Przywrócić tożsamość szczątkom Żołnierzy Niezłomnych. Prof. Krzysztof Szwagrzyk o poszukiwaniu grobów ofiar komunistycznego terroru w Polsce – audycja w Polskim Radiu

Szwagrzyk_15.10.2014

– Zanim rozpoczniemy prace ekshumacyjne, wiemy, kogo poszukujemy, znamy dokładną historię lokalnego aparatu represji i sposób, w jaki dana osoba została uśmiercona – o poszukiwaniu szczątków ofiar komunistycznego reżimu opowiada w radiowej Dwójce prof. Krzysztof Szwagrzyk.

– Wszędzie tam, gdzie były siedziby Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie było KBW [KorpusBezpieczeństwa Wewnętrznego], gdzie były więzienia i obozy, mordowano ludzi, a następnie ukrywano ich szczątki, zamazując ślady pochówku. Dziś musimy do nich dotrzeć  mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, w rozmowie z Hanną Marią Gizą.

Skala jest ogromna, bo mowa jest o szczątkach tysięcy żołnierzy i ludzi związanych z Polskim Państwem Podziemnym, uśmierconych przez komunistyczne władze.

Jednym z najsłynniejszych masowych grobów, badanych przez IPN jest tzw. kwatera na Łączce na Powązkach, do której wrzucano ciała zamordowanych w latach 1948-56 w areszcie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie oraz siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej – dowódców i żołnierzy Armii Krajowej. Innym badanym od niedawna miejscem jest Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku, gdzie odnaleziono szczątki Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”.

Inka_ Zagończyk_szczątki

Inka_szczątki1

Inka_szczątki2

Inka_szczątki3

Inka_szczątki

"Inka" (1928-1946)
„Inka” (1928-1946)

 

Feliks Selmanowicz "Zagończyk" został rozstrzelany wraz z "Inką" w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej
Feliks Selmanowicz „Zagończyk” został rozstrzelany wraz z „Inką” w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej

Prof. Krzysztof Szwagrzyk opowiadał, że poszukiwanie grobów bohaterów polskiego podziemia przypomina pracę detektywistyczną, i że do celu doprowadzić może najdrobniejszy szczegół.

– Ogromnie pomocny w naszych pracach, jeśli chodzi o Gdańsk, był dr Waldemar Kowalski, historyk gdański, który odnalazł w tutejszym archiwum państwowym wyjątkowy dokument. Było to pismo naczelnika więzienia przy ulicy Kurkowej skierowane do wdowy po Feliksie Selmanowiczu. Pisał w nim, że zwłoki Feliksa Selmanowicza zostały pochowane na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Nie widziałem żadnego powodu, żeby naczelnik więzienia w roku 1946 mógł celowo wprowadzać w błąd wdowę po więźniu – wyjaśniał gość audycji.

Dzięki kolejnym strzępom informacji udało się namierzyć kwaterę, w której znaleziono szczątki innych żołnierzy zamordowanych przez gdański oddział UB. Prof. Krzysztof Szwagrzyk podkreślał, że choć jego zespół dokłada wszelkich starań, by zidentyfikować każdą z osób pochowanych w grobie, to nie zawsze będzie to możliwe.

– Jeśli ktoś nie miał rodzeństwa albo nie założył rodziny, nie miał dzieci, jeżeli nie wiemy, gdzie są pochowani jego rodzice, wówczas jesteśmy bezradni, bo nie możemy posiąść materiału genetycznego do porównań.

Więcej na ten temat – w nagraniu audycji [kliknąć w odpowiednią ikonkę na stronie]:

http://www.polskieradio.pl/8/3664/Artykul/1260048,Przywrocic-tozsamosc-szczatkom-zolnierzy-niezlomnych

(bch, pg)

PolskieRadio.pl

Żołnierze Niezłomni:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/zolnierze-niezlomni/

Prof. Krzysztof Szwagrzyk o pracach na „Łączce”: Bohaterowie spoczywają pod twórcami stanu wojennego

 .
łączka1

– Podobnie jak miliony Polaków poczułem rozgoryczenie, a nawet ból, że żyjemy w państwie, w którym kaci nie tylko nie stają przed sądem – a jeżeli stają, to są uniewinniani – to jeszcze kiedy dożywają swoich dni, chowani są z honorami wojskowymi. Te sytuacje niestety się powtarzają – powiedział  w rozmowie z Tadeuszem Płużańskim prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar reżimu komunistycznego. Wywiad ukazał się w „Super Expressie”.

