Grzegorz Braun: Obowiązujący w post-PRL-u tzw. „kompromis aborcyjny” jest dokładnie na poziomie tego, co zaprowadził Hitler

braun

Fragment Przysięgi Hipokratesa brzmi: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego”. Tymczasem lekarz, który postępuje zgodnie z tymi zasadami, otrzymuje na kierowany przez siebie szpital potężną karę finansową. Z reżyserem Grzegorzem BRAUNEM, twórcą filmu „Eugenika. W imię postępu” rozmawia Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar: Od kilku tygodni toczy się w Polsce spór, będący konsekwencją decyzji prof. Bogdana Chazana. Dyrektor stołecznego Szpitala im. Świętej Rodziny, powołując się na klauzulę sumienia, odmówił zabicia nienarodzonego chorego dziecka oraz nie wskazał matce miejsca, gdzie mogłaby tego dokonać. Przeciwnicy ginekologa grzmią, że złamał on prawo, nie informując matki gdzie mogłaby przeprowadzić aborcję. Dokąd zabrnęliśmy, skoro publicznie odmawia się człowiekowi jego naturalnego prawa do tego, aby mógł się urodzić?

Grzegorz Braun: Pani mówi elegancko: „spór” – ja myślę, że to nie jest adekwatne określenie. Spór to byłby wtedy, gdyby jednym racjom przeciwstawiano inne racje, przy czym obie strony miałyby zbliżone szanse artykulacji poglądów i szerzenia informacji. Tu mamy do czynienia po prostu z nagonką na uczciwego człowieka, którego możliwości samoobrony są radykalnie ograniczone. Dyktatura polit-poprawności kompletnie eliminuje z mediów głównego ścieku znaczną część informacji istotnych w sprawie, a pozostałą częścią nagminnie manipuluje. Przykład: w początkowej fazie rozkręcania kampanii nienawiści wobec prof. dra Chazana kluczowy wątek przemysłu „in vitro” został przed opinią publiczną po prostu skrzętnie zatajony, a kiedy już wyszedł na jaw – jest nadal uparcie marginalizowany.

eugenika1

A.P.: Zdaje się bowiem, że nagonka na prof. Chazana ma przykryć właśnie tę ważną kwestię, że mianowicie chore dziecko, którego zabicia odmówił, było owocem in vitro. Zabijanie ze względu na wady wrodzone, zapłodnienie pozaustrojowe, sztuczna selekcja człowieka – o tych metodach opowiada Pana film „Eugenika. W imię postępu”. Z dokumentu dowiadujemy się m.in., że zwolennikiem zabijania ze względów eugenicznych był Adolf Hitler. Jak to możliwie, że metody człowieka, którego oficjalnie potępił cały cywilizowany świat, realizowane są – zgodnie z prawem – w Polsce?

G.B.: A jak to możliwe, że komunistyczni zbrodniarze mają w Polsce pogrzeby z asystą kompanii honorowej? Żyjemy w kraju, który nie przeszedł należytej desowietyzacji – nic dziwnego więc, że prawo obywatelstwa utrzymują tu rozmaite relikty socjalizmu – tego międzynarodowego i tego narodowego. Mianownik jest przecież wspólny: dzielenie ludzi na lepszych i gorszych – wedle podziału na klasy, czy rasy. Skoro ten błąd antropologiczny nie został wyrugowany – to i nie dziwota, że nadal przerażająco szerokie jest przyzwolenie na eliminowanie „życia niewartego życia”. Notabene: obowiązujący w post-PRL-u tzw. „kompromis aborcyjny” jest dokładnie na poziomie tego, co zaprowadził Hitler: ludzie podejrzani o niedoskonałość mają być eliminowani.

A.P.: Dzięki postawie prof. Chazana chore dziecko nie zostało rozszarpane na strzępy i mogło się urodzić, a następnie umrzeć względnie spokojnie. Także matka, zamiast zabić, miała szansę z własnym dzieckiem się pożegnać. Tymczasem zwolennicy aborcji oburzają się, że to nieludzkie pozwolić urodzić się dziecku z „mózgiem na wierzchu”, itp. Jak pan skomentuje tego typu argumentację?

G.B.: Prawdę mówiąc, zawsze zadziwiało mnie to niezmącenie dobre samopoczucie i bezkrytycznie wysoka samoocena tych ludzi, którzy najwyraźniej samych sami siebie uważają za idealnych. Tymczasem w oczach Stworzyciela wszyscy jesteśmy docześnie – każdy na swój sposób – rażąco nieperfekcyjni. A jednak przyzwala On na nasze istnienie, lituje się nad naszymi usterkami, nad manifestacjami naszej wewnętrznej czy zewnętrznej brzydoty – i wszystkim daje obietnicę zbliżenia do Siebie, tzn. promesę doskonałości. Ale póki co, na tej Ziemi nikt nie jest idealny. Orzekać więc, że niedoskonałości mojego brata są nadto rażące, a moje własne jeszcze do zaakceptowania – to jest niesłychana uzurpacja, świadcząca o niepojętym samozadowoleniu. Kto jest „brzydszy”: dzieciątko, które bez najmniejszej własnej winy rodzi się kalekie, czy domagający się jego śmierci osobnicy, którzy na własne życzenie doprowadzają się do stanu monstrów moralnych?

Skąd zaś w tym pięknym dobrym świecie bierze się brzydota, kalectwo i w ogóle zło – niejednokrotnie przekraczające naszą odporność? No, to jest właśnie „mysterium iniquitatis”, tajemnica, której nie możemy sami ani pojąć, ani tym bardziej przezwyciężyć – mamy natomiast przyjąć do wiadomości, a przy końcu czasów wszystko się wyjaśni. Ponieważ wiemy, że od Boga nie pochodzi nic, co by nie było dobrem, prawdą i pięknem – jasnym jest, że wszystko, co od tej Boskiej wyśrubowanej normy odbiega, pochodzi od Jego nieprzyjaciela. Pytanie, w jakiej mierze ten ostatni zyskuje w nas chętnych współpracowników w swym dziele? Oby się nie okazało, że także i my naszą nieprawością bezpośrednio się przyczyniamy do kalectwa, chorób i wreszcie śmierci naszych bliźnich.

A.P.: Fragment przysięgi Hipokratesa brzmi: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego”. Tymczasem lekarz, który postępuje zgodnie z tymi zasadami, otrzymuje na kierowany przez siebie szpital potężną karę finansową, prezydent Warszawy podejmuje decyzję o zdjęciu go z funkcji dyrektora placówki, a w prorządowych mediach nieustannie trwają bezwzględne ataki na niego. Kto rządzi tym państwem?

G.B.: No tak, ale zdaje się, że przysięgę Hipokratesa w nowych pokoleniach medyków nie wszyscy już znają – została ona przecież zastąpiona jakimś tekstem o powadze nie przewyższającej „przyrzeczenia zuchowego”, w którym jasność dyrektyw została skutecznie rozmyta, więc i o kategorycznym zakazie odbierania życia nie ma już mowy.

Pan prof. dr Chazan swoim postępowaniem naruszył interesy potężnego lobby i wielkiego przemysłu, na straży których stoją w Polsce urzędnicy najrozmaitszych szczebli. Hańba im – a szacunek prof. Chazanowi. On zrobił, co mu sumienie podyktowało – kwestia, co my w tej sprawie zrobimy?

A.P.: Z tego całego dramatu wynikło także dużo dobra. Niezłomny ginekolog otrzymał ogromne wsparcie od Polaków, stoją za nim liczne organizacje. Także Kościół opowiedział się po stronie prześladowanego lekarza – abp Marek Jędraszewski zapowiedział zbiórkę wśród wiernych, aby pokryć nałożoną przez NFZ karę, a biskup Stanisław Napierała na Pielgrzymce Radia Maryja powiedział, że „prof. Chazan to symbol zmagania się ciemności cywilizacji śmierci z kulturą życia”. Co jeszcze powinniśmy zrobić, aby ostatecznie nie przegrać tej walki?

G.B.: Powinniśmy przestać się łudzić. Łudzić się, że bezpieczeństwo życia i mienia może być zapewnione przez państwo w tym kształcie ustrojowym – odziedziczonym po Robespierze i Napoleonie, po Bismarcku, Hitlerze i Stalinie.

Podam jeden przykład: posłanką-sprawozdawczynią, która w 1956 roku przedkładała do przyjęcia Sejmowi PRL ustawę aborcyjną, była Maria Jaszczukowa (1915-2007) – żona Bolesława, znacznego aparatczyka pol-sowieckiego, sama: członkini Stronnictwa Demokratycznego. Ta organizacja – należąca, jak wiadomo, do systemu fasadowej sow-demokracji u nas – korzeniami sięga przedwojnia, a jej proweniencje są masońskie, co jest faktem dla historyków oczywistym. Prezesem-założycielem SD był prominentny mason, dr med. Mieczysław Michałowicz, który jeszcze po wojnie dostał order od Bieruta. Otóż na czele komitetu redakcyjnego oficjalnej biografii tego Michałowicza z ramienia SD stała właśnie Maria Jaszczukowa – co daje nam wyobrażenie o jej autorytecie w tym środowisku. Udzielała się ona w wielu „postępowych” organizacjach, m.in. w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci i w Światowej Demokratycznej Federacji Kobiet. Nota bene, była również założycielką tygodnika „Przyjaciółka”, który w dyskretny, acz niezwykle konsekwentny sposób krzewił „postęp” w obyczajowości i życiu rodzinnym PRL. To pismo, zdaje się, przeżyło swoją matkę-założycielkę i nadal wychodzi – ?

Otóż właśnie przykład Jaszczukowej – niech się Pan Bóg zlituje nad nią (i nad nami wszystkimi) – pokazuje ścisłe związki aparatu władzy sowieckiej z ideowym zapleczem masonerii w dziejach rewolucji światowej. Dziś mamy władzę post-sowiecką i neo-euro-sowiecką – ale te stare miłości nie rdzewieją. Wręcz przeciwnie – front walki o „nową obyczajowość” wedle wytycznych Engelsa i Aleksandry Kołłątaj znów okazuje się frontem kluczowym.

Zatem aby zapewnić bezpieczeństwo życiu i wolności ludzkiej nie wystarczy obalić władzę Politbiura. Trzeba jeszcze wyzwolić się spod władzy Loży.

A.P.: Sprawa propagandy i przemysłu aborcyjnego, antykoncepcyjnego, „in vitro” – o tym wszystkim była mowa w filmie „Eugenika”. Teraz wraca pan do tematu. Co z filmem o Mary Wagner, do którego zdjęcia zrobił Pan przed paroma miesiącami?

G.B.: Finalizujemy właśnie montaż – i w sierpniu, mam nadzieję, film będzie gotowy. Tytuł roboczy: „NIE O MARY WAGNER”. Jestem bardzo szczęśliwy, że akurat teraz ten film powstaje – mam nadzieję, w porę. Praca nieco się opóźni, z przyczyn ode mnie niezależnych, ponieważ najbliższy tydzień spędzę w więzieniu.

