Platforma Obywatelska – platforma mafijna, czyli 8 lat bezkarnego dojenia Polski

kwiatkowski_kulczyk

Wczoraj w TV Republika w programie „Zadanie specjalne” dziennikarze śledczy Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawniali taśmy z podsłuchanych w Pałacyku Sobańskich (siedziba Polskiej Rady Biznesu) rozmów między już dzisiaj nieżyjącym biznesmenem Janem Kulczykiem, a ówczesnym ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, prezesem Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim i związanym z ministrem infrastruktury Sławomirem Nowakiem biznesmenem Piotrem Wawrzynowiczem.

Rozmowy są bardzo obszerne, dziennikarze wybrali z nich tylko wątki związane z prywatyzacją spółki Ciech S.A., do której przekonywał Jan Kulczyk, posługując się różnymi metodami „nacisku” na ministrów rządu Tuska i prominentnych polityków Platformy.

Wynika z nich, że czołowi politycy Platformy byli dosłownie „na zawołanie” najbogatszego Polaka, przynosili poufne informacje na temat procesu prywatyzacji tej spółki Skarbu Państwa, do tego stopnia szczegółowe, że jego ludzie mogli rozmawiać z innymi potencjalnymi nabywcami tej firmy, aby nie przeszkadzały w jej przejęciu.

2. Przypomnijmy tylko, że pospieszna prywatyzacja CIECH S.A., na którą zdecydował się minister skarbu w połowie 2014 roku – jak wiemy z tzw. taśm prawdy – odbyła się na skutek mocnych nacisków przedstawicieli przyszłego inwestora na różnych polityków z rządu Platformy i PSL-u.

Tuż przed wybuchem wspomnianej afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort skarbu wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie będącego w jego posiadaniu pakietu kontrolnego akcji CIECH S.A. (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH S.A. (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję, i zakup doszedł do skutku.

3. Przypomnijmy także, że po ujawnieniu w połowie marca 2015 roku przez szefa CBA, że przekazał Prokuraturze Okręgowej w Warszawie kolejne 11 nagrań z podsłuchanymi rozmowami polityków i biznesmenów, a także w związku z opublikowaniem przez TV Republika w połowie lutego tego roku treści meldunków operacyjnych składanych przez osobowe źródła informacji agentom tego Biura, do akcji wkroczyła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Zażądała ona od Prokuratury Okręgowej materiałów dotyczących prywatyzacji CIECH S.A. na rzecz firmy Jana Kulczyka, w tym w szczególności treści rozmowy pomiędzy wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem a lobbystą i przyjacielem wielu prominentnych polityków Platformy, Piotrem Wawrzynowiczem.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych, co bardzo dobitnie potwierdzają ogłoszone w połowie tego roku wyniki finansowe CIECH S.A. za 2014 rok (zysk netto wzrósł aż o 320%).

4. Donald Tusk po wybuchu afery podsłuchowej i opublikowaniu części nagrań z udziałem prominentnych polityków Platformy sugerował nawet, że za aferą stoją służby zza naszej wschodniej granicy (podczas sejmowego wystąpienia w czerwcu 2014 roku mówił o scenariuszu pisanym cyrylicą), twierdził, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz wyjaśni te wątki do jesieni 2014 roku, później ewakuował się do Brukseli i zostawił ten cały „pasztet” swojej następczyni.

Ta przy rekonstrukcji rządu pozbyła się większości ministrów podsłuchanych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i Pałacyku Sobańskich, ale co jakiś czas ukazują się kolejne nagrania, a w nich nowe wątki dobitnie pokazujące, że politycy Platformy traktowali Polskę jak prywatny folwark.

Skoro wyjaśnienie tej afery trwa już ponad rok i do tej pory tylko niektórzy działacze Platformy ponieśli konsekwencje – i to zaledwie polityczne – to trudno się dziwić, że nowe taśmy dopadły na finiszu kampanii wyborczej premier Kopacz i kierowaną przez nią partię.

Zdaje się, że tej partii trudno będzie uzyskać w tych wyborach nawet 20% poparcie.

Dr Zbigniew Kuźmiuk
kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, poseł na sejm RP obecnej kadencji, poseł do PE w latach 2004-2009, wcześniej marszałek województwa mazowieckiego, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

Reklamy

Brudne geszefty III RP. Wysiłki Ewy Kopacz w obliczu afery taśmowej i rozkładu PO to próba leczenia nowotworu przy pomocy plastra – analiza dr. Zbigniewa Kuźmiuka

krauze

Decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

W mainstreamowych mediach, króluje narracja potępiająca nielegalne podsłuchy i jeszcze bardziej nielegalną prezentację zeznań świadków złożonych w prokuraturze w tej sprawie, natomiast bardzo rzadko politycy rządzącej koalicji i sprzyjający im dziennikarze nawiązują zarówno do treści podsłuchanych rozmów, jak i do zawartości akt tej sprawy, prowadzonej przez warszawską prokuraturę.