Komentując pochówek z honorami wojskowymi Wacława Krzyżanowskiego, który żądał kary śmierci dla Ireny Siedzikówny „Inki”, Szwagrzyk podał też inny przykład pochówku komunistycznego zbrodniarza z honorami: „Kiedy w 2008 r. zmarł mjr Mieczysław Widaj – sędzia, który wydał ponad sto wyroków śmierci – jemu także przygotowano asystę wojskową. Gdyby nie nagłośnienie tych sytuacji przez media, zbrodniarze byliby chowani z honorami. Tymczasem to nie media i nie historycy powinni informować, kto jest katem. To obowiązek państwa, które już dawno powinno wprowadzić odpowiednie przepisy”.

łączka

Po pogrzebie Wacława Krzyżanowskiego minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zdymisjonował odpowiedzialnych za przyznanie asysty honorowej oskarżycielowi Danuty Siedzikówny „Inki”. Dowódcą garnizonu Koszalin był dowódca 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego płk dypl. Zbigniew Zalewski, zaś komendantem tego garnizonu – oficer prasowy pułku kpt Zbigniew Izraelski. Obaj trafią do rezerwy kadrowej.

szwagrzyk

szwagrzyk2

Profesor Szwagrzyk powiedział w „Super Expresie” o poszukiwaniach na cmentarzu w Gdańsku szczątków „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”: „we wrześniu br. odnaleźliśmy szczątki umieszczone w jednym dole – bardzo młodej kobiety z dwukrotnie przestrzeloną czaszką i nieco starszego od niej mężczyzny. Zostali pochowani w trumnach bez wieka. Wiemy skądinąd, że „Inka” została stracona razem z „Zagończykiem” i – wszystko na to wskazuje – zostali gdzieś razem pochowani. Do tej pory udało nam się potwierdzić szczegóły antropologiczne – wiek, wzrost, stan uzębienia i charakterystyczne przestrzeliny. Czekamy teraz na wyniki badań genetycznych”.

łączka

Szwagrzyk nawiązał też do poszukiwań na cmentarzu na Służewiu, które zakończyły się skandalem: – Tam w ciągu dziesięciu dni naszych działań potwierdziliśmy, że znajdują się szczątki więźniów z czasów stalinowskich. Doszło potem do interwencji policji i prokuratury, które zajęły te szczątki i przekazały je do zakładu anatomii. Nie wiem, jaki jest wynik postępowania prokuratury Warszawa-Mokotów. (…) Ani przez moment nie wątpiłem, że ustalenia prokuratury będą takie same jak naszych specjalistów – że są to szczątki ofiar komunizmu. Szkoda tylko czasu i niepotrzebnych złych emocji, które towarzyszyły naszym pracom. Wszystko można było zrobić inaczej. Jestem przekonany, że to kwestia miesiąca, dwóch, kiedy ta sprawa wróci do prokuratury IPN – powiedział historyk.

łączka6

Szwagrzyk powiedział też o kontynuacji dalszych prac na „Łączce”, gdzie odnaleziono już szczątki 196 więźniów: – Ciągle oczekujemy na ten najważniejszy moment, a więc na trzeci etap działań ekshumacyjnych na „Łączce”, który pozwoli nam na wydobycie szczątków ok. 90 więźniów, znajdujących się cały czas pod współczesnymi grobami. Na pewno nie stanie się to – z powodów oczywistych – zimą. Musi się to stać w roku następnym. Nie mogę sobie bowiem wyobrazić sytuacji, że będziemy słyszeć o jakichkolwiek trudnościach. Myślę też, że cierpliwość społeczna w tej sprawie osiągnęła pewną granicę. Żadne przeszkody, które istnieją w tym zakresie, nie są na tyle poważne, żeby nie można ich było pokonać. Trzeba jednak woli, determinacji i rzeczywistej chęci działania, a nie mnożenia kolejnych problemów – powiedział.

"Pod tymi grobami leżą Żołnierze Wyklęci"
„Pod tymi grobami leżą Żołnierze Wyklęci”

Co blokuje dalsze prace na „Łączce”? – Najważniejszym powodem jest fakt, że w latach 1982-1984, czyli pod osłoną stanu wojennego, władze komunistyczne uznały, że należy tam – na miejscu potajemnych pochówków więźniów – wyznaczyć pole dla zasłużonych działaczy komunistycznych. W krótkim czasie postawiono prawie 200 pomników tych ludzi. Problem polega na tym, jaką formułę, także prawną, przyjąć, aby doprowadzić do wydobycia szczątków więźniów. Powiedzmy jednak, że na Powązkach więźniów chowano także w innych kwaterach – B, C, F, F2, F3. Tu w ostatnich latach spoczęli twórcy stanu wojennego – mówi Szwagrzyk i pytany o nazwiska dodaje: – To na przykład gen. Florian Siwicki.