A.P.: ?

G.B.: Mój adwokat zawiadomił mnie właśnie, że zostałem skazany na tydzień aresztu za obrazę sądu. Zamiast siedzieć non-stop w montażowni w Warszawie, muszę trochę odsiedzieć we Wrocławiu. Bo przecież nie będę czekał, aż któraś GWiazda śmierci rozgłosi – co się już przecież przed rokiem zdarzyło – że jestem poszukiwanym, nieuchwytnym dla policji przestępcą.

A.P.: Co takiego się wydarzyło?

G.B.: Jak Pani wie, jestem we Wrocławiu sądzony za rzekomą napaść na policję. Po tym, jak wiosną 2008 roku to ja zostałem poturbowany przez tajniaków, poskarżyłem się urzędowo, po czym moje skargi zostały odrzucone, a ja sam zostałem postawiony przed sądem. I stoję tak już siódmy rok – a końca nie widać. Na początku tego roku poskarżyłem się wreszcie na przewlekłość postępowania – i tę skargę odrzucono. Na kolejnej rozprawie – a było ich już przecież w kolejnych instancjach razem kilkadziesiąt – sędzia Krzysztof Korzeniewski dopuścił się skandalicznego naruszenia procedury i mojego prawa do obrony: zrezygnował z przesłuchania powołanego świadka. A świadek to istotny: policjant-bandyta, nazwiskiem Balcerzak Grzegorz, który dowodził w 2008 roku tą grupą, która mnie napadła. Dziś nie jest już czynnym funkcjonariuszem – stając w drzwiach sali rozpraw rzucił do sędziego, że się spieszy, bo ma „do podpisania kontrakt za dwa miliony”. I sędzia Korzeniewski puścił go bez żadnych pytań [patrz: http://www.youtube.com/watch?v=6tuNCobXOlA]. Na co zareagowałem – za co z kolei sędzia wymierzył mi karę grzywny. Przy czym w uzasadnieniu tej decyzji przywołał rzekomo obraźliwe słowa, których miałem użyć: „bandyta” i „złodziej”. Bandyta, owszem, tak powiedziałem – bo to fakt. To on przecież nawoływał swoich podwładnych do złamania prawa – kiedy niższy funkcjonariusz nazwiskiem Wadowiec Piotr (dziś mój główny fałszywy oskarżyciel) wahał się, czy ma mi się regulaminowo wylegitymować, do czego zgodnie z prawem go wezwałem. Wówczas to ów Balcerzak rzucił: „Co się będziesz tu z nim p…lił” [patrz np.: http://www.blogpress.pl/node/1734]. Więc „bandyta”, owszem. Ale „złodziej” – to sobie sąd uroił, tego słowa nie użyłem, bo nie jestem przecież wprowadzony w interesy p. Balcerzaka na tyle, by dokonywać takiej ich ewaluacji. Od decyzji o nałożeniu grzywny odwołałem się. I oto kilkanaście dni temu Sąd Odwoławczy, nie wysłuchawszy moich argumentów, tę decyzję podtrzymał – przywołując te samo urojone uzasadnienie decyzji. Kiedy Wysoki Sąd ogłosił wyrok, wstałem, pożegnałem się z moim adwokatem i wyszedłem, z trzaskiem zamykając drzwi za sobą. I za to właśnie wysyła się mnie na tydzień do aresztu. Lepsze to niż nic, bo innego urlopu w tym sezonie mieć nie będę.

A.P.: Dziękuję za rozmowę. Niech Bóg ma pana w swojej opiece…

KSD.media.pl

—-

*GRZEGORZ BRAUN, ur. 1967 – reżyser, publicysta, zdeklarowany monarchista. Jego film „Eugenika. W imię postępu” został nagrodzony podczas festiwalu Katolickiego Stowarzyszenia Filmowców „Niepokalanów 2011” (pierwsze miejsce w kategorii filmów edukacyjnych) oraz otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Wydawców Katolickich „Feniks” (2012). Dokument przedstawiający podstawowe założenia eugeniki oraz jej początki w Stanach Zjednoczonych, hitlerowskich Niemczech i międzywojennej Polsce dostępny na stronie producenta: www.ahaaa.pl

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/grzegorz-braun/

Dr Jerzy Jaśkowski: Kolejna nagonka na lekarzy. Dlaczego urzędnicy nie mają sumienia?

chazan

Urzędnicy nie mają sumienia. Wniosek z historii cywilizacji bizantyjskiej jest taki, że kiedy zatrudnienie na posadzie urzędniczej staje się celem, kraj staje na krawędzi upadku. A zdrowie to sprawa zbyt poważna, by zostawiać ją w rękach urzędników…

Od wielu dni trwa nagonka na lekarzy pod pretekstem rzekomego nadużycia pojęcia wolności sumienia. A kto to się nie włączył już do dyskusji, udając eksperta! A kto to już nie zabierał głosu: od indywidualnych celebrytów, do zawodowych dezinformatorów, szczególnie związanych z żydowska gazetą dla Polaków, jak to mówi pan St. Michalkiewicz. W typowy dla żółtego dziennikarstwa sposób postępowania – nie jakość, ale ilość czyni fakty – usiłuje się ogłupić społeczeństwo.

