Polskie rządy po roku 1945 są dobrze zorganizowanymi grupami przestępczymi

Z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Janem Zbigniewem Potockim rozmawia Aleksander Berdowicz z Porozmawiajmy TV.

Całość spotkania oglądaj na:

http://porozmawiajmy.tv/polskie-rzady-po-roku-1945-sa-dobrze-zorganizowanymi-grupami-przestepczymi-jan-zbigniew-hrabia-potocki/

Poruszone zagadnienia:

  • o czym powiedziano w telewizji 3 maja 2017 r.
  • przy Okrągłym Stole nie było Polaków
  • raporty WSI w sprawie życiorysów polityków
  • Polska jest spółką notowaną na Wall Street
  • wywóz polskich dzieci za granicę przez zorganizowane sądowe grupy przestępcze
  • planowana depopulacja Polski
  • KGHM wydobywa również złoto
  • spółki Skarbu Państwa należy zlikwidować

Profil Pana Prezydenta na Facebooku: Facebook.com/Jan Zbigniew Potocki

Reklamy

Żyjemy na swojej ziemi (od co najmniej 10 700 lat), ale nie w swoim państwie. Polska bowiem od 966 roku jest państwem totalitarnym

Żyjemy na swojej ziemi (od co najmniej 10 700 lat), ale nie w swoim państwie. Polska bowiem od 966 roku jest państwem totalitarnym.

O zdalnym zarządzaniu naszym naRodem przez wrogie nam siły (m.in. o podsyłaniu polskim władcom żon Wiadomego Pochodzenia, zgodnie ze strategią opisaną w „Protokołach Mędrców Syjonu”) opowiada w rozmowie z Alexem Berdowiczem Kamil Dudkowski.

Całość rozmowy: http://porozmawiajmy.tv/polska-jest-panstwem-totalitarnym-kamil-dudkowski/

TAW

Były szef MSWiA Ryszard Kalisz ujawnia wojskową aferę korupcyjną w rządzie Donalda Tuska, która – jak logicznie wynika z kontekstu – miałaby dotyczyć samego premiera

kalisz kwaśniewski

Tygodnik „Do Rzeczy” dotarł do kolejnych szokujących rozmów nagranych w tzw. aferze taśmowej podczas spotkania w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. W spotkaniu brał  udział były Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Ryszard Kalisz, były Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, znajomy rodziny Kwaśniewskich Włodzimierz Wapiński oraz czwarty mężczyzna, którego tożsamości nie udało się ustalić.

Powodem spotkania wszystkich czterech panów były narodziny syna Ryszarda Kalisza. W trakcie rozmowy obaj lewicowi politycy poruszają kilka niezwykle istotnych dla funkcjonowania państwa tematów. Najistotniejszym z nich jest chyba domniemana korupcja, której mieli się dopuścić najważniejsi politycy obecnej władzy.

Podczas spotkania Kalisz opowiada Kwaśniewskiemu o swojej rozmowie z gen. Januszem Noskiem, ówczesnym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Warto wspomnieć, że Nosek to jedna z najbardziej doświadczonych osób pracujących w polskich służbach. Pracował między innymi w UOP, był szefem Zarządu Ochrony Ekonomicznych Interesów Państwa UOP, czy też szefował ABW w Krakowie.

Gen. Janusz Nosek (ur. 1968)
Gen. Janusz Nosek (ur. 1968)

Według Kalisza Nosek posiada dowody na korupcję, w którą zamieszany jest Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. Nosek posiada podobno również dowody, które – jak mówi Ryszard Kalisz Aleksandrowi Kwaśniewskiemu – „sięgają dużo wyżej” niż tylko kierownictwa ministerstwa. Korupcja dotyczy najprawdopodobniej „Programu rozwoju Sił Zbrojnych RP w latach 2013-2022”, w ramach którego na polską armię zaplanowano wydatki rzędu 135 mld zł.

Według Kalisza Nosek posiada dowody na korupcję, w którą zamieszany jest Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. Nosek posiada podobno również dowody, które „sięgają dużo wyżej” niż tylko kierownictwa ministerstwa…

Z informacji zawartych w tygodniku „Do Rzeczy” wynika, że SKW zgromadziła materiały dotyczące nieprawidłowości przy planowanych zakupach. SKW na wiosnę roku 2013 złożyła w prokuraturze wojskowej bardzo obszerne materiały związane z ówczesnym wiceministrem obrony narodowej gen. Waldemarem Skrzypczakiem. Prawdopodobnym pokłosiem tych materiałów była dymisja Skrzypczaka pod koniec 2013 roku.

kalisz kwasniewski

Fragment rozmowy:

R.K. (Ryszard Kalisz): (…) Powiem Ci więcej – i to, chłopaki, zobowiązuje was do tajemnicy. Całkowitej i do grobu, że jak Nosek się po naszej wizycie w Ukrainie, na Ukrainie, w Jałcie ze mną spotkał, to on ma dowody na korupcję dużo wyżej.

A.K. (Aleksander Kwaśniewski): Czyli?

R.K.: Siemoniak co najmniej. I bardzo duże podejrzenia jeszcze wyżej.

(…)
R.K.: Ja powiem szczerze, w poniedziałek, w Ukrainie nie mogłem. W poniedziałek było spotkanie z Noskiem. Oczywiście w miejscu, nazwijmy to, zakamuflowanym. Nikt o tym nie wie. (…) Naprawdę, to co on mi powiedział – i powiedział mi o przesłankach tego wszystkiego – tam Skrzypczak to mały pikuś…

A.K.: Co się dziwisz, Sławek też myśli o przyszłości.

(…)
R.K.: Na Siemoniaka ma dowody.

A.K.: Dobrze, jak by powiedzieć, jak mówię, jak mi leży na sercu, to ty pamiętaj, że jesteś w tej chwili w centrum erupcji. W związku z tym bądź rozsądny, a jednocześnie masz dla kogo żyć.

R.K.: No właśnie, to najważniejsze.

N.N. (czwarta, nierozpoznana osoba): Czyli oni będą… posiądą…, będą wiedzieli, że Ty posiadłeś tę wiedzę. No, rzeczywiście będziesz musiał się pilnować.

