Polska jest największym przegranym II wojny światowej spośród wszystkich państw holokaustu – straciliśmy aż 17% ludności kraju

straty-w-II-wojnie-swiatowej

Największym przegranym II wojny światowej nie były Niemcy, ale Polska, która poniosła klęskę dwukrotnie. Najpierw na polu militarnym i politycznym, później w przestrzeni historii i pamięci zbiorowej. Straciliśmy aż 17,1% ludności kraju – najwięcej spośród wszystkich państw holokaustu. Czy 77 lat od wybuchu tej ogólnoświatowej rzezi jesteśmy mądrzejsi?

8 czerwca 1946 r., dokładnie 13 miesięcy po kapitulacji III Rzeszy w Remis, ulicami Londynu przemaszerowała ogromna parada wojskowa zachodnich Aliantów, zakończona spektakularnym pokazem sztucznych ogni. W kolumnie, która wyruszyła z Regent’s Park znajdowali się m.in. żołnierze Czechosłowacji, Grecji, Holandii, Luksemburga, Brazylii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Australii. Nie było wśród nich Polaków, choć podczas wojny ponad 200 tys. naszych rodaków służyło pod auspicjami brytyjskiego Najwyższego Dowództwa. Churchill, świadomy antysowieckiego nastawienia Polskiego Rządu na Uchodźstwie, miał do wyboru dwa scenariusze: uczciwy i pragmatyczny. Wybrał ten drugi. Unikając zaostrzenia i tak napiętych relacji ze Stalinem, zaprosił oficjalną reprezentację powstałego po ustaleniach jałtańskich Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.

Międzynarodowy skandal, który wybuchł po tym, jak informacja o niezaproszeniu do parady polskich sił zbrojnych na zachodzie dostała się do prasy, zmusił Londyn do złożenia kompromisowej propozycji. Obok namaszczonych przez komunistów polskich polityków i żołnierzy, pomaszerować mieli również piloci, którzy sześć lat wcześniej jak lwy bili się z Luftwaffe o niebo nad Wielką Brytanią. Oczywiście propozycja taka nie mogła zostać przez żadną ze stron przyjęta, dlatego ostatecznie parada, która miała celebrować ”dzień zwycięstwa”, była smutnym pokazem brutalności polityki międzynarodowej, w której Polska stanowiła geopolityczne piąte koło u wozu.

Kij w szprychy historii

Nie inaczej było we wrześniu 1939 r. Ufni w gwarancje naszych sojuszników, z ministrem Beckiem, który bardziej od realpolitik cenił sobie honor, i nieudolnym marszałkiem Rydzem-Śmigłym na czele, dostaliśmy brutalną lekcję życia. Choć połączone siły Aliantów były ponad dwukrotnie większe niż piechota III Rzeszy i ZSRR razem wzięte, zamiast bomb na Zagłębie Ruhry zrzucano ulotki. W kluczowym momencie września od zachodu do Rzeszy mogło wjechać prawie 4 tys. Brytyjskich i Francuskich czołgów, wspartych przez prawie 5 tys. samolotów. W przypadku solidarnego wypełnienia ustaleń sojuszu, nie było takiej siły w zasięgu wojsk Hitlera, która odparłaby skumulowany atak Aliantów, mając jednocześnie związane ręce na froncie walk z Polską. Widząc podobny obrót sytuacji, Związek Radziecki z pewnością nie włączyłby się do wojny 17 września, kiedy miał już pewność, że Warszawa za cenę kupienia sobie czasu, została rzucona na pożarcie totalitarnym gigantom. W niezliczonych książkach popularnonaukowych, poważnych analizach i setkach artykułów starano się odpowiedzieć na pytanie: co by było, gdyby? Czy zawierając inne sojusze, mogliśmy starcia z Rzeszą uniknąć? Czy rozlokowanie wojsk w zwartych grupach armii, zamiast równomiernie na całej granicy – jak chcieli nasi sojusznicy – mogłoby coś zmienić?

Niezależnie od tego, jak wiele znaków zapytania byśmy dzisiaj postawili, przeszłość na zawsze pozostanie przeszłością. W ówczesnych warunkach i przy takiej a nie innej mentalności naszych polityków, nie dało się włożyć kija w szprychy historii. Jeśli wojna 1920 r., gdy samotnie – za cenę heroicznego poświęcenia – ocaliliśmy Europę przed inwazją bolszewików nie nauczyła nas niczego, na zmianę mentalności było już za późno. Polskie straty w ludziach przedstawiłem w poniższym filmie, i nie sądzę, aby można było w tej materii dodać coś więcej niż potwierdzenie raz jeszcze jednego zatrważającego faktu:

żaden kraj w Europie nie poniósł tak przerażających strat jak Polacy.

Co otrzymaliśmy w zamian?

Niewdzięczność i zdrada to oskarżenia, które po dziś dzień odmieniamy przez wszystkie mianowniki w stosunku do tych, którzy mieli nam pomóc. W końcu ginęliśmy pod Tobrukiem, na wodach Atlantyku, nad klifami Dover, w maleńkich wioskach Francji, Belgii i Holandii. Z drugiej strony, polskich żołnierzy rzucano jak mięso armatnie pod czołgi pod Lenino, w Kołobrzegu, na przedmieściach Berlina.

niemcy

Świat milczał, gdy wykrwawiała się Warszawa. Dlaczego Brytyjczycy ogłosili całkowitą ciszę w mediach, gdy Armia Krajowa z zapałem, na który stać tylko szaleńców i bohaterów, pospieszyła do odbicia Wilna? Dlaczego Amerykanie nie słuchali Karskiego, gdy błagał o interwencję i naloty na obozy koncentracyjne? Dlaczego Churchill kazał Sikorskiemu zapomnieć o Katyniu [bo był na pasku Illuminatów, a Beria był brytyjskim agentem – przyp. TAW], gdy Niemcy trafili na ślad masowych grobów?

Polska była, jest i będzie wyrzutem sumienia dla tych wszystkich, którym po dziś dzień przypomina niewygodną prawdę o ich moralnych drogach na skróty. Kraj, który nie wystawił kolaboracyjnych jednostek zbrojnych, którego żołnierze tułali się po całym świecie, aby tylko stanąć w walce ze znienawidzonym okupantem. Kraj, który wolność chciał sam sobie zawdzięczać, a został sprzedany Stalinowi po kawałku w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Gdy USA zatrudniała nazistowskich inżynierów do budowy kosmicznego projektu Apollo [operacja Paperclip („Spinacz”) – przerzucenie nazistowskich naukowców do USA i budowa tam przez nich NASA – przyp. TAW], w Warszawie stawiano Pałac Kultury i Nauki. Tyle żeśmy za honor dostali.

Najważniejsza lekcja z historii

Co nam mówi ta historia dzisiaj, gdy wpływowy rabin [Zev Friedman – przyp. TAW] urządza przed polskim konsulatem w Nowym Jorku manifestację, oskarżając Polaków o wywołanie Holokaustu?

Albo gdy Putin organizuje swoje parady, tworząc alternatywną wizję historii, w której wojna nie istnieje przed czerwcem 1941 r.? Gdy, podobnie jak przed niespełna 80. laty, znowu należy realnie ocenić siłę naszych sojuszy. Rzymianie mawiali, że błądzić jest rzeczą ludzką, ale rzeczą głupca w błędzie pozostawać. I to jest właśnie lekcja dla naszego kraju, który z II wojny światowej musi wyciągnąć wnioski.

A te od lat pozostają niezmienne: Jeśli ktoś zaatakuje twój dom, najpierw chwyć za broń, później licz na pomoc sąsiadów.

Polityka nie jest grą ludzi honoru. Sojusze zawiera się i zrywa, a jedyną rzeczą, która jest w tym wszystkim warta gry, to życie i przetrwanie własnego narodu. Nikt inny się o niego nie zatroszczy. Bycie pragmatycznym, to największa cnota w godzinie próby. Lepiej ocalić stolicę, niż wyłożyć wrogowi kwiat inteligencji na tacy. Na wojnie pierwszą ofiarą pada prawda. Po wojnie, bez pomocy państwa, nikt tej prawdy nie podniesie.

