Mafia WSI w najbliższym otoczeniu Andrzeja Dudy

<https://youtu.be/MgooiJ0oxKU?t=7m5s

Komentarz polityczny Witolda Gadowskiego.

Reklamy

Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 2). Prof. Jerzy Robert Nowak

źródło: wzzw.wordpress.com

Polityka wewnętrzna

34) Dlaczego nie ujawnia się Aneksu nr 2 do raportu o likwidacji WSI?

35) Dlaczego tak długo, aż do ostatnich dni, blokowano działania prowadzące do ujawnienia zastrzeżonego zbioru Instytutu Pamięci Narodowej? Co przeszkadzało przez tyle miesięcy w podjęciu decyzji o ujawnieniu tego zbioru? Kto blokował?

36) Dlaczego wciąż utrzymuje się tak niebezpieczną ustawę 1066, legalizującą ewentualne wejście obcych służb na terytorium Rzeczpospolitej?

37) Dlaczego dotąd nie podjęto śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień policji poprzez prowokowanie zajść w czasie Marszów Niepodległości? Przypomnijmy, że na Węgrzech od razu po objęciu władzy przez rząd V. Orbána rozpoczęto gruntowne śledztwo przeciwko władzom policji za brutalne metody tłumienia manifestacji przeciw poprzedniemu rządowi postkomunistycznemu. Przypomnijmy, że dzięki nagraniu taśmy z rozmową E. Bieńkowskiej i szefa CBA P. Wojtunika

można było się dowiedzieć konkretnie o roli ministra spraw wewnętrznych B. Sienkiewicza w sprawie spalenia budki policyjnej przy Ambasadzie Rosji.

Być może całe śledztwo należałoby rozpocząć od przesłuchania P. Wojtunika.

38) Dlaczego przywódcy PiS ograniczyli do skrajnego minimum manifestacje patriotyczne na ulicach, w ten sposób zostawiając KOD-owi pole do opanowywania ulicy? Jak długo PiS będzie kontynuował karygodną bierność w wychodzeniu z manifestacjami na ulicę, umożliwiając głupawe, nie mające konkurencji popisy KOD-u (vide: choćby w manifestacji z 24 września 2016 r. i ostatnie dwa dni protestów proaborcyjnych). Wygląda na to, że wielka część PiS-u spoczęła na laurach i nie chce się jej nawet manifestować, by pokazać siłę opcji patriotycznej. Jakże odmiennie jest na Węgrzech, gdzie Fidesz Orbana wciąż bezapelacyjnie panuje na ulicach.

fidesz-orbanWegrzy są już ludźmi wolnymi – wywalczyli to sobie. Polacy to nadal niewolnicy we własnym kraju (fot. budapestbeacon.com)

39) Czy władze PiS wreszcie coś zrobią dla skoordynowania public relations w ręku prawdziwie dobrego fachowca, który czuwałby nad zapewnieniem dużo lepszego niż dotąd piaru dla PiS-owskiego rządu? Chodziłoby o polityka, który kierowałby systemem wczesnego ostrzegania, wskazywania na groźbę potencjalnych kryzysów już w ich wczesnej fazie rozwoju, by zapobiec nagłym nieprzyjemnym zaskoczeniom, jakie spotkały rządy PiS-u w ostatnich miesiącach, choćby tzw. Misiewicz Gate czy skala protestów proaborcyjnych. Bardzo ciekawy pod tym względem był tekst Piotra Semki „Cztery problemy prezesa Kaczyńskiego” („Do Rzeczy” z 3 października 2016 r.). Semka ubolewał, że rząd PiS-u nie ma takiego fachowca od piaru, jakim był Igor Ostachowicz przy Tusku.

40) Czy władze PiS-u nie widzą konieczności jak najszybszej wymiany składu Państwowej Komisji Wyborczej, która po tylekroć wykazała swą nieudolność?

41) Czy władze w Polsce zdecydują się na przeforsowanie w parlamencie tak oczekiwanej przez wiele polskich środowisk radykalnej zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenie ordynacji mieszanej z dużą ilością okręgów jednomandatowych? Bardzo przydałoby się również przyznanie 20 milionom Polaków za granicą przynajmniej 10-osobowej reprezentacji w parlamencie (5 posłów i 5 senatorów).

42) Czy nie należałoby rozważyć – na wzór szeregu krajów (m.in. Belgii, Australii, Nowej Zelandii) – wprowadzenie obowiązku udziału w wyborach pod rygorem wysokich grzywien.

43) Dlaczego nie podejmie się działań dla jak najszybszego usunięcia ze stanowiska obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, skrajnego lewaka, znanego ze stronniczości i wrogości do PiS-u?

44) Dlaczego tak długo odwlekano działania dla odwołania obecnego prezesa NIK, skompromitowanego tak wieloma zarzutami?

45) Doradców prezydenta A. Dudy najbardziej obciąża fakt, że nikt z nich nie zwrócił uwagi prezydentowi na potrzebę szybszego zwołania Sejmu po wyborach, co zapobiegłoby tak podgrzewanemu przez opozycję sporowi o skład Trybunału Konstytucyjnego. Profesor Jacek Czaputowicz, b. dyrektor Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej, a od 2014 r. członek Rady Programowej PiS-u, przypomniał w tekście „Arbitrzy mogą się mylić” („Rzeczpospolita” z 13 września 2016 r.): „Sejm miał prawo wyboru wszystkich sędziów, których kadencja kończy się w 2015 r. Dopiero później Trybunał uznał te przepisy za niekonstytucyjne. Wspomniane stanowiska trzech sędziów rzeczywiście zwolniły się w trakcie poprzedniej kadencji Sejmu. Stało się tak jednak na skutek działania prezydenta. Gdyby prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu wcześniej, wówczas kadencja trzech sędziów „listopadowych” skończyłaby się już w czasie nowej kadencji Sejmu”. Przypomnę tu, że sprawę tę podjął dużo szerzej w Salonie 24 internauta o nicku „jestemzewsi” 13 marca 2016 r. w tekście „Prezydent popełnił błąd w sprawie Trybunału – należało wcześniej zwołać sejm”. Jak pisał internauta:

