Paweł Kukiz: Czy tych Dziewięciu z Wujka zginęło nadaremnie?…

kukiz

Wstałem dziś przed szóstą. Jadąc na Śląsk, słuchałem Programu Pierwszego Polskiego Radia. O 7 były wiadomości. ANI SŁOWA o sytuacji „kopalnianej”. Nic. Jako pierwszą (czyli najważniejszą) informację podano za to, że prezydent Komorowski (z Małżonką) gra razem z Wielką Orkiestrą…

I puścili nagraną przemowę „Prezydenta Wszystkich Polaków”, stylizowaną na prywatną (czyli taką w klimacie wczesnego Gierka), gdzie prezydent Komorowski informuje o licytacji przejażdżki, będącą obecnie w jego dyspozycji (a w 1935 r. – Piłsudskiego) limuzyną Cadillac Fleetwood Special 355D. Pomyślałem sobie, że Marszałek zapewne właśnie przewraca się w grobie…

W każdym razie informacja, że Bronisław Komorowski gra z Owsiakiem, była najważniejszą wiadomością porannego serwisu I Programu PR. O Śląsku — cisza.

Prezydent gra chyba nie tylko z Orkiestrą. Gra też kopalniami o kolejną kadencję. Wczoraj (chyba) nakazał bowiem, by „w trybie pilnym” przedstawiciel rządu zreferował mu sytuację związaną z „restrukturyzacją” przemysłu węglowego. No bo przecież musi pokazać, że jest „żywotnie zainteresowany” interesem Górników.

Gdzie pan był, panie Prezydencie, gdy pańscy partyjni (niegdyś, bo teraz pan jest przecież bezpartyjny) koledzy wrzucali na stanowiska prezesowskie w spółkach węglowych swoich kumpli? I namnożyli tych prezesur, jak Kwaśniewski z Tuskiem generałów… Z kolosalnymi honorariami, odprawami i limuzynami niewiele różniącymi się (w sensie wartości) od tego pańskiego dziś Cadillaca.

Gdzie pan był, gdy swoim „zarządzaniem” rujnowali przemysł górniczy? Świadomie czy nie – dziś nie ma to żadnego znaczenia… Szczególnie, że o tym, czy nastąpiło przestępstwo, a jeśli nastąpiło, to czy wynikało z działania czy zaniechania, było świadome czy nie, decyduje prokuratura, która tak zadecyduje, jak zechce Jedynie Słuszna Partia.

Przykład? Sprawa młodego Tuska i Amber Gold. A właściwie OLT. Niech pan się przyjrzy, panie Prezydencie, swojemu doradcy Maciejowi Pirógowi, który zadłużył Centrum Zdrowia Dziecka na 280 mln zł. A kiedy zrobiło się „ciepło”, pan dał mu posadkę u siebie.

Niech pan połączy sprawę zadłużenia CZDz z zadłużeniem LOT-u (320 mln). Kiedy LOT zadłużano, jego dyrektorem też był Piróg. Brat tego z CZDz. I niech pan powiąże te sprawy z doradztwem pracownika Portów Lotniczych, Tuska juniora, dla OLT (Amber Gold). A Porty Lotnicze były wówczas PERSONALNIE powiązane z LOT-em…

Jak pan to ogarnie, te „braterskie” przypadki, to niech pan sobie przypomni, co oświadczyła prokuratura po postępowaniu w sprawie Tuska juniora. Na wszelki wypadek ja przypomnę. W skrócie. Prezes Portu Lotniczego w Gdańsku nie widział szkody w działaniach Michała Tuska. I Prokuratura, opierając się na zeznaniu prezesa, stwierdziła, że… skoro nie ma szkody, to nie ma przestępstwa…

Gdzie pan był, panie Prezydencie, dwa miesiące, pół roku, dwa, trzy lata temu? W sprawach górnictwa – gdzie pan był? Czy pan pamięta, gdzie pan był wtedy? Czy też, jak na przesłuchaniu w sprawie WSI (które widziałem dzięki telefonowi komórkowemu TV Republika, bo mainstream był skupiony na „sałatce Pawłowicz”), pańska pamięć „jak każdego, może zawodzić”?

GDZIE JEST PAŃSKA ODPOWIEDŹ na oficjalną prośbę naszego Stowarzyszenia JOW w sprawie rozpisania referendum o zmianę ordynacji wyborczej? Miał pan prawny obowiązek udzielenia nam odpowiedzi!

Jaki to ma związek z kopalniami? A ma. Choćby taki, że mam prawo absolutnie nie wierzyć w to, że stoi pan po stronie interesu obywatelskiego. Mam podstawy, by przypuszczać, że dziś w rzeczywistości broni pan pozycji części swoich partyjnych (kiedyś) kolegów, a obecnie będzie pan chciał wykorzystać kryzys na Śląsku przy wyborach prezydenckich.

Kto wie, czy pański sztab nie opracował planu „Kopacz i tak na odstrzał, to sprowokujemy coś, wzmocnimy Bronisława, pokazując go jako obrońcę górników, i dopiero jakiś czas po wyborach zrobimy z górnikami porządek”…

Muszę kończyć, bo zaczynają działać emocje… Ale jak mam ich nie mieć? Dziś rano tam, na kopalni, na mszy były żony Górników. Dla ich Rodzin cała sytuacja to być albo nie być. Łzy w oczach. Z dziećmi były. A dzieci – przestraszone. Nie rozumieją, ale CZUJĄ, że coś jest nie tak…

Boże… Czy tych Dziewięciu z Wujka zginęło nadaremnie? Zginęli po to, aby cwaniaki po ich trupach doszły do władzy, przeżarły trud całych pokoleń, zrujnowały przemysł górniczy i dziś — nie dość, że nie ponoszą za to odpowiedzialności — wyrzucały ludzi na bruk?

Panie Prezydencie… Pan dzisiaj zamiast być na Śląsku, jest w Warszawie i wynajmuje limuzynę jako podwykonawca Owsiaka w WOŚP. Niech pan już lepiej tam zostanie i gra w tej Orkiestrze. Do końca świata i jeden dzień dłużej. Bo śmiertelnym grzechem jest prostym, zwykłym ludziom dawać niespełnialną nadzieję, Panie Prezydencie Wszystkich Polaków…

Paweł Kukiz, Murzyn Sikorskiego

11 stycznia 2015 r.

Facebook.com/kukizpawel

Polskojęzyczne media głównego nurtu dezinformacji do dziś są obsadzone i kontrolowane przez dzieci sowieckiej agentury…

resortowe dzieci

Większą część medialnych celebrytów, a także ludzi najbogatszych w Polsce stanowią ludzie wywodzący się z agentury komunistycznej i postkomunistycznej – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ewa STANKIEWICZ, publicystka, reżyser, prezes Stowarzyszenia Solidarni 2010.

wPolityce.pl: Tygodnik „w Sieci”, w obszernym dodatku, publikuje najciekawsze fragmenty „Resortowych dzieci” i wraca do fenomenu tej książki, która stała się bestsellerem dziesięciolecia. W czym pani upatruje przyczynę, że „Resortowe dzieci” wstrząsnęły krajem?

Ewa Stankiewicz: Ta książka pokazała zakulisowe, rzeczywiste mechanizmy, które w dużej mierze kierują polską gospodarką w miejsce wolnego rynku. Chodzi o nieoczywiste, niewidoczne na pierwszy rzut oka metody działania. Takim poważnym mechanizmem jest siatka powiązań osób wpływowych w reżimie komunistycznym, a obecnie ich dzieci, które wpływają na życie polityczne i gospodarcze w Polsce w sposób nieprzejrzysty. To coś zupełnie przeciwnego do liberalnej gospodarki i transparentnej polityki, na co tak chętnie wszyscy się powołują.

resortowe-dzieci

Jaka struktura elit wyłania się z „Resortowych dzieci”?

Widzimy, że czołówka osób wpływowych w Polsce to w dużej mierze są dzieci komunistycznej nomenklatury.

Zarówno osoby opisane w książce, jak i komentatorzy z tzw. mainstreamu zarzucają, że nie można stosować „odpowiedzialności rodzinnej” i win rodziców przerzucać na dzieci…

Tu nie chodzi o obciążanie dzieci winami rodziców. Rodzi się natomiast podstawowe pytanie, czy te dzieci zrobiłyby karierę, gdyby nie ich rodzice. Chodzi o nieuczciwe mechanizmy, które wchodzą w miejsce wolnej konkurencji i wyścigu talentów. Pozytywna selekcja, która powinna następować zgodnie z talentem, energią i umiejętnościami, jest zastąpiona znajomościami. Chcemy wiedzieć, kto był kim nie dlatego, żeby karać. W każdym demokratycznym kraju przejrzystość życia publicznego jest wartością.