R.K.: To, że ja posiadłem taką wiedzę, wie Nosek i jego zastępca. To są funkcjonariusze służb…

W dalszej części rozmowa pomiędzy Kaliszem a Kwaśniewskim dotyczy służb specjalnych w naszym kraju. Były prezydent dosadnie wyraża się na temat ich działań.

Fragment rozmowy:

A.K.: Najbardziej zdemoralizowane – ja zawsze mówiłem, to jest dziesięć lat doświadczeń mojej prezydentury – trzy najbardziej zdemoralizowane instytucje w Polsce to jest: po pierwsze – prokuratura, po drugie – służby specjalne, po trzecie – telewizja publiczna. Później jest wielka przepaść. Możesz narzekać na sądy, na administrację. Ale oni się jako tako trzymają. Natomiast te trzy instytucje – kupią, sprzedadzą, zdradzą, zniszczą. I tak dalej,  i tak dalej.

Trzy najbardziej zdemoralizowane instytucje w Polsce to: 

prokuratura,

służby specjalne,

telewizja publiczna.

Te trzy instytucje:

kupią,

sprzedadzą,

zdradzą,

zniszczą…

kwach

R.K.: Taka prawda. Dlatego też wiesz… Ja…

A.K.: Dlatego trzymałem skutecznie dystans. Nie dałem sobie wejść na łeb. A chcieli wszyscy. Chcieli wszyscy, próbowali wszyscy.

Następnie Kalisz i Kwaśniewski rozmawiają na temat afery szpiegowskiej, w którą zamieszani byli zarówno Józef Oleksy jak i Aleksander Kwaśniewski, którzy rzekomo spotykali się z rosyjskimi szpiegami, m.in. z Władimirem Ałganowem.

Władimir Piotrowicz Ałganow (ur. 1952 w Leningradzie) – funkcjonariusz radzieckiego i rosyjskiego wywiadu, pełniący służbę jako dyplomata

Przez ową aferę upadł w 1995 roku rząd Józefa Oleksego. W rozmowie z Kaliszem Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że afera była prowokacją, a za wszystkim stał gen. Gromosław Czempiński (szef UOP w latach 1993-1996) oraz znany szpieg PRL gen. Marian Zacharski.

Gen. Gromosław Czempiński (ur. 1945)
Gen. Gromosław Czempiński (ur. 1945)

Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że afera szpiegowska (1995) była prowokacją, a za wszystkim stał gen. Gromosław Czempiński (szef UOP w latach 1993-1996) oraz znany szpieg PRL gen. Marian Zacharski.

Gen. Marian Zacharski (ur. 1951)
Gen. Marian Zacharski (ur. 1951)

Według byłego prezydenta owa prowokacja miała pomóc Lechowi Wałęsie w ponownym wygraniu wyborów prezydenckich w 1995 roku i zatrzymać SLD, które wyraźnie zmierzało w kierunku przejęcia władzy w naszym kraju.

Artykuł napisany w oparciu o publikację tygodnika „Do Rzeczy”.

Parezja.pl

Otwórz oczy: PiS tworzy lobby żydowskie w „polskim” parlamencie…

pis żydzi

PZPR, komuniści, Okrągły Stół, Balcerowicz, Platforma Obywatelska to siły przejęte przez międzynarodową finansjerę. Prawo i Sprawiedliwość to kierunek izraelski.

Wiele osób z prawicy nie przyjmuje tego do wiadomości. Znają historię Judeopolonii, znają zapędy Izraela w mordowaniu Palestyńczyków, rozumieją wędrówkę żydów, którzy sprzedawali gościnne państwa na rzecz okupantów. To jest historia znana i prawdziwa.

Dlatego wielu prawicowcom tak trudno przełknąć prawdę o izraelskim kierunku politycznym partii PiS.

Krytykują źródła, wymyślają argumenty, ślepo bronią swoich idoli politycznych.

judeopolonia7

Tym razem na ścisłą współpracę PiS, czyli tworzenie lobby izraelskie w polskim parlamencie, mamy dowód z izraelskiego źródła oraz od posła… PiS.

„The Jerusalem Post” opisuje sukces lobby izraelskiego w Polsce

Antysemityzm nadal rośnie w Europie i na całym świecie. W przeciwieństwie do tego, to członkowie polskiego parlamentu wyciągnęli rękę i publicznie wsparli państwo żydowskie, zaledwie 70 lat po Holokauście, powiedział były MK Shai Hermesh, przewodniczący z WJC-Izrael.

Delegacja Fundacji Sojusznicy Izraela (The Israel Allies Foundation) została zorganizowana na spotkaniu w Warszawie z udziałem wysokich rangą polskich polityków, w tym posła Jana Dziedziczaka, który będzie przewodniczył Caucus (zamknięte zebranie ścisłego kierownictwa partii).

Parlamentarzyści z obu stron opozycji i koalicji przystąpili z posłem Dziedziczakiem do rozszerzenia relacji [w języku izraelskiej dyplomacji określenie to oznacza: wiernopoddańcze, bezkrytyczne i niezwłoczne wykonywanie przez partnera układu poleceń wydawanych w Tel Awiwie i Waszyngtonie — przyp. TAW] między Polską a państwem Izrael.

To ważny dzień dla dyplomacji opartej na wierze [bardzo trafne określenie – wszystko, co nam powiedzą, przyjmujemy na wiarę — przyp. TAW]. Siedemdziesiąt lat po Holokauście musimy zwrócić większą część naszych wysiłków na rzecz mobilizacji poparcia dla Izraela. Izrael jest jedyną gwarancją na przetrwanie narodu żydowskiego [tyleż kłamliwy, co główny dogmat syjonizmu — przyp. TAW].

WJC [World Jewish CongressŚwiatowy Kongres Żydów] jest organizacją międzynarodową reprezentującą społeczeństwa żydowskie w 100 krajach: w rządach, parlamentach i organizacjach międzynarodowych.

Knesset Christian Allies Caucus powstał w 2004 roku i składa się z 17 członków Knesetu oraz sześciu partii politycznych.

Organizacja ma na celu otwarcie formalnych i bezpośrednich linii komunikacji między członkami Knesetu, chrześcijańskimi przywódcami, organizacjami i przedstawicielami politycznymi na całym świecie.