Mleko się rozlało, mimo starań prokuratury, aby zablokować strony internetowe różnych portali społecznościowych, prezentujące skany akt przesłuchań świadków w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Akta funkcjonują już w tylu miejscach przestrzeni cyfrowej, że te zabiegi prokuratury są przysłowiową walką z wiatrakami. Ponieważ mainstreamowe media swojej polityki informacyjnej nie zmienią i będą, jak sądzę, do końca broniły III RP, tym bardziej

trzeba prezentować opinii publicznej deale ministrów koalicji Platformy i PSL-u, i wielkiego biznesu, zawierane podczas lunchów, gdzie głównym daniem były ośmiorniczki zakrapiane drogimi winami.

W aktach tej sprawy można wyczytać, jak ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski snuł przed jednym z najbogatszych Polaków Janem Kulczykiem wizje robienia przez niego interesów na Ukrainie w sektorze energetycznym.

Sikorski był przymierzany przez Tuska do stanowiska komisarza ds. energetyki i właśnie z tej pozycji zobowiązywał się do promowania i chronienia interesów tego biznesmena na Ukrainie.

ciech sa

Pytany o to obecny marszałek Sejmu nie zaprzecza, że takie rzeczy Kulczykowi deklarował, ale broni się, że służby dyplomatyczne pod jego kierownictwem były nastawione na pomaganie polskiemu biznesowi w jego interesach z zagranicą. Tyle tylko, że czym innym jest wspomaganie przez naszych dyplomatów polskich przedsiębiorców na zagranicznych rynkach, a czym innym deklaracja urzędującego ministra spraw zagranicznych, że po objęciu ważnego unijnego stanowiska, będzie wspierał interesy konkretnego biznesmena, swoistego „przyjaciela Skarbu Państwa”.

Używam tego terminu, ponieważ tak się składa, że

Jan Kulczyk i jego firmy miały wyjątkowego nosa w całym okresie polskich przemian po roku 1989, jeżeli chodzi o udział w wielkich „prywatyzacjach” państwowego majątku.

Na bardzo korzystnych warunkach, jak to się na sejmowych korytarzach mówi – „za darmo i na raty”, uczestniczył w latach 90. poprzedniego stulecia w prywatyzacjach polskich browarów Wielkopolskich i Tyskich, później za rządów AWS-UW w słynnej prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, a ostatnio zabiegał przez wiele miesięcy o zakup pakietu kontrolnego CIECH SA [Ciech SA produkuje chemię do zbrodniczych, ludobójczych oprysków samolotowych (chemtrails)  przyp. TAW].

Szukał długo wsparcia w rządzie, rozmawiał na ten temat i z ministrami rządu Tuska, i szarymi eminencjami, które wokół tej ekipy funkcjonowały – z prezesem NIK, a nawet, jak mówi się na mieście, z nowym premierem (jedna z taśm ponoć zawiera rozmowę obydwu panów na ten temat).

Jak wynika ze skanów zeznań świadków z warszawskiej prokuratury, za pokaźną sumę uzyskał wreszcie przychylność ministrów rządu Donalda Tuska i prywatyzacja poszła jak z płatka.

Przypomnijmy, że tuż przed wybuchem afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort Skarbu Państwa wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie, będącego w jego posiadaniu, pakietu kontrolnego akcji CIECH SA (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH SA (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji, inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję i zakup doszedł do skutku.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora, zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych,

wszak pozbył się pakietu kontrolnego jednego z liderów europejskiego rynku chemicznego, koncernu, w którego składzie znajduje się 30 spółek krajowych i zagranicznych o przychodach ponad 4 mld zł rocznie.

To tylko jeden z wielu wątków tzw. afery podsłuchowej, a w mainstreamowych mediach tylko o nielegalności podsłuchów i jeszcze większej nielegalności opublikowania prokuratorskich akt zawierających zeznania świadków w tej sprawie.

Rozkład instytucji państwa i kompletna utarta wiarygodności ludzi Platformy i PSL-u, rządzących naszym krajem, jakie wyzierają z tych prokuratorskich akt, są tak porażające, że tylko krótki czas do wyborów parlamentarnych nakazuje wstrzemięźliwość w proponowaniu rozwiązań, które w demokratycznym państwie powinny być w takiej sytuacji podjęte.

W tej sytuacji podjęte w ostatnią środę decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

kuźmiuk

 

 

 

Dr Zbigniew Kuźmiuk

kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, publicysta, deputowany do Parlamentu Europejskiego 2004-2009 oraz 2014-2019, poseł na sejm RP IV i VII kadencji, marszałek województwa mazowieckiego 1999–2001, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski 1994–1996, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

O aferze taśmowej czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/afera-tasmowa/

Sędziowski matrix III RP. Dwie kategorie sędziów. Obydwie do wyrzucenia z zawodu – Jerzy Jachowicz

Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego zarzutu korupcyjnego
Sędzia Igor Tuleya uniewinnił doktora Mirosława Garlickiego od udowodnionego mu zarzutu korupcyjnego

To nie do wiary, jak w Polsce działa wymiar sprawiedliwości. Sprawiedliwości. Jeden z filarów koniecznych do prawidłowego funkcjonowania państwa. Na całym świecie w przypadku naruszenia prawa sprawiedliwość reprezentują sędziowie, a nawet powiedzieć można, że poprzez wyroki sprawiedliwość tę realizują. W Polsce, niestety, sędziowie (poza nielicznymi wyjątkami), którzy rozumieją ducha sprawiedliwości i starają się wydawać wyroki zgodnie z jego wymogami – to ludzie, którzy są tak zakręceni politycznie, że wyroki podporządkowują swoim politycznym przekonaniom.

