Rosyjskie (FSB) zamachy bombowe na budynki mieszkalne w Rosji (1999). Piętnasta rocznica

General view of an apartment block in Pe

Wysadzenie we wrześniu 1999 r. domów mieszkalnych było potrzebne ówczesnemu prezydentowi Borysowi Jelcynowi do rozpoczęcia drugiej wojny w Czeczenii. Dawała mu ona powód do opóźnienia lub odwołania wyborów prezydenckich i dalszego pozostania na stanowisku lub pozostawienia u władzy swojego człowieka. Co w końcu zrobiono z Putinem, mianowanym przez Jelcyna jako p.o. prezydenta 31 grudnia 1999 r. – mówi portalowi niezalezna.pl znany rosyjski historyk, współautor słynnej książki „Wysadzić Rosję”, dr hab. Jurij Felsztyński.

Ponad 300 ofiar zamachów

– We wrześniu 1999 r. wysadzenie domów mieszkalnych w Bujnaksku, Moskwie, Wołgodońsku było największym zamachem terrorystycznym, nie tylko na skalę Rosji. Zginęło wówczas ponad 300 osób. Jasne, że cały kraj był zszokowany i kiedy rosyjski rząd ogłosił, że podejrzani są zatrzymani i że oni są narodowości czeczeńskiej, ta informacja szybko została rozpowszechniona przez prasę. Komunikat – „domy wysadzili czeczeńscy terroryści” – poszedł w świat.

– Oczywiście szok przeszkadzał wówczas dokonać analizy z zimną krwią. Ale teraz możemy stwierdzić, że pierwsza wojna czeczeńska zakończyła się w 1996 r. i w sprowokowaniu nowej wojny z Rosją najmniej byli zainteresowani Czeczeni, którzy w okresie 1996-1999 r. w zasadzie byli niezależni. Więc po co im, we wrześniu 1999 r., była potrzebna wojna? Oni jeszcze po starej nie doszli do siebie. Po drugie, dosyć szybko stało się jasne, że osoby zatrzymane a) nie są Czeczenami, b) nie mają nic wspólnego z wysadzeniem domów. Wszystkich po jakimś czasie zwolniono, chociaż wielu z nich w areszcie traktowano brutalnie. Ale to specyfika rosyjskich organów ścigania. Oni zawsze i wszystkich traktują brutalnie.

Udaremniony zamach 22 września

– Przed 22 września jasne było, że podejrzanych i aresztowanych nie ma. Są tylko przypuszczenia, że dokonali zamachów „Czeczeni” – bowiem komu jeszcze było potrzebne wysadzać domy mieszkalne w Rosji. „Oczywiście” tylko Czeczenom. Przecież nikomu innemu!

– W dniach 22-23 byliśmy świadkami fantastycznej historii kryminalnej. W kolejnym rosyjskim mieście – Riazaniu – wieczorem 22 września przypadkowo znaleziono, schowane w piwnicy domu, materiały wybuchowe. W nocy przyjechała milicji, ludziom kazano opuścić mieszkania, piwnicę rozminowano, i 23 września wszystkim pozwolono wrócić do domu.

– Życie dziesiątek osób zostały uratowane. Wiadomość o tym, jasna sprawa, obleciała cały kraj i została zauważona przez prasę i rząd, lokalny i centralny. Również została ogłoszona jako największe zwycięstwo w walce z terroryzmem. Rosyjska telewizja przez całą dobę pokazywała Rosjanom materiały, związane z udaremnionym zamachem terrorystycznym, lecz organy ścigania Riazania gorączkowo poszukiwały przestępców-terrorystów, przypuszczalnie Czeczenów. I… znaleźli! Przechwycono podejrzany telefon, zlokalizowano gdzie znajdowały się osoby, które ten telefon wykonały. Po czym dwaj terroryści zostali aresztowani w pewnym mieszkaniu w Riazaniu. Po raz pierwszy po całej serii zamachów terrorystycznych w rosyjskich miastach, lokalne organy ścigania nareszcie aresztowały terrorystów. Lecz dalej wydarzenia zaczęły nabierać zupełnie fantastycznego charakteru. Stała się rzecz bezprecedensowa: zatrzymani okazali się być funkcjonariuszami Zarządu Centralnego Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Zamachowcy z FSB

