Czterej Jeźdźcy Apokalipsy, czyli ostatnia, kończąca dzieje Kościoła katolickiego, formalna schizma

francisfot.ansa.it

Najbliżsi współpracownicy papieża byli przerażeni, widząc reakcję Franciszka na wieść o rozpoznaniu przez niego zbliżających się niechybnie do Watykanu… Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Franciszek doskonale zdaje sobie sprawę, z czym wiąże się objawienie się Wściekłych Jeźdźców.

Franciszek wie, że objawienie się Czterech Jeźdźców zapowiada… ostatnią schizmę w dziejach Kościoła katolickiego. Ostatnią, bo apokaliptyczną, oficjalnie kończącą dwutysiącletni wielki kosmiczny projekt na planecie Ziemia, powszechnie znany pod nazwą „Kościół katolicki” czy „Watykan”.

Jeźdźcy dobywają ognistych mieczy

Czterech Jeźdźców, Czterech Kardynałów pod wodzą kard. Raymonda Leo Burke’a, arcybiskupa metropolity Saint Louis (USA), postawiło Franciszkowi ultimatum, dając mu czas na zmianę wykładni posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” oraz jasno deklarując, że w razie braku odpowiedzi ze strony Franciszka

wystąpią wkrótce z oficjalnym, formalnym aktem sprzeciwu wobec papieża!

Akt ten zbuntowani kardynałowie nazywają dyplomatycznie „formalnym aktem korekty poważnego błędu” papieża. A chodzi o akt oficjalnego sprzeciwu wobec doktrynalnego wyłomu, jakiego papież Franciszek dokonał w jednym z twardych i niezmienianych od początku istnienia Kościoła katolickiego doktrynalnych punktów.

Kwestia dopuszczenia przez Franciszka możliwości przyjmowania komunii świetej przez rozwodników, czyli osoby żyjące – według dotychczasowej doktryny – w grzechu ciężkim, bo o to tu głównie chodzi, jest jedynie pretekstem, na który watykańska antyfranciszkowa opozycja od lat tylko czekała. Watykańscy konserwatyści bowiem od samego dnia wyboru swego kolegi Bergoglio na biskupa Rzymu uważają go za antypapieża. Przez lata musieli jednak cierpliwie czekać na spodziewany przez nich Franciszkowy formalny wyłom w doktrynie – bo tylko tak poważny argument uwiarygadniałby w oczach świata oficjalne ogłoszenie od dawna planowanej przez nich schizmy.

Sakrament dla niesakramentalnych

No i oto wreszcie się doczekali. Franciszek bowiem oficjalnie dopuścił komunię świetą dla katolików żyjących w „grzechu śmiertelnym”, czyli bezczelnie wyważył z kopa przez dwa tysiące lat szczelnie zawarte przed nimi – kute przez słynnych słowiańskich kowali z Wojciechowa – Niebiańskie Bramy Raju. Mało tego, obecny papież w oficjalnym pasterskim dokumencie magisterium Kościoła, adhortacji „Amoris laetitia”, wyrywa biskupom oraz pomniejszym kaznodziejom wielowiekową, obrosłą świętą tradycją, Rózgę Żelazną do chłostania owieczek w postaci bezlitosnego sformułowania o prowadzącym wprost w piekielne czeluście „śmiertelnym grzechu”.

Franciszek w słynnym już Ósmym Rozdziale „Amoris laetitia” pojęcie grzechu ciężkiego/śmiertelnego w stosunku do osób żyjących w związkach niesakramentalnych oficjalnie zawiesza, relatywizuje, a więc je podważa. By każdy to dobrze zrozumiał:

papież Franciszek w oficjalnym dokumencie Kościoła katolickiego podważa wieluwiekowe, obrosłe „świętą Tradycją” pojęcie „grzechu śmiertelnego”!

Franciszek pisze wprost: „Nie można już powiedzieć, że wszyscy, którzy są w sytuacji tak zwanej «nieregularnej», żyją w stanie grzechu śmiertelnego, pozbawieni łaski uświęcającej” (Amoris laetitia, 301).