Albo tacy, którzy wprawdzie nie kierują się sympatiami politycznymi, ale mają inny feler – nie rozumieją, co to jest sprawiedliwość. Patrzą jedynie w kodeksy, mniej lub bardziej uważnie je czytają i bezmyślnie do słów w nich zawartych się stosują, będąc przekonani, że właściwie wykonują swój zawód. Niektórzy pewnie nawet myślą, że doskonale wypełniają swoją misję.

Najbardziej głośnymi, stosunkowo niedawnymi przypadkami sędziów, kierujących się przekonaniami ideologicznymi, czy jak kto woli sympatiami bądź fobiami politycznymi (bo czasami nienawiść do jakichś partii politycznych jest równie silnym motywem do ferowania wyroków jak uczucie zachwytu do ugrupowania darzonego sympatią) są dwaj warszawscy sędziowie: Igor Tuleya i Paweł Rysiński. Pierwszy sądził znanego kardiochirurga Mirosława G., oskarżonego o korupcję. Oskarżony został przez Igora Tuley’ę potraktowany nadzwyczaj wyrozumiale. Zaś proces zakończył się ostrym atakiem na CBA, porównanym przez sędziego Tuley’ę do Urzędu Bezpieczeństwa w czasach stalinowskich. Sędzia Paweł Rysiński byłą posłankę PO Beatę Sawicką, również oskarżoną o korupcję, uniewinnił. Jego zdaniem CBA podstępem wciągnęło w pułapkę uczciwą i pełną cnót posłankę Sawicką, która kierując się rozbudzonym w niej czystym uczuciem miłości do agenta Tomka, przyjęła pierwszą ratę łapówki w wysokości 50 tys. zł.

Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego
Sędzia Paweł Rysiński uniewinnił posłankę PO Beatę Sawicką od udowodnionego jej zarzutu korupcyjnego

Drugą kategorię polskich sędziów dobrze ilustruje sprawa kradzieży w sklepie batonika wartości 99 groszy, dokonanej przez człowieka nie w pełni sprawnego umysłowo. Jedna mądra nadzwyczajnie pani sędzia nieszczęśliwcowi wymagającemu leczenia wymierzyła karę grzywny. Sto złotych. Z powodu niezapłacenia kary zamieniła ją na pięć dni więzienia. A następnie w majestacie prawa doprowadziła do tego, że ów chory człowiek, który nie był w stanie zapłacić grzywny, znalazł się więzieniu.

Inna mądra pani sędzia ukarała surową grzywną dyrektora więzienia, któremu żal się zrobiło owego skazańca. Dlatego z własnej, prywatnej kieszeni wpłacił za niego grzywnę, aby uchronić go od przykrości, na jakie mógł być narażony w więzieniu z inspiracji innych współwięźniów.

Gdyby to ode mnie zależało, wszystkim tu wymienionym osobom odebrałbym prawa sędziowskie. Natychmiast. Dożywotnio.

Jerzy Jachowicz

Stefczyk.info

24.10.2008 WARSZAWA JERZY JACHOWICZ DZIENNIKARZ PISARZ Fot. Marcin Lobaczewski

Wątki gospodarcze taśm prawdy coraz mocniej ukrywane – dr Zbigniew Kuźmiuk

vyacheslav-moshe-kantor_archive.government.ru.jpeg
Władimir Putin, Wiaczesław Mosze Kantor. Fot. archive.government.ru

W mediach wspierających rząd Donalda Tuska w związku z podsłuchanymi rozmowami jego ministrów coraz więcej informacji o języku tych rozmów, także o potrawach jakie spożywali i alkoholach jakie popijali, podczas spotkań w restauracjach, a coraz mniej o istotnych wątkach gospodarczych, które były w nich poruszane.

A jest ich co najmniej kilkanaście i każdy o ogromnym ciężarze gatunkowym, i to zarówno jeżeli chodzi o znaczenie dla polskiej gospodarki, jak i wymiar finansowy, w tym także strat dla budżetu państwa.

2. Przypomnijmy więc, że w ostatnich kilkunastu miesiącach toczą się w polskiej gospodarce bardzo niekorzystne procesy przechwytywania majątku narodowego, które tylko dla niepoznaki ta koalicja nazywa prywatyzacją.

Trwa na przykład proces wchodzenia rosyjskiego miliardera Wiaczesława Mosze Kantora do spółki Grupa Azoty, mającej pod swoimi skrzydłami wszystkie zakłady przemysłu azotowego w kraju.

Rosjanie kilkanaście dni temu poinformowali, że ich spółka Nordica nabyła prawie 3% akcji Grupy Azoty i w ten sposób ich udział w kapitale spółki przekroczył 20% jej kapitału akcyjnego, mimo tego, że przynajmniej oficjalnie minister skarbu państwa jest przeciwny temu procesowi.

To już daje im możliwość delegowania swojego przedstawiciela do rady nadzorczej spółki i w konsekwencji wejście w posiadanie wszystkich ważniejszych informacji zarówno o jej sytuacji bieżącej, ale także strategii rozwoju, w tym zamierzeniach inwestycyjnych.