Ewa Stankiewicz
Ewa Stankiewicz

Na czym ta przejrzystość powinna polegać?

Każdy normalny obywatel w normalnym kraju chce wiedzieć, kto jest kim wśród osób pełniących publiczne funkcje, mających wpływ na opinię publiczną i podejmujących decyzje wiążące się z wydawaniem publicznych pieniędzy. Powtarzam: w demokracji przejrzystość życia publicznego jest wartością. Jeśli okazuje się, że większą część celebrytów – bo nie mówimy o wyjątkach lecz zjawisku masowym i systemowym – mających wpływ na opinię publiczną, większość gwiazd mediów, a także większość ludzi najbogatszych w Polsce, dysponujących wpływem na gospodarkę, stanowią ludzie wywodzący się z nomenklatury komunistycznej i postkomunistycznej, to jest to niezmiernie niepokojące. Powstaje naturalne pytanie, w jaki sposób ci ludzie zrobili karierę. Czy zawdzięczają tę karierę umiejętnościom, czy jednak, jeśli ma to postać systemową, miejsce w którym się znaleźli jest wynikiem korupcji i zakulisowych powiązań. O tym społeczeństwo powinno wiedzieć.

Książka „Resortowe dzieci” odniosła ogromny sukces, świetnie się sprzedaje, mimo wrogiego nastawienia mainstreamu. Jakie z tego płynie doświadczenie?

Widać, że pomimo olbrzymiej propagandy nie da się zakrzyczeć zdrowego rozsądku. Ludzie są „pałowani” nieuczciwymi powodami, dla których mieliby się nie interesować tym, kto podejmuje decyzje w ich imieniu, kto wpływa na ich opinie w sprawach publicznych. Te powody są na pozór szlachetne, a przez to tym bardziej nieuczciwe. Nie chodzi o odpowiedzialność rodzinną, tylko o to, że rodzice, którzy konstruowali reżim komunistyczny w Polsce, w tej chwili zapewniają kariery swoim dzieciom – poprzez siatkę powiązań, system szantażu, tajne archiwa…

Widać klęskę oficjalnej propagandy?

Sukces „Resortowych dzieci” pokazuje, że manipulowanie i tresowanie opinii publicznej nie przynosi efektu. Ludzie zachowują zdroworozsądkowy odruch. Skoro widzą dziennikarkę, która codziennie wyskakuje z telewizyjnego okienka w prime time’ie i wpływa na to, co myślą Polacy, chcą wiedzieć skąd ona się wzięła. Czy przyszła pewnego dnia, żeby uczestniczyć w ogłoszonym publicznie konkursie i wygrała go, bo była najlepsza? Czy po prostu jej tatuś zadzwonił do kogoś i poprosił, by przyjąć ją do redakcji, bo szefem tej redakcji był jego kolega z SB, albo człowiek, którego ów tatuś prowadził jako oficer prowadzący.

Ta książka jest też kolejnym dowodem na to, że przekaż niezależny, płynący wbrew głównemu nurtowi, nie musi być niszowy…

Myślę, że tendencja w ogóle się odwraca. Coraz większym obciachem staje się tzw. mainstream. Są całe środowiska, gdzie nie wypada wręcz powoływać się na „Gazetę Wyborczą” czy TVN. Niezależny obieg powoli staje się mainstreamem. To droga do normalności. Ale zobaczymy, jak będzie. Mam surową ocenę tego, co dzieje się w kraju. Myślę, że ludzie obecnie rządzący nie oddadzą władzy dobrowolnie.

wPolityce.pl

Ewa Stankiewicz

*Ewa Stankiewicz (ur. 1967) – reżyser, scenarzystka filmowa, dziennikarka i działaczka społeczna, prezes Stowarzyszenia „Solidarni 2010”. Zaangażowana w wieloletni trudny proces ujawniania przyczyn i faktu zamachu smoleńskiego z 10 kwietnia 2010 roku. Autorka m.in. głośnych filmów: „Trzech kumpli” (2008), „Solidarni 2010” (2010) oraz „Lista pasażerów” (2011). Prowadzi bloga EwaStankiewicz.wordpress.com

Odwracanie kota ogonem. Czyli o tym, jak dozgonni klakierzy upadającego Tuskowego rządu nierządu rozpaczliwie próbują przekierować uwagę gawiedzi z CO na KTO

How_I_Sits

Na początek zagadka. Kto to powiedział? „Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej (…). Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd”…

