Gdy Słońce Raka zagrzewa… KuPała 2022

Radujmy się, Siostry i Bracia!

Przesiliło się!

Wolności nadszedł czas.

Potęga Słowian!

https://youtu.be/91DqNaY2-lg

Słowiański ŻYWI-oł odRADza się.

Poprzez pracę z ŻYWI-ołami, poprzez powrót do Natury 🌿🍃

~ Taw 💃💃🔥💃💃

На снимках: Праздник Купалье в Октябрьском районе Гомельской области. Фото Сергея Холодилина, БелТА.

Jan Kochanowski

Pieśń świętojańska o Sobótce

Gdy słońce Raka zagrzewa [3],

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie [4],

Zapalono w Czarnym Lesie.

5

Tam goście, tam i domowi

Sypali sie ku ogniowi;

Bąki [5] zaraz troje grały,

A sady sie sprzeciwiały [6].

Siedli wszyscy na murawie,

10

Potym wstało sześć par prawie [7] 

Dziewek jednako ubranych

I belicą [8] przepasanych.

Wszytki [9] śpiewać nauczone,

W tańcu także niezganione [10];

15

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały.

fot. Sergei Supinsky/AFP

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono [11];

Czemu sobie rąk nie damy,

20

A społem nie zaśpiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody.

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

25

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy Sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

30

Ojcowski rząd [12] zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przedtym wszędzie.

Święta przedtym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

35

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem [13];

Więc też tylko zarabiamy [14],

40

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą [15];

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje [16].

45

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na Tego my wszytko włóżmy,

50

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć sie i dobre lata,

Jeszczeć nie tu [17] koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny [18] 

Święćmy jako zwyczaj dawny:

55

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania.

fot. pixbay

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

60

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi sie uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

65

Skokiem taniec nasnadniejszy [19],

A tym jeszcze pochopniejszy [20],

Kiedy w bęben przybijają:

Samy nogi prawie [21] drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

70

Mój nadobny bębennico:

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło [22].

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła;

75

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy [23].

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa [24] najdziesz i w tym rzędzie,

80

Coć za wszytki płatna będzie [25].

Ja sie nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż sie sam spodzieje.

85

Ale gdzie dobra myśl płuży [26],

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata [27].

Za mną, za mną, piękne koło,

90

Opiewając [28] mi wesoło!

A ty sie czuj [29], czyja kolej,

Nie masz li mię wydać [30] wolej.

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

95

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia [31];

Inszy wszelaki źwierz niemy

100

Nie śmieje sie, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskiemi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

105

Śmiejmy sie! Czy nie masz czemu?

Śmiejmy sie przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego [32],

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp ty, coś ciągnął kota [33],

110

A puść sie na chwilę płota [34].

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal [35] do wody.

Ciągnie go drugi na suszy [36],

Tobie trzeba aż po uszy.

115

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił [37],

Żeś tak srogie źwierzę draźnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

120

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę.

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada [38].

125

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy [39] bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa [40].

A to jako w nim szacować,

130

Że umie i praktykować [41]?

A to tak wieszcza [42] bestyja,

Że sie zawżdy na deszcz myja [43].

Więc [44] łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty;

135

K temu rzadko usnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu [45];

A może być i w tym stadzie [46],

140

Co już myśli o zakładzie [47].

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

145

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

150

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi [48],

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co [49] sobie

155

Ani wzgardzisz chucią [50] moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę:

Wszytki tu wzrok ostry mają

160

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com sie ja utroskała.

165

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę,

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy! [51]

Panna V

Zwierzęć sie, gromado moja,

170

Nie mam przed Szymkiem pokoja:

Za trzewik mi zastępuje[52],

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

175

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka [53] widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę [54], nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

180

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić sie już moja [55] śmieje.

185

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz [56],

190

Drugiej nogę przystępujesz [57];

Odpuść mi, silnyś [58] przechyra [59],

A ja z takim nie mam mira [60].

Nie sprawujże sie przez miarę [61],

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

195

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz [62].

