Afera stulecia, która wyśle PiS oraz Kościół w Polsce na śmietnik historii: SPRZEDAŻ POLSKICH DZIECI NA RYTUAŁY SATANISTYCZNE

Całość spotkania z obrońcą praw człowieka, prezesem Fundacji im. Dobrego Pasterza z Sosnowca, Pawłem Bednarzem oglądaj na:

http://porozmawiajmy.tv/kto-zarabia-na-sprzedazy-polskich-dzieci-na-ofiary-rytualow-satanistycznych-pawel-bednarz/

Poruszone w rozmowie z prezesem Fundacji im. Dobrego Pasterza, Pawłem Bednarzem, tematy:

  • rozdzielanie rodzeństw i ich wywóz za granicę
  • adopcje zagraniczne łamią podstawowe prawa człowieka
  • politycy ignorują wszelkie zgłoszenia o wywozie dzieci za granicę
  • Watykan – kolebka satanizmu
  • konfiskata dziewczynki przez sąd w Jaworze
  • nazwiska ludzi winnych zaniedbań w sprawie wywożenia dzieci za granicę
  • ustawa korupcyjna Bronisława Komorowskiego
  • współpraca Kościoła z uprowadzającymi dzieci za granicę
  • rytuały satanistyczne na kotach
  • logo Światowych Dni Młodzieży 2016
  • co roku ginie w Polsce około 3000 dziewcząt
  • czym się zajmowała kancelaria prawna Andrzeja Dudy

Strona Pawła Bednarza: www.FundacjaDobregoPasterza.pl
Facebook.com/FundacjaDP

Reklamy

Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 2). Prof. Jerzy Robert Nowak

źródło: wzzw.wordpress.com

Polityka wewnętrzna

34) Dlaczego nie ujawnia się Aneksu nr 2 do raportu o likwidacji WSI?

35) Dlaczego tak długo, aż do ostatnich dni, blokowano działania prowadzące do ujawnienia zastrzeżonego zbioru Instytutu Pamięci Narodowej? Co przeszkadzało przez tyle miesięcy w podjęciu decyzji o ujawnieniu tego zbioru? Kto blokował?

36) Dlaczego wciąż utrzymuje się tak niebezpieczną ustawę 1066, legalizującą ewentualne wejście obcych służb na terytorium Rzeczpospolitej?

37) Dlaczego dotąd nie podjęto śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień policji poprzez prowokowanie zajść w czasie Marszów Niepodległości? Przypomnijmy, że na Węgrzech od razu po objęciu władzy przez rząd V. Orbána rozpoczęto gruntowne śledztwo przeciwko władzom policji za brutalne metody tłumienia manifestacji przeciw poprzedniemu rządowi postkomunistycznemu. Przypomnijmy, że dzięki nagraniu taśmy z rozmową E. Bieńkowskiej i szefa CBA P. Wojtunika

można było się dowiedzieć konkretnie o roli ministra spraw wewnętrznych B. Sienkiewicza w sprawie spalenia budki policyjnej przy Ambasadzie Rosji.

Być może całe śledztwo należałoby rozpocząć od przesłuchania P. Wojtunika.

38) Dlaczego przywódcy PiS ograniczyli do skrajnego minimum manifestacje patriotyczne na ulicach, w ten sposób zostawiając KOD-owi pole do opanowywania ulicy? Jak długo PiS będzie kontynuował karygodną bierność w wychodzeniu z manifestacjami na ulicę, umożliwiając głupawe, nie mające konkurencji popisy KOD-u (vide: choćby w manifestacji z 24 września 2016 r. i ostatnie dwa dni protestów proaborcyjnych). Wygląda na to, że wielka część PiS-u spoczęła na laurach i nie chce się jej nawet manifestować, by pokazać siłę opcji patriotycznej. Jakże odmiennie jest na Węgrzech, gdzie Fidesz Orbana wciąż bezapelacyjnie panuje na ulicach.

fidesz-orbanWegrzy są już ludźmi wolnymi – wywalczyli to sobie. Polacy to nadal niewolnicy we własnym kraju (fot. budapestbeacon.com)

39) Czy władze PiS wreszcie coś zrobią dla skoordynowania public relations w ręku prawdziwie dobrego fachowca, który czuwałby nad zapewnieniem dużo lepszego niż dotąd piaru dla PiS-owskiego rządu? Chodziłoby o polityka, który kierowałby systemem wczesnego ostrzegania, wskazywania na groźbę potencjalnych kryzysów już w ich wczesnej fazie rozwoju, by zapobiec nagłym nieprzyjemnym zaskoczeniom, jakie spotkały rządy PiS-u w ostatnich miesiącach, choćby tzw. Misiewicz Gate czy skala protestów proaborcyjnych. Bardzo ciekawy pod tym względem był tekst Piotra Semki „Cztery problemy prezesa Kaczyńskiego” („Do Rzeczy” z 3 października 2016 r.). Semka ubolewał, że rząd PiS-u nie ma takiego fachowca od piaru, jakim był Igor Ostachowicz przy Tusku.

40) Czy władze PiS-u nie widzą konieczności jak najszybszej wymiany składu Państwowej Komisji Wyborczej, która po tylekroć wykazała swą nieudolność?

41) Czy władze w Polsce zdecydują się na przeforsowanie w parlamencie tak oczekiwanej przez wiele polskich środowisk radykalnej zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenie ordynacji mieszanej z dużą ilością okręgów jednomandatowych? Bardzo przydałoby się również przyznanie 20 milionom Polaków za granicą przynajmniej 10-osobowej reprezentacji w parlamencie (5 posłów i 5 senatorów).

42) Czy nie należałoby rozważyć – na wzór szeregu krajów (m.in. Belgii, Australii, Nowej Zelandii) – wprowadzenie obowiązku udziału w wyborach pod rygorem wysokich grzywien.

43) Dlaczego nie podejmie się działań dla jak najszybszego usunięcia ze stanowiska obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, skrajnego lewaka, znanego ze stronniczości i wrogości do PiS-u?

44) Dlaczego tak długo odwlekano działania dla odwołania obecnego prezesa NIK, skompromitowanego tak wieloma zarzutami?

45) Doradców prezydenta A. Dudy najbardziej obciąża fakt, że nikt z nich nie zwrócił uwagi prezydentowi na potrzebę szybszego zwołania Sejmu po wyborach, co zapobiegłoby tak podgrzewanemu przez opozycję sporowi o skład Trybunału Konstytucyjnego. Profesor Jacek Czaputowicz, b. dyrektor Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej, a od 2014 r. członek Rady Programowej PiS-u, przypomniał w tekście „Arbitrzy mogą się mylić” („Rzeczpospolita” z 13 września 2016 r.): „Sejm miał prawo wyboru wszystkich sędziów, których kadencja kończy się w 2015 r. Dopiero później Trybunał uznał te przepisy za niekonstytucyjne. Wspomniane stanowiska trzech sędziów rzeczywiście zwolniły się w trakcie poprzedniej kadencji Sejmu. Stało się tak jednak na skutek działania prezydenta. Gdyby prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu wcześniej, wówczas kadencja trzech sędziów „listopadowych” skończyłaby się już w czasie nowej kadencji Sejmu”. Przypomnę tu, że sprawę tę podjął dużo szerzej w Salonie 24 internauta o nicku „jestemzewsi” 13 marca 2016 r. w tekście „Prezydent popełnił błąd w sprawie Trybunału – należało wcześniej zwołać sejm”. Jak pisał internauta:

„Prezydent miał prawo zwołać pierwsze posiedzenie sejmu każdego dnia po dniu 27 października 2015 r. (daty ogłoszenia przez PKW oficjalnych wyników wyboru do sejmu) (…) Na stronie http://www.wyborydosejmu.pl/parlament/kadencja-parlamentu/ czytamy, iż „Kadencja Sejmu, i tym samym Senatu, kończy się z dniem poprzedzającym zebranie się Sejmu następnej kadencji. Dlatego też nie zawsze będzie ona wynosić dokładnie cztery lata”, a to oznacza że p. Duda nie musiał czekać do końca biegu 4 latach od momentu 1 posiedzenia sejmu poprzedniej kadencji, miał wolną rękę od 27 października na ustalenie dowolnej daty na pierwsze posiedzenie sejmu obecnej kadencji. Gdyby prezydent zwołał pierwsze posiedzenie przed datą końca kadencji 3 sędziów, PiS miałby wszystkich 5 sędziów bez dwóch zdań. (…) Co stało na przeszkodzie zwołania pierwszego posiedzenia sejmu przed datą 6 listopada, czyli dniem, kiedy kończyła się kadencja trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego? Prezydent jednak za cel taktyczny (bardzo krótkowzrocznie) uznał kolizję spotkania szefów rządów UE na Malcie w dniu 12 listopada (uniemożliwienie wyjazdu Kopacz). Jak wielki był to błąd i ile ta złośliwość kosztowała, przekonaliśmy się już niedługo potem, kiedy PiS zorientował się, co stało się Trybunałem, ale wtedy było już za późno. Gdyby obecna VIII kadencja sejmu (pierwsze posiedzenie) odbyło się, powiedzmy, 4 listopada 2015, Trybunał nie miałby innego wyjścia, jak tylko uznać wybór wszystkich pięciu sędziów za bezprawny! Dlaczego nikt z PiS nie zwrócił na to uwagi, skoro do Trybunału przywiązywana jest tak wielka waga, pozostaje dla mnie tajemnicą… Kto odpowiadał za analizę tych spraw? Czy jeszcze pracuje? (na miejscu prezesa zwolniłbym człowieka na zbity pysk) [podkr. – JRN].

