Co zrobili mądrzy Szwajcarzy, czyli ku medycynie komplementarnej. Jerzy Zięba

Dosłownie tydzień temu dowiedziałem się, że Szwajcaria wprowadziła to, o co mi chodzi, a więc zintegrowała medycynę akademicką z medycyną komplementarną! Walczymy o to samo!

Więcej na Facebook-u: link. (Nie trzeba mieć konta, żeby czytać to, co tam publikuję i to, co ludzie komentują. Nie można tylko bez posiadanego konta dodawać komentarzy).

W przeprowadzonym w maju referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za powszechnym dostępem do medycyny komplementarnej, w tym homeopatii, w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego. Szwajcaria jest pierwszym krajem, w którym taka możliwość zostanie zapisana w Konstytucji. Inicjatorzy podkreślają, że wynik głosowania umożliwia rozpoczęcie współpracy pomiędzy praktykującymi medycynę klasyczną i komplementarną.

Wynik referendum szwajcarskiego jest odzwierciedleniem trendu obecnego w całej Europie. Pacjenci coraz częściej przedkładają naturalne sposoby leczenia nad leczenie chemiczne, a homeopatia cieszy się coraz większym zaufaniem i zainteresowaniem. 77 proc. Europejczyków zna homeopatię, a 29 proc. mieszkańców Europy ją stosuje.

homeopatia

W Europie 54 000 lekarzy specjalizuje się w homeopatii, a blisko 40 proc. lekarzy zaleca leki homeopatyczne w codziennej praktyce. Homeopatia cieszy się powodzeniem również wśród Polaków – leki homeopatyczne stosuje ok. 15 000 lekarzy i 30 proc. pacjentów.

Jak wykazało przeprowadzone w 2008 roku badanie TNS OBOP, 54% Polaków stosujących leki homeopatyczne swoją wiedzę na ich temat czerpie od lekarzy i farmaceutów, zaś 40% respondentów uważa, że lekarze przepisujący leki homeopatyczne stosują skuteczniejsze metody leczenia niż inni lekarze.

Pozdrawiam 🙂
Jerzy Zięba

jerzy-zieba

 

 

 

 

http://ukryteterapie.pl/

https://www.facebook.com/ukryteterapie

http://www.polacydlapolakow.pl/

Homeopatię poleca również m.in. pani prof. Maria Szyszkowska:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/03/23/leczenie-naturalne-czyli-w-poszukiwaniu-wewnetrznej-harmonii-prof-dr-hab-maria-szyszkowska/

 

Leczenie naturalne, czyli w poszukiwaniu wewnętrznej harmonii – prof. Maria Szyszkowska

homeopathy

Lekarze weterynarii uświadomili mi, że moja niechęć do europejskiej medycyny ma głęboki sens. Ujawnili mi uboczne skutki działania środków leczących określony chory organ. Ratując życie psu – przyjacielowi, musiałam się z tym pogodzić. W rezultacie leczenia serca zażywał coraz więcej medykamentów, w tym na przykład na wątrobę.

Wprawdzie mój dziadek i ojciec byli lekarzami, ale zalecali niejednokrotnie placebo i w wielu wypadkach było ono skuteczne. Nie ma bowiem wątpliwości, że – wbrew potocznemu porzekadłu – zależność jest następująca: w zdrowym duchu zdrowe ciało.

W ostatnich latach medycyna odeszła od tego, co praktykował mój dziadek. Mianowicie od dostosowywania lekarstw do parametrów określonego indywidualnego człowieka. Dziś dane lekarstwo ma służyć każdemu, kto na coś choruje.

Jedynie w kręgu nowocześnie myślących psychiatrów funkcjonuje pogląd, że jest tyle odmian chorób, np. schizofrenii, ile jest cierpiących na tę chorobę osób. Różnice indywidualne między nami sprawiają, że zaznaczają się także różnice w chorobach.

nature3

Zapracowany i niejednokrotnie pozbawiony powołania do zawodu lekarz nie zajmuje się oddziaływaniem na psychikę pacjenta, ani też nie wypisuje specjalnie opracowanych recept. Zresztą nie w każdej aptece można zamówić lekarstwo „do zrobienia”.