Na dźwięk tej bluźnierczej, heretyckiej mowy święte miecze jedynie słusznej prawdy Czterech Jeźdźców Apokalipsy rozgorzały do czerwoności i zapłonęły Har-Magedonowym ogniem świętego oburzenia.

czterej

Papieska pieczęć schizmy

Jakby tego, co wydarzyło się już dotychczas, było mało, oliwy do ognia dolali jeszcze argentyńscy biskupi (rola argentyńskiej loży?), wywołując tę delikatną kwestię ponownie. Skierowali oni bowiem do papieża oficjalne zapytanie, czy dobrze interpretują ósmy rozdział jego posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”, dającej poszczególnym biskupom w ich lokalnych feudalnych włościach zupełnie wolną rękę przy rozeznawaniu możliwości rozdawania Chleba Pańskiego „śmiertelnie grzeszącym” jawnym rozpustnikom, co w praktyce przekładałoby się na pozwolenie w rządzonych przez biskupów-masonów diecezjach powszechnego udzielania komunii świętej osobom rozwiedzionym. Franciszek bez ceregieli odpisał argentyńskim biskupom:

„[Wasze] pismo jest bardzo dobre i w pełni wyjaśnia sens ósmego rozdziału Amoris Laetitia. Nie ma innych interpretacji. Jestem pewien, że przyniesie ono wiele dobra. Niech Pan wynagrodzi Wam ten wysiłek duszpasterskiego miłosierdzia”.

Papież Franciszek doskonale wie, co robi, zdawał więc sobie sprawę, że stawia w tym momencie dziejową, bo ostatnią w dziejach Kościoła katolickiego, Apokaliptyczną Pieczęć Schizmy.

Papież Franciszek doskonale wiedział, że odtąd wydarzenia potoczą się już lawinowo: najpierw nastąpi oficjalne wystąpienie konserwatywnego skrzydła kardynałów, nazyzwane przez nich „formalnym aktem korekty poważnego błędu” papieskiego. Następnie rozpocznie się okres doktrynalnego kościelno-medialnego chaosu, czyli czas na formalne przegrupowania biskupów i zajęcie przez nich odpowiednich zasieków po jednej z obu dostępnych stron doktrynalnego konfliktu oraz immanentnie związany z tym procesem czas tyleż bezsensownego co zajadłego rytualnego jazgotu medialnego.

Kiedy zajęte szyki będą już odpowiednio zwarte i gotowe, nastąpi ogłoszenie przez konserwatystów pod wodzą kard. Raymonda Leo Burke’a schizmy w Kościele katolickim, czyli formalnego aktu podważenia przez nich doktryny o nieomylności papieża w odniesieniu do papieża Franciszka wraz z ogłoszeniem Franciszka antypapieżem.

Papież Burke i antypapież Franciszek

Po ogłoszeniu tego aktu rozpocznie się proces stopniowego rozpadu obu „okaleczonych” „stronnictw”. Stronnictw, gdyż Kościół katolicki jako taki przestanie właściwie istnieć, ponieważ przeciętny niewykształcony (a jadący na starym oprogramowaniu) katolik nie będzie już właściwie wiedział, co w tym chaosie uznać za swój Kościół. W praktyce może to bowiem wyglądać tak, że na przykład matka-katoliczka tego samego faceta uznawać będzie za papieża, a jej córka-katoliczka – za antypapieża. Dzieci wystąpią bowiem przeciwko rodzicom i o śmierć ich przyprawią (Mk 13, 12). Nawet wiejscy proboszczowie nie będą wiedzieć, za którego papieża mają się modlić: za nowo obwołanego „papieża” Burke’a, czy za starego „antypapieża” Franciszka.

burke

Starożytna Lechia ukryta w Tajnym Archiwum Watykańskim

W toku rozpętanej kościelnej wojny domowej otwarte zostaną wreszcie, od wieków pilnie strzeżone, wrota… Tajnego Archiwum Watykańskiego. To, co w nich ludzkość zobaczy, zmieni planetę w ciągu kilku dni. Znajduje się tam bowiem ukryta cała prawdziwa historia Ziemi.

I poznamy prawdę.

A prawda nas wyzwoli.

I wówczas już nikt nie będzie miał wątpliwości, czy Polska (Imperium Lechitów) jest państwem starożytnym, dużo starszym niż Cesarstwo Rzymskie.

TAW

Abdykacja papieża Franciszka już wkrótce – ujawniają watykańskie źródła

fot. Gregorio Borgia /AP

Gdy 13 marca 2013 r. stojący na balkonie papieskim kard. Bergoglio wypowiedział charakterystyczne „buongiorno”, świat zamarł… Jedni z zachwytu, inni z przerażenia. Pierwszy w historii papież z kontynentu amerykańskiego przejął urząd Świętego Piotra. Przez pierwsze dwa lata pontyfikatu dominująca większość społeczeństwa miała „ubogiego Franciszka” niemalże za papieża marzeń. Zwłaszcza gdy porównywano go z zakłamanym, wykreowanym przez mainstream wizerunkiem poprzednika.