Założona w 2006 roku Fundacja Izrael Alianci (The Israel Allies Foundation) promuje komunikację między parlamentarzystami i ustawodawcami z całego świata, którzy dzielą przekonanie, że państwo Izrael ma prawo do istnienia w pokoju, w bezpiecznych granicach. Dziś IAF koordynuje działalność 32 Izrael Allies Caucus na całym świecie.

Co oznacza powyższy tekst?

Zachęcam do przeczytania całego artykułu na stronie „The Jerusalem Post”. Sam tekst nie byłby niczym złym, gdyby nie ciekawe wyjaśnienia osoby ujawnionej w artykule.

Tak samo jak Aleksander Kwaśniewski z Leszkiem Millerem nigdy nie sądzili, że prawda o korupcji w sprawie więzienia CIA w Kiejkutach wyjdzie na światło dzienne (wzięli za to miliony dolarów), tak samo włodarze PiS myśleli, że ta informacja będzie tajemnicą.

Przeliczyli się, ponieważ patrząc oczami Izraela, ustanowienie lobby izraelskiego w polskim parlamencie to ich sukces.

Więcej informacji dodaje… poseł PiS Jan Dziedziczak [link]:

Ze zdziwieniem przeczytałem artykuł jednego z izraelskich portali, gdzie jakiś dziennikarz, z którym nigdy nie rozmawiałem, napisał o tym, że w Sejmie ma powstać grupa lobbystów na rzecz Izraela i ja miałbym w tej grupie być. JEST TO CAŁKOWITA NIEPRAWDA.

Z artykułu zamieszczonego w „The Jerusalem Post” nie wynika wyraźnie, że Izrael z PiS tworzy lobby izraelskie. Dopiero, gdy połączymy artykuł i wypowiedź posła Dziedziczaka, otrzymujemy pełną informację.

Brzmi ona następująco:

Izrael w 100 państwach mocno współpracuje z najważniejszymi politykami. Obecnie oficjalne lobby izraelskie zostało utworzone w polskim parlamencie. Przewodniczy mu poseł PiS Jan Dziedziczak. Jest to olbrzymi sukces Izraela, o czym wyraźnie informuje „The Jerusalem Post”.

Czy zaprzeczenia pana Dziedziczaka mają tutaj jakieś znaczenie? Takie samo, jak kłamliwe zaprzeczanie przez lata Aleksandra Kwaśniewskiego o nieistnieniu obozów CIA na terenie Polski.

Pan Jan Dziedziczak ma spaczone poglądy

Oto kolejne słowa pana Dziedziczaka, które wskazują na kierunek współpracy PiS z Izraelem.

Od dawna interesuję się polityką bliskowschodnią, uczestniczę w spotkaniach dla chrześcijańskich parlamentarzystów poświęconej tej tematyce. W swoich wypowiedziach nigdy nie ukrywałem, że w konflikcie izraelsko-palestyńskim jestem po stronie Izraela [czyli okupanta przyp. TAW].

Czy pan poseł PiS nie wie, że to Izrael wyrzuca Palestyńczyków z ich rodzimej ziemi?

Czy tak samo popierałby Izrael, gdyby to w Polsce żydzi zagrabiali ziemię?

Przypomnę, że przy tworzeniu Judeopolonii o włos wygraliśmy tę walkę. W przeciwnym razie, to co dzieje się w Palestynie, odbywałoby się w Polsce, czyli na przykład zakaz jeżdżenia autobusami Polaków wraz z żydami. Taki zakaz wszedł odnośnie Palestyńczyków.

Kolejna wypowiedź pana Dziedziczaka:

Wracając do artykułu na jednym z portali, ciekawostką jest to, że zapowiedź o powstaniu „grupy lobbystów” miała miejsce dzień PRZED spotkaniem. Artykuły izraelskie po spotkaniu już o „lobby” nie mówią. Może redaktor zapowiadający spotkanie inaczej wyobrażał sobie jego przebieg?

Dlaczego poseł PiS chce nam wcisnąć kolejne kłamstwo?

Zanim dochodzi do spotkań odnośnie tak ważnych spraw jak powstanie lobby izraelskiego, to wiele tygodni wcześniej, a nawet miesięcy, dochodzi do uzgodnień pomiędzy stronami.

Chciałbym jeszcze zadać czytelnikom dwa pytania:

  • Jak myślisz, czy Jarosław Kaczyński nic nie wie o powstającym lobby izraelskim?

  • Jakie skutki przyniesie wtrącanie się Izraela do spraw polskich? Zaznaczę tylko, że mówimy o oficjalnym lobby, ponieważ Izrael od Okrągłego Stołu ma swoich przedstawicieli w parlamencie.

źródło: The Jerusalem Post

ekonomia

Robert Brzoza

wiadomosci.robertbrzoza.pl

Więcej nt. Judeopolonii czytaj na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/judeopolonia/

4 czerwca 1992 – zamach polskojęzycznej sowieckiej agentury na rząd Jana Olszewskiego. Ci sami ludzie poprzez wpływy rządzą do dziś

wyszkowski

Ta akcja spowodowała zwarcie szeregów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych. Oni wtedy zobaczyli, że albo będzie wolność i demokracja, albo – oni. Wiedzieli, że wolność i demokracja jest dla nich zagrożeniem, bo doprowadzi do zakończenia ich politycznych karier. Cały ten obóz współpracujący kiedyś tajnie z komunistami zaczął działać jawnie nad umocnieniem fundamentów Okrągłego Stołu. W efekcie Kwaśniewski został prezydentem na 10 lat i te interesy zostały zabezpieczone – o wydarzeniach nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku mówi legenda „Solidarności” Krzysztof Wyszkowski.

Niezalezna.pl: 23 lata temu doszło do tzw. nocnej zmiany. Był pan doradcą premiera Jana Olszewskiego. 4 czerwca 1992 roku chcieliście zrobić w Sejmie lustrację, mówiąc wprost – zerwać z komunizmem. Jednak to rząd Olszewskiego upadł, a nie komuna…

– Nie udało się, bo nie doceniliśmy agentury. Obliczałem ich ilość w Sejmie na około 60 i tylu wówczas ujawniono. Dziś wiadomo, że było ich dużo więcej. Wydawało nam się wówczas, że część archiwów została zniszczona i bardzo wielu ludzi, którzy wtedy odgrywali decydującą rolę w Polsce, zostało pominiętych, a inni zostali nastraszeni, że rząd Jana Olszewskiego zamierza przeprowadzić lustrację i nastąpił bunt. Tam była szeroka koalicja począwszy od Mazowieckiego, Tuska…

Dlaczego tamta lustracja, choć była tak potrzebna wolnej Polsce – nie udała się?

