Platforma Obywatelska – platforma mafijna, czyli 8 lat bezkarnego dojenia Polski

kwiatkowski_kulczyk

Wczoraj w TV Republika w programie „Zadanie specjalne” dziennikarze śledczy Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawniali taśmy z podsłuchanych w Pałacyku Sobańskich (siedziba Polskiej Rady Biznesu) rozmów między już dzisiaj nieżyjącym biznesmenem Janem Kulczykiem, a ówczesnym ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, prezesem Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim i związanym z ministrem infrastruktury Sławomirem Nowakiem biznesmenem Piotrem Wawrzynowiczem.

Rozmowy są bardzo obszerne, dziennikarze wybrali z nich tylko wątki związane z prywatyzacją spółki Ciech S.A., do której przekonywał Jan Kulczyk, posługując się różnymi metodami „nacisku” na ministrów rządu Tuska i prominentnych polityków Platformy.

Wynika z nich, że czołowi politycy Platformy byli dosłownie „na zawołanie” najbogatszego Polaka, przynosili poufne informacje na temat procesu prywatyzacji tej spółki Skarbu Państwa, do tego stopnia szczegółowe, że jego ludzie mogli rozmawiać z innymi potencjalnymi nabywcami tej firmy, aby nie przeszkadzały w jej przejęciu.

2. Przypomnijmy tylko, że pospieszna prywatyzacja CIECH S.A., na którą zdecydował się minister skarbu w połowie 2014 roku – jak wiemy z tzw. taśm prawdy – odbyła się na skutek mocnych nacisków przedstawicieli przyszłego inwestora na różnych polityków z rządu Platformy i PSL-u.

Tuż przed wybuchem wspomnianej afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort skarbu wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie będącego w jego posiadaniu pakietu kontrolnego akcji CIECH S.A. (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH S.A. (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję, i zakup doszedł do skutku.

3. Przypomnijmy także, że po ujawnieniu w połowie marca 2015 roku przez szefa CBA, że przekazał Prokuraturze Okręgowej w Warszawie kolejne 11 nagrań z podsłuchanymi rozmowami polityków i biznesmenów, a także w związku z opublikowaniem przez TV Republika w połowie lutego tego roku treści meldunków operacyjnych składanych przez osobowe źródła informacji agentom tego Biura, do akcji wkroczyła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Zażądała ona od Prokuratury Okręgowej materiałów dotyczących prywatyzacji CIECH S.A. na rzecz firmy Jana Kulczyka, w tym w szczególności treści rozmowy pomiędzy wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem a lobbystą i przyjacielem wielu prominentnych polityków Platformy, Piotrem Wawrzynowiczem.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych, co bardzo dobitnie potwierdzają ogłoszone w połowie tego roku wyniki finansowe CIECH S.A. za 2014 rok (zysk netto wzrósł aż o 320%).

4. Donald Tusk po wybuchu afery podsłuchowej i opublikowaniu części nagrań z udziałem prominentnych polityków Platformy sugerował nawet, że za aferą stoją służby zza naszej wschodniej granicy (podczas sejmowego wystąpienia w czerwcu 2014 roku mówił o scenariuszu pisanym cyrylicą), twierdził, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz wyjaśni te wątki do jesieni 2014 roku, później ewakuował się do Brukseli i zostawił ten cały „pasztet” swojej następczyni.

Ta przy rekonstrukcji rządu pozbyła się większości ministrów podsłuchanych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i Pałacyku Sobańskich, ale co jakiś czas ukazują się kolejne nagrania, a w nich nowe wątki dobitnie pokazujące, że politycy Platformy traktowali Polskę jak prywatny folwark.

Skoro wyjaśnienie tej afery trwa już ponad rok i do tej pory tylko niektórzy działacze Platformy ponieśli konsekwencje – i to zaledwie polityczne – to trudno się dziwić, że nowe taśmy dopadły na finiszu kampanii wyborczej premier Kopacz i kierowaną przez nią partię.

Zdaje się, że tej partii trudno będzie uzyskać w tych wyborach nawet 20% poparcie.

Dr Zbigniew Kuźmiuk
kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, poseł na sejm RP obecnej kadencji, poseł do PE w latach 2004-2009, wcześniej marszałek województwa mazowieckiego, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

Reklamy

Brudne geszefty III RP. Wysiłki Ewy Kopacz w obliczu afery taśmowej i rozkładu PO to próba leczenia nowotworu przy pomocy plastra – analiza dr. Zbigniewa Kuźmiuka

krauze

Decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

W mainstreamowych mediach, króluje narracja potępiająca nielegalne podsłuchy i jeszcze bardziej nielegalną prezentację zeznań świadków złożonych w prokuraturze w tej sprawie, natomiast bardzo rzadko politycy rządzącej koalicji i sprzyjający im dziennikarze nawiązują zarówno do treści podsłuchanych rozmów, jak i do zawartości akt tej sprawy, prowadzonej przez warszawską prokuraturę.

