Platforma Obywatelska – platforma mafijna, czyli 8 lat bezkarnego dojenia Polski

kwiatkowski_kulczyk

Wczoraj w TV Republika w programie „Zadanie specjalne” dziennikarze śledczy Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawniali taśmy z podsłuchanych w Pałacyku Sobańskich (siedziba Polskiej Rady Biznesu) rozmów między już dzisiaj nieżyjącym biznesmenem Janem Kulczykiem, a ówczesnym ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, prezesem Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim i związanym z ministrem infrastruktury Sławomirem Nowakiem biznesmenem Piotrem Wawrzynowiczem.

Rozmowy są bardzo obszerne, dziennikarze wybrali z nich tylko wątki związane z prywatyzacją spółki Ciech S.A., do której przekonywał Jan Kulczyk, posługując się różnymi metodami „nacisku” na ministrów rządu Tuska i prominentnych polityków Platformy.

Wynika z nich, że czołowi politycy Platformy byli dosłownie „na zawołanie” najbogatszego Polaka, przynosili poufne informacje na temat procesu prywatyzacji tej spółki Skarbu Państwa, do tego stopnia szczegółowe, że jego ludzie mogli rozmawiać z innymi potencjalnymi nabywcami tej firmy, aby nie przeszkadzały w jej przejęciu.

2. Przypomnijmy tylko, że pospieszna prywatyzacja CIECH S.A., na którą zdecydował się minister skarbu w połowie 2014 roku – jak wiemy z tzw. taśm prawdy – odbyła się na skutek mocnych nacisków przedstawicieli przyszłego inwestora na różnych polityków z rządu Platformy i PSL-u.

Tuż przed wybuchem wspomnianej afery taśmowej na początku czerwca 2014 roku resort skarbu wyraził dosyć nagle zgodę na odsprzedanie będącego w jego posiadaniu pakietu kontrolnego akcji CIECH S.A. (około 38%) po cenie 32,13 zł za jedną akcję na rzecz jednej ze spółek Holdingu Jana Kulczyka, KI Chemistry (sumarycznie Skarb Państwa uzyskał z tej transakcji 619 mln zł od inwestora i 22,5 mln zł wcześniej wypłaconej dywidendy).

Transakcja odbyła się w wyniku ogłoszonego przez tę spółkę w marcu 2014 roku wezwania do sprzedaży blisko 34,8 mln akcji CIECH S.A. (66% wszystkich akcji) po 29,5 zł za jedną akcję.

Przedstawiciele resortu skarbu wielokrotnie publicznie twierdzili, że oferowana cena jest za niska i już przed finalizacją transakcji inwestor zdecydował się podwyższyć cenę o 2,5 zł za akcję, i zakup doszedł do skutku.

3. Przypomnijmy także, że po ujawnieniu w połowie marca 2015 roku przez szefa CBA, że przekazał Prokuraturze Okręgowej w Warszawie kolejne 11 nagrań z podsłuchanymi rozmowami polityków i biznesmenów, a także w związku z opublikowaniem przez TV Republika w połowie lutego tego roku treści meldunków operacyjnych składanych przez osobowe źródła informacji agentom tego Biura, do akcji wkroczyła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Zażądała ona od Prokuratury Okręgowej materiałów dotyczących prywatyzacji CIECH S.A. na rzecz firmy Jana Kulczyka, w tym w szczególności treści rozmowy pomiędzy wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem a lobbystą i przyjacielem wielu prominentnych polityków Platformy, Piotrem Wawrzynowiczem.

Z materiałów CBA ponoć wynika, że to symboliczne podniesienie ceny zakupu akcji przez inwestora było przeprowadzone po to, aby „zamydlić oczy” przyszłym kontrolerom tej transakcji i przy okazji opinii publicznej, a przedstawiciele resortu skarbu za swoją uległość wobec inwestora zostali sowicie „wynagrodzeni pod stołem”.