A ponieważ spore pakiety akcji mają OFE, których właścicielami są zagraniczne PTE, to w sytuacji kiedy rząd zadarł z nimi poprzez nacjonalizację części środków w nich zgromadzonych, mogą być bardzo podatni na argumenty finansowe właściciela Acronu.

Wiaczesław Mosze Kantor mówi wprost w rosyjskich mediach, iż liczy na to, że nowy szef warszawskiej GPW Paweł Tamborski (do niedawna był wiceministrem Skarbu Państwa i zachęcał rosyjskiego miliardera do inwestycji we wtedy jeszcze Azoty Tarnów) mu w tym pomoże.

3. Z kolei polski oligarcha Jan Kulczyk dosyć pośpiesznie na początku marca nabył przez swoją spółkę KI Chemistry za pożyczone ponad 600 mln zł z jednego z banków ponad 51% koncernu chemicznego Ciech.

Przez długie miesiące minister skarbu opierał się przed tą transakcją, nagle się zgodził i to, jak się wydaje, za nieduże pieniądze, ponieważ Ciech to koncern skupiający ponad 30 różnych chemicznych spółek w Polsce i za granicą, których obroty przekraczają 4 mld zł. [Ciech SA jest producentem współczesnego cyklonu B, czyli ludobójczej chemii rozpylanej codziennie w megatonach ze specjalnych samolotów nad naszymi głowami, tzw. chemtrails – przyp. TAW].

Jan Kulczyk ma szczęście do różnych „ciekawych” zakupów majątku skarbu państwa razem z inwestorami zagranicznymi, na których zawsze zarabia duże pieniądze (kupuje nieduże pakiety akcji, a później odsprzedaje je inwestorom zagranicznym za ogromne pieniądze).

Tak było przy prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, gdzie działał razem z France Telecom; banku PBK, który ostatecznie nabyli Austriacy i Browarów Wielkopolskich „Lech”, które ostatecznie nabył południowoafrykański koncern SAB.

Zdaje się, że ta prywatyzacja może mieć taki sam charakter, a za jakiś czas koncern Ciech zostanie odsprzedany zagranicznemu inwestorowi z dużym zyskiem (mówi się coraz bardziej otwarcie o Rosjanach).

4. A są przecież jeszcze wątki o „tłustych misiach”, na które można dowolnie nasyłać skarbowe kontrole zadaniowe i doprowadzać ich interesy na skraj upadłości, a wtedy są bardziej skłonni do współpracy z rządzącymi (współwłaściciel spółki Mennica Polska już zapowiedział proces ze Skarbem Państwa o utratę wartości jego firmy), czy wątki o ogromnych startach jakie poniesie państwowa spółka PGNiG w związku z ponad 2-letnim opóźnieniem w budowie Gazoportu w Świnoujściu.

Są także jeszcze „nieodkryte” taśmy z nagranymi spotkaniami wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego z Janem Kulczykiem czy ministra Pawła Grasia znowu z Janem Kulczykiem a także innymi biznesmenami – wszystkie dotyczące, jak się można domyślać, głównie spraw gospodarczych.

Tymi ostatnimi zajmie się sejmowa komisja ds. służb, bowiem przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości w tej komisji będą się tego bardzo intensywnie domagać.

To te kwestie trzeba wyświetlać, ponieważ chodzi o strategiczne interesy polskiego państwa i straty budżetowe idące w setki milionów złotych.

kuźmiuk

Dr Zbigniew Kuźmiuk

kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, publicysta, deputowany do Parlamentu Europejskiego 2004-2009 oraz 2014-2019, poseł na sejm RP IV i VII kadencji, marszałek województwa mazowieckiego 1999–2001, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski 1994–1996, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/afery-tuska/

Odwracanie kota ogonem. Czyli o tym, jak dozgonni klakierzy upadającego Tuskowego rządu nierządu rozpaczliwie próbują przekierować uwagę gawiedzi z CO na KTO

How_I_Sits

Na początek zagadka. Kto to powiedział? „Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej (…). Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd”…

Porównując obecny rząd do pokojówki mogę obrazić ludzi wykonujących ten uczciwy zawód. Używam jednak tego porównania, by wyjaśnić, jak absurdalna jest próba przekierowania uwagi ws. afery taśmowej z tematu CO na KTO. Rozumiem ławę oskarżonych z PO, którzy niczym pokojówka złapana na kradzieży, próbują skierować naszą uwagę na pytanie „kto nagrał” jej kradzież. Nie akceptuję jednak, gdy tę linię obrony powielają media.

sprzątaczka

Rolą mediów jest w uczciwy sposób wyjaśnić opinii publicznej, co jest w treści rozmów ważne i dlaczego, a nie rozpylanie mgły informacyjnej i przekierowanie sprawy na poboczne tory. Cokolwiek sądzimy o Sylwestrze Latkowskim czy „Wprost”, to największa kompromitacja w tej sprawie – to zarówno: totalny brak bezpieczeństwa państwa oraz kompromitująca treść zawieranych dealów i polityczna korupcja, jaka została ukazana w tych nagraniach.