Przez pierwsze dwa lata oblicze papieża zdobiło niemalże wszystkie okładki poważnych i mniej poważnych czasopism. Nareszcie papież, który mówi ludzkim głosem, „papież ubogich”, „duszpasterz”… Niekończące się laudacje. Można było mówić o pewnym hurraoptymizmie wśród wiernych. Ale byli i tacy, którzy od początku wróżyli niebezpieczeństwo. Przyznam… ja do nich nie należałem. Po dwóch latach od wyboru „efekt Franciszka” prysł niczym sztucznie napompowana bańka mydlana. Do pieca dołożył Antonio Socci, który dowodzi, że wybór Bergolio na papieża był nielegalny (por. książka „Non e Francesco”).

socci-non-e-francescoAntonio Socci, To nie Franciszek. Kościół w wielkiej burzy, wyd. Mondadori, 2015

Czyżby świat zrozumiał, kim jest ubrany w populistyczne szaty biskup z Argentyny? Statystyki nie kłamią. Liczba wiernych na środowych audiencjach spadła w ciągu dwóch lat o niemal 68%. Podobnie na modlitwach „Anioł Pański” i innych spotkaniach. Odpływ wiernych od Franciszka jest widoczny gołym okiem. Czym katolikom podpadł duchowny z Buenos Aires? Czyżby i on, podobnie jak nuncjusz Migliore, szykował się do ewakuacji z Watykanu?

Trefne publikacje

Wszystko zaczęło się od „ekologicznej” encykliki „Laduato si”, której bliżej do „zielonego manifestu” czy deklaracji ideowej partii Zielonych lub Greenpeace’u niż do oficjalnego orędzia Namiestnika Świętego Piotra. Papież doskonale wpisał się w lewacką narrację o globalnym ociepleniu, którego nikt nie jest w stanie ostatecznie udowodnić. Encyklika zredukowała nauczanie o jedynym Zbawcy Jezusie Chrystusie do ekologicznej gadki. Niebawem przyjdzie na świat Antychryst. Ukaże się w postaci ekologa i pacyfisty. Bądźcie czujni – w 2007 r. ostrzegał kard. Giacomo Biffi, arcybiskup Bolonii. Nie wiem, kogo kardynał miał na myśli, ale jego profetyzm brzmi znajomo… Ponadto metropolita przestrzegał przed budowaniem tzw. nowego chrześcijaństwa. Czy jego przejawem nie jest pierwsza lewicowa encyklika w historii Kościoła oraz pełna relatywizmu moralnego adhortacja „Amoris laetitia”, która bagatelizuje pojęcie grzechu śmiertelnego oraz zmienia spojrzenie na związki niesakramentalne?

Spolegliwość międzyreligijna

Franciszkowa koncepcja dialogu międzyreligijnego nijak się ma do tej objawionej w Słowie Bożym. Papieski dialog nie opiera się na głoszeniu nawrócenia i budowaniu koegzystencji społecznej, ale na próbie zrównania ze sobą wszystkich religii. W tych poczynaniach radykalnie faworyzuje on islam i religię mojżeszową. Nie sposób wymienić wszystkich sygnałów wskazujących, że zależy mu na połączeniu islamskiej sekty z wiarą w Jezusa Chrystusa. Przypomnę jedynie kilka z nich. W skandalicznym wywiadzie dla francuskiej gazety „La Croix” przyrównał apostołów do… terrorystów z ISIS. Nie sposób nie wspomnieć o całowaniu Koranu czy muzułmańskich stóp podczas wielkoczwartkowych uroczystości, które dało imamom jasną informację, jakoby chrześcijaństwo sprawowało poddańczą rolę wobec islamu.

Franciszek ma krzepę, by uklęknąć przed muzułmanką i ucałować jej stopy, nie mając już siły, by uklęknąć w kościele przed żywym Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Czy Chrystus całował fałszywe księgi lub stopy pogan podczas Ostatniej Wieczerzy? Papież Franciszek przeszedł samego siebie podczas uroczystości wręczenia nagrody im. Karola Wielkiego, gdy u boku Martina Schulza zasugerował, że Europa winna odrodzić się w… islamie. Nie w pogłębionej wierze w Chrystusa. Nie w renesansie sakramentalnego życia, ale w islamie!