Zdaniem ekspertów Skarb Państwa stracił na tej transakcji przynajmniej kilkaset milionów złotych, co bardzo dobitnie potwierdzają ogłoszone w połowie tego roku wyniki finansowe CIECH S.A. za 2014 rok (zysk netto wzrósł aż o 320%).

4. Donald Tusk po wybuchu afery podsłuchowej i opublikowaniu części nagrań z udziałem prominentnych polityków Platformy sugerował nawet, że za aferą stoją służby zza naszej wschodniej granicy (podczas sejmowego wystąpienia w czerwcu 2014 roku mówił o scenariuszu pisanym cyrylicą), twierdził, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz wyjaśni te wątki do jesieni 2014 roku, później ewakuował się do Brukseli i zostawił ten cały „pasztet” swojej następczyni.

Ta przy rekonstrukcji rządu pozbyła się większości ministrów podsłuchanych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i Pałacyku Sobańskich, ale co jakiś czas ukazują się kolejne nagrania, a w nich nowe wątki dobitnie pokazujące, że politycy Platformy traktowali Polskę jak prywatny folwark.

Skoro wyjaśnienie tej afery trwa już ponad rok i do tej pory tylko niektórzy działacze Platformy ponieśli konsekwencje – i to zaledwie polityczne – to trudno się dziwić, że nowe taśmy dopadły na finiszu kampanii wyborczej premier Kopacz i kierowaną przez nią partię.

Zdaje się, że tej partii trudno będzie uzyskać w tych wyborach nawet 20% poparcie.

Dr Zbigniew Kuźmiuk
kuzmiuk.blog.onet.pl

*Zbigniew Kuźmiuk – doktor nauk ekonomicznych, poseł na sejm RP obecnej kadencji, poseł do PE w latach 2004-2009, wcześniej marszałek województwa mazowieckiego, radny województwa mazowieckiego, minister-szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, wojewoda radomski, pracownik naukowy Politechniki Radomskiej.

Kilka pytań do polskiego wywiadu i kontrwywiadu w związku ze śmiercią Jana Kulczyka

kulczyk

Kiedy w wieku zaledwie 65 lat, wcześniej poważnie nie chorując, umiera najbogatszy Polak prowadzący szerokie międzynarodowe interesy, ściśle wiążące się ze strategicznymi interesami Polski, trzeba zadać dość oczywiste w takiej sytuacji pytania. Dodajmy, że chodzi o interesy w sektorach energetycznym, paliwowym i chemicznym, gdzie od lat toczy się ostra walka i gdzie ważnymi graczami są firmy rosyjskie.

Trzeba kilka pytań zadać, tym bardziej że wedle wersji jaką podano, wszystko zdarzyło się w Wiedniu, nocą, w dość zagadkowych okolicznościach. Te pytania trzeba zadać przede wszystkim służbom polskiego wywiadu i kontrwywiadu. I nie dlatego, żeby wywoływać niezdrowe sensacje, lecz z powodu tego, iż to jest jak najbardziej właściwy adresat.

Jest oczywiste, że interesami w strategicznych dla państwa polskiego sektorach, zderzającymi się z interesami innych krajów, np. Rosji, Ukrainy, Niemiec czy państw arabskich, zajmują się służby wywiadu i kontrwywiadu. O tym, że się zajmują i że nie jest to żadna sensacja, tylko praktyka typowa w wielu krajach ze względu na wagę spraw, przekonaliśmy się już w październiku 2004 roku. Wtedy ujawniono kulisy spotkania w Wiedniu Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem, o którym bardzo głośno było w Polsce pod koniec 1995 r. podczas tzw. afery Olina.

Dowiedzieliśmy się wtedy, że spotkanie w Wiedniu było monitorowane przez Agencję Wywiadu. Ujawniono wówczas istnienie notatek oficera polskiego wywiadu, który działał w stolicy Austrii, szefa Agencji Wywiadu w czasie, gdy doszło do spotkania Zbigniewa Siemiątkowskiego oraz ówczesnego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (cywilnego kontrwywiadu) Andrzeja Barcikowskiego. Spotkanie znalazło się pod obserwacją wywiadu, bo w jego trakcie poruszano kwestie dotyczące np. prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej, strategicznej spółki skarbu państwa, czym był zainteresowany m.in. rosyjski Łukoil. Nie ma nic dziwnego w tym, że funkcjonariusze Agencji Wywiadu rozmawiali później o tym spotkaniu także z Janem Kulczykiem.