Nie byłoby wtedy żadnej wojny, konwalidacji, komisji weneckiej (Waszczykowski za wezwanie tych panów na pomoc też powinien dostać musztrę swoją drogą), a nawet KOD-u. „Rząd rósłby w siłę, a naród żył dostatnio”, a tak mamy, co mamy. Klasyk rzekłby: „jaka piękna katastrofa”. Taktykom Platformy należy się tu pochwała, bo udał im się majstersztyk, zrobili wszystko, co do nich należało (mam tu na myśli również Donalda Tuska, który organizował spotkanie na Malcie nie bez powodu 12 listopada). Każdy odegrał swoją rolę koncertowo, bo zrobili wszystko, by odwrócić uwagę PiS od realnego problemu, jakim był wybór sędziów Trybunału. Spindoktorzy PiS dostają z tej lekcji pałę, bo przegrali wygrany mecz, a prowadzili już 2:0 i była 90. minuta spotkania!”.

Na problem z doradcami prezydenta A. Dudy zwracano już wcześniej uwagę. M.in. Piotr Semka pisał już 15 lutego 2016 r. w tekście „Gorzka pigułka dla Dudy”: „Coś w aparacie kancelarii prezydenckiej zadziałało źle. Zbyt wiele w Kancelarii Prezydenta jest byłych kolegów, a zbyt mało profesjonalistów pomagających głowie państwa zachować kontakt z najróżniejszymi przedstawicielami opinii publicznej” [podkr. – JRN].

46) Warto zastanowić się, czy nie należałoby postawić przed Trybunałem Stanu ministra obrony Bogdana Klicha za katastrofalne pogorszenie stanu armii i drastyczne obniżenie stanu obronności Polski, począwszy od 2007 roku. Dość przypomnieć, jak były wiceminister obrony i szef sił lądowych w rządzie PO gen. Waldemar Skrzypczak krytykował „demontaż zdolności bojowych sił zbrojnych” za czasów Klicha (por. „Wprost” z 25 sierpnia 2014 r.). Niemałą rolę w zapaści armii odegrał też Bronisław Komorowski, który od 1989 r. przez dziesięciolecia odgrywał bardzo znaczącą rolę w różnych organach kraju nadzorujących wojsko. Z wielką satysfakcją obserwuję natomiast szczególnie mocne zaangażowanie kierownictwa MON-u od końca 2015 r. w rozbudowę terenowej samoobrony kraju. Przypomnę tu, że w książce „Jak ratować Polskę” (Warszawa 2014, s.10-12) szczególnie mocno postulowałem jak najszybszy rozwój samoobrony terytorialnej i rozwój stowarzyszeń paramilitarnych.

47) Dlaczego w czasie, gdy potrzeba jest jak najwięcej osób zdolnych do władania bronią, w Polsce utrzymuje się niebywałe ograniczenia w posiadaniu broni? Pod tym względem, o ile dobrze wiem, jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie! Według zamieszczonego w internecie tekstu Andrzeja Tarczyna z 17 maja 2015 r. „Rzeczywista ilość stanu posiadania broni palnej w Polsce”, na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,6 mieszkańca, który posiada w domu broń. 10 marca 2015 r. na „Naszych blogach” pisano: „Polska należy aktualnie do najbardziej bezbronnych krajów na świecie [podkr. – JRN]. W roku 2014 pod względem ilości posiadanej broni na 100 mieszkańców Polacy znajdowali się na 142. miejscu na świecie. Z jedną sztuką broni na 100 obywateli polskie społeczeństwo, według specjalistów, posiada status praktycznie rozbrojonego i całkowicie bezbronnego”. Według podanej tam statystyki, w Stanach Zjednoczonych przypada 90 sztuk broni na 100 mieszkańców, w Szwecji 31,6; we Francji 31,2; w Niemczech 30,3 sztuk broni na 100 mieszkańców, w Austrii 30,4 sztuk broni, w Czeskiej Republice 16,3 sztuk broni, na Łotwie 19, na Słowacji 8,3; na Węgrzech 5,5; a w Polsce 1,3.

48) Dlaczego terenowe struktury tak potrzebnego Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego utonęły w letargu (poza niezwykle dynamicznie rozwijającym się AKO w Poznaniu)? Czy od początku Ruch ten nie był fatalnie organizowany – „od góry” – z powierzeniem jego szefostwa kanceliście M. Łopińskiemu? Urzędnicy na ogół nigdy nie nadają się na organizatorów ruchu społecznego, który powinien być prawdziwie dynamiczny. Czy władze PiS-u nie widzą konieczności powstania prawdziwie oddolnego Ruchu Wsparcia Reform, sympatyzującego z PiS-em, ale niezależnego od niego?

Niczym nieuzasadniona miękkość wobec przeciwników Dobrej Zmiany

49) Po co na świetne skądinąd spotkanie historyków z prezydentem A. Dudą w połowie listopada 2015 r. zaproszono niemającego nic wspólnego z historią ekonomistę i socjologa Aleksandra Smolara, prezesa Fundacji Batorego? Stworzył tam tylko dysonans, gardłując w obronie J.T. Grossa i przeciw polityce historycznej PiS-u (por. moje uwagi na blogu w dniu 19 grudnia 2015 r.: „I po co ten Smolar?). Rozmawiałem z prof. Andrzejem Nowakiem, prowadzącym to spotkanie. Mówił mi, że nie zapraszał Smolara. A więc zaprosił go jakiś „mięczakowaty” doradca p. Prezydenta. Pewno ten sam „mięczak” niepotrzebnie zaprosił na to spotkanie tak bliskiego PO socjologa, a nie historyka, Andrzeja Rycharda. Przypomnę tu, jak tenże Rychard agitował na rzecz B. Komorowskiego jeszcze 27 kwietnia 2015 r. w „Polska The Times”, głosząc już w tytule wywiadu: „Siłą Komorowskiego jest jego autentyczność”. Ha, ha, ha.

50) Dlaczego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 7 kwietnia 2016 r. Prezydent A. Duda wycofał się z wcześniejszego, tak trafnego stwierdzenia o opozycjonistach modlących się „Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie”? Prezydent nagle uznał, że „były to słowa niepotrzebne”, co było nawet zupełnie nieuzasadnioną formą przeprosin. Kto tak źle doradził Prezydentowi? Jakże aktualny dziś jest apel Rafała A. Ziemkiewicza w tytule tekstu w „Do Rzeczy” z 10 sierpnia 2015 r.: „Boże, strzeż prezydenta od przyjaciół”.

51) Dlaczego prezydent Andrzej Duda 10 kwietnia 2016 r. wypowiedział słowa o potrzebie „wzajemnego wybaczania”, szybko pośrednio skontrowane jeszcze tego samego dnia przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? (por. mój komentarz na blogu z dnia 2 maja 2016 r.).

52) Kto ostatnio doradził Prezydentowi, by podczas pobytu w Gdańsku podszedł do Lecha Wałęsy i uścisnął mu rękę? Wałęsa ze swym krzykactwem, oszczerstwami, pomówieniami, atakami na rząd i PiS stał się osobą niezasługującą na podanie ręki przez Naszego Prezydenta. Dowiódł tego już wkrótce po niepotrzebnym geście Prezydenta, grożąc, że zaskarży go do Trybunału w Strasburgu, jeśli go nie przeprosi publicznie za dużo wcześniejsze powiedzenie, że Wałęsa był kiedyś agentem SB. Jak wiadomo, powiedzenie aż nadto prawdziwe. Zgadzam się w pełni w tym kontekście z uwagami w „Warszawskiej Gazecie” z 9 września 2016 r.: „Szanowny panie prezydencie Duda, czy warto było podawać rękę prymitywnemu chamowi?” (por. tekst m.cz.: „Podaj chamowi rękę, to cię trybunałem będzie straszył”).

53) Dlaczego większość PiS-owska w Senacie poparła 29 czerwca 2016 r. uczczenie minutą ciszy Janiny Paradowskiej, starej wyrafinowanej kłamczuchy z postkomunistycznej „Polityki”? Przypomnijmy tu, jak Paradowska pisała w „Polityce” 27 kwietnia 2002 r.: „Za co należy przede wszystkim chwalić Leszka Millera? Za konsekwentny brak realizacji obietnic wyborczych” [podkr. – JRN]. PiS-owska większość w Senacie bezmyślnie zgodziła się na uhonorowanie lewackiej fanatyczki, która rzeczników IV Rzeczpospolitej nazwała w 2003 r. „hołotą” chcącą wtargnąć do Salonu. (Jej epitety skrytykował nawet daleki od PiS-u prof. Paweł Śpiewak w tekście „Salonowa pycha” [„Rzeczpospolita” z 8 grudnia 2003 r.]). Przypomnijmy, że ta lewicowa fanatyczka chwaliła się w swej książce, że odradzała T. Kamińskiej i W. Kuczyńskiemu powoływanie Lecha Kaczyńskiego do rządu J. Buzka. A masochistyczna większość PiS-owska w Senacie zagłosowała za jej pośmiertnym uhonorowaniem. Czy ci ludzie nic nie pamiętają i nic nie czytają? Wstyd!