Czynnikiem mącącym naszą świadomość są nie tylko natarczywe reklamy lekarstw, wywołujące odruch zażywania rozmaitych medykamentów. Wzmaga ten nawyk również informacja, że kupując więcej w danej aptece, otrzyma się jakiś prezent. Świadomość nasza jest mącona także przez audycje, na które dwukrotnie trafiłam w telewizji, ośmieszające środki homeopatyczne. Ma w nie wstępować siła diabelska, co głosił jeden z (z pozoru poważnych) uczestników programu [homeopatia jest programowaniem wody, wprowadzaniem do niej informacji; ważne więc, kto programuje i z jaką intencją – przyp. TAW].

Na wschodzie Polski, na Lubelszczyźnie, a zwłaszcza w okolicach Białegostoku skutecznie zwalczają rozmaite choroby tak zwane szeptuchy. Są to na ogół osoby niewykształcone, zajmujące się uzdrawianiem, z reguły przyjmujące, że mają ten dar od Boga. Jest prawdopodobne – o czym dowiedziałam się od Stanley’a Devine’a – że nazwa „szeptucha” wiąże się z wypowiadaniem szeptem zaklęcia mającego moc uzdrawiającą. Ten szept miał wpływać na podświadomość chorego. Również wśród Polaków i Białorusinów funkcjonuje wiara w leczniczą moc szeptucha czy szeptuchy. Utrwalona jest tradycja przekazywania komuś, najczęściej z kręgu własnej rodziny, mocy leczniczej.

szeptuchaKusy: – O rany, chyba Dostojewskiego się Babka naczytała. Zielarka Zofia: – Ty nie bądź idiota, Dostojewskiego żadnego ja nie znam, ja tylko te biesy, co się w tobie zalęgły, wygonić chcę. Scena z serialu „Ranczo”, reż. Wojciech Adamczyk (fot. ranczo.wikia.com)

Zdarza się, że działania szeptuch zespolone są z kultywowaniem tradycji słowiańskich obrzędów związanych z przyrodą.

Słowianie_(fot. national-geographic.pl)

Wiadomo także o tym, że umieją one zdejmować urok z chorego. Przypuszczam, że urok należy interpretować jako negatywną energię, która osacza człowieka. Taka energia pochodzi od kogoś nieprzyjaznego, od wroga, który nie zdaje sobie sprawy z tego, że wysyłając złe myśli, szkodzi nie tylko komuś – ale także sobie.

szeptucha_(fot. naludowo.pl)

Interesujące, że w ostatnich latach nagle pojawiło się wielu egzorcystów w Kościele rzymskokatolickim, a jednocześnie nie zmniejszyła się – ujmując geograficznie – w centralnej i zachodniej Polsce nieufność do leczenia przez szeptuchy. Są one często wyznania prawosławnego. Znam osobiście kilka osób, które dzięki nim odzyskały zdrowie.

szeptuchaSzeptucha Anastazja Siemieniuk z Czeremchy na Podlasiu (fot. Adam Tuchlinski/Newsweek Polska)

Żyjąc w świecie cywilizacji [raczej: w świecie technologii, gdyż miana cywilizacji nasza barbarzyńska populacja jeszcze się nie dopracowała – przyp. TAW], przestaliśmy zdawać sobie sprawę ze znaczenia więzi ze środowiskiem naturalnym.

(despiertayadifundelaevolucion.blogspot.com)

Magia jako siła lecząca to często wyraz odwoływania się do samoleczniczych mocy tkwiących w człowieku. Należy uwzględniać bezsporny fakt, że stan wewnętrznej harmonii służy zdrowiu somatycznemu, zaś dysharmonia, zwłaszcza gdy jest długotrwała, ma moc chorobotwórczą.

akupunktura

Przeprowadziłabym analogię z akupunkturą, która jest wiedzą i metodą leczniczą niemieszczącą się w utartych europejskich pojęciach o chorobie. Zachodnia medycyna zasadniczo różni się od medycyny Dalekiego Wschodu. W tej ostatniej człowieka ujmuje się w sposób holistyczny.