Służby polskiego wywiadu i kontrwywiadu rutynowo osłaniają strategiczne interesy państwa, szczególnie w sektorze energetycznym. Nie jest też żadną tajemnicą, że te służby osłaniają też interesy polskiego prywatnego biznesu, jeśli w grę wchodzą sektory energetyczny, paliwowy czy chemiczny. Taka jest rola wywiadu i kontrwywiadu, i to nie tylko w Polsce.

Jan Kulczyk działał w strategicznych sektorach, ważnych dla polskiego państwa i „osłona” czy monitoring wywiadu i kontrwywiadu nie są w tym wypadku żadną sensacją. Tak jak nie jest sensacją podobne działanie służb wobec prywatnego biznesu w Niemczech, Francji bądź Wielkiej Brytanii. Jest też oczywiste, że „opiece” kontrwywiadowczej i zainteresowaniu wywiadu podlegają nie tylko same interesy, ale i biznesmeni prowadzący strategiczne przedsięwzięcia. Powtarzam, w tym nie ma nic nienormalnego i sensacyjnego.

Służby polskiego wywiadu i kontrwywiadu rutynowo osłaniają strategiczne interesy państwa, szczególnie w sektorze energetycznym. Nie jest też żadną tajemnicą, że te służby osłaniają też interesy polskiego prywatnego biznesu, jeśli w grę wchodzą sektory energetyczny, paliwowy czy chemiczny. Taka jest rola wywiadu i kontrwywiadu, i to nie tylko w Polsce.

Jan Kulczyk działał w strategicznych sektorach, ważnych dla polskiego państwa i „osłona” czy monitoring wywiadu i kontrwywiadu nie są w tym wypadku żadną sensacją. Tak jak nie jest sensacją podobne działanie służb wobec prywatnego biznesu w Niemczech, Francji bądź Wielkiej Brytanii. Jest też oczywiste, że „opiece” kontrwywiadowczej i zainteresowaniu wywiadu podlegają nie tylko same interesy, ale i biznesmeni prowadzący strategiczne przedsięwzięcia. Powtarzam, w tym nie ma nic nienormalnego i sensacyjnego.

Warto przypomnieć, że Wiedeń od dziesięcioleci jest miastem, gdzie przecinają się interesy i wpływy wielu służb wywiadowczych. Jest to też miasto, gdzie swoje sprawy różne tajne służby załatwiają niekoniecznie w białych rękawiczkach. Nie zamierzam tu snuć żadnych teorii spiskowych, bo w obliczu śmierci byłoby to niestosowne. Stosowne i uzasadnione jest natomiast postawienie kilku pytań służbom polskiego wywiadu i kontrwywiadu:

  1. Czy dołożyły one wszelkiej staranności, by mieć pod kontrolą ewentualne zagrożenia dla takiej osoby jak Jan Kulczyk, prowadzącej interesy w strategicznych dziedzinach, ważne także dla polskiego państwa?
  2. Czy z całą pewnością można wykluczyć, że nie ma tu żadnego zaniedbania, zaniechania, które mogłoby wskazywać na jakieś drugie dno?
  3. Czy ważne interesy Polski są dostatecznie chronione, a jej obywatele, szczególnie mający wielkie znaczenie w świecie biznesu, nie są czymkolwiek zagrożeni?
  4. Czy z całą pewnością można wykluczyć jakieś celowe działanie kogokolwiek?
  5. Czy możemy być spokojni o to, że polskie służby robią swoje, także w zakresie prewencji?
  6. Czy znaczące postacie polskiego biznesu i życia społecznego w ogóle są dostatecznie zabezpieczone przed grami i operacjami obcych służb, które przecież stoją w tle interesów swoich państw?