Mleko się rozlało, mimo starań prokuratury, aby zablokować strony internetowe różnych portali społecznościowych, prezentujące skany akt przesłuchań świadków w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Akta funkcjonują już w tylu miejscach przestrzeni cyfrowej, że te zabiegi prokuratury są przysłowiową walką z wiatrakami. Ponieważ mainstreamowe media swojej polityki informacyjnej nie zmienią i będą, jak sądzę, do końca broniły III RP, tym bardziej

trzeba prezentować opinii publicznej deale ministrów koalicji Platformy i PSL-u, i wielkiego biznesu, zawierane podczas lunchów, gdzie głównym daniem były ośmiorniczki zakrapiane drogimi winami.

W aktach tej sprawy można wyczytać, jak ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski snuł przed jednym z najbogatszych Polaków Janem Kulczykiem wizje robienia przez niego interesów na Ukrainie w sektorze energetycznym.

Sikorski był przymierzany przez Tuska do stanowiska komisarza ds. energetyki i właśnie z tej pozycji zobowiązywał się do promowania i chronienia interesów tego biznesmena na Ukrainie.

ciech sa

Pytany o to obecny marszałek Sejmu nie zaprzecza, że takie rzeczy Kulczykowi deklarował, ale broni się, że służby dyplomatyczne pod jego kierownictwem były nastawione na pomaganie polskiemu biznesowi w jego interesach z zagranicą. Tyle tylko, że czym innym jest wspomaganie przez naszych dyplomatów polskich przedsiębiorców na zagranicznych rynkach, a czym innym deklaracja urzędującego ministra spraw zagranicznych, że po objęciu ważnego unijnego stanowiska, będzie wspierał interesy konkretnego biznesmena, swoistego „przyjaciela Skarbu Państwa”.

Używam tego terminu, ponieważ tak się składa, że

Jan Kulczyk i jego firmy miały wyjątkowego nosa w całym okresie polskich przemian po roku 1989, jeżeli chodzi o udział w wielkich „prywatyzacjach” państwowego majątku.

Na bardzo korzystnych warunkach, jak to się na sejmowych korytarzach mówi – „za darmo i na raty”, uczestniczył w latach 90. poprzedniego stulecia w prywatyzacjach polskich browarów Wielkopolskich i Tyskich, później za rządów AWS-UW w słynnej prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, a ostatnio zabiegał przez wiele miesięcy o zakup pakietu kontrolnego CIECH SA [Ciech SA produkuje chemię do zbrodniczych, ludobójczych oprysków samolotowych (chemtrails)  przyp. TAW].

Szukał długo wsparcia w rządzie, rozmawiał na ten temat i z ministrami rządu Tuska, i szarymi eminencjami, które wokół tej ekipy funkcjonowały – z prezesem NIK, a nawet, jak mówi się na mieście, z nowym premierem (jedna z taśm ponoć zawiera rozmowę obydwu panów na ten temat).

Jak wynika ze skanów zeznań świadków z warszawskiej prokuratury, za pokaźną sumę uzyskał wreszcie przychylność ministrów rządu Donalda Tuska i prywatyzacja poszła jak z płatka.

Przypomnijmy, że tuż przed wybuchem afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort Skarbu Państwa wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie, będącego w jego posiadaniu, pakietu kontrolnego akcji CIECH SA (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH SA (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji, inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję i zakup doszedł do skutku.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora, zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych,

wszak pozbył się pakietu kontrolnego jednego z liderów europejskiego rynku chemicznego, koncernu, w którego składzie znajduje się 30 spółek krajowych i zagranicznych o przychodach ponad 4 mld zł rocznie.

To tylko jeden z wielu wątków tzw. afery podsłuchowej, a w mainstreamowych mediach tylko o nielegalności podsłuchów i jeszcze większej nielegalności opublikowania prokuratorskich akt zawierających zeznania świadków w tej sprawie.

Rozkład instytucji państwa i kompletna utarta wiarygodności ludzi Platformy i PSL-u, rządzących naszym krajem, jakie wyzierają z tych prokuratorskich akt, są tak porażające, że tylko krótki czas do wyborów parlamentarnych nakazuje wstrzemięźliwość w proponowaniu rozwiązań, które w demokratycznym państwie powinny być w takiej sytuacji podjęte.

