Czesław Bielecki: Gdyby to Żydzi musieli ratować Polaków, to wcale nie jest pewne, czy pomagaliby im lepiej

fot. PR24/MS
Gdyby sytuacja była odwrotna i to na Polaków by polowano jak na Żydów i niszczono, uważając ich za robactwo, to wcale nie jest pewne, czy Żydzi w swoim hermetyzmie i zadufaniu w sobie, pomagaliby im lepiej niż Polacy. Nie bądźmy więc tak łatwo stróżami brata swego – powiedział na antenie Polskiego Radia 24 Czesław Bielecki, architekt, publicysta i były polityk, urodzony w Polsce, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej.

Czesław Bielecki, odnosząc się do sprawy nowelizacji ustawy o IPN oraz sporu z Izraelem, przytoczył absurdalny apel intelektualistów, którzy przekonują, że Polacy chcą się zaprezentować jako „naród bez skazy”.

Nie widziałem żadnego z tych nazwisk wśród protestujących przeciwko zawłaszczeniu przez Hannę Gronkiewicz-Waltz i jej rodzinę żydowskiej kamienicy przy Noakowskiego 16. A to są twarde fakty

– mówił, wskazując jednocześnie, że jednym ze źródeł naszego konfliktu ze środowiskami żydowskimi był brak ustawy reprywatyzacyjnej.

Czesław Bielecki zwrócił uwagę, że w obecnej sytuacji, gdy otwarcie mówi się o wstydliwych kartach historii – zarówno szmalcownictwie, jak i żydowskiej policji w gettach – twierdzenie, że panuje w tych sprawach jakaś cenzura, „jest przesadą”.

Nigdy wcześniej w III RP nie było rządu, który prowadziłby tak proizraelską i tak bardzo życzliwą diasporze żydowskiej politykę

– ocenił publicysta.

Całość czytaj na:

https://wpolityce.pl/polityka/379396-czeslaw-bielecki-gdyby-to-zydzi-musieli-ratowac-polakow-to-wcale-nie-jest-pewne-czy-pomagaliby-im-lepiej

https://www.facebook.com/zbieramynabillboard/

https://www.polskieradio.pl/320

Reklamy

Policja odkryła plantację pół tysiąca krzewów marihuany na 9-hektarowej działce męża Hanny Gronkiewicz-Waltz

hgwHanna Gronkiewicz-Waltz, Andrzej Waltz (fot. Julia Sheveloff/Polskapresse)

Policja odkryła plantację konopi w okolicach Sochaczewa. Działka, na której znaleziono ponad pół tysiąca krzewów należy do męża Hanny Gronkiewicz-Waltz. Funkcjonariusze przyznają, że to jedna z większych plantacji, jaką udało się znaleźć w tym roku.

Na ustronnej działce w gminie Nowa Sucha w zaroślach ukryto rosnące krzewy konopi. Jednym z właścicieli posesji jest Andrzej Waltz – mąż prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Marihuana na działce męża Hanny Gronkiewicz-Waltz. Akcja policjantów pod Sochaczewem (fot. KWP Radom)

Policja zabezpieczyła 552 krzewy o wysokości od 60 do 160 cm. Z tej uprawy dilerzy mogli wyprodukować nawet do 12 kg marihuany. Funkcjonariusze ustalili, że hodowlą zajmowali się mężczyźni, którzy mieszkali w sąsiedztwie działki, na której uprawiali konopie. Są to osoby z tej samej miejscowości. Jeden z nich przyznał się, został zatrzymany. Andrzej Waltz złożył już na policji wyjaśnienia w tej sprawie. Za uprawę konopi może grozić do 8 lat więzienia.