„Prezydent miał prawo zwołać pierwsze posiedzenie sejmu każdego dnia po dniu 27 października 2015 r. (daty ogłoszenia przez PKW oficjalnych wyników wyboru do sejmu) (…) Na stronie http://www.wyborydosejmu.pl/parlament/kadencja-parlamentu/ czytamy, iż „Kadencja Sejmu, i tym samym Senatu, kończy się z dniem poprzedzającym zebranie się Sejmu następnej kadencji. Dlatego też nie zawsze będzie ona wynosić dokładnie cztery lata”, a to oznacza że p. Duda nie musiał czekać do końca biegu 4 latach od momentu 1 posiedzenia sejmu poprzedniej kadencji, miał wolną rękę od 27 października na ustalenie dowolnej daty na pierwsze posiedzenie sejmu obecnej kadencji. Gdyby prezydent zwołał pierwsze posiedzenie przed datą końca kadencji 3 sędziów, PiS miałby wszystkich 5 sędziów bez dwóch zdań. (…) Co stało na przeszkodzie zwołania pierwszego posiedzenia sejmu przed datą 6 listopada, czyli dniem, kiedy kończyła się kadencja trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego? Prezydent jednak za cel taktyczny (bardzo krótkowzrocznie) uznał kolizję spotkania szefów rządów UE na Malcie w dniu 12 listopada (uniemożliwienie wyjazdu Kopacz). Jak wielki był to błąd i ile ta złośliwość kosztowała, przekonaliśmy się już niedługo potem, kiedy PiS zorientował się, co stało się Trybunałem, ale wtedy było już za późno. Gdyby obecna VIII kadencja sejmu (pierwsze posiedzenie) odbyło się, powiedzmy, 4 listopada 2015, Trybunał nie miałby innego wyjścia, jak tylko uznać wybór wszystkich pięciu sędziów za bezprawny! Dlaczego nikt z PiS nie zwrócił na to uwagi, skoro do Trybunału przywiązywana jest tak wielka waga, pozostaje dla mnie tajemnicą… Kto odpowiadał za analizę tych spraw? Czy jeszcze pracuje? (na miejscu prezesa zwolniłbym człowieka na zbity pysk) [podkr. – JRN].

Nie byłoby wtedy żadnej wojny, konwalidacji, komisji weneckiej (Waszczykowski za wezwanie tych panów na pomoc też powinien dostać musztrę swoją drogą), a nawet KOD-u. „Rząd rósłby w siłę, a naród żył dostatnio”, a tak mamy, co mamy. Klasyk rzekłby: „jaka piękna katastrofa”. Taktykom Platformy należy się tu pochwała, bo udał im się majstersztyk, zrobili wszystko, co do nich należało (mam tu na myśli również Donalda Tuska, który organizował spotkanie na Malcie nie bez powodu 12 listopada). Każdy odegrał swoją rolę koncertowo, bo zrobili wszystko, by odwrócić uwagę PiS od realnego problemu, jakim był wybór sędziów Trybunału. Spindoktorzy PiS dostają z tej lekcji pałę, bo przegrali wygrany mecz, a prowadzili już 2:0 i była 90. minuta spotkania!”.

Na problem z doradcami prezydenta A. Dudy zwracano już wcześniej uwagę. M.in. Piotr Semka pisał już 15 lutego 2016 r. w tekście „Gorzka pigułka dla Dudy”: „Coś w aparacie kancelarii prezydenckiej zadziałało źle. Zbyt wiele w Kancelarii Prezydenta jest byłych kolegów, a zbyt mało profesjonalistów pomagających głowie państwa zachować kontakt z najróżniejszymi przedstawicielami opinii publicznej” [podkr. – JRN].

46) Warto zastanowić się, czy nie należałoby postawić przed Trybunałem Stanu ministra obrony Bogdana Klicha za katastrofalne pogorszenie stanu armii i drastyczne obniżenie stanu obronności Polski, począwszy od 2007 roku. Dość przypomnieć, jak były wiceminister obrony i szef sił lądowych w rządzie PO gen. Waldemar Skrzypczak krytykował „demontaż zdolności bojowych sił zbrojnych” za czasów Klicha (por. „Wprost” z 25 sierpnia 2014 r.). Niemałą rolę w zapaści armii odegrał też Bronisław Komorowski, który od 1989 r. przez dziesięciolecia odgrywał bardzo znaczącą rolę w różnych organach kraju nadzorujących wojsko. Z wielką satysfakcją obserwuję natomiast szczególnie mocne zaangażowanie kierownictwa MON-u od końca 2015 r. w rozbudowę terenowej samoobrony kraju. Przypomnę tu, że w książce „Jak ratować Polskę” (Warszawa 2014, s.10-12) szczególnie mocno postulowałem jak najszybszy rozwój samoobrony terytorialnej i rozwój stowarzyszeń paramilitarnych.

47) Dlaczego w czasie, gdy potrzeba jest jak najwięcej osób zdolnych do władania bronią, w Polsce utrzymuje się niebywałe ograniczenia w posiadaniu broni? Pod tym względem, o ile dobrze wiem, jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie! Według zamieszczonego w internecie tekstu Andrzeja Tarczyna z 17 maja 2015 r. „Rzeczywista ilość stanu posiadania broni palnej w Polsce”, na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,6 mieszkańca, który posiada w domu broń. 10 marca 2015 r. na „Naszych blogach” pisano: „Polska należy aktualnie do najbardziej bezbronnych krajów na świecie [podkr. – JRN]. W roku 2014 pod względem ilości posiadanej broni na 100 mieszkańców Polacy znajdowali się na 142. miejscu na świecie. Z jedną sztuką broni na 100 obywateli polskie społeczeństwo, według specjalistów, posiada status praktycznie rozbrojonego i całkowicie bezbronnego”. Według podanej tam statystyki, w Stanach Zjednoczonych przypada 90 sztuk broni na 100 mieszkańców, w Szwecji 31,6; we Francji 31,2; w Niemczech 30,3 sztuk broni na 100 mieszkańców, w Austrii 30,4 sztuk broni, w Czeskiej Republice 16,3 sztuk broni, na Łotwie 19, na Słowacji 8,3; na Węgrzech 5,5; a w Polsce 1,3.

48) Dlaczego terenowe struktury tak potrzebnego Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego utonęły w letargu (poza niezwykle dynamicznie rozwijającym się AKO w Poznaniu)? Czy od początku Ruch ten nie był fatalnie organizowany – „od góry” – z powierzeniem jego szefostwa kanceliście M. Łopińskiemu? Urzędnicy na ogół nigdy nie nadają się na organizatorów ruchu społecznego, który powinien być prawdziwie dynamiczny. Czy władze PiS-u nie widzą konieczności powstania prawdziwie oddolnego Ruchu Wsparcia Reform, sympatyzującego z PiS-em, ale niezależnego od niego?