Podobnie zachowuje się w kwestii żydowskiej. Nieodwzajemnione służalcze pocałunki rąk rabinów są jedynie tego symbolem. Na szczególną uwagę zasługuje opublikowany niecałe pół roku temu dokument Komisji ds. Stosunków Religijnych, który stawia pod ogromnym znakiem zapytania istotowy, misyjny charakter Kościoła. W dokumencie wyjaśniono, że „dobrzy katolicy”, którzy szanują tak zwany „ekumeniczny dialog z judaizmem”, powinni powstrzymać się od wszelkich prób ewangelizacji Żydów. Stwierdzono wprost, że Kościół katolicki nie przewiduje już nawracania wyznawców religii mojżeszowej, uważając, że chrześcijaństwo jest jakąś formą pochodną judaizmu. A co ze słowami Chrystusa: tylko przeze Mnie pójdziecie do Ojca? Budowanie dialogu międzyreligijnego, innego niż nawracanie i budowanie koegzystencji społecznej, trąci herezją.

Niestety heretyckie, a nawet masońskie próby łączenia wszystkich religii w jedno zostały wyraźnie zaprezentowane w propagandowym spocie, w którym pierwsze skrzypce odgrywał Franciszek. Chrześcijaństwo, islam, judaizm i buddyzm (zaliczany do nonteizmu!) dla biskupa Rzymu wydają się być jednym i tym samym!

Takie kroki bardziej stawiają Franciszka w roli namiestnika Mahometa czy Mojżesza naszych czasów, aniżeli ziemskiego następcy Chrystusa.

Gwiazda popkultury

Zaraz po wyborze księża z Argentyny ostrzegali, że Bergolio bardziej będzie dbał o wizerunek medialny, aniżeli o rzeczywiste budowanie wspólnoty Chrystusa. Wielu nie dowierzało. Po kilku miesiącach te rewelacje potwierdzili jego bliscy współpracownicy oraz konkretne wydarzenia. Papież stał się ulubieńcem mediów, co niestety nie ma realnego przełożenia na skuteczną ewangelizację, nawrócenia, liczbę wiernych w Kościele czy powrót do życia sakramentalnego. Franciszek ma czas na spotkania z Salmą Hayek i przedstawicielami amerykańskich organizacji homoseksualnych, nie znajdując go jednocześnie na spotkanie ze stającą w obronie życia nienarodzonych Mary Wagner.

Stać go było na list do muzułmanów z okazji rozpoczęcia Ramadanu z życzeniami, by okres ten przynosił im obfite owoce duchowe, ale nie stanął ani razu w obronie Asi Bibi, skazanej na śmierć za wierność Chrystusowi – komentuje sprawę publicysta Grzegorz Górny.

Zwrócony w kierunki Mekki, pokornie modlił się w meczecie (w 2014 r.), zapominając o przelewających krew chrześcijańskich wspólnotach, których świątynie już dawno leżą w gruzach. Czy tak postępuje pasterz swoich owiec? Czy pasterz powinien budować swój PR kosztem wiernych będących w niebezpieczeństwie?

To efekt Franciszka – tak z zachwytem tłumaczy poczynania papieża od lat związana ze środowiskami LGBT zakonnica Jeannine Gramick. Efekt Franciszka ma jakieś granice przyzwoitości, które, jak się wydaje, już dawno zostały przekroczone.

Wizerunek papieża walczącego z pedofilią i kościelnymi skandalami, co wbrew kłamstwom mainstreamu czynił Benedykt XVI, nadszarpnęła sprawa abp. Józefa Wesołowskiego. Co ciekawe, delikwent tuż przed rozprawą zmarł na zawał. Dziwne? Czy nie narzuca się na myśl mafijna próba zlikwidowania problemu, który poprzez długie sądowe procesy nadszarpnąłby PR medialnej gwiazdy?

Jedno jest pewne, papież wpada, świadomie lub nie, w pułapkę szukania taniego poklasku wszędzie i u wszystkich. Stał się skupiającą się na opinii długoletnich wrogów Kościoła gwiazdą popkultury, co najwyraźniej mu odpowiada. Takie stanowisko nijak się ma do ewangelicznego: Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom (Łk 6,26).