źródło: http://m.niezalezna.pl/87033-marihuana-na-dzialce-meza-hgw

Cieszymy się, że rodzina pani prezydent Warszawy dołączyła do przebudzeniowej akcji „Uwolnić Marysię Dla Zdrowia Narodu”… 😉

TAW

Upadek Kościoła w Polsce: antynarodowy abp Polak hucznie świętuje 500-lecie rozłamu w Kościele

Jacek Michałowski – szef Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego, abp Wojciech Polak – Prymas Polski

Owiany w środowisku nacjonalistycznym złą sławą Prymas Polski abp Wojciech Polak, który nie wahał się w sposób mocny i odbiegły od rzeczywistości zdezawuować ideę nacjonalistyczną, kiedy bezpardonowo określił aprobowanie jej herezją, zdecydował się zasiąść w Komitecie Honorowym obchodów 500-lecia Reformacji.

W obecnej rzeczywistości regularnie zderzamy się z absurdami, lecz niektóre są naprawdę ponadprzeciętnie zadziwiające. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, choć na pewno będzie to spore uproszczenie, że jedynymi osobami uważanymi za heretyków są tradycyjni katolicy i nacjonaliści, a wszystkim innym należy się ekumeniczne miłosierdzie i zrozumienie.

To jest po prostu niesamowite, jak bardzo niedorzeczny ogląd rzeczywistości potrafią mieć hierarchowie i do jakich absurdalnych potrafią dojść wniosków. Wniosków nie tylko absurdalnych, lecz mających druzgocący wpływ na życie samego Kościoła – zarówno polskiego, jak i powszechnego.

Abp Wojciech Polak bowiem podczas 26. Forum Ekonomicznego w Krynicy w następujący sposób ocenił myśl narodową, nacjonalizm:

„Aprobata do tego typu myślenia jest niewłaściwa, a wręcz heretycka, tak nie może być. To odciąga od tego, co jest istotą chrześcijaństwa”.

Nie jest przypadkowym powiedzenie, że ryba psuje się od głowy. Arcybiskupowi wtórował dominikanin o. dr Maciej Zięba, wyrażając opinię, że nacjonalizm jest to „pogaństwo, bezbożność i herezja. To jest niebezpieczne dla Kościoła świętego”.

Na naszych oczach dokonuje się wielki sukces masonerii i wrogów Kościoła ubranych w purpurę, którzy określani są mianem jego książąt, wiernych zaś Kościołowi Polaków miłujących swoją Ojczyznę nazywa się heretykami, a sam Kościół wraz z swoimi owcami prowadzi się na skraj upadku. Abp Polak podjąłby słuszniejszą decyzję, robiąc przegląd stanu duchowieństwa pod kątem formacji i przypadków herezji, a nie oceniał myśl nacjonalistyczną, o której widać nie ma bladego pojęcia.

Dla kontrapunktu – słowa papieża Piusa XI w temacie nacjonalizmu:

„Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny ani nacjonalizmu; przeciwnie, kontroluje on go, uświęca i ożywia”.

Inauguracja obchodów 500-lecia Reformacji odbędzie się 31 października 2016 r. odprawieniem nabożeństwa w Kościele Jezusowym w Cieszynie. Światowe obchody 500-lecia Reformacji rozpoczną się w Święto Reformacji w luterańskiej katedrze w Lund (Szwecja) i będzie na nich obecny papież Franciszek.

Członkami na liście Komitetu Honorowego, którą ogłosił zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce bp Jerzy Samiec, znajduje się m.in. Jerzy Buzek oraz Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Nie jest tajemnicą, że Kościół w Polsce od dawna boryka się z wewnętrznymi problemami determinującymi kierunek, w którym zmierza – problemami, które nasilają się co najmniej od czasów zamachu smoleńskiego.

Wówczas to polski Kościół jawnie i tajnie współpracował zarówno z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego, jak i z Kancelarią Donalda Tuska w zorganizowanej akcji uciszania rosnącego buntu narodowego przeciw uzurpatorsko przejętej po zamachu smoleńskim władzy oraz prowadził prześladowania polskich kapłanów-patriotów protestujących przeciw rozszalałemu wówczas państwowemu bezprawiu i prześladowaniu polskich patriotów oraz smoleńskich whistleblowerów (demaskatorów).