Warto wspomnieć, że gen. Florian Siwicki to PRL-owski minister obrony narodowej, trzeci, po Jaruzelskim i Kiszczaku, twórca stanu wojennego, pochowany w marcu 2013 roku. Według Szwagrzyka na ekshumację w Polsce czeka jeszcze co najmniej kilkanaście tysięcy ofiar komunizmu.

Niezalezna.pl

Do dziś żyjemy w PRL-u:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/13/plk-waclaw-krzyzanowski-prokurator-morderca-sadowy-danuty-siedzikowny-inki-zostal-dzis-pochowany-z-honorami-wojskowymi-i-orderami-na-poduszkach/

Żołnierze Niezłomni:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/zolnierze-niezlomni/

Czy stacjonujące na terenie naszego kraju wojsko, zwane polskim, rzeczywiście jest polskie, skoro honoruje funkcjonariuszy zbrodniczego systemu, a nie obrońców wolnej i niezawisłej ojczyzny?

inka_danuta_siedzikowna

Asysta honorowa dla kata „Inki”. Ministerstwo Obrony Narodowej ośmiesza się, udając, że nie wiedziało wcześniej o planowanej wojskowej asyście honorowej przy pochówku byłego prokuratora Wacława Krzyżanowskiego, który w 1946 r. zażądał kary śmierci dla 17-letniej Danuty Siedzikówny „Inki”.

W Koszalinie odbył się wczoraj pogrzeb stalinowskiego prokuratora płk. Wacława Krzyżanowskiego, który w 1946 r. oskarżał żołnierzy oddziału mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”: Danutę Siedzikównę i Feliksa Selmanowicza. Żegnano go z honorami wojskowymi.

„W dniu 10 października 2014 r. odszedł od nas na zawsze nasz Kochany, Wspaniały Tatuś, Teść, Dziadek i Pradziadek, płk WP w st. spoczynku, prawnik Wacław Krzyżanowski, weteran II wojny światowej, Sybirak, inwalida” – można było przeczytać w nekrologu zamieszczonym w „Głosie Koszalińskim”.

Szkopuł w tym, że wiele osób zapamiętało pułkownika Krzyżanowskiego zupełnie inaczej. W 1946 r. był oskarżycielem posiłkowym w pokazowym procesie 17-letniej Danuty Siedzikówny „Inki”, dla której zażądał kary śmierci. Sanitariuszce z oddziału „Łupaszki” zarzucił udział w „bandzie”, nielegalne posiadanie broni i wydanie rozkazu zastrzelenia dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa.

Scena z filmu
Scena z filmu „Inka 1946. Ja jedna zginę”, reż. Natalia Koryncka-Gruz

Dziewczyna została skazana na śmierć 3 sierpnia i zastrzelona 28 sierpnia 1946 r. wraz z Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem” w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku.

W tym czasie prokurator Krzyżanowski sporządził też akt oskarżenia przeciwko Heinzowi Baumannowi, 19-letniemu gdańskiemu Niemcowi, który upolował sarnę ze znalezionej w lesie broni. Mięsem podzielił się z rodziną i mieszkającymi w jego domu Polakami. Wpadł wskutek donosu. Krzyżanowski oskarżył Baumana o nielegalne posiadanie broni i prowadzenie działalności wywrotowej, mającej na celu oderwanie Gdańska od Polski. Mężczyzna został rozstrzelany 9 sierpnia 1946 roku.

Bez uprawnień kombatanta

Wacław Krzyżanowski to pierwszy stalinowski prokurator, któremu Instytut Pamięci Narodowej postawił zarzuty przed sądem, oskar- żając go o udział w komunistycznej zbrodni sądowej. Został jednak uniewinniony zarówno przez sąd I, jak i II instancji, który stwierdził, że nie można jednoznacznie ustalić, jaką rolę Krzyżanowski odegrał w procesach Baumana i „Inki”.