– Dotknęła wielu ludzi i wielu interesów – nie tylko tych z Sejmu i Senatu, ale ludzi mediów, ludzi związanych z komunizmem. „Wyborcza” straszyła. Mówiono więc o wyrzuceniach z pracy, nadchodzącej zemście, czy mającej nadejść fali samobójstw.

Rozpętano histerię tylko po to, aby tamtą lustrację zatrzymać. IPN do teraz nie opracował listy agentów, którzy decydowali przy Okrągłym Stole o kształcie III RP. Generał Kiszczak wiedział, kogo bierze do rozmów z kręgów tzw. opozycji konstruktywnej. On miał ich papiery, ich teczki. Dawna SB zadbała o bezpieczeństwo swojej agentury. Tak zwana lista Macierewicza zawierała nazwiska mniej niż połowy stanu agentury, która wówczas funkcjonowała w Sejmie.

Jakie przyniosło to skutki dla późniejszego funkcjonowania naszego kraju?

– Ta akcja spowodowała zwarcie szeregów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych. Oni wtedy zobaczyli, że albo będzie wolność i demokracja, albo – oni.

Wiedzieli, że wolność i demokracja jest dla nich zagrożeniem, bo doprowadzi do zakończenia ich politycznych karier.

Cały ten obóz współpracujący kiedyś tajnie z komunistami zaczął działać jawnie nad umocnieniem fundamentów Okrągłego Stołu. W efekcie Kwaśniewski został prezydentem na 10 lat i te interesy zostały zabezpieczone. To był czas, kiedy jeszcze częściowo można było uratować majątek narodowy, ale

agentura i ludzie związani z mediami stanowili siłę oporu w celu utrwalenia systemu postkomunistycznego.

Jak działa dziś ten system?

– Nadal ogranicza naszą wolność. Trzyma wielu ludzi w szachu. Polacy w 1989 roku wzięli udział w wyborach, bo chcieli zarwać z komunizmem, ale okazało się, że 4 czerwca 1992 roku elity obroniły postkomunizm.

JW, niezalezna.pl

 

Konstytucyjny szwindel Kwaśniewskiego, czyli Polaków zdążymy wydoić, zanim się połapią, o co w tym wszystkim chodzi…

kwaśniewski borowski 2007

Aleksander Kwaśniewski oskarżany jest przez różnych dziennikarzy o udział w aferach gospodarczych. Nikt z nich nie mówi o jednym z największych przekrętów w historii Polski, którego ojcem i twórcą jest były prezydent Polski. Za ten jeden występek powinien być doprowadzony na ławę oskarżonych.

Przypomnę, w jaki sposób Aleksander Kwaśniewski przyczynił się do bilionowego zadłużenia kraju.

Zakaz konstytucyjny Kwaśniewskiego

W 1997 roku Aleksander Kwaśniewski przy uchwalaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wprowadził następujący zapis: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa” (rozdział 10, art. 220, ustęp 2).

Powyższy zapis mówi o zakazie finansowania deficytu budżetowego przez Narodowy Bank Polski (NBP). Co w tym złego? Deficyt budżetowy jest to dziura budżetowa, która pojawia się, gdy wydatki państwa przewyższają dochody. Przewidywane dochody państwa polskiego na 2015 rok to około 297 miliardów złotych, a wydatki – ponad 343 miliardy złotych. Kwotę około 46 miliardów złotych musimy pożyczyć. W przeciwnym wypadku zabraknie pieniędzy na dofinansowanie ZUS-u, służby zdrowia czy wojska.

Od kogo pożyczamy pieniądze? Aby pokryć deficyt budżetowy, musimy wydać obligacje, albo zaciągać kredyt w Banku Światowym/MFW. Obecnie mamy otwartą linię kredytową na kwotę 33,8 miliardów dolarów w MFW. Koszt obsługi linii wynosi 114 mln dolarów rocznie! I to jest jeden z największych problemów obecnej polityki i ekonomii.

Dlaczego polski rząd nie może pożyczyć pieniędzy na pokrycie dziury budżetowej od banku polskiego, jakim jest Narodowy Bank Polski? Jest to kompletnie niezrozumiałe.

W zdrowym i uczciwym systemie powinny być opracowane mechanizmy, które pozwalają pokryć deficyt budżetowy z NBP. Czym różni się MFW od NBP? Niczym. Obie instytucje są bankami emisyjnymi. MFW wytwarza SDR-y, a NBP złotówki.

Pytanie brzmi: dlaczego politycy godzą się płacić odsetki od kredytów, zamiast zmienić prawo i pożyczać bezprocentowo z NBP? Polski bank powinien udzielać bezprocentowej pożyczki rządowi polskiemu.

Podkreślam: bezprocentowej. Ponieważ, to procenty-odsetkowość są istotnym elementem psującym polską i światową ekonomię.

Kim są kartele finansowe, czyli MFW i Bank Światowy?

Po upadku komunizmu w 1989 roku wyniszczona polska gospodarka potrzebowała pomocy finansowej od dobrego, uczciwego wujka. Musieliśmy zasilić polską gospodarkę miliardami złotych, by powoli doprowadzać ją do stabilizacji ekonomicznej. Niestety czekał na nas zły, podstępny wujek w postaci karteli finansowych, które zaaplikowały nam potężne dawki kredytów. Były to te same organizacje, które przejmowały surowce w Ameryce Południowej. O nich pisał główny ekonomista Chas. T. Main Inc., John Perkins, który sam brał w tym udział, oraz Joseph Stiglitz, główny ekonomista w Banku Światowym w latach 1997–2000. „Jak skolonizowali kraje świata?”. Co wynika z ich opisów?