Gdy zmarł wspaniały nonkonformistyczny prawicowy ekonomista Stefan Kurowski, jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy ekonomista, jego zgon został niemal całkowicie przemilczany. O ile dobrze pamiętam, na jego pogrzebie nie pojawił się nikt z wybitniejszych polityków prawicowych poza Antonim Macierewiczem.

54) Czy nie nazbyt wolno trwa proces wymiany skompromitowanych kadr urzędniczych na różnych szczeblach władzy? W Oświadczeniu Stowarzyszenia RKW w sprawie Dobrej Zmiany w marcu 2016. r. stwierdzano m.in.: „Nasz niepokój budzi pomijanie istotnych decyzji i reform, pozostawianie w ministerstwach, we wszystkich ważnych instytucjach centralnych, także w Kancelarii Prezydenta, w Sejmie i Senacie starych urzędników niższego i wyższego szczebla oraz fala mianowań osób niekompetentnych, a nawet gotowych kontynuować politykę poprzednich rządów PO, PSL i SLD. (…) W terenie niektórzy działacze partii rządzącej blokują zmiany, starając się zapewnić przetrwanie status quo, gdyż spodziewając się przegranej w następnych wyborach, chcą jedynie dojść do porozumienia z zastanymi układami”.

55) Dlaczego rząd PiS-u nie występuje o jak najszybsze odwołanie Elżbiety Bieńkowskiej z funkcji komisarza UE? (Pisałem o tym na blogu już 3 maja 2016 r.).

W kontekście tych niepotrzebnych „miękkich” zachowań warto przypomnieć apel świetnego publicysty „Warszawskiej Gazety” Mirosława Kokoszkiewicza do władz PiS-u sprzed kilku miesięcy: „Pamiętajcie! Naród dał wam kredyt zaufania i żąda energicznego wywiązywania się z obietnic. Tu i teraz. Nie wolno wrogom dawać czasu na przegrupowywanie się i werbowanie obcych zaciężnych armii. My chcemy w oczach tej okrągłostołowej bandy zdrajców i złodziei zobaczyć strach przed nieuchronna karą [podkr. – JRN]. (…) Nie oglądajcie się na szczekającą międzynarodową lewacką i neoliberalna sforę. (…) Żadnych kompromisów”.

Prof. Jerzy Robert Nowak

źródło: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/10/sto-kilkadziesiat-pytan-do-p-prezydenta_6.html

Czytaj również:

Upadek Kościoła w Polsce: antynarodowy abp Polak hucznie świętuje 500-lecie rozłamu w Kościele

Jacek Michałowski – szef Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego, abp Wojciech Polak – Prymas Polski

Owiany w środowisku nacjonalistycznym złą sławą Prymas Polski abp Wojciech Polak, który nie wahał się w sposób mocny i odbiegły od rzeczywistości zdezawuować ideę nacjonalistyczną, kiedy bezpardonowo określił aprobowanie jej herezją, zdecydował się zasiąść w Komitecie Honorowym obchodów 500-lecia Reformacji.

W obecnej rzeczywistości regularnie zderzamy się z absurdami, lecz niektóre są naprawdę ponadprzeciętnie zadziwiające. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, choć na pewno będzie to spore uproszczenie, że jedynymi osobami uważanymi za heretyków są tradycyjni katolicy i nacjonaliści, a wszystkim innym należy się ekumeniczne miłosierdzie i zrozumienie.

To jest po prostu niesamowite, jak bardzo niedorzeczny ogląd rzeczywistości potrafią mieć hierarchowie i do jakich absurdalnych potrafią dojść wniosków. Wniosków nie tylko absurdalnych, lecz mających druzgocący wpływ na życie samego Kościoła – zarówno polskiego, jak i powszechnego.

Abp Wojciech Polak bowiem podczas 26. Forum Ekonomicznego w Krynicy w następujący sposób ocenił myśl narodową, nacjonalizm:

„Aprobata do tego typu myślenia jest niewłaściwa, a wręcz heretycka, tak nie może być. To odciąga od tego, co jest istotą chrześcijaństwa”.

Nie jest przypadkowym powiedzenie, że ryba psuje się od głowy. Arcybiskupowi wtórował dominikanin o. dr Maciej Zięba, wyrażając opinię, że nacjonalizm jest to „pogaństwo, bezbożność i herezja. To jest niebezpieczne dla Kościoła świętego”.

Na naszych oczach dokonuje się wielki sukces masonerii i wrogów Kościoła ubranych w purpurę, którzy określani są mianem jego książąt, wiernych zaś Kościołowi Polaków miłujących swoją Ojczyznę nazywa się heretykami, a sam Kościół wraz z swoimi owcami prowadzi się na skraj upadku. Abp Polak podjąłby słuszniejszą decyzję, robiąc przegląd stanu duchowieństwa pod kątem formacji i przypadków herezji, a nie oceniał myśl nacjonalistyczną, o której widać nie ma bladego pojęcia.

Dla kontrapunktu – słowa papieża Piusa XI w temacie nacjonalizmu:

„Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny ani nacjonalizmu; przeciwnie, kontroluje on go, uświęca i ożywia”.

Inauguracja obchodów 500-lecia Reformacji odbędzie się 31 października 2016 r. odprawieniem nabożeństwa w Kościele Jezusowym w Cieszynie. Światowe obchody 500-lecia Reformacji rozpoczną się w Święto Reformacji w luterańskiej katedrze w Lund (Szwecja) i będzie na nich obecny papież Franciszek.

Członkami na liście Komitetu Honorowego, którą ogłosił zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce bp Jerzy Samiec, znajduje się m.in. Jerzy Buzek oraz Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Nie jest tajemnicą, że Kościół w Polsce od dawna boryka się z wewnętrznymi problemami determinującymi kierunek, w którym zmierza – problemami, które nasilają się co najmniej od czasów zamachu smoleńskiego.

Wówczas to polski Kościół jawnie i tajnie współpracował zarówno z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego, jak i z Kancelarią Donalda Tuska w zorganizowanej akcji uciszania rosnącego buntu narodowego przeciw uzurpatorsko przejętej po zamachu smoleńskim władzy oraz prowadził prześladowania polskich kapłanów-patriotów protestujących przeciw rozszalałemu wówczas państwowemu bezprawiu i prześladowaniu polskich patriotów oraz smoleńskich whistleblowerów (demaskatorów).

Na podstawie m.in.: ekumenizm.pl/3droga.pl/telewizjarepublika.pl

Żyjemy na swojej ziemi (od co najmniej 10 700 lat), ale nie w swoim państwie. Polska bowiem od 966 roku jest państwem totalitarnym

Żyjemy na swojej ziemi (od co najmniej 10 700 lat), ale nie w swoim państwie. Polska bowiem od 966 roku jest państwem totalitarnym.

O zdalnym zarządzaniu naszym naRodem przez wrogie nam siły (m.in. o podsyłaniu polskim władcom żon Wiadomego Pochodzenia, zgodnie ze strategią opisaną w „Protokołach Mędrców Syjonu”) opowiada w rozmowie z Alexem Berdowiczem Kamil Dudkowski.

Całość rozmowy: http://porozmawiajmy.tv/polska-jest-panstwem-totalitarnym-kamil-dudkowski/

TAW

Ewolucja świadomości, nadzieja dla świata: rząd Szkocji zupełnie zakazał upraw GMO :-)

gmo-

Okazuje się, że nie wszystkie rządy w UE odnoszą się entuzjastycznie do upraw roślin zmodyfikowanych genetycznie. Do grona przeciwników tej potencjalnie ryzykownej biotechnologii dołączyła właśnie Szkocja. Ustawodawstwo UE pozwala krajom członkowskim ustalać we własnym zakresie, które obszary nie będą mogły być obsiewane GMO. Na mocy tego prawa uprawy zmodyfikowanych genetycznie roślin będą w Szkocji zupełnie zakazane.

Szkocki rząd obawia się, że dopuszczenie takich upraw zepsuje dobrą opinię o szkockim rolnictwie i produktach eksportowych, na przykład szkockiej whisky. Gdyby konsumenci odwrócili się od tych produktów, gospodarka Szkocji mogłaby stracić część z wartego 14 miliardów funtów sektora spożywczego.

gmo

Technologia GMO wydawała się początkowo odpowiedzią na rosnącą liczbę ludności, ale wkrótce okazało się, że nie jest tak neutralna dla środowiska, jak się twierdzi. Dochodzi do skażeń środowiska w postaci transferu genów do niemodyfikowanych roślin, na przykład na skutek wiatru.