Historyk Piotr Szubarczyk przypomina, że Krzyżanowski stwierdził z początku, że co prawda wnioskował 3 sierpnia 1946 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Gdańsku o karę śmierci dla „Inki”, ale nie miał nic wspólnego ze sprawą, że „wcisnęli” mu papiery na korytarzu. Później okazało się, że kłamał.

– IPN ustalił, że był oskarżycielem „Inki” i że wnioskowanie o śmierć przychodziło mu nadzwyczaj łatwo – mówi Szubarczyk.

Krzyżanowski żądał też kary śmierci dla 16-letniego polskiego chłopca z Gdańska, który przechowywał broń w piwnicy. Skończyło się na „wyroku” 15 lat więzienia.

– Sprawa Krzyżanowskiego miała ruszyć w sądzie od nowa, ale pojawił się „doktor dobra rada”, który wyrobił mu papiery chroniące przed koniecznością stawiennictwa. „Państwo prawa” uznało sprawę za zakończoną – mówi Szubarczyk.

Prawomocną decyzją kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Krzyżanowski został jednak pozbawiony uprawnień kombatanckich, choć do końca życia pobierał świadczenia „inwalidy wojennego”, przez lata żył nieniepokojony w Koszalinie.

Haniebna przeszłość prokuratora Krzyżanowskiego nie przeszkodziła w wystawieniu mu na pogrzebie asysty honorowej Wojska Polskiego.

Jak wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” kapitan Zbigniew Izraelski z Garnizonu Wojska Polskiego w Koszalinie, poprosił o nią Związek Żołnierzy Wojska Polskiego z Koszalina. Wniosek o asystę wpłynął do Garnizonu Koszalin w dniu pogrzebu Krzyżanowskiego, a tę błyskawicznie mu przyznano.

– W dniu dzisiejszym wpłynął do nas pisemny wniosek. Nie znając przeszłości, tylko że jest zarejestrowany w Związku Żołnierzy jako pułkownik, wystawiliśmy tę asystę honorową, nie wiedząc w ogóle o tym, że jest to prokurator Krzyżanowski – tłumaczy się kpt. Izraelski.

Pytany, czy przeszkodą w wystawieniu asysty nie powinien być fakt, że Wacław Krzyżanowski został wcześniej pozbawiony uprawnień kombatanckich, oficer odparł, że „o uprawnieniach kombatanckich jednostki wojskowe nic nie wiedzą”.

– My wiemy tylko, czy ma stopień wojskowy, czy został go pozbawiony, a tu nic takiego nie było. Wniosek złożono, argumentując – i to jest prawda – że żołnierz został do Wojska Polskiego wcielony w 1943 r., był uczestnikiem bitwy pod Lenino i zmarł w wieku 95 lat. Jednostka wojskowa, która wystawiała asystę honorową, zrobiła to zgodnie z przepisami na wniosek pozarządowej organizacji weteranów – mówi kpt. Izraelski. Na pogrzebie, jak twierdzi, nie było przedstawicieli Garnizonu Koszalin.

– Wojsko Polskie po raz kolejny zostało w ten sposób upodlone –kwituje obecność wojskowej asysty na pogrzebie stalinowskiego prokuratora Piotr Szubarczyk.

Historyk zaznacza, że Krzyżanowski nigdy nie był oficerem Wojska Polskiego. – Walczył w wojsku sowieckim, polskojęzycznym, nazywanym nie wiadomo czemu „ludowym”, dowodzonym przez oficerów sowieckich. W całej historii wojska „ludowego” przewinęło się przez jego szeregi ok. 22 tys. oficerów sowieckich, jak mówią najnowsze ustalenia naukowe – stwierdza Szubarczyk.

– Sowieccy politrucy nauczyli go pogardy dla wrogów „władzy radzieckiej”, jak ci z Lasu Katyńskiego, wychowali na komunistycznego zbrodniarza. To, że był sybirakiem, dodatkowo go obciąża, poznał bowiem zbrodniczą naturę systemu, a mimo to służył mu, współuczestnicząc w zabijaniu niewinnych ludzi – dodaje nasz rozmówca.

– Przed 4 laty Krzyżanowski był bohaterem skandalu. Do Koszalina przyjechała delegacja władz białoruskich, wręczając mu medal za zasługi wojenne. Ludzie Łukaszenki oświadczyli, że pamiętają o swoich kombatantach, nawet jeśli ci żyją poza granicami kraju. Krzyżanowski medal przyjął. Warto pamiętać, że jedno ze świąt państwowych Białorusi przypada 17 września, w rocznicę wyzwolenia od „jaśniepanów polskich” – przypomina Piotr Szubarczyk.

