Tadeusz Owsianko również posiada tajną wiedzę o tym, że Polska jest już bezpieczna i nietykalna

Niezwykle się cieszę, że Tadeusz Owsianko dołączył do elitarnego kręgu wtajemniczonych posiadających tajną wiedzę o tym, że Polska jest już bezpieczna i nietykalna. Tajne Archiwum Watykańskie posiada tę wiedzę już od 28 sierpnia 2014 roku.

Polacy, Polska jest już bezpieczna, energetycznie na wielu gęstościach zabezpieczona, chroniona i nietykalna 🙂

Żadnych nowych wojen na planecie Ziemia już więcej nie będzie 🙂

TAW

Czytaj również:

Reklamy

Tacy ludzie niosą nadzieję dla świata :-) Morgan Freeman przekształca swoje 50-hektarowe ranczo w rezerwat dla Pszczół

MorganFreemanBeeKeeper

Jedną z najbardziej niewiarygodnych rzeczy dotyczących oddolnych ruchów społecznych, z których wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jest fakt, że przyciągają one, często niespodziewanie, nieprzeciętnych sprzymierzeńców.

Ci sprzymierzeńcy niejako użyczają tym ruchom swego talentu. Okazuje się bowiem, że w ich przypadku wystarczy być sobą, by móc wywierać wpływ na ludzi. Mowa o celebrytach, obok których społeczeństwo zwykle nie potrafi przejść obojętnie.

morgan-freeman-beekeeper

Można ich kochać lub nienawidzić, ale jedno trzeba im przyznać – wielu z nich to jednoosobowe media, które wpływają na rzesze ludzi poprzez wplecenie w wywiad jednego czy dwóch zdań w jakiejś sprawie.

Więc kiedy Morgan Freeman ze swoim wartym miliony dolarów głosem, z którego emanuje swojskość i otucha, mówi o tym, jak ważne jest otoczenie pszczół opieką, to ludzie go słuchają.

Na nagraniu z 2014 r., żartując z Jimmy’m Fallonem, Morgan Freeman zdradził, że stał się obrońcą pszczół, od kiedy przekształcił swoje ranczo (o wielkości 50 hektarów) w Missisipi w ich azyl.

Freeman sam stał się pszczelarzem i spędza teraz dni, karmiąc swoje owady cukrem i wodą. Jego ogrodnik posadził na posiadłości rośliny przyjazne dla pszczół: koniczyny, lawendy czy magnolie.

pszczoly

Choć nagranie pochodzi sprzed roku, to nadal krąży po mediach społecznościowych po tym, jak udostępniła je na facebooku strona The Free Thought Project. Po raz kolejny odezwał się głos poparcia dla pszczół w czasach, kiedy tak wiele jest jeszcze do zrobienia.

morgan freeman

Freeman zdecydował się na hodowlę pszczół, ponieważ niepokoi go spadek liczby populacji tych owadów.

„Wspólnie próbujemy przywrócić pszczoły na naszej planecie… Choć wielu nie zdaje sobie sprawy, że to one są, według mnie, podstawą wzrostu na Ziemi, wegetacji…”

– powiedział Freeman.

pasieka

Niestety, ludzie i chemikalia produkowane przez takie firmy jak Monsanto czy Syngenta, są główną przyczyną wymierania pszczół.

Pasieka_Kleszczele_2_11.07.2009

Ale dzięki aktorowi i innym ludziom, którzy myślą podobnie jak on i którzy próbują osobiście rozwiązać ten problem, być może uda nam się zrobić jakiś postęp w tej sprawie.

morgan-freeman

Od siebie dodam, że na naszym polskim podwórku dość sprawnie w kwestii pszczół działa organizacja Greenpeace. Z ich strony: greenpeace.pl/projekt_pszczola/ można pobrać bezpłatnie poradnik „Projekt pszczoła”, w którym ogrodnicy znajdą wskazówki na temat uprawy roślin w sposób korzystny dla tych owadów, a konsumenci – porady na temat podejmowania przyjaznych dla nich wyborów przy zakupach spożywczych.

althealthworks.com

xebola.wordpress.com

 

 

Odżywianie światłem? Nic prostszego – Victor Truviano

Argentyńczyk Victor Truviano to jeden z najbardziej znanych na świecie breatharian – od siedmiu lat nie je i nie pije.  Jest jednym z najbardziej znanych na świecie breatharian z powodu spektakularności procesów, które przechodzi – między innymi wyrosły mu, tak bardzo ewolucyjnie wyczekiwane przez każdego Ziemianina, trzecie zęby.