Porównując obecny rząd do pokojówki mogę obrazić ludzi wykonujących ten uczciwy zawód. Używam jednak tego porównania, by wyjaśnić, jak absurdalna jest próba przekierowania uwagi ws. afery taśmowej z tematu CO na KTO. Rozumiem ławę oskarżonych z PO, którzy niczym pokojówka złapana na kradzieży, próbują skierować naszą uwagę na pytanie „kto nagrał” jej kradzież. Nie akceptuję jednak, gdy tę linię obrony powielają media.

sprzątaczka

Rolą mediów jest w uczciwy sposób wyjaśnić opinii publicznej, co jest w treści rozmów ważne i dlaczego, a nie rozpylanie mgły informacyjnej i przekierowanie sprawy na poboczne tory. Cokolwiek sądzimy o Sylwestrze Latkowskim czy „Wprost”, to największa kompromitacja w tej sprawie – to zarówno: totalny brak bezpieczeństwa państwa oraz kompromitująca treść zawieranych dealów i polityczna korupcja, jaka została ukazana w tych nagraniach.

zaufanie

Ok, weźmy pod uwagę opcję: Nagrywający od lat postawił sobie za cel skompromitowanie najważniejszych ministrów, szefów spółek skarbu państwa i prezesa NBP. Czy byłby to w stanie zrobić, gdyby na nagraniach było tylko parę przekleństw, ale tak naprawdę obywatele zobaczyliby że bohaterowie taśm realizują polski interes i stawiają go wyżej niż własne korzyści? Oczywiście, że nie. Wtedy co najwyżej rządzący mogliby producentowi taśm podziękować, że pokazał ich wspaniałe oblicze mężów stanu zatroskanych o Polskę. Stało się odwrotnie. Czy z winy nagrywającego, kimkolwiek on jest? Czy z winy „Wprost”, który taśmy opublikował, niezależnie od intencji i motywacji? Nie. Niejako „właścicielami” tej kompromitacji – są jej bohaterowie. Postaram się problem taśm opisać w sześciu punktach

1. Dodruk pieniędzy, by PO utrzymała się u władzy nie jest moralnie mniej obciążającym czynem, gdy pozostaje tajny. Wręcz przeciwnie, jest tym bardziej kompromitujące takie partyjne działanie, gdy jest przeprowadzane za plecami, przy jednoczesnym zapewnianiu publicznie przez rządzących, że im chodzi o coś więcej niż własne stołki, wpływy i zarobki. Czy mówienie publicznie o wspaniałych relacjach z USA, podczas gdy prywatnie minister Sikorski mówi, o tym jak bardzo taki sojusz uważa za zły i woli dobre relacje z Rosją, przestaje być kompromitujące w zależności od tego, kto i dlaczego tę hipokryzję wykazał?

2. Spójrzmy na instytucję świadków koronnych. Najczęściej to są bardzo źli ludzie, mający naprawdę sporo za uszami. Organa ścigania zgadzają się jednak na współpracę z nimi, gdy pozwala to ukarać sprawców poważnych przestępstw, ich kolegów z grup przestępczych. Jest lepszy przykład, jaki dał prof. Ryszard Bugaj. Czy Polska w 1943 r. powinna zignorować informację o zbrodni katyńskiej, tylko dlatego że ujawnili ją Niemcy? Przecież zrobili to dla swoich interesów. Wracając do współczesności: Czy jeśli jako obywatele dostajemy dowód na łamanie konstytucji przez rządzących, używanie państwa przez partię jako własności, folwarku – to mamy ich usprawiedliwiać, tylko dlatego że nagrywający ich nie lubi? Czy mąż, który dostaje do skrzynki pocztowej dowody na zdradę  małżonki, kupi jej tłumaczenia: Pomyśl kochanie, kto chciał nam zaszkodzić, zepsuć nasz związek? Nie. Będzie wściekły na fałsz i zło, jakiego doznał od osoby, której ufał, kochał. Tym bardziej nie będzie skory do słuchania jej wyjaśnień, jeśli będzie to któraś z kolei zdrada. Bo rządzący Polską, zdradzili państwo, zdradzili obywateli. Na rzecz własnej partii i partykularnych interesów. Od lat dokonują zdrady stanu, a demokrację zamienili na demokraturę, której jedynym i podstawowym celem jest utrzymanie się na stołkach i władza dla samej władzy. Niezaspokojeni, ciągle sięgają po więcej i więcej, tracąc przy tym nawet podstawową ostrożność, by oszukiwać i okradać obywateli w dyskretny sposób.