Niczym nieuzasadniona miękkość wobec przeciwników Dobrej Zmiany

49) Po co na świetne skądinąd spotkanie historyków z prezydentem A. Dudą w połowie listopada 2015 r. zaproszono niemającego nic wspólnego z historią ekonomistę i socjologa Aleksandra Smolara, prezesa Fundacji Batorego? Stworzył tam tylko dysonans, gardłując w obronie J.T. Grossa i przeciw polityce historycznej PiS-u (por. moje uwagi na blogu w dniu 19 grudnia 2015 r.: „I po co ten Smolar?). Rozmawiałem z prof. Andrzejem Nowakiem, prowadzącym to spotkanie. Mówił mi, że nie zapraszał Smolara. A więc zaprosił go jakiś „mięczakowaty” doradca p. Prezydenta. Pewno ten sam „mięczak” niepotrzebnie zaprosił na to spotkanie tak bliskiego PO socjologa, a nie historyka, Andrzeja Rycharda. Przypomnę tu, jak tenże Rychard agitował na rzecz B. Komorowskiego jeszcze 27 kwietnia 2015 r. w „Polska The Times”, głosząc już w tytule wywiadu: „Siłą Komorowskiego jest jego autentyczność”. Ha, ha, ha.

50) Dlaczego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 7 kwietnia 2016 r. Prezydent A. Duda wycofał się z wcześniejszego, tak trafnego stwierdzenia o opozycjonistach modlących się „Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie”? Prezydent nagle uznał, że „były to słowa niepotrzebne”, co było nawet zupełnie nieuzasadnioną formą przeprosin. Kto tak źle doradził Prezydentowi? Jakże aktualny dziś jest apel Rafała A. Ziemkiewicza w tytule tekstu w „Do Rzeczy” z 10 sierpnia 2015 r.: „Boże, strzeż prezydenta od przyjaciół”.

51) Dlaczego prezydent Andrzej Duda 10 kwietnia 2016 r. wypowiedział słowa o potrzebie „wzajemnego wybaczania”, szybko pośrednio skontrowane jeszcze tego samego dnia przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? (por. mój komentarz na blogu z dnia 2 maja 2016 r.).

52) Kto ostatnio doradził Prezydentowi, by podczas pobytu w Gdańsku podszedł do Lecha Wałęsy i uścisnął mu rękę? Wałęsa ze swym krzykactwem, oszczerstwami, pomówieniami, atakami na rząd i PiS stał się osobą niezasługującą na podanie ręki przez Naszego Prezydenta. Dowiódł tego już wkrótce po niepotrzebnym geście Prezydenta, grożąc, że zaskarży go do Trybunału w Strasburgu, jeśli go nie przeprosi publicznie za dużo wcześniejsze powiedzenie, że Wałęsa był kiedyś agentem SB. Jak wiadomo, powiedzenie aż nadto prawdziwe. Zgadzam się w pełni w tym kontekście z uwagami w „Warszawskiej Gazecie” z 9 września 2016 r.: „Szanowny panie prezydencie Duda, czy warto było podawać rękę prymitywnemu chamowi?” (por. tekst m.cz.: „Podaj chamowi rękę, to cię trybunałem będzie straszył”).

53) Dlaczego większość PiS-owska w Senacie poparła 29 czerwca 2016 r. uczczenie minutą ciszy Janiny Paradowskiej, starej wyrafinowanej kłamczuchy z postkomunistycznej „Polityki”? Przypomnijmy tu, jak Paradowska pisała w „Polityce” 27 kwietnia 2002 r.: „Za co należy przede wszystkim chwalić Leszka Millera? Za konsekwentny brak realizacji obietnic wyborczych” [podkr. – JRN]. PiS-owska większość w Senacie bezmyślnie zgodziła się na uhonorowanie lewackiej fanatyczki, która rzeczników IV Rzeczpospolitej nazwała w 2003 r. „hołotą” chcącą wtargnąć do Salonu. (Jej epitety skrytykował nawet daleki od PiS-u prof. Paweł Śpiewak w tekście „Salonowa pycha” [„Rzeczpospolita” z 8 grudnia 2003 r.]). Przypomnijmy, że ta lewicowa fanatyczka chwaliła się w swej książce, że odradzała T. Kamińskiej i W. Kuczyńskiemu powoływanie Lecha Kaczyńskiego do rządu J. Buzka. A masochistyczna większość PiS-owska w Senacie zagłosowała za jej pośmiertnym uhonorowaniem. Czy ci ludzie nic nie pamiętają i nic nie czytają? Wstyd!

Gdy zmarł wspaniały nonkonformistyczny prawicowy ekonomista Stefan Kurowski, jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy ekonomista, jego zgon został niemal całkowicie przemilczany. O ile dobrze pamiętam, na jego pogrzebie nie pojawił się nikt z wybitniejszych polityków prawicowych poza Antonim Macierewiczem.

54) Czy nie nazbyt wolno trwa proces wymiany skompromitowanych kadr urzędniczych na różnych szczeblach władzy? W Oświadczeniu Stowarzyszenia RKW w sprawie Dobrej Zmiany w marcu 2016. r. stwierdzano m.in.: „Nasz niepokój budzi pomijanie istotnych decyzji i reform, pozostawianie w ministerstwach, we wszystkich ważnych instytucjach centralnych, także w Kancelarii Prezydenta, w Sejmie i Senacie starych urzędników niższego i wyższego szczebla oraz fala mianowań osób niekompetentnych, a nawet gotowych kontynuować politykę poprzednich rządów PO, PSL i SLD. (…) W terenie niektórzy działacze partii rządzącej blokują zmiany, starając się zapewnić przetrwanie status quo, gdyż spodziewając się przegranej w następnych wyborach, chcą jedynie dojść do porozumienia z zastanymi układami”.

55) Dlaczego rząd PiS-u nie występuje o jak najszybsze odwołanie Elżbiety Bieńkowskiej z funkcji komisarza UE? (Pisałem o tym na blogu już 3 maja 2016 r.).

W kontekście tych niepotrzebnych „miękkich” zachowań warto przypomnieć apel świetnego publicysty „Warszawskiej Gazety” Mirosława Kokoszkiewicza do władz PiS-u sprzed kilku miesięcy: „Pamiętajcie! Naród dał wam kredyt zaufania i żąda energicznego wywiązywania się z obietnic. Tu i teraz. Nie wolno wrogom dawać czasu na przegrupowywanie się i werbowanie obcych zaciężnych armii. My chcemy w oczach tej okrągłostołowej bandy zdrajców i złodziei zobaczyć strach przed nieuchronna karą [podkr. – JRN]. (…) Nie oglądajcie się na szczekającą międzynarodową lewacką i neoliberalna sforę. (…) Żadnych kompromisów”.

