21 myśli w temacie “Per aspera ad astra

      1. Coś bardzo ciekawego dzieje się na przestrzeni.
        Od zawsze niby wiemy, aby łapać dzień, żyć chwilą, dostrzec ją.
        Przeżywać, nastawiać się na nią, tworzyć z niej nasze myśli.
        Od paru dni dociera to do nas – taki sposób postrzegania siebie i otoczenia – bardzo wyraźnie, namacalnie.

        Wczoraj mówiłam o dostrzeżeniu swoich zwykłych, codziennych zajęć jako sztuki, czegoś, co nas cieszy, motywuje, rozbudza wewnętrzny sens i potrzebę istnienia.

        Dziś słucham p. Eweliny. Mówi to samo.
        Monika Rajska dokładnie ,,potwierdza” moje spostrzeżenia.

        Ktoś mógłby rzec, że to swego rodzaju ucieczka od świata zewnętrznego.
        Bynajmniej.

        To świat zewnętrzny nas okradł; tak zaabsorbował nasze umysły, zajął dzień tysiącem powierzchownych bzdetów, byśmy odeszli od siebie, od ludzi, z którymi żyjemy na co dzień.
        Abyśmy nie widzieli tylu dziejących się bezpośrednio wokół nas rzeczy, nie zwracali na nie uwagi, nie podziwiali, nie doceniali.

        Abyśmy nie dostrzegli, że to MY – dosłownie KAŻDY – jesteśmy na pierwszym planie sceny, głównym odtwórcą życiowej roli, którą w taki sam unikalny sposób realizują inni.

        Jasne, że należy interesować się światem zewnętrznym łącznie z jego debilstwami, ponieważ -czy nam się to podoba, czy nie – w jakiś sposób mają na nas i na nasze życie wpływ.

        Lecz nie pozwólmy odebrać sobie scenariusza i fabuły naszej sztuki, w której jesteśmy autentyczni, jesteśmy sobą.
        Bo tylko tak odróżnimy grę, w jaką jesteśmy wciągani, od prawdziwych, rzeczywistych przejawów życia.
        A w nich tyle głębi i doznań czeka na odkrycie!

        Miłego!

    1. ,, Krysiu Droga Z dedykacją dla Ciebie”

      I o taką właśnie co poranną modlitwę sie rozchodzi!
      Dzięki droga Justynko!

      *****************************

      Każdego ranka, kiedy oczy dopiero na wpół otwarte, a smak pasty do zębów zapijany jest łykiem kawy, pojawia się wir. Wir Spraw.

      – ,,Dzień dobry! Jak się spało?…” – Wir nawet nie czeka na odpowiedź – nigdy nie czekał – w dupie to ma. – ,, No to co?! Przypominamy sobie, co wczoraj wymyśliliśmy, zaplanowaliśmy, wyreżyserowaliśmy na dziś…, więc jak?, bierzemy się?” – Wir gada szybko, wie, że to ważne, bo żebym się tylko nie odkleiła od taśmy samoprzylepnej i to tej mocnej, izolacyjnej. – ,, To masz zrobić, tamto dokończyć, na 11.45 tam pojechać i załatwić, a potem jeszcze do tych i u tych, tamtych u siebie, obgadać sprawę, przekonać, wysłać, zapisać, zanie….

      – ,, Możesz się zamknąć?!” – przerywam ten potok śmieci wlewanych do mojej głowy, w której jeszcze chwila, a ostatni scalak przyduszony do czaszki nie będzie w stanie nawet drgnąć.

      – ,, Słuchaaammmm?” – zdziwienie na twarzy Wiru nie ma sobie równych.

      – ,, Po prostu sie weź i zamknij.” – powtarzam już teraz spokojniej, ale nadal zdecydowanie i z pewnością siebie. Nie szukam z nim kontaktu wzrokowego, traktuję go jak intruza, który przeszkadza mi w wystukiwaniu literek na klawiaturze laptopa.

      – ,, Nooo…, ale…, yy…, przecież… to ty…” – pierwszy raz słyszę, jak Wir się jąka. – ,, To… ty wczoraj wszystko wymyśliłaś, zapla…”

      – ,, Gówno ja! To tylko ty chcesz, żebym tak myślała! Że te wszystkie sprawy to ja!, że to moja taśma izolacyjna, że to mój jedyny sposób na życie. Taśma izolacyjna – ha! świetne określenie – mam być odizolowana od świata, przyklejona do ciebie, do Wiru Spraw, po czym wessana niczym woda po otwarciu korka w wannie i płynąca bezwiednie w coraz większe i większe kanały ściekowe. Rozumiesz? – ściekowe!”

      – ,, ???…” – czoło Wiru Spraw zmarszczyło się w zdumieniu, przy czym wybałuszone oczy przypominały wielkością stare pięć złote – te z rybakiem.
      Wir nic nie mówił, tylko sie gapił coraz bardziej tępym wzrokiem.

      – ,, To ty się nazywasz Wir Spraw, nie ja.” – ciągnęłam dalej, wykorzystując chwilę, w której Wirowi najwyraźniej odjęło mowę. – ,,WiR – wessać i rozpieprzyć, wciągnąć i rozdrobnić. Na co rozdrobnić? Na milion kawałków, czyli twoich posranych spraw, w których każda następna udaje większego ważniaka od poprzedniej. Bylebym tylko kręciła się wokół twoich spraw, była nimi tak zajęta, by nie zauważyć, że jestem wciągana w dół, w kanał ściekowy, w którym otoczona zewsząd myślami-śmieciami obijam się bezwolnie o ściany dni, tygodni, miesięcy. Bez celu, bez dążeń, bez marzeń, bez rzeczywistych obrazów i własnych twórczych myśli …, hej! , a ty dokąd?, jeszcze nie skończyłam…

      Poszedł sobie…

      Przestrzeń, którą do tej pory zajmował, wypełnił jakiś dziwny, lekki spokój.
      Powoli, rytmicznie, bez najmniejszego pośpiechu wystukuję gwiazdki na klawiaturze…

      ******************************

      Miłego!

      1. Wir chce nas zagarnąć albo zagadnąć, bo nie może nas wciągnąć gdy nie zaabsorbuje naszej uwagi.
        Coś jak biegający królik, który zaraz zniknie w swojej norce, chyba że za nim pobiegniemy i wpadniemy z nim do nory.

        Przyglądam się swym odczuciom.
        Odkryłem takie które są jak wiry wodne i powstają na wskutek ruchu wody.
        Są i takie jak kręgi rozchodzące się po powierzchni po uprzednim wrzuceniu kamienia w wodę.
        Są i takie, które pojawiają się w formie zmarszczek, gdy nad powierzchnią wieje wiatr.

        Miewamy tysiące myśli dziennie. Jak ogarnąć, które pochodzą ze Źródła a które są nie nasze?

        Jestem jak jezioro ze spokojną wodą. Nie zauważam wrzucanego kamyka w toń jeziora ale mogę odczuć rozchodzące się fale po powierzchni.
        Mogę wychwycić wiry wewnątrz i czuć gdy wiatr taga powierzchnię.

        Czy ja jestem wirem, falą, kręgami na wodzie? Czy czystą wodą?
        Co tworzy ruch wody, falowanie i wirowanie, pienienie się i huragan?
        – myśli obdarzone uwagą

        Które myśli warto darzyć uwagą?
        Wolna wola
        Co się komu podoba. I to co się zauważa i na czym skupia (nie ważne czy mówi się, chcę tego czy nie chcę tego) to powołuje się do przejawiania we własnym świecie.

        No dobrze, a jak chciałbym rozróżnić, które myśli nie są tymi, które myślę wraz ze Źródłem i którymi mące wodę?
        Nie zawsze ale gdy się staję uważny, odczuwam wewnętrzny pokój jak głębię jeziora i coś jak niezbyt przyjemne mrowienie, podrażnienie na mostku klatki piersiowej, które jest jak odczuwanie fal powierzchniowych.
        Nie muszę zauważyć kamienia ale czuję tworzące przez niego fale i po tym dochodzę do kamienia. I tu mam wybór i kamieniowi już dziękuję. Albo go nie widzę a powierzchnią wody i tak się uspokaja.
        Czasem przy tym pojawia się pulsowanie w okolicy splotu słonecznego jako dobry znak potwierdzający zrównoważenie.
        O ile się nie mylę, są to miejsca dwóch wirów energetycznych, dwóch czakr.

        Kiedy wchodzę w tłum, zdaje mi się odczuć gęstą, bzyczącą atmosferę, oblepiającą mnie i to znika gdy się oddałam i wracam gdzie więcej przyrody.

        Wiecie co myślę? Że możemy czuć czyjeś uczucia pojedyncze i zbiorowe ale powierzchniowo. Gdy jest dostateczna świadomość i uważność, możemy pamiętać, że to nie nasze jest. W pewn sensie jest, bo skoro wszystko jest połączone i zachowuje jedność substancji, ