oczywiście starać się o jak najlepszy PR i jak najskuteczniejszy lobbing na rzecz polski za Atlantykiem, ale warto widzieć horyzonty naszych możliwości na tamtym gruncie.

Pańska wizja zaangażowania USA w reaktywację „Judeo-Polonii” łatwo może być zaliczona do „teorii spiskowych”.

— Ja po prostu realnie oceniam możliwości polskiego i żydowskiego lobbingu w Waszyngtonie. I wyobrażam sobie, że Żydzi bez większego trudu mogą przedstawiać się jako jedyni wiarygodni gwaranci utrzymania amerykańskiej obecności na kontynencie europejskim. Co zapewne nie przeszkadza im jednocześnie udzielać analogicznych gwarancji „ubezpieczeń wzajemnych” wobec Niemiec i Rosji. Komu się to wydaje księżycowe, ten najwyraźniej ma krótką pamięć historii, w której interesy diaspory i państwa żydowskiego nierozłącznie splatały się z interesami Anglosasów. I warto, by te lekcje przerobili ci, którym zdaje się, że polski lobbing może skutecznie rywalizować z żydowskim w Waszyngtonie czy Londynie.

Gdzie szukać analogii?

— Warto pamiętać, że np. Wielka Brytania (z czego większość polskiej inteligencji, nawet historyków, nie bardzo zdaje sobie sprawę) była bodaj najbardziej konsekwentnym wrogiem polskiej niepodległości i rzecznikiem obcych interesów na naszym terytorium. Najpierw chodziło o interes pruski, bo to Prusy, pierwsze i największe państwo protestanckie na kontynencie były najważniejszym protegowanym Londynu. Nota bene: bezstronna historiografia powinna właśnie Wielką Brytanię wymieniać jednym tchem razem z Rosją, Austrią i Prusami, jako czwartego naszego rozbiorcę – Londyn domagał się cesji Torunia i Gdańska na rzecz Prus bardziej otwarcie, niż czynił to sam Berlin. Mówię, ma się rozumieć, o epoce rozbiorowej. A następnie Wielka Brytania staje się najpoważniejszym narzędziem realizacji politycznych aspiracji diaspory żydowskiej – co staje się zupełnie jawne już w połowie XIX wieku, gdy np. sir Mojżesz Montefiore odbywa misje polityczne w naszym regionie jednocześnie występując np. wobec władz rosyjskich jako dyplomata brytyjski, a zarazem jako oficjalny żydowski lobbysta. Dlatego nie jest dla mnie zaskoczeniem, że np. brytyjska Izba Lordów angażuje się teraz tak silnie w sprawę egzekwowania żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski.

Otóż problem w tym, że nasi transatlantyccy sojusznicy, których niezawodnym „aliantem” stara się być np. red. Sakiewicz, pełnią obecnie wobec państwa położonego w Palestynie tę samą usługową rolę, jaką Wielka Brytania pełniła wobec diaspory żydowskiej w okresie przedpaństwowym. Nie wydaje mi się, by w aktualnych okolicznościach polska racja stanu mogła znaleźć w elicie amerykańskiej zrozumienie trwalsze i głębsze, niż znajdowała w elicie brytyjskiej. I nie sądzę, by na dłuższą metę mogło tu cokolwiek zmienić powoływanie się na życzliwość, jaką darzyli podobno Kościuszkę „ojcowie założyciele” Stanów Zjednoczonych. Co innego Jefferson z Waszyngtonem, a co innego Hilarzyca Clintonowa, której zaangażowanie w sprawę roszczeń żydowskich jest znane. Skoro mowa o roszczeniach majątkowych – sądzę, że roszczenia te, ujęte wspólnie ze zobowiązaniami dłużnymi, których tyle narobiło nam państwo peerelowskie, a następnie państwo post-peerelowskie dodało w postępie geometrycznym – wszystko to razem doprowadzi do powtórzenia operacji z przełomu lat 80. i 90: konwersji długu na wpływy polityczne. I jest to perspektywa bynajmniej nieodległa.

Jak bliska?

— To się już dzieje. Ten sam minister Schetyna, który całkiem świeżo wypowiedział w naszym imieniu wojnę rezunom islamskim (po spotkaniu z sekretarzem Kerrym w Waszyngtonie w dniu masakry paryskiej) – parę miesięcy temu wyrażał przekonanie, że stać nas na wielomiliardowe „odszkodowania” dla Żydów. Słowo „odszkodowania” biorę w cudzysłów – bo chodzi przecież o brutalny szantaż, a nie żadne należne rekompensaty. Żydzi domagają się bowiem od Polski, by uznała dziedziczenie z mocy „prawa krwi” – aby organizacjom powołującym się na wspólnotę plemienną wypłacono haracz rekompensujący utracony majątek zmarłych osób fizycznych. To byłoby oczywiste złamanie zasad cywilizowanego prawa – ale establiszment III RP nie reprezentuje w tej sprawie ani cywilizacji, ani interesu narodowego. Pomijam już fakt, że niepodległe państwo polskie nie miało nic wspólnego z tymi stratami, powstałymi w wyniku przestępczych aktów mordu i grabieży popełnianych pod jurysdykcją narodowych lub międzynarodowych socjalistów okupujących nasze terytorium od roku 1939. Ale pan Schetyna tę antypolską i bezprawną logikę przyjmuje za swoją. I być może w tym szaleństwie jest metoda: może wciągnięcie Polski w „wojnę z terroryzmem” ma doprowadzić do aktów terroru, które posłużą jako doskonały pretekst do zaprowadzenia na naszym terytorium stanu wyjątkowego, pod którego osłoną warszawski reżim wywiąże się z wszelkich obietnic, jakie w naszym imieniu poczynił.

Jakich obietnic?

— Sęk w tym, że nie wiemy dokładnie, jakich. Nie wiemy np., jaki był nadzwyczajnej cel wizyty rządu warszawskiego w Jerozolimie przed czterema laty. Nie wiemy, co miał na myśli pan Bobby Brown, przewodniczący rządowego zespołu ds. rewindykacji, gdy przed rokiem mówił o „przełomie” w sprawie. Nie wiemy, czego dotyczyły słowa prezydenta Izraela, Rubena Rywlina, który jesienią zaszczyciwszy swoją obecności otwarcie Muzeum Historii Żydów Polskich (gdzie nb prezentował jawnie zafałszowane, polonofobiczne pojmowanie przeszłości) przy okazji wspomniał, że co do „zwrotu mienia żydowskiego”, to on „zna obietnice i umowy, które zostały zawarte”. Na tym właśnie polega problem, że on je zna – a my nie. A patronat nad operacją egzekwowania tego wymuszenia rozbójniczego sprawują – o ironio – nasi przyjaciele z ambasady przy Pięknej.

Powątpiewa Pan o wartości zobowiązań sojuszniczych ze strony Stanów Zjednoczonych?

— Problem w tym, że nie dostrzegam na razie żadnych poważniejszych zobowiązań. Zobowiązania – i to „stachanowskie” – podejmujemy w tej relacji wyłącznie my. I tylko my ponosimy realne koszta – zarówno polityczne, np. w sprawie kiejkuckiej, jak i finansowe, mając np. łaskawe przyzwolenie na zakup F-16, które w razie wojny i tak odlecą w siną dal (tj. zgodnie z planem NATO zostaną zawczasu przebazowane na lotniska niemieckie). Ostatnio znów ogłoszono jako wielki sukces w naszych stosunkach fakt, że Amerykanie sprzedadzą nam za 250 milionów dolarów system rakietowy JASSM – ale przecież wcale nie wiadomo, czy transakcja uwzględnia klucze do obsługi tego systemu, a zatem nie jest jasne, czy będziemy mieli możliwość autonomicznego dysponowania tą bronią. Poza tym jeszcze jesienią ubiegłego roku Senat USA zdecydował o wykreśleniu z planów na najbliższy rok wytycznych realnego dozbrojenia Wojska Polskiego. Mimo to z naszej strony, z ust ministra Schetyny znów padło zobowiązanie do głębszego zaangażowania w wojnę z muzułmanami. Co ma naprawdę z tego wynikać – poza zwiększeniem zagrożenia, że owi ekstremiści wezmą w końcu na celownik Polskę – to czas pokaże. Cokolwiek jednak obiecują Amerykanie – warto pamiętać, czym skończyły się obietnice legendarnego „off-setu” za nasze zaangażowanie w Iraku.

Proszę przypomnieć – czym?

— Niczym. Dokładnie niczym. Owszem, sporo naszych żołnierzy nabyło niebagatelnego doświadczenia – ale to jest korzyść względna. Bo przecież za własne pieniądze zainwestowaliśmy tu również w rezerwy kadrowe potencjalnej amerykańskiej i izraelskiej agentury. Ale jeśli idzie od korzyści strategiczne, państwo polskie nie osiągnęło zaangażowaniem w te wojnę dokładnie nic. Na kolejnym zakręcie dziejowym Waszyngton odpłacił nam za naszą lojalność „resetem” – tj. po raz kolejny podał nas na tacy Moskalom.

Uważa Pan zatem, że kontynuacja sojuszu transatlantyckiego byłaby dla Polski szkodliwa?

— W żadnym wypadku, nie zakładam niczego z góry. Zgódźmy się jednak, że przynajmniej do tej pory sojusz ten pozostaje dla nas rozczarowujący, bo w znacznej mierze bezowocny. Trzeba by więc i w tej rozgrywce wreszcie powiedzieć: „sprawdzam”. Trzeba, by i te stosunki wreszcie się urealniły. Przykładowa sprawa wiz jest tu najzupełniej elementarna, oczywista i dziecinnie prosta do rozstrzygnięcia. Póki obywatele Polski muszą znosić uciążliwości i upokorzenia związane z amerykańską procedurą imigracyjną (o kosztach nie wspominając) – nie widzę powodu, by obywateli amerykańskich nie miały dotyczyć identyczne zasady. Wyjątek uczyniłbym może dla obywateli USA legitymujących się polskim pochodzeniem.

Ale teraz jesteśmy przecież już po „resecie resetu” i Waszyngton energicznie wrócił do gry w naszym regionie – czy nie należy korzystać z tej okazji?

— Proszę bardzo, ale na zasadach wzajemności. Pamiętajmy, że to Amerykanie są w tej sytuacji „na musiku” – jeśli chcą utrzymać się w roli globalnego hegemona, muszą zachować pozycję arbitra na kontynencie europejskim – a nie uda im się to, jeśli nie zachowają pozycji rozgrywającego w Europie Środkowej. Właśnie dlatego tak energicznie pogrywają z Rosjanami na Ukrainie. Ale to jest właśnie moment dla Polityki polskiej, by w końcu nieco zalicytować w górę. To jest czas, by do Ameryki dotarł jasny komunikat, że Polska nie zamierza do tego sojuszu dopłacać. Proszę porównać profity jakie ze „strategicznego partnerstwa” regularnie czerpie np. Turcja – nie wspominając już o Izraelu, dla którego „sojusz” ten jest po prostu głównym narodowym przemysłem, na którym opiera się egzystencja państwa położonego w Palestynie. Gdybyśmy dostawali jedną dziesiątą tego, co tamci – rozumiałbym, że Amerykanie rzeczywiście mają wobec nas poważne zamiary. Ale tak niestety nie jest. Wyciągam więc z tego logiczny wniosek, że imperium amerykańskie nie włącza istnienia suwerennego państwa polskiego do swej racji stanu. Że skłonne jest jedynie używać nas do podbijania stawki w rozgrywce z Moskwą – jak to ewidentnie miało miejsce w wojnie ukraińskiej, w którą nasi sojusznicy usiłowali nas minionego lata wepchnąć po uszy. Gdyby Waszyngton robił to „na poważnie”, to już pół roku temu poszłoby za tym realne dozbrojenie i zmodernizowanie Wojska Polskiego. Ale w rzeczywistości właśnie w tym samym czasie Senat USA, jak już wspomniałem, pracowicie wymazał z projektu polityki obronnej wszelkie konkrety nas dotyczące.

Czego zatem naprawdę chcą od nas Stany Zjednoczone?