zaufanie

Ok, weźmy pod uwagę opcję: Nagrywający od lat postawił sobie za cel skompromitowanie najważniejszych ministrów, szefów spółek skarbu państwa i prezesa NBP. Czy byłby to w stanie zrobić, gdyby na nagraniach było tylko parę przekleństw, ale tak naprawdę obywatele zobaczyliby że bohaterowie taśm realizują polski interes i stawiają go wyżej niż własne korzyści? Oczywiście, że nie. Wtedy co najwyżej rządzący mogliby producentowi taśm podziękować, że pokazał ich wspaniałe oblicze mężów stanu zatroskanych o Polskę. Stało się odwrotnie. Czy z winy nagrywającego, kimkolwiek on jest? Czy z winy „Wprost”, który taśmy opublikował, niezależnie od intencji i motywacji? Nie. Niejako „właścicielami” tej kompromitacji – są jej bohaterowie. Postaram się problem taśm opisać w sześciu punktach

1. Dodruk pieniędzy, by PO utrzymała się u władzy nie jest moralnie mniej obciążającym czynem, gdy pozostaje tajny. Wręcz przeciwnie, jest tym bardziej kompromitujące takie partyjne działanie, gdy jest przeprowadzane za plecami, przy jednoczesnym zapewnianiu publicznie przez rządzących, że im chodzi o coś więcej niż własne stołki, wpływy i zarobki. Czy mówienie publicznie o wspaniałych relacjach z USA, podczas gdy prywatnie minister Sikorski mówi, o tym jak bardzo taki sojusz uważa za zły i woli dobre relacje z Rosją, przestaje być kompromitujące w zależności od tego, kto i dlaczego tę hipokryzję wykazał?

2. Spójrzmy na instytucję świadków koronnych. Najczęściej to są bardzo źli ludzie, mający naprawdę sporo za uszami. Organa ścigania zgadzają się jednak na współpracę z nimi, gdy pozwala to ukarać sprawców poważnych przestępstw, ich kolegów z grup przestępczych. Jest lepszy przykład, jaki dał prof. Ryszard Bugaj. Czy Polska w 1943 r. powinna zignorować informację o zbrodni katyńskiej, tylko dlatego że ujawnili ją Niemcy? Przecież zrobili to dla swoich interesów. Wracając do współczesności: Czy jeśli jako obywatele dostajemy dowód na łamanie konstytucji przez rządzących, używanie państwa przez partię jako własności, folwarku – to mamy ich usprawiedliwiać, tylko dlatego że nagrywający ich nie lubi? Czy mąż, który dostaje do skrzynki pocztowej dowody na zdradę  małżonki, kupi jej tłumaczenia: Pomyśl kochanie, kto chciał nam zaszkodzić, zepsuć nasz związek? Nie. Będzie wściekły na fałsz i zło, jakiego doznał od osoby, której ufał, kochał. Tym bardziej nie będzie skory do słuchania jej wyjaśnień, jeśli będzie to któraś z kolei zdrada. Bo rządzący Polską, zdradzili państwo, zdradzili obywateli. Na rzecz własnej partii i partykularnych interesów. Od lat dokonują zdrady stanu, a demokrację zamienili na demokraturę, której jedynym i podstawowym celem jest utrzymanie się na stołkach i władza dla samej władzy. Niezaspokojeni, ciągle sięgają po więcej i więcej, tracąc przy tym nawet podstawową ostrożność, by oszukiwać i okradać obywateli w dyskretny sposób.

3. Rządzący, zaślepieni dali się nagrać i chcą nas przekonać, że winą ich szaleństwa władzy, wszystkich kompromitujących zdarzeń i ustaleń, jest ten, który to ujawnił. Bo obywatel – w ich przekonaniu – by władzę kochać i jej ufać tym bardziej, im mocniej ona go oszukuje i okrada. Bo obywatel nie jest dla nich suwerenem, któremu władza ma służyć. On ma na nich głosować. Jeśli do tego potrzeba dodrukować pieniędzy, czyli de facto okraść z oszczędności? Żaden problem. Już Marek Belka, jako premier techniczny w lewicowym rządzie zasłynął „podatkiem Belki”, czyli właśnie podatkiem od tego, co Polacy sobie zaoszczędzili. Ma doświadczenie w tej praktyce, dlatego minister Sienkiewicz wiedział do kogo się zwrócić.

4. To też kwestia zaufania i uczciwości. Jeśli postrzegamy hierarchię władza-obywatele jako relację, w której rządzący są od tego, by Polsce i Polakom służyć – nie możemy zgodzić się na dalsze zatrudnianie pokojówki, która kolejny raz nas okradła. Jak możemy jej dalej ufać i powierzać nasz dom? Im dłużej będziemy ją utrzymywać, tym więcej może nam ukraść i tym częściej nas oszukać.