Na podstawie m.in.: ekumenizm.pl/3droga.pl/telewizjarepublika.pl

Hanna Gronkiewicz-Walz jest zaledwie twarzą o wiele grubszej sprawy: chazarskiej mafii wywłaszczeniowej w Polsce

W Platformie wiedzieli to od zawsze: Grzegorz Schetyna – jak wcześniej w przyczajeniu z determinacją oczekiwał na Swój-Wielki-Czas – tak teraz, po dojściu do partyjnych szczytów, po kolei, metodycznie i bez litości zatapia blokującą go latami gwardię Tuska.

Dla Platformersów sprawa była od zawsze oczywista: polityczny koniec Hanny Gronkiewicz-Walz jest kwestią faktów, które się właśnie dokonują.

Fakt politycznego zatopienia Bufetowej Platformy nie kończy jednak Warszawskiej Afery Stulecia, przeciwnie – aferę tę dopiero rozkręca. Nie o twarz tej afery tu bowiem chodzi, lecz o naprawdę bardzo ciemne siły Wiadomo Jakiej Proweniencji, które za tą twarzą od lat stoją i przestępczo działają.

I rzecz nie dotyczy jedynie Warszawy, lecz bardzo wielu największych miast w Polsce, szczególnie Krakowa:

To jest dokładnie ta sama afera – choć rozłożona nie tylko na Warszawę.

Czy PiS będzie w stanie rozciągnąć swój procesowy audyt aż do samego źródła problemu?

Szczerze wątpię. Stosunek bowiem PiS-u do sprawy ujawnionej przez polskiego whistleblowera, pana dr. Zbigniewa Kękusia, mówi sam za siebie…

TAW

*fot. 1: Mariusz Gaczyński /East News; fot. 2: wpolityce.pl

Ilu współczesnych twórców kultury polskiej ma odwagę publicznie zaprotestować przeciwko draństwom i zbrodniom antypolskiego obozu władzy? Pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz nigdy „nie szedł za radą występnych i nie zasiadał w gronie szyderców”…

jaroslaw marek rymkiewicz

Wczoraj Jarosław Marek Rymkiewicz został wyróżniony podczas 8. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Jednak nagrody tej polski poeta nie przyjął, uzasadniając to zachowaniem prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz po śmierci polskiej delegacji pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Wysokość nagrody, z której zrezygnował Rymkiewicz to 100 tysięcy złotych.

Wypisuję się z tego państwa, to nie jest moje państwo, nie chcę mieć z nim nic wspólnego – oświadczył w rozmowie z Joanną Lichocką na antenie telewizji Republika. To jest państwo niewolników Rosji i Niemiec. Państwo wolnych Polaków jest w naszych marzeniach – tłumaczył.

„Dziękuję jurorom za uznanie dla mojej twórczości. Nie przyjmuję tej nagrody.

Nie chcę i nie mogę być laureatem nagrody, której patronuje Hanna Gronkiewicz-Waltz – ze względu na jej postępowanie po zamachu w Smoleńsku”

– napisał Jarosław Marek Rymkiewicz w swoim oświadczeniu.

W 2013 r. na łamach tygodnika „Gazeta Polska” opublikowano po raz pierwszy wiersz poety poświęcony śmierci polskiej delegacji na lotnisku pod Smoleńskiem.

KREW

Krew rozlepiona na afiszach
Krew na chodnikach i na ścianach
Krew – jak poranna wtedy cisza
Krew – czarne plamy na ekranach

Krew na kamiennych szarych płytach
Na białych rękawiczkach Tuska
Krew która o nic was nie pyta
Krew jak złamana w sadzie brzózka

I jak na polach polne maki
I nad polami białe chmury
Jak narodowi dane znaki
Oni wznosili się do góry

Krew na fotelach tupolewa
Zmywana szlauchem o świtaniu
Jeszcze wam ona pieśń zaśpiewa
To będzie pieśń o zmartwychwstaniu

18 października 2013 r.

http://niezalezna.pl/66404-rymkiewicz-nie-przyjal-nagrody-od-gronkiewicz-waltz-powod-jej-postepowanie-po-smolensku

Polak jest istotą wolną. Nie ma innego Polaka niż wolny. Polak, jeśli zapomina o tym, że musi być wolny, z definicji Polakiem być przestaje. Można chodzić na kompromisy z rzeczywistością będąc Niemcem, Rosjaninem, ale Polak nie może. Rafał Ziemkiewicz o Jarosławie Marku Rymkiewiczu:

Twórcy kultury polskiej wobec opresji Systemu we współczesnej polityce, kulturze i życiu społecznym:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/26/polacy-zyja-pod-okupacja-peerelczykow-ktorzy-wystepuja-w-roli-nadzorcow-prl-bis-marek-baterowicz/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/06/marcin-swietlicki-odmawia-nominacji-do-nike/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/09/16/z-cyklu-mainstream-sie-budzi-jerzy-hoffman-o-usuwaniu-historii-ze-szkol-jesli-to-sie-nie-zmieni-to-biada-nam/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/30/z-cyklu-mainstream-sie-budzi-kazik-staszewski-zabiera-glos-w-sprawie-branki-szesciolatkow-w-jasyr/

 

Loża z warszawskiego Ratusza zaciera ślady NKWD-owsko-żydowskich zbrodni na Narodzie Polskim — ratujmy Miejsce Pamięci Narodowej przy ulicy Strzeleckiej 8 w Warszawie

strzelecka 8

Spółka Jerzego Amanowicza weszła wczoraj do piwnic kamienicy przy ul. Strzeleckiej 8 w Warszawie, a więc do Miejsca Pamięci Narodowej, dokonując tam dewastacji i profanacji świętego dla polskich patriotów miejsca. Sprawa jest poważna, ponieważ właśnie w części nieobjętej ochroną, do której wszedł prywatny deweloper, znajdują się najważniejsze świadectwa rosyjsko-żydowskich zbrodni na Narodzie Polskim.

— Liczne wyryte w ścianach piwnicy klepsydry świadczą o tym, że to w nich przebywali najodważniejsi z odważnych bohaterów polskiej historii.

Na podwórku i w piwnicach mogą także znajdować się szczątki naszych bohaterów,

co potwierdza choćby dokument Instytutu Pamięci Narodowej „Śladami zbrodni” — mówi prezes Fundacji „Łączka” Tadeusz Płużański.

Po raz pierwszy byłem w piwnicach kamienicy przy ul. Strzeleckiej 8 w Warszawie w 2007 roku. Wtedy jeszcze mieszkający tam w większości potomkowie ubeków w celach-piwnicach trzymali ziemniaki, słoiki z ogórkami, także jakiś złom, słowem wszystko, co można znaleźć w normalnej piwnicy. Tylko, że to nie była normalna piwnica, od razu stało się jasne i publicznie wiadome, że mamy do czynienia z historycznym skarbem. Nigdzie indziej w Polsce nie zachowała się ubecka katownia w praktycznie nienaruszonym stanie. Na ścianach wydrapane przez skazańców imiona, nazwiska, modlitwy, ołtarzyki, kalendarze… Te ściany wprost krzyczą ich głosami.

Oto materiał, który wtedy (w 2007 roku) zrealizowaliśmy wraz z Pawłem Wudarczykiem dla Telewizji Puls:

Nie będę opisywał tego wszystkiego, co od 2007 roku się wydarzyło. Polecam kilka artykułów opublikowanych na wPolityce.pl:

Deweloper niszczy piwnice, w których mordowano bohaterów! „Tam są ślady ubeckich zbrodni”. ZOBACZ ZDJĘCIA

Więzień katowni UB i NKWD przy ul. Strzeleckiej: „Ludzie, który walczyli w Szarych Szeregach nie mają swojego śladu. Teraz leżą gdzieś pod płotem…” NASZWYWIAD

Kamienica przy ul. Strzeleckiej 8 w Warszawie – ocalmy ślady reżimu stalinowskiego. PODPISZ PETYCJĘ!