Continue reading „Ewolucja świadomości, nadzieja dla świata: rząd Szkocji zupełnie zakazał upraw GMO :-)”

Gdzie jest najbardziej poszukiwany dokument w Polsce – słynny Tajny Aneks do raportu o likwidacji WSI?

tajny aneks

Czy treść najbardziej tajnego i pożądanego dokumentu w Polsce może trafić wkrótce do opinii publicznej? Czy zbliżające się wybory parlamentarne będą w tej sprawie odgrywać istotną rolę? Czy nowy prezydent Andrzej Duda po zapoznaniu się z aneksem zdecyduje się go odtajnić?

Czy może dojść do sytuacji, że dokument zostanie upubliczniony przez osoby do tego nieuprawnione? Zbigniew Stonoga już zapowiada taką publikację, jednak wcześniej wzywa jeszcze urzędującego prezydenta Komorowskiego do tego, by dokonał tego sam.

Proces likwidacji WSI nie został zakończony

W ostatnich dniach na nowo dyskutuje się o raporcie WSI. Proces likwidacji WSI nie został zakończony – mówią zgodnie zwolennicy tego, że sprawę dawnych wojskowych służb będzie trzeba na nowo zrewidować, a przede wszystkich zobaczyć, czy w prezydenckiej kancelarii tajnej nadal znajduje się najtajniejszy dokument w Polsce. Tajny aneks jest najbardziej pożądanym dokumentem ostatnich lat. Wielu osobom zależało na jego zdobyciu. Dziennikarze, politycy, a wśród nich sam Bronisław Komorowski, kiedy był jeszcze posłem w 2007 r., i to za cenę złamania prawa, chciał koniecznie poznać treść aneksu. Gdy Komorowski został prezydentem, a co za tym idzie, kiedy poznał zawartość dokumentu, nie zdecydował się na jego upublicznienie. Teraz z końcem jego prezydentury temat tajnego aneksu dotyczącego Wojskowych Służb Informacyjnych ożył ponownie. W całej kampanii prezydenckiej sztabowcy Komorowskiego, politycy z obozu władzy, a nawet zaprzyjaźnione media nie poruszały tego tematu w ogóle.

Co ważne, nikt nigdy wprost nie zapytał prezydenta, dlaczego nie zdecydował się ujawnić raportu.

Zwolennicy odtajnienia dokumentu twierdzą, że odpowiedź na to pytanie poznamy wtedy, kiedy aneks zostanie upubliczniony, bo jak twierdzą, jego treść jest druzgocąca dla samego Komorowskiego, jak i jego znajomych. Zapewne też poznamy odpowiedź, dlaczego Komorowski jako jedyny z posłów PO głosował przeciw likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w jednym z wywiadów odradzał ostatnio przyszłemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie ujawnianie raportu. Siemoniak co prawda nie zna treści aneksu, ale w jego ocenie nie jest to dobry pomysł.

Kim jest Stonoga i skąd ma tajny aneks?

Zbigniew Stonoga, który kilka tygodni temu w dość spektakularny sposób ujawnił akta śledztwa afery podsłuchowej, ujawnia, że jest również w posiadaniu załącznika trzynastego do tajnego raportu o WSI. Stonoga wzywa też w jednej ze swoich wypowiedzi, by prezydent Bronisław Komorowski upublicznił ów aneks przed zakończeniem swojej prezydentury.

Stonoga: Tajny aneks jest szokujący

W rozmowie z nami Stonoga zapewnia, że nie chce popełnić błędów przy publikacji tajnego załącznika do raportu o WSI, zauważa, że gdyby to zrobił, mógłby być narażony na zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo osób, które są w tym załączniku wymienione z imienia i nazwiska; dodaje, że dokument jest szokujący.

Stonoga na ostatnim swoim przesłuchaniu też miał pytać prokuraturę, czy ów dokument może upublicznić. Stonoga, jak twierdzi, zabrał dokument do prokuratury, która stawiała mu zarzuty za nielegalne upublicznienie akt śledztwa afery podsłuchowej tylko po to, by śledczy przekonali się, że on faktycznie posiada załącznik trzynasty do raportu o WSI. Nie liczył na jakieś ich oficjalne stanowisko w tej sprawie, bo nawet nie mają do tego żadnych kompetencji. Zdaniem Stonogi pomogło mu to o tyle, że warszawska prokuratura następnego dnia zdecydowała się na uchylenie wobec niego środków zapobiegawczych, oddano mu paszport i zniesiono policyjny dozór.

Zapytany przez nas, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej odrzuca wersję, jakoby śledczy załącznik do raportu widzieli. Informuje również, że faktycznie następnego dnia prokurator prowadzący śledztwo uchylił środki zapobiegawcze względem Stonogi. Bartosz Kownacki z PiS-u nie wierzy, by tym dokumentem dysponował Stonoga.

Prace nad raportem

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych został upubliczniony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w lutym 2007 r. Całość raportu opracowana była przez Antoniego Macierewicza i komisję weryfikacyjną, którą kierował, będąc wiceministrem obrony narodowej. Dokument zawierał kompleksowy opis wszelkich nieprawidłowości i patologii, do których dochodziło w czasie działalności WSI w latach 1991–2006, kiedy zapadła decyzja o ich rozwiązaniu. Mało kto pamięta, ale WSI powstały z wojskowych służb specjalnych komunistycznej bezpieki, a dokładnie z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (był to wojskowy wywiad PRL) oraz z Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu wojskowego w tamtym czasie.

Żołnierze WSI nigdy nie byli poddani weryfikacji. „Nową” służbę wojskową tworzyła solidarnościowa ekipa, m.in. minister Janusz Onyszkiewicz i wiceminister Bronisław Komorowski. To oni szefami WSI zrobili ludzi szkolonych w Moskwie przez KGB i GRU.

Zamiary opublikowania raportu przez Antoniego Macierewicza wywoływały ogromną wściekłość w niektórych środowiskach, zwłaszcza tych, gdzie ludzie z dawnych służb odgrywali ogromne znaczenie. W sprawę silnie zaangażowane były też niektóre media, zwłaszcza te związane z kapitałem prywatnym.

Obawiano się upublicznienia różnych informacji, na przykład tych, że największe fortuny wyrosły właśnie na bazie związków środowisk biznesowych z WSI, a wiele karier w mediach czy polityce nie mogłoby się rozwinąć, gdyby nie silne zaplecze wojskowej bezpieki. 

Na zakończenie prac komisji weryfikacyjnej powstał specjalny tajny aneks do raportu o WSI. Przekazano go prezydentowi Kaczyńskiemu w pojedynczym egzemplarzu.

Trwały też działania, by można było ów aneks opublikować. W czerwcu 2008 r. zapadło nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że Kaczyński miał pełne prawo opublikować raport, jednak z treścią tajnego aneksu musi się powstrzymać do czasu zmiany ustawy, na mocy której rozwiązano WSI, chodziło o to, by nowa ustawa była uzupełniona o tzw. gwarancję praw człowieka. Zwolennicy pełnej publikacji raportu uważali wtedy, że

Trybunał Konstytucyjny uniemożliwił skutecznie na długi okres jego publikację. To przez to orzeczenie aż do śmierci prezydenta Kaczyńskiego nie ujawniono aneksu trzynastego do raportu o WSI.

Kiedy w 2008 r. wybuchła afera marszałkowa, szybko okazało się, że jest to operacja byłych oficerów WSI, która miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. O sprawie pisał w swojej książce pt. „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios, który dowodzi, że związki Komorowskiego z aneksem do raportu WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Autor książki uważa też, że obecna prezydentura Komorowskiego jest ceną, jaką płacimy my wszyscy za zignorowanie istotnych zagrożeń i brak determinacji w wyjaśnieniu afery marszałkowej.

aleksander scios afera marszalkowaW książce „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios dowodzi, że związki Komorowskiego z Aneksem do raportu o WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem (fot. capitalbook.com.pl)

Jak na razie afera marszałkowa zakończyła się oskarżeniem dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L. [Lichockiego – przyp. TAW]. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł, ale

zeznawał w niej nawet prezydent Komorowski, który w kilku istotnych kwestiach, mówiąc delikatnie, mijał się z prawdą. Podczas przesłuchania w grudniu 2014 r. prezydent praktycznie cały czas zasłaniał się niepamięcią.

Bronisław Komorowski do dziś nie odpowiedział prawnie za próbę nielegalnego zdobycia aneksu z weryfikacji WSI. W 2009 r. prokuratura warszawska uznała, że Komorowski nie wyczerpał znamion czynu zabronionego.

Gdzie dziś jest tajny aneks?

Antoni Macierewicz twierdzi, że aneks na pewno do 10 kwietnia 2010 r. znajdował się w sejfie pałacu prezydenckiego. Nie ma jednak pewności, co z dokumentem stało się po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Spekulacji jest wiele, od czasu do czasu pojawiają się informacje, że ktoś mógł go widzieć, czytać, że ktoś poznał jego treść – wszystko to jednak do tej pory nie jest poparte faktami i wiarygodnymi źródłami.