W każdym demokratycznym państwie postawione wyżej pytania byłyby uzasadnione. I zostałyby zadane, gdyby odeszła postać tej rangi co Jan Kulczyk. Przyjmuję do wiadomości oficjalną wersję, ale lepiej dmuchać na zimne, niż coś zaniedbać czy bezradnie stanąć przed faktami dokonanymi.

Stanisław Janecki

https://wpolityce.pl/polityka/260770-kilka-pytan-do-polskiego-wywiadu-i-kontrwywiadu-w-zwiazku-ze-smiercia-jana-kulczyka?strona=2

Były szef MSWiA Ryszard Kalisz ujawnia wojskową aferę korupcyjną w rządzie Donalda Tuska, która – jak logicznie wynika z kontekstu – miałaby dotyczyć samego premiera

kalisz kwaśniewski

Tygodnik „Do Rzeczy” dotarł do kolejnych szokujących rozmów nagranych w tzw. aferze taśmowej podczas spotkania w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. W spotkaniu brał  udział były Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Ryszard Kalisz, były Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, znajomy rodziny Kwaśniewskich Włodzimierz Wapiński oraz czwarty mężczyzna, którego tożsamości nie udało się ustalić.

Powodem spotkania wszystkich czterech panów były narodziny syna Ryszarda Kalisza. W trakcie rozmowy obaj lewicowi politycy poruszają kilka niezwykle istotnych dla funkcjonowania państwa tematów. Najistotniejszym z nich jest chyba domniemana korupcja, której mieli się dopuścić najważniejsi politycy obecnej władzy.

Podczas spotkania Kalisz opowiada Kwaśniewskiemu o swojej rozmowie z gen. Januszem Noskiem, ówczesnym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Warto wspomnieć, że Nosek to jedna z najbardziej doświadczonych osób pracujących w polskich służbach. Pracował między innymi w UOP, był szefem Zarządu Ochrony Ekonomicznych Interesów Państwa UOP, czy też szefował ABW w Krakowie.

Gen. Janusz Nosek (ur. 1968)
Gen. Janusz Nosek (ur. 1968)

Według Kalisza Nosek posiada dowody na korupcję, w którą zamieszany jest Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. Nosek posiada podobno również dowody, które – jak mówi Ryszard Kalisz Aleksandrowi Kwaśniewskiemu – „sięgają dużo wyżej” niż tylko kierownictwa ministerstwa. Korupcja dotyczy najprawdopodobniej „Programu rozwoju Sił Zbrojnych RP w latach 2013-2022”, w ramach którego na polską armię zaplanowano wydatki rzędu 135 mld zł.

Według Kalisza Nosek posiada dowody na korupcję, w którą zamieszany jest Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. Nosek posiada podobno również dowody, które „sięgają dużo wyżej” niż tylko kierownictwa ministerstwa…

Z informacji zawartych w tygodniku „Do Rzeczy” wynika, że SKW zgromadziła materiały dotyczące nieprawidłowości przy planowanych zakupach. SKW na wiosnę roku 2013 złożyła w prokuraturze wojskowej bardzo obszerne materiały związane z ówczesnym wiceministrem obrony narodowej gen. Waldemarem Skrzypczakiem. Prawdopodobnym pokłosiem tych materiałów była dymisja Skrzypczaka pod koniec 2013 roku.

kalisz kwasniewski

Fragment rozmowy:

R.K. (Ryszard Kalisz): (…) Powiem Ci więcej – i to, chłopaki, zobowiązuje was do tajemnicy. Całkowitej i do grobu, że jak Nosek się po naszej wizycie w Ukrainie, na Ukrainie, w Jałcie ze mną spotkał, to on ma dowody na korupcję dużo wyżej.

A.K. (Aleksander Kwaśniewski): Czyli?

R.K.: Siemoniak co najmniej. I bardzo duże podejrzenia jeszcze wyżej.