Prof. Jerzy Robert Nowak

źródło: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/10/sto-kilkadziesiat-pytan-do-p-prezydenta_6.html

Czytaj również:

Oficjalne stanowisko polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawie stosowania na polskiej ludności cywilnej broni elektromagnetycznej

mon-oficjalnie-o-mind-control

Oficjalne pismo Ministerstwa Obrony Narodowej z dnia 5 kwietnia 2016 r. do pani Prezes Stowarzyszenia STOP Zorganizowanym Elektronicznym Torturom w związku ze stosowaniem na polskiej ludności cywilnej broni elektromagnetycznej (źródło dokumentu: youtube.com)

Wygląda na to, że rząd Beaty Szydło bardzo poważnie potraktował temat skrytego nękania, elektromagnetycznych tortur oraz tajnych eksperymentów wojskowych stosowanych od 15 lat na polskiej ludności cywilnej, a Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz nie tylko nie wycofał się z poczynionej na gorąco (konferencja w Toruniu) odważnej deklaracji, lecz zgodnie z nią konsekwentnie wdrożył i realizuje procedurę informacyjno-kontrolną analizującą zgłaszane przypadki nielegalnego stosowania broni elektromagnetycznej na Polakach, oddelegowując do tego zadania Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych, którego dyrektor zachęca pozostałe ofiary mind control do przysyłania opisów stosowanych na nich tortur (zbrodnie przeciwko ludzkości).

Minister Antoni Macierewicz jest, jak dotąd, jedynym politykiem na świecie, który odważył się publicznie zabrać głos w sprawie, o której pozostali światowi „aktorzy sceny politycznej” mogą co najwyżej lękliwie szeptać w kuluarach.

Pozostaje mieć nadzieję, że prowadzona od wielu lat psychotroniczna wojna ciemnych sił z Polakami już wkrótce zostanie zakończona.

TAW

***

Czytaj również:

 

Minister Antoni Macierewicz potwierdza informację o piętnastoletnich nielegalnych tajnych eksperymentach wojskowych na polskiej ludności cywilnej z użyciem broni elektromagnetycznej. Komentarze i konteksty

Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie o broni elektromagnetycznej (5.04.2016 r.):

mon-oficjalnie-o-mind-controlOficjalne pismo Ministerstwa Obrony Narodowej z dnia 5 kwietnia 2016 r. do pani Prezes Stowarzyszenia STOP Zorganizowanym Elektronicznym Torturom w związku ze stosowaniem na Polakach broni elektromagnetycznej (źródło dokumentu: youtube.com)

sypniewska

Wywiad z Markiem Podleckim, autorem bloga Monitor-Polski.pl:

Ewa Pawela: Historia tajnych wojskowych eksperymentów na ludności cywilnej:

Pełna relacja z zorganizowanej przez środowiska Niezależnej Telewizji NTV oraz Stowarzyszenia STOPZET Międzynarodowej Konferencji we Wrocławiu z okazji Pierwszego Międzynarodowego Dnia Przeciwko Kontroli Umysłu:

marc-goodman-zbrodnie-przyszlosci

***

JAK SIĘ BRONIĆ PRZED MIND CONTROL:

Słowiańskie techniki ochronne przed inwazyjnymi ingerencjami energetycznymi w nasze osobiste pole:

Współczesne patenty ochronne przed mind control:

Źródła:

https://www.dailymotion.com/video/x3xrghv_pytanie-od_news

https://www.youtube.com/user/niezaleznatelewizja/videos

http://niezaleznatelewizja.pl/2016/02/international-day-against-mind-control-8-02-2016/

https://www.youtube.com/user/PorozmawiajmyTV/videos

http://porozmawiajmy.tv/terroryzowana-bronia-elektroniczna-katarzyna-sypniewska/

http://porozmawiajmy.tv/infradzwieki-mikrofale-i-nanoczipy-marek-podlecki/

https://www.youtube.com/user/monitorpolski/videos

https://cdp.pl/zbrodnie-przyszlosci.html

Odwiedź stronę prowadzoną przez Polaków (polska ludność cywilna, kraj należący do UE, 21. wiek), wobec których używana jest (zbrodnie przeciwko ludzkości) najnowocześniejsza broń elektromagnetyczna:

http://stopzet.org/

Czytaj również:

Polskojęzyczne media propagandowe przyznały werszcie, że najnowocześniejsza broń elektromagnetyczna jest testowana na ludziach

O pladze Mind Control czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/mind-control/

Czas przyspieszył. Do Wielkiego Ujawnienia coraz bliżej. Stało się coś, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia: oficjalne polskojęzyczne media propagandowe przyznały werszcie, że najnowocześniejsza broń elektromagnetyczna jest testowana na ludziach

Czas przyspieszył. Do Wielkiego Ujawnienia coraz bliżej. Stało się coś, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia: oficjalne polskojęzyczne media propagandowe przyznały werszcie (w sposób rozmydlający temat, ale jednak), że najnowocześniejsza broń elektromagnetyczna jest testowana na ludziach. O tym, że od lat jest ona używana również przeciwko wyselekcjonowanym Polakom o wybitnie rozwiniętym poziomie świadomości, portal na razie milczy.

Poniżej przedrukowujemy artykuł zamieszczony na stronie wiodącego polskojęzycznego portalu propagandowego dla ludności tubylczej.

TAW

Artykuł z portalu TVN24.pl:

Rząd posiada tajną broń elektromagnetyczną, którą testuje na nieświadomych obywatelach, wpływając na ich myśli – to jedna z bardziej oryginalnych teorii spiskowych zrodzonych w USA. Teraz doniesieniom o testach owej broni w Polsce przyjrzy się szef polskiego MON. W całej sprawie kluczową postacią jest pewna Amerykanka.

– Czy państwo polskie posiada strategię wobec nielegalnych badań broni elektromagnetycznej na polskich obywatelach? – na takie pytanie musiał odpowiedzieć kilka dni temu Antoni Macierewicz podczas konferencji na toruńskiej uczelni ojca Tadeusza Rydzyka. Autorka pytania wspomniała przy tym o niejakiej Cheryl Welsh. To właśnie ta Amerykanka jest w całej sprawie kluczową postacią.

Główna ofiara rzekomych eksperymentów

Welsh jest najgłośniejszą i najważniejszą osobą w środowisku zwolenników teorii spiskowej, według której rząd USA rozwijają tajemniczą broń elektromagnetyczną zdolną wpływać na myśli. Rzekomo jest ona testowana na obywatelach Stanów Zjednoczonych bez ich wiedzy. Welsh twierdzi, że jest jedną z ofiar takich „nielegalnych” i „niehumanitarnych” eksperymentów.