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role sie padają [63];

Polny świercz, co głosu zstaje,

200

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe [64] bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

205

Żyto sie w polu dostawa [65] 

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo,

Miej sie do sierpa co żywo! [66]

Sierpa trzeba oziminie,

210

Kosa sie zejdzie [67] jarzynie [68];

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy.

Gospodarzu nasz wybrany [69],

Ty masz mieć więniec kłosiany,

215

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie [70].

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam [71] dopiero odpoczniemy,

Dołożywszy z wierzchem broga [72];

220

Już więc, dzieci, jedno Boga! [73]

W ten czas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie [74];

A jesli ty rad odkładasz [75],

Mnie do siebie drogę zadasz [76].

Panna VII

225

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole [77];

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

230

Trudno bym sie zdobyć miała

Na lepszą myśl [78], bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem [79] 

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

235

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa [80].

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię [81], gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

240

Mając charty pogotowi [82].

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić sie swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę [83],

Niech za tobą smycz psów [84] wodzę.

245

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą [85] mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę [86] 

Przy tobie ja wytrwać mogę.

Albo, mój myśliwcze, tedy

250

Pokwap sie do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować [87] wszędzie!

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

255

I łąka nieprzepasiona [88],

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

260

I tym czasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce [89] obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

265

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec;

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi,

270

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię zaraz pobrać [90] dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

275

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Panna IX

Ja śpiewam, a żal zakryty

Mnoży [92] we mnie płacz obfity.

Śpiewa więzień okowany,

280

Tając na czas [93] wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz, w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi śpiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

285

Śpiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może.

Nadobnać to dziewka była,

290

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło [94],

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze [95],

Zbójca własny, nie posłańcze;

295

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

300

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie [96],

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

305

«Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmię cię, czegoś godzien»;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina [97].

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

310

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy [98].

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet [99] przyniesiono;

315

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

«Coć sie zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

320

Zdrajca mój, synowski grobie!»

Porwie sie mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama sie w jaskółkę wdała [100],

Oknem, łając [101], poleciała.

325

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto sie kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

330

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy [102] 

Zjawiły sie takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli [103];

A by dziś nie ludziom k woli,

335

Co śpiewam, płakać bych miała [104],

Acz me pieśni płacz bez mała.

Panna X

Owa [105] u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

340

I żałosnie narzekała,

Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał [106] 

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.

345

Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy

350

Szukać śmierci przez bój krwawy;

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy [107].

Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie,

355

Przywykłabych i ja zbroi;

Bodaj przepadł, kto sie boi.

Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby [108] sie wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

360

W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował.

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic [109] od ciebie.

fot. planetabelarus.by

Panna XI

365

Skrzypku, by w tej pięknej rocie [110] 

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle [111], jakoć miła [112],

A zagraj nie myśląc siła [113].

«Nieprzepłacona [114] Doroto,

370

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc [115] między gwiazdami,

Toś ty jest miedzy dziewkami.

Twoja kosa [116] rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

375

Twarz jako kwiatki mieszane,

Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

380

A oczy dwa węgla prawe [117].

Usta twoje koralowe,

A zęby szczere [118] perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne [119], ręka biała.

385

Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie [120];

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie [121] cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini [122],

390

A co cię skutniejszą [123] czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości [124].

Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

395

Przeto cię me głośne stróny [125] 

Będą sławić na wsze strony.

Panna XII

Wieś, Sielanka Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła [126]?

Kto twe wczasy [127], kto pożytki

400

Może wspomnieć za raz [128] wszytki? 

Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy [129] żywie;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne [130] nabywanie.

405

Inszy sie ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi [131].

Najdziesz, kto w płat języka dawa [132],

410

A radę na funt [133] przedawa [134];

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.

Wieś, Bogactwo, Praca Oracz pługiem zarznie w zięmię;

Stąd i siebie, i swe plemię [135],

415

Stąd roczną czeladź [136] i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

420

I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,

A do gumna [137] wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy. 

425

Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte [138],

Tam trefne plęsy, [139] z ukłony,

Tam i cenar, tam i goniony [140].

A gospodarz wziąwszy siatkę,

430

Idzie mrokiem [141] na usadkę [142] 

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.