5. Na koniec słówko o jawności. To prawda: ujawnienie nagrań kompromitujących ministrów polskiego rządu jest szkodliwe dla wizerunku Polski na świecie, niezależnie co my o nich sądzimy. Warto jednak zauważyć, że jeszcze gorsza jest perspektywa szantażowania po cichu, w zaciszu gabinetów, czy restauracji takimi nagraniami – co może powodować podejmowanie przez nich bardzo niekorzystnych decyzji dla Polski, korzystnych dla producenta taśm. O taką możliwość pytałem premiera w poniedziałek 16 czerwca, tuż po ujawnieniu pierwszych taśm. Odnosząc się do plotek na temat istnienia nagrań z udziałem sekretarza partii Pawła Grasia, szefa CBA Pawła Wojtunika, wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej Tusk stwierdził, cytuję:  „Na razie nie mamy żadnego sygnału, aby te osoby podlegały szantażowi”. Chciałbym wierzyć na słowo, jednak faktem jest, że w kontekście szantażu nawet najstraszniejsza kompromitacja lepiej by była jawna i skończyła karierę danego polityka, niż stała się narzędziem do zmuszania go, by podejmował decyzje złe dla państwa i własnych obywateli.

Co właściwie jest złego w tych nagraniach, w ich treści? Nie przekleństwa, nawet nie prostactwo do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. W końcu to z PO wywodzi się Palikot, a twarzami jest Niesiołowski. Złem tych taśm jest spiskowanie najważniejszych osób w państwie w celu zablokowania demokratycznych procedur. Drukowanie pieniędzy, tylko by w roku wyborczym „władzy raz zdobytej nie oddać nigdy” – to nic więcej niż uznanie, że dla PO demokracja nie istnieje.

6. Ujawnione przez „Wprost” treści rozmów zawierają wiele wątków. Opiszę je skrótowo. Oprócz drukowania pieniędzy na kampanię PO, dotowanie „pod stołem” małych lotnisk, bądź linii lotniczych przez państwo. Kompromitacja budowy terminalu LNG, którego opóźnienie – według jednego z bohaterów – sięga nawet 2017 r. Przewały skarbowe przy kontroli finansów Sławomira Nowaka i jego żony, ustawiania prokuratora generalnego przez ministra Sienkiewicza, czym się szef MSWiA chwali w rozmowie z Belką. W najnowszych dochodzi prorosyjski kurs ministra Sikorskiego nadal realizowany, mimo publicznych deklaracji oraz dotowanie Jerzego Owsiaka „30 bańkami” przy okazji obchodów 4 czerwca.

„Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej (…) Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd” – tak mówił… Donald Tusk w 2006 r. po ujawnieniu „taśm Renaty Beger”. Dziś już inaczej śpiewa, bo wie że gra idzie o jego stanowisko, którego po dobroci nie odda.

Samuel Pereira, Niezalezna.pl

Aferalna III RP:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/afery-tuska/

Sitwa, „służby” i przyjaciele…

sowa

W restauracji Sowa i Przyjaciele, ulubionym lokalu rosyjskich dyplomatów i polityków Platformy Obywatelskiej, w saloniku VIP-ów najważniejsi urzędnicy państwowi prowadzili poufne rozmowy, które zostały nagrane. Część z nich opublikował tygodnik „Wprost”; wiadomo jednak, że stenogramów i nagrań jest znacznie więcej. Ta sytuacja ma szerszy wymiar: Tusk nigdy nie był tak słaby jak dzisiaj, a to jest z kolei na rękę Bronisławowi Komorowskiemu, który walczy o przejęcie wpływów w Platformie.

– Nie jest ważne, kto nagrał, bo przy dzisiejszej technice może to zrobić praktycznie każdy. Prawidłowe pytanie brzmi, w jakim celu to zrobiono i dlaczego prokuratura nie wszczyna postępowania, które objęłoby wszystkich członków rządu – mówi gen. Zbigniew Nowek, były szef Urzędu Ochrony Państwa, następnie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydentury prof. Lecha Kaczyńskiego.

Gen. Nowek uważa, iż nie można wykluczyć żadnej hipotezy, łącznie z tą, że jeden z ministrów może być szantażowany. Jeżeli są informacje, że jest więcej nagrań niż te, które opublikowano, należy sprawdzić, czy którykolwiek z członków Rady Ministrów zrobił coś, co mogłoby zostać wykorzystane przez szantażystów. W tej chwili tak bowiem można odczytać ten sygnał: przekazaliśmy dziennikarzom część nagrań, ale jest ich więcej i możemy z nich zrobić użytek. Niewykluczona jest także hipoteza walki o wpływy np. w polityce – komentuje gen. Nowek.

vip-room

Jego zdaniem zawiodły służby kontrwywiadowcze. – Jeżeli zamontowano w restauracji podsłuch, to bez problemu można było tam też umieścić ładunek wybuchowy. Po tragedii smoleńskiej rządzący przekonywali nas, że służby specjalne działają prawidłowo, że zdały egzamin. Teraz widać, jak naprawdę działają mówi były szef ABW.

Nagrania zostały zrobione w restauracji położonej na warszawskim Mokotowie, blisko najważniejszych urzędów w państwie oraz ambasady rosyjskiej. Rosyjskich dyplomatów nasi rozmówcy widzieli tu wielokrotnie. Ze strony internetowej właściciela lokalu Roberta Sowy (znanego m.in. z występów w telewizji TVN i Radiu Zet) możemy się dowiedzieć o organizowanych przez niego prestiżowych eventach – m.in. galach i bankietach.