3. Rządzący, zaślepieni dali się nagrać i chcą nas przekonać, że winą ich szaleństwa władzy, wszystkich kompromitujących zdarzeń i ustaleń, jest ten, który to ujawnił. Bo obywatel – w ich przekonaniu – by władzę kochać i jej ufać tym bardziej, im mocniej ona go oszukuje i okrada. Bo obywatel nie jest dla nich suwerenem, któremu władza ma służyć. On ma na nich głosować. Jeśli do tego potrzeba dodrukować pieniędzy, czyli de facto okraść z oszczędności? Żaden problem. Już Marek Belka, jako premier techniczny w lewicowym rządzie zasłynął „podatkiem Belki”, czyli właśnie podatkiem od tego, co Polacy sobie zaoszczędzili. Ma doświadczenie w tej praktyce, dlatego minister Sienkiewicz wiedział do kogo się zwrócić.

4. To też kwestia zaufania i uczciwości. Jeśli postrzegamy hierarchię władza-obywatele jako relację, w której rządzący są od tego, by Polsce i Polakom służyć – nie możemy zgodzić się na dalsze zatrudnianie pokojówki, która kolejny raz nas okradła. Jak możemy jej dalej ufać i powierzać nasz dom? Im dłużej będziemy ją utrzymywać, tym więcej może nam ukraść i tym częściej nas oszukać.

5. Na koniec słówko o jawności. To prawda: ujawnienie nagrań kompromitujących ministrów polskiego rządu jest szkodliwe dla wizerunku Polski na świecie, niezależnie co my o nich sądzimy. Warto jednak zauważyć, że jeszcze gorsza jest perspektywa szantażowania po cichu, w zaciszu gabinetów, czy restauracji takimi nagraniami – co może powodować podejmowanie przez nich bardzo niekorzystnych decyzji dla Polski, korzystnych dla producenta taśm. O taką możliwość pytałem premiera w poniedziałek 16 czerwca, tuż po ujawnieniu pierwszych taśm. Odnosząc się do plotek na temat istnienia nagrań z udziałem sekretarza partii Pawła Grasia, szefa CBA Pawła Wojtunika, wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej Tusk stwierdził, cytuję:  „Na razie nie mamy żadnego sygnału, aby te osoby podlegały szantażowi”. Chciałbym wierzyć na słowo, jednak faktem jest, że w kontekście szantażu nawet najstraszniejsza kompromitacja lepiej by była jawna i skończyła karierę danego polityka, niż stała się narzędziem do zmuszania go, by podejmował decyzje złe dla państwa i własnych obywateli.

Co właściwie jest złego w tych nagraniach, w ich treści? Nie przekleństwa, nawet nie prostactwo do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. W końcu to z PO wywodzi się Palikot, a twarzami jest Niesiołowski. Złem tych taśm jest spiskowanie najważniejszych osób w państwie w celu zablokowania demokratycznych procedur. Drukowanie pieniędzy, tylko by w roku wyborczym „władzy raz zdobytej nie oddać nigdy” – to nic więcej niż uznanie, że dla PO demokracja nie istnieje.

6. Ujawnione przez „Wprost” treści rozmów zawierają wiele wątków. Opiszę je skrótowo. Oprócz drukowania pieniędzy na kampanię PO, dotowanie „pod stołem” małych lotnisk, bądź linii lotniczych przez państwo. Kompromitacja budowy terminalu LNG, którego opóźnienie – według jednego z bohaterów – sięga nawet 2017 r. Przewały skarbowe przy kontroli finansów Sławomira Nowaka i jego żony, ustawiania prokuratora generalnego przez ministra Sienkiewicza, czym się szef MSWiA chwali w rozmowie z Belką. W najnowszych dochodzi prorosyjski kurs ministra Sikorskiego nadal realizowany, mimo publicznych deklaracji oraz dotowanie Jerzego Owsiaka „30 bańkami” przy okazji obchodów 4 czerwca.

„Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej (…) Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd” – tak mówił… Donald Tusk w 2006 r. po ujawnieniu „taśm Renaty Beger”. Dziś już inaczej śpiewa, bo wie że gra idzie o jego stanowisko, którego po dobroci nie odda.

Samuel Pereira, Niezalezna.pl

Aferalna III RP:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/afery-tuska/