— Obawiam się, że niczego serio już do nas nie chcą. Najbardziej prawdopodobna zdaje mi się w tej sytuacji hipoteza pełnego przyzwolenia ze strony Waszyngtonu na instalację nowych enklaw suwerenności żydowskiej w Europie Środkowej – czyli realizację projektu, który ja nazywam właśnie: „KONDOMINIUM ROSYJSKO-NIEMIECKIE POD ŻYDOWSKIM ZARZĄDEM POWIERNICZYM”. Powiadam „enklaw suwerenności”, ponieważ projekt ten, jak przypuszczam, wcale nie musi mieć kształtu terytorialnie zintegrowanego i jednolitego. Inspirujące zdają mi się w tej mierze wynurzenia Beniamina Barbera, który w swoim zeszłorocznym tourneé w naszym kraju wyrażał przekonanie, że przyszłość należy do miast – że to „duże miasta” powinny „przejąć władzę nad światem”. To właśnie, jak sądzę, dzieje się w Europie Środkowej – od Doniecka po Wrocław – gdzie suwerenność żydowskich oligarchii bierze tu górę nad suwerennością państw.

Kim jest Benjamin Barber?

— To niegdysiejszy doradca prezydenta Clintona – dziś oddelegowany na front robienia maluczkim wody z mózgu i suflowania skorumpowanym elitom, jaka jest aktualna „mądrość etapu”. Takich ludzi nazywam „stroicielami fortepianów” – bo to oni ustalają ton i pierwsi podają nutę, którą później podchwycą kolejne „pudła rezonansowe”. W Polsce szczególnie fetowany był – żadna niespodzianka – przez „GWiazdę śmierci” z ulicy Czerskiej w Warszawie. Jego wizja jak ulał pasuje do obecnej sytuacji w Europie Środkowej – zwłaszcza po parcelacji Ukrainy. Pierwszy etap, już mocno zaawansowany, to suwerenność wyspowa – konsorcjum „wolnych miast”, które wzajemnie gwarantują sobie bezpieczeństwo i możliwość prosperowania przez utrzymywanie drożności kanałów komunikacyjnych na lądzie i w powietrzu. To taka „Neo-Hanza” – dlatego projekt ten ma niewątpliwie wiele uroku także dla Berlina, który dostrzegać w nim musi obiecujące perspektywy dla realizacji projektu Mitteleuropy.

Proszę jednak wyjaśnić, dlaczego w ogóle Żydzi mieliby dążyć do budowy nowego państwa – i to akurat w Europie Środkowej – skoro jedno już mają?

— W telegraficznym skrócie: możliwości istnienia państwa położonego w Palestynie wyczerpują się. Po prostu: za mało jest chętnych, żeby tam mieszkać.

Przecież ostatnio, po masakrze paryskiej, premier Netanjahu wzywał Żydów do emigracji z Francji do Izraela. To stoi w sprzeczności z Pańską tezą o planach „przeprowadzki” Izraela.

— Wręcz przeciwnie – to tylko potwierdza moją diagnozę o wyczerpaniu się resursu geopolitycznego państwa położonego w Palestynie. Tezę tę zresztą już od dawna głoszą ludzie, których skądinąd trudno podejrzewać o brak życzliwości wobec Izraela – w 2012 roku szeroko cytowana i dyskutowana była np. wypowiedź Henry Kissingera, który stwierdził, że „w ciągu 10 lat Izrael zakończy swoje istnienie”. Ale państwo Izrael nie jest przecież i nigdy nie było jedynym projektem geopolitycznym, na który stawiałyby elity żydowskie. Pamiętajmy, że dla tej formacji kluczowa była zawsze filozofia „mądrości etapu”.

Mimo wszystko, Polakom trudno chyba pogodzić się z wizją zgodnego zaangażowania w ten projekt wszystkich wymienionych przez Pana mocarstw. Jeszcze Niemcy i Rosja, ale Ameryka?