W ostatnich trzech latach przygotował on m.in. catering dla Lotto w Pałacu w Wilanowie, catering dla gości loży biznesowych oraz sekcji Gold i Silver Stadionu Legii podczas meczu Polska–Francja – bankiet dla Legii Warszawa,  Bal Przymierza Rodzin z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego i prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, Dni Polskie w Brukseli i 80-lecie banku PKO BP SA.

Stenogramy, które się nie ukazały

Poza opublikowanymi nagraniami są także zapisy innych rozmów, m.in. szefa CBA Pawła Wojtunika z wicepremier i minister infrastruktury Elżbietą Bieńkowską oraz szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego z biznesmenem Janem Kulczykiem, który niedawno kupił akcje państwowej firmy Ciech [firma znana z produkcji współczesnego Cyklonu B czyli śmiercionośnych, ludobójczych substancji, które są codziennie rozpylane nad naszymi głowami (tzw. chemtrails) – przyp. taw].

Rozmowy te także zostały nagrane w restauracji Sowa i Przyjaciele; podobnie jak w poprzednich przypadkach, wykonano również fotografie. Na zdjęciach widać postacie wchodzące do lokalu – nie są to stop-klatki z zainstalowanych w pobliżu kamer, lecz zdjęcia wykonane aparatem fotograficznym. To oznacza, że osoby, które je robiły, wiedziały doskonale o terminie spotkania oraz o tym, kto jest umówiony. Do zwyczajów ludzi z rządu Donalda Tuska należy prowadzenie ważnych, poufnych rozmów przy drogim obiedzie, zwykle za kilka tysięcy złotych.

Według nieoficjalnych informacji, rozmowa, która miała miejsce pomiędzy Pawłem Wojtunikiem a Elżbietą Bieńkowską, dotyczyła kar unijnych, które nam grożą m.in. za infoaferę, którą szef CBA nazwał „największą aferą w historii”. W lutym tego roku okazało się, że Unia Europejska zablokowała Polsce wypłatę 488 mln euro na realizację projektów informatycznych. Wstrzymanie refundacji dotyczyło wydatków programu „Innowacyjna gospodarka”. Sytuacja nie zmieni się do momentu uzyskania przez Unię całkowitej pewności, że polskie władze podjęły kroki niezbędne do identyfikacji i wycofania faktur zagrożonych oszustwami. „Infoafera może zniweczyć plany Bieńkowskiej” – alarmowała na początku br. „Rzeczpospolita”, w której m.in. czytamy: „Zważywszy, że e-projekty, jak i wszystkie inne inwestycje dotowane przez UE z budżetu na lata 2007–2013, muszą być rozliczone do końca 2015 r., oznacza to, że z uratowaniem tych pieniędzy mogą być nie lada problemy, bo prawdopodobieństwo, że sąd do tego czasu wyda wyrok w sprawie infoafery, jest naprawdę znikome. I nawet Bieńkowska nie pomoże, bo sprawa jest rozwojowa, cały czas się toczy i kiedy się zakończy – nie wiadomo. A potem będzie etap sądowy. Ile on potrwa, tego nie wie nikt, ale niemożliwe się wręcz wydaje, aby sąd orzekł przed końcem 2015 roku”.

Tuż przed wybuchem afery podsłuchowej posłowie przegłosowali, że nie będzie komisji śledczej badającej infoaferę – sprawa po raz kolejny została zamieciona pod dywan.

Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński potwierdził, że doszło do spotkania jego szefa z wicepremier Bieńkowską. – Spotkanie szefa CBA z wicepremier Elżbietą Bieńkowską odbyło się w miejscu publicznym, było spotkaniem oficjalnym, umówionym przez sekretariaty z inicjatywy pani wicepremier. Jest naturalne, że szef CBA Paweł Wojtunik w ramach swoich zadań służbowych spotyka się z wieloma osobami i nie ma w treści tych rozmów nic nagannego. Jestem spokojny i w tym przypadku nie obawiam się niczego niewłaściwego – stwierdził rzecznik CBA w sobotę, gdy na stronie internetowej „Wprost” ukazały się fragmenty artykułu na temat afery podsłuchowej.

W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik prasowy NIK Paweł Biedziak. W przesłanym Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu napisał, że w czasie rozmowy z Janem Kulczykiem szef NIK poinformował go, iż ze swoimi problemami przedsiębiorca powinien zgłosić się do innych organów państwa.

Dlaczego wicepremier polskiego rządu Elżbieta Bieńkowska i szef CBA Paweł Wojtunik oraz szef NIK Krzysztof Kwiatkowski i najbogatszy Polak Jan Kulczyk spotykali się w prywatnej restauracji na obiedzie? Na to pytanie żaden z rzeczników nie odpowiedział. Nie wiadomo też, z jakich funduszy zapłacono za te spotkania – czy były to środki własne, czy też państwowe pieniądze przeznaczone np. na wydatki reprezentacyjne. Nie jest także jasne, kto miałby to sprawdzić – szef CBA, który z urzędu powinien się tym zająć, sam uczestniczył w takim obiedzie.