MFW i Bank Światowy w sposób zorganizowany wyniszczyły między innymi takie kraje jak:

  • Iran – 1953 rok
  • Gwatemala – 1954 rok
  • Ekwador – 1981 rok
  • Panama – 1981 rok
  • Polska – 1990 rok
  • kraje postkomunistyczne – od 1990 roku
  • Rosja – 1985 i 1992 rok
  • Wenezuela – 2002 rok
  • Irak – 1991 i 2003 rok
  • Grecja – 2008 rok
  • Islandia – 2008 rok
  • Irlandia – 2008 rok
  • Ukraina – 2014 rok.

Kto stoi za MFW i Bankiem Światowym? Instytucje te powstały po drugiej wojnie światowej. Zostały powołane przez jedyne panujące mocarstwo, jakim było i jest USA. To ten kraj ma największy wpływ na Boba twory. Skoro taka jest ścieżka właścicielska, to znaczy, że USA stoi za zniszczeniem wielu gospodarek świata. Idźmy dalej tym tokiem myślenia. Kto ma największy wpływ na polityków i prezydenta w USA? Ten, kto ma władzę nad dolarem. Wiemy, że władzę nad dolarem i gospodarką przejęły w 1913 roku rodziny bankierskie. To one są właścicielem centralnego banku w USA, jakim jest FED.

Tą drogą dedukcji osiągamy ścieżkę poznania prawdziwych decydentów w USA. Jest nim międzynarodowa finansjera, czyli głównie żydowskie rodziny bankowe, jak Rothschild czy Shiff.

Kim posługuje się finansjera w niszczeniu narodów?

  • Armią USA,
  • Bankiem światowym,
  • Międzynarodowym Funduszem Walutowym,
  • Unią Europejską,
  • Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) oraz
  • wieloma innymi organizacjami i państwami.

Po 1990 roku wymienione organizacje „pomagały” Polsce wydostać się z zapaści ekonomicznej… Dlaczego mamy deficyt budżetowy i kilkubilionowe zadłużenie kraju? Plan zawsze jest ten sam. Najpierw kartele dają kredyty, kiedy gospodarka jest odpowiednio zadłużona przystępują do realizacji swojego planu. Za kolejne kredyty Polska musiała oddać gospodarkę, sprzedając przedsiębiorstwa państwowe po minimalnej wartości. Wcześniej dokonywano dewaluacji złotówki, aby dostać więcej dolarów przy wymianie za złotówki. To dlatego na przykład w Polsce ponad 80% banków jest w rękach zagranicznych. Obecnie toczy się walka o kopalnie, odkrywki i lasy państwowe.

Dlaczego musimy brać kolejne kredyty? To jest cel międzynarodowej finansjery. Doradzać w taki sposób, aby doprowadzić do nadmiernych wydatków. Po pewnym czasie dochodzi do sytuacji, w której bez kredytów nie można zrealizować budżetu. Taka sytuacja nie występuje tylko w Polsce, ale na całym świecie. Do tego dochodzą recesje, gdzie zawsze wpływy z podatków są mniejsze, a państwo musi utrzymać nie tylko budżetówkę.

Konsekwencje zapisu Kwaśniewskiego

Aleksander Kwaśniewski zapis o zakazie finansowania deficytu budżetowego, argumentował możliwością łatwego zadłużania się. Twierdził, że należy związać ręce politykom, by nie zaciągali łatwo kredytów. Nic bardziej mylnego. W czasie, kiedy ekonomia jest permanentnie niszczona, a Polska ma deficyt budżetowy, to zapis ten jest korzystny tylko dla kartelu finansowego. Polska już wtedy miała problemy budżetowe i potrzebowała dodatkowych pieniędzy. Wprowadzając ten zapis, Kwaśniewski zakazał pożyczania z NBP. Kolejne rządy nie miały innego wyjścia, jak zwrócić się do bankierów, w przeciwnym razie doszłoby do bankructwa.

kwaśniewski

To był zamach na gospodarkę, na Polskę, na Polaków!

Jakie są tego konsekwencje? Obecnie obsługa długu publicznego, to kwota ponad 40 miliardów złotych. Suma ta zawiera przede wszystkim odsetki od kredytów/obligacji, które płacimy bankom zagranicznym. Mało tego, w zeszłym roku pożyczyliśmy ponad 100 mld złotych z przeznaczeniem na wykup obligacji rządowych. Z podatku dochodowego PIT, który płaci każdy pracownik, rząd ma dochody w kwocie około 42 miliardów złotych.

Gdyby polskie rządy znały mechanizmy niszczenia gospodarek i nie wstąpilibyśmy do Unii Europejskiej, to dzisiaj podatek dochodowy PIT byłby nie potrzebny! Jeżeli pamiętasz historię, to został on wprowadzony w 1913 roku w USA. Grupa bankowców przejęła władze nad drukiem pieniądza i centralnym bankiem poprzez uchwalenie ustawy bankowej w Kongresie amerykańskim. Idea wprowadzenia podatku dochodowego była nieskomplikowana: państwa czy miasta muszą mieć stały dochód, aby mogły swobodnie się zadłużać.

Obecnie cały podatek dochodowy oddajemy bankom zagranicznym w postaci odsetek. Pomyśl, ile pieniędzy stracił każdy Polak przez te wszystkie lata na zapisie Kwaśniewskiego?

Unia Europejska zrobiła to samo, co Kwaśniewski

Aleksander Kwaśniewski w 2005 roku był na liście uczestników Grupy Bilderberg. Czy ma to coś wspólnego z uchwaleniem tego zapisu dwa lata później? Nie wiem. Wiem natomiast, że zapis Kwaśniewskiego i dalsze uczestnictwo w Unii Europejskiej zrujnuje nas.

Unia również związała gospodarkę zapisami zabraniającymi emisji pieniądza przez NBP i finansowania nimi wydatków państwowych. Tak, dostaliśmy wiele miliardów na drogi, mosty, stadiony. Tylko, że… sami bez ich pomocy wybudowalibyśmy drogi, szpitale czy szkoły za pieniądze z emisji złotówki. Mało tego, mechanizm pomocy Unii Europejskiej polega na zainwestowaniu 50% własnego wkładu.

