Katolicy polscy, biskupi-masoni od 1050 lat doją z was waszą cenną naiwną energię i przekazują ją demonom – a wy ich w podzięce całujecie po rękach

prymas-polakStrojny w masońskie insygnia Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas masońskiego rytuału ściągania energii z Polaków Słowian i przekazywania jej obcym bogom na inauguracji masońskiej Świątyni Opatrzności Bożej. Warszawa-Wilanów, 11 listopada 2016 r.

Nieświadomy Słowianin to bateryjka matrixa. Chrześcijańskie świątynie od zawsze były budowane przez przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji jako przemyślne portale do poboru energii z nieświadomych Ziemian. By zwiększyć moc ciągu świątynie (szczególnie w średniowieczu) były budowane na znajdujących się na liniach geomantycznych (ley lines) gigantycznych miejscach mocy – miejscach pierwotnej, niezakłóconej planetarnej ziemskiej mocy.

W Polsce takimi miejscami pierwotnej ziemskiej mocy są między innymi:

  • Wawel,
  • Ostrów Tumski we Wrocławiu,
  • Masyw Ślęży (Ślęża – Radunia),
  • słowiańska Jasna Góra (Góra Światła Świata),
  • upstrzona świątyniami oraz rządowymi gmachami Wielka Warszawska Linia Geomantyczna (kościół Świętego Ducha → Sanktuarium NMP Łaskawej → Archikatedra → kościół Św. Anny – kościół pokarmelicki Wniebowzięcia NMP i św. Józefa Oblubieńca → Pałac Prezydencki → Bazylika Świętego Krzyża → Kancelaria Prezesa Rady Ministrów → Belweder).

Pytanie do radiestetów:

Czy Wielka Warszawska Linia Geomantyczna nie ma przypadkiem swojego przedłużenia również na trasie Belweder → Świątynia Opatrzności Bożej?

Czy Świątynia Opatrzności Bożej nie zbiera przypadkiem przepotężnej energii z całości obecnej (to się zmieni) polskiej stolicy za pośrednictwem jej centralnego układu nerwowego – geomantycznej ley line: Nowe Miasto → Wilanów?!

Czy przypadkiem nad Świątynią Opatrzności Bożej nie jest zawieszone wielkie cygaro UFO zasysające skumulowaną w Świątyni główną polską naRODową energię?…

Świątynia Opatrzności Bożej była bowiem projektowana już z celową myślą przewodnią umożliwienia sprawnego odprowadzania zgromadzonej w niej energii poprzez specjalny otwarty kanał biegnący wertykalnie z samych jej katakumb (podświadomość, Pamięć Narodowa) przez nawę główną (serce Narodu) bezpośrednio do otwartej na samym wierzchołku kopuły (nadświadomość)?…

Czy specjalna wertykalna świątynna „linia światła Opatrzności” nie jest przypadkiem fraktalnym odpowiednikiem naszych osobistych implantów energetycznych w postaci czakr?…

Chrześcijańskie świątynie to przemyślne portale do poboru energii z nieświadomych Ziemian. Jeszcze o tym nie wiesz, ale kiedy uczestniczysz w liturgiach, twoja modlitwa trafia nie do tego boga, do którego myślisz, że trafia. Dowód: twoje modlitwy nie są wysłuchiwane…

TAW

Czytaj również:

Otwarcie największej masońskiej świątyni w Polsce – Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie

Świątynia Opatrzności Bożej, Warszawa-Wilanów (fot. Kamil Leczkowski)

Historia idei budowy Świątyni Najwyższej Opatrzności, bo tak ją pierwotnie nazywano, to zarazem historia zawłaszczenia tej idei przez Kościół rzymskokatolicki. Początkowo budowa miała być realizacją niewykonanej nigdy z przyczyn historycznych Deklaracji Stanów Zgromadzonych, uchwalonej jednomyślnie przez Sejm Czteroletni 5 maja 1791 roku. W okresie międzywojennym zaczęto jednak nadawać projektowanej budowli nowe symboliczne znaczenia.

W miarę upływu czasu intencji przybywało. Obecnie jej wzniesienie ma uczcić nie tylko Ustawę Majową, ale także odzyskanie przez Polskę niepodległości w roku 1918 i w roku 1989, 200-lecie powstania diecezji warszawskiej, 700-lecie uzyskania przez Warszawę praw miejskich oraz wejście świata w drugie tysiąclecie chrześcijaństwa, nie wspominając już nawet Bitwy Warszawskiej z roku 1920. Kościół, który jest wznoszony w Wilanowie, poza nazwą niewiele mieć będzie wspólnego ze świątynią, którą zamierzali zbudować twórcy Konstytucji 3 maja – świątynią ponadwyznaniową, łączącą wszystkich uczciwych ludzi.

Masońskie korzenie

W Deklaracji Stanów Zgromadzonych Sejmu Czteroletniego z 5 maja 1791 roku – która jest częścią składową Konstytucji 3 Maja – wszystkie ówczesne stany zobowiązały się do budowy – z pomocą Najwyższego Rządcy – kościoła poświęconego Najwyższej Opatrzności. Zapis brzmi następująco:

„Aby zaś potomne wieki tem silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane pomimo największej trudności i przeszkody za pomocą Najwyższego losami narodów Rządcy do skutku przywodząc, nie utrąciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i Najwyższej Opatrzności poświęcony”.

To nie przypadek, że zamiast Boga mówi się w tej części Deklaracji o Najwyższym Rządcy, a miejsce Opatrzności Bożej zajmuje Najwyższa Opatrzność. Określenia te wskazują bowiem na masoński rodowód twórców idei budowy tej świątyni, a zarazem autorów Deklaracji i samej Konstytucji 3 maja.

Do wolnomularzy należeli: król Stanisław August Poniatowski, marszałek wielki litewski Ignacy Potocki, marszałek Sejmu Czteroletniego Stanisław Małachowski, marszałek Konfederacji Litewskiej Kazimierz Nestor Sapieha, a nawet sam prymas Michał Poniatowski.

Ówcześni wolnomularze głosili, że każdy ma prawo do własnych poglądów i że najważniejsze to być – niezależnie od wyznania – dobrym, szczerym, skromnym, honorowym człowiekiem. Żeby nie urazić niczyich uczuć i przekonań religijnych, w swoich dokumentach słowo Bóg zastępowali pojęciem Wielkiego lub Najwyższego Budowniczego, a także Najwyższej Opatrzności. Jej wolnomularskim symbolem jest Świetlista Delta – równoramienny trójkąt z okiem w środku.

Świątynia Najwyższej Opatrzności miała zostać zbudowana według projektu Jakuba Kubickiego, także wolnomularza. Projekt przewidywał postawienie monumentalnej rotundy zwieńczonej kopułą, nawiązującej architektoniczną formą bardziej do budowli publicznych starożytnego Rzymu niż do jakichkolwiek budowli sakralnych. Wyraźnie starano się nadać przyszłej świątyni charakter ponadwyznaniowy. Nawet nie miało być na niej krzyża, a jedynie znak Świetlistej Delty.

Król Stanisław August Poniatowski należał do masonerii (graf. ciekawostkihistoryczne.pl)

Elementy wolnomularskiego rytuału widoczne były również podczas dokonanej przez króla Stanisława Augusta ceremonii wmurowania kamienia węgielnego pod budowę świątyni w maju 1792 roku. Akt ten poprzedziła uroczysta procesja, w trakcie której wyraźnie odwoływano się do biblijnej analogii dotyczącej sprowadzenia przez króla Dawida Arki Przymierza do Jerozolimy. Kolejnym krokiem miało być zbudowanie dla Arki przybytku. Dokonał tego syn Dawida, król Salomon. Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego wyrażała nadzieję, że Stanisław August, na podobieństwo Salomona, dokończy swego dzieła i wybuduje oczekiwaną świątynię. Co ciekawe, wolnomularze wywodzą swoje początki właśnie od budowniczych świątyni Salomona, z jej głównym architektem Hiramem na czele.

Złota kielnia – jeden z głównych symboli wolnomularstwa (fot. themasonslady.com)

Nawet narzędzia, którymi król dokonał aktu wmurowania kamienia węgielnego – miniaturowa złota kielnia i złoty młotek – były niezwykle podobne do sprzętów używanych podczas wolnomularskich rytuałów.

Katolizacja projektu

Ustawa z 17 marca 1921 roku o wykonaniu uczynionego przez Sejm Czteroletni ślubu wzniesienia w Warszawie świątyni nadała projektowi charakter ewidentnie katolicki. Zmieniono nazwę budowli na Świątynię Opatrzności Bożej. Nadzór nad budową miała sprawować komisja z udziałem najwyższych dostojników rzymskokatolickich. Świątynia zewnątrz i wewnątrz miała być wyraźnie katolicka, co miało odzwierciedlać potrzeby kultu katolickiego, katolicką myśl i ducha. Rząd miał sfinansować odprawianie codziennej mszy świętej w intencji pomyślności państwa oraz za dusze Polaków, którzy zginęli za wolność ojczyzny. Przy kościele przewidziano grobowce dla zasłużonych zmarłych katolików.

Grób ks. Jana Twardowskiego, poety, w katakumbach Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie

Całość budowy miała zostać sfinansowana głównie z budżetu państwa, a jedynie dodatkowo ze składek publicznych. Ustawa w sposób ewidentny odzwierciedlała koncepcję Polski jako państwa wyznaniowego – katolickiego państwa Narodu Polskiego.

Pierwotne projekty czegoś takiego w ogóle nie przewidywały. W szczególności nie przewidywały finansowania budowy z budżetu. Świątynia Najwyższej Opatrzności miała być sfinansowana ze środków społecznych, jako votum (dar wdzięczności) wszystkich stanów, a nie państwa, króla czy sejmu. Odwoływano się wtedy do dobrowolnej hojności obywateli, wykorzystując entuzjazm społeczny związany z uchwaleniem Konstytucji 3 maja.

Katolizację idei budowy Świątyni Najwyższej Opatrzności oparto na błędnym utożsamianiu polskości jedynie z katolicyzmem. Polska nie była jedynie katolicka ani w przeszłości, ani nie jest taka obecnie. Preambuła Konstytucji z 1997 roku ukazuje nasze społeczeństwo jako pluralistyczną wspólnotę równoprawnych obywateli, wyznających różne systemy światopoglądowe, zarówno wierzących w Boga, jak i niepodzielających tej wiary. Według danych GUS, u progu nowego stulecia do Kościoła rzymskokatolickiego należało 89,94% populacji kraju, natomiast poza związkami wyznaniowymi znajdowało się 7,8% ludności, czyli ponad 3 mln obywateli. Już ta znacząca liczba Polaków niekatolików powinna powstrzymywać zwolenników wskrzeszania XVIII-wiecznego projektu od powoływania się na wolę całego Narodu Polskiego. Wydaje się, że z ideą budowy Świątyni Opatrzności Bożej nie utożsamiają się nawet wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Badania opinii publicznej przeprowadzone przez największe polskie portale internetowe przy okazji zeszłorocznej [artykuł pisany był w 2007 r. – przyp. TAW] decyzji parlamentu o przyznaniu na rzecz budowy świątyni dotacji w wysokości 20 mln zł wykazały, że co najmniej 80% respondentów było przeciwnych finansowaniu tej budowy z budżetu państwa. (…)

Dr Paweł Borecki, Uniwersytet Warszawski

Miesięcznik „Znaki Czasu” nr 2/2007

Całość czytaj na: http://www.eioba.pl/a/4i0f/masonskie-korzenie-swiatyni-opatrznosci-bozej

Tytuł wpisu i oprac.: red. TAW

Artykuł jest pisany z pozycji sympatyka oficjalnych idei wolnomularstwa. Jest bardzo cenny, bo dokumentuje stanowisko oficjalnej nauki w sprawie prawdziwych korzeni idei budowy tej masońsko-katolickiej świątyni.

Oficjalne spojrzenie na polską masonerię oczami jej głównego organu – Gazety Wyborczej:

To oczywiście tylko część prawdy o polskiej masonerii. Trzeba tu koniecznie dopowiedzieć, że do współczesnych polskich wolnomularzy należy nie tylko były premier Olszewski, ale w każdym „polskim” rządzie po 1989 r. zasiadają czołowi przedstawiciele masonerii. Zasiadają i knują przeciwko wolnej Polsce, ponieważ prawdziwym celem masonerii jest trzymanie Polaków Słowian w wielopokoleniowej finansowej niewoli oraz w niewiedzy co do prawdziwych korzeni Narodu Polskiego.

TAW

Czytaj również:

Historyczne źródło, jakim jest wykonany na polecenie Władysława IV Wazy napis na Kolumnie Zygmunta w Warszawie, dokumentuje, że Zygmunt III Waza jest 44. królem Polski. Mieszko nie może więc być naszym pierwszym władcą

Zygmunt III Waza – czterdziesty czwarty król Polski (grafika: Wojciech Bubnowicz)

Według turbokatoli Mieszko był pierwszym władcą Polski, a Zygmunt III – 31. Niestety na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jego syna Władysława jest podane, że Zygmunt był 45. [czterdziestym czwartym – przyp. TAW] władcą Polski. Jego tytuł królewski to: król Wandalów (Wiślan), Gotów (Litwy) i Szwedów. Do spranych turbokatolickich, pozbawionych wiedzy łbów nic nie dociera.

Według kronik niemieckich i polskich Zygmunt III Waza był 44. lub 45. władcą Polski Wandalów, jak nazywano Polaków od słowiańskiej nazwy naszej głównej rzeki Wandalusa. Każdy słyszał o sławnej przedkatolickiej historii Wandalitów/Wiślan. Nie istnieje źródło historyczne, które zaczyna historię Polski od Mieszka. Od Mieszka zaczyna się tylko katolicka historia i upadek Polski.

Paweł Szydłowski

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=658134077679024&set=o.514952278638866&type=3&theater

Czytaj również:

Ks. Popiełuszko o prymasie Glempie: „Zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej”

ks-jerzy-popieluszko

„Pojechałem do Seminarium i tam spotkałem przy furcie ks. Prymasa. Weszliśmy do pokoiku. To, co tu usłyszałem, przeszło moje najgorsze przeczucia. To prawda, że ks. Prymas mógł być zdenerwowany, bo wiele kosztował Go list pisany do Jaruzelskiego w mojej sprawie. Ale zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej. Nie jest to oskarżenie. Jest to ból, który uważam za łaskę Bożą do lepszego oczyszczenia się i przyczynek do większych owoców mojej pracy” – notuje ks. Jerzy Popiełuszko w swoim dzienniku 18.12.1983 roku.

Fragmenty zapisków ks. Jerzego Popiełuszki:

11.XI.82

Rano byłem w Kurii. Ks. Kanclerz poinformował mnie, że Wydział Wyznań, chyba pan Śliwiński, nie jest zadowolony z formy moich mszy za Ojczyznę. Biskupowi J. Dąbrowskiemu minister Łopatka miał powiedzieć, że w najbliższym czasie w Warszawie muszą aresztować trzech księży (ks. Kantorski, ks. Prus [ks. Zdzisław Prus – w tamtym czasie wikariusz parafii św. Jana Kantego w Warszawie, obecnie kapłan diecezji łowickiej – przyp. TAW], ks. Małkowski), a mnie na pierwszym miejscu internować. Przyjąłem do wiadomości.

Wieczorem bp Miziołek po powrocie z Częstochowy zdziwił się, że jeszcze chodzę na wolności. Ale też wymknęło mu się, że Jaruzelski wymieniał ks. Prymasowi, wśród trzech księży, również i moje nazwisko.

Liczę się z tym, że mogą mnie internować, mogą aresztować i spreparować skandal, ale nie mogę przecież zaprzestać tej działalności, która jest służbą Kościołowi i Ojczyźnie. Dzisiaj ks. Prałat siedząc w konfesjonale zawołał mnie i mówi, pokazując wycinek z gazety z listem Wałęsy: „Cholera, całą noc spać nie mogłem przez tego Wałęsę. To wszystko musi być spreparowane”, a na Mszy św. o 8.00 modlił się, aby Ojciec św. przyjechał do Polski, ale bez żadnego szachrajstwa. Ks. Prałat Bogucki, wspaniały człowiek i patriota, to zupełnie inny rozdział. Myślę, że warto kiedyś tej osobie poświęcić więcej miejsca. Już 23.20 i teraz jestem znowu sam. Chwila refleksji.

18.XII.83

Na Mszach św. księża odczytali w kościele moje oświadczenie wyjaśniające sprawę mieszkania i znalezionych w nim przedmiotów.

Na drugi dzień pojechałem z kwiatami do Arcybiskupa Dąbrowskiego, podziękować mu za wstawiennictwo. Przyjął mnie serdecznie. W Kurii wydział katechetyczny przyjął [mnie] z kwiatami. Wezwał mnie bp Romaniuk.

Pojechałem do Seminarium i tam spotkałem przy furcie ks. Prymasa. Weszliśmy do pokoiku. To, co tu usłyszałem, przeszło moje najgorsze przeczucia. To prawda, że ks. Prymas mógł być zdenerwowany, bo wiele kosztował Go list pisany do Jaruzelskiego w mojej sprawie. Ale zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej. Nie jest to oskarżenie. Jest to ból, który uważam za łaskę Bożą do lepszego oczyszczenia się i przyczynek do większych owoców mojej pracy. Nie wchodzę w szczegóły tej rozmowy.

Najbardziej zabolały zarzuty, że położyłem duszpasterstwo służby zdrowia, któremu przecież serce i duszę oddawałem od pięciu lat. W związku z tym zarzutem napisałem list do moich przełożonych, ks. bpa Miziołka i ks. Króla, którzy na tym odcinku moją pracę znają doskonale. Boże, jak wielkie doświadczenie mi dajesz, ale jednocześnie dajesz mi tyle sił i ludzkiej życzliwości.

24.VI.84 

Kolejna, 30 Msza św. za Ojczyznę. Mówiłem o sprawiedliwości. Ludzi jak zawsze. 7 księży koncelebrowało Mszę św. (ks. Jancarz z Mistrzejowic, ks. z Lichenia, z USA, z Ostrowi Maz[owieckiej], ks. Gadomski i dwóch z Warszawy). Po Mszy św. poprosiłem ludzi, aby podali swoje refleksje na temat Mszy św. – już dzisiaj otrzymałem około 100 listów. Odczytałem również informację o ostatnich licznych anonimach. Widziałem płynące łzy z oczu ludzi. Po Mszy św. długo tłum skandował „Szczęść Boże”.

25.VI. g. 9.00

Pojechałem do Gdańska z ks. Jancarzem.

[Na tym kończą się zapiski księdza Jerzego Popiełuszki. Cztery miesiące później został uprowadzony przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i zamordowany.]

Ks. Jerzy Popiełuszko, Zapiski 1980-1984, Editions Spotkania, Warszawa 2015.

popieluszko-zapiski

Od wydawcy

Biorąc do ręki oryginał Zapisków ks. Jerzego, które wydałem w 1985 roku w Paryżu, nie mogę nie wspomnieć tamtej atmosfery. Było to kilka miesięcy po Jego śmierci, a atmosfera w kraju i za granicą była ogromnie podminowana – w każdej chwili mogło dojść do wybuchu.

Wielu nie od razu uwierzyło, że nie mogło się to stać bez wiedzy najwyższych czynników partii i rządu PRL. Dziś, po kilkudziesięciu latach od tych wydarzeń staje się jasne, że ta śmierć była zaplanowana według scenariusza konsultowanego lub opracowanego w Związku Sowieckim: Jaruzelski i Kiszczak byli jedynie jego wykonawcami, a proces morderców w Toruniu – zaplanowanym spektaklem transmitowanym przez telewizję.

W parę tygodni po otrzymaniu Zapisków docierały do mnie różnymi drogami rady, płynące głównie z kręgów bliskich kurii warszawskiej, abym może zastanowił się nad wydawaniem tej książki; wskazywano na fragment, w którym ksiądz Jerzy bardzo gorzko wypowiada się o spotkaniu z księdzem Prymasem Józefem Glempem oraz o upomnieniach, jakie od niego otrzymał. Postanowiłem pojechać do Rzymu. Tam, po audiencji dla grupy polskiej w Sali Klementyńskiej, po wyjściu pielgrzymów, zostałem przez chwilę z Janem Pawłem II, któremu ofiarowałem najnowsze tytuły Editions Spotkania. Wtedy też powiedziałem, że mam maszynopis Zapisków ks. Jerzego i wspomniałem o sugestiach dokonania skrótów, a nawet wstrzymania wydania książki. Stwierdziłem, że nie chcę być cenzorem męczennika. Papież mnie wysłuchał i pobłogosławił. Następnego dnia do klasztoru, w którym się zatrzymałem, przekazano mi następujące słowa: Proszę wydawać jak najszybciej i bez skrótów.

Piotr Jegliński

źródło: http://wpolityce.pl/kosciol/312451-ostatnie-zapiski-ks-popieluszki-licze-sie-z-tym-ze-moga-mnie-internowac-moga-aresztowac-i-spreparowac-skandal

Spotkanie na temat działalności i śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Nadarzyn, 24 października (poniedziałek), godz. 18:30

Spotkanie poświęcone życiu i tragicznej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ks. Jerzy został bestialsko zamordowany 25 października 1984 roku. Do tej pory prawdziwi sprawcy tego mordu nie ponieśli żadnej kary. Uczestnicy spotkania będą wspominać życie i działalność ks. Jerzego w przeddzień smutnej rocznicy.

W spotkaniu wezmą udział:

KS. STANISŁAW MAŁKOWSKI

– przyjaciel ks. Jerzego;

LESZEK SZYMOWSKI

– dziennikarz śledczy, który niebawem opublikuje niezwykle interesującą książkę „Księżobójcy”;

PIOTR JEGLIŃSKI

– dyrektor wydawnictwa Editions Spotkania, wydawca „Zapisków 1980-1984” księdza Jerzego.

Spotkanie poprowadzi Anna Sabat – działaczka kulturalno-oświatowa, wieloletnia pracowniczka Ministerstwa Kultury i Sztuki. Przed i po spotkaniu będzie można zakupić książkę „Ks. Jerzy Popiełuszko. Zapiski 1980-1984” oraz inne publikacje wydawnictwa Editions Spotkania.

Wstęp wolny.

Strona wydarzenia na FB:

https://www.facebook.com/events/338301176516882/

Nie było żadnego chrztu Polski w 966 r. – król Mieczysław, zwany Mieszkiem, zamienił wprowadzany stopniowo na naszych ziemiach od czasów króla Ziemowita chrześcijański ryt wschodni na ryt zachodni, pozwalając sfeudalizować Polskę Watykanowi

Nie było żadnego „chrztu Polski” w 966 roku. Pierwszy „chrzest Polski” w obrządku rzymskim odbył się bowiem 1 stycznia 845 r. za  króla Koszyszko herbu Kroy. Chrzest przyjęło wówczas czternastu lechickich książąt i możnowładców (wraz ze swoimi dworami, wojskiem i ludnością) mieszkających na terenach południowych Lechii, przy granicy z Morawami i Czechami (władca państwa wielkomorawskiego Mojmir I przyjął chrzest już w 818 roku).

„Chrzest Polski” w obrządku wschodnim (cyrylo-metodiańskim, „słowiańskim”) miał zaś miejsce w 874 r. za króla Ziemowita (syna króla Koszyszko).

Biorąc pod uwagę powyższe fakty historyczne opisane w wielu kronikach polskich i zagranicznych, król Mieczysław zwany Mieszkiem nie mógł więc dokonać żadnego „chrztu Polski”. Watykańska religia, kolejne „polskie” rządy oraz „polscy” naukowcy od wielu, wielu wieków z premedytacją najzwyczajniej w świecie cię okłamują.

Kolejne fakty historyczne w postaci dowodów archeologicznych

potwierdzających fakt,

że w 966 r. nie mogło być żadnego „chrztu Polski”:

w 966 roku istniały już na terenie Lechii

liczne cerkwie chrześcijańskiego obrządku wschodniego (budowle przedromańskie)!

Jedynie niektóre z nich to m.in.:

  • cerkiew w Wiślicy – wraz z kadzią-chrzcielnicą i misą chrzcielną stanowiącą wsparcie dla ściany budynku (badania prof. Włodzimierza Antoniewicza z UW, 1954 r.);
  • cerkiew w Krakowie – pod kościołem św. Salwatora;

Romański kościół Najświętszego Salwatora – jedna z najstarszych świątyń Krakowa fot. skozk.pl

  • cerkiew w Krakowie – w rotundzie Marii Panny na Wawelu;
  • cerkiew w Gnieźnie – fundamenty pod katedrą;
  • cerkiew we Wrocławiu – fundamenty pod katedrą;
  • cerkiew na wyspie Ostrów Lednicki (Ostrów Lechicki) na jeziorze Lednica w Wielkopolsce;
  • cerkiew w Poznaniu – w katedrze wraz z trzema misami chrzcielnymi oraz dwoma aneksami bocznymi absydy (prothesis i diaconicon);
  • cerkiew w Przemyślu – szczątki katedry;
  • cerkiew w Krakowie na Wawelu – w fundamentach katedry Bolesława Chrobrego szczątki dwóch grobowców biskupów obrządku słowiańskiego (Prohora/Prokosza i Prokulfa?).

Pierwsze biskupstwo w Lechii w obrządku słowiańskim zostało założone w Wiślicy, a drugie w Krakowie, gdzie swą siedzibę mieli słowiańscy arcybiskupi. Arcybiskupstwo obrządku słowiańskiego przetrwało w Lechii ponad 150 lat.

Król Mieczysław zwany Mieszkiem zamienił wprowadzany stopniowo od czasów króla Ziemowita chrześcijański ryt wschodni na ryt zachodni, powracając do pierwotnego rytu rzymskiego z czasów pierwszego „chrztu Polski” z 1 stycznia 845 r. za panowania króla Koszyszko herbu Kroy.

Wprowadzanie chrześcijaństwa w Polsce było oczywiście wielowiekowym procesem z uwagi na silne przywiązanie Polaków Słowian do swojej rodzimej wiary oraz swojej rodzimej Ewangelii: Wiedy/Wedy/Wiedzy.

mieszko-IKról Mieczysław I zwany Mieszkiem. Fragment Jasnogórskiego pocztu królów Polski

chrobryKról Rzymu Bolesław I Wielki, zwany Chrobrym, wg Jana Matejki, XIX w. Portret ołówkiem, pokolorowany po śmierci malarza (FoKa/Forum)

TAW

Na podst. m.in.: Janusz Bieszk, „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”, Warszawa 2015.

Czytaj również:

Katolicyzm łamie ludziom kręgosłupy, bo dla dobra instytucji pomija się zupełnie dobro człowieka – spotkanie z prof. Stanisławem Obirkiem

prof-stanislaw-obirekProf. Stanisław Obirek – teolog, historyk, antropolog kultury, były jezuita, zaangażowany w dialog z innymi religiami i z niewierzącymi (fot. Krzysztof Żuczkowski/Forum)

„Rosjanie ani Sowieci tego nie wymyślili, tylko Kościół katolicki był w tym bardzo wprawiony, żeby ludziom wmuszać pewne zachowania” – mówi gość Radia Dla Ciebie, autor książki „Polak katolik?”, prof. Stanisław Obirek.

Jestem przekonany, że o religii i katolicyzmie w Polsce nie można mówić inaczej niż tylko przez pryzmat własnej biografii. Religia jest uwikłana w pozareligijne wymiary, zwłaszcza ideologiczne, a od kilku lat również polityczne – wyjaśniał prof. Obirek.

„Możemy lepić własne życie”

Nie jest tak, że musi się być zaprogramowanym przez biografię, miejsce i czas urodzenia, rodzinę, miejsce pochodzenia. Żyjemy w czasach, kiedy cały urok życiowy polega na tym, że możemy własne życie lepić wedle własnego uznania i religia jest częścią tego projektu życiowego – uważa prof. Obirek. – W Polsce mamy do czynienia z sytuacją, że od 25 lat żyjemy w kraju, który bardzo dba o rozpisanie ról – jednym wolno więcej, a innym mniej, tylko dlatego, że mają w biografii konkretne fragmenty – ocenił.

Jak powiedział, istotne są wszystkie etapy życia, bo wszystkie w jakiś sposób nas definiują. – Na przykład, jeśli duża część Polaków po prawej stronie zachwyca się Leszkiem Kołakowskim jako tym, który przejrzał i po poznaniu marksizmu, komunizmu, odwrócił się od tej mrocznej siły, to ja cenię go za jego pierwsze studia – kiedy był wydelegowany przez partię do poznania i rozpracowania Kościoła katolickiego – wyjaśniał gość RDC.

„Wybrałem katolicyzm otwarty”

Przez część życia prof. Obirek był członkiem zakonu jezuitów. – Przez spotkanie ojca Szczanieckiego, benedyktyna, czy ojca Piechnika i przez ich pryzmat zobaczyłem inny katolicyzm, nie ten wulgarny, prymitywny, który znałem z dzieciństwa, gdzie proboszcz był wiejskim proboszczem, ale nie świętym, tylko prymitywem. Jako nastolatek się zbuntowałem, odszedłem od tego katolicyzmu, a ci wszyscy światli ludzie, jezuici, benedyktyni, pokazali mi, że katolicyzm ma wiele twarzy, przez nich wpadłem w tę koleinę kościelną – wspominał. Jak powiedział, jego wybór katolicyzmu w latach 70. był „wyborem katolicyzmu otwartego”.

Ideologia

Dzisiaj mamy do czynienia z wypieraniem się czegoś, bo partia nam każe się tego wypierać – uważa profesor. – Rosjanie ani Sowieci tego nie wymyślili, tylko Kościół katolicki był w tym bardzo wprawiony, żeby ludziom wmuszać pewne zachowania – mówił. – Dla mnie historia jest mistrzynią życia, bo przestrzega przed zachowaniami w imię ideologii. Katolicyzm każe podejmować jakieś decyzje nie z powodów religijnych, tylko ideologicznych.

„Kamienie wołać będą…”. Tak, to już jest właśnie ten czas. Cesarz Tyberiusz demaskuje zmowę „polskich” naukowców, polityków, dziennikarzy, biskupów, kardynałów, kapłanów nt. prawdziwych korzeni Narodu Polskiego

c

„Niniejsza płyta marmurowa z dedykacją cofa oficjalną historię Polski o tysiąc lat, do I wieku p.n.e., kiedy urodził się król Awiłło Leszek” – pisze Janusz Bieszk w swojej (r)ewolucyjnej książce „Słowiańscy królowie lechii. Polska Starożytna”.

Dedykacja na marmurowej płycie z I wieku n.e. z grobowca lechickiego króla Awiłła Leszka, ufundowanego mu jeszcze za życia przez cesarza rzymskiego Tyberiusza Klaudiusza, panującego w latach 14-37 n.e.:

Na pożegnanie*

„Awiłłowi Leszkowi, Tyberyusz Klaudyusz

grób ten z cztérma framugami, na ośm

urn popielnych, jeszcze za życia, jemu jedynie,

dla zaszczytu, na zupełną własność oddał”.

(Tłumaczył z języka łacińskiego Tadeusz Wolański w 1843 roku)

Powyższą płytę nagrobną odkrył Janusz Bieszk w kwietniu 2014 roku we włoskim muzeum – pod numerem katalogu:

Museo del Lapidario di Urbino, Italia

É riferito da: Scheda RA: 11-00014883

Idenificatore work 92778

Jej zdjęcie jest w internecie pod: „c avillio lescho iscrizione funeraria”.

[http://www.culturaitalia.it/opencms/museid/viewItem.jsp?language=it&id=oai%3Aculturaitalia.it%3Amuseiditalia-work_92778 – przyp. TAW]

za: Janusz Bieszk, Słowiańscy królowie lechii. Polska Starożytna, Wyd. Bellona, Warszawa 2015, s. 5.

*Tadeusz Wolański nie zidentyfikował początkowej litery „C”, która według włoskich naukowców oznaczała C(AIO), czyli „Na pożegnanie”.

Komentarz Tajnego Archiwum Watykańskiego:

Polska jest krajem starożytnym. Udowadnia to rzymski cesarz Tyberiusz Klaudiusz i wykuty na jego polecenie napis w twardym marmurze, który możemy dziś oglądać na własne oczy w Museo del Lapidario w mieście Urbino koło San Marino we Włoszech.

Napis na marmurowej płycie nagrobnej dotyczy

naszego króla Awiłło Leszka IV,

który urodził się w 54 r. p.n.e.,

a zmarł około 34 r. n.e.

Bardzo długo zarządzał Lechią – prawie 60 lat: od 25 r. p.n.e. aż do około 34 r. n.e.).

Król Awiłło Leszek IV był synem króla Lechii Lecha III Ariowita (Ariowista) i królowej Julii Caesaris Maior, starszej siostry samego Juliusza Cezara, który ofiarował jej w małżeńskim posagu Bawarię wraz z Vindelicum zwanym Miastem Lecha (dziś Augsburg). Od swego męża Lecha III Ariowita Julia Caesaris Maior w prezencie ślubnym otrzymała zaś część Imperium Lechitów – Serbię.

Ślub króla Imperium Lechitów z siostrą samego cesarza Imperium Rzymskiego był bardzo inteligentną formą zawarcia traktatu pokojowego pomiędzy największymi mocami na ówczesnej planecie.

Fakt, że obecni zarządcy Polaków (rządowi, kościelni, „naukowi”) nie chcą przyjąć do wiadomości twardych faktów historycznych i wymienić celowo źle napisanych podręczników, świadczy jedynie o ich arogancji, pysze, tępocie i ciasnocie umysłowej. Lub świadomej agenturalności. Tak, tacy właśnie ludzie jeszcze nami rządzą. Ale już niedługo…

Wolni Lechici, pobudka!

TAW

Niniejszy wpis dedykuję zwycięskim uczestnikom Konkursu Historycznego dotyczącego Polski Starożytnej: Olimpii, która odpowiedziała prawidłowo już w 5 minut po publikacji zagadki (niesamowite) i Zibiemu, który odpowiedział chwilę później. Pozostali zwycięzcy to: Ania Kenig-Kacperska, Mira, Zen, Paweł, lucek.ch, aline5, darja34, lisiczka, Bartosz Krzywicki, UR, Rafebygg oraz Justyna Rydzowska.

Wszystkim Uczestnikom i Komentatorom Konkursu serdecznie dziekuję 🙂

Podziwiam Waszą wiedzę, Kochani.

TAW

Przełożeni oferowali mi korzyści materialne w zamian za milczenie i zatajenie prawdy o talmudycznych hierarchach oraz gejowskim lobby w Kościele katolickim w Polsce – Jacek Miedlar

Ks. Jacek Międlar na uroczystości ONR w Zakopanem, 21 lutego 2016 r. fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Nigdy nie przestraszę się gróźb i nie wyrzeknę się Jezusa w imię korzyści materialnych, które oferowali mi przełożeni. Między innymi proponowano mi darmowe studia w Nowym Jorku w zamian za milczenie i zatajenie prawdy – pisze Jacek Międlar w najnowszym wydaniu „Warszawskiej Gazety”.

Od kiedy po raz pierwszy pojawiłem się jako ksiądz obok zwykłych ludzi, narodowców, kibiców i środowisk prawicowych, zaczęto przypuszczać na mnie zmasowany atak. Przyznam, że nagonka mediów pokroju skundlonej „Gazety Wyborczej” latała i lata mi koło nosa. Byłoby mi wstyd, gdyby we wrogich Chrystusowi mediach zaczęto mnie chwalić. Znaczyłoby to, że wpisałem się – niczym starożytni faryzeusze – we wrogą Kościołowi retorykę. Media głównego nurtu chwalą nienawidzącego wszystkiego co narodowe abp. Stanisława Gądeckiego, świętującego rozłam Kościoła prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka, krytyka Prawa i Sprawiedliwosci bp. Andrzeja Czaję, biznesmena ks. Kazimierza Sowę i żądnego poklasku katocelebrytę o. Grzegorza Kramera SJ. O czym to świadczy?

Gejowskie lobby Kościoła katolickiego

oraz środowiska żydowskie w Polsce

(już niebawem będę ujawniał skandaliczne fakty),

„Gazety Wyborczej”,

paramasońskie aparaty (np. Rotary International),

wrogi Kościołowi i Ojczyźnie Komitet Obrony Demokracji

oraz inne organizacje wspierane przez Żyda Sorosa,

pokroju Fundacji Batorego i Otwartej Rzeczpospolitej,

na pierwszy rzut oka okazały sie sprytniejsze.

Prowadzą destrukcyjną działalność w parze ze zdemoralizowaną hierarchią,

na czele z abp. Staniaławem Gądeckim i prymasem Polski abp. Wojciechem Polakiem. Zmusiło mnie to do podjęcia radykalnego kroku.

Naciski na moich przełożonych i władze zgromadzenia okazały się tak mocne, że ostatecznie zabroniono mi właściwie wszystkiego, co kochałem. Nie mogłem prowadzić grup, katechizować, głosić kazań ani działać w środowiskach, z którymi jestem bardzo związany. Pozostała mi Eucharystia i spowiedź.

To mnie, młodego, pełnego życia i ideałów księdza,

pozbawiło możliwości służby,

sprowadziło mnie do statusu emeryta,

a jestem rok po święceniach.

Po rozmowach z przełożonymi przekonałem się, że nikt nie pozwoli mi w obecnych realiach na absolutnie żadną aktywność duszpasterską. Dziękuję Bogu, że nie mam w sobie nic z talmudycznej, żydowskiej, oprtunistycznej postawy, dlatego wystarczyło mi odwagi, aby proponowanemu status quo się przeciwstawić. Ponadto nigdy nie przestraszę się gróźb i nie wyrzeknę się Jezusa w imię

korzyści materialnych,

które oferowali mi przełożeni.

Między innymi proponowano mi darmowe studia w Nowym Jorku

w zamian za milczenie i zatajenie prawdy.

Polska nie potrzebuje kolejnego szeregowego księdza.

Polska potrzebuje kapłanów i wiernych, którzy będą głosić Ewangelię bez światłocieni i staną w obronie najsłabszych. Jesteśmy na wojnie dobra ze złem. Również ze złem, które zamieszkało w licznych pałacach biskupich.

Geje i talmudyczni hierarchowie

Przykre w tej całej nagonce były ataki części przełożonych, którzy pod wpływem paszkwili stopniowo próbowali zamykać mi usta, ostatecznie zakazując wypowiedzi publicznych nawet na zawsze. Poddanie się liberalnej dyrektywie byłoby sprzeniewierzeniem się wezwania Chrystusa do pomnażania i dzielenia się z innymi zdolnościami i charyzmą, którymi Bóg mnie obdarzył (por. Mt 25, 14-30).

Być może wielu wyda się to absurdalne, ale największy wpływ na decyzje podejmowane przez moich przełożonych wywierała nie tylko „Gazeta Wyborcza” i inne organizacje wymienione wcześniej, ale

talmudyczni rasiści żydowscy

oraz gejowscy lobbyści,

którzy niemal opanowali chociażby kurie wrocławską, tarnowską i sosnowiecką.

Miałem telefony sondujące mój stosunek do homoseksualistów. Dziś wiem, że wynikało to z tego, że

we władzach kurii wrocławskiej znajdują się geje.

Obiecuję, że będę wymiatał brudy z Kościoła.

(…)

Jacek Międlar

Całość tekstu w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 39/2016

 

We władzach kurii we Wrocławiu znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Będę wymiatał brudy z Kościoła – Jacek Międlar

wroclaw_kuriafot. lotronic.com.pl

Kiedy pracowałem w diecezji wrocławskiej w zeszłym roku, miałem telefony sondujące mój stosunek do homoseksualistów. Dziś wiem, że wynikało to z tego, że we władzach kurii wrocławskiej znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Moim zdaniem służyć to będzie oczyszczeniu Kościoła.

Moi przełożeni doprowadzili do sytuacji, w której nie mogę prowadzić działalności duszpasterskiej. W tej sytuacji jedynym wyjściem było odejście ze zgromadzenia. Nagonka środowisk gejowskich, liberalnych i żydowskich na mnie doprowadziła do tego, że nie było diecezji i zakonu, w którym mógłbym prowadzić pracę duszpasterską.

Kiedy pracowałem w diecezji wrocławskiej w zeszłym roku, miałem telefony sondujące mój stosunek do homoseksualistów. Dziś wiem, że wynikało to z tego, że we władzach kurii wrocławskiej znajdują się geje. W najbliższym czasie zamierzam ujawniać nazwiska osób, które ciężko grzeszą przeciw Kościołowi, także tych z hierarchii. Moim zdaniem służyć to będzie oczyszczeniu Kościoła.

Jesteśmy na wojnie dobra ze złem. Również ze złem, które zamieszkało w licznych pałacach biskupich.

Jacek Międlar