Wzmocniony Komorowski

Po ukazaniu się stenogramów Bronisław Komorowski wykazał daleko idącą powściągliwość. W jego imieniu wypowiedziała się szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek, oznajmiając, że „prezydent czeka na wyjaśnienie”. Symptomatyczne było zachowanie prezydenckiego doradcy Tomasza Nałęcza. Zaraz po publikacji w internetowym wydaniu „Wprost”, w wywiadzie dla portalu Tomasza Lisa stwierdził:

„Cała historia brzmi nieprawdopodobnie, to próba znalezienia sensacji. Ktoś nie miał tematu i sobie wymyślił takie nagrania. Wygląda mi to na próbę ratowania nakładu pisma. Jestem przeciwko nagrywaniu ludzi, którzy poszli coś zjeść. Tego rodzaju praktyki trzeba traktować z oburzeniem i przymrużeniem oka”.

Dzień później Nałęcz mówił coś zupełnie  innego: „Dziennikarz zaskoczył mnie w środku lasu podczas spaceru z psem” – stwierdził prezydencki doradca. Później przyznał, iż nagrania są „kompromitacją naszego państwa”, a „sprawa musi być wyjaśniona”.

W czasie gdy przez Polskę przetaczało się „podsłuchowe tornado”, Bronisław Komorowski gościł z oficjalną wizytą na Węgrzech. Pozwoliło mu to uniknąć wypowiedzi w tej kwestii, ale – jak zauważają niektórzy komentatorzy – sytuacja jest dla niego wymarzona. Od dawna tajemnicą poliszynela jest jego szorstka przyjaźń z Tuskiem, który – jak twierdzi otoczenie premiera – zastanawia się nad startem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Informacja ta krąży w kuluarach sejmu od pierwszych dni czerwca. Tusk spodziewa się porażki w wyborach parlamentarnych, a prezydentura pomogłaby mu utrzymać część władzy i wpływów.

Na taką sytuację nie jest przygotowany Komorowski, który chce walczyć o drugą kadencję, ale do tego potrzebne mu są struktury PO i silne poparcie partii. Mocno osłabiony Tusk jest dla obecnego prezydenta idealnym prezentem – przy pomocy m.in. Grzegorza Schetyny może po swojemu poukładać Platformę. Kolejnym elementem tej rozgrywki są służby – to właśnie Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz (odpowiedzialny za nowelizację ustawy o ABW) chcą pozbawić prezydenta jakiegokolwiek wpływu na służby specjalne. Ostro sprzeciwia się temu gen. Stanisław Koziej, szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który już zapowiedział, że jeżeli te kontrowersyjne zapisy zostaną uchwalone przez sejm, prezydent nie podpisze nowelizacji ustawy o ABW.

Dlatego – jak komentują nieoficjalnie  niektórzy politycy PO – publikacja „Wprost” trafiła się Komorowskiemu jak ślepej kurze ziarno.

Ludzie służb

Tygodnik „Wprost” opublikował nagrania i stenogramy rozmów pomiędzy prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką, Sławomirem Cytryckim, szefem jego gabinetu, oraz Bartłomiejem Sienkiewiczem, ministrem spraw wewnętrznych. Kolejne rozmowy odbyły się pomiędzy Andrzejem Parafianowiczem, byłym szefem wywiadu skarbowego, Sławomirem Nowakiem, byłym ministrem transportu, oraz Dariuszem Zawadką, byłym szefem GROM-u.

– Ci ludzie czuli się całkowicie bezkarni, o czym świadczy sposób i tematyka prowadzonych przez nich rozmów – komentuje Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS, twórca kontrwywiadu wojskowego. Jego zdaniem obecne służby specjalne są kompletnie zdemoralizowane.

Rozmowy zostały nagrane w prywatnej restauracji, a najciekawsze jest to, że niemal wszyscy ich uczestnicy (poza Sławomirem Nowakiem) byli związani ze służbami specjalnymi.

Marek Belka w archiwach służb specjalnych figuruje jako kontakt operacyjny komunistycznego wywiadu o pseudonimie „Belch” – podpisał tzw. instrukcję wyjazdową i zobowiązanie do zachowania w tajemnicy kontaktów z funkcjonariuszami wywiadu PRL-u. Z kolei Sławomir Cytrycki, absolwent studiów ekonomicznych w Leningradzie w ZSRS i wicedyrektor gabinetu Wojciecha Jaruzelskiego w czasie jego prezydentury, figuruje w dokumentach IPN jako kontakt operacyjny „Ritmo”.

Bartłomiej Sienkiewicz to narybek służb III RP – do Urzędu Ochrony Państwa trafił zaraz po jego utworzeniu. Po odejściu z UOP pracował m.in. w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Andrzej Parafianowicz, uważany za jednego z najbliższych współpracowników byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, od lat zajmował się tematyką bezpieczeństwa. Pracował m.in. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji jako wicedyrektor w Krajowym Centrum Informacji Kryminalnej (1999–2000), w czasach gdy Bondaryk był wiceszefem MSWiA. Po objęciu władzy przez PO jesienią 2007 r. Parafianowicz został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, obejmując funkcję generalnego inspektora informacji finansowej, generalnego inspektora kontroli skarbowej i pełnomocnika rządu ds. zwalczania nieprawidłowości finansowych na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej lub Unii Europejskiej.

Dorota Kania, Niezalezna.pl

Aferalna III RP:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/afery-tuska/