W tej sytuacji podjęte w ostatnią środę decyzje premier Ewy Kopacz o dymisjach w rządzie, rezygnacja marszałka Sikorskiego czy decyzja o rozpoczęciu procesu odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, są próbą leczenia nowotworu przy pomocy lekarskiego plastra.

kuźmiuk

 

 

 

Dr Zbigniew Kuźmiuk

kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, publicysta, deputowany do Parlamentu Europejskiego 2004-2009 oraz 2014-2019, poseł na sejm RP IV i VII kadencji, marszałek województwa mazowieckiego 1999–2001, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski 1994–1996, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

O aferze taśmowej czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/afera-tasmowa/

PO nie może oddać władzy. I nie odda. Cena nieważna

kopacz komorowski

Jestem na krótko w Nowym Jorku. Pytają mnie, co w kraju, siedzisz w tym wszystkim, to wiesz. Kto wygra wybory? Zastanawiamy się z przyjaciółmi w rozmowie przy naleśnikach z czekoladą. A ta czekolada gorzka, jak prawda o Polsce.

Mówię, że PO nie może oddać władzy. Jeszcze pogodzi się z możliwą przegraną Bronisława Komorowskiego. Jednak jest wykluczone, aby dopuściła PiS do realnych rządów. Zrobi wszystko, żeby temu zapobiec, a wszystko znaczy wszystko. Nie musi sięgać po gwałtowne środki. To nie będzie zamach stanu, ani powtórka z Berezy Kartuskiej. Większość Polaków jest otumaniona, leniwa umysłowo lub przekupiona przez obecną władzę. Przecież podobał im się Donald Tusk, który w porę „zbiegł z Polski”, jak ładnie to określił Jarosław Kaczyński. Dlatego

wystarczy tylko zachowanie najprostszych pozorów przy cudach nad urną, skoro jawne sfałszowanie wyborów samorządowych nie zmiotło rządu PO-PSL przez bunt uliczny.

„Oni” wtedy przekonali się, że mogą sobie niemal na wszystko pozwolić. Wszystko można, wszystko można, byle z wolna i z ostrożna.

Andrzej dorzuca, że nie chodzi o zwykłą zmianę władzy i oddanie uprzywilejowanych pozycji na jakiś czas.

Wejście PiS  do rządu uruchomi lawinę procesów sądowych o korupcję i rozmaite zaniedbania. Tysiącom wpływowych ludzi grożą więc wyroki więzienia. Katastrofa smoleńska to krwawy czubek góry lodowej ogromu nieprawości tej władzy.

Właśnie ostatnio NIK ogłosił swój kolejny „miażdżący” raport, że 70% nowo wybudowanych dróg w Polsce ma usterki. A te kaprawe autostrady zostały przepłacone, podobnie stadiony na Euro 2012, Pendolino kupiono niepotrzebnie, afera informatyczna… itd, itp. Ktoś złamał procedury, ktoś wziął łapówkę, ktoś ukradł materiały. Każda sprawa tego rodzaju to dziesiątki wyroków sądowych, gdyby poważnie potraktować wymiar sprawiedliwości.

Prof. Andrzej Nowak ostrzegł, że jeżeli teraz nie dojdzie do zmiany władzy w Polsce, to będzie już za późno, rządy obecnej oligarchii utrwalą się na długo. Mówię więc przy drugim naleśniku, że właśnie tak będzie.

Załóżmy, że Andrzej Duda zostanie wybrany prezydentem. I załóżmy, że nie stanie mu się nic złego do wyborów parlamentarnych w listopadzie. Ale i tak „oni” rozpętają piekło. Wszystkie hieny zostaną wypuszczone z klatek, każdy lis się wścieknie, każdy żak oszaleje, każda wiedźma z telewizji wsiądzie na jeszcze większą miotłę. A Polaczki to kupią.

Trzeci naleśnik i zbliżamy się do „finis Poloniae”. Czekolada robi się tak gorzka, że doprawiam brązową polewę konfiturą z pomarańczy. Ale dalszy ciąg rozmowy nie nadaje się do publikacji. Żegnam wylewnie uprzejmą gospodynię. Myślicie, że to łatwo zrobić dobre ciasto do nadziania serem? A w nocy koszmar. Śni mi się, że przez wspólnego znajomego godzę się z Bronisławem Komorowskim. Z nimi tylko kornik w trumnie może wygrać.

Chyba, że się przebudzimy w porę.

Krzysztof Kłopotowski

krzysztof_klopotowski

SDP.pl

Paweł Kukiz: Czy tych Dziewięciu z Wujka zginęło nadaremnie?…

kukiz

Wstałem dziś przed szóstą. Jadąc na Śląsk, słuchałem Programu Pierwszego Polskiego Radia. O 7 były wiadomości. ANI SŁOWA o sytuacji „kopalnianej”. Nic. Jako pierwszą (czyli najważniejszą) informację podano za to, że prezydent Komorowski (z Małżonką) gra razem z Wielką Orkiestrą…

I puścili nagraną przemowę „Prezydenta Wszystkich Polaków”, stylizowaną na prywatną (czyli taką w klimacie wczesnego Gierka), gdzie prezydent Komorowski informuje o licytacji przejażdżki, będącą obecnie w jego dyspozycji (a w 1935 r. – Piłsudskiego) limuzyną Cadillac Fleetwood Special 355D. Pomyślałem sobie, że Marszałek zapewne właśnie przewraca się w grobie…

W każdym razie informacja, że Bronisław Komorowski gra z Owsiakiem, była najważniejszą wiadomością porannego serwisu I Programu PR. O Śląsku — cisza.