Próbować ustosunkować się do wszelkiego rodzaju dezinformacji nie sposób, zresztą nie o to chodzi. W tym przypadku uwidocznił się cały system azjatyckiej cywilizacji, od turańszczyzny, po cywilizację bizantyjskiej. Wyraźnie widać, skąd pochodzą „nasi” urzędnicy. Przypomnę, że cywilizacja bizantyjska, szczególnie w wydaniu pruskim, to omnipotencja państwa nad obywatelem. „Ty obywatelu, głupi c…u, masz wykonywać wszelkie zalecenia, które my tu, zresztą za twoje, podatnika, pieniądze wymyślamy, abyś był szczęśliwszy. A jak nie jesteś szczęśliwszy, to twoja wina, ponieważ i tak twoje pieniądze wydamy jak będziemy chcieli , i tobie nic do tego”. Taki jest mniej więcej tok rozumowania tych wszelkiej maści darmozjadów na stołkach urzędniczych, od samego początku, to jest od 1944 roku, kiedy do nas przyszli. Obecnie jest to już oczywiście któreś tam z rzędu pokolenie. Przecież po 1990 roku nie nastąpiło odcięcie się od pępowiny, tylko uznano ciągłość państwa, na przykład przejmując długi komunistów.

Poczynając od cywilizacji greckiej, poprzez rzymską i na łacińskiej kończąc, zawsze zdrowie było sprawa indywidualną każdego człowieka. Dopiero wschodnie nacje, w trosce o nasze pieniądze, ufundowały nam coś, co nazwano zdrowiem publicznym. Jak to powtarzam wielokrotnie, publiczne, to są domy, zwane pospolicie burdelami. Jak wiadomo, burdele są doskonale dochodowymi instytucjami dla właścicieli. I stąd właśnie to pojęcie. Otóż przez całe 2500 lat leczenie chorych to była cywilno – prawna umowa pomiędzy pacjentem, a lekarzem, bez wtrącania swoich 3 groszy przez niedouczonego urzędnika. Przecież gdyby taki cokolwiek umiał, to nie siedziałby za biurkiem, tylko leczył ludzi na przykład, naprawiał samochody etc. Nawet w „komunie” lekarz miał prawo wyboru metody leczenia chorego. Dopiero po utworzeniu tzw. Narodowego Funduszu Zdrowia (zapomniano podać jakiego narodu, bo Polska zawsze była wielonarodowa, więc może o to chodzi), nagle jacyś urzędnicy zaczęli tworzyć wytyczne i procedury jak dla debili.

Jak już nie raz podawałem i uzasadniałem, cały ten cyrk ze stowarzyszeniami, Izbami lekarskimi, prawniczymi itd., miał na celu objęcie lepsza kontrolą społeczeństwa, pod pretekstem demokracji. Po to stworzono system grantów, aby ten, kto płaci, miał prawo żądać. Jest to tak oczywiste, że nie wymaga chyba specjalnego uzasadnienia. Wiadomo, że ubóstwo społeczeństwa sprawia, że jedynym, decydującym płatnikiem, jest administracja wszelkiej maści. Chodziło o budowę tzw. piramidy władzy, czyli typowa turańszczyzna. Widzimy to wyraźnie w przypadku NFZ, którego urzędnicy za nic nie odpowiadają, a maja prawo kontroli medycyny i wtrącania się do wszystkiego. Ustawa natomiast mówi, że za „zdrowie” na danym terenie odpowiada NFZ. I jak to się ma do wielomiesięcznych, czy nawet kilkuletnich kolejek chorych, czekających na operację zaćmy, czy ortopedyczną. Nawet z chorobami nowotworowymi czeka się kilka miesięcy. Mogę podawać konkretne fakty!!!

W województwie pomorskim choruje rocznie na rak ponad 17 000 ludzi, umiera ponad 5000 rocznie. A NFZ przeznacza na ich leczenie tylko ok. 100 milionów złotych. Biorąc podawane przez NFZ dane, to koszt leczenia jednego chorego wynosi ok. 200 000 złotych. Sam możesz obliczyć sobie, PT Czytelniku, ilu chorych jest leczonych w jednym województwie, a ilu skazanych na śmierć. I oczywiście dla WAADZY (Jacek Fedorowicz) nie ma to znaczenia. Kogo by tam w NFZ obchodziła Konstytucja. A Ministerstwo Zdrowia (czyjego)? „A co ich to obchodzi, oni muszą zajmować się reklamą i sprzedażą szczepień”. Proszę zauważyć, że taki p. dr Arłukowicz ociera się o wszelkiego rodzaju stanowiska administracyjne i sejmowe od ładnych kilkunastu lat. I co? I nic! Do tej pory nie obchodziło go, że instytucja, której szefuje, nie zrobiła formalnie nic w sprawie podania do publicznej wiadomości miejsc, gdzie mogą odbywać się skrobanki. A powinna albo wyznaczyć takie miejsca albo przekazać sprawę do Ministerstwa Sprawiedliwości, jako kompetentnego w sprawie kata. Jak podał konsultant krajowy z chirurgii dziecięcej, ponad 3000 dzieci umiera rocznie z powodu braku dostępu do operacji, tylko serca. Czy jakikolwiek prokurator zajął się tą sprawą? Tyle zgonów, i cisza? „Chazana wykończyć”, to jest problem! By innym odebrać chęć samodzielnego myślenia. Lekarze mają być trybikami w maszynie robienia pieniędzy przez Big-farm. A nie jakieś tam leczenie.