Amerykanka dowodzi, że w jej przypadku objawiało się to między innymi tym, iż w pewnym okresie wszyscy ludzie w jej otoczeniu byli dla niej bardzo niemili. Mieli przeklinać na jej widok, dmuchać dymem papierosowym w twarz i spluwać w jej kierunku. Wszystko to działo się rzekomo w wyniku rządowej manipulacji ich mózgami, w celu badania reakcji Welsh na taki społeczny ostracyzm. Kobieta twierdzi, że to tylko drobny ułamek możliwości tajnej technologii. Według niej rząd „czyta mózgi” obywateli bez ich wiedzy.

W internecie Welsh zapoczątkowała cały ruch stowarzyszający osoby, które są przekonane, iż padły ofiarą owych tajnych eksperymentów. Od lat deklaruje, że chce w ten sposób walczyć z nielegalnymi i niehumanitarnymi działaniami rządu, aby „oszczędzić innym cierpienia, którego sama zaznała”.

Projekt MKUltra

Swoje twierdzenia Welsh i jej podobni zwolennicy tej teorii popierają własnymi relacjami oraz fragmentami materiałów prasowych i dokumentów rządowych. Większość z nich dotyczy zapoczątkowanych w okresie zimnej wojny prac nad bronią, która umożliwiałaby wpływanie na umysły. Nie ma przy tym większych wątpliwości, że praktycznie wszystkie mocarstwa chciałyby ją mieć.

CIA przez wiele lat prowadziła program o nazwie MKUltra, w ramach którego starano się opracować jak najlepsze metody wpływania na umysł np. podczas przesłuchań. Testowano różne środki mające zmuszać do wyjawiania sekretów, wywoływać masową panikę czy irracjonalne zachowania i prowadzić do dyskredytacji „celu”. Przeprowadzono tysiące eksperymentów, w tym wiele nielegalnych.

Program wyszedł przypadkiem na jaw w latach 70. XX wieku i stał się przedmiotem dochodzenia w Kongresie. W jego trakcie okazało się, że większość dokumentów opisujących MKUltra zniszczono po wybuchu afery Watergate, gdy w CIA miała zapanować panika przed ujawnieniem niewygodnych tajemnic. W efekcie zrodził się szereg teorii o tym, co jeszcze agencja robiła w ramach programu MKUltra, a o czym nigdy już się nie dowiemy.

Wpływanie na mózg przy pomocy LSD

Podobne prace na pewno prowadzili również Brytyjczycy i Kanadyjczycy oraz niemal na pewno Rosjanie. Szkopuł w tym, że wiadomo praktycznie wyłącznie o testach środków biologicznych oraz chemicznych. Jednym z najpopularniejszych sposobów wpływania na umysły wrogów, który testowano podczas zimnej wojny, była substancja potocznie zwana LSD, czyli po prostu narkotyk. Podawano go między innymi żołnierzom przed wysłaniem ich na poligon po czym obserwowano, jak stawali się niezdatni do działania na skutek ataków psychozy lub wesołości.

Szerzej o tych testach i traktowaniu żołnierzy jako królików doświadczalnych pisaliśmy w Magazynie TVN24

Nie wyszły natomiast na jaw żadne zaawansowane prace, ponad wstępne koncepcje i pomysły, nad zdalnym manipulowaniem umysłem przy pomocy fal elektromagnetycznych. Welsh i zwolennicy propagowanej przez nią teorii twierdzą, iż CIA po prostu ukrywa dokumenty opisujące takie działania. Miały one być początkowo prowadzone w ramach MKUltra, a obecnie innych tajnych programów.

Amerykańskie wojsko nie pomaga rozwiać spiskowych teorii, bo nie ulega wątpliwości, że tak samo jak w czasie zimnej wojny, teraz też chciałoby znaleźć sposób na wpływanie na umysły żołnierzy wroga [świadomi Polacy, mający wiedzę o prawdziwych planach „elit” wobec Polski, są w tajnej doktrynie wojennej USA traktowani jako wrogowie, a gen. Wesley Clark powiedział nawet otwartym tekstem, że każdy, kto nie zgadza się z rządem USA, jest radykałem, wrogiem Stanów Zjednoczonych i będzie traktowany jak terrorysta – przyp. TAW]. Chociażby w 2011 roku USAF (lotnictwo wojskowe USA) oficjalnie wystosowało zapytanie do cywilnych naukowców o pomysły na „ograniczenie skuteczności przeciwnika i sztuczne przytłoczenie jego zdolności poznawczych” przy pomocy wpływania na „chemiczne procesy w mózgu”. Prace nad takimi zagadnieniami prowadzi „711. Dywizjon Ludzkiej Efektywności”, czyli jednostka USAF głównie zajmująca się badaniem i rozwijaniem sprawności umysłowej pilotów w walce.

Amerykański system Active Denial System (ADS) (Fot. US DoD)
Amerykański system Active Denial System (ADS). Fot. US DoD

Bronie elektromagnetyczne są, ale nie takie

Pomiędzy „ograniczaniem” i „sztucznym przytłaczaniem” a zdalną kontrolą myśli oraz zachowań przy pomocy fal elektromagnetycznych jest jednak duża różnica. Istnieje cała rozbudowana dziedzina medycyny (neuroobrazowanie) zajmująca się śledzeniem oraz obrazowaniem aktywności mózgu. Obecna technologia pozwala jednak tylko wykazać, że np. w danym momencie w pewnej części mózgu pojawił się impuls. Jest to bardzo dalekie od „czytania myśli”. Podobnie w drugą stronę. Naukowcy potrafią jedynie stymulować wybrane rejony mózgu, aby sprawić, że np. człowiek poczuje jakiś smak lub usłyszy dźwięk.

Wobec takiego poziomu technologii, na razie jedyną realną bronią elektromagnetyczną, o której wiadomo i nad którą zaawansowane prace prowadzą siły zbrojne, jest taka, która nie służy do atakowania ludzkiego mózgu, ale systemów elektronicznych. Nowoczesne uzbrojenie jest ich pełne, więc uderzenie w nie jest bardzo skuteczne. Np. pilot F-16 porażonego bronią elektromagnetyczną nie utrzymałby maszyny w powietrzu, ponieważ jest do tego niezbędny skomplikowany system stabilizacji lotu.

Sposobem na zniszczenie elektroniki w sprzęcie wroga jest silny impuls elektromagnetyczny (EMP). Najłatwiej go wygenerować eksplozją jądrową. Stosowne testy prowadzono w USA oraz ZSRR w latach 60. Obecnie trwają prace nad bronią EMP niewymagającą użycia ładunku termojądrowego, czyli nadającą się do zastosowania w ograniczonych konfliktach. Wiadomo, że w USA prowadzone są między innymi próby rakiety CHAMP, która ma wejść na uzbrojenie wojska w tym roku. Nie ma jednak wielu informacji na jej temat.