W rzece ma gęste więcierze [143],

Czasem wędą ryby bierze;

435

Ptak A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają sie wesoło. 

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

440

A faunowie skaczą leśni [144].

Zatym [145] sprzętna [146] gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że sie obejdzie bez jatek [147].

445

Ona sama bydło liczy,

Kiedy, z pola idąc, ryczy,

Ona i spuszczać [148] pomoże;

Męża wzmaga [149], jako może.

A niedorośli wnukowie,

450

Chyląc sie ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male [150],

Wstyd i cnotę chować w cale [151].

Wieś Dzień tu [152], ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

455

Niżby mój głos wyrzekł wszytki

Wieśne [153] wczasy i pożytki. 

autor: Jan Kochanowski

Wawel zakłamany – Czesław Białczyński

Jan Nepomucen Głowacki, Widok na Wawel (widok Wawelu od północnego zachodu, Staw na Groblach i przystań flisaków na Wiśle naprzeciw Dębnik)

Wawel zakłamany

Wawel – zakłamany

Przez Lud niepoznany

Odwiedzany tłumnie

W Niebo pnie się dumnie

Po dziedzińcu chodzą cienie

A po kryptach mumie nieme

Im w usta zatknięto szmaty

Nałożono złote szaty

Złoto skrzy się, kipi, leje

Krzywy obraz w twarz się śmieje

Na darmo kryjeta prawdy

Prawda na Jaw wyńdzie zawdy

Wykrzyczą święte kamienie prawd tony

Poniosą je w kraje te pogańskie dzwony

Któreście z krowich dzwonków odlali

Byście chwalili cudze z oddali

Lecz własne dziady przewrócone w grobie

Wstaną i poniosą Kagana ku Tobie

Opoki pod zamkiem kamień niewzruszony

prastarej Wiary, nie będzie skruszony

I wlije Moc Pani w Niebieskie obłoki

I poniosą wiatry od Gór do Zatoki

I popłyną z wody od lata do lata

Głosy Światła Świata

A kiej się stanie, że się Wiara wróci

Ciężki kosz opadnie i wszytko obróci

Polęchja na trony z powrotem zasiędzie

I po tysiąclecia już królować będzie

Wawel zapłakany

Odziany w łachmany

Pnie się w Niebo dumnie

Deszcz chłoszcze po trumnie

W Wiślech onż odbity

wznosi się nad Szczyty

autor: Czesław Białczyński

Prof. Andrzej Nowak: Żyjemy w dwóch gettach: prawicowym i lemingowym

andrzej nowak6

„Żyjemy w dwóch gettach – jedno prawicowe getto, drugie lemingowe getto. Rosja przez swoje lobby stara się pobudzać podziały wewnętrzne w Polsce” — mówi dla portalu Fronda.pl prof. Andrzej Nowak.

Portal Fronda.pl: Historia naszego kraju dobitnie pokazuje, ze Polacy potrafią walczyć o wolność, ale nie potrafią tej wolności wykorzystać. 25 lat temu wyzwoliliśmy się od komunizmu, a stan demokracji w Polsce nadal jest daleki od oczekiwań – czego przykładem ostatnie wybory parlamentarne. Specjaliści od HR powiedzą, ze w indywidualnych zawodach radzimy sobie bardzo dobrze, za to nie umiemy współpracować. A współpraca jest przecież gwarantem kapitału społecznego… Jakie cechy narodowe Polaków sprawiają, ze tak ciężko nam budować wspólnotę?