– Proszę sobie wyobrazić tę sytuację: po wysadzeniu kilku domów, poczynając od 4 września, w wyniku czego zginęło ponad 300 osób, milicja z Riazania zatrzymuje terrorystów, a oni wyciągają legitymacje funkcjonariuszy FSB z Moskwy. W Riazaniu wszyscy są w zupełnej rozsypce, nikt nie rozumie, co się dzieje i co to oznacza. Dlatego władze w Riazaniu ogłaszają, że terroryści zostali zatrzymani, ale zapobiegawczo nie informują, że są oni oficerami Zarządu Centralnego FSB (!). O tym, że terroryści zostali aresztowani, cały kraj dowiaduje się ranem 24 września i świętuje pierwsze zwycięstwo nad terroryzmem. Jednak dyrektor FSB Nikołaj Patruszew i nowy premier Rosji Władimir Putin (który został w sierpniu 1999 r. przeniesiony ze stanowiska dyrektora FSB Rosji na stanowisko premiera kraju) nie mają szampańskiego nastroju: w najbliższych godzinach prasa dowie się, aresztowani terroryści – są oficerami FSB, i ktoś na pewno dojdzie do wniosku, że wszystkie „czeczeńskie zamachy” we wrześniu 1999 r. w Rosji to próba służb specjalnych Rosji sprowokowania drugiej wojny czeczeńskiej.

Prezydent Borys Jelcyn powierza dotychczasowemu szefowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa (sukcesorki KGB) Władimirowi Putinowi stanowisko premiera Federacji Rosyjskiej, 9 sierpnia 1999 r.
Prezydent Borys Jelcyn powierza dotychczasowemu szefowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa (sukcesorki KGB) Władimirowi Putinowi stanowisko premiera Federacji Rosyjskiej, 9 sierpnia 1999 r.

– Dlatego z rana 24 września premier Putin, w porozumieniu z ministrami resortów siłowych, wydaje rozkaz rozpoczęcia bombardowania stolicy Czeczenii – Groznego. Bowiem po 24 września wydać ten rozkaz będzie już za późno: rosyjskie społeczeństwo zrozumie, że domy wysadzają nie „Czeczeni”, ale rosyjski rząd. Lecz po wydaniu go na czas – jeszcze 24 września – to nawet ujawnienie prawdy nie będzie miało takiego znaczenia (wojna Rosji z Republiką Czeczeńską już będzie trwała). Ponadto oprócz rozkazu bombardowania Groznego, tego samego dnia szef FSB Nikołaj Patruszew informuje Rosjan, że próby wysadzenia domu w Riazaniu nie było, aresztowani terroryści nie są terrorystami lecz oficerami FSB, którzy prowadzili w Riazaniu ćwiczenia. Zaś w workach były nie materiały wybuchowe lecz cukier. A więc przestępstwa nie popełniono i koniec kropka w omawianiu zamachu w Riazaniu.

– Prasa i opinia publiczna długo jeszcze zastanawiają się nad tym, co dokładnie było w riazańskich workach. Ale wojna z Republiką Czeczeńską już była prowadzona na szeroką skalę, jako odwet za „czeczeńskie zamachy” w Rosji. Rząd czeczeński oczywiście zaprzeczał stanowczo doniesieniom, że miał związek z wrześniowymi aktami terrorystycznymi. Czeczeńscy separatyści też temu zaprzeczają. Jednak rosyjski rząd upiera się, że przestępstw dokonali „Czeczeni” i kontynuuje wojnę, na fali której Putin staje się dosyć popularny i ostatecznie wygrywa wybory prezydenckie 2000 r.

Budynek mieszkalny w Moskwie wysadzony 9 września 1999 r.
Budynek mieszkalny w Moskwie wysadzony 9 września 1999 r.

Ofiary śmiertelne dla zachowania władzy

– Jasne jest, że domy wysadzało FSB Rosji. Pytanie – po co? Do uzasadnienia wypowiedzenia wojny Czeczenii. Rozpoczęto ją wcale nie dla zwiększenia popularności Władimira Putina. Wzrost poparcia byłego dyrektora FSB i nowego wówczas premiera Rosji był skutkiem ubocznym walki z tzw. czeczeńskim terroryzmem i rozpoczęcia działań wojskowych. Wojna w Czeczenii została zorganizowana przez ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna, aby w razie konieczności mieć możliwość ogłoszenia w kraju stanu wyjątkowego i przełożenia lub odwołania wyborów prezydenckich w 2000 r.

– To samo działo się w Rosji przed wyborami prezydenckimi w 1996 r. Najpierw w Moskwie miały miejsce zamachy terrorystyczne. Potem rozpoczęła się zorganizowana przez Siergieja Stiepaszyna, wówczas szefa Federalnej Służby Kontrwywiadu (przyszłego FSB), pierwsza wojna w Czeczenii. W marcu 1996 r. Jelcyn, który według sondaży miał 3 proc. poparcia, zachęcany przez szefa swojej ochrony gen. Aleksandra Korżakowa, prawie już podpisał dekret o odroczeniu wyborów prezydenckich i wprowadzeniu w kraju stanu wyjątkowego. Ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, przyjął pomoc oligarchów, na czele z Borysem Bieriezowskim, i wygrał w wyścigu o fotel prezydencki z komunistą Giennadijem Ziuganowem.