Inne rodzaje broni elektromagnetycznej to między innymi powszechnie znany laser, który US Navy właśnie testuje jako narzędzie do niszczenia małych dronów czy rakiet. Istnieją również emitery mikrofal, które mogą zdalnie niszczyć elektronikę lub obezwładniać ludzi poprzez wywoływanie wrażenia „gotowania się”. Oba rodzaje broni są jednak na etapie prób i nie znalazły na razie szerokiego zastosowania. Nie ma też żadnych informacji o tym, aby władze USA testowały je w Polsce [informacje są dostępne, tylko TVN je ukrywa przed widzami i czytelnikami; na omawiany temat zdążyły się już odbyć trzy międzynarodowe konferencje (Bruksela – 2014; Berlin – 2015), w tym jedna w Polsce: 8 lutego 2016 we Wrocławiu) – przyp. TAW].

Szef MON i tak sprawdza

Biorąc pod uwagę nazwisko Cheryl Welsh przytoczone przez kobietę zadającą pytanie Macierewiczowi, jest jednak pewne, że nie o broń EMP, laserową czy mikrofalową chodziło. Minister obrony przyznał, że jeszcze gdy był posłem, zgłaszały się do niego osoby, które twierdziły, iż są obiektami nielegalnych prób „broni elektromagnetycznej”.

To nie było wiele przypadków, ale co najmniej dziesięć – stwierdził Macierewicz. Po przyjrzeniu się doniesieniom „w większości wypadków” miały być one powodowane czym innym niż tajemniczymi „eksperymentami”.

Macierewicz zaznaczył, że doniesienia pochodziły głównie z Dolnego Śląska oraz Zachodniopomorskiego. – My teraz takie analizy robimy, żeby zidentyfikować, gdzie są ludzie, którzy skarżą się na tego typu dolegliwości – stwierdził minister obrony. Nie odrzucił przy tym wprost sugestii, że testy tajemniczej broni są prowadzone w Polsce. Więcej wiadomości na ten temat ma być podane za kilka miesięcy.

Maciej Kucharczyk//gak

tvn24.pl

Czytaj również: Minister Antoni Macierewicz potwierdza informację o piętnastoletnich nielegalnych tajnych eksperymentach wojskowych na polskiej ludności cywilnej z użyciem broni elektromagnetycznej. Komentarze i konteksty

Gdzie jest najbardziej poszukiwany dokument w Polsce – słynny Tajny Aneks do raportu o likwidacji WSI?

tajny aneks

Czy treść najbardziej tajnego i pożądanego dokumentu w Polsce może trafić wkrótce do opinii publicznej? Czy zbliżające się wybory parlamentarne będą w tej sprawie odgrywać istotną rolę? Czy nowy prezydent Andrzej Duda po zapoznaniu się z aneksem zdecyduje się go odtajnić?

Czy może dojść do sytuacji, że dokument zostanie upubliczniony przez osoby do tego nieuprawnione? Zbigniew Stonoga już zapowiada taką publikację, jednak wcześniej wzywa jeszcze urzędującego prezydenta Komorowskiego do tego, by dokonał tego sam.

Proces likwidacji WSI nie został zakończony

W ostatnich dniach na nowo dyskutuje się o raporcie WSI. Proces likwidacji WSI nie został zakończony – mówią zgodnie zwolennicy tego, że sprawę dawnych wojskowych służb będzie trzeba na nowo zrewidować, a przede wszystkich zobaczyć, czy w prezydenckiej kancelarii tajnej nadal znajduje się najtajniejszy dokument w Polsce. Tajny aneks jest najbardziej pożądanym dokumentem ostatnich lat. Wielu osobom zależało na jego zdobyciu. Dziennikarze, politycy, a wśród nich sam Bronisław Komorowski, kiedy był jeszcze posłem w 2007 r., i to za cenę złamania prawa, chciał koniecznie poznać treść aneksu. Gdy Komorowski został prezydentem, a co za tym idzie, kiedy poznał zawartość dokumentu, nie zdecydował się na jego upublicznienie. Teraz z końcem jego prezydentury temat tajnego aneksu dotyczącego Wojskowych Służb Informacyjnych ożył ponownie. W całej kampanii prezydenckiej sztabowcy Komorowskiego, politycy z obozu władzy, a nawet zaprzyjaźnione media nie poruszały tego tematu w ogóle.

Co ważne, nikt nigdy wprost nie zapytał prezydenta, dlaczego nie zdecydował się ujawnić raportu.

Zwolennicy odtajnienia dokumentu twierdzą, że odpowiedź na to pytanie poznamy wtedy, kiedy aneks zostanie upubliczniony, bo jak twierdzą, jego treść jest druzgocąca dla samego Komorowskiego, jak i jego znajomych. Zapewne też poznamy odpowiedź, dlaczego Komorowski jako jedyny z posłów PO głosował przeciw likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w jednym z wywiadów odradzał ostatnio przyszłemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie ujawnianie raportu. Siemoniak co prawda nie zna treści aneksu, ale w jego ocenie nie jest to dobry pomysł.

Kim jest Stonoga i skąd ma tajny aneks?

Zbigniew Stonoga, który kilka tygodni temu w dość spektakularny sposób ujawnił akta śledztwa afery podsłuchowej, ujawnia, że jest również w posiadaniu załącznika trzynastego do tajnego raportu o WSI. Stonoga wzywa też w jednej ze swoich wypowiedzi, by prezydent Bronisław Komorowski upublicznił ów aneks przed zakończeniem swojej prezydentury.

Stonoga: Tajny aneks jest szokujący

W rozmowie z nami Stonoga zapewnia, że nie chce popełnić błędów przy publikacji tajnego załącznika do raportu o WSI, zauważa, że gdyby to zrobił, mógłby być narażony na zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo osób, które są w tym załączniku wymienione z imienia i nazwiska; dodaje, że dokument jest szokujący.

Stonoga na ostatnim swoim przesłuchaniu też miał pytać prokuraturę, czy ów dokument może upublicznić. Stonoga, jak twierdzi, zabrał dokument do prokuratury, która stawiała mu zarzuty za nielegalne upublicznienie akt śledztwa afery podsłuchowej tylko po to, by śledczy przekonali się, że on faktycznie posiada załącznik trzynasty do raportu o WSI. Nie liczył na jakieś ich oficjalne stanowisko w tej sprawie, bo nawet nie mają do tego żadnych kompetencji. Zdaniem Stonogi pomogło mu to o tyle, że warszawska prokuratura następnego dnia zdecydowała się na uchylenie wobec niego środków zapobiegawczych, oddano mu paszport i zniesiono policyjny dozór.