Prof. Andrzej Nowak: Dużą rolę odgrywają tu uwarunkowania historyczne i położenie geograficzne naszego kraju. Polska leży między dwoma największymi, historycznie od nas starszymi, silniejszymi wspólnotami polityczno-kulturowymi: germańską – niemiecką i wschodniosłowiańską – dziś rosyjską (ale także ukraińską i białoruską). Aby przetrwać między tymi dwoma kamieniami młyńskimi, które od ponad tysiąca lat pracują, żeby zetrzeć wszystko co jest między nimi w proch, trzeba bardzo wytężać siły. Myślę, że nasze przywiązanie do wolności bardzo nam w tym pomogło. To jest mylne wrażenie, że gdybyśmy np. przyjęli sposób myślenia niemiecki albo rosyjski, to wtedy byśmy wygrali. Nie – wtedy byśmy się stali Niemcami albo Rosją. Jeżeli nauczylibyśmy się współpracować na komendę jak mrowisko, to nie bylibyśmy Polską. Te zewnętrzne siły wpływały cały czas i nadal wpływają na to, żeby przekształcać naszą wolność w swawolę, w anarchię. Bo jest oczywiście w wolności pokusa ześlizgnięcia się w anarchię – bezrząd, w którym nie da się istnieć, zwłaszcza w takim otoczeniu geopolitycznym.

Dziedzictwo zaborów, dziedzictwo okupacji niemieckiej, a potem sowieckiej i PRL-u spowodowało, że bardzo obniżył się kapitał społecznego zaufania. Obecnie to dziedzictwo nieufności jest podtrzymywane przez sitwę WSI-PO-PSL. Jeśli zaufanie, to tylko w obrębie struktur mafijnych – ufamy sobie, jeśli należymy do jednej mafii, współpracujemy, żeby sterroryzować resztę.

To jest model zaufania z „taśm prawdy”… Wmawia się nam ten fatalny stereotyp, że albo wolność (czyli anarchia), albo kolaboracja; albo walka o wolność, albo praca nad dobrobytem (bez „niepotrzebnej” niepodległości). Bez wolności nie będzie dobrobytu, bo przecież gospodarka „w tym kraju” jest w takim wypadku organizowana przez czynniki zewnętrzne, których celem nie jest dobrobyt Polaków, tylko dobrobyt korporacji z Monachium, Paryża czy Waszyngtonu.

Chodzi o to, żebyśmy zrozumieli, że nasza wolność, suwerenność powinna skutkować bardziej umiejętnym, efektywnym organizowaniem dobrobytu w kraju; żeby to państwo np. potrafiło lepiej zadbać o bezpieczeństwo energetyczne, żebyśmy nie musieli płacić najwyższej ceny za gaz, jak płacimy w tej chwili Rosji, tylko żebyśmy mogli zdywersyfikować źródła dostaw gazu, wytwarzać więcej własnego z łupków, zatroszczyli się o sensowne wykorzystanie węgla, itd. To właśnie da nam prawdziwą suwerenność.

Warto walczyć o wolność, bo z tego będzie także cieplejsza woda w kranie. Nie wolno mówić, że albo niepodległość, albo ciepła woda w kranie. Bo ostatecznie jeśli powiemy, że niepodległość nie ma nic wspólnego z ciepłą wodą w kranie, to ktoś, kto kontroluje naszą niepodległość, kto nie jest tu w Polsce – może zakręcić i ten kurek. Potrzebna jest i wolność, i kapitał zaufania społecznego, który może się rozwijać bardziej w niepodległym kraju, niż w kraju, którym manipulują inni. Jeżeli nie będziemy nad tym pracowali, to Polska się rozpadnie.

Z historii pamiętamy, że ograniczanie wolności miało zawsze fatalne skutki. To, co zrobił Piłsudski w 1926 r., a zwłaszcza jego następcy po 1935 r. to był fatalny błąd. Nie obroniliśmy się w 1939 r., ale utrwaliły się podziały: na tych, którzy rządzą (sanację) i tych, którzy nie są absolutnie dopuszczeni do rządzenia. Sanacja urościła sobie prawo do myślenia za cały naród i w dużym stopniu wyeliminowała element wolności. Podobnie jak dzisiaj rządy Platformy i PSL-u. To znaczy opozycja jest niewybieralna, nie może nigdy dojść do władzy. Takie założenie stanowi całkowite zaprzeczenie wolności politycznej i powoduje degenerację systemu. Sanacja uzasadniała swoje działania tym, że taki był kontekst międzynarodowy – trzeba ograniczyć wolność, bo prowadzi ona do chaosu. Więc w czasie II wojny światowej przyszedł Sikorski, który powsadzał piłsudczyków do obozów… Polska zaczęła się rozpadać na te dwa obozy.