Dlatego dziś niektórych dziwi wejście do sprawy nad dyskusją o tajnym aneksie Zbigniewa Stonogi, który ma plany ujawnienia dokumentu, bo, jak podtrzymuje, jest on w jego posiadaniu. Co prawda zaznacza, że sam nie ma gwarancji, czy dokument jest prawdziwy (nie jest opieczętowany) jednak informacje w nim zawarte wskazują, zdaniem Stonogi, na to, że może to być najbardziej pożądany dokument w kraju.

Wiemy, że Stonoga szuka możliwości weryfikacji aneksu, stara się skontaktować z osobami, które mogą mu w tym pomóc. Na ile będą to zabiegi sprawdzone i udane, trudno powiedzieć, ale, jeśli nie teraz, to kiedy opinia publiczna pozna tajny aneks do WSI? Czy istnieje szansa, że dokona tego nowy prezydent Andrzej Duda?

Antoni Macierewicz uważa, że nie ma żadnych przeszkód do opublikowania pełnego raportu, zaznacza też, że gdyby okazało się, że raportu w sejfie prezydenckim nie ma, to byłoby to ogromne naruszenie prawa i poważne przestępstwo. Wszystko wskazuje na to, że niebawem może na nowo rozpętać się burza o aneks WSI.

Paweł Miter

Paweł Miter

Dziennikarz śledczy „Gazety Finansowej”, publicysta „Warszawskiej Gazety”.

źródło: http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/pawel-miter/item/2037-gdzie-jest-aneks-wsi

 

Prof. Jan Sowa: w Polsce już dzisiaj jest gorzej niż w Grecji

jan sowa

Przeciętny Polak może nie rozumieć wszystkich mechanizmów odpowiedzialnych za to, że jest mu źle, ale nie jest aż tak głupi, by dać sobie wmówić, że 1,5 tys. złotych brutto to królewska pensja, za którą powinien być dozgonnie wdzięczny włodarzom cudownej III RP. Taki człowiek nie będzie w stanie wejść w polemikę z ekspertami od ekonomii, więc położy uszy po sobie i będzie cierpiał w milczeniu. Ale będzie cierpiał do czasu – mówi socjolog prof. dr hab. Jan Sowa.

Autor głośnej i dyskutowanej książki „Inna Rzeczpospolita jest możliwa” wyjaśnia, dlaczego „nikt nie wydyma Polaka tak, jak drugi Polak” i na czym polegają złudzenia naszych konserwatystów i liberałów. Sowa opowiada także m.in. o „piramidzie finansowej zwanej ZUS-em”, o Grekach, którym wciąż żyje się „lepiej niż Polakom” oraz o Pawle Kukizie i „politycznym tsunami”, z którym mamy obecnie do czynienia.

Grzegorz Wysocki: Najpierw cię zdenerwuję.

Prof. Jan Sowa: Dajesz.

Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Polska w budowie, bogaci się i rośnie. Jesteśmy zieloną wyspą, prawdziwym gospodarczym cudem w czasach globalnego kryzysu. Polska to szósta gospodarka Unii Europejskiej i 21. na świecie. Według prognoz w 2016 roku mamy być trzecim krajem UE, jeśli chodzi o wzrost PKB. Co więcej, w ciągu ostatnich 10 lat pensje Polaków wzrosły prawie dwukrotnie, a bezrobocie w Polsce jest niższe od średniej unijnej. Nic, tylko się cieszyć. A Jan Sowa jakoś nie potrafi.

Prof. Jan Sowa: (śmiech) Inna Rzeczpospolita ukazała się na początku kwietnia i przez pierwszy miesiąc, do wyborów prezydenckich, słyszałem mniej więcej taką właśnie diagnozę. Że nie dostrzegam sukcesu III RP, że nie rozumiem jej problemów, że obiektywne badania pokazują, jak bardzo ludzie są zadowoleni. A nawet że jestem klakierem PiS-u i gram pod nich, bo to właśnie oni roztaczają taki fałszywy obraz współczesnej Polski.

jan sowa inna rzeczpospolita

A potem Andrzej Duda oraz, oczywiście, Paweł Kukiz wygrali pospołu wybory prezydenckie i okazało się, że to jednak Jan Sowa miał rację?

– Nie, przyszło polityczne tsunami i okazało się, że są w Polsce dosłownie miliony ludzi, którzy są tak wkurzeni na to, co się w naszym kraju dzieje i tak zdegustowani jałową „debatą” między PO a PiS, że są gotowi głosować na każdego, kto daje szansę rozbicia tego układu. Co więcej, okazało się, że nie są to wcale ludzie głupi i niedouczeni, ale w dużej mierze ci, którzy mogliby być nazwani złotymi dziećmi III RP.

Czyli?

– Wykształceni, z dużych miast, często w obiektywnie nienajgorszej sytuacji materialnej. To bardzo zmieniło recepcję mojej książki. Dyskutuję oczywiście z osobami niepodzielającymi mojej opinii co do rozwiązań, które proponuję, jednak mało kto polemizuje już z moją krytyczną diagnozą.

Ale co, triumfujesz teraz, bo okazało się, że jednak jest tak źle, jak pisałeś?

– Jeśli już, jest to z mojej strony dość ponura satysfakcja. Byłem na przykład jedną z pierwszych osób w Polsce, która pisała o prekariacie i zajmowała się tą sprawą od 2008 roku. Na początku ludzie w większości śmiali się z dziwnego ich zdaniem neologizmu, później widziałem rosnące zainteresowanie tematem, ale głównie ze strony internautów. Dzisiaj jest to jeden z ważniejszych, jeśli w ogóle nie najważniejszy, temat dyskusji medialnych i politycznych.

Mówisz to dość ponurym głosem.

– Bo wolałbym się mylić. Wolałbym, żeby prekariat nie był problemem i by Polska wyglądała tak wspaniale, jak w zachwytach rządzących, które zebrałeś w swoim pierwszym pytaniu, ale tak nie jest. To wszystko nauczyło mnie spokoju i cierpliwości. Nie przejmuję się ludźmi, którzy mówią „Sowa tylko jęczy, narzeka i nie potrafi się cieszyć”.

Piszesz obszernie o tym, co jest źle z dzisiejszą Polską. Wyliczasz różnego rodzaju patologie, podajesz liczne niedociągnięcia i alarmujące wskaźniki. A z drugiej strony mamy, a przynajmniej jeszcze przed chwilą mieliśmy, wspomnianą rządową propagandę sukcesu, propagandę części mediów itd.

– Ta rządowa propaganda sukcesu jest szyta bardzo grubymi nićmi. Opiera się na stronniczej interpretacji kilku wybranych arbitralnie wskaźników, głównie makroekonomicznych. Weźmy fetyszyzowany wzrost PKB.

Bardzo istotny wskaźnik.

– Tak, dla inwestorów i posiadaczy kapitału. Z punktu widzenia przeciętnego człowieka o wiele ważniejsze jest coś innego – udział płac w PKB. Bo to mówi nam, jaka część środków generowanych przez gospodarkę trafia do naszych kieszeni. PKB to czysto formalna i bardzo ogólna miara – mówi tylko, ile pieniędzy przepłynęło w danym roku przez gospodarkę, ale już nic na temat tego, gdzie te pieniądze płyną.

Chodzi ci o to, że wzrost PKB nie pomnaża w cudowny sposób banknotów w portfelu Kowalskiego?

– My, zwykli ludzie, możemy zarobić tyle samo, co w zeszłym roku albo nawet mniej, ale jeśli w tym samym czasie Kulczyk pomnoży obroty swoich firm, a w związku z tym również swój zysk o ileś tam miliardów, to PKB wzrośnie. Czy coś z tego wynika dla kogokolwiek z nas, że Kulczyk jest bogatszy? Nic, kompletnie nic.

Natomiast oprócz propagandy sukcesu politycy i dziennikarze przez dwie i pół dekady wtłaczali nam do głów inny fałsz – teorię tzw. skapywania.

Oprócz propagandy sukcesu politycy i dziennikarze przez dwie i pół dekady wtłaczali nam do głów inny fałsz – teorię tzw. skapywania.

Co ci się w niej nie podoba?

– Wszystko, bo jest to teoria empirycznie fałszywa. Teoria skapywania głosi, że jeśli bogaci się bogacą, to skorzystają na tym wszyscy, bo bogactwo „skapuje” z góry społecznej piramidy na dół. Bogaci mieliby więc tworzyć miejsca pracy, zwiększać koniunkturę w gospodarce swoimi inwestycjami itp. Mamy dzisiaj mnóstwo danych pokazujących, że tak się nie dzieje ani w Polsce, ani gdzie indziej. W Stanach Zjednoczonych, stawianych przez polskich (neo)liberałów za wzór właściwie działającej gospodarki, także nie.

To jak „teoria skapywania” działa w praktyce?

– Bogaci się bogacą, klasa średnia co najwyżej stoi w miejscu, a biedni biednieją. PKB może przy tym rosnąć, ale nie rosną dochody przeciętnego człowieka. Bogaci inwestują nadwyżkę w spekulacje finansowe, luksusowe dobra produkowane po drugiej stronie planety albo ukrywają je w rajach podatkowych.