Skąd państwo czy miasta biorą pieniądze na własny wkład w dany projekt? Z kolejnych kredytów. Większość polityków myśli tylko o obecnych słupkach wyborczych, dlatego za cenę przyszłościowej nędzy i utraty suwerenności zadłużają nas. Zauważ, co by się stało, gdybyśmy byli niezależnym państwem bez Unii Europejskiej? Niepotrzebny byłby podatek dochodowy PIT, który w całości oddajemy kartelom finansowym w postaci odsetek bankowych. Brak tego podatku przełożyłby się na większy wzrost gospodarczy. Bylibyśmy zdecydowanie bogatszym narodem.

Unia Europejska zabrania krajom członkowskim pożyczania pieniędzy od swoich banków centralnych na pokrycie deficytu budżetowego. Czyli Unia zabrania NBP pożyczania pieniędzy polskiemu rządowi. Co za ironia. Bank centralny Unii Europejskiej – EBC, za kwotę 1,14 biliona euro, przeprowadzi wykup obligacji zadłużonych państw. Skąd ma te pieniądze? Z druku i z dopisania kwoty do systemu bankowego.

Bank amerykański FED przez lata drukował około 100 mld dolarów miesięcznie, a sam dołożył starań by Unia Europejska zabroniła finansowania deficytu budżetowego bankom centralnym krajom Unii. Takimi działaniami zmuszają się nas do płacenia olbrzymich odsetek kartelom bankowym!

Jak można zabronić emisji własnych pieniędzy i przeznaczania ich na wydatki państwowe, skoro wszystkie duże gospodarki tak robią?

Tak robi Unia Europejska, USA, Japonia, Chiny, Anglia.

Gdzie są polscy politycy?
Gdzie jest PiS?
Dlaczego głośno o tym nie mówią?

Konkluzja

Zapis Aleksandra Kwaśniewskiego i zakazy Unii Europejskiej przyczyniły się do olbrzymiego zadłużenia Polski, zubożenia Polaków, niszczenia gospodarki i uzależnienia nas od międzynarodowej finansjery. Z roku na rok konsekwencje tych działań będą coraz mocniej odczuwalne dla każdego Polaka.

Dlaczego mamy oddawać miliardy złotych kartelom bankowym w postaci odsetek?

Dlaczego Narodowy Bank Polski nie pożycza rządowi pieniędzy bez odsetek?

kwaśniewski

Aleksander Kwaśniewski obok Wałęsy, Mazowieckiego, Balcerowicza jest kolejnym sprzedawczykiem Polski. Najpierw międzynarodowa finansjera posłużyła się Balcerowiczem, następnie Kwaśniewskim. Ich działania i zapisy skutecznie związały ręce kolejnym rządom i ukierunkowały państwowe finanse.

Jak najszybciej musimy nie tylko zlikwidować szkodliwy zapis Kwaśniewskiego. Jest to tylko jeden z wielu elementów odbudowy gospodarki.

autor: Robert Brzoza

źródło: http://biznes.robertbrzoza.pl/finansjera/jak-aleksander-kwasniewski-zrujnowal-polske/

Za kotarą III RP, czyli ustawka obcych buldogów pod polskim dywanem

durczok

Nie jestem zwolennikiem Kamila Durczoka – jest wprost przeciwnie. Choć osobiście nigdy nie poznałem tego człowieka, to jego działalność znam na tyle dobrze, że nigdy nie nazwałbym go dziennikarzem – przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim ja rozumiem to słowo.

Mam wstręt do działalności publicznej takich jak on „dziennikarzy”, nie szanuję Kamila Durczoka i tak zwyczajnie po ludzku nie pałam do niego sympatią. A jednak publikacja „Wprost” uruchamia we mnie wszystkie możliwe dzwonki alarmowe. Chciałem w tym miejscu szeroko uzasadnić, dlaczego tak jest, ale uświadomiłem sobie, że przecież już tekst o tym popełniłem, dokładnie w dniu wybuchu tzw. „afery podsłuchowej”, gdy większość dzisiejszych krytyków Sylwestra Latkowskiego widziała w nim ucieleśnienie wszelkich dziennikarskich cnót i obrońcę wolności słowa. Zamiast więc zamęczać Czytelników nowymi-starymi argumentami, postanowiłem pójść na łatwiznę i niniejszym przypomnieć ów tekst – bo w moim przekonaniu nie tylko nic nie stracił na aktualności, ale też doskonale pasuje do ostatnich rewelacji „Wprost”.

Niniejszym cytuję:

Wiele osób zastanawia się nad powodami, dla których sympatyzujący z prezydentem Bronisławem Komorowskim tygodnik „Wprost” publikuje podsłuchy z rozmów uderzających w Platformę Obywatelską.

Jak to możliwe, że taki tygodnik publikuje takie materiały? Czy jest możliwe, by „taśmy Wprost” stanowiły efekt tzw. „dziennikarskiej staranności i rzetelności”? Czy jest w tej sprawie jakieś drugie dno i kto ma na tym zyskać?

By to rozstrzygnąć, przedstawiam autentyczną historię stanowiącą zapis autentycznych wydarzeń, które opisałem w książce „Z mocy nadziei”, a które związane są pośrednio nawet z tym samym tygodnikiem… Prezentowana tu historia wydarzyła się, gdy prezydentem Polski był jeszcze Aleksander Kwaśniewski i gdy cała Polska przygotowywała się do bezprecedensowego wydarzenia, jakim miało być przesłuchanie prezydenta na żywo, na oczach milionów widzów, przed Sejmową Komisją Śledczą.

Wnioski pozostawiam Czytelnikom.

Pułkownik służb tajnych, Aleksander L., informator kilku warszawskich dziennikarzy śledczych, a zarazem były szef kontrwywiadu w PRL, oczekiwał mnie w warszawskim hotelu Ibis.

Jest temat. Bierzesz, albo nie. Stawiam tylko jeden warunek. Materiał musi być zwodowany najpóźniej w poniedziałek – zaczął bez zbędnych wstępów. – Jeśli nie, w poniedziałek newsa zwoduje ktoś inny.

Nie da rady. Jest czwartek, co najmniej dzień na weryfikację

Metr osiemdziesiąt, dobrze zbudowany, około siedemdziesiątki, lekko siwiejący, w okularach.

To będzie twoja weryfikacja. Nazywa się Kowalski. Przyniesie próbkę materiału. O jedenastej w tym samym miejscu. Jak twoja redakcja będzie zainteresowana, resztę otrzymasz o siedemnastej od mecenasa Kucińskiego.