Dzieje Polski to dzieje walki o wolność?

— Wolność jest najważniejszą wartością polskości, najbardziej fundamentalną. Ta wolność każe nie kłaniać się w państwie w pas przed panem, który traktuje mnie jak poddanego, a nie jak obywatela. Ta wolność, pełna pasji i wzniosłego patosu obrona niepodległości wobec wszystkich zewnętrznych sił, zawsze dodawała nam atrakcyjności w oczach innych narodów (i  bardzo przeszkadzało naszym sąsiadom – Rosji i Niemcom). To powodowało, że do polskości przyszło tylu wybitnych twórców, i to nawet wtedy, gdy nie było Polski jako państwa. W XIX w. tak stał się Polakiem Matejko, Pol (Pohl), Aszkenazy, Tuwim, Leśmian… Ukochali Polskę właśnie poprzez ten patos wolności. Tylko ludzie małego rozumku i małej wiary wyszydzają to jako „polską głupotę”. Bez tej polskiej głupoty, która polega na upieraniu się przy wolności i niepodległości, Polska byłaby nic nie warta. I już by jej dawno nie było. W imię tej wolności „żołnierze wyklęci” po 1945 r. walczyli przeciwko sile, której nie mogli pokonać. W imię tej wolności powstała potem „Solidarność”. Ta wolność odzywa się także teraz, w rozmaitych formach. Na przykład dwa lata temu obserwowałem jak na Rynku krakowskim spotkały się dwie manifestacje – przeciwko ACTA i w obronie TV Trwam. Młodzi i starsi, jedni i drudzy manifestowali w walce o wolność, przełamywali wtedy, choć na chwilę, wmawianą nam przez rządzącą sitwę, wzajemną obcość, to przeciwstawianie „moherów” „młodym wykształconym”. Ci Polacy, którzy dziś zginają głowę, rezygnują z wolności, nie rozumieją jej znaczenia – zdradzili swoje powołanie i swoją historię.

Zdradzamy swoją historię w Unii Europejskiej?

— Najbardziej upadlające jest to, że zginamy głowę u siebie w domu. Jeżeli nie zostanie obalony ten korumpujący Polskę system, który ujawnił się już w całym bezwstydzie w sfałszowanych wyborach samorządowych, to znaczy, że schylamy głowę z coraz większym wstydem, w coraz większym (bo coraz bardziej widocznym) upodleniu, że wolność dla nas nic nie znaczy. W krajach zachodnich Unii Europejskiej można w wyborach przynajmniej oddać głos i mieć nadzieję, że zostanie policzony, sama zasada oddania głosu i niezafałszowania go jest jeszcze przestrzegana. Jeżeli my się zgadzamy, że u nas wolno już wprost fałszować, tak bezczelnie wmawiać nam, że nagle pojawiło się ponad dwa miliony nieważnych głosów, to znaczy, że rezygnujemy nie tylko z wolności, ale i z godności. Bo musimy zaakceptować wtedy nie tylko brak możliwości oddania głosu, ale i oskarżenie o głupotę: tacy durni jesteście „polaczkowie”, że nawet zagłosować nie umiecie – tak wmawiają nam obrońcy obecnego systemu władzy. Ta sytuacja wydaje mi się jeszcze ważniejsza od schylania głowy na arenie międzynarodowej (którego najbardziej upadlającym symbolem była reakcja państwa polskiego na tragedię smoleńską – oddanie śledztwa w ręce prokuratury rosyjskiej, uznawanej powszechnie za najbardziej skorumpowaną i niewiarygodną w skali światowej). Albo zatrzymamy się na tej równi pochyłej i zaczniemy mozolny marsz w górę, albo zsuniemy się w bagno, w którym nie będzie już ani Polski, ani wolności, ani godności.

Patos wolności ścisłe łączy się z pojęciem patriotyzmu i związanej z nim martyrologii. Co roku przy okazji Święta Niepodległości w debacie publicznej toczą się emocjonujące dyskusje nt tego, czy należy jednak zestawiać te dwa pojęcia, czy mówienie o martyrologii ma w ogóle dzisiaj sens. Znany aktor Jerzy Stuhr uważa, ze martyrologia objawia się u Polaków… „skłonnością do bicia”. Jak Pan ocenia tego rodzaju wypowiedzi?