W międzyczasie na Strzeleckiej pojawiło się kilku ministrów, prezesów, biskupów, generałów. Z hukiem odsłonięto tablicę upamiętniającą męczonych w tych piwnicach polskich bohaterów. I co? Nietrudno się domyślić. Otóż, nic. Zupełnie nic. Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowuje się, jakby ta cała sprawa nie działa się w Warszawie. Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pokazał się tutaj przed kamerami raz i… wystarczy.

Na placu boju o pamięć pozostał tylko Instytut Pamięci Narodowej, który mając ograniczone pole działania, musi na ten moment zadowolić się przedwstępną umową z właścicielem budynku (deweloperem), która mówi, że żadne prace w piwnicach nie będą prowadzone bez zgody historyków. Kłopot polega na tym, że decyzją Wojewódzkiego Mazowieckiego Konserwatora Zabytków piwnice podzielono na dwie kategorie ważności. 16 z nich jest wpisanych do rejestru zabytków i te są już bezpieczne. Pozostałe nie i ich los zależy od dobrej woli dewelopera.

strzelecka 8

Właśnie to – kompletnie niezrozumiała decyzja konserwatora – powoduje, że istnieje naprawdę realna szansa, że ktoś kiedyś ten historyczny skarb po prostu zaorze i będzie to zgodne z prawem. Muszę w tym momencie zwrócić uwagę na kłamstwo jakim posługuje się publicznie konserwator zabytków. Twierdzi on bowiem, że nie objął ochrona wszystkich piwnic, bo… nie miał świadomości, że w tej części także są jakieś inskrypcje. Osobiście byłem świadkiem, jak z nakazu prokuratora IPN otwierano po kolei wszystkie piwnice (na każdych drzwiach wciąż są napisy: np. „cela nr 1”) i dokumentowano ślady pozostawione przez więzionych tam żołnierzy AK i NSZ. Materiał z tych oględzin ma w swojej dyspozycji Wojewódzki Mazowiecki Konserwator Zabytków. Czyli co? Wiedział, czy nie wiedział?

Paradoksem jest także to, że w części nieobjętej konserwatorską ochroną inskrypcji jest więcej niż w tej, która jest już pod opieką. Na drzwiach, które dziś wyrwano z ościeżnic jest np. – proszę spojrzeć poniżej – napis wykonany przez kpt. Mieczysława Grygorcewicza, ps. Miecz. Ale to szczegół, o którym pan konserwator może nie wiedzieć, bo osobiście na Strzelecką się nie pofatygował.

strzelecka 8

Na Strzeleckiej 8 w Warszawie miało powstać Muzeum Żołnierzy Wyklętych i sale edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej, miejsce chwały i pamięci o najlepszych synach naszego Narodu. Z powodu urzędniczego braku wyobraźni możemy tam mieć miejsce narodowej hańby, bo tak trzeba będzie je nazwać, jeśli nie uratujemy go dla potomnych. Chyba, że to celowe działanie. Wcale bym się nie zdziwił.

CZYTAJ TEŻ: Dr Łabuszewski o katowni UB i NKWD przy ul. Strzeleckiej: „Nie rozumiem, dlaczego konserwator zabytków chroni tylko część piwnic…”

Sitwa, „służby” i przyjaciele…

sowa

W restauracji Sowa i Przyjaciele, ulubionym lokalu rosyjskich dyplomatów i polityków Platformy Obywatelskiej, w saloniku VIP-ów najważniejsi urzędnicy państwowi prowadzili poufne rozmowy, które zostały nagrane. Część z nich opublikował tygodnik „Wprost”; wiadomo jednak, że stenogramów i nagrań jest znacznie więcej. Ta sytuacja ma szerszy wymiar: Tusk nigdy nie był tak słaby jak dzisiaj, a to jest z kolei na rękę Bronisławowi Komorowskiemu, który walczy o przejęcie wpływów w Platformie.

– Nie jest ważne, kto nagrał, bo przy dzisiejszej technice może to zrobić praktycznie każdy. Prawidłowe pytanie brzmi, w jakim celu to zrobiono i dlaczego prokuratura nie wszczyna postępowania, które objęłoby wszystkich członków rządu – mówi gen. Zbigniew Nowek, były szef Urzędu Ochrony Państwa, następnie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydentury prof. Lecha Kaczyńskiego.