Można powiedzieć, że to banały. Wyświechtane fantasmagorie o tym, jak mogliśmy zatknąć biało-czerwony sztandar na murach Kremla, gdybyśmy – zamiast wierzyć w traktaty – pomaszerowali u boku Wehrmachtu na Moskwę. Sądzę jednak, że chodzi o coś więcej. Świat wygląda dzisiaj niebezpiecznie, podobnie jak w przeddzień II wojny światowej, której koniec oznaczał początek nowego konfliktu. Dlatego, właśnie w takich chwilach, historia nie jest tylko zajęciem dla akademików i hobbystów, ale najlepszą wskazówką na przyszłość, jaką mamy. Polska musi być silna, samodzielna, rozważna w dobieraniu sobie sojuszników i – kiedy trzeba – cyniczna. Inaczej, jeśli kiedyś jakiś drugi ”dzień zwycięstwa” przemaszeruje ulicami Londynu, parada znowu pójdzie bez nas.

Marcin Makowski

źródło:

http://historia.wp.pl/title,Polska-najwiekszy-przegrany-II-wojny-swiatowej,wid,18316739,wiadomosc.html

Czytaj również:

Reklamy

Kulisy Powstania Warszawskiego, czyli kto posłał polskie dzieci i młodzież na rzeź… Chwała Bohaterom, krytyka dowódcom

Dziś kolejna rocznica powstania warszawskiego. Obraz powstania jest przedstawiany jako bohaterski zwycięski zryw. Jednak zapomina się, że powstanie wykrwawiło Warszawę, unicestwiło polską młodzież i poniosło absolutną klęskę. O ile należy się szacunek dla jego uczestników, to jednak należy poddać krytyce dowództwo i jego decyzję.

Klęskę powstania nie krytykowały wyłącznie osoby w kraju, ale także spora część środowiska emigracyjnego. Pytanie zasadnicze brzmi: dlaczego 31 lipca 1944 roku w godzinach popołudniowych, w kwaterze generała Bora-Komorowskiego wydano wyrok śmierci na setki tysięcy mieszkańców i wyrok zagłady na stolicę i jej dobra? I co sprawiło, że ten niepoczytalny wyrok został wykonany?  Continue reading „Kulisy Powstania Warszawskiego, czyli kto posłał polskie dzieci i młodzież na rzeź… Chwała Bohaterom, krytyka dowódcom”

Przywrócić tożsamość szczątkom Żołnierzy Niezłomnych. Prof. Krzysztof Szwagrzyk o poszukiwaniu grobów ofiar komunistycznego terroru w Polsce – audycja w Polskim Radiu

Szwagrzyk_15.10.2014

– Zanim rozpoczniemy prace ekshumacyjne, wiemy, kogo poszukujemy, znamy dokładną historię lokalnego aparatu represji i sposób, w jaki dana osoba została uśmiercona – o poszukiwaniu szczątków ofiar komunistycznego reżimu opowiada w radiowej Dwójce prof. Krzysztof Szwagrzyk.

– Wszędzie tam, gdzie były siedziby Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie było KBW [KorpusBezpieczeństwa Wewnętrznego], gdzie były więzienia i obozy, mordowano ludzi, a następnie ukrywano ich szczątki, zamazując ślady pochówku. Dziś musimy do nich dotrzeć  mówił prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, w rozmowie z Hanną Marią Gizą.

Skala jest ogromna, bo mowa jest o szczątkach tysięcy żołnierzy i ludzi związanych z Polskim Państwem Podziemnym, uśmierconych przez komunistyczne władze.

Jednym z najsłynniejszych masowych grobów, badanych przez IPN jest tzw. kwatera na Łączce na Powązkach, do której wrzucano ciała zamordowanych w latach 1948-56 w areszcie przy ul. Rakowieckiej w Warszawie oraz siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej – dowódców i żołnierzy Armii Krajowej. Innym badanym od niedawna miejscem jest Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku, gdzie odnaleziono szczątki Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”.

Inka_ Zagończyk_szczątki

Inka_szczątki1

Inka_szczątki2

Inka_szczątki3

Inka_szczątki

"Inka" (1928-1946)
„Inka” (1928-1946)

 

Feliks Selmanowicz "Zagończyk" został rozstrzelany wraz z "Inką" w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej
Feliks Selmanowicz „Zagończyk” został rozstrzelany wraz z „Inką” w podziemiach gdańskiego aresztu śledczego przy ul. Kurkowej

Prof. Krzysztof Szwagrzyk opowiadał, że poszukiwanie grobów bohaterów polskiego podziemia przypomina pracę detektywistyczną, i że do celu doprowadzić może najdrobniejszy szczegół.

– Ogromnie pomocny w naszych pracach, jeśli chodzi o Gdańsk, był dr Waldemar Kowalski, historyk gdański, który odnalazł w tutejszym archiwum państwowym wyjątkowy dokument. Było to pismo naczelnika więzienia przy ulicy Kurkowej skierowane do wdowy po Feliksie Selmanowiczu. Pisał w nim, że zwłoki Feliksa Selmanowicza zostały pochowane na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Nie widziałem żadnego powodu, żeby naczelnik więzienia w roku 1946 mógł celowo wprowadzać w błąd wdowę po więźniu – wyjaśniał gość audycji.

Dzięki kolejnym strzępom informacji udało się namierzyć kwaterę, w której znaleziono szczątki innych żołnierzy zamordowanych przez gdański oddział UB. Prof. Krzysztof Szwagrzyk podkreślał, że choć jego zespół dokłada wszelkich starań, by zidentyfikować każdą z osób pochowanych w grobie, to nie zawsze będzie to możliwe.

– Jeśli ktoś nie miał rodzeństwa albo nie założył rodziny, nie miał dzieci, jeżeli nie wiemy, gdzie są pochowani jego rodzice, wówczas jesteśmy bezradni, bo nie możemy posiąść materiału genetycznego do porównań.

Więcej na ten temat – w nagraniu audycji [kliknąć w odpowiednią ikonkę na stronie]:

http://www.polskieradio.pl/8/3664/Artykul/1260048,Przywrocic-tozsamosc-szczatkom-zolnierzy-niezlomnych

(bch, pg)

PolskieRadio.pl

Żołnierze Niezłomni:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/zolnierze-niezlomni/

70 lat temu podczas Powstania Warszawskiego zginął w Pałacu Blanka zastrzelony przez niemieckiego snajpera polski poeta romantyczny Krzysztof Kamil Baczyński

Krzysztof Kamil Baczyñski

rozowe_roze_120327

dscf1475-113638

.

Krzysztof Kamil Baczyński

Elegia o… [chłopcu polskim]

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią.
Malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

20. III. 1944 r.

.

1944

KKB

Na wieść o tym, że Krzysztof Kamil Baczyński przystąpił do konspiracji, wybitny literaturoznawca Stanisław Pigoń powiedział: – Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami.

Gdy byłem chłopcem, często z ojcem spacerowaliśmy po placu Teatralnym, z górującym jeszcze wówczas nad nim pomnikiem Nike poświęconym Bohaterom Warszawy. Pamiętam tamten krajobraz oraz tablicę upamiętniającą Baczyńskiego. Ojciec powtarzał, że tutaj na początku Powstania zginął poeta, który miał tak wielki talent, że wszedłby do panteonu wieszczów, gdyby jego historia inaczej się ułożyła. Przyjaciele i dowódcy chcieli ocalić ten narodowy skarb. Przed Powstaniem proponowali mu ewakuację. Poeta nie zgodził się, gdyż – jak tłumaczył mi tata – są w życiu sytuacje i wyzwania, kiedy nie można słuchać nawet najbardziej rozsądnych rad.

Baczyński bronił ratusza na placu Teatralnym. Zastrzelił go niemiecki snajper – skarb przepadł, ale coś zostało. Nie tylko wiersze.

A kiedy wracaliśmy do domu, ojciec sięgał po tomik wierszy Baczyńskiego albo puszczał na adapterze jego poezję w wykonaniu Ewy Demarczyk. Trochę bałem się tych wierszy, bo niespełna dziesięcioletni chłopiec ma prawo się bać, gdy słyszy:

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Delikatny samotnik

Nie ma kłopotu z oceną talentu Baczyńskiego, choć jego twórczość jest trudna, wymagająca nie tylko wrażliwości na słowo, ale wysiłku rozumu. Lecz z samym poetą problem bywa poważny.

Wystarczy, że znamy dwie daty jego urodzenia: 3 marca lub 22 stycznia 1921 r. Data chrztu – 7 września – nie podlega dyskusji. Chorował na astmę, miał słabe serce, wspaniale rysował, w dzieciństwie opowiadał fantastyczne bajki i od najmłodszych lat zanosiło się, że będzie wielkim artystą.