— Tych pojęć nie da się rozdzielić, bo doświadczenie martyrologii jest kluczem do rozumienia patriotyzmu. Bez tych pokoleń, walczących o to, żeby Polska była, Polski by nie było. Tysiące osób zostało zamordowanych w Polsce nawet po II wojnie światowej, w więzieniach UB, dziesiątki tysięcy było poddawanych różnorakim represjom. Pamięć ta budzi przerażenie, niepokój sumienia. Ludzie, którzy walczyli o wartości większe niż ich własne życie, o wolność Polski, powinni być upamiętnieni. Nie chodzi o przywoływanie zbrodni, ale o przywoływanie ofiar. To nam pozwala zobaczyć, że nie wszyscy byli uwikłani w zbrodnie tego okresu, że są prawdziwi bohaterowie. Filozoficzny mistrz Zbigniewa Herberta, Henryk Elzenberg pisał, że ojczyzna, za którą się nie walczy, przestaje być ojczyzną. Patriotyzm każe nam się zastanawiać, jak z własnego życia można poświęcić coś dla sprawy, która nie jest tylko moją prywatną sprawą. Jak skonstruować pojęcie patriotyzmu bez jakiejkolwiek ofiary, bez jakiegokolwiek poświęcenia, bez jakiejkolwiek wspólnoty? Samo to, że się płaci podatki, nie ma jeszcze nic wspólnego z patriotyzmem i postawą obywatelską. To jest obowiązek człowieka, którego organy ścigania powinny ścigać za zaniedbanie obowiązku płacenia podatków. Płaci, bo jest zagrożony prawną karą. Co to ma wspólnego z patriotyzmem?

Jednak dla przeciętnego Polaka tematyka martyrologii wydaje się być niespecjalnie atrakcyjna. Szczególnie dla młodych…

— Tematyka martyrologii we współczesnej kulturze jest nieatrakcyjna z tego powodu, że w ponowoczesnej fazie cywilizacji coraz częściej stajemy się turystami – ludźmi, którzy nie mają stałego miejsca zamieszkania ani stałego punktu przywiązania. Trudno nie ulec tej tendencji, bo współczesne rynki tworzą społeczny nacisk na to, żeby ludzie nie mieli stałej tożsamości. Bowiem ludzie o stałej tożsamości mają również stałe, stabilne potrzeby, a rynki chcą kreować człowieka, który ma wciąż nowe potrzeby, sztuczne, które nie wynikają z jego naturalnych uwarunkowań. Żebyśmy codziennie wyrzucali nie tylko wczoraj kupione rzeczy i nabywali nowe, ale żebyśmy codziennie wyrzucali także naszą tożsamość – i kupowali sobie wciąż nową. Tego rodzaju ćwiartowanie stałej tożsamości powoduje, że poddawani takiej obróbce przez kulturę masową i przez ten pośpiech cywilizacyjny ludzie coraz mniej skłonni są obracać się wstecz, żeby pójść na groby swoich przodków, żeby odczuć wdzięczność wobec tych, którym zawdzięczają: życie, kulturę, język, cały dorobek kulturowy i cywilizacyjny. Tymczasem nie potrafimy się rozwijać, dojrzewać, poznawać świata, jeżeli nie widzimy i świata, i swojego w nim miejsca jako kontynuacji.

Kultura to uprawianie, systematyczna praca, wzbogacanie nie tylko w wymiarze materialnym, ale i duchowym. Nie da się niczego uprawiać, kultywować bez pamięci, bez ciągłości. Jeżeli co chwilę jesteśmy kimś nowym, to nie możemy uprawiać żadnej systematycznej pracy, w której kumuluje się bogactwo duchowe. Bogactwa duchowego nie da się zdobyć jednym skokiem, to jest praca pokoleń i praca całego życia, tego nie można kupić. Jeżeli przyjmiemy taką perspektywę, że wolność ma polegać na uwolnieniu się do ciężaru tożsamości, od więzi łączących nas z poprzednimi pokoleniami, potraktujemy to jako balast, to w ten sposób odrzucimy wraz z tym balastem całą kulturę, która odróżnia nas od zwierząt. W stolicy Czech, Pradze, jednego z dwóch najbardziej zateizowanych krajów w Europie, obok Albanii, ok. 80 proc. pochówków odbywa się na zasadzie całopalnej, a 50 proc. prochów nie jest nieodbierana przez bliskich. To jest arcypragmatyczny przykład zerwania z kulturą przodków… Do czego to prowadzi?