Gen. Nowek uważa, iż nie można wykluczyć żadnej hipotezy, łącznie z tą, że jeden z ministrów może być szantażowany. Jeżeli są informacje, że jest więcej nagrań niż te, które opublikowano, należy sprawdzić, czy którykolwiek z członków Rady Ministrów zrobił coś, co mogłoby zostać wykorzystane przez szantażystów. W tej chwili tak bowiem można odczytać ten sygnał: przekazaliśmy dziennikarzom część nagrań, ale jest ich więcej i możemy z nich zrobić użytek. Niewykluczona jest także hipoteza walki o wpływy np. w polityce – komentuje gen. Nowek.

vip-room

Jego zdaniem zawiodły służby kontrwywiadowcze. – Jeżeli zamontowano w restauracji podsłuch, to bez problemu można było tam też umieścić ładunek wybuchowy. Po tragedii smoleńskiej rządzący przekonywali nas, że służby specjalne działają prawidłowo, że zdały egzamin. Teraz widać, jak naprawdę działają mówi były szef ABW.

Nagrania zostały zrobione w restauracji położonej na warszawskim Mokotowie, blisko najważniejszych urzędów w państwie oraz ambasady rosyjskiej. Rosyjskich dyplomatów nasi rozmówcy widzieli tu wielokrotnie. Ze strony internetowej właściciela lokalu Roberta Sowy (znanego m.in. z występów w telewizji TVN i Radiu Zet) możemy się dowiedzieć o organizowanych przez niego prestiżowych eventach – m.in. galach i bankietach.

W ostatnich trzech latach przygotował on m.in. catering dla Lotto w Pałacu w Wilanowie, catering dla gości loży biznesowych oraz sekcji Gold i Silver Stadionu Legii podczas meczu Polska–Francja – bankiet dla Legii Warszawa,  Bal Przymierza Rodzin z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego i prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, Dni Polskie w Brukseli i 80-lecie banku PKO BP SA.

Stenogramy, które się nie ukazały

Poza opublikowanymi nagraniami są także zapisy innych rozmów, m.in. szefa CBA Pawła Wojtunika z wicepremier i minister infrastruktury Elżbietą Bieńkowską oraz szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego z biznesmenem Janem Kulczykiem, który niedawno kupił akcje państwowej firmy Ciech [firma znana z produkcji współczesnego Cyklonu B czyli śmiercionośnych, ludobójczych substancji, które są codziennie rozpylane nad naszymi głowami (tzw. chemtrails) – przyp. taw].

Rozmowy te także zostały nagrane w restauracji Sowa i Przyjaciele; podobnie jak w poprzednich przypadkach, wykonano również fotografie. Na zdjęciach widać postacie wchodzące do lokalu – nie są to stop-klatki z zainstalowanych w pobliżu kamer, lecz zdjęcia wykonane aparatem fotograficznym. To oznacza, że osoby, które je robiły, wiedziały doskonale o terminie spotkania oraz o tym, kto jest umówiony. Do zwyczajów ludzi z rządu Donalda Tuska należy prowadzenie ważnych, poufnych rozmów przy drogim obiedzie, zwykle za kilka tysięcy złotych.

Według nieoficjalnych informacji, rozmowa, która miała miejsce pomiędzy Pawłem Wojtunikiem a Elżbietą Bieńkowską, dotyczyła kar unijnych, które nam grożą m.in. za infoaferę, którą szef CBA nazwał „największą aferą w historii”. W lutym tego roku okazało się, że Unia Europejska zablokowała Polsce wypłatę 488 mln euro na realizację projektów informatycznych. Wstrzymanie refundacji dotyczyło wydatków programu „Innowacyjna gospodarka”. Sytuacja nie zmieni się do momentu uzyskania przez Unię całkowitej pewności, że polskie władze podjęły kroki niezbędne do identyfikacji i wycofania faktur zagrożonych oszustwami. „Infoafera może zniweczyć plany Bieńkowskiej” – alarmowała na początku br. „Rzeczpospolita”, w której m.in. czytamy: „Zważywszy, że e-projekty, jak i wszystkie inne inwestycje dotowane przez UE z budżetu na lata 2007–2013, muszą być rozliczone do końca 2015 r., oznacza to, że z uratowaniem tych pieniędzy mogą być nie lada problemy, bo prawdopodobieństwo, że sąd do tego czasu wyda wyrok w sprawie infoafery, jest naprawdę znikome. I nawet Bieńkowska nie pomoże, bo sprawa jest rozwojowa, cały czas się toczy i kiedy się zakończy – nie wiadomo. A potem będzie etap sądowy. Ile on potrwa, tego nie wie nikt, ale niemożliwe się wręcz wydaje, aby sąd orzekł przed końcem 2015 roku”.