(…)
R.K.: Ja powiem szczerze, w poniedziałek, w Ukrainie nie mogłem. W poniedziałek było spotkanie z Noskiem. Oczywiście w miejscu, nazwijmy to, zakamuflowanym. Nikt o tym nie wie. (…) Naprawdę, to co on mi powiedział – i powiedział mi o przesłankach tego wszystkiego – tam Skrzypczak to mały pikuś…

A.K.: Co się dziwisz, Sławek też myśli o przyszłości.

(…)
R.K.: Na Siemoniaka ma dowody.

A.K.: Dobrze, jak by powiedzieć, jak mówię, jak mi leży na sercu, to ty pamiętaj, że jesteś w tej chwili w centrum erupcji. W związku z tym bądź rozsądny, a jednocześnie masz dla kogo żyć.

R.K.: No właśnie, to najważniejsze.

N.N. (czwarta, nierozpoznana osoba): Czyli oni będą… posiądą…, będą wiedzieli, że Ty posiadłeś tę wiedzę. No, rzeczywiście będziesz musiał się pilnować.

R.K.: To, że ja posiadłem taką wiedzę, wie Nosek i jego zastępca. To są funkcjonariusze służb…

W dalszej części rozmowa pomiędzy Kaliszem a Kwaśniewskim dotyczy służb specjalnych w naszym kraju. Były prezydent dosadnie wyraża się na temat ich działań.

Fragment rozmowy:

A.K.: Najbardziej zdemoralizowane – ja zawsze mówiłem, to jest dziesięć lat doświadczeń mojej prezydentury – trzy najbardziej zdemoralizowane instytucje w Polsce to jest: po pierwsze – prokuratura, po drugie – służby specjalne, po trzecie – telewizja publiczna. Później jest wielka przepaść. Możesz narzekać na sądy, na administrację. Ale oni się jako tako trzymają. Natomiast te trzy instytucje – kupią, sprzedadzą, zdradzą, zniszczą. I tak dalej,  i tak dalej.

Trzy najbardziej zdemoralizowane instytucje w Polsce to: 

prokuratura,

służby specjalne,

telewizja publiczna.

Te trzy instytucje:

kupią,

sprzedadzą,

zdradzą,

zniszczą…

kwach

R.K.: Taka prawda. Dlatego też wiesz… Ja…

A.K.: Dlatego trzymałem skutecznie dystans. Nie dałem sobie wejść na łeb. A chcieli wszyscy. Chcieli wszyscy, próbowali wszyscy.

Następnie Kalisz i Kwaśniewski rozmawiają na temat afery szpiegowskiej, w którą zamieszani byli zarówno Józef Oleksy jak i Aleksander Kwaśniewski, którzy rzekomo spotykali się z rosyjskimi szpiegami, m.in. z Władimirem Ałganowem.

Władimir Piotrowicz Ałganow (ur. 1952 w Leningradzie) – funkcjonariusz radzieckiego i rosyjskiego wywiadu, pełniący służbę jako dyplomata

Przez ową aferę upadł w 1995 roku rząd Józefa Oleksego. W rozmowie z Kaliszem Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że afera była prowokacją, a za wszystkim stał gen. Gromosław Czempiński (szef UOP w latach 1993-1996) oraz znany szpieg PRL gen. Marian Zacharski.

Gen. Gromosław Czempiński (ur. 1945)
Gen. Gromosław Czempiński (ur. 1945)

Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że afera szpiegowska (1995) była prowokacją, a za wszystkim stał gen. Gromosław Czempiński (szef UOP w latach 1993-1996) oraz znany szpieg PRL gen. Marian Zacharski.

Gen. Marian Zacharski (ur. 1951)
Gen. Marian Zacharski (ur. 1951)

Według byłego prezydenta owa prowokacja miała pomóc Lechowi Wałęsie w ponownym wygraniu wyborów prezydenckich w 1995 roku i zatrzymać SLD, które wyraźnie zmierzało w kierunku przejęcia władzy w naszym kraju.

Artykuł napisany w oparciu o publikację tygodnika „Do Rzeczy”.