– Po tym wojna w Czeczenii już do niczego nie była potrzebna i wkrótce po zwycięstwie wyborczym podpisano rozejm. I wtedy, przed wyborami 2000 r., mało popularny Jelcyn znów, rękami Putina i jego następcy na stanowisku szefa FSB Nikołaja Patruszewa, rozpoczynał wojnę „na wszelki wypadek”. Aby mieć powód do opóźnienia lub odwołania wyborów prezydenckich i samemu pozostać prezydentem albo pozostawić u władzy swojego człowieka. Co w końcu zrobiono z Putinem, mianowanym 31 grudnia 1999 r. przez Jelcyna pełniącym obowiązki prezydenta.

Olga Alehno

Niezalezna.pl

Oświadczenie ONZ: Państwa Ukraina nie ma – i nigdy nie było

Ban Ki-moon_Ukraina

7 kwietnia 2014 roku ósmy Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon wygłosił oszałamiające oświadczenie, którego emisja została zakazana w ukraińskich mediach i w internecie.

Do porządku obrad na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ została wniesiona kwestia konfliktu między dwoma państwami. W rezultacie uzgodniono następujący wniosek: Ukraina od dnia 25 grudnia 1991 roku do dzisiaj nie zarejestrowała jeszcze swoich granic. W ONZ nie zostały przedstawione i zarejestrowane granice Ukrainy jako suwerennego państwa!

Z tego powodu możemy uważać, że żadnych naruszeń prawa przez Rosję wobec Ukrainy nie było i być nie może. Zgodnie z umową ze Wspólnotą Niepodległych Państw terytorium Ukrainy jest okręgiem administracyjnym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Tak więc nie można nikogo obwiniać o separatyzm i przymusową zmianę integralności granic Ukrainy. W ramach prawa międzynarodowego kraj ten po prostu nie ma oficjalnie zatwierdzonej granicy.

a

Aby rozwiązać ten problem, Ukraina powinna dokonać demarkacji granic z państwami sąsiadującymi – przy obowiązkowej zgodzie państw granicznych, w tym Rosji. Wszystko powinno być udokumentowane i podpisane przez wszystkie państwa graniczne, uczestniczące w umowie. Unia Europejska wyraziła ogromne pragnienie wsparcia Ukrainy w tak ważnej kwestii i podjęła decyzję o udzieleniu pomocy technicznej. Ale czy Rosja będzie podpisywać umowę o granicach z Ukrainą? Oczywiście, że nie.

Bez względu na to natychmiast zostały podjęte prace demarkacyjne. Dwie grupy wykwalifikowanych ekspertów pracują przy wyznaczaniu linii granicznej w terenie i zajmują się sprawdzaniem faktów z istniejącymi mapami.

W oparciu o fakt, że Rosja jest prawnym następcą Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (co zostało potwierdzone decyzjami sądów międzynarodowych dotyczących sporów o własności byłego ZSRR za granicą), terytorium, na którym obecnie znajduje się Republika Ukraina w granicach ZSRR (Małorosja i Noworosja), jest własnością Rosji. I nikt nie ma prawa dzisiaj dysponować tym terytorium bez zgody Rosji – prawnego posiadacza praw do tego terytorium.

a

W istocie Rosji wystarczy obecnie jedynie złożyć oświadczenie o tym i ogłosić, że terytorium to jest terytorium Rosji, ostrzegając przy tym, że wszystko, co dzieje się na tym terytorium, jest wewnętrzną sprawą Rosji. Każda interwencja będzie postrzegana jako działanie przeciwko Rosji. W rezultacie można unieważnić wyniki wyborów z dnia 25 maja 2014 r. i robić dalej wszystko tak, jak zechce naród.

Według Memorandum Budapeszteńskiego i innych umów Rosja zobowiązań nie może mieć, ponieważ nie ma parafowanych granic. Nie ma (i nie było!) państwa Ukraina.

Aleksandr Panin

Centralna Agencja Informacyjna Noworosji

30 maja 2014 r.

novorus.info

Mówią eksperci:

Demarkacja (wytyczenie) granic Ukrainy – tylko w ramach projektu na podstawie umowy z UE.

W angielskim kanale „Thames TV” pokazano, jak parlament od rana omawia kwestię ukraińską. Okazuje się, że Ban Ki-moon wczoraj (6.05.2014) w ONZ wygłosił unikalne oświadczenie, że Rada Bezpieczeństwa ONZ po raz kolejny rozpatrywała kwestię Ukrainy.

W kwestii tej eksperci ustalili ciekawy wniosek w ramach prawa międzynarodowego: okazuje się, że po upadku Związku Radzieckiego Ukraina nie raczyła przeprowadzić i zarejestrować należycie w ONZ demarkacji swoich granic jako państwa.