Jako Polacy dopiero otwieramy się (na razie bardzo opornie) na głębszą wiedzę o wkodowanych pierwotnie w istotę ludzką niesamowitych megamożliwościach jej ziemskiego organizmu. Przed zrozumieniem prostych w sumie energetycznych potencjałów funkcjonowania człowieka na tej planecie broni nas obowiązujący niestety do tej pory w zachodniej nauce totalnie zafałszowany paradygmat postrzegania rzeczywistości.

Właśnie m.in. bretharianie oraz na przykład jogini możliwościami swoich ziemskich ciał sprzężonych z Całością przejawienia Wszechświata dobitnie udowadniają nam, w jak zakłamanym świecie żyją tak zwani cywilizowani mieszkańcy Zachodu – z naszym systemowo zawężonym horyzontem poznawczym.

Zapraszam do zapoznania się ze sposobem myślenia i funkcjonowania Victora Truviano na tej planecie, do nieosądzania (osądy z miejsca blokują świadomość) i do dzielenia się tymi odkryciami z przyjaciółmi. Życzę kreatywnych wglądów w wyniku zaistniałej w ten sposób „burzy mózgów”, gdyż tylko swobodne otwarcie naszych umysłów i niekarmienie ich dawno przeterminowanymi (data przydatności do spożycia), choć niestety nadal u nas funkcjonującymi paradygmatami pomoże nam powoli zacząć otwierać się na… kontakt ze świadomością nieograniczoną… 🙂

TAW

źródło filmu: http://porozmawiajmy.tv/jestesmy-nieoddzieleni-victor-truviano/

profil Victora Truviano na fb: facebook.com/VictorTruviano

Czytaj również:

 

Dr Tadeusz Wasilewski, pionier in vitro w Polsce i do niedawna człowiek kartelu in vitro, teraz mówi: Ta metoda powinna być w Polsce zakazana

dr Tadeusz Wasilewski

Najlepszą ustawą dotyczącą in vitro byłby zakaz wykonywania sztucznego zapłodnienia na terytorium Rzeczpospolitej – uważa dr Tadeusz Wasilewski. Jest on jednym z pionierów tej metody w Polsce, który w 2007 roku zdecydował się jednak przejść na jasną stronę mocy i procederu in vitro radykalnie zaprzestał, stając się jego zdecydowanym przeciwnikiem. Ostatnio skomentował projekt ustawy o tak zwanym leczeniu niepłodności przekazany przez Ministerstwo Zdrowia do konsultacji społecznych.

Zdaniem lekarza z dużą praktyką najnowsza propozycja zawarta w projekcie jest skrajnie liberalna, nie liczy się z negatywnymi skutkami jej działania i w istocie aprobuje obecny stan działań klinik in vitro. Podajemy wypowiedź dr. Tadeusza Wasilewskiego:

Ustawa bioetyczna powinna być uchwalona, ponieważ jesteśmy we wspólnocie europejskiej i Polska powinna te zagadnienia prawnie uregulować. Optymalna, w mojej ocenie, byłaby treść jednoznacznie określona w jednym zdaniu: „Zakazuje się całkowicie wykonywania na terenie Polski metody zapłodnienia pozaustrojowego i inseminacji”. I to byłaby treść ustawy, którą bym proponował.