autor: prof. dr hab. Maria Szyszkowska

szyszkowska

źródło: miesięcznik „Czwarty Wymiar” nr 3/2011

*Prof. dr hab. Maria Szyszkowska – filozof, polityk, działaczka społeczna, wykładowca akademicki, senator V kadencji. W latach 1993–1997 członek Trybunału Stanu. Autorka m.in. nieuchwalonych projektów kodeksu honorowego osób pełniących funkcje publiczne. Jest prezesem Pacyfistycznego Stowarzyszenia Wolnej Myśli, członkinią honorową stowarzyszenia ATTAC Polska i jednym z założycieli Polskiego Forum Społecznego. 9 maja 2005 r. minister spraw zagranicznych Szwajcarii Micheline Calmy-Rey na wniosek Fundacji Swisspeace zgłosiła jej kandydaturę do Pokojowej Nagrody Nobla, uzasadniając to wieloletnią działalnością pani profesor na rzecz praw człowieka, stanowcze i wolne od koniunkturalizmu propagowanie idei życzliwości wobec wszystkich grup społecznych oraz szerzenie pacyfizmu. Autorka wielu prac naukowych i popularnonaukowych.

Maria Szyszkowska mówi o sobie, że pragnie żyć w zgodzie z naturą, że jest pozytywnie nieprzystosowana. Od 1995 r. razem ze swoim mężem Janem Stępniem żyje w wiejskiej chacie w Strzelcach pod Nałęczowem, kocha zwierzęta i dzikie pokrzywy. To daje jej szczęście – nie iluzoryczne, lecz prawdziwe. Rywalizacja i sukces, zdaniem pani profesor, to pseudowartości, które promuje kultura masowa. Media, telewizja oraz pisma kolorowe pokazują wyłącznie ludzi bogatych, zadowolonych i uśmiechniętych. A przecież pomimo tego, że „Marilyn Monroe czy Presley to ludzie sukcesu, o ich tragicznym życiu powszechnie wiadomo”.

Czytaj również:

Medycyna naturalna. Z czym to się je – i dlaczego? (cz. 2) – dr Jerzy Jaśkowski

a9

Kontynuacja artykułu: Medycyna naturalna. Z czym to się je – i dlaczego? (1)

Tak więc związek pomiędzy chorobami a żywnością znany jest od dawna i naukowo potwierdzony w ostatnich dekadach. Okazało się, że to dr Antoine Bechamp miał rację, a nie szeroko nagłaśniany L. Pasteur. Jednak masowa dezinformacja przemysłu wymazała te osiągnięcia z życia codziennego. Dlaczego nie ma o tym powszechnej wiedzy? Ponieważ istnieje monopol na prace naukowe, wprowadzony przez przemysł farmakologiczny, czyli przez banksterów.

Ustanowiono monopol pewnych firm wydawniczych, w medycynie na przykład jest to Elsevier, a w Polsce jego „córka” – Urban & Partner. Elsevier dysponuje 7000 tytułami i zatrudnia 35 000 ludzi. Wiadomo, że o druku danej pracy, lub nie, decyduje dział marketingu, a nie jakość pracy (!). W celu ułatwienia sobie życia i obniżenia kosztów, przemysł wprowadził punktacje swoich wydawnictw. Te bardziej „prestiżowe” posiadają większą liczbę punktów, a te „mniej ważne”, czyli pochodzące z kondominiów, mniejszą liczbę punktów. Stąd marzeniem autora jest opublikowanie pracy w czasopiśmie z dużym IF.

Ten IF, czyli punkty – są po prostu sposobem na biały wywiad. Po co kogoś śledzić i zastanawiać się, co bada, kiedy poprzez system punktów sam donosi swoje prace. Podobnie jest z patentowaniem prac. W ten prosty sposób przemysł nie pozwala na rozwój konkurencji. Łatwiej bowiem kupić jakiś patent i schować go do szuflady, aniżeli przestawiać produkcję, jak się posiada monopol.