Matka Stefania, gorliwa katoliczka i nauczycielka, otaczała syna nadzwyczajną miłością. Ojciec, Stanisław, którego wielbił, był legionistą Piłsudskiego, oficerem, walczył w powstaniach śląskich, zajmował się też krytyką literacką i pisarstwem.

Baczyński chodził do Gimnazjum im. Stefana Batorego, patriotycznej kuźni przyszłych konspiratorów z Szarych Szeregów i najdzielniejszych powstańców. Uczył się marnie, bo wiele lekcji opuszczał, nawet z polskiego przynosił słabe tróje, tylko z rysunków wypadał świetnie. Dlatego w okolicach matury napisał na szkołę złośliwe, satyryczne opowiadanie wyśmiewające niektórych nauczycieli i kolegów. W klasie miał „Zośkę”, „Alka”, „Rudego” i wielu innych przyszłych AK-owców. Był chłopcem osobnym, delikatnym samotnikiem, dlatego często pozostawał z boku. Należał do lewicującego Spartakusa, lecz tak naprawdę punktem odniesienia była dla niego drużyna harcerska.

Debiutant epoki

Miał studiować na Akademii Sztuk Pięknych, a może nawet we Francji, lecz plany przerwała wojna. Na dodatek tuż przed wrześniem niespodziewanie zmarł ojciec Krzysztofa. Chłopak bardzo to przeżył. Przejął opiekę nad rozedrganą matką.

Podczas okupacji chodził na tajną polonistykę. W 1942 r. ożenił się z koleżanką z zajęć, Basią; to właśnie jej polska literatura zawdzięcza bodaj najpiękniejsze erotyki. Pisał szybko i dużo (jakby przeczuwał, że ma niewiele czasu) w manierze katastroficznej, językiem trudnym i niezwykłym. Trudno się temu dziwić, wszak był z pokolenia, któremu II RP obiecywała szczęście, a dostało najstraszniejszą wojnę w historii świata. Jego wydane w konspiracji w 1942 r. „Wiersze wybrane” zgodnie okrzyknięto największym debiutem epoki. Wychwalali go Jarosław Iwaszkiewicz i Jerzy Andrzejewski, z którymi – młodszy o dekadę i więcej – pozostawał w wielkiej przyjaźni.

W 1943 r. Baczyński wstąpił do Szarych Szeregów. Rok później ukończył tajną podchorążówkę Agricola, został żołnierzem batalionu „Zośka”. Napisał leciutką przyśpiewkę oddziału. „Zośkowcy” lubili ją bardziej od innych piosenek:

O Barbaro, o Barbaro,
Śmiało z nami naprzód idź,
Bo wesoło z naszą wiarą
Nawet nosem w piachu ryć.

Musisz przetrwać

Brał udział w wysadzeniu niemieckiego pociągu między Tłuszczem a Urlami. Szkolił się razem z oddziałem w Puszczy Białej. Tam – co opisuje Aleksander Kamiński w „Zośce i Parasolu” – usłyszał od kolegów, że dlatego pomijają go przy kompletowaniu oddziału na akcje, ponieważ ma nadzwyczajny talent, więc „musi przetrwać te wszystkie awantury”. „Boże, ja oszaleję z tym waszym niańczeniem mnie” – odpowiedział i z „Zośki” przeszedł do „Parasola”.

Przed Powstaniem rozmawiał z Kazimierzem Wyką, admiratorem jego twórczości. Zacząłem mu tłumaczyć, czy naprawdę jest rzeczą potrzebną, ażeby on z bronią w ręku szedł do Powstania, że może lepiej by siebie przechować, nie wiadomo, jak to będzie. Baczyński się bardzo żachnął, jak był opanowany, tak żachnął się wręcz gniewnie, i oto powiedział mi wprost: Proszę pana, kto jak kto, ale pan to powinien wiedzieć, dlaczego ja muszę iść, jeżeli będzie walka. Kto jak kto, ale człowiek, który tak zna i rozumie moje dzieło, musi zrozumieć mnie!