Tuż przed wybuchem afery podsłuchowej posłowie przegłosowali, że nie będzie komisji śledczej badającej infoaferę – sprawa po raz kolejny została zamieciona pod dywan.

Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński potwierdził, że doszło do spotkania jego szefa z wicepremier Bieńkowską. – Spotkanie szefa CBA z wicepremier Elżbietą Bieńkowską odbyło się w miejscu publicznym, było spotkaniem oficjalnym, umówionym przez sekretariaty z inicjatywy pani wicepremier. Jest naturalne, że szef CBA Paweł Wojtunik w ramach swoich zadań służbowych spotyka się z wieloma osobami i nie ma w treści tych rozmów nic nagannego. Jestem spokojny i w tym przypadku nie obawiam się niczego niewłaściwego – stwierdził rzecznik CBA w sobotę, gdy na stronie internetowej „Wprost” ukazały się fragmenty artykułu na temat afery podsłuchowej.

W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik prasowy NIK Paweł Biedziak. W przesłanym Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu napisał, że w czasie rozmowy z Janem Kulczykiem szef NIK poinformował go, iż ze swoimi problemami przedsiębiorca powinien zgłosić się do innych organów państwa.

Dlaczego wicepremier polskiego rządu Elżbieta Bieńkowska i szef CBA Paweł Wojtunik oraz szef NIK Krzysztof Kwiatkowski i najbogatszy Polak Jan Kulczyk spotykali się w prywatnej restauracji na obiedzie? Na to pytanie żaden z rzeczników nie odpowiedział. Nie wiadomo też, z jakich funduszy zapłacono za te spotkania – czy były to środki własne, czy też państwowe pieniądze przeznaczone np. na wydatki reprezentacyjne. Nie jest także jasne, kto miałby to sprawdzić – szef CBA, który z urzędu powinien się tym zająć, sam uczestniczył w takim obiedzie.

Wzmocniony Komorowski

Po ukazaniu się stenogramów Bronisław Komorowski wykazał daleko idącą powściągliwość. W jego imieniu wypowiedziała się szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek, oznajmiając, że „prezydent czeka na wyjaśnienie”. Symptomatyczne było zachowanie prezydenckiego doradcy Tomasza Nałęcza. Zaraz po publikacji w internetowym wydaniu „Wprost”, w wywiadzie dla portalu Tomasza Lisa stwierdził:

„Cała historia brzmi nieprawdopodobnie, to próba znalezienia sensacji. Ktoś nie miał tematu i sobie wymyślił takie nagrania. Wygląda mi to na próbę ratowania nakładu pisma. Jestem przeciwko nagrywaniu ludzi, którzy poszli coś zjeść. Tego rodzaju praktyki trzeba traktować z oburzeniem i przymrużeniem oka”.

Dzień później Nałęcz mówił coś zupełnie  innego: „Dziennikarz zaskoczył mnie w środku lasu podczas spaceru z psem” – stwierdził prezydencki doradca. Później przyznał, iż nagrania są „kompromitacją naszego państwa”, a „sprawa musi być wyjaśniona”.