Masoneria

W 1999 r. kard. Bergolio został honorowym członkiem Rotary International w Buenos Aires. Wkrótce po wyborze na Stolicę Apostolską informacja o papieskich związkach z tą organizacją zniknęła z internetu. Dopiero niedawno na nowo zagościła również na polskich serwerach. Członkostwem Franciszka chwalą się loże masońskie oraz rotarianie. Doskonale wiadomo, że to, co zgodnie z myślą Artura Schopenhauera, przez lata było sprowadzane do absurdu, w rzeczywistości jest prawdą. Chodzi o główny cel masońskich lobbystów – budowanie Nowego Porządku Świata (New World Order), na zasadzie łączenia wszystkich religii w jedną (o czym już wyżej była mowa), wynarodowienia i zderzania ze sobą odmiennych cywilizacji. To wszystko, pod przykrywką pacyfizmu i fałszywego miłosierdzia, zdaje się realizować aktualny biskup Rzymu.

Jeszcze niedawno, przyjmując nagrodę im. Karola Wielkiego, Franciszek wygłosił mowę na temat wyzwań przed jakimi, jego zdaniem, stoi Europa. Dał do zrozumienia, że państwa narodowe to przeżytek. Co więcej, kilka tygodni później wyznał w wywiadzie, że irytuje się, gdy słyszy o chrześcijańskich korzeniach Europy, widząc w nich zbrodniczy kolonialny charakter. To lewackie, marksistowskie spojrzenie całkowicie przeciwstawia się słowom św. Jana Pawła II, który wielokrotnie przestrzegał, by Europa nigdy nie wyrzekła się „korzeni chrześcijańskich”.

Krótko przed Jubileuszem Miłosierdzia apeluję do parafii, wspólnot zakonnych, klasztorów i sanktuariów całej Europy, aby wyrazić konkretność Ewangelii i przyjąć rodzinę uchodźców – w zeszłym roku apelował papież Franciszek.

Papież przeszedł samego siebie w wywiadzie dla francuskiego periodyku, gdzie Europejkom zasugerował, by współżyły z islamskimi imigrantami i w ten sposób zniwelowały ujemny przyrost naturalny. Takich apeli było o wiele więcej. Biorąc pod uwagę, jak wielką liczbą doradców otoczony jest papież, należy wykluczyć jakąkolwiek naiwność. Niemożliwe, że Franciszek nie wie o aktach terrorystycznych czy gwałtach na kobietach, jakich dopuszczają się islamscy fundamentaliści. Niemożliwe, że nie zna doktryny koranicznej, zezwalającej na morderstwo innowiercy, czym trudzą się liczni salafici.

Za dalszą współpracą z masonerią przemawia iluminacja w dzień Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny na fasadzie Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie (8 grudnia 2015). Projekt rzekomo był poświęcony zmianom klimatycznym. Wpływowi watykaniści, tacy jak Sandro Magister czy Antonio Socci, uznali, że spektakl był jawną manifestacją duchowości New Age, NWO oraz pogaństwa. Tego samego zdania są byli członkowie sekt, którzy zaprezentowaną symbolikę rozumieją doskonale.

vaticananimals4

Zgodnie dowodzą, że iluminacja zaprojektowana przez działacza masońskiej loży, a zarazem zadeklarowanego satanistę, była perfidną okultystyczną propagandą, którą sponsorował wspierający ideologię eugeniczną Bank Światowy, a „pobłogosławił” ją namiestnik Chrystusa.

Niepokojące są również doniesienia o próbach zanegowania prawdziwości objawień fatimskich, których trzecia tajemnica nie została zaprezentowana w całości (na ten temat napiszę więcej innym razem).

Abdykacja

Według informacji, które dotarły do nas z trzech watykańskich źródeł,

Franciszek podpisał dokument o abdykacji prawie dwa miesiące temu.

Jak zgodnie donoszą trzej kapłani pracujący w watykańskich kongregacjach, abdykacja nastąpi pod koniec października lub w listopadzie.

W kontekście tych doniesień łatwiej zrozumieć bezkompromisowe, skrajnie modernistyczne kroki, jakie wykonał od ostatniego roku. Jeszcze jedno jest niepokojące. Podobno kolejny papież już jest wybrany, a poczynania Franciszka są jedynie grą wstępną dla jego następcy, by doprowadzić do zupełnej destabilizacji Kościoła Chrystusowego. Prośmy Boga, by odmienił te niepokojące zapowiedzi! Codziennie o 12.00 módlmy się jednym „Zdrowaś Maryjo” w intencji Kościoła i jego pasterzy. Jeśli nic się nie zmieni po najbliższych wakacjach, Franciszek zrealizuje to, o czym prawił dziennikarzom niecałe dwa lata temu na pokładzie samolotu – ustąpi z urzędu po bardzo krótkim czasie. Trzy lata „trefnego pontyfikatu” to absolutnie za dużo. Nie potrzebujemy gwiazdy popkultury w Watykanie, tylko papieża, który odstawiając na bok budowanie medialnego wizerunku, poświęci się radykalnemu głoszeniu Świętej Ewangelii.