Pochodzenie

Ocierająca się o dewocję religijność matki była sposobem na ukrycie żydowskich korzeni. Stefania kochała Krzysztofa miłością zaborczą i nadopiekuńczą, jak „jidisze mame” z dowcipów. Możliwe, że chciała go uchronić nie tylko przed codziennością, ale też przed skutkami pochodzenia, które w Polsce lat 30. ubiegłego wieku nie ułatwiało życia. Nigdy nie pogodziła się z małżeństwem Krzysztofa. Uważała, że Basia zabrała jej syna. Nie lubiła synowej tak bardzo, że wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania.

Stanisław Baczyński też miał żydowskich przodków, a im bardziej starzała się II RP, tym jego przekonania stawały się coraz bardziej lewicowe. W latach 30. ocierał się o komunizm.

W jamach żyjemy strachem zaryci…

W 1940 r. Stefania i Krzysztof Baczyńscy mogą iść do getta albo zostać po aryjskiej stronie, za co, w razie wykrycia, groziła natychmiastowa śmierć. Zostają, muszą więc być dodatkowo ostrożni. W dorobku Baczyńskiego jest wiersz „Pokolenie”:

Nas nauczono. Nie ma sumienia.
W jamach żyjemy strachem zaryci.
w grozie drążymy mroczne miłości,
własne posągi – źli troglodyci
Nas nauczono. Nie ma miłości.
Jakże nam jeszcze uciekać w mrok,
przed żaglem nozdrzy węszących nas,
przed siecią wzdętą kijów i rąk.

Poeta, a nie żołnierz

1 lipca, na miesiąc przed Powstaniem, Andrzej Romocki ps. „Morro”, zwierzchnik Baczyńskiego z Szarych Szeregów, wyrzucił go z „Zośki” za „małą przydatność w warunkach polowych”. „Morro” był jednym z najlepszych dowódców, w Powstaniu żołnierze szli za nim jak w dym, ale wcześniej tak popsuł atmosferę w oddziale (za co sam siebie ukarał karnym raportem), że mało brakowało, a „Zośka” przestałaby istnieć.

Ale Krzysztof był chyba rzeczywiście kiepskim żołnierzem, nie ma śladu, by za wyrzuceniem go z „Zośki” stały względy pozawojskowe. Decyzja „Morro” z pewnością go jednak dotknęła.

Wybuch Powstania zastał Krzysztofa na placu Teatralnym. Nie zdążył na Wolę, w miejsce zgrupowania swojego oddziału, więc walczył z ochotnikami w ratuszu. Musiał się bić, los nie dał mu innego wyboru. Poległ 4 sierpnia, 1 września zginęła jego ukochana Basia.

Paweł Smoleński

Wyborcza.pl

Mały pakt Stalin–Hitler

AK

Od lat jestem zwolennikiem tezy, że powstańcy warszawscy padli ofiarą swoistego porozumienia między Stalinem a Hitlerem z początku sierpnia 1944 roku.

Próby porozumiewania się sił politycznych w Niemczech z aliantami trwały już od miesięcy. Najbardziej znaną był lipcowy zamach na Hitlera, którego najważniejszym skutkiem miało być zawarcie rozejmu z Zachodem i przerzucenie wojsk na Wschód. Ostatnie, co mógł zrobić oszalały po nieudanym zamachu Hitler, to tolerować rozmowy z Zachodem. Zaczął przygotowywać kontruderzenie, które omal zatrzymało aliancką ofensywę. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na Wschodzie. Hitler jeszcze trzy lata wcześniej był sojusznikiem Stalina. Po latach walk o nowym sojuszu już nie mogło być mowy. Jednak okazało się, że można nawet bez negocjacji osiągać wspólne cele polityczne. Stalin zatrzymał front, dając szanse Hitlerowi na rozprawę z Zachodem, w tym z Powstaniem Warszawskim. To zmieniło układ sił. Zamiast z resztką uciekających niemieckich dywizji powstańcy musieli się zderzyć z całą potęgą Wehrmachtu. Tego jednak pod koniec lipca nikt nie mógł wiedzieć.

To właśnie, a nie brak realizmu dowódców, było przyczyną klęski Powstania. Warto o tym pamiętać, gdy ocenia się tamten czyn zbrojny.

Tomasz Sakiewicz

Niezalezna.pl