Jakie są skutki takiej działalności urzędników? Jednym z najbardziej widocznych jest systematyczne „wycofywanie” prac uprzednio wydrukowanych przez te prestiżowe czasopisma, zwane naukowymi. W pierwszej dekadzie XXI wieku nastąpił  lawinowy wprost wzrost szybkiego wycofywania takich nieuczciwych prac medycznych, aż o 1900%, chociaż całkowita liczba publikacji wzrosła tylko o 44%. Wiadomo, liczba czasopism, a wiec i stron druku, specjalnie się nie zmienia. Zdecydowana większość prac została usunięta z powodu celowego fałszowania wyników. I co ciekawsze, zdecydowana większość tych usuniętych prac, była publikowana w czasopismach z „recenzentami” i to nierzadko dwoma. Obala to całkowicie mit, jakoby recenzowane czasopisma były czymś lepszym. Tylko miernoty się w ten sposób dowartościowują.

Drugim istotnym problemem w medycynie jest wprowadzanie na siłę rozmaitego rodzaju procedur przez osoby zupełnie niekompetentne a zajmujące stołki na stanowiskach administracyjnych. Ostatni raport Mayo Clinic Proceedings z sierpnia 2013 roku podał, że aż od 40% do 78% badań i zabiegów medycznych, jakie otrzymują chorzy, nie tylko im nie pomaga, ale wręcz szkodzi! To nie tylko naraża budżety chorych z powodu marnotrawstwa funduszy, ale podważa całkowicie sens działania lekarzy. Konsekwencją tego są rozmaitego rodzaju hochsztaplerstwa i pseudomedyczne działania. Wyraźnie widoczne jest to na przykładzie USA. Stany Zjednoczone wdają więcej na tak zwaną opiekę zdrowotną, aniżeli 10 następnych krajów łącznie [Japonia, Niemcy, Francja, Chiny, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Brazylia, Hiszpania i Australia]. Jak obliczono, 30% tej kwoty jest marnowane. Stanowi to aż 750 miliardów dolarów rocznie. Na tę kwotę składają się nie tylko niepotrzebne a szkodliwe procedury, ale również koszty obsługi urzędniczej, która rozrasta do niewiarygodnych rozmiarów.

W Polsce jest całkowity brak kontroli nad ponad 65 miliardami złotych NFZ. Fundusz ten powstał z powodu konieczności zatrudnienia, jak wieść gminna niesie, całej masy pracowników byłych partii, rozwiązanych po 1990 roku.

Przymus płacenia nowego podatku pod pretekstem ochrony zdrowia, służy właśnie przerzucaniu pieniędzy podatnika do prywatnych kieszeni. Najlepszym tego dowodem była afera z agentem Tomkiem i naiwną 40-latką. Sprawa ta pokazała, że prywatyzacja służby zdrowia przez duże koncerny zagraniczne jest faktem. Kilka lat po aferze liczba sprywatyzowanych szpitali wzrosła lawinowo. A przecież wszyscy mądrzy politycy zaprzeczali nawet chęci prywatyzacji służby zdrowia.

Co to wszystko ma wspólnego z homeopatią? Ano ma. Ostatnio bowiem prezes Naczelnej Izby Lekarskiej zakwestionował wprowadzenie homeopatii jako przedmiotu na studiach medycznych we Wrocławiu. Argumentował przy tym zupełnie infantylnie, że aktualna wiedza medyczna nie jest w stanie potwierdzić terapeutycznej skuteczności stosowania homeopatii oraz że „prowadzenie na wyższej uczelni medycznej zajęć z metod postępowania, których skuteczność nie jest potwierdzona rzetelnymi i wiarygodnymi dowodami naukowymi jest nieporozumieniem”.

Otóż całe to pismo jest jednym wielkim nieporozumieniem, szczególnie w świetle przytoczonych powyżej faktów. Zresztą nie pierwszym podpisanym przez dr. Macieja Hamankiewicza. Po pierwsze, samo zlikwidowanie piśmiennictwa naukowego i oddanie go w ręce wydawnictw przemysłowych dokonało się za zgodą i bez sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej. Czyli Rada sama pozbawiła się możliwości kontroli produktów, które lekarze mają przepisywać chorym, czyli obecnie: sprzedawać. Rada sama zgodziła się na wprowadzanie procedur przez urzędników, kiedy to jeszcze do niedawna lekarz odpowiadał za leczenie chorego, dostosowując metodę do pacjenta, a nie odwrotnie, jak jest obecnie. To przecież FBI wykrywa korupcję wśród urzędników zdrowia [nie nazwę ich lekarzami], a nie Rada. Po trzecie p. Prezes wykazał się nieznajomością historii medycyny, ponieważ już dawno udowodniono, że w pewnych chorobach działania zarówno homeopatyczne, jak i osteopatia, mają lepsze rezultaty w leczeniu, aniżeli tzw. medycyna przemysłowa. Przykładem niech będzie epidemia cholery w Stanach Zjednoczonych w 1871 roku. Lekarze uniwersyteccy, stosując „naukową metodę” zaniechaną w Europie 100 lat wcześniej, czyli puszczanie krwi, mieli śmiertelność ponad 70%, a lekarze homeopaci, stosując swoje metody „nienaukowe”, mieli śmiertelność rzędu 3-5%.

Jeżeli to nie jest dowód naukowy, to co nim jest wg dr. Hamankiewicza? Oczywiście, zyski koncernów były zdecydowanie niższe…

Wypada także podkreślić, że Naczelna Rada Lekarska ani razu nie zabrała głosu w stosowaniu takich bezprzykładnie fałszywych metod, jak np. szczepień przeciwko grypie, czy stosowanie rzekomego leku na grupę, zwanego Tamiflu. Lek ten kupiły rządy ponad 80 państw, rzekomo jako panaceum na grypę, najpierw ptasią, a potem świńską. Preparat ten zalecała nawet WHO OD 21 SIERPNIA 2009 ROKU wszystkim chorym na AH1N1. Było to bardo dziwne, ponieważ grypa AH1N1 była znana lekarzom od 1976 roku, kiedy to wirus ten pojawił się obok tajnego ośrodka badań broni biologicznej w Forcie D. Od lat 1990-tych preparat był zalecany do leczenia ptasiej grypy, a od 2009 do leczenia świńskiej, czyli tej samej AH1N1. Nie słyszałem o żadnym ostrzeżeniu Naczelnej Rady Lekarskiej, że jest to wielkie naciąganie funduszy zdrowia. A nawet p. Premier zalecał publicznie ten preparat. A badania wykazały bezsprzecznie, że Tamiflu nie działa ani na AH1N, czyli na świńską, ani na H5N1, czyli ptasią grypę. Na ten lek wydano ogromne kwoty, prezydent Bush na przykład, wyłudził od kongresu aż 7.1 miliarda dolarów. Pan generał R, będąc uprzednio właścicielem akcji firmy produkującej ten lek, po przejściu do Ministerstwa Obrony, zakupił aż 2 miliony dawek. Mała Szwajcaria zakupiła ponad 2 miliony dawek, Kanada 5,4 miliona, Włochy 6 milionów, Wielka Brytania wydała ponad 700 milionów dolarów na 14.6 mln dawek.

Prezydent Tusk podał w 2009 roku, że polskie zapasy starczą dla 2 milionów osób. Koszt jednego opakowania wynosił ponad 200 złotych. Proszę samemu pomnożyć, jakie to kwoty wyciekły z budżetu, pod pretekstem opieki zdrowotnej. Naczelna Rada Lekarska ani słowem o tym się nie zająknęła. A przecież powinna była zaprotestować przeciwko stosowaniu nienaukowych metod, tym bardziej, że niepotwierdzonych badaniami. Ciekawe, nieprawdaż? Dlaczego tego nie zrobiła przez ostatnie 5 lat? Po wpisaniu natomiast do wyszukiwarki pojęcia Tamiflu i grypa, znajdziecie Szanowni Czytelnicy całą masę wypowiedzi tzw. ekspertów gazetowych, jaki to dobry lek!

Takich przykładów można mnożyć. Na przykład leczenie tzw. nadmiaru cholesterolu statynami, co jest niezwykle szkodliwe dla chorego i naukowo zupełnie bez sensu. Wprowadzenie stentów, jako metody leczenia zwężeń naczyń wieńcowych, co jest sprzeczne z całą dotychczasową wiedzą anatomiczną, fizjologiczną i prawami fizyki. Zamiast leczyć chorych Strophantyną G, co było prowadzone w Polsce jeszcze na początku lat 80. ubiegłego wieku, to obecnie proponuje się im zabieg operacyjny. Śmiertelność przy leczeniu operacyjnym wynosi ok. 47%, a przy leczeniu zachowawczym 3-4%.