Ks. Jarosław Gluziński

źródło:

http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3961-abdykacja-franciszka-juz-wkrotce-potwierdzaja-to-nasze-watykanskie-zrodla

Komentarz:

Papież Franciszek jest ewolucyjnym biczem Bożym, którego zadaniem jest rozmontować Kościół katolicki w jego widzialnej postaci. Papież Franciszek jest ewolucyjnym biczem Bożym, którego zadaniem jest obnażyć hipokryzję instytucji, hierarchów i wiernych.

Papież Franciszek jest zaledwie prostym fraktalem (konsekwencją na kolejnym levelu) procesu, który rozpoczął się od pierwotnego konfliktu apostoła Piotra z Marią Magdaleną, a który instytucjonalnie i politycznie wystartował na dobre w 325 roku (Sobór Nicejski I). Proces ten został ufundowany na Wielkim Kłamstwie i Manipulacji. Obecny przejaw, fraktal tego procesu upostaciowiony w osobie obecnego papieża po prostu odbija jak w lustrze te pierwotne nieciągłości. Jeśli moment inicjacji procesu jest „karmicznie” obciążony, „karma” (konsekwecja, wyrównanie – bo Natura, Przestrzeń dąży do harmonii) dopada proces również na jego finale.

watykan

Historia Kościoła katolickiego jako zhierarchizowanej instytucji dobiega powoli końca. Nieprawdą jest, że Kościół to opoka, której nic nie obali – ta „opoka” zostanie obalona już wkrótce. I przekonają się o tym zacietrzewieni. Ewolucyjna lawina Wielkiej Zmiany ruszyła – i nic jej już nie powstrzyma. Opoką jest nie Piotr Apostoł i jego dziedzictwo w historii, ale niezmienne kosmiczne Prawa pierwotnej, niezmanipulowanej, organicznej, wzorcowej Przestrzeni.

Istoty, które pomimo krwawej historii Kościoła i innych opresyjnych systemów żyły według pierwotnych algorytmów Ziemi, bosą stopą na jej matczynym Ciele, w bliskim, intymnym kontakcie z całą przejawioną Naturą (Lasy/Święte Gaje, Zioła, Zwierzęta/nasi Bracia Mniejsi), nie mają się czego obawiać – zawsze były w Domu i nikt ich z niego nie wydziedziczył, żadna przemożna siła. Co nam obca przemoc wzięła, Wielka Zmiana nam zwraca. Zmanipulowana syntetyczna matryca ziemska ustępuje miejsca organicznej matrycy  Ziemi. To właśnie na niej zaczynamy kreować nowy świat. Za 10 lat zrozumieją to już wszyscy.

green

Historia wszystkich zorganizowanych religii na tej planecie dobiega powoli końca. Ludzkie zaprogramowane mózgi i umysły będą w tej końcówce lasować się i gotować. Wiele osób po prostu fizycznie nie udźwignie tego napięcia, gdyż niektórzy (miliony zniewolonych istot ludzkich) są tak wkręceni w energożerne religijne egregory (oddali im całe swoje życie, całą swoją energię), że możliwość jasnego postrzegania jest dla nich po prostu fizycznie zamknięta (prawa mechaniki przestrzeni).

Czy Franciszek ustąpi dziś, czy jutro, nie ma najmniejszego znaczenia: lawina upadku wszystkich religii na planecie ruszyła – i nic jej już nie powstrzyma.

TAW

ps. Proces rozpadu matrixa (matrycy syntetycznej) już się rozpoczął, dopóki jednak się nie zakończy, wszystkie istoty przejawione w ciele są na razie manipulowane, więc papież też (obecnie na całej planecie tylko jedna osoba jest w pełni przebudzona). To tylko środowiskom alternatywnym oraz konserwatorom starego „ładu” wydaje się, że papież ogarnia całość tej kuwety, którą formalnie zarządza – i całe odium oświeconego jadu, agresji i nienawiści idzie właśnie na niego. Ale to nie królowie, prezydenci, premierzy ani nie papieże zarządzają swoimi folwarkami, ale… „mafie, służby i loże”…

Czytaj również:

Watykańscy liberałowie w impasie – i tym razem nie udało im się zrobić formalnego wyłomu w twardej doktrynie Kościoła katolickiego

watykan

Watykańscy liberałowie w impasie – i tym razem nie udało im się zrobić formalnego wyłomu w twardej, wielowiekowej doktrynie Kościoła katolickiego. Z kolei frustrujący konserwatystów wpis w Relatio finale, czyli dokumencie końcowym Synodu o Rodzinie, jednak się pojawił. Mowa o kontrowersyjnym rozdziale trzecim, dającym duszpasterzom pewne pole interpretacyjne przy decydowaniu o formach dopuszczania rozwodników żyjących w nowych związkach do udziału w życiu Kościoła.

Dokument końcowy XIV Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów zatwierdzili 24 października 2015 r. ojcowie synodalni. Podobnie jak w przypadku dokumentu na zakończenie ubiegłorocznego zgromadzenia nadzwyczajnego, również tym razem głosowano oddzielnie nad każdym z 94 punktów Relacji.

W procedurze wzięło udział 265 ojców synodalnych, a wymagana do zatwierdzenia poszczególnych punktów większość 2/3 wynosiła 177 głosów. Wszystkie punkty przyjęto wyraźną większością głosów, choć ani razu nie było jednomyślności. Ten obszerny dokument składa się ze Wstępu, trzech części, podzielonych łącznie na 12 rozdziałów (a te na jeszcze mniejsze punkty) i Zakończenia, po którym następuje Modlitwa do Świętej Rodziny. Włoski tekst dokumentu końcowego Synodu o Rodzinie, zamieszczony na stronie watykańskiego Biura Prasowego, został uzupełniony danymi liczbowymi o wynikach głosowania nad każdym punktem: ile głosów było „za”, ile „przeciw”, bez podawania liczby tych, którzy wstrzymali się od głosowania.

Okazuje się, że najwięcej sprzeciwów wywołały punkty 84-86, współtworzące rozdział 3. „Duszpasterskie towarzyszenie rodzinie” trzeciej części dokumentu (Misja rodziny). Punkt 85. przyjęto tylko jednym głosem ponad wymaganą większość – 178 przy 80 głosach przeciwnych, za punktem 84 głosowało 187 ojców, przeciw było 72, a punkt 86. przyjęto 190 głosami „za” przy 64 „przeciw”. Komentując to dyrektor Biura Prasowego ks. Federico Lombardi powiedział:

Są to punkty dotyczące sytuacji trudnych, jak duszpasterskie podejście do rodzin zranionych lub żyjących w sytuacjach nieuregulowanych z kanonicznego punktu widzenia i dyscypliny kościelnej. Chodzi zwłaszcza o pary żyjące w związkach partnerskich, cywilnych, o rozwiedzionych, którzy ponownie zawarli związki małżeńskie oraz o sposób duszpasterskiego podejścia do tych sytuacji. Zawsze jednak osiągano wymaganą większość dwóch trzecich głosów.

Dokument określa rodzinę jako światło w ciemności, zaznaczając jednocześnie, iż przeżywa ona obecnie wiele trudności, ale też ma w sobie ogromne zdolności i potencjał do stawiania im czoła i reagowania na nie. Cały tekst odznacza się wielkim optymizmem i pozytywnym nastawieniem do wszystkich omawianych zagadnień, unikając języka potępień i ostrej krytyki, i to nawet wtedy, gdy chodzi o tematy i problemy, niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego.

W paragrafie 85. dokumentu końcowego  przypomniano, że polski papież stworzył pewne kryterium do oceny trudnych duszpastersko sytuacji. Przywołane zostały słowa Jana Pawła II z jego adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” z 1981 roku:
„Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo”. […] Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne”.

W podsumowaniu obrad podkreślono:

„Zatem zadaniem kapłanów jest towarzyszenie osobom, których to dotyczy, na drodze rozeznania zgodnie z nauczaniem Kościoła i wskazówkami biskupa. W tym procesie przydatne będzie zrobienie rachunku sumienia poprzez moment refleksji i skruchy”. […] Rozwiedzeni w nowych związkach powinni zadać sobie pytanie, jak postępowali wobec swoich dzieci, kiedy związek małżeński wszedł w fazę kryzysu; czy były próby pojednania; jaka jest sytuacja porzuconego partnera; jakie konsekwencje ma nowy związek dla reszty rodziny i wspólnoty wiernych; jaki przykład daje on młodym ludziom, przygotowującym się do małżeństwa”.

W dokumencie końcowym jest też mowa o tym, że „szczera refleksja może umocnić ufność w miłosierdzie Boże, którego nie odmawia się nikomu”. Przytoczono także stwierdzenie z Katechizmu Kościoła Katolickiego o tym, że w niektórych okolicznościach „poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione” z powodu różnych uwarunkowań. Przyznano, że „w określonych okolicznościach osoby mają wielkie trudności działania w odmienny sposób”.

„Dlatego też, mimo utrzymania normy ogólnej, konieczne jest uznanie, że odpowiedzialność wobec określonych działań czy decyzji nie jest taka sama we wszystkich przypadkach. Rozeznanie duszpasterskie, także biorąc pod uwagę sumienie uczciwie ukształtowane przez osoby, musi wziąć na siebie te sytuacje. Również konsekwencje czynów dokonanych nie są koniecznie jednakowe we wszystkich przypadkach”

– konstatuje się w najbardziej kontrowersyjnym punkcie na temat rozwodników.

W odniesieniu do związków homoseksualnych stwierdza się w relacji końcowej synodu, że związki takie nie mają żadnych podstaw do analogii, „nawet odległych”, do małżeństwa i rodziny.

To powtórzenie z dokumentu zeszłorocznego synodu na temat rodziny.

„Synod uznaje za całkowicie niedopuszczalne, aby kościoły lokalne doznawały presji w tej materii, a organizacje międzynarodowe uzależniały pomoc finansową dla biednych krajów od przyjęcia przepisów, które wprowadzają »małżeństwo« między osobami tej samej płci”

– napisano w dokumencie. Położony został też nacisk na to, że

każda osoba, niezależnie od swej orientacji seksualnej, musi być „szanowana w swej godności i przyjmowana z respektem i troską o to, aby uniknięto wszelkich znaków niesprawiedliwej dyskryminacji”.

Synod zajął się też kwestią towarzyszenia rodzinom, w których znajdują się osoby homoseksualne.

Zamykając obrady, papież Franciszek z właściwą sobie dezynwolturą nie omieszkał dać dosadnego prztyczka konserwatywnej frakcji synodalnej:

„Pierwszym obowiązkiem Kościoła nie jest wydawanie wyroków i rzucanie klątw, ale głoszenie miłosierdzia Bożego, wezwanie do nawrócenia, prowadzenie do zbawienia. […] Synod pozwolił nam lepiej zrozumieć, że prawdziwymi obrońcami doktryny nie są ci, którzy bronią litery prawa, ale ducha, nie idee, ale człowieka, nie formuły, ale bezinteresowną miłość Boga i jego przebaczenie”.

Franciszek wyraził przekonanie, że na obradach nie popadnięto w relatywizm ani w „demonizowanie innych”. – Usiłowaliśmy w pełni i odważnie przyjąć dobroć i miłosierdzie Boga, które przekracza nasze ludzkie kalkulacje i nie pragnie niczego innego niż tego, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni – zapewnił. Przyznał też, że nie znaleziono wyczerpujących rozwiązań dla wszystkich trudności i wątpliwości, które są wyzwaniem i zagrożeniem dla rodziny.

Synod – oświadczył papież z naciskiem – zachęcił wszystkich do zrozumienia „wagi instytucji rodziny i małżeństwa między mężczyzną i kobietą, zbudowanego na jedności i nierozerwalności, oraz do docenienia jej jako fundamentu społeczeństwa i życia ludzkiego”.

– Ewangelia pozostaje dla Kościoła żywym źródłem wiecznej nowości, przeciw każdemu, kto chce ją „zdoktrynizować”, przekształcając w martwe kamienie do rzucania w innych – mówił Franciszek. Zauważył, że obnażono postawy „zamkniętych serc” tych, którzy często ukrywają się za nauczaniem Kościoła i osądzają „niekiedy z poczuciem wyższości i w powierzchowny sposób trudne przypadki i zranione rodziny”.

– Kościół – dodał Franciszek – jest Kościołem ubogich w duchu i grzeszników poszukujących przebaczenia, a nie tylko sprawiedliwych i świętych.

Papież zauważył, odnosząc się do polemik wokół synodu, że podjęto na obradach próby „przezwyciężenia konspiracyjnej hermeneutyki”.

Wbrew oczekiwaniom wielu Synod nie okazał się więc przełomowy, a ostatnia w dziejach Kościoła katolickiego formalna schizma po raz kolejny zostaje przesunięta w czasie.

za: KAI, wp.pl, onet.pl, wpolityce.pl, pch24.pl