Prezydent gra chyba nie tylko z Orkiestrą. Gra też kopalniami o kolejną kadencję. Wczoraj (chyba) nakazał bowiem, by „w trybie pilnym” przedstawiciel rządu zreferował mu sytuację związaną z „restrukturyzacją” przemysłu węglowego. No bo przecież musi pokazać, że jest „żywotnie zainteresowany” interesem Górników.

Gdzie pan był, panie Prezydencie, gdy pańscy partyjni (niegdyś, bo teraz pan jest przecież bezpartyjny) koledzy wrzucali na stanowiska prezesowskie w spółkach węglowych swoich kumpli? I namnożyli tych prezesur, jak Kwaśniewski z Tuskiem generałów… Z kolosalnymi honorariami, odprawami i limuzynami niewiele różniącymi się (w sensie wartości) od tego pańskiego dziś Cadillaca.

Gdzie pan był, gdy swoim „zarządzaniem” rujnowali przemysł górniczy? Świadomie czy nie – dziś nie ma to żadnego znaczenia… Szczególnie, że o tym, czy nastąpiło przestępstwo, a jeśli nastąpiło, to czy wynikało z działania czy zaniechania, było świadome czy nie, decyduje prokuratura, która tak zadecyduje, jak zechce Jedynie Słuszna Partia.

Przykład? Sprawa młodego Tuska i Amber Gold. A właściwie OLT. Niech pan się przyjrzy, panie Prezydencie, swojemu doradcy Maciejowi Pirógowi, który zadłużył Centrum Zdrowia Dziecka na 280 mln zł. A kiedy zrobiło się „ciepło”, pan dał mu posadkę u siebie.

Niech pan połączy sprawę zadłużenia CZDz z zadłużeniem LOT-u (320 mln). Kiedy LOT zadłużano, jego dyrektorem też był Piróg. Brat tego z CZDz. I niech pan powiąże te sprawy z doradztwem pracownika Portów Lotniczych, Tuska juniora, dla OLT (Amber Gold). A Porty Lotnicze były wówczas PERSONALNIE powiązane z LOT-em…

Jak pan to ogarnie, te „braterskie” przypadki, to niech pan sobie przypomni, co oświadczyła prokuratura po postępowaniu w sprawie Tuska juniora. Na wszelki wypadek ja przypomnę. W skrócie. Prezes Portu Lotniczego w Gdańsku nie widział szkody w działaniach Michała Tuska. I Prokuratura, opierając się na zeznaniu prezesa, stwierdziła, że… skoro nie ma szkody, to nie ma przestępstwa…

Gdzie pan był, panie Prezydencie, dwa miesiące, pół roku, dwa, trzy lata temu? W sprawach górnictwa – gdzie pan był? Czy pan pamięta, gdzie pan był wtedy? Czy też, jak na przesłuchaniu w sprawie WSI (które widziałem dzięki telefonowi komórkowemu TV Republika, bo mainstream był skupiony na „sałatce Pawłowicz”), pańska pamięć „jak każdego, może zawodzić”?

GDZIE JEST PAŃSKA ODPOWIEDŹ na oficjalną prośbę naszego Stowarzyszenia JOW w sprawie rozpisania referendum o zmianę ordynacji wyborczej? Miał pan prawny obowiązek udzielenia nam odpowiedzi!

Jaki to ma związek z kopalniami? A ma. Choćby taki, że mam prawo absolutnie nie wierzyć w to, że stoi pan po stronie interesu obywatelskiego. Mam podstawy, by przypuszczać, że dziś w rzeczywistości broni pan pozycji części swoich partyjnych (kiedyś) kolegów, a obecnie będzie pan chciał wykorzystać kryzys na Śląsku przy wyborach prezydenckich.

Kto wie, czy pański sztab nie opracował planu „Kopacz i tak na odstrzał, to sprowokujemy coś, wzmocnimy Bronisława, pokazując go jako obrońcę górników, i dopiero jakiś czas po wyborach zrobimy z górnikami porządek”…

Muszę kończyć, bo zaczynają działać emocje… Ale jak mam ich nie mieć? Dziś rano tam, na kopalni, na mszy były żony Górników. Dla ich Rodzin cała sytuacja to być albo nie być. Łzy w oczach. Z dziećmi były. A dzieci – przestraszone. Nie rozumieją, ale CZUJĄ, że coś jest nie tak…

Boże… Czy tych Dziewięciu z Wujka zginęło nadaremnie? Zginęli po to, aby cwaniaki po ich trupach doszły do władzy, przeżarły trud całych pokoleń, zrujnowały przemysł górniczy i dziś — nie dość, że nie ponoszą za to odpowiedzialności — wyrzucały ludzi na bruk?