Do społecznej konsultacji trafił obecnie projekt Ministerstwa Zdrowia. Jest on całkowitą aprobatą stanu faktycznego, związanego z programem in vitro, obwarowanym różnymi elementami, które mają normować ten program, ale jest w nim dużo luk, dziur, nieścisłości i niekonsekwencji. W projekcie ustawy mówi się o działaniu etycznym, deontologicznym. I tkwi tu wielka sprzeczność. Nie można bowiem z jednej strony mówić o działaniu etycznym, a z drugiej strony aprobować program in vitro, który nie daje absolutnej gwarancji przeżycia wszystkim istnieniom ludzkim, do poczęcia których w obrębie tej metody trzeba było doprowadzić, czyli tak zwanym zarodkom nadliczbowym [!]. A te zarodki to nic innego jak pierwszy etap istnienia człowieka. Definicja ludzkiego życia jest bowiem jednoznaczna i określona w podręcznikach embriologii, ginekologii i położnictwa, pediatrii. Tam wyraźnie jest napisane, że ludzkie życie zaczyna się z chwilą połączenia komórki jajowej z plemnikiem, a kończy na naturalnej śmierci.

Jeżeli legalizujemy metodę, która nie daje gwarancji życia każdemu istnieniu ludzkiemu, do poczęcia którego w obrębie tej metody dochodzi, to ta metoda nie powinna funkcjonować. Gdyby wyobrazić sobie, że chcemy unaocznić na czym ona polega na przykładzie pięciolatków – istniejących, widocznych, odrębnych – metoda in vitro nie ostałaby się dwóch dni. Gdybyśmy stwierdzili, że owszem, mamy sposób na uratowanie niektórych z tych dzieci, ale wyłącznie kosztem życia np. pozostałej połowy – nikt takiej metody by nie zaaprobował. Ale gdy to dotyczy zarodka – dwóch, czterech i coraz więcej komórek, którym się przygląda specjalista pod mikroskopem – bardzo nam łatwo manipulować istnieniem ludzkim na takim poziomie.

Z drugiej strony niepłodność małżeńska to dziś problem społeczny, szeroki, obejmuje wielką liczbę ludzi. I ta potrzeba, chęć pojawienia się dziecka w rodzinie jest olbrzymia. Żyjemy w XXI w., kiedy program in vitro jest kosmopolityczny, wszędobylski, ogólnie dostępny i jest coraz więcej ośrodków i lekarzy, które potrafią tę procedurę wykonać. W iluś procentach przynosi ona efekty. Jak wobec tego można mówić programowi in vitro „nie”, skoro coś jest osiągalne i skuteczne? Na dodatek słyszy się, że osoba, która się na to nie godzi jest zacofana, sprzeciwia się rozwojowi nauki, występuje przeciwko małżeństwom nie mogącym mieć dzieci i jest pozbawiona empatii. Ale jeśli traktujemy poważnie definicję początku życia, która została sformułowana i wszyscy ją zaaprobowali, a której wymagamy od studentów medycyny, zdających egzaminy z embriologii, ginekologii, położnictwa czy pediatrii, to aprobata programu in vitro zdecydowanie jest nieporozumieniem. Jestem przeciwko ustawie, która przyzwala wykonywać i stosować metodę zapłodnienia pozaustrojowego.

Ustawa, którą proponuje ministerstwo jest bardzo lapidarna, zaś przeciwdziałanie niepłodności sprowadza się do wprowadzenia i usankcjonowania programu in vitro i stosowaniu wyłącznie tej jednej metody – remedium na „leczenie niepłodności”. Bo jest szybko, skutecznie i szkoda tracić czasu na inne metody. Taki jest sposób rozumowania twórców i ta ustawa to pokazała. Piszą tam o etyce, szacunku, dbałości, ale trudno się z tym zgodzić, bo tak się nie dzieje przy realizacji proponowanego programu.

Jest tam także wiele nieścisłości i niechlujstwa terminologicznego, bo raz mówi się o medycynie rozrodu, innym razem o prokreacji człowieka, o medycynie prokreacyjnej. Trzeba się zdecydować – albo jedno, albo drugie. O medycynie rozrodu można mówić w odniesieniu do zwierząt, natomiast medycyna prokreacyjna, która para się naszą płodnością to medycyna prokreacji człowieka.