Zapytany przez nas, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej odrzuca wersję, jakoby śledczy załącznik do raportu widzieli. Informuje również, że faktycznie następnego dnia prokurator prowadzący śledztwo uchylił środki zapobiegawcze względem Stonogi. Bartosz Kownacki z PiS-u nie wierzy, by tym dokumentem dysponował Stonoga.

Prace nad raportem

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych został upubliczniony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w lutym 2007 r. Całość raportu opracowana była przez Antoniego Macierewicza i komisję weryfikacyjną, którą kierował, będąc wiceministrem obrony narodowej. Dokument zawierał kompleksowy opis wszelkich nieprawidłowości i patologii, do których dochodziło w czasie działalności WSI w latach 1991–2006, kiedy zapadła decyzja o ich rozwiązaniu. Mało kto pamięta, ale WSI powstały z wojskowych służb specjalnych komunistycznej bezpieki, a dokładnie z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (był to wojskowy wywiad PRL) oraz z Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu wojskowego w tamtym czasie.

Żołnierze WSI nigdy nie byli poddani weryfikacji. „Nową” służbę wojskową tworzyła solidarnościowa ekipa, m.in. minister Janusz Onyszkiewicz i wiceminister Bronisław Komorowski. To oni szefami WSI zrobili ludzi szkolonych w Moskwie przez KGB i GRU.

Zamiary opublikowania raportu przez Antoniego Macierewicza wywoływały ogromną wściekłość w niektórych środowiskach, zwłaszcza tych, gdzie ludzie z dawnych służb odgrywali ogromne znaczenie. W sprawę silnie zaangażowane były też niektóre media, zwłaszcza te związane z kapitałem prywatnym.

Obawiano się upublicznienia różnych informacji, na przykład tych, że największe fortuny wyrosły właśnie na bazie związków środowisk biznesowych z WSI, a wiele karier w mediach czy polityce nie mogłoby się rozwinąć, gdyby nie silne zaplecze wojskowej bezpieki. 

Na zakończenie prac komisji weryfikacyjnej powstał specjalny tajny aneks do raportu o WSI. Przekazano go prezydentowi Kaczyńskiemu w pojedynczym egzemplarzu.

Trwały też działania, by można było ów aneks opublikować. W czerwcu 2008 r. zapadło nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że Kaczyński miał pełne prawo opublikować raport, jednak z treścią tajnego aneksu musi się powstrzymać do czasu zmiany ustawy, na mocy której rozwiązano WSI, chodziło o to, by nowa ustawa była uzupełniona o tzw. gwarancję praw człowieka. Zwolennicy pełnej publikacji raportu uważali wtedy, że

Trybunał Konstytucyjny uniemożliwił skutecznie na długi okres jego publikację. To przez to orzeczenie aż do śmierci prezydenta Kaczyńskiego nie ujawniono aneksu trzynastego do raportu o WSI.

Kiedy w 2008 r. wybuchła afera marszałkowa, szybko okazało się, że jest to operacja byłych oficerów WSI, która miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. O sprawie pisał w swojej książce pt. „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios, który dowodzi, że związki Komorowskiego z aneksem do raportu WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Autor książki uważa też, że obecna prezydentura Komorowskiego jest ceną, jaką płacimy my wszyscy za zignorowanie istotnych zagrożeń i brak determinacji w wyjaśnieniu afery marszałkowej.

aleksander scios afera marszalkowaW książce „Afera marszałkowa” Aleksander Ścios dowodzi, że związki Komorowskiego z Aneksem do raportu o WSI są kluczem do zrozumienia wydarzeń, jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem (fot. capitalbook.com.pl)

Jak na razie afera marszałkowa zakończyła się oskarżeniem dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L. [Lichockiego – przyp. TAW]. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł, ale

zeznawał w niej nawet prezydent Komorowski, który w kilku istotnych kwestiach, mówiąc delikatnie, mijał się z prawdą. Podczas przesłuchania w grudniu 2014 r. prezydent praktycznie cały czas zasłaniał się niepamięcią.

Bronisław Komorowski do dziś nie odpowiedział prawnie za próbę nielegalnego zdobycia aneksu z weryfikacji WSI. W 2009 r. prokuratura warszawska uznała, że Komorowski nie wyczerpał znamion czynu zabronionego.

Gdzie dziś jest tajny aneks?

Antoni Macierewicz twierdzi, że aneks na pewno do 10 kwietnia 2010 r. znajdował się w sejfie pałacu prezydenckiego. Nie ma jednak pewności, co z dokumentem stało się po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Spekulacji jest wiele, od czasu do czasu pojawiają się informacje, że ktoś mógł go widzieć, czytać, że ktoś poznał jego treść – wszystko to jednak do tej pory nie jest poparte faktami i wiarygodnymi źródłami.

Dlatego dziś niektórych dziwi wejście do sprawy nad dyskusją o tajnym aneksie Zbigniewa Stonogi, który ma plany ujawnienia dokumentu, bo, jak podtrzymuje, jest on w jego posiadaniu. Co prawda zaznacza, że sam nie ma gwarancji, czy dokument jest prawdziwy (nie jest opieczętowany) jednak informacje w nim zawarte wskazują, zdaniem Stonogi, na to, że może to być najbardziej pożądany dokument w kraju.

Wiemy, że Stonoga szuka możliwości weryfikacji aneksu, stara się skontaktować z osobami, które mogą mu w tym pomóc. Na ile będą to zabiegi sprawdzone i udane, trudno powiedzieć, ale, jeśli nie teraz, to kiedy opinia publiczna pozna tajny aneks do WSI? Czy istnieje szansa, że dokona tego nowy prezydent Andrzej Duda?

Antoni Macierewicz uważa, że nie ma żadnych przeszkód do opublikowania pełnego raportu, zaznacza też, że gdyby okazało się, że raportu w sejfie prezydenckim nie ma, to byłoby to ogromne naruszenie prawa i poważne przestępstwo. Wszystko wskazuje na to, że niebawem może na nowo rozpętać się burza o aneks WSI.

Paweł Miter

Paweł Miter

Dziennikarz śledczy „Gazety Finansowej”, publicysta „Warszawskiej Gazety”.

źródło: http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/pawel-miter/item/2037-gdzie-jest-aneks-wsi

 

Film Glenna Jørgensena na temat Smoleńska – Porównaj fakty. Włącz myślenie

Glenn Jørgensen, duński ekspert lotniczy, ekspert Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 roku kierowanego przez Antoniego Macierewicza,  w czasie III Konferencji Smoleńskiej (Warszawa, 20–21 października 2014 r.) wskazał na ewidentny dowód „nieścisłości” raportów MAK oraz komisji Millera.