Nie dość, że bogactwo nie skapuje z góry na dół społecznej piramidy, to dzieje się odwrotnie: jest pompowane z dołu do elit. Mechanizm za to odpowiedzialny nazywa się długiem suwerennym i działa we wszystkich krajach rozwiniętych, bo nie ma państw, których budżet nie byłby zadłużony. Po tym, jak w latach 80. pod presją neoliberalnych reformatorów obniżono opodatkowanie kapitału i ludzi bogatych, w budżecie zaczęło brakować pieniędzy.

PKB może rosnąć, ale nie rosną dochody przeciętnego człowieka. Bogaci inwestują nadwyżkę w spekulacje finansowe, luksusowe dobra produkowane po drugiej stronie planety albo ukrywają je w rajach podatkowychNie dość, że bogactwo nie skapuje z góry na dół społecznej piramidy, to dzieje się odwrotnie: jest pompowane z dołu do elit. Nie ma państw, których budżet nie byłby zadłużony.

Logiczne, bo niższe podatki to niższe wpływy do budżetu.

– Rządy były więc zmuszone pożyczać teraz od finansowych elit te same pieniądze, które wcześniej dostawały w podatkach. Oczywiście, pożyczać na procent, a odsetki od tego długu płacimy wszyscy, bo pokrywa je budżet. Tak więc bogaci nie tylko zmniejszyli swój wkład do wspólnej kasy, ale znaleźli lichwiarski sposób, aby jeszcze dodatkowo na nas zarabiać.

Bogaci nie tylko zmniejszyli swój wkład do wspólnej kasy, ale znaleźli lichwiarski sposób, aby jeszcze dodatkowo na nas zarabiać.

W tym wszystkim elity przeliczyły się w jednym zasadniczym punkcie – wydawało im się, że można rozwiązać problem społecznego niezadowolenia, wmawiając ludziom, że wcale nie jest im źle, że są po prostu nieracjonalni, roszczeniowi, że kierują się niesłuszną zawiścią wobec bogatych itp. Popatrz na pierwsze hasło Komorowskiego: „Polska racjonalna kontra Polska radykalna”. Co to znaczy? Że jeśli nie myślisz, jak Komorowski, to jesteś głupi. To jest nie tylko skandaliczne, ale przede wszystkim błędne.

Bo Polacy nie są tak głupi, jak wydaje się Komorowskiemu i przynajmniej części naszych elit?

– Żyjemy w niezwykle skomplikowanym świecie i rzeczywiście przeciętny człowiek może nie rozumieć wszystkich mechanizmów odpowiedzialnych za to, że jest mu źle, ale nie jest aż tak głupi, by dać sobie wmówić, że 1,5 tysiąca złotych brutto to królewska pensja, za którą powinien być dozgonnie wdzięczny włodarzom cudownej III RP. Taki człowiek nie będzie w stanie wejść w polemikę z ekspertami, którzy wyciągną kilka wskaźników i skomplikowanie brzmiących terminów, jak np. konsolidacja fiskalna, więc położy uszy po sobie i będzie cierpiał w milczeniu, ale jednak będzie cierpiał. Nie da sobie wmówić, że jest mu świetnie, kiedy czuje się sfrustrowany. Ale będzie cierpiał do czasu.

Do czasu przejęcia władzy przez Kukiza?

– Na przykład. Przychodzi ktoś taki jak Kukiz, mówi: „Dość, kurwa, tego”, i Polak czuje, że wreszcie ktoś zrozumiał jego problemy. Dzięki temu poczuje się odważniejszy i powie: „Właśnie, kurwa, dość tego, dość uczonych gadek pajaców w garniturach, wypierdalać!”. Winę za taki stan rzeczy ponoszą moim zdaniem w 100 proc. elity naszego kraju, które nie potrafiły wejść w jakikolwiek dialog z masami ludzi pokrzywdzonych przede wszystkim przez nasz peryferyjny kapitalizm. I dalej nie potrafią.

„Elity” to dość ogólne określenie. To tak jakbyś mówił: „to Oni są winni”. Oni, ci źli.

– Ikoną tej indolencji jest dla mnie Adam Michnik, który spędza wieczór wyborczy z prywatną grupą lobbingową Lewiatan odpowiedzialną w dużej mierze za prekaryzację warunków pracy w Polsce, a krytyków III RP nazywa „nieodpowiedzialną gówniarzerią”. Taka postawa już się mści, a będzie moim zdaniem jeszcze gorzej, bo elity nadal są skrajnie głupie.

Adam Michnik spędza wieczór wyborczy z prywatną grupą lobbingową Lewiatan odpowiedzialną w dużej mierze za prekaryzację warunków pracy w Polsce, a krytyków III RP nazywa „nieodpowiedzialną gówniarzerią”. Taka postawa już się mści, a będzie moim zdaniem jeszcze gorzej, bo elity nadal są skrajnie głupie.

Czytając twoją książkę i słuchając tego, co mówisz, odnoszę wrażenie, że w Polsce jest dzisiaj gorzej niż w Grecji.

– Tak. Bo w Polsce jest dzisiaj gorzej niż w Grecji.

bida
Polska – Zielona Wyspa 2015

Żartujesz.

– Nie, nie żartuję. Mimo lat kryzysu i zapaści gospodarczej pensje i emerytury w Grecji są wciąż wyższe niż we wspaniale rozwijającej się, ponoć, Polsce. Zarówno w liczbach absolutnych, jak i relatywnych – Grekom żyje się nawet dzisiaj przeciętnie lepiej niż Polakom. Mamy oczywiście inne problemy niż w Grecji, ale są one gigantyczne. Tylko jeszcze ich nie widać. Natomiast za 1-2 dekady czeka nas Armagedon.

bieda

Weźmy piramidę finansową zwaną ZUS-em. Prognozowane emerytury mają być żałośnie małe – szacuje się, że dla mojego pokolenia, ludzi urodzonych w latach 70. XX wieku, wskaźnik zastąpienia będzie się wahał w okolicach 20-30%, czyli po kilku dekadach ciężkiej pracy dostaniemy około 1 tys. złotych lub nawet mniej, jeśli ktoś był przez dłuższy czas prekariuszem [kimś bez perspektyw życiowych, bez przyszłości – przyp. TAW]. Co gorsza, w systemie nie ma w ogóle pieniędzy na świadczenia dla nas. Świadczenia dla dzisiejszych emerytów są obsługiwane z wpłat osób pracujących. Już teraz mamy deficyt, ale sytuacja będzie się tylko pogarszać, negatywna dynamika demograficzna i emigracja działają tu silnie na niekorzyść.

W Polsce jest dzisiaj gorzej niż w Grecji.

Czyli czeka nas katastrofa?

– Jest taki dowcip, który wydaje mi się bardzo trafny: pijak wjechał pod prąd na autostradę. Mknie nią, trąbiąc i migając światłami na auta nadjeżdżające z przeciwka. W radiu leci muzyka, pijak zadowolony podśpiewuje pod nosem. Nagle słyszy komunikat: „Uwaga kierowcy, na autostradzie A1 jakiś jeden idiota jedzie pod prąd!”, na co wzrusza ramionami i mruczy pod nosem: „Jaki jeden idiota – wszyscy!”.

Więc sytuacja Polski jest podobna: banda zapijaczonych sarmatów (elity) porwała autobus (Polska), którym uradowana z imprezy wjeżdża właśnie pod prąd na autostradę i z radością ze świetnej zabawy oraz z pijackim „Huuuurrrrraaaaa!” na ustach zmierza na pełnym gazie wprost na czołówkę z 40-tonowym TIR-em. Gdy któryś z pasażerów usiłuje im zwrócić uwagę, że perspektywy są słabe, mówią, że to kretyn, bo przecież mają GPS (obiektywne dane makrogospodarcze), który im pokazuje, że wszystko jest świetnie. Tyle tylko, że w pijackim widzie zamontowali go do góry nogami (błędna teoria skapywania) i nie widzą, że jadą pod prąd.

Czy twoja diagnoza, twój obraz Polski, twój pesymizm, nie jest – paradoksalnie – zbieżny z diagnozami i obrazem Polski widzianej oczami prawicowych publicystów? Myślę tutaj o propagandzie sukcesu, o Pendolino, o krytyce rządów PO itd.

– Nie mam z tym żadnego problemu, dlatego że perspektywę krytyczną należy traktować razem z pozytywnymi rozwiązaniami. Jeśli wyciągniemy samą krytykę, to można powiedzieć, że, dajmy na to, Konferencja Episkopatu Polski i Guy Debord krytykują konsumpcję. To znaczy, że Debord zajmuje taką samą pozycję jak polscy biskupi? Absurd. Trzeba popatrzeć, z jakiej perspektywy ta krytyka jest artykułowana, a przede wszystkim, jakie rozwiązania się proponuje.

Na czym więc polega zasadnicza różnica między tym, co mówisz ty, a co mówi polska prawica i konserwatyści?

– Przede wszystkim na tym, że ci wszyscy prawicowcy są nostalgikami. Oni wierzą, że mamy swoje wielkie i wspaniałe tradycje – polski republikanizm itd. Wydaje im się, że trzeba poszukać wspaniałych wzorców polskości, które nas uratują. Nie widzą, że III RP wcale nie jest zaprzedaniem i zaprzeczeniem idei polskości, ale jest właśnie jej doskonałą realizacją.