Czy przypadkiem słyszeliście, Drodzy Czytelnicy, aby chociaż jeden przedstawiciel prawa zabrał w tej sprawie głos i „przyczepił się” do NFZ? A przecież Prokuratura, jak wynika z ustawy, jest odpowiedzialna za przestrzeganie prawa. Takiego prof. Chazana, to od razu stawia w stan oskarżenia. A takiego dyrektora NFZ, to nawet nie śmie ruszyć. Ci wszyscy profesórowie, taki na przykład Wojciech Sadurski, ekspert od konstytucji, ani razu nie zabrał głosu, że NFZ łamie konstytucję, że przecież jeżeli konstytucja daje prawo do właściwej opieki medycznej obywatelom, to czekanie w kolejce na operację zaćmy przez 5 lat, dyskwalifikuje chorego jako pracownika i ponosi on ciężkie straty, które NFZ powinien mu wyrównać! Oczywiście, może, czekając w kolejce, nie doczekać operacji. Wyjątkowo zabawne są uzasadnienia prof. W. Sadurskiego odnośnie niewykonania aborcji przez prof. Bogdana Chazana. Ten Pan pomieszał i poplątał od razu religię z rozdziałem kompetencji państwo – kościół i całą masę innych rzeczy. A przecież jedno z drugim ma niewiele wspólnego. To nie tylko Kościół Katolicki zabrania mordowania nienarodzonych dzieci. Buddyści także uważają mordy za zło. Sprawa mordowania leży w wychowaniu i przyjętej cywilizacji, co powinno być jasne dla profesora prawa. Widzieliśmy to przecież w bestialskich mordach UPA, czy w czasie tzw. rewolucji październikowej. Proponuję zapoznać się z filmem „Czekista”.

Nie wspomnę o tych jednorazowych, na potrzeby „Gazety Wyborczej” ekspertach, którzy nie widzą nic złego w kolejkach do specjalistów, ale zajmują się jednym przypadkiem – sumienia. Te wszystkie odrestaurowane dziennikarki, nagle stające się ekspertami w dziedzinie medycyny i konstytucji, z litości nie wymienię ich nazwisk, nigdy nie zabierały zmasowanego i skoordynowanego głosu w zaniedbaniach i łamaniu prawa i konstytucji przez NFZ. Czy to już samo w sobie nie jest dziwne?

Można by zadać pytanie bezczelne: Za ile to robią? Ale nie jestem taki wredny.

Przykład pierwszy lepszy: to nie lekarze narzucają taki, a nie inny rodzaj badań, jaki wolno wykonać choremu, ale urzędnicy. 95% ludzi w Polsce ma niedobory witaminy D-3. Wie o tym każdy student medycyny, z wyjątkiem urzędników NFZ i Ministerstw. Niedobór witaminy D-3, a właściwie hormonu zawiadującego ok. 3000 genów ( człowiek posiada ok. 30.000 genów) jest odpowiedzialny między innymi za raka piersi u kobiet, raka jajnika, cukrzycę, osłabienie odporności, szczególnie ludzi po 40. roku życia, itd. I zauważ proszę, Szanowny Czytelniku, że mamy kobietę – marszałkę sejmu, uprzednio ministra zdrowia i ona nic o tym nie wie, a głośno krzyczy o dbaniu o interesy kobiet. Te wszelkiej maści sufrażystki, w tej podstawowej dla zdrowia sprawie, biorą wodę w usta i nawet się nie zająkną z trybuny sejmowej, te dziennikarki i Stokrotki, tak walczące z sumieniem, milczą w sprawie witaminy D. A przecież ten niedobór witaminy D-3, to jest nic innego jak eutanazja, wprowadzana tylnymi drzwiami. Stąd przecież ta osteoporoza, a większość starszych osób umiera z powodu powikłań po złamaniu kości. Prowadzone przez nas badania wskazują, że po 50. roku życia u kobiet poziom witaminy D-3 spada nawet poniżej 5ng, a powinien wynosić 50-60 ng. Musisz sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, Szanowny Czytelniku, ale musisz także posiadać wiedzę, że w przypadku podniesienia poziomu witaminy D-3 u obywateli do co najmniej 50-60 ng, spora ilość chorób by znikła, na przykład grypa, a na czym zarabiałby przemysł wielkiej farmacji i jego dilerzy? Przecież taka p. Nowicka, tym razem wicemarszałkowa, była oficjalnie dofinansowywana przez organizację aborcyjną Parenthood, której prezes zarabia ok. 300 000 dolarów rocznie (słuszne pytanie: skąd ma tyle forsy?).

Wracając do tematu wolności sumienia. Wszystkich naganiaczy możemy podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczyć można tych dezinformatorów, KTÓRZY TWIERDZĄ, ZGODNIE Z CECHAMI CYWILIZACJI BIZANTYJSKIEJ, że lekarz to urzędnik państwowy i musi słuchać i wypełniać procedury, ustalone przez starszych i mądrzejszych. I nic ich nie obchodzą Wyroki Norymberskie, gdzie odrzucono taki tok rozumowania już 70 lat temu. Druga grupa twierdzi co prawda, że lekarz może mieć sumienie, ale w domu. Odrzucam także wszelkie głupoty w rodzaju, że jeżeli lekarz podpisał umowę z NFZ to musi wykonywać jego polecenia. NFZ nie ma żadnych pieniędzy, dysponuje tylko częścią pieniędzy przymusowo zabieranych podatnikowi. A więc nie NFZ jest panem tych pieniędzy tylko SPOŁECZEŃSTWO. NFZ jest tylko wynajętym pracownikiem. Chciałbym się zapytać, jak to się ma do twierdzenia innego urzędnika państwowego, jakim był prof. Zoll? Przecież on twierdził, że wolność sumienia jest prawem podstawowym. W tym czasie żyli zarówno profesor Wojciech Sadurski, jak i marszałka E. Kopacz, co to ziemię do głębokości metra w sejmie przekopywała i te wszystkie inne wydmuszki gazetowe. I co? I nic, żadna nie odważyła się zabrać głosu i zakwestionować wypowiedzi prof, Zolla. Tak więc stare przysłowie: „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, sprawdziło się. To nie był ten etap przyzwolenia, by broń Panie Boże, robić nagonkę na profesora Zolla. Z jego poglądami wszyscy się zgadzali. A tera, no, to zupełnie co innego. Tera jest przyzwolenie na łamanie sumienia.

Zupełnie niezrozumiała jest logika profesóra W. Sadurskiego. Pan ten twierdzi, że lekarz to urzędnik i ma wykonywać obowiązki narzucone przez państwo (GW z 04.07.2014). Ale jaki to rzekomo obowiązek narzuciło państwo na lekarzy, który dodatkowo ma wynikać z Konstytucji? Jak mówią prawnicy, od 1997 roku do Konstytucji można się odwoływać bezpośrednio. Nie trzeba żadnych interpretacji i przepisów wykonawczych. Zaraz, zaraz. A w którym to paragrafie konstytucji stoi napisane, że lekarz ma dokonywać aborcji, czyli mordować dzieci. To samo zresztą dotyczy eutanazji, o czym pisałem już przed laty.

Jak świat światem, pojęcie curare oznacza kurowanie, czyli leczenie, a nie uśmiercanie. Jak znam historię ostatnich 2000 lat, to kat był zawsze związany z zawodem, którego, mniej lub bardziej chlubnym, przedstawicielem jest właśnie pan Wojciech Sadurski. Kat – urzędnik państwowy – nigdy nie był związany z moim zawodem. Czyli mamy taką sytuację prawną: profesor prawa widzi w Konstytucji od 1997 roku zapis zezwalający na, nazwijmy to delikatnie, kawałkowanie dzieci w łonie matki, ale zapomina wymienić ten artykuł. No to ja, laik, pytam się, gdzie państwo wywiązało się ze swojego obowiązku? Jeżeli rzeczywiście w Konstytucji znajduje się taki zapis, a twierdzę, że go nie ma, to obowiązkiem ludzi reprezentujących państwo i biorących z kasy podatnika wynagrodzenie, powinno być stworzenie do użytku publicznego listy ludzi w każdym województwie, czy powiecie, którzy wykonują takie zabiegi. To odnosi się także, do tej wszelkiej maści aktorów sceny politycznej, którzy tak beztrosko zabierają głos w tej sprawie

Naprawdę, nie znam ani jednego nazwiska wykonawcy takiego zabiegu, którego mógłbym polecić w województwie pomorskim. Proszę zauważyć, że nie dotyczy to tylko samego rozkawałkowywania. Ale jeżeli ja polecam, to w pewnym sensie biorę odpowiedzialność za dobre wykonanie takiej czynności, czyli brak powikłań. Przecież taka osóbka, w przypadku powikłań, mogłaby mnie oskarżyć, że podałem jej złego specjalistę, bo na przykład dzieliliśmy się forsą. I ciekawe, jaki prawnik podjąłby się mojej obrony w sprawie współudziału w tym niecnym procederze uszkodzenia – powikłania. A jeszcze prokuratura mogłaby stworzyć z nas grupę przestępczą, że jako zorganizowana grupa działaliśmy z chęci zysku! I ile bym czasu i zdrowia stracił.

A ja naprawdę nie znam już nikogo, bo moi koledzy albo już dawno są na emeryturach, albo pomarli, a tzw. młodzieży, nie znam od strony fachowości. Jak pisałem wielokrotnie, już od ponad 20 lat brak polskich czasopism medycznych i ci młodzi lekarze nie mają możliwości pochwalenia się dokonaniami. Czyli ja naprawdę nie wiem, a minister stroi się w arbitra prawa i twierdzi, że ja muszę kogoś wskazać. Na jakiej podstawie? Jest jeszcze inne prawo obowiązujące w Polsce, prawo do prywatności. A jeżeli ten osobnik nie życzy sobie, abym jego nazwisko podawał do publicznej wiadomości? Przecież rząd ustanowił nawet ministerstwo ochrony danych osobowych. A więc, jak mówił stary rabin: „biez wodki nie razbieriòsz”. Typowa prawnicza schizofrenia. A może o to chodzi, aby zawsze mięć na kogoś haka. Wyjątkowo w tej sprawie popisał się prof. Zbigniew Szawarski, filozof, przewodniczący rady naukowej WHC, przewodniczący Komitetu Bioetyki przy PAN. Przypomnę, że podczas pierwszej fazy obrad Okrągłego stołu całkiem poważnie mówiono o konieczności rozwiązania tej komunistycznej instytucji, jaką jest PAN. Ale jak już podkreślałem, ciągłość władzy istnieje. Otóż wypowiadanie się tego człowieka w tej sprawie jest co najmniej nie na miejscu. Po pierwsze, ani on ani inni członkowie tego zgromadzenia nie stają przed problemem, robić, czy nie robić. A usiłują narzucić swoje poglądy innym. Na jakiej podstawie? Kto ich wybrał? Przecież żadnego referendum w tej sprawie nie było. Czyli jest to typowa wydmuszka urzędnicza. Pisałem już o tym, że urzędnicy nie po to tworzą różne komitety, aby te nie potwierdzały ich decyzji. W tym samym czasie, dziwnym zbiegiem okoliczności, ukazał się artykuł w „Medpress” o konieczności podwyżek dla krajowych konsultantów. Nieprawdaż ,że dziwny zbieg okoliczności?

Zresztą, do filozofów to my mamy dziwnego pecha, przykładem jest ta trzódka filozofów z Biłgoraju, jak określa ich pan St. Michalkiewicz.