„Wstyd. Zażądałem wyjaśnień od dowódcy Garnizonu Koszalin, który podjął taką decyzję” – skomentował całą aferę na Twitterze minister obrony Tomasz Siemoniak.

NaszDziennik.pl

Czy 12 września 2014 r. to data odnalezienia po 68 latach miejsca pochówku i szczątków „Inki” i „Zagończyka”?

Inka

12 września 2014 r. na gdańskim Cmentarzu Garnizonowym przy ulicy Giełguda znaleziono szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką. Czy to „Inka”? – Jeden ze szkieletów znalezionych na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku to szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką – poinformował IPN, którego badacze od kilku dni poszukują grobów ofiar terroru komunistycznego, w tym działaczki Armii Krajowej o pseudonimie „Inka”.

Poszukiwania na cmentarzu rozpoczęto w minionym tygodniu. Ich celem jest m.in. ustalenie miejsca pochówku działaczy AK – niespełna 18-letniej Danuty Siedzikówny ps. Inka i 42-letniego Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk. Obydwoje zostali rozstrzelani i dobici strzałami w głowę w 1946 r. w gdańskim więzieniu. Ich ciała pogrzebano w nieznanym miejscu. Ustalenia historyków pozwalają przypuszczać, że mogli oni zostać pochowani obok siebie na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, gdzie mają swoje symboliczne groby.

Symboliczne groby "Inki" i "Zagończyka" na Cmentarzu Garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku
Symboliczne groby „Inki” i „Zagończyka” na Cmentarzu Garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku

Jak poinformował prof. Krzysztof Szwagrzyk, który kieruje badaniami na Cmentarzu Garnizonowym, do poniedziałkowego popołudnia na terenie nekropolii natrafiono w sumie na szczątki kilkunastu osób. Dwa, wstępnie wyselekcjonowane – znalezione obok siebie – szkielety poddano szczegółowym oględzinom antropologów i specjalistów medycyny sądowej. Po zakończeniu oględzin, w poniedziałek po południu IPN poinformował, że są to szczątki mężczyzny i młodej kobiety.

Inka_ Zagończyk_szczątki

Prof. Szwagrzyk powiedział PAP, że według specjalistów, kobieta w chwili śmierci miała mniej niż 20 lat, a mężczyzna był w średnim wieku. Historyk dodał, że czaszki obu szkieletów zostały przestrzelone.

– W przypadku mężczyzny mamy też ogromne braki kości w obrębie klatki piersiowej, co może świadczyć o tym, że ten człowiek został np. rozstrzelany przez pluton egzekucyjny — powiedział PAP historyk. Szwagrzyk powiedział też, że z dostępnych archiwalnych dokumentów wynika, iż „Inka” była jedyną kobietą, na której wykonano wyrok w gdańskim więzieniu i – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa – pochowano na Cmentarzu Garnizonowym.

Inka_szczątki1

Inka_szczątki2

Jak przyznał Szwagrzyk, wiek ofiar w chwili śmierci oraz stan ich szczątków sugerują, że badacze mogli natrafić na groby „Inki” oraz „Zagończyka”. – Mimo że tak wiele elementów pasuje, ja zawsze będę starał się studzić emocje i powiem: poczekajmy do czasu wykonania badań genetycznych — powiedział Szwagrzyk. Zastrzegł, że nie wiadomo, kiedy znane będą wyniki badań (IPN dysponuje materiałem porównawczym obu ofiar komunizmu), które wykonają specjaliści z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Uniwersytet w porozumieniu z IPN prowadzi Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów.

"Inka" (1928-1946)
„Inka” (1928-1946)

Szwagrzyk poinformował też, że pozostałe szczątki znalezione na gdańskim cmentarzu dopiero zostaną poddane oględzinom antropologów i medyków sądowych.

– Dziś mogę powiedzieć, że wszystkie ciała zostały pochowane niezwykle płytko: 50-60 centymetrów pod ziemią. Sposób ułożenia wielu szkieletów świadczy o tym, że ciała były wrzucane do dołów, nie można więc mówić o prawdziwym pochówku — powiedział PAP historyk.

Specjaliści IPN pozostaną na gdańskim cmentarzu do czwartku. Szwagrzyk zaznaczył jednak, że do tego czasu nie uda się zbadać całej dostępnej przestrzeni, która może kryć szczątki ofiar komunizmu. – Potrzeba na to jeszcze przynajmniej trzech-czterech tygodni — powiedział historyk, dodając, że specjaliści chcieliby wrócić na gdański cmentarz w przyszłym roku.