Jak to?

– Nierówności, ciężka, niewolnicza praca, fortuny nielicznych zbijane na wyzysku mas, pogarda zadowolonych z siebie elit dla przeciętnego, biednego człowieka, podrzędna, peryferyjna pozycja naszego kraju w międzynarodowej wymianie gospodarczej, mafie i układy grup interesu niszczących dobro wspólne dla swoich partykularnych korzyści, kolaboracja kompradorskich elit z obcymi siłami przeciw własnemu społeczeństwu, niewydolność instytucji państwowych – to wszystko jest więcej niż polskie. To jest ultra-polskie. To jest właśnie to, czego nazwą była historycznie i jest dzisiaj „Polska”. To jest I Rzeczpospolita teleportowana w czasie i ubrana we współczesny kostium. Nie ma tu miejsca na szczegółowe analizy i dowody, ale w swojej poprzedniej książce Fantomowe ciało króla poświęciłem kilkaset stron, by to pokazać.

jan sowa fantomowe cialo krola

Druga bardzo istotna różnica między moim stanowiskiem a propozycjami konserwatystów to fakt, że oni mówią o narodzie, a ja o społeczeństwie. Więcej nawet – uważam, że kategoria narodu jest niebezpieczna z punktu widzenia polityki socjalnej.

Co ma jedno do drugiego?

– Kategoria narodu zaciemnia podziały klasowe. Mówimy: „Polakowi i Polce żyje się tak a tak”. A powinniśmy mówić: „Ludziom biednym w Polsce wiedzie się tak, a ludziom bogatym tak”. Używanie kategorii narodowych tworzy fikcję wspólnego losu, podczas gdy nasz los wyznaczany jest przez położenie klasowe, a nie przynależność narodową.

W Polsce jest grupa ludzi, oceniam ją na 20-30% społeczeństwa, którym wiedzie się całkiem nieźle. Są to mieszkańcy dużych miast posiadający jakieś formy kapitałumajątek (kapitał materialny), wiedzę (kapitał symboliczny), kompetencje kulturowe (kapitał kulturowy) czy znajomości (kapitał społeczny). Mamy równoliczną grupę ludzi u dołu piramidy społecznej, którzy na transformacji lat 90. stracili i w PRL żyło im się lepiej. Wreszcie mamy w środku grupę 30-40% ludzi, którzy jedne problemy zamienili na inne: puste półki w sklepach na biograficzne koszty konsumpcji (niewolnicza praca pod pręgierzem kredytu), kartki na żywność na śmieciowe jedzenie, od którego dostają otyłości i cukrzycy, brak dostępu do szkolnictwa wyższego na brak wartości dyplomu i/lub śmieciowe dyplomy sprzedawane im w prywatnych oraz publicznych uczelniach (studia zaoczne i wieczorowe), czekanie latami na talon na samochód na sterczenie w korkach oraz zatrucie miast przez spaliny ze zdezelowanych aut sprowadzanych z Niemiec itp.

Na fikcji wspólnego, narodowego losu opiera się też szkodliwa i nietrafna doktryna patriotyzmu gospodarczego, który jest odpowiedzią prawicy na problemy wygenerowane przez kapitalizm. Im się wydaje, że jeżeli kapitał będzie polski, to Polakom i Polkom będzie lepiej.

A nie będzie?

– To bzdura. Fałsz takiego myślenia widać od razu, gdy to opiszemy nie w kategoriach narodowych, tylko klasowych. Patrioci gospodarczy mówią: „Jeśli bogaci Polacy będą bogatsi, to biedniejsi Polacy również będą bogatsi”. Dlaczego? „Bo jedni i drudzy są Polakami”. Absurd. Bo co to jest dla nas za różnica, czy nas okradają międzynarodowe banki czy SKOK [rozróżnijmy zakładany przez WSI, w konkretnym celu, wołomiński SKOK od reszty uczciwych polskich SKOK-ów – przyp. TAW]? Kapitał zachowuje się jak kapitał.

Nie będzie „dobry, bo polski”?

– Nie. Jest zainteresowany zyskiem, a właściciel kapitału realizacją swoich własnych celów. Tamci szefowie korporacji pływają jachtami i grają w golfa, a nasi fundują media prawicowe, bo mają inaczej zorganizowane pragnienia. Mamy bank z polskim kapitałem, PKO BP, który generuje kilka miliardów zysku, ale i tak będzie zwalniał pracowników, żeby zarobić jeszcze więcej. Kapitalizm to bardzo prosta gra: wygrywają ci, którzy mają kapitał, niezależnie od narodowości, a przegrywają ci, którzy kapitału nie mają, znów: niezależnie od narodowości.

Państwo dobrobytu na Zachodzie nie wzięło się automatycznie z tego, że tam mieli kapitał, ale z tego, że przez dekady, a nawet stulecia, pracownicy organizowali się i walczyli o prawa socjalne: płatny urlop, opiekę medyczną, emerytury, osłony socjalne itp. Jeśli w Polsce ma się coś zmienić na lepsze, trzeba się organizować i o to walczyć, a nie czekać aż coś nam skapnie z pańskiego stołu.

I wiesz co, muszę to powiedzieć – nikt nie wydyma Polaka tak, jak drugi Polak. Serio.

Myślisz o czymś konkretnym?

– Pracowałem za granicą, w Stanach Zjednoczonych, w restauracji. Na czarno. Roznosiłem kanapki. Wyzysk był bezwzględny, a pracownicy – sami Polacy – kantowali siebie nawzajem i swojego polskiego pracodawcę, jak się tylko dało.

Nie możesz jednak przekładać jednostkowego przykładu na wszystkich.

– Ale znamy przecież dziesiątki takich przykładów, np. historie z plantacji truskawek w Wielkiej Brytanii z czasów, gdy pracowało się na czarno – Polacy ściągali naloty policji i inspekcji pracy, żeby później móc zatrudnić się na miejscach w ten sposób zwolnionych. Ta fikcja, którą karmi się nasza prawica, że polska tożsamość to jest zbawienie i że Polakowi pomoże tylko i przede wszystkim inny Polak – byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Taki sam był scenariusz polskiej transformacji lat 90. Tam nie było żadnego spisku międzynarodowej finansjery czy czegoś takiego [tak zwany Plan Balcerowicza został napisany przez Georga Sorosa i Jeffreya Sachsa przy wsparciu Davida Liptona, a George Soros jest legatem ogólnoświatowego illuminackiego kartelu Rotszyldów i Rockefellerow – przyp. TAW]. Oczywiście, zagraniczny kapitał miał swoje interesy, wysyłał swoich doradców, generował swoje „eksperckie” raporty, namawiał itp.

Ale nie był to przymus?

Tadeusz Kowalik doskonale to kiedyś pokazał: po przełomie 1989 roku były 3 scenariusze: jeden, radykalnie lewicowy, tzw. trzecia droga: między własnością państwową (PRL) a wolnym rynkiem (Zachód), czyli własność pracownicza i realne uspołecznienie środków produkcji; mniej więcej program pierwszej Solidarności.

Drugi, socjaldemokratyczny, zakładający stosunkowo dużą rolę państwa w gospodarce. I trzeci, neoliberalny i wolnorynkowy. Międzynarodowy kapitał lobbował za trzecim, bo bardzo nie na rękę był mu pierwszy i wielu zachodnich ekspertów myślało, że dojdzie do socjaldemokratycznego kompromisu.

Sugerujesz, że udało nam się miło rozczarować międzynarodowy kapitał?

– Ku ich zaskoczeniu Polacy sami wybrali rynkowy hardkor. Polak Polakowi zgotował to piekło [tak, sami Polacy, głosując na Unię Demokratyczną/Unię Wolności oraz na Platformę Obywatelską, sami poparli illuminacki gospodarczy rozbiór Polski przyp. TAW]. Tyle mniej więcej, jeśli chodzi o patriotyzm gospodarczy.

Z prof. Janem Sową rozmawiał Grzegorz Wysocki, Wirtualna Polska.

jan sowa

*Prof. Jan Sowa (ur. 1976) – teoretyk kultury, doktor socjologii, doktor habilitowany kulturoznawstwa. Pracownik naukowy Katedry Antropologii Literatury i Badań Kulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, członek Rady Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Autor książek eseistyczno-publicystycznych „Sezon w teatrze lalek” (2003) i „Inna Rzeczpospolita jest możliwa” (2015) oraz monografii naukowych: „Ciesz się, późny wnuku!” (2007) i „Fantomowe ciało króla” (2012).

*Czytaj drugą część rozmowy z prof. Janem Sową: Rozwiązanie problemów? Minimalny dochód gwarantowany dla każdego

Wiadomosci.wp.pl

Partia miłości opłaca mowę nienawiści w internecie. Platforma Antyobywatelska za obywatelskie pieniądze zatrudniła 50 zawodowych hejterów, docelowo ma być ich stu. Plus posłowie PO

hejt mowa nienawiści

Na posiedzeniu wyjazdowego klubu parlamentarnego PO w Jachrance działacze tej partii po raz kolejny dyskutowali o przyczynach porażki Bronisława Komorowskiego i strategii na wybory parlamentarne.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, w PO powstał plan poprawienia pozycji partii w internecie. Rządzący są przekonani, że oddanie tego pola w kampanii prezydenckiej było jedną z głównych przyczyn porażki Komorowskiego.