Panie Prezydencie… Pan dzisiaj zamiast być na Śląsku, jest w Warszawie i wynajmuje limuzynę jako podwykonawca Owsiaka w WOŚP. Niech pan już lepiej tam zostanie i gra w tej Orkiestrze. Do końca świata i jeden dzień dłużej. Bo śmiertelnym grzechem jest prostym, zwykłym ludziom dawać niespełnialną nadzieję, Panie Prezydencie Wszystkich Polaków…

Paweł Kukiz, Murzyn Sikorskiego

11 stycznia 2015 r.

Facebook.com/kukizpawel

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak do premiera Tuska: „Jesteście gorsi od mafii”…

Cezary Kazimierczak

„Jesteście gorsi od mafii” – takie bardzo mocne stwierdzenie odnoszące się do rządu Donalda Tuska zawarł w swoim liście do premiera prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kazimierczak.

1. Prezes Kazimierczak jako jedyny szef ogólnopolskiej organizacji przedsiębiorców zabierał już publicznie głos na temat zawartości taśm prawdy dotyczącej tego środowiska, mówiąc 31 lipca w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że z rozmowy ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką wynika „głęboka pogarda dla przedsiębiorców”.

Rzeczywiście, niejako przy okazji, dowiadujemy się z tej rozmowy, jak minister Sienkiewicz widzi relacje pomiędzy państwem a dużym biznesem funkcjonującym w Polsce – ale tym, który bywa oporny wobec obecnej władzy (tzw. tłuste misie).

Taki biznes państwo może dowolnie „okradać”, a jeżeli właściciele tych firm protestują, to można ich postraszyć wizją „okradzenia” na jeszcze większą skalę.

Co więcej, do dyscyplinowania „tłustych misiów” minister Sienkiewicz ma w resorcie powołany zespół składający się z funkcjonariuszy CBŚ, kontrolerów z urzędów kontroli skarbowej i urzędników MSW, którym wyznacza się tzw. kontrole zadaniowe, które są w stanie przywołać do porządku właścicieli firm z pierwszej setki najbogatszych ludzi w Polsce.

2. Teraz w liście do premiera Tuska prezes Kazimierczak pisze o narastającej fali kontroli dokonywanych przez służby skarbowe w małych i średnich przedsiębiorstwach, i wymierzaniu zaległych ich zdaniem podatków za ostatnie 5 lat – razem z ustawowymi odsetkami i karami z ustawy karno-skarbowej.

Po takich kontrolach i naliczeniu zaległych podatków za ostatnie 5 lat rzadko które przedsiębiorstwo jest w stanie z tych zobowiązań się wywiązać, zwłaszcza że najczęściej – jak to ujmuje Kazimierczak – mają one „wyimaginowany charakter”, i w związku z tym jego właściciel składa wniosek o upadłość albo je likwiduje.

Szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców stwierdza nawet, że jest w posiadaniu protokołu z narady kadry ministerstwa finansów, podczas którego wiceminister Jacek Kapica groził konsekwencjami tym urzędnikom, którzy nie dość entuzjastycznie wdrażają nową interpretację podatkową.

Nadgorliwy egzekutor rządu Tuska - wiceminister finansów Jacek Kapica.
Nadgorliwy egzekutor rządu Tuska – wiceminister finansów Jacek Kapica.

I w tym kontekście prezes Cezary Kazimierczak oświadcza: „jesteście gorsi od mafii. Mafia żąda płatności od dziś. Wy od dziś i 5 lat wstecz”.

Proponuje również premierowi Tuskowi, aby ten oddał na rzecz np. Caritasu 50% swoich zarobków za ostatnie 5 lat, wtedy zobaczy, jak to jest.

3. Rzeczywiście takie kontrole skarbowe, są szczególnie intensywne w tym roku i dotyczą zaległości podatkowych za ostatnie 5 lat, a bardzo łatwo je ustalić szczególnie w podatku dochodowym, wystarczy że urzędnik skarbowy zakwestionuje jakiś rodzaj wydatków zaliczonych przez podatnika do kosztów uzyskania przychodów – i wtedy pojawia się dodatkowy dochód, i w konsekwencji zaległy podatek.

Podobne kontrole dotyczą podatku VAT, tyle tylko, że tutaj kwestionowane są faktury z podatkiem naliczonym (zawartym w fakturach zakupu) i na tej podstawie zwiększa się wymiar zaległego podatku należnego, powiększonego o ustawowe odsetki.

To kwestionowanie wydatków (czy podatku naliczonego) przez kontrolerów skarbowych ma miejsce nawet w sytuacjach, kiedy podatnik uzyskał wcześniej korzystną dla siebie indywidualną decyzję podatkową ministerstwa finansów.