Ale wg Naczelnej Rady Lekarskiej naukowe jest operowanie, a nie podawanie strophantyny G. Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Musisz się Szanowny Czytelniku sam zastanowić nad mechanizmami takich działań. Dodatkowo wymaga podkreślenia fakt, że eufemizm „Naczelna Rada Lekarska” jest bez pokrycia, ponieważ na stronie internetowej Rady nie ma żadnych sprawozdań, że Rada kiedykolwiek dyskutowała nad homeopatią czy jakimkolwiek innym problemem podanym powyżej. To tylko nasz młodszy PT Kolega dr Hamankiewicz, podpisując się w imieniu Rady, nagłaśnia swoje istnienie. Podobna sytuacja wystąpiła przed rokiem, kiedy to wystosowywał on listy do ministerstwa w sprawie przymusowego szczepienia personelu służby zdrowia przeciwko grypie. I to nagłośnienie było dokładnie odwrotne do obowiązującej wiedzy medycznej. Ale w owym okresie nie przeszkadzało kol. Hamankiewiczowi głoszenie nienaukowych metod? Czyżby Rada została zredukowana do jednej osoby?

Żadna z Izb Lekarskich nie potwierdza bowiem, by kiedykolwiek upoważniała dr Hamankiewicza do jej zastępowania i występowania publicznie w jej imieniu. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że już w latach 90. ubiegłego wieku podstawy homeopatii były prowadzone na Wydziale Farmacji Akademii Medycznej w Gdańsku. I nie przeszkadzało to ani Okręgowej Izbie Lekarskiej, ani Naczelnej. Dziwne. Musisz sobie sam, PT Czytelniku, wyjaśnić te zmiany. Musisz sobie sam wytłumaczyć również to dziwne postępowanie owego Pana.

PS. Absolutnie nie jestem zwolennikiem homeopatii. Za mało na ten temat wiem. Ale lepiej, by niedouczeni absolwenci uczelni medycznych używali przysłowiowej wody święconej, aniżeli narażali ludzi na utratę zdrowia. W USA ponad 16 000 chorych umiera z powodu brania antybiotyków. Z powodu przedawkowania narkotyków – tylko 2 000. Z powodu brania sprzedawanych na recepty środków przeciwbólowych umiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jakim cudem do 1990 roku paracetamol był zabroniony dla dzieci, a obecnie można go kupować w kiosku bez recepty – właśnie dla dzieci. Żadnych prac naukowych wyjaśniających ten stan rzeczy nie ma. Jakie naukowe prace zezwalają na podawanie dzieciom 16 szczepionek zawierających aluminium w dawce powyżej 25 mcg [łącznie ponad 200], kiedy to wiadomo od 40 lat, że aluminium uszkadza układ nerwowy i powoduje demencje. Wg dr. Hamankiewicza jest to naukowe uszkadzanie?

autor: dr Jerzy Jaśkowski

źródło: prisonplanet.pl

jj

Zlikwidowanie piśmiennictwa naukowego i oddanie go w ręce wydawnictw przemysłowych dokonało się za zgodą i bez sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej. Czyli Rada sama pozbawiła się możliwości kontroli produktów, które lekarze mają przepisywać chorym.

Ostatni raport Mayo Clinic Proceedings z sierpnia 2013 roku podał, że aż od 40% do 78% badań i zabiegów medycznych, jakie otrzymują chorzy, nie tylko im nie pomaga, ale wręcz szkodzi!

W USA ponad 16 000 chorych umiera z powodu brania antybiotyków.

Z powodu brania sprzedawanych na recepty środków przeciwbólowych umiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Do 1990 roku paracetamol był zabroniony dla dzieci, a obecnie można go kupować w kiosku bez recepty – właśnie dla dzieci.

Jakie naukowe prace zezwalają na podawanie dzieciom 16 szczepionek zawierających aluminium w dawce powyżej 25 mcg (łącznie ponad 200)? – kiedy to wiadomo od 40 lat, że aluminium uszkadza układ nerwowy i powoduje demencje.