— Amerykanie poniekąd spłacają w ten sposób dług za niewywiązanie się ze zobowiązania do pacyfikacji Bliskiego Wschodu. Trzy lata temu zamierzali po prostu zbombardować Teheran – i tym samym zapewnić Izraelowi „Lebensraum” na następne dekady. Miało się to oczywiście odbyć pod szyldem „międzynarodowej koalicji do walki z terroryzmem” – nawet nas już do tej koalicji zdążyli wmontować (patrz: udział polskich F-16 na manewry na pustyni Negev na początku 2012 r.). Ale sprawa się przedłużyła – bo okazało się, że najpierw trzeba zabezpieczyć rubieże wyjściowe i zaplecze przyszłego teatru wojny, tzn. „zaprowadzić demokrację” w Syrii. Sprawa ma oczywiście jeszcze szerszy kontekst – globalnej wojny imperiów, tj. przyszłej wojny USA z Chinami – nie sposób wszystko to tutaj omówić. Generalnie sprawa ma w moim przekonaniu taki efekt, że Amerykanie zdecydowali żydowskie oczekiwania niejako zrekompensować „w naturze” – tj. właśnie… nami.

Czy prezentując tak jednoznacznie podejrzliwą interpretację i krytyczną ocenę relacji polsko-amerykańskich i polsko-żydowskich, nie zamyka Pan przypadkiem oczu na inne problemy – na przykład zagrożenie rosyjskie?

— No, oczywiście, takie rzeczy może mówić tylko przedstawiciel „rosyjskiej piątej kolumny” i „wielbiciel Putina” (śmiech). Słyszałem to już nie raz – zwłaszcza w minionym roku, kiedy to najwyraźniej nastąpiła pełna mobilizacja agentury amerykańskiej i żydowskiej u nas. Każdy, kto choćby tylko sceptycznie odniósł się do pomysłu wpakowania Polski w wojnę ukraińską, musiał być zaraz ogłoszony „agentem Putina”.

Patrioci żoliborscy zrobili w ciągu tego roku wiele, by Polska znalazła się w tej wojnie w roli głównego winowajcy i kozła ofiarnego – na którego łatwo potem przyjdzie innym zwalić odpowiedzialność za wszystkie utrapienia i tragedie, jakie spadły na naszych sąsiadów. Sądzą oni, jeśli dobrze rozumiem, że trzeba korzystać z okazji wystąpienia w roli najwierniejszego wasala Amerykanów, by niejako „w bonusie” otrzymać promesę na rządzenie w Warszawie. Jak złudne to nadzieje – to wynika, mam nadzieję, z moich wcześniejszych wypowiedzi. A ludzie dobrej woli, których przecież nie brak ani w PiS-ie, ani w mediach pełniących dlań usługi propagandowe, warto by wzięli pod rozwagę fakt, jak często zdarzało im się przemawiać jednym głosem z tymi, których przecież słusznie uważają za zaprzedanych nieprzyjaciół sprawy polskiej. Jeśli „Gazeta Polska” prezentuje w sprawie ukraińskiej koncepcje geopolityczne zbliżone czasem aż do identyczności z „Gazetą Wyborczą”, to chyba nie jest dobrze. Jeśli i inne media pełniące obowiązki prawicowych konsekwentnie przemilczają dokładnie to samo, co media głównego ścieku – to oczywiście z każdego, kto do tej zmowy milczenia się nie przyłącza, łatwo zrobić oszołoma i obsesjonata.

To akurat nie na tych łamach. Dziękuję za rozmowę.

Prawy.pl

Sądowa nagonka na polskich patriotów. Sądy kapturowe w państwie Unii Europejskiej. Marysia Kołakowska – bez możliwości obrony – skazana za protest ws. „Golgoty picnic”

Maria Kołakowska

Sąd rejonowy w Gdańsku w trybie zaocznym skazał 17-letnią Marię Kołakowską na 40 godzin prac społecznych. Marysia w dniu 28 czerwca podjęła próbę uniemożliwienia odczytania w świetlicy Krytyki Politycznej w Gdańsku obrazoburczego scenariusza pseudospektaklu „Golgota picnic”.