Według granic pozostaje ona okręgiem administracyjnym w granicach ZSRR, zgodnie ze zwykła umową w ramach WNP, która nie ma mocy prawnej w ONZ.

A ponieważ kraj nie ma oficjalnej granicy w ramach prawa międzynarodowego, to nie ma żadnych podstaw, aby mówić o jej naruszaniu. Również nie ma podstaw, aby mówić o separatyzmie czyli wymuszonej zmianie konfiguracji granicy. Przecież zmienić coś, czego nie ma – nie można.

Ponadto, podkreśla się, że demarkacja granic Ukrainy jest tylko w projekcie dotyczącym porozumienia z Unią Europejską.

W porządku obrad o stowarzyszeniu między UE a Ukrainą, przyjętym w Luksemburgu we wtorek, powiedziano, że UE pomoże Ukrainie, okazując pomoc techniczną w demarkacji jej granic z państwami sąsiadującymi.

Przy tym ramy czasowe przeprowadzenia prac demarkacyjnych na miejscu na razie nie są prognozowane.

Zdaniem laika:

Prawie trzy miesiące minęły od wypowiedzi Sekretarza Generalnego ONZ, że zgodnie z prawem międzynarodowym państwa pod nazwą Ukraina nie ma i nigdy nie było, ponieważ nie ustaliła i nie zarejestrowała w ONZ swoich granic. Jest nadal częścią Rosji, spadkobierczyni dawnego ZSRR.

W związku z tym nasuwają się następujące pytania:

* Dlaczego wszystkie polskie media, zarówno lewicowe, prawicowe, jak i tzw. niezależne nawet nie raczyły zauważyć tego, na pewno ważnego, wydarzenia? Na żadnej stronie blogów w polskim Internecie nie ma nawet wzmianki o oświadczeniu Sekretarza Generalnego ONZ. Jedynie na stronie Piotra Beina ukazała się informacja o artykule Agencji Noworosji pt. „Państwa Ukraina nie ma i nigdy nie było”:

http://piotrbein.wordpress.com/2014/06/01/un-state-of-ukraine-does-not-exist-and-never-did-onz-panstwo-ukraina-nigdy-nieistnialo-i-nieistnieje/ (bez tłumaczenia artykułu).

* Dlaczego prezydent Rosji W. Putin nie wykorzystał oświadczenia ONZ do załatwienia wszystkich sporów i konfliktów i przyzwolił w ten sposób do krwawych wydarzeń na Południowym Wschodzie. Wystarczyło tylko ogłosić, że zgodnie z prawem międzynarodowym Ukraina jest częścią Rosji i w celu uśmierzenia zamieszek i wystąpień, niezgodnych z prawem, wprowadza się wojska rosyjskie na Ukrainę jako okręgu administracyjnego Rosji. Ocalono by życie tysięcy obywateli.

* Dlaczego obecnie Amerykanie wspólnie z UE pospiesznie dokonują prac związanych z demarkacją granic Ukrainy? Przecież taka demarkacja jest robiona na potrzeby umowy stowarzyszeniowej z Unią, a w sensie prawa międzynarodowego nie będzie ona miała mocy prawnej w ONZ (podobnie jak umowa w tej kwestii zawarta z WNP).

* Czy mimo nieważności demarkacji prezydent Putin nadal nie będzie chciał wykorzystać tej korzystnej okazji do wygrania kolejnej potyczki z Zachodem (po przyłączeniu Krymu)?

Tłumaczył Janusz Sielicki

29 czerwca 2014 r.

wolna-polska.pl

Komentarz Tajnego Archiwum Watykańskiego:

Odpowiedź na powyższe pytania jest następująca: Władymir Putin nie może oficjalnie zabrać głosu w tej sprawie, gdyż polityka Rosji zarówno za prezydenta Borysa Jelcyna, jak i za prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w kwestii granic z Ukrainą była odmienna, czego dowodem jest choćby wspomniane powyżej Memorandum Budapesztańskie o Gwarancjach Bezpieczeństwa z 5 grudnia 1994 r., które już w pierwszym punkcie tekstu uznaje „niezależność i suwerenność istniejących granic Ukrainy”:

1. Federacja Rosyjska, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Stany Zjednoczone Ameryki potwierdzają swoje zaangażowanie, zgodnie z zasadami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w poszanowanie niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy.

http://www.cfr.org/arms-control-disarmament-and-nonproliferation/budapest-memorandums-security-assurances-1994/p32484

Wspólne zaś oświadczenie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Federacją Rosyjską z 4 grudnia 2009 r., podpisane przez prezydenta Baracka Obamę i prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, Memorandum Budapesztańskie w kwestii Ukrainy potwierdza.

http://www.state.gov/r/pa/prs/ps/2009/dec/133204.htm

Ukraina – o co naprawdę chodzi:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/ukraina-o-co-naprawde-chodzi/