W czasie gdy przez Polskę przetaczało się „podsłuchowe tornado”, Bronisław Komorowski gościł z oficjalną wizytą na Węgrzech. Pozwoliło mu to uniknąć wypowiedzi w tej kwestii, ale – jak zauważają niektórzy komentatorzy – sytuacja jest dla niego wymarzona. Od dawna tajemnicą poliszynela jest jego szorstka przyjaźń z Tuskiem, który – jak twierdzi otoczenie premiera – zastanawia się nad startem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Informacja ta krąży w kuluarach sejmu od pierwszych dni czerwca. Tusk spodziewa się porażki w wyborach parlamentarnych, a prezydentura pomogłaby mu utrzymać część władzy i wpływów.

Na taką sytuację nie jest przygotowany Komorowski, który chce walczyć o drugą kadencję, ale do tego potrzebne mu są struktury PO i silne poparcie partii. Mocno osłabiony Tusk jest dla obecnego prezydenta idealnym prezentem – przy pomocy m.in. Grzegorza Schetyny może po swojemu poukładać Platformę. Kolejnym elementem tej rozgrywki są służby – to właśnie Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz (odpowiedzialny za nowelizację ustawy o ABW) chcą pozbawić prezydenta jakiegokolwiek wpływu na służby specjalne. Ostro sprzeciwia się temu gen. Stanisław Koziej, szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który już zapowiedział, że jeżeli te kontrowersyjne zapisy zostaną uchwalone przez sejm, prezydent nie podpisze nowelizacji ustawy o ABW.

Dlatego – jak komentują nieoficjalnie  niektórzy politycy PO – publikacja „Wprost” trafiła się Komorowskiemu jak ślepej kurze ziarno.

Ludzie służb

Tygodnik „Wprost” opublikował nagrania i stenogramy rozmów pomiędzy prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką, Sławomirem Cytryckim, szefem jego gabinetu, oraz Bartłomiejem Sienkiewiczem, ministrem spraw wewnętrznych. Kolejne rozmowy odbyły się pomiędzy Andrzejem Parafianowiczem, byłym szefem wywiadu skarbowego, Sławomirem Nowakiem, byłym ministrem transportu, oraz Dariuszem Zawadką, byłym szefem GROM-u.

– Ci ludzie czuli się całkowicie bezkarni, o czym świadczy sposób i tematyka prowadzonych przez nich rozmów – komentuje Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS, twórca kontrwywiadu wojskowego. Jego zdaniem obecne służby specjalne są kompletnie zdemoralizowane.

Rozmowy zostały nagrane w prywatnej restauracji, a najciekawsze jest to, że niemal wszyscy ich uczestnicy (poza Sławomirem Nowakiem) byli związani ze służbami specjalnymi.

Marek Belka w archiwach służb specjalnych figuruje jako kontakt operacyjny komunistycznego wywiadu o pseudonimie „Belch” – podpisał tzw. instrukcję wyjazdową i zobowiązanie do zachowania w tajemnicy kontaktów z funkcjonariuszami wywiadu PRL-u. Z kolei Sławomir Cytrycki, absolwent studiów ekonomicznych w Leningradzie w ZSRS i wicedyrektor gabinetu Wojciecha Jaruzelskiego w czasie jego prezydentury, figuruje w dokumentach IPN jako kontakt operacyjny „Ritmo”.

Bartłomiej Sienkiewicz to narybek służb III RP – do Urzędu Ochrony Państwa trafił zaraz po jego utworzeniu. Po odejściu z UOP pracował m.in. w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Andrzej Parafianowicz, uważany za jednego z najbliższych współpracowników byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, od lat zajmował się tematyką bezpieczeństwa. Pracował m.in. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji jako wicedyrektor w Krajowym Centrum Informacji Kryminalnej (1999–2000), w czasach gdy Bondaryk był wiceszefem MSWiA. Po objęciu władzy przez PO jesienią 2007 r. Parafianowicz został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, obejmując funkcję generalnego inspektora informacji finansowej, generalnego inspektora kontroli skarbowej i pełnomocnika rządu ds. zwalczania nieprawidłowości finansowych na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej lub Unii Europejskiej.

Dorota Kania, Niezalezna.pl

Aferalna III RP:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/afery-tuska/