Parezja.pl

To Tusk stworzył patologiczny system zdemaskowany przez taśmy i akta. W mafijnej III RP Kopacz jest tylko trybikiem — analiza Stanisława Janeckiego

tusk kopacz

Ironicznymi uśmieszkami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów. On w porę uciekł dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. Ewa Kopacz i jej ministrowie nie zasługują na dobrą ocenę, bo po prostu fatalnie rządzą.

Ale to, co dotyka obecnie ten gabinet, jest w ogromnej mierze dziełem Donalda Tuska. To najsłynniejszy uciekinier współczesnej Polski wybrał te „orły”, które dały się nagrać w dwóch warszawskich restauracjach, gdzie pokazali się jako zwykła pazerna i interesowna żulia, a nie elita władzy.

Wskazani przez Kopacz do politycznego odstrzelenia Sikorski, Arłukowicz, Biernat, Karpiński, Rostowski, Baniak, Gawłowski czy Tomczykiewicz to wybrańcy Tuska. Niebywała degrengolada wyłaniająca się z nagrań i akt prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie ukształtowała się, a potem systematycznie pogłębiała za premierowania Tuska.

Także nieogarniająca istoty rządzenia i polityki Ewa Kopacz na stanowisku premiera jest dziełem Tuska.

Jego dziełem jest też Elżbieta „Ale jaja, ale jaja” Bieńkowska, której wspaniałomyślnie umożliwił ucieczkę „od tego syfu” do Brukseli, dokąd sam czmychnął.

Te wszystkie ośmiorniczki i policzki wołowe, drogie wina, koszarowe dowcipy, knajacki język, prostytutki zapraszane do specjalnych gabinetów w restauracjach, to naigrawanie się z głupków pracujących za 6 tys. zł, to zgarnianie pod siebie wszystkiego, co się rusza i ma jakąkolwiek wartość, jest dorobkiem obecnego „prezydenta” Europy.

Donald Tusk uciekł, ale absolutnie nic go nie rozgrzesza. Bo to on stworzył patologiczny system, który został obnażony tylko dlatego, że ktoś tych wszystkich wygarniturowanych meneli nagrał. A teraz Tusk udaje, że to nie jego sprawa. Oczywiście, że jego, bo to styl sprawowania władzy, który Tusk rozwinął, wyprodukował te wszystkie okazy występujące pod przebraniem ministrów, wysokich urzędników, prezesów wielkich spółek czy doradców. Ta menażeria rozbestwiła się, zdemoralizowała, skorumpowała i nadęła pychą oraz bezgraniczną pogardą dla zwykłych ludzi u boku obecnego „prezydenta” Europy.

To, co się działo w rządzie, było ściśle splecione z partią. To Tusk wprowadził w PO zasadę dintojry jako jedynego sposobu rozwiązywania problemów.

To w partii trzeba było knuć, oczerniać, robić wszelkie świństwa, żeby wyciąć nieprawomyślnych. I to w partii wykuły się zwyczaje obsiadania różnych spółek, funduszy czy agencji w stylu żarłocznej szarańczy, żeby rzucić coś na żer własnym zwolennikom, a uniemożliwić dostęp do koryta stronnikom rywali.

To wszystko usłyszeliśmy na nagraniach z czasu walki Grzegorza Schetyny z Jackiem Protasiewiczem o przywództwo w strukturach PO na Dolnym Śląsku.

Nagrania z warszawskich restauracji robią tylko większe wrażenie, bo wygarniturowani menele są ze znacznie wyższej półki i mają bez porównania większą władzę.

Tusk odstawia teraz cyrk ze zdystansowaniem się od polskich spraw, ograniczając się do powściągliwych recenzji i dobrych rad. Ale przecież ten cały brud i okropny zapach, jaki niemal codziennie skądś wyłazi i wypełza, ma jego podpis, autoryzację i potwierdzenie odciskami palców oraz śladami DNA.

Ironicznymi uśmieszkami i recenzenckimi bąknięciami Tusk mówi swoim kolegom, ale i wszystkim Polakom, że uważa ich za kompletnych frajerów.