Jest jeszcze drugi aspekt finansowy tej sprawy. Aby dokonać poronienia, czy to przez podanie środka – trucizny, czy nawet mechanicznego zabiegu, wcale niepotrzebny jest szpital. Można to robić w sądzie. Wystarczy dwa pokoje wydzielić. Nauczenie takiego rzemieślnika to 2-3 tygodnie pracy, a nie 6 lat studiów i kat gotowy. Taniej, szybciej. I jednocześnie zespół sędziów zawodowych może rozstrzygać wszelkie wątpliwości, to znaczy, czy można, czy nie można kawałkować.

Z punktu widzenia medycznego natomiast, wszelkie twierdzenia prawników i innych dezinformatorów dotyczące tej sprawy, są co najmniej zwykłym oszustwem. Jak to już kilkakrotnie opublikowano, każda aborcja wiąże się z rakiem piersi u kobiety, czym więcej aborcji, tym prawdopodobieństwo raka piersi, nierzadko kończącego się śmiercią kobiety, jest większe. W Polsce umiera z powodu raka piersi kilka tysięcy kobiet. To wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta zgłasza się na zabieg, zabieg zostaje przeprowadzony, potem drugi, a potem pojawia się rak piersi i kobieta choruje. Kto jest winien? Kobieta zawsze powie, że nie została właściwie wyedukowana i nic nie wiedziała o możliwości powstania raka. Wystarczy przeprowadzić krótki test uliczny. Żadna z zapytanych młodych kobiet nie wie, że aborcja prowadzi do raka piersi. Nie wspomnę tutaj o dziennikarkach, czy posłankach. Już taką poszkodowaną „papugi” odpowiednio wyszkolą. Vide ta pani od śp. Andrzej Leppera, która idąc w zaparte, po kolei wskazywała na 6-7 facetów, którzy rzekomo byli ojcami jej dziecka, a prokuratura za nasze pieniądze robiła testy DNA. A co dopiero będzie, jak wejdzie w życie ustawa o opodatkowaniu prostytucji? Czyli lekarz podpada od razu pod paragraf kodeksu karnego: „Kto świadomie naraża zdrowie i życie podlega karze, jeżeli robi to z chęci zysku, to…”. No oczywiście, że zrobił to z chęci zysku, ponieważ dostał pieniądze. Innymi słowy, sam nadstawia d..ę do kopania. Pokażcie mi takiego idiotę!

Nie chcę być małostkowy i opierać się na jednym przykładzie (rak) uszkadzania ciała kobiety w czasie aborcji. Każda skrobanka, to od 500 do nawet 750 ml krwi, która dostaje się do jamy brzusznej. Tak krew musi zostać wchłonięta, Wchłanianiu krwi towarzyszy stan zapalny. Stan zapalny może powodować powstawanie zrostów i, nawet po kilku latach, problemy ze strony układu pokarmowego, zaparcia itd. A jaką ja mam gwarancję, że następny „ekspert” od prawa nie uzna tego za celowe działanie i nie będzie chciał mnie oskubać?

Przecież coraz modniejsze są właśnie kancelarie nastawiające się na „odzysk” pieniędzy pod pretekstem złego leczenia, pomimo faktu, że procedury nie wymyślają lekarze, tylko urzędnicy.

Na marginesie, pragnę przypomnieć wszelkiej maści autorytetom, wypowiadającym się w sprawie KOBIET, że wykonywanie zabiegów cięcia cesarskiego zwiększa ryzyko ciąży ektopowej i narodzin martwego dziecka. Czy za to także będzie się karało lekarzy? Bardzo kuriozalna jest sprawa prof. Dębskiego, który jak „maly chlopieć” leci ze zdjęciami do telewizji pochwalić się. Już sam fakt, że telewizja od razu wstawia go do ramówki, potwierdza wersję, że cała sprawa jest ustawiona. Wielokrotnie informowaliśmy różne redakcje TV o wzroście zachorowań na raka w Trójmieście, i nawet redaktor prowadzący wyleciał z pracy za to – a temat został zakazany. Więc w tej sprawie takie pokazywanie jest ewidentnym dowodem, że starsi i mądrzejsi kazali. Pan Prof. Dębski nie tylko złamał podstawowe zasady etyczne, ale i karne, ponieważ nie ma prawa do publicznej wiadomości podawać stanu zdrowia chorego, nawet w sytuacji takiej, jak ta, dopóki nie zostaną ustalone fakty. A jak było wiadomo, sprawą zainteresowała prokuratura. Czyli już przed sprawą chciał wpłynąć na wyrok. Po pierwsze dziecko zostało poczęte in vitro. Dlaczego klinika pana prof. Dębskiego nie publikuje statystyki, jaki procent dzieci in vitro rodzi się z wadami i to jakimi. Zbierałem dane dotyczące urodzeń dzieci z wadami po katastrofie po Czarnobylu w 1986 roku. Nastąpił kilkukrotny wzrost urodzeń dzieci z wadami. W owym czasie junta zabraniała publikacji takich danych, dlatego wydaliśmy RAPORT PO KATASTROFIE, gdzie zamieściliśmy wyniki wszystkich tych badań. Zajadłość junty była taka, że pomimo rozesłania tej publikacji do większości bibliotek wojewódzkich i uczelnianych, raport zniknął, a my mieliśmy kilka włamań. Oczywiście, włamania były robione przez nieznanych sprawców i tylko kartony z książkami ginęły. Prokuratura nagminnie umarzała śledztwa. Chcę przez to powiedzieć, że podstawowym obowiązkiem pracownika naukowego jest informowanie nie tylko kolegów, ale i społeczeństwo, o dostrzeżonych problemach. Jeżeli pan profesor Dębski ukrywa te dane (a szukałem w internecie i nic nie znalazłem żadnych danych o korelacji zapłodnienia in vitro z wadami wrodzonymi w wykonaniu p. prof. Dębskiego. Na pewno źle szukałem. Proszę o pomoc.) to już jest coś nie w porządku. Dlaczego Ministerstwo Zdrowia ma finansować produkcję kalek? Poza tym, odpowiedni paragraf Kodeksu Etyki lekarskiej mówi, że zanim zacznie się jakąkolwiek akcję przeciwko lekarzowi, musi się o tym zawiadomić tego lekarza. I dopiero jego reakcja pozwala na dalsze kroki, na przykład zawiadomienie Izby Lekarskiej. Kodeks nic nie wspomina o odgrywaniu kiepskiej roli w Telewizji. No, chyba że chce się zaistnieć jako celebryta.