inVitro fot provitro Flickr-684x310

Ale to są szczegóły. Wobec istoty in vitro mówię: nie. Nie dla śmierci zarodków, do której dochodzi w trakcie realizacji programu in vitro – i to są skutki natychmiastowe. Ale istnieją także skutki długofalowe, gdyż naukowcy, którzy badają zdrowie dzieci poczętych tą metodą, skutki stosowania leków, całej procedury i jej wpływu na zdrowie kobiety i mężczyzny, wykazują zdecydowanie pewne nieprawidłowości, które każą się zastanowić, czy medycyna prokreacji człowieka obrała dobry kierunek. [Jest tu mowa o pewnej pułapce zawartej w procederze in vitro, gdyż pierwsze zachodnie badania, które na ten temat zaczynają się już powoli w świecie naukowym pojawiać, idą w kierunku uwiarygodnienia dotychczasowych zatrważających przypuszczeń o możliwości umyślnego wprogramowywania w procedurze in vitro wad wrodzonych w komórki zarodków. Że coś na rzeczy być musi, potwierdza też jeden z czołowych depopulatorów tej planety, Bill Gates, który jawnie metodę in vitro oraz szczepionki zalicza do głównych technik depopulacyjnych. Już sam fakt licznych deformacji i duża śmiertelność niemowląt poczętych tą metodą myślącym ludziom każe zapalić przy tym temacie czerwone światełko. „Nadliczbowe zarodki” z in vitro sprzedawane są z kolei na Zachód, co odkrył obecny poseł Jarosław Gowin, pełniąc wówczas funkcję ministra sprawiedliwości. Zarodki te służą zarówno do tajnych eksperymentów medycznych, jak i do produkcji farmaceutyków oraz w przemyśle spożywczym do produkcji dodatków smakowych do napojów — przyp. TAW].

Poważnym mankamentem w projekcie ustawy jest dostępność metody. Projekt zakłada, że leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego ma być dostępne dla wszystkich, także dla samotnych kobiet, które będą mogły przyjść do kliniki i powiedzieć: proszę o zarodek. Obowiązkiem lekarza będzie transferowanie zarodka do jamy macicy. Ale w tym momencie trzeba zapytać: co my transferujemy? Dwie komórki czy ludzkie życie, tyle że na bardzo wczesnym etapie rozwoju?

Gdyby ktoś chciał adoptować dziecko, musi zgłosić się do ośrodka adopcyjnego i spełnić ściśle określone wymogi: wieku, wysokości zarobków, stałej pracy, musi żyć w związku małżeńskim, posiadać mieszkanie, itd. Taka osoba musi być do tego przygotowana, przejść odpowiedni kurs, wypełnić kwestionariusze. I dopiero po przejściu przez to sito otrzymuje się możliwość adoptowania dziecka. A dlaczego nie pytamy o to, dokonując transferu do macicy samotnej kobiety? Dlaczego nikt nie spyta, jaka będzie przyszłość tego dziecka – czy przyszła matka ma mieszkanie, stałą pracę, itd.?

Na takie stwierdzenie z pewnością oburzą się samotne kobiety, usłyszymy o ich „prawie” do posiadania potomstwa. A ja jedynie przypominam, jak brzmi ustawa o trybie adoptowania dziecka, o wymogach, jakie muszą spełniać ludzie, aby móc otrzymać pozwolenie na zaopiekowanie się dzieckiem, otoczenie go opieką, bycia dla niego rodziną.

W odniesieniu do in vitro każdy będzie mógł zażądać zabiegu i nikt nie sprawdzi, czy spełnia te wszystkie kryteria, jakie stawia się przy adopcji. To nieporozumienie. A w następnym zdaniu mówi się o poszanowaniu godności i etyki – to poważny zgrzyt.

Kolejnym poważnym mankamentem projektu ustawy jest brak informacji o liczbie lat przetrzymywania nadliczbowych zarodków w temperaturze ciekłego azotu. Wiadomo zaś, że tylko wyselekcjonowane zarodki trafią do jamy macicy, a te nadliczbowe [nadliczbowy człowiek – czyż termin ten nie opisuje dość obrazowo rzeczywistych „aksjologicznych” podstaw „filozofii” tej metody? – przyp. TAW] – do ciekłego azotu. Ile czasu mogą być przechowywane w tych warunkach? Dwa lata? Pięć? Czy też nieograniczoną ilość lat? W projekcie nic nie wspomina się na ten temat. Sądzę, że autorzy projektu zrobili celowy i świadomy unik, wybieg, żeby pozostawić klinikom in vitro wolną rękę. W przeciwnym razie autorzy projektu musieliby napisać, że przechowuje się zarodki np. 20 lat, a jeżeli nie zostaną w tym okresie transferowane do jamy macicy – zostaną usunięte, wyrzucone, czyli zabite. Ustawodawcy w innych krajach ustalają granicę przechowywania zarodków.