Do urzędników skarbowych dołączyli ostatnio kontrolerzy z ZUS, którzy masowo kwestionują zatrudnienie pracowników na umowy o dzieło, twierdzą że powinny to być umowy zlecenia lub umowy o pracę, i naliczają zaległe za ostatnie 5 lat składki emerytalno-rentowe razem z ustawowymi odsetkami.

4. Prezes Kazimierczak podsumowuje swój list do premiera Tuska stwierdzeniem, że nie oczekuje już od niego żadnej reakcji, ale pisze tylko po to, „aby ograniczyć mu możliwość mówienia, że o niczym nie wiedział, a wszystkiemu byli winni źli urzędnicy”.

Rząd, który mienił się reprezentantem przedsiębiorców, oskarżony został przez ich przedstawiciela za gorszy od mafii. Nic dodać, nic ująć na podsumowanie 7 lat rządzenia ekipy Platformy i PSL-u.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Kuzmiuk.blog.onet.pl

kuźmiuk

Bartłomiej Sienkiewicz skończony – jako minister i człowiek

Sienkiewicz

Pokazał, że jest typkiem zarozumiałym, butnym, cynicznym i kłamliwym.

Telewizja to dobry wynalazek. Czasami dzięki niej można dowiedzieć się prawdy o niektórych ludziach, która w inny sposób byłaby niedostępna. Kiedy zobaczyłem twarz Bartłomieja Sienkiewicza w czasie posiedzenia komisji sejmowej spraw wewnętrznych, poświęconego wnioskowi o odwołanie ministra, w związku z jego rozmową z Markiem Belką opublikowanej w dwa tygodnie temu w tygodniku „Wprost”, przykułem się do telewizora.

Twarz Sienkiewicza znałem dawno, ale w powierzchownym znaczeniu, czyli wygląd zewnętrzny jego facjaty. Natomiast dzięki telewizji i szczególnej chwili, w jakiej był, mogłem poznać jego twarz skrywaną w środku. Nie zawiodłem się, warto było oglądać. Sienkiewicz posiada cechy, których mogłem się po nim spodziewać, a które kilkakrotnie okazywał już od momentu, gdy został ministrem w rządzie Donalda Tuska. Pokazał więc, że jest typkiem zarozumiałym, butnym, cynicznym i kłamliwym. Całkiem jak jego pryncypał Donald Tusk. Był zdziwiony, że w ogóle ktoś ośmielił się zgłosić wniosek o jego odwołanie. Wedle własnej jego oceny, nie zrobił nic niewłaściwego, a w prowadzonej rozmowie z Markiem Belką, kierował się wyłącznie interesem państwa. Przed komisją próbował dowieść, że okres kierowania przez niego resortem MSW jest wyłącznie pasmem wielkich sukcesów. Zaś PiS niezadowolony z jego osiągnięć, używa nielegalnych nagrań jako pretekstu do tego, żeby pozbyć się sprawnego i oddanego państwu ministra.

Ale nie tylko poprzez kłamstwa okazywał swą prawdziwą twarz. Gestami i mimiką pokazywał, co w nim naprawdę siedzi. Zobaczyłem człowieka, który ociera się o manię wielkości. Człowieka, który doskonale wie wszystko i świetnie rozumie świat. Ci, którzy stawiają mu zarzuty, próbują odwołać go ze stanowiska, nie dorastają mu do pięt. Dlatego ironicznymi spojrzeniami i kiwaniem głowy kwitował wypowiedzi tych posłów, którzy pytali go o niewygodne dla niego sprawy.

Najbardziej rozczarował mnie tym, że za jego gładkimi kłamstewkami i lekceważeniem innych, stał całkowity brak honoru. Że używał hańbiących sposobów po to, żeby zostać na swoim stanowisku. Nie dotarło do niego, iż w opinii publicznej stracił nie tylko dobre imię i wiarygodność, ale też przestał się liczyć jako autorytet dla swoich podwładnych. Stanowisko zapewne uratuje, bo taka jest arytmetyka koalicyjna w komisji i w całym Sejmie, ale dla większości rozsądnych ludzi jest skończony. I jako minister i jako człowiek.

Jerzy Jachowicz

JACHOWICZ

 

Dr Zbigniew Kuźmiuk: Kolejne taśmy odwracają uwagę od skandali z udziałem ministrów

afera taśmowa

Opublikowanie przez tygodnik „Wprost” podsłuchanych rozmów Romana Giertycha i dziennikarzy Piotra Nisztora i Jana Pińskiego blisko 3 lata po tym fakcie, sprawia nieodparte wrażenie typowej próby odwracania uwagi od skandali będących udziałem ministrów rządu Donalda Tuska.

Wprawdzie jak wynika z tekstu we „Wprost”, Roman Giertych kiedyś wicepremier w koalicyjnym rządzie Prawa i Sprawiedliwości, a od kilku lat adwokat w procesach sądowych ważnych ludzi Platformy (między innymi Radosława Sikorskiego czy syna premiera – Michała Tuska), a także nadworny komentator programów „Fakty po Faktach” oraz „Kropka nad i” w telewizji TVN24, próbował stworzyć już kilka lat temu „grupę hakową”, która miała szantażować czołowych polskich biznesmenów (w tym Jana Kulczyka), więc oczywiście nie są to informacje nieistotne.

Ale nie ulega wątpliwości, że spychają one na boczny tor informacje o potężnych stratach jakie poniosła Polska na arenie międzynarodowej w związku z taśmami prawdy z udziałem ministrów rządu Tuska, a także odwracają uwagę od zawłaszczania majątku narodowego przez wpływowe grupy biznesowe zarówno z kraju jak i z zagranicy.

2. Jeżeli chodzi o straty na arenie międzynarodowej to widać to choćby w związku z trwającym konfliktem na Ukrainie, a także przy obsadzie ważnych stanowisk w Unii Europejskiej.

Przez długie tygodnie minister Sikorski razem z ministrami spraw zagranicznych Niemiec i Francji byli głównymi rozgrywającymi negocjacji toczonych między Janukowiczem i ówczesną opozycją, a później pomiędzy Ukrainą i Rosją.

Po ujawnieniu zawartości taśm z udziałem Sikorskiego, wypadł on z tego negocjacyjnego zespołu i ograniczył swoje działania do Twittera, gdzie informuje co osiągnęli w negocjacjach ministrowie spraw zagranicznych Niemiec i Francji.

Sikorski był także jak informował wcześniej Donald Tusk, prawie żelaznym kandydatem na następcę szefowej „dyplomacji unijnej” Catherine Ashton, teraz już wiadomo, że jego kandydatura na to stanowisko nie jest nawet rozważana.

3. Ale to oczywiście nie wszystko, trwa wręcz rozdrapywanie ostatnich kawałków majątku narodowego, a dwa sztandarowe przykłady tych procesów to systematyczne przejmowanie Grupy Azoty przez Wiaczesława Mosze Kantora i koncernu Ciech przez miliardera Jana Kulczyka, na którego to właśnie chciał zbierać haki wspomniany Roman Giertych.

Ciech SA – producent śmiercionośnej chemii do samolotowych oprysków miejscowej ludności (chemtrails)

Rosyjski miliarder najpierw kupił ponad 12% akcji Tarnowa, a później, dokupując już akcje Grupy Azoty, przekroczył 20% udział w kapitale akcyjnym i ma prawo do wprowadzenia do rady nadzorczej swojego przedstawiciela.

Grupa Azoty

Robił to mimo, że ówczesny minister skarbu Mikołaj Budzanowski mówił publicznie o próbie wrogiego przejęcia Azotów i przeciwstawiał się tej akcji, powołując Grupę Azoty, i namawiał niektóre OFE posiadające akcje tej spółki do ich niesprzedawania.

Z kolei polski oligarcha Jan Kulczyk dosyć pośpiesznie na początku czerwca nabył przez swoją spółkę KI Chemistry (za pożyczone ponad 600 mln zł z jednego z banków) ponad 51% koncernu chemicznego Ciech SA.

Przez długie miesiące minister skarbu opierał się przed tą transakcją, nagle się zgodził i to jak się wydaje za nieduże pieniądze, ponieważ Ciech to koncern skupiający ponad 30 różnych chemicznych spółek w Polsce i za granicą, których obroty przekraczają 4 mld zł.

4. Niestety w publicznej debacie ani osłabienie polskiej pozycji na arenie międzynarodowej w tym w szczególności w instytucjach Europejskich ani wręcz „rabunek” polskiego majątku, nie budzi specjalnego zainteresowania.

Wprawdzie w najbliższą środę na skutek uporu Prawa i Sprawiedliwości wprowadzony został pod obrady Sejmu RP wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Donalda Tuska, a także wniosek o odwołanie szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, ale – jak widać – trwa „ostrzał artyleryjski”, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od istoty tych parlamentarnych posunięć.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Kuzmiuk.blog.onet.pl

Tusk chce zakopać aferę nagraniową i liczy, że wakacje wpłyną na zbiorową amnezję

sprzątaczka

Donald Tusk ma plan: przeczekanie afery. Wszelkie decyzje personalne mają być przesunięte na czas po wakacjach. Co oznacza, że ich właściwie nie będzie. A jeśli nawet, to będą przedstawiane jako takie, które nie mają związku z aferą podsłuchową. Ot, premier zaprezentuje kolejne nowe otwarcie, czyli odpali następny kapiszon. Wakacje mają zmęczyć opinię publiczną i wyciszyć sprawę, bo komu chciałoby się śledzić aferę w środku kanikuły. A po wakacjach znajdzie się coś gorętszego albo posypią się prezenty od władzy, żeby przykryć poaferowe pozostałości.

Opozycja będzie oczywiście „fikać”, żeby sprawy nie zakopano, ale większości zdolnej powołać np. komisję śledczą nie ma szans stworzyć. PO i PSL oraz wolni strzelcy zapewnią bowiem rządowi spokój co najmniej do jesieni. W tym czasie tajne służby zrobią wszystko, żeby nie wybuchły żadne miny. Zresztą już to robią, a poza tym służby są prawie na pewno elementem tej układanki, którą mają zdemaskować, więc różne grupy wewnątrz nich bez większego trudu uzgodnią status quo. A na najbardziej tajnym poziomie, czyli między uprawomocnionymi pośrednikami miedzy władzą a grupą (grupami) interesów dysponującą (dysponującymi) nagraniami, toczą się negocjacje, żeby najważniejsze podsłuchy nie ujrzały światła dziennego.

World Press Photo 2014

Mamy zatem do czynienia z rzeczywistością mafijną, tyle że nikogo nie sposób złapać za rękę, bo mafia tak działa, żeby wyjawienie prawdy nikomu się nie opłacało.

Czyli działa coś, co można nazwać „doskonałym trzymaniem”.

Nawet jeśli lojalne wobec rządu elementy tajnych służb czegoś się na temat istoty nagrań dowiedzą, ich polityczni dysponenci nie pozwolą im swobodnie działać, żeby nie doprowadzić do „kryzysu państwa”. Najpewniej zresztą negocjujący podrzucą jakieś fikcyjne tropy prowadzące na manowce, ale na tyle prawdopodobne i wiarygodne, żeby ta lojalna część służb na długo miała co robić. A potem się okaże, że „nic nie jest takie, jak się państwu zdaje”. Ale na poziomie najważniejszych graczy wszystko będzie już posprzątane i na tyle bezpieczne, żeby wynegocjowane porozumienie zaczęło działać. Szczegółów pewnie nie poznamy nigdy, chyba że znajdzie się jakiś ważny skruszony, którego uda się uchronić przed seryjnym samobójcą, a wtedy wszystko się posypie. Ale szanse na to są naprawdę mizerne.

Finałem negocjacji będzie jakaś forma uwzględnienia interesów tych, którzy aferę „odpalili”, czyli odpowiednie działania ministerstw mających wpływ na prywatyzacje, wielkie przetargi i zlecenia rządowe, przejęcia czy konsolidacje.

Jeśli się inteligentnie takie rzeczy ustawi, nie sposób udowodnić przekrętów, a nawet jeśli coś będzie „śmierdziało”, nie przełoży się to na dowody procesowe. Ujawnienie nagrań, które już poznaliśmy będzie zatem miało spodziewany skutek dla tych, którzy je zdetonowali. Bo przecież zdetonowali je w odpowiedniej formie. Nie mogły być zbyt błahe, żeby zostały poważnie potraktowane jako ostrzeżenie i zaproszenie do negocjacji. Ale jednocześnie te ujawnione nagrania nie dotyczyły niczego, co naruszałoby poważne interesy wielkich graczy, przede wszystkim interesy ekonomiczne.

Po wakacjach premier Tusk ogłosi kolejną kampanię sanacji państwa, która oczywiście nie będzie żadnym przełomem, lecz sposobem konsolidacji władzy.

Jeśli nastąpią jakiekolwiek zmiany personalne, to minimalne – i takie, które nie upokorzą specjalnie ważnych dla PO ludzi, żeby nie doprowadzić ich do desperacji, która byłaby naprawdę groźna. Opozycja, nie mając większości w Sejmie, będzie się miotać, ale właściwie będzie bezradna. Opinia publiczna będzie natomiast od września zwyczajnie przekupywana różnymi gestami i prezentami. Część sfrustrowanych i niezadowolonych z obecnej władzy zapewne zadowoli się prezentami i ich bunt wygaśnie. A ci, którzy nie dadzą się kupić, będą złorzeczyć – ale na ulice są w stanie wyjść właściwie tylko związki zawodowe. Na nich władza jest już jednak uodporniona, a różni użyteczni idioci przedstawiają związkowców jako pasożytów, którzy bronią własnych stołków, co znajduje pewien poklask. Wszystko wskazuje na to, że Donaldowi Tuskowi i tym razem uda się niewielkim kosztem wykiwać społeczeństwo i dotrwać u władzy do jesiennych wyborów w 2015 r. Istnieją jednak czynniki, których nie da się przewidzieć, a które mają związek z poczuciem godności ludzi, nakładającym się na czynniki ekonomiczne.

Po przekroczeniu pewnej granicy upodlenia i odarcia z godności, także wskutek sytuacji ekonomicznej, ludzie nie chcą już pokornie czekać, nie chcą być obojętni. I wtedy chyba nikt nie chciałby być na miejscu władzy, która prowadzi do gniewu ludu. Bo ten gniew może władzę „wystrzelić w kosmos”.