Pominę żałosne wystąpienia Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Ta Pani już nie jeden raz skompromitowała nie tylko siebie, ale i Izbę. Swoim postępowaniem potwierdza moją tezę, dlaczego powołano Izby lekarskie. Jak twierdziłem i twierdzę, od 1000 lat nie mieliśmy na stołku żadnego przywódcy,który by wiedział na czym polega oświata. Pomimo, że np. Biblioteka Aleksandryjska została założona ponad 1000 lat przed powstaniem państwa polskiego to żadnemu królowi (a może królikowi) nie przyszło do głowy dbać o oświatę poddanych. Wszyscy byli na poziomie „cienkiego Bolka” (Laskowik). I tak pozostało do dnia dzisiejszego, pomimo nadawania sobie całej masy tytułów.

Dr Jerzy Jaśkowski

WolneMedia.net

jj

Gdy się morduje, nie można jednocześnie być dobrym lekarzem – Joanna Najfeld komentuje nagonkę na profesora Bogdana Chazana

chazan

Jeżeli trzeba zapłacić aborcyjnym terrorystom kilkadziesiąt tysięcy okupu za życie tego Bogu ducha winnego chorego Maleństwa, to ja uważam, że to są dobrze wydane pieniądze – pisze Joanna Najfeld.

Kilka lat temu stałam przed sądem za to, że mówiłam prawdę o aborcji. Dzisiaj staje przed sądami w tzw. wolnej Polsce lekarz, bo nie chce brać udziału w rozszarpywaniu na strzępy dziecka przed urodzeniem. Szpital Profesora Chazana zapłaci też karę, bo nie rozczłonkowano w nim dziecka na życzenie matki.

Profesor Bogdan Chazan jest wybitnym ginekologiem i położnikiem. Ale nie dlatego, że nie morduje. To, że nie morduje, znaczy tylko, że jest normalnym człowiekiem, a nie zwyrodnialcem. Podziwiam profesora Chazana nie za to, że nie zabił (bo to zwyczajne zachowanie poczytalnego człowieka), ale za jego opanowanie w obliczu ataku ze strony ludzi złych i głupich. Cieszę się, że ten atak nie trafił na człowieka słabego czy zlęknionego. Cieszę się, że profesor Chazan korzysta z darów Ducha Świętego.

Znam wiele matek, które rodziły w Warszawie swoje dzieci. Te, które świadomie szukały dobrego szpitala, zawsze wybierały jeden z dwóch: Szpital św. Zofii przy ul. Żelaznej lub Szpital św. Rodziny przy Madalińskiego – ten kierowany przez Profesora Chazana. To najlepsze szpitale położnicze, znacząco lepsze niż pozostałe. Nie jest przypadkiem, że to właśnie w tych dwóch szpitalach nie morduje się dzieci. W pozostałych, z tego co wiem, morduje się. I to odbija się na jakości usług wobec wszystkich pacjentów. Bo jak można wydłubać matce dziecko z łona, przepłukać ręce, przejść do pokoju obok i tam dobrze zajmować się rodzącą inne dziecko? Gdy się morduje, nie można jednocześnie być dobrym lekarzem. Atak na profesora Chazana jest więc pośrednio atakiem na jakość opieki medycznej dla kobiet i dzieci. Kobiety atakujące profesora Chazana same szkodzą sobie i innym kobietom, ale czego się nie robi z nienawiści do Pana Boga?

Szpital św. Rodziny dostał karę za odmowę brutalnego mordu na chorym dziecku. Podobno to dziecko było powołane do życia w technologii in vitro. Ryzyko wad wrodzonych przy in vitro jest o wiele wyższe niż w naturze. Oczywiście żadnej kary za kalectwo dziecka nie zapłaci laboratorium in vitro. Może nawet dostało dofinansowanie z naszych podatków? Zapłaci za to najlepszy szpital położniczy w Warszawie, bo dziecko pozostawił przy życiu i chciał mu zaoferować opiekę medyczną.

Obrzydliwe to i przykre, ale widocznie musiało dojść do starcia, żeby się oddzieliła światłość od ciemności. W takiej sytuacji przynajmniej widać jak na dłoni, kto jest kim. Jak już nadejdzie Wolność, to nikt się nie będzie mógł wyprzeć tego, po której stronie stał.

A co do samej kary finansowej… Jeżeli trzeba zapłacić aborcyjnym terrorystom kilkadziesiąt tysięcy okupu za życie tego Bogu ducha winnego chorego Maleństwa, to ja uważam, że to są dobrze wydane pieniądze.

Joanna Najfeld

4 lipca 2014 r.

Fronda.pl

JN2