– Kopacz powiedziała, że zatrudniliśmy 50 hejterów, którzy mają krytykować PiS. Docelowo będzie ich około 100

– zdradza nam jeden z uczestników spotkania w Jachrance.

Tak zwani hejterzy to osoby, które zajmują się krytyką w sieci. W tym wypadku celem ataku mają być działania PiS i prezydenta elekta Andrzeja Dudy. W działalność w internecie bardziej zaangażować się mają też sami posłowie.

niesiol
Informacja o zatrudnieniu hejterów nie wzbudziła jednak entuzjazmu wśród polityków PO. – Ten pomysł pokazuje tylko, że wciąż nie rozumiemy, co się stało – żali się nam jeden z działaczy. – Internet trzeba odzyskać, bo dziś rządzi w nim PiS. Ale to chyba najgorszy z możliwych pomysłów – dodaje inny.

Marcin Pieńkowski

rp.pl

 

 

Czy PiS będzie w stanie wyzwolić się z dotychczas kultywowanego, zgubnego dla polskiej racji stanu, konformizmu w stosunkach polsko-żydowskich? — Grzegorz Braun komentuje wyniki wyborów prezydenckich w Polsce

braun

Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie w stanie wyzwolić się z dotychczas kultywowanego, zgubnego dla polskiej racji stanu, konformizmu w stosunkach polsko-żydowskich? – wyniki wyborów prezydenckich komentuje Grzegorz Braun.

Jaka była Pana pierwsza myśl po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich? Jest Pan w jakiś sposób zadowolony z wygranej Andrzeja Dudy?

– Że trzeba modlić się za prezydenta elekta, żeby zdecydował się na suwerenność – swoją własną jako polityka i suwerenność państwa polskiego. Żeby okazał się pierwszym prezydentem Polski prawdziwie wybijającej się na niepodległość – a nie ostatnim prezydentem III RP, który będzie zaledwie żyrantem ostatecznej transformacji tego tworu w kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym.

Wierzy Pan w spełnienie obietnic wyborczych? Było tego sporo: obniżenie wieku emerytalnego, 500 złotych na każde dziecko, przewalutowanie frankowiczów…

– To są, z całym szacunkiem i sympatią dla Prezydenta elekta, niewątpliwie kwestie drugo- i trzeciorzędne. Należy trzymać pana Andrzeja Dudę za słowo w znacznie ważniejszych sprawach. Trzeba przypatrywać się temu, jaki będzie jego osobisty stosunek i jego wola polityczna w sprawach podstawowych. Te sprawy to życie ludzkie i gwarancje jego bezpieczeństwa – a więc i gwarancje bezpieczeństwa polskiej rodziny, także gwarancje bezpieczeństwa polskiej własności – ze szczególnym uwzględnieniem ziemi. No i kwestia bezpieczeństwa państwa, tj. dziś najbardziej paląca potrzeba zachowania neutralności Polski w wojnie ukraińskiej. W większości tych spraw Andrzej Duda jeszcze nie zadeklarował się niestety całkiem jednoznacznie, zatem trzeba modlić się i działać politycznie tak, aby nowy prezydent ostatecznie zajął stanowisko zgodnie z polską tradycją i racją stanu.

Czy uważa Pan, że to zwycięstwo przy ewentualnej wygranej przez Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych, może sprawić, że polska polityka będzie jeszcze bardziej uległa względem Izraela?

– Proszę Pana, to jest szersza sprawa. Jak wiadomo polityka państwa położonego w Palestynie to tylko jeden z wycinków szerszej sytuacji. Stosunki polsko-żydowskie mają szereg innych płaszczyzn i szereg innych frontów, na których ujawnia się wola polityczna. Jest to i państwo żydowskie, i diaspora żydowska, i liczne organizacje, z których bynajmniej nie wszystkie deklarują się jednoznacznie, ale w istocie nierzadko realizują sprzeczne z polskim interesem narodowym programy. Banałem będzie wskazywanie przykładu odrodzonej loży B’nai B’rith Polin czy też Muzeum Historii Żydów Polskich, czy też organizacji takich jak Otwarta Rzeczpospolita, czy cała konstelacja organizacji orbitujących wokół centralnej GWiazdy śmierci z ulicy Czerskiej w Warszawie.

Otóż probierzem państwowotwórczej roli polityków i ich formacji będzie nie tylko uczestnictwo w dialogu polsko-izraelskim, ale także ich stosunek do tej całej konstelacji, którą tutaj na wybranych przykładach wskazałem.

Pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość będzie w stanie wyzwolić się z tego dotychczas kultywowanego, ale zgubnego dla Polskiej racji stanu, konformizmu na tym kierunku.

To jest pytanie także o relacje polsko-amerykańskie. Czy PiS pozostanie przede wszystkim lojalnym agentem, wykonawcą dyrektyw płynących ze strony imperium amerykańskiego, czy też wybije się na suwerenność? Czy PiS będzie do końca swego istnienia spłacać długi wdzięczności wobec towarzyszy amerykańskich za ten sukces wyborczy, czy też wreszcie ta formacja będzie zdolna do realizacji suwerennej polityki? Przy najlepszej woli polityków PiS może to być bardzo trudne.

Czy zwycięstwo Andrzej Dudy może diametralnie zmienić sytuację na polskiej scenie politycznej? Czy może skorzystać na tym ruch Pawła Kukiza czy też nowa inicjatywa pana Leszka Balcerowicza?

– Widać, że Układ przygotowuje się na różne ewentualności. Kreowane są w tej chwili różne nowe formacje, które mają posłużyć jako tratwy ratunkowe na nowym etapie. Widać wyraźnie, że Układ działa w myśl zasady „wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu”. Formacja pana Kukiza, z całym szacunkiem i sympatią dla niego osobiście, w sposób bardzo niepokojący zakorzeniona jest na różne sposoby w tzw. układzie wrocławskim. Proszę nie zapominać o tych przejawach życzliwości wobec tej kandydatury ze strony np. Grzegorza Schetyny, a także takich funkcjonariuszy frontu ideologicznego, jak np. Monika „Stokrotka” Olejnik czy pan „Kupa” Wojewódzki. To są rzeczy, które mam nadzieję pan Paweł Kukiz bierze pod uwagę i trzeba liczyć na to, że nie zechce on odgrywać roli figuranta w cudzej układance. Układ, jak powiedziałem, szykuje się na różne ewentualności i tutaj z jednej strony mamy do czynienia z wyciąganiem z naftaliny Leszka Balcerowicza, a z drugiej budowaniem przez Jana Hartmana i spółkę jakiejś formacji, która się przedstawia jako lewicowa.

Widać, że generałowie służb jak zwykle starają się w swojej arce posiadać przynajmniej po parze z każdego gatunku.

Pozostaje kwestia, czy odegramy role przypisane nam w ich scenariuszu – w scenariuszu kolejnego „kryzysu kontrolowanego” i instalacji kolejnego „rządu fachowców” (np. Schetyny-Pawlaka-Balcerowicza, lub coś w tym guście), który transformować będzie Polskę w kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym – czy też, mimo wszystko dzięki naszej przezorności, scenariusz wymknie się spod kontroli generałów. Proszę zauważyć, że

prezydent-rezydent Komorowski i służby, które za nim stoją, mają jeszcze całe dwa i pół miesiąca na to, żeby po pierwsze pozacierać ślady własnej przestępczej i zdradzieckiej działalności, a po drugie na to, żeby pozakładać rozmaite „miny”, które odpalać zaczną w stosownym momencie.

Proszę też pamiętać, że Komorowski ogłosił już właściwie nowy pełzający stan wojenny – ogólnopolskie ćwiczenia pod kryptonimem „Kraj 2015”, zapowiedziane w jego wystąpieniu nazajutrz po masakrze w Tunisie. Na dziś więc najważniejsze zadania to obrona Tradycji katolickiej i tradycji polskiej, obrona życia, rodziny i własności, i zachowanie neutralności w wojnie i nieuleganie prowokacjom, których cała seria czeka nas niewątpliwie jeszcze przed końcem tego roku.

W internecie aż huczy od plotek, że w wyborach parlamentarnych wystartuje Pan z listy partii KORWiN do Sejmu. Czy coś jest na rzeczy? Może Pan to jakoś skomentować?

– W skądinąd bardzo sympatycznych rozmowach z przedstawicielami tej formacji bardzo wyraźnie deklarowałem, że trudno jest mi wyobrazić sobie mój akces do jakiejkolwiek istniejącej partii politycznej.

To oznacza, że nie zamierza Pan kandydować do Sejmu?

– Z góry nie wykluczam udziału w żadnej akcji politycznej, ale jeszcze raz powtórzę: dziś trudno jest mi wyobrazić sobie działanie polityczne w szeregach jakiejkolwiek formacji partyjnej.

Rozmawiał Patryk Górski

prostozmostu.net