Od kogo?

– Od Ryszarda Kucińskiego, adwokata Marka Dochnala i naszego człowieka. Żegnam.

W oczekiwaniu na Kowalskiego (czy jak on się tam nazywał naprawdę) miałem półtorej godziny na przemyślenie całej historii. O tym, że Ryszard Kuciński, były rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, później adwokat m.in. Marka Dochnala, dysponuje materiałami pozyskanymi od klienta, które mogą wysadzić pół sceny politycznej, słyszałem wcześniej od dwóch informatorów.

Działali razem i byli znani co najmniej kilku dziennikarzom śledczym, a część ich informacji pochodziła prosto z „Abwhery” – jak w gronie dziennikarzy śledczych nazywaliśmy Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – oraz innych służb tajnych. Teraz te same informacje w wersji skonkretyzowanej przynosił Aleksander L. Przypadek, czy prowadzona na szeroką skalę gra, w której jakąś rolę przypisano mediom?

Kilkadziesiąt minut później do stolika podszedł mężczyzna. Twardy osobnik, który nie wyglądał na sędziwego staruszka. Przysiadł się, nie czekając na zaproszenie.

Nazywam się Kowalski.

Może i był nim, ale z pewnością nie pod tym nazwiskiem się urodził. Jednakże przywitałem się z nim tak uprzejmie, jakby naprawdę nazywał się „Kowalski”.

Ma pan do omówienia jakąś sprawę?

Kowalski wzruszył ramionami i położył na stole zalakowaną kopertę.

Tu nie ma nic do omawiania. Proszę to obejrzeć. Do widzenia.

Wstał od stołu i ruszył do obrotowych drzwi, którymi wszedł minutę wcześniej.

Przez chwilę przyglądałem się przesyłce, po czym naderwałem jej krawędź i otworzyłem. W środku było kilka zdjęć pary prezydenckiej z Markiem Dochnalem. Wszystko było już jasne. Po drodze do redakcji „Wprost” analizowałem wagę otrzymanego materiału. Przyciskany przez media i opozycję prezydent Kwaśniewski od tygodni wił się jak piskorz zapewniając w licznych publicznych wypowiedziach, że nigdy nie miał żadnych spotkań ani relacji z Markiem Dochnalem. Za kilka dni miał stawić się przed Sejmową Komisją Śledczą, by po raz sto pierwszy – za to pierwszy raz zeznając pod przysięgą – powtórzyć to, co mówił dotychczas. Prezydent wahał się, czy wziąć udział w przesłuchaniu. Zdjęcia były dowodem, że Aleksander Kwaśniewski nie mówił prawdy.

Zastanawiało mnie, dlaczego mojemu informatorowi, tudzież ludziom stojącym za nim, zależało, by materiał ukazał się w poniedziałek. Rozpatrywałem najbardziej irracjonalne koncepcje, ostatecznie jednak dałem sobie spokój. Powodów mogło być tak wiele, że zastanawianie się nad nimi nie miało sensu. „Rola dziennikarza śledczego polega na zebraniu informacji prawdziwych i ważnych z punktu widzenia opinii publicznej, nie na rozważaniu motywów informatorów” – przypomniałem sobie zasadę, która legła u podstaw współpracy z Aleksandrem L. i innymi informatorami. O ewentualnej publikacji zdjęć i tak miało zdecydować kierownictwo redakcji. Nie dziwiło mnie natomiast wcale, że adwokat Dochnala kooperował z ludźmi służb tajnych. Połączenie szantażu, pieniędzy, niekiedy groźby złamania kariery lub nawet więzienia sprawiało, że na podobną współpracę decydowało się wiele osób – niekiedy wbrew swojej woli.

W redakcji po konsultacji z Markiem Królem i Staszkiem Janeckim podjęliśmy decyzję o publikacji materiału. Jeszcze tego samego dnia pojechałem ze Staszkiem Janeckim do umiejscowionej blisko Belwederu kancelarii mecenasa Kucińskiego, z którym przed laty miałem styczność, jako rzecznikiem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Z kancelarii wyjechaliśmy po godzinie dwudziestej, bogatsi o kilka zdjęć i notatniki Marka Dochnala na dokładkę.

Taki prezent ekstra.

Materiał poświęcony Aleksandrowi Kwaśniewskiemu opatrzony zdjęciami ukazał się w poniedziałkowy ranek, a już kilka godzin później przerażony prezydent zwołał konferencję prasową. Odmówił stawienia się przed Sejmową Komisją Śledczą ds. PKN Orlen. – Mógłbym tam pójść, by zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co? – spuentował.

Większość mediów analizowała przyczyny panicznej reakcji prezydenta, mnie zastanawiało co innego: co by było, gdyby Aleksander Kwasniewski stanął przed Sejmową Komisja Śledczą, powtórzył pod przysięgą zapewnienia dotyczące kontaktów z Dochnalem i dopiero po tym zdjęcia ujrzałyby światło dzienne? Prezydent na oczach całej Polski popełniłby oczywiste przestępstwo. Co byłoby dalej? Impeachment? Trybunał stanu? Do tego jednak nie doszło, bo komuś zależało na wywołaniu reakcji łańcuchowej, która wprowadziła Kwaśniewskiego w przerażenie, ale de facto uratowała mu skórę.

Dlaczego rozegrano to właśnie w ten, a nie inny, sposób? Kto i po co wymyślił taki szatański „wielopiętrowy” plan? Nigdy nie poznałem odpowiedzi na te pytania…

Jako puentę do tej historii dodam:

27 maja 2011 roku na stronie internetowej Samoobrony ukazały się kondolencje następującej treści:

Odszedł nasz Kolega Mecenas Ryszard Kuciński, przyjaciel i długoletni współpracownik. Łącząc się w żalu z sercem pełnym bólu, w imieniu działaczy i sympatyków Samoobrony oraz własnym składam Rodzinie i Bliskim wyrazy głębokiego współczucia. Żegnaj Ryszardzie – przewodniczący Andrzej Lepper.