Inka_szczątki3

Według historyków na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku w latach 40. i 50. ub. wieku mogło zostać pochowanych w sumie kilkadziesiąt osób zabitych na podstawie wyroków śmierci, głównie za działalność w organizacjach niepodległościowych.

Inka_szczątki

Danuta Siedzikówna ps. Inka urodziła się 3 września 1928 r. w Guszczewinie k. Hajnówki na Białostocczyźnie. W wieku 15 lat złożyła przysięgę AK i odbyła szkolenie sanitarne, służyła m.in. w wileńskiej AK. W czerwcu 1946 r. została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne. Tutaj aresztowało ją UB. Po ciężkim śledztwie została skazana na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r.

Inka_protokół

Wraz z „Inką” zginął – również skazany na śmierć – ppor. Feliks Selmanowicz, ps. Zagończyk. Jako ochotnik uczestniczył on w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. W czasie II wojny był on m.in. żołnierzem 3. oraz 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki”, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy plutonu.

Feliks Selmanowicz "Zagończyk" został rozstrzelany wraz z "Inką" w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej
Feliks Selmanowicz „Zagończyk” został rozstrzelany wraz z „Inką” w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej

Został aresztowany w lipcu 1946 roku. W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał, iż działalność „Inki” i jej współtowarzyszy z 5. Brygady Wileńskiej AK zmierzała do odzyskania niepodległego bytu państwa polskiego.

Inka2

IPN/Wuj

wPolityce.pl

„Inka”:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/danuta-siedzikowna-inka/

68 lat temu komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa aresztował „Inkę”. Kilkanaście dni później została skazana na śmierć, a jej szczątków nie odnaleziono do dziś…

Inka

Danuta Siedzikówna została aresztowana dokładnie 68 lat temu – 20 lipca 1946 r. i osadzona w gdańskim więzieniu. Służyła wówczas w szwadronie ppor. Zdzisława Badocha „Żelaznego”, który podlegał pod oddział Łupaszki. Jako sanitariuszka i łączniczka uczestniczyła w akcjach przeciwko NKWD i UB.

Po aresztowaniu została poddana ciężkiemu śledztwu i po kilkunastu dniach skazana na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku. W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty udziału w związku zbrojnym, mającym na celu obalenie siłą władzy ludowej oraz mordowania milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucono jej m.in. nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji szwadronu „Żelaznego” w Tulicach pod Sztumem.

Jak pisał Piotr Szubarczyk z IPN w Gdańsku,

Wyrok śmierci na sanitariuszkę był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB (od którego realnie zależał wyrok) wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. „Łupaszki”. Szwadron „Żelaznego”, w którym służyła „Inka”, był szczególnie znienawidzony przez gdański WUBP z powodu licznych, udanych akcji na placówki UB, m.in. brawurowy rajd przez powiaty starogardzki i kościerski 19 V 1946 r., podczas którego opanowano kilka posterunków milicji i placówek UB, likwidując sowieckiego doradcę PUBP w Kościerzynie, kilku funkcjonariuszy UB i ich konfidenta.

W grypsie z więzienia przesłanym siostrom Siedzikówna napisała:

Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba.

Zdanie to – według historyków – nie tylko odnosi się do przebiegu śledztwa, lecz także do odmowy podpisania przez „Inkę” prośby o ułaskawienie. Prośbę taką do prezydenta Bolesława Bieruta skierował za nią jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

Prokurator Wacław Krzyżanowski, który dla 17-letniej dziewczyny zażądał kary śmierci, był oskarżany przez Instytut Pamięci Narodowej o udział w zbrodniach komunistycznych, jednak dwukrotnie został uniewinniony przez sąd.

Danutę Siedzikównę zabił 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 strzałem w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego z KBW. Wcześniejsza egzekucja z udziałem żołnierzy się nie udała. Żaden nie chciał zabić „Inki”, choć strzelali z odległości trzech kroków. Miejsce pochowania jej ciała pozostaje nieznane.

wPolityce.pl

Czytaj także:

http://wpolityce.pl/historia/199748-dowodca-plutonu-podszedl-by-ja-dobic-wtedy-ona-krzyknela-niech-zyje-lupaszko-za-kilkanascie-dni-rozpoczynaja-sie-poszukiwania-inki

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/05/17/inka-1946-ja-jedna-zgine/