Tak więc ustawa jest niepełna i niekonsekwentna. A skoro faworyzuje i propaguje metodę in vitro, powinna nazwać rzecz po imieniu: jeżeli godzę się na metodę in vitro, to znaczy, że godzę się na śmierć istnień ludzkich, do czego dochodzi w wyniku mojego nawet najlepszego działania. Nie mam na to wpływu, że tak się dzieje, ale walczę, żeby w małżeństwie pojawiło się dzieciątko, którego dotychczas nie było. I niech odważni podpiszą się pod tym prawdziwym zdaniem. Wówczas wiem, że taka osoba doskonale zdaje sobie sprawę, na czym polega in vitro, i nie boi się odpowiedzialności za to, co zrobiła i co chce zrobić. A nie chować głowę w piasek i usuwać niewygodne elementy procedury.

W porównaniu z ustawami istniejącymi w innych krajach jest to projekt skrajnie liberalny, który w praktyce pozwala klinikom in vitro na wszystko. Ta ustawa nic nie zmienia w stosunku do obecnego stanu faktycznego. A przecież my, Polacy, moglibyśmy być inni, pójść inną drogą. Jeżeli dostrzegamy problem i chcemy leczyć niepłodność małżeńską, możemy rozwijać dużo bezpieczniejszą medycynę prokreacyjną i zdecydować, że w naszym kraju program in vitro nie będzie realizowany z powodów jak powyższe. Za to zdecydować, że będziemy rozwijać medycynę ochronną, prokreacyjną, która jest równie skuteczna; że będziemy dążyć do wykonywania bardzo szczelnej i szczegółowej diagnostyki niepłodności małżeńskiej, aby wyeliminować wszystkie nieprawidłowości, jakie się da wyeliminować; że będziemy zdobywać nowe kwalifikacje w tym zakresie, pokazując Europie, że w tej dziedzinie potrafimy świetnie funkcjonować, korzystając z metod, których nie przypłaca się śmiercią milionów zarodków. I że nie oznacza to, że jesteśmy społeczeństwem zacofanym.

Dlaczego nie potrafimy być odważni? Dlaczego nie potrafimy szanować ludzkiego życia od poczęcia? Nie tak dawno cieszyliśmy się z kanonizacji Jana Pawła II, wielkiego Polaka. A przecież on o to walczył, o szacunek do życia. A jeśli my się szczycimy z osoby, to dlaczego nie chcemy słuchać, co ta osoba do nas mówi?

Realizowałem program in vitro przez 14 lat. Ja nie znam tej metody z książek lecz z codziennej pracy, z autopsji. Pomogłem niejednej pacjentce mieć potomstwo. Tylko jakim kosztem? Ile musiało zginąć zarodków, żeby żył ten jeden? To wcale nie ode mnie do końca zależało, to taka metoda – myślałem wówczas. Nie jesteśmy w stanie stworzyć takich warunków dla zarodka, które będą skutecznie w 100 procentach, które będą dla tego zarodka całkowicie bezpieczne. Każdy uczciwy lekarz, który dokonuje transferu, podpisze się pod tym zdaniem.

***

Dr Tadeusz Wasilewiski jest jednym z pierwszych lekarzy w Polsce, którzy wprowadzili metodę zapłodnienia pozaustrojowego. Od 1993 do 2007 roku pracował w pierwszej w Polsce klinice wykonującej procedurę in vitro. W kwietniu 2007 roku stwierdził: „Nigdy więcej nie wykonam programu in vitro”. 1 stycznia 2009 roku założył pierwszą w Polsce klinikę leczenia niepłodności małżeńskiej metodą naprotechnologii NaProMedica, gdzie pracuje do dziś.

Ekai.pl

Dalajlama ponawia apel o autonomię Tybetu

DALAI LAMA5 czerwca Tenzin Gjaco – XIV Dalajlama (na zdjęciu) i inni liderzy tybetańskiej społeczności na wychodźstwie rozpoczynają kampanię na rzecz autonomii Tybetu. „Droga środka” – bo taką nosi nazwę – to zdaniem Dalajlamy sposób pokojowego rozwiązania kwestii tybetańskiej i pokojowego współistnienia w Tybecie Chińczyków Han i rdzennych mieszkańców tego regionu.

Strategię promocji autonomii Tybetu ma ogłosić Lobsang Sangay, premier tybetańskiego rządu na wychodźstwie. Tybetańczycy chcą wywrzeć presję na społeczność międzynarodową, aby władze w Pekinie zaczęły przestrzegać zobowiązań wobec ludności tybetańskiej.

Wchodzący w skład Chin Tybet ma status specjalnego regionu administracyjnego. Tybetańczycy uważają jednak, że ich prawa są ograniczane, a cała mniejszość – poddawana represjom. Właśnie z tego powodu od 2009 roku w Tybecie dochodziło do prób samospalenia tybetańskich mnichów, mniszek i osób świeckich. W ciągu ostatnich 5 lat na ten dramatyczny gest sprzeciwu zdecydowało się ponad 130 osób. W rocznicę wydarzeń na Placu Tiananmen w Pekinie Dalajlama zaapelował do chińskich władz o wypełnienie zobowiązań i rozpoczęcie demokratycznych reform.

jezeli_myslisz_ze_jestes_zbyt_2013-09-11_08-46-30_middle

przyczyna-cierpienia-jest-ignorancj

 

 

 

 

 

 

 

dalajlama-cel

 

 

 

 

WolneMedia.net

WolnyTybet.info.pl

Natura jest naszą prawdziwą naturą – Szaman Heyoka

Heyoka

Rok 2012 nie dotyczy smutku, zguby i tych wszystkich katastrof. Ma związek z transformacją i przebudzeniem. Matka Ziemia przypomina nam teraz, że może zabrać nas z powrotem, do podstaw. Podstaw w sensie życia tym, w co wierzymy. Dotarliśmy do momentu, gdzie religia już nie działa. Jezus był wielkim mędrcem. Skupił się na swym wnętrzu, zdał sobie sprawę, jaki potencjał w nim spoczywa i chciał pokazać innym ich własny. Niebo jest tutaj.

Niebo jest tutaj! Konsumpcjonizm ma z tym wiele wspólnego, gdy identyfikujemy się z tym, co możemy osiągnąć teraz i w przyszłości. Gdy zaczynasz doceniać bycie w TERAZ, wówczas naprawdę zaczyna się przygoda. Duchy zawsze nas prowadziły, my po prostu nigdy nie byliśmy w stanie ich zobaczyć. Nie mogliśmy, ponieważ nie szukaliśmy. Obecnie nie żyjemy w równowadze z Matką Ziemią. Wciąż bierzemy, bierzemy i bierzemy, co chcemy – a to zbyt wiele. Powinniśmy brać jedynie to, czego potrzebujemy. Matka Ziemia reaguje, więc cywilizacje powstają i upadają… i jest to naturalny przepływ.

Wielki Duchu, dziękuję Ci za ten moment czystego spojrzenia. NATURA JEST NASZĄ PRAWDZIWĄ NATURĄ. To gorące źródło jest częścią mnie. Wszystkie te minerały i woda są częścią mojego ciała. Dziękuję Ci, Matko Ziemio. Dziękuję Ci, Wielki Duchu. Dziękuję. Dziękuję!

Cierpieniu nie ma końca, ludzie umierają, tracą pracę, domy. Cierpienie jest częścią ludzkiego doświadczenia. gdy stajesz się całkowicie bezbronny i nie masz nic do ukrycia, uwalniasz siebie samego. Ja jestem wolny.

Jestem wolny.

Szaman Heyoka

<https://youtu.be/W91BSI1XoOw