Przez nikogo nie zatrzymywana weszła do świetlicy i w obecności około pięćdziesięciu lewackich aktywistów rozpyliła kupiony w sklepie dezodorant o nieprzyjemnym zapachu. Od lipca toczyło się postępowanie w tej sprawie. Wyrok w trybie zaocznym zapadł 2 października, ale ani Marysia, ani jej adwokat nie zostali poinformowani przez sąd o zakończeniu śledztwa, dniu rozprawy i wyroku skazującym. Adwokat zaniepokojony ciszą w tej sprawie poszedł do sądu, aby zasięgnąć informacji, i dowiedział się, że wyrok już zapadł. Z akt wynika, że nie został przesłuchany żaden ze świadków obrony. Już podczas przesłuchania Marysi przez policję prowadzący dochodzenie funkcjonariusz powiedział, że nie życzy sobie, aby jako świadek obrony został powołany poseł Andrzej Jaworski. Jego nazwisko w protokole zostało zapisane dopiero po tym, jak Marysia stanowczo tego zażądała, zgodnie z przysługującym jej prawem.

Sposób prowadzenia śledztwa i wydania wyroku przypomina sądy kapturowe z bolszewickiej Rosji i praktyki sądowe z czasów stalinowskich. Nawet w stanie wojennym nie zapadały wyroki w trybie zaocznym, bez możliwości obrony oskarżonych! Marysi nie tylko nie dano możliwości obrony ale też sąd nie dochodził prawdy o przebiegu zajścia, bo nie wysłuchał świadków, którzy zostali przez nią zgłoszeni. Trudno nie zarzucić organom ścigania i sądowi stronniczości, skoro niejaki Filip Gąsiorek, mężczyzna, który w świetlicy Krytyki Politycznej pobił Marysię i założył jej na głowę worek, został uniewinniony. Prokuratura w ściganiu Gąsiorka „nie dopatrzyła się interesu społecznego”.

Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej
Filip Gąsiorek podczas duszenia Marii Kołakowskiej. Gdańsk, 28 czerwca 2014 r.

Można też przypuszczać, że o niejawnym posiedzeniu sądu i wydaniu wyroku w trybie zaocznym zadecydował lęk wymiaru „sprawiedliwości” przed konfrontacją ze społeczeństwem, bo na rozprawę z cała pewnością – wzorem stanu wojennego – stawiłoby się bardzo wiele osób, w tym liczne grono kombatantów i byłych więźniów politycznych. W obronie Marysi list napisali członkowie Stowarzyszenia Godność skupiającego osoby represjonowane przez reżim komunistyczny w latach osiemdziesiątych oraz Kaszubsko-Kociewskie Stowarzyszenie im. Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”. Wyrazy poparcia składali także Kombatanci Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

Niestety ze względu na sposób przeprowadzenie rozprawy sąd nie zapoznał się ani z listami poparcia, ani z motywacjami młodej osoby wychowanej w duchu wartości patriotycznych i na etosie żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

Marysia z ciążącym na niej wyrokiem za odwagę obrony wartości zapisała kolejną kartę w historii swojej rodziny, w której każde pokolenie doświadczyło represji i wiezień – począwszy od czasów zaborów, a skończywszy na stanie wojennym. Jej wuj ks. infułat Stanisław Bogdanowicz został aresztowany w 1966 r., matka w stanie wojennym w wieku 17 lat była skazana na 3 lata pozbawienia wolności, dziadek ze strony ojca spędził półtora roku w sowieckim więzieniu w Charkowie i Kijowie. Pradziadek, bojowiec Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) z rozkazu Józefa Piłsudskiego zlikwidował w 1908 r. carskiego tajnego radcę gubernatora w Piotrkowie. Od wiezienia uratowała go ucieczka do Brazylii. Itd., itd.

Ani Marysia, ani jej rodzice nie zamierzają zgodzić się z niesprawiedliwym, upokarzającym wyrokiem i w najbliższych dniach złożą zażalenie w tej sprawie.

Gdyby sąd miał odwagę przeprowadzić rozprawę z udziałem Marysi, to nie miałby wątpliwości, że zasłużyła raczej na Krzyż Walecznych, a prace społeczne wykonała już z nawiązką, pracując jako wolontariusz z łopatą na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku przy poszukiwaniu polskich bohaterów zamordowanych wyrokiem stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości.

Anna Kołakowska

wPolityce.pl

O procesie wytoczonym 17-letniej Marysi Kołakowskiej pisaliśmy już w lipcu:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/07/09/okazmy-solidarnosc-17-letniej-marysi-jutro-policja-chce-ja-oskarzyc/