Ekspert w czasie III Konferencji Smoleńskiej wskazywał, że podmuch, jaki musiałby wytworzyć przelatujący na wysokości kilku metrów [wg wersji MAK–Miller] tupolew, zdmuchnąłby z pewnością płot widoczny na zdjęciach.

Obejrzyj film.

Prześlij dalej.

Solidarni2010.pl

Glenn Jørgensen o swoich badaniach nad ustaleniem przyczyn katastrofy smoleńskiej:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/10/22/glenn-jorgensen-i-podsumowanie-iii-konferencji-smolenskiej-w-warszawie-20-21-pazdziernika-2014-r/

 

Brzozę w Smoleńsku złamali Rosjanie. Tupolew nie miał z nią nic wspólnego. Prokuratura Wojskowa od ponad 3 lat ukrywa najważniejszy dowód sfałszowania przez rząd Tuska oficjalnego raportu ze śledztwa

Brzoza Smoleńsk

10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154 przeleciał przynajmniej kilka metrów nad tzw. smoleńską brzozą – wynika z profesjonalnej ekspertyzy, która od 2011 r. znajduje się w posiadaniu polskiej prokuratury wojskowej. Do treści opinii dotarła „Gazeta Polska”.

Rzekome zderzenie się tupolewa z brzozą to filar oficjalnej wersji zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r., lansowanej przez Rosjan i polski rząd. Ekspertyza oparta na badaniu tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM-QAR), wykonana wkrótce po katastrofie smoleńskiej (już w kwietniu 2010 r.) i znajdująca się w posiadaniu prokuratury, jednoznacznie przeczy ustaleniom Tatiany Anodiny i komisji Millera.

Chodzi o ekspertyzę techniczną zatytułowaną „Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu-154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.”. Wpłynęła ona do prokuratury wojskowej w lipcu 2011 r. (!) i znajduje się w tomie nr 203 akt śledztwa smoleńskiego.

W ekspertyzie – sporządzonej przez producenta tzw. polskiej czarnej skrzynki w tupolewie, firmę ATM – kluczowy jest załącznik nr 3, noszący nazwę „Tabela odtworzonych wartości wysokości lotu i odległości od początku pasa trzech ostatnich minut zapisu”. Zawarte są w nim dane pozwalające na odtworzenie ostatnich sekund lotu, a więc wysokość Tu-154 w odniesieniu do poziomu początku pasa startowego (położonego, przypomnijmy, 255 m nad poziomem morza) oraz odległość samolotu od początku pasa startowego.

Zamontowany w tupolewie jestrator lotu polskiej firmy ATM
Zamontowany w tupolewie rejestrator lotu polskiej firmy ATM

Na jakiej wysokości, według ekspertyzy ATM, był w momencie rzekomego zderzenia się z brzozą polski tupolew? W dokumencie można przeczytać, że w odległości 928 m od progu pasa samolot leciał na wysokości 4 m nad progiem pasa (czyli 259 m n.p.m.), a w odległości 849 m od progu pasa znajdował się już na poziomie 7 m nad progiem pasa (czyli 262 m n.p.m.). Brzoza smoleńska, co stwierdza raport MAK, rosła tymczasem w odległości 855 m od progu pasa startowego i – uwaga – na wysokości 248 m n.p.m.Oznacza to, że według ekspertyzy ATM samolot w chwili rzekomego zderzenia się z „pancernym” drzewem leciał na wysokości od 11 do 14 m nad powierzchnią gruntu! W żaden sposób nie mógł więc zderzyć się z brzozą, która – zgodnie z ustaleniami MAK i komisji Millera – została uszkodzona na wysokości około 5 m nad ziemią.

Dane z ukrywanej ekspertyzy ATM to jeden z ważniejszych dowodów na prawdziwość ustaleń ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Naukowcy ci od 2010 r. – na podstawie rozmaitych badań i eksperymentów (m.in. analizy mechanicznych uszkodzeń skrzydła, badania zapisów komputera pokładowego itd.) – formułowali tezę, że to nie brzoza odpowiada za zniszczenie tupolewa.

Warto podkreślić, że ekspertyza ATM została oparta na odczycie jedynego oryginalnego rejestratora lotu znajdującego się w kwietniu 2010 r. w polskich rękach. Choć dokument od 15 lipca 2011 r. jest w aktach prokuratury wojskowej, śledczy nigdy nie wspomnieli publicznie o wnioskach, jakie można wyciągnąć z załącznika nr 3 do ekspertyzy.

Opinia ATM jest też znana członkom komisji Millera, bo właśnie dla niej niedługo po katastrofie została sporządzona. Konkluzji, wypływających z danych znajdujących się w ekspertyzie, próżno jednak szukać w osławionym raporcie Millera. Co więcej – członkowie rządowej komisji podają publicznie informacje sprzeczne z liczbami zawartymi w opinii ATM. Kiedy w kwietniu 2013 r. grupa senatorów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do Macieja Laska czternaście pytań dotyczących katastrofy smoleńskiej, odpowiedź na jedno z nich brzmiała: „Zderzenie z brzozą nastąpiło na wysokości około 1,1 m względem poziomu pasa startowego”.

Grzegorz Wierzchołowski

Niezalezna.pl

Komentarz Antoniego Macierewicza – przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 roku:

Kłopotliwa prawda

Komisja dr. Macieja Laska przeprowadziła testy na miejscu zderzenia
Komisja dr. Macieja Laska w trakcie przeprowadzania testów symulacyjnych

Milczenie mediów mętnego nurtu po publikacji „Gazety Polskiej” dotyczącej dokumentu będącego w posiadaniu prokuratury, z którego wynika, że tupolew w Smoleńsku przeleciał nad brzozą, wynika przede wszystkim z tego, że materiał ten zawiera prawdę.

Dziennikarze mainstreamu siedzą więc teraz i zastanawiają się, jakiej kombinacji słownej użyć, by zakwestionować ten dokument. Proszę się nie łudzić – na pewno coś wymyślą, być może z pomocą pana Laska. W PO zaś trwa jeszcze zamieszanie po ekskursji Donalda Tuska do Brukseli – establishment nie ma więc jeszcze jasności, jak rozłożyć odpowiedzialność za Smoleńsk, którą zostawił po sobie ekspremier.

Mogę zapewnić tych wszystkich, którzy są odpowiedzialni za kłamstwo smoleńskie – w tym panią premier i pana Laska – że w zespole parlamentarnym przygotowujemy materiały, które będą zaskoczeniem w tej sprawie.

Antoni Macierewicz

Niezalezna.pl

SmolenskZespol.sejm.gov.pl

O zamachu smoleńskim czytaj również na: