Czarny kot na starym fotelu – sen Bio

Ma ktoś jakąś sensowną interpretacje snu z czarnym kotem i to w czasie pełni księżyca? Wiem, że to nie jest przypadkowy sen i ma szersze znaczenie. Zapoznałem się z internetowymi sennikami odnośnie czarnego kicia – niezbyt przyjemne i bardzo ogólnikowe.

Sen w skrócie… Próbuję strącić czarnego kota ze starego fotela (podobnego do tego, jaki dawno temu był w moim domu), w którym się rozsiadł. On uporczywie wraca na niego, a ja chcę go z niego ściągnąć. Jestem ostrożny i skoncentrowany , bo wiem, że może stać się niebezpieczny. W końcu mi się udało: jedną reką przytrzymałem kota, a drugą przewróciłem fotel do góry nogami…

Zdaję sobie sprawę, że moja podświadomość wyrzuca stare śmieci spod dywanu i mi pokazuje pewną rzecz, która mi umyka. Ale wiem, że jeszcze jest coś więcej.

Oczywiście mam swoje przypuszczenia. Jeśli ktoś może i chce coś do tego dorzucić , z góry dzięki. A jak nie, to też dobrze. Cisza też wiele mówi. 🙂

autor: Bio

TAW:

Czerń to kolor wzorcowy o wibracji 1 Hz. Czerń jest więc symbolem Wzorcowej Macierzy, Przestrzeni Macierzystej, Łona Wszechświata, Łona Tworzenia, Otchłani Boga…

Interpretacja snu jest wg mnie jednoznaczna: nowej Wzorcowej Przestrzeni w sobie nie zbudujesz na starych fundamentach, tzn. bez pełnego oczyszczenia się ze starych programów, których wszyscy mamy pełno w swoich polach.

„Jestem ostrożny i skoncentrowany, bo wiem, ze może stać się niebezpieczny” – nowe narzędzia tworzenia, jakie obecnie otrzymujemy, mogą stać się „niebezpieczne” w rękach istot nieoczyszczonych, ale z dużym ego. (To uwaga natury ogólnej, nie do Ciebie, gdyż Twój sen dotyczy w tej chwili już nas wszystkich).

Bio:

TAW: „Interpretacja snu jest wg mnie jednoznaczna: nowej Wzorcowej Przestrzeni w sobie nie zbudujesz na starych fundamentach”.

Tak, dlatego usilnie chciałem go z tego starego fotela (stary „paradygmat ”, „tron”) zrzucić i obrócić fotel do góry nogami, aby nie mógł w nim z powrotem zasiąść. Trochę jednak musiałem się sprężyć.

Osoby z dużym ego – większe mniemanie o sobie niż faktyczne możliwości – to jeszcze nie problem. Gorzej jest, jak rzeczywiste, duże możliwości oddziaływania są zniekształcone poprzez nieoczyszczenie, podpięcia = zewnętrzna obca ingerencja = błędna droga = chybiony, nie swój „cel”.

Reklamy

Rozmowa z Adonai – Radochna

Kilka dni temu ukazał mi się we śnie ten, którego nazywają Adonai. Nie przedstawił się, ale doskonale wiedziałam, kim jest.

Biała skóra, czarne, skośne oczy, długie palce macki. Kosmita, jak z filmu sf. Rozmawialiśmy o inżynierii genetycznej. Opowiadał mi o eksperymentach, które robią na ludziach. Wizja przerażająca, ale we mnie w ogóle nie było strachu. Absolutny spokój. Stałam przed kosmitą i zadawałam mu pytania. Pytałam, dlaczego tak postępują.

Następnej nocy chciano mnie sparaliżować we śnie. Uciekłam w ostatniej chwili, ale przebudzenie było bolesne i chwilę trwało, zanim mięśnie wróciły do normalności.

Coraz dziwniejsze te sny ostatnimi czasy.

autor: Radochna

Aruna na tronie i Pulchniaczki starego świata

fot. minimedge.blogspot.com

Witajcie,

chciałabym podzielić się z Wami moim snem, który miał miejsce kilka dni temu.

Oto jego opis:

Znajduję się w ogromnej przestrzeni, choć nie widzę jej początku ani końca…

Otacza mnie mgła – taka brudna mgła – i szaro-niebiesko-białe kolory.

Jestem prawie przezroczysta, zlewam się z przestrzenią.

Siedzę na krześle, które stoi na środku okrągłego, stalowego podestu.

Krzesło jest w kolorach otaczającej mnie przestrzeni. Ma prosty, surowy kształt. Jest twarde i niewygodne.

Jego boki wysadzane są pięknymi kamieniami, jakby brylantami. Są one ukryte, niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Czuję obecność obcych w tym kręgu, ale nie widzę ich.

Panuje milczenie, spokój i cierpliwe czekanie w kolejce na spotkanie ze mną.

Mam możliwość decydowania (nie wiem, o czym, ale siedzę na tym krześle – je pamiętam najbardziej ze snu – i ja tam rządzę 😀). Mam możliwość jakby selekcji.

Jestem bardzo szanowana, te inne różnorodne byty czują przede mną respekt.

Podchodzą do mnie dwie istoty. Na początku są poważne, bo wiedzą, że jestem bardzo poważną i bezwzględną osobą. Wiedzą też, że nie mogą wejść na podest.

Podchodzą z ogromną miską pełną surowego, świeżego, połyskującego mięsa.

Pytam ich: „Co to za mięso? Po co?”.

Odpowiadają zdziwione: „No jak, po co? Przecież my jemy mięso – ludzkie mięso”.

Wzdycham: „No tak, MNIE JUŻ NIC NIE ZDZIWI”.

Zaczynają się śmiać, robią się z nich takie chochliki, tacy żartownisie.

Są to dwie bardzo pulchne istoty, jakby dwie unoszące się bańki. Są zabawne – robią ciągle psikusy, wygłupiają się, wkręcają ludzi w różne rzeczy – sprawia im to przyjemność… Nie czują się winne. Ludzie dają im na to przyzwolenie.

Jestem zmęczona i znudzona siedzeniem na tym krześle, uwiera mi to krzesło.

Źle się czuję, nie chcę już tam być.

Chyba czekam na pojawienie się osoby, która mnie zastąpi.

Tak. Chcę, żeby ktoś inny usiadł na tym krześle.

autor: Aruna Ambrozja