On w porę uciekł właśnie dlatego, że doskonale wiedział, jakie zgliszcza po sobie zostawia. I to okropne dziedzictwo Tuska nie wynika wcale z tego, że tak po prostu wyszło, choć intencje były jak najbardziej szlachetne. Nic podobnego.

System wyłaniający się z nagrań i akt dowodzi, że to była celowa i planowa polityka najsłynniejszego uciekiniera w historii III RP.

Właśnie taki zdegenerowany układ pozwolił Tuskowi na utrzymanie władzy przez siedem lat. Bo w tym całym bajzlu musiał istnieć rozjemca i ostateczny arbiter, który wszystkie gryzące się sfory trzymał na uwięzi i ściśle reglamentował im dostęp do koryta. Mógł być przez wielu znienawidzony, ale był potrzebny jako sędzia. Inaczej wszyscy by się pozagryzali. A poza tym musiała istnieć jakaś hierarchia dziobania, bo nawet przy największej skali korupcji i złodziejstwa dla wszystkich by nie starczyło.

W demokratycznym i transparentnym systemie, w którym nie ma wojen wewnętrznych, knucia i politycznych egzekucji, nie ma wystarczających emocji i motywacji potrzebnych do popierania lidera i uznawania go za zbawcę, a przynajmniej gwaranta trwania układu przynoszącego korzyści jego uczestnikom.

Tusk celowo zdegenerował partię i pozwolił na funkcjonowanie patologii na poziomie władzy wykonawczej, bo tylko chory system zapewniał mu niemal dyktatorskie rządy i opinię sprawnego gracza.

Zwolennicy i tak nie zdawali sobie sprawy, że te gry są puste i niezwykle destrukcyjne dla państwa i Polaków jako wspólnoty. Ważne było wrażenie, że Tusk nieustannie coś wygrywa, choćby obiektywnie nie miało to większego sensu i znaczenia.

Taka jest przecież zasada funkcjonowania organizacji przestępczych, co wielokrotnie i wszechstronnie zostało opisane. Społeczeństwo jest tylko ofiarą, zaś te organizacje świetnie się mają, a najlepiej ich bossowie.

Oczywiście nie twierdzę, że ekipa Ewy Kopacz jest lepsza, choćby dlatego, że sama pani premier była jednym z filarów pierwszego rządu Tuska, a potem jego namiestnikiem w Sejmie. Ewa Kopacz jest krwią z krwi Tuska, bo gdyby było inaczej, nie byłaby dziś premierem i p.o. szefowej partii. Jest krwią z krwi także dlatego, że wielu ludzi Tuska – również nagranych, ale jeszcze te taśmy nie wyciekły – zasiada w jej rządzie.

Ewa Kopacz pozostawiła też na stanowiskach skompromitowanych prezesów spółek skarbu państwa i szefów służb, które się nie sprawdziły. Pozbyła się kliku osób wyłącznie po to, żeby inni przetrwali, w tym ci „umoczeni” na nagraniach, zarówno tych już opublikowanych, jak i tych jeszcze ukrytych.

Ewa Kopacz zrobiła niewielki face lifting, ale system stworzony przez Tuska wciąż trwa, choć pewnie największe pasożyty musiały się na trochę przyczaić, bo klimat nie jest dobry po ujawnieniu taśm i prokuratorskich akt.

To wszystko oznacza, że w Polsce realnie coś się zmieni dopiero wtedy, gdy system stworzony przez Tuska przy pomocy PO straci władzę.

Żadne mniej lub bardziej „reformatorskie” rządy PO nie są w stanie niczego zmienić, bo musiałyby popełnić samobójstwo. I tak je zresztą popełniają, tylko to samobójstwo jest rozciągnięte w czasie.

autor: Stanisław Janecki

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/255851-to-tusk-stworzyl-patologiczny-system-odkryty-przez-tasmy-i-akta-kopacz-jest-tylko-trybikiem-a-tusk-zwial