Szansą na przywrócenie bohaterom miejsca w pamięci historycznej jest edukacja. Nie służą temu takie działania rządzących jak wyrzucanie lekcji historii ze szkól czy lektur z kanonu języka polskiego.

— Edukacja jest szansą, bo w jednolitym systemie edukacyjnym możemy odbierać jeszcze wspólny przekaz. Kultura masowa już nas nie łączy. W PRL-u sytuacja pod względem jedności przekazu kulturowego była dużo łatwiejsza niż obecnie. Był wspólny zestaw faktów i można się było wokół niego spierać. Teraz nie ma wspólnego zestawu faktów, bo każdy odbiera co innego (za pośrednictwem internetu, Facebooka, jednego czy kilku spośród kilkuset dostępnych kanałów telewizji). Tym, co mogłoby pozostać ostatnim wspólnym mianownikiem, jest już tylko edukacja. W III RP w latach 90. wraz z rozdzieleniem nauki kultury na lekcjach języka polskiego od nauki historii dokonała się prawdziwa zbrodnia na duchu wspólnoty obywatelskiej. Wcześniej utrzymywana była synchronizacja, tzn. jeżeli przerabiamy na historii wiek XVI, to mamy renesans na języku polskim, jak średniowiecze, to średniowiecze. Teraz mamy jakieś bloki tematyczne. Program języka polskiego to już zupełna groteska. Tu wprost brak elementarnej logiki, jeśli uczy się najpierw o Gombrowiczu, a potem o Sienkiewiczu: przecież Gombrowicz był odpowiedzią na Sienkiewicza, a nie odwrotnie! To zakłócenie ciągu historycznego poprzez zerwanie więzi między nauką historii a nauką kultury na lekcjach polskiego, spowodowało, że przekaz szkolny przestał odgrywać rolę identyfikacyjną, rolę podtrzymującą wspólnotę kulturową.

Poza tym następuje systematyczne obniżanie poziomu wymagań. W ministerstwie oświaty przyjęto założenie, że młody człowiek nie będzie czytał lektur. Musimy walczyć o edukację, popierając taką frakcję polityczną, która będzie dawała nadzieję na zmianę tego systemu.

Osobnym problemem jest brak nasycenia kultury masowej atrakcyjną ofertą edukacyjną.

  • Wojna 1920 r., być może największe zwycięstwo Polski od czasów bitwy pod Grunwaldem, „odfajkowana” została jednym koszmarnym filmem pt. „1920 Bitwa Warszawska”;
  • „Krzyżaków” wystarczyło zrobić 53 lata temu, żeby twierdzić, że już więcej nie trzeba do tego wracać…;
  • Adamie Mickiewiczu nie ma żadnego filmu biograficznego;
  • nic o tak atrakcyjnym dla miłośników rycerskich walk temacie jak opowieść o losach Zawiszy;
  • nic o Monte Cassino;
  • nic o Kochanowskim i cudzie polskiej kultury renesansowej;
  • żadnego serialu o Jagiellonach (o ileż piękniejszy mógłby być od tego o Tudorach);
  • żadna powieść Józefa Mackiewicza nie została sfilmowana, a każda jest gotowym scenariuszem filmowym.

I tak dalej, i tak dalej. Może warto by naciskać na Polski Instytut Sztuki Filmowej, żeby częściej filmować klasykę, np. co kilka lat, jak robi to BBC?

Przywiązania do wartości narodowo-patriotycznych nie widać w postawach przedstawicieli elit politycznych. Uda się to zmienić?