Mecenas Ryszard Kuciński był dla Andrzeja Leppera jedną z najbardziej zaufanych osób, na tyle bliskim, że to właśnie u niego Lepper zdeponował najbardziej tajne dokumenty i nagrania, które miały być zagrożeniem dla bardzo wpływowych, zajmujących wysokie stanowiska w państwie, osób, zaś dla Leppera stanowić swoistą polisę ubezpieczeniową.

Czy Lepper wiedział, u kogo deponuje dokumenty o tak gigantycznym znaczeniu? Wiadomo jedynie, że bliskim współpracownikom i jednemu z dziennikarzy deklarował, że dokumenty zostały zdeponowane w najbardziej bezpiecznym miejscu z możliwych. Tym „bezpiecznym miejscem” okazała się kancelaria adwokata, o właścicielu której wysocy rangą oficerowie służb tajnych mówili: „nasz człowiek”…

Mecenas Ryszard Kuciński zmarł pod koniec maju 2011 roku (na zawał serca), a nieco ponad dwa miesiące później w jego ślady podążył Andrzej Lepper, który według wersji oficjalnej zginął śmiercią samobójczą…

Oceniając „taśmy Wprost” warto pamiętać, że rzeczywistość III RP to spektakl, w którym widzimy tylko to, co przedstawiają nam na scenie – właśnie jak w teatrze.

Prawdziwe życie toczy się za kurtyną…

Koniec cytatu.

A reszta – jak mówił Hamlet – niech będzie milczeniem. Przynajmniej do 22 kwietnia…

Wojciech Sumliński

Wojciech Sumliński

Stronnictwo amerykańsko-żydowskie w natarciu na niemiecką i rosyjską agenturę w Polsce

Potrzebny komentarz?
Potrzebny komentarz?…

Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, tubylcze wojny na górze są – podobnie jak w wieku XVIII – następstwem walki o wpływy w naszym nieszczęśliwym kraju między państwami poważnymi, które w tym celu mobilizują swoje agentury, zgrupowane w trzech stronnictwach: Ruskim, Pruskim i gwałtownie reaktywowanym ostatnio Stronnictwie Amerykańsko-Żydowskim.

Ponieważ po „resecie”, jakiego w stosunkach z Rosją dokonał 17 września 2009 roku prezydent Obama, Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie utraciło znaczną część wpływów na rzecz tamtych dwóch, więc teraz, kiedy Polska znowu podjęła się roli amerykańskiego dywersanta w Europie Wschodniej, próbuje ono wszystko odwojować, no i stąd mamy wojnę na górze, w którą powoli wciągane są wszystkie agendy demokratycznego państwa prawnego. Jeszcze nie ochłonęliśmy ze zdumienia na wieść, że zuchy Abewiaki (ABW) odnalazły w mętnych nurtach Wisły potłuczone młotkami przez spiskujących przeciwko III RP kelnerów urządzenia techniczne z zapisem podsłuchanych rozmów między Leszkiem Millerem a Aleksandrem Kwaśniewskim.

Jeszcze nie obeschły nam łzy żalu nad byłym prezydentem, którego życie było nieprzerwanym pasmem pokrzywdzeń – zarówno za pierwszej komuny, kiedy to podstępnie wciągnięty do partii, został zmuszony do przyjęcia najeżonego pokusami stanowiska ministra do spraw młodzieży, jak i później, za demokracji, kiedy aż dwukrotnie został uwięziony na stanowisku prezydenta, no i później, podczas tułaczki po burgrabiowskich posadach u żydowskich bądź ukraińskich nababów. A tu już nowa afera – tym razem z prezydentem Komorowskim w roli głównej, którego właśnie owiały śmierdzące dmuchy wydobywające się z „Aneksu” do „Raportu o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, sporządzonego przez komisję pod przewodnictwem złowrogiego Antoniego Macierewicza.

Komorowski Obama

Wprawdzie prezydent Komorowski, podobnie jak jego protektorowie, co to z okazji jego wyboru na to stanowisko otwierali sobie i wytrąbiali butelki szampana, próbuje akomodować się do roli amerykańskiego dywersanta, odgraża się złemu Putinowi i gotuje do III wojny światowej, niczym rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”) Włodzimierz Żyrinowski, co to z racji swej prawniczej narodowości musi być bardziej rosyjski niż zwyczajni Rosjanie, musi pić więcej wódki i tak dalej, słowem – wprawdzie prezydent Komorowski stara się jak może, to przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. W końcu nikomu nie jest obojętne, kogo prezydent Obama uzna u nas za swoją duszeńkę i komu powierzy pilnowanie interesu.

Tajny Aneks

Z tym wiążą się oczywiście i splendory, i konfitury, więc nic dziwnego, że „gdy wielki wielkiego dusi”, tu dusi mniejszy mniejszego. Jednym z dusicielskich narzędzi jest właśnie ów „Aneks”, niczym królewski złoty ankus z „Księgi dżungli”, który przyprawiał o nagłą śmierć kolejnych jego posiadaczy. Jak bowiem pamiętamy, „Aneks”, który pierwotnie miał być opublikowany, ale na skutek nowelizacji jednej z ustaw rozwiązujących WSI, którą następnie zmasakrował Trybunał Konstytucyjny, w roku wyborów prezydenckich, został wyłączną własnością prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Kaczyński dał do zrozumienia, że informacje tam zawarte może wykorzystać, zwracając się do Moniki Olejnik jej pseudonimem operacyjnym „Stokrotka”.

To mogło stać się przyczyną jego zguby, o czym można domyślać się po poszukiwaniach „Aneksu” przez osoby wysłane przez pełniącego obowiązki prezydenta marszałka Komorowskiego 10 kwietnia 2010 roku. Powiadają, że dopiero późną nocą wyjaśniło się, że „Aneks” jest w sejfie szefa BBN, który właśnie zginął w Smoleńsku, więc zaraz następnego dnia rano nowy szef BBN, gen. Stanisław Koziej dokument przejął. Widać jednak nie był to jedyny egzemplarz, skoro teraz tygodnik „Wprost” puszcza śmierdzące dmuchy. Ha! Dotychczas dobrotliwie kopaliśmy się tylko po kostkach, ale skoro walka tak się zaostrza, to pewnie będziemy kopać się nieco wyżej.

Stanisław Michalkiewicz

NaszDziennik.pl