— Dziś, aby istnieć w polityce, trzeba być coraz bardziej celebrytą. Skrócenie wyobraźni politycznej powoduje, że politycy uzależniają swoje działania od wyników sondaży, dlatego bardzo trudno zdecydować się na politykę, która może się okazać niepopularna w danym czasie, ale która jest ważna z punktu widzenia długofalowego interesu obywateli. Aby poprawić jakość funkcjonowania elity politycznej, trzeba formułować dalekosiężne cele kulturowe, polityczne, demograficzne, etc. Polityka prorodzinna powinna być potraktowana priorytetowo, a nie jako niepotrzebny wydatek. Teraz może będziemy odczuwali ten wydatek, ale jeżeli nie zdecydujemy się na ten krok, za 10 lat możemy mieć więcej emerytów niż pracujących. Trzeba również wciągać opinię publiczną do namysłu nad poważnymi sprawami. Niestety media, zwłaszcza elektroniczne odgrywają dziś odwrotną rolę – liczy się ta najkrótsza perspektywa. Obserwujemy ostatnio coraz większe nasycenie mediów  rożnego rodzaju kampaniami, które mają odciągnąć Polaków od naprawdę ważnych spraw. Niedawno słuchaliśmy o zamordowanej Madzi z Sosnowca, później znów cała opinia publiczna skupiała się na poczynaniach Adama Hofmana – tak jakby nic innego na świecie i w polskiej polityce się nie działo. Szkoda, że politycy podporządkowują się tym tendencjom, zamiast walczyć o jakieś forum spotkania z obywatelami, w którym byłaby możliwa bardziej dojrzała rozmowa oraz o przywrócenie funkcji publicznej telewizji obecnie z nazwy tylko publicznej, bo to ona dziś najbardziej tabloidyzuje stosunki między sferą polityczną a sferą społeczną. Historia Madzi jest klasycznym przykładem pornografii emocjonalnej, która jest pojawia się w każdym dzienniku telewizyjnym w postaci kącika współczucia dla kolejnych ofiar. Miejsce tego rodzaju pornografii na pewno nie jest w dzienniku telewizyjnym. Nie może być tak, że emocjonalność zasłoni racjonalną refleksję nad naszymi sprawami publicznymi. Trzeba próbować odzyskać publiczną telewizję. Telewizja publiczna powinna być miejscem, gdzie będziemy rozliczać polityków z ich najważniejszej funkcji, jaką jest służba dobru wspólnemu, a to można próbować czynić tylko z perspektywy wieloletniej. Nie da się najważniejszym sprawom służyć tylko w wymiarze sondażowym.

Można niestety odnieść wrażanie, ze główną misją mediów jest dziś utrwalanie podziałów ideowych miedzy głównymi obozami politycznymi. Także „prawicowe” media nie są wolne od tych tendencji.

— To, ze istnieją podziały ideowe i polityczne jest normalne, jednak zabójcze jest to, że nie ma już przestrzeni spotkania. Żyjemy w dwóch gettach – jedno prawicowe getto, drugie lemingowe getto. „Ciemnogród” i „Lemingrad”. Problemem nie są różnice tych dwóch wspólnot, ale brak porozumienia między nimi, jakiegokolwiek kontaktu. Ktoś, kto czyta „Gazetę Wyborczą” nie przeczyta „W Sieci” czy „Gazety Polskiej” – i odwrotnie. Rosja przez swoje lobby stara się pobudzać podziały wewnętrzne w Polsce, żeby nigdy te dwa „getta” nie zetknęły się i nie stworzyły wspólnoty politycznej, obejmującej i dużą część lemingów i dużą część „moherów”, połączonych wspólną sprawą – polskiej wolności, polskiego dobrobytu. Trzeba przezwyciężyć próg strachu jednego getta przed drugim, tworzyć możliwości spotkania we wspólnym rozpoznaniu rzeczywistości. To nie może być spotkanie w pół drogi. Prawda nie leży pośrodku. Trzeba jednak wyjść „drugiej stronie” naprzeciw. Tego wymaga od nas chrześcijańska misja i tego wymaga od nas potrzeba obywatelska. Kto „z drugiej strony” ją zrozumie, ten się z nami spotka. W Polsce.

Rozmawiała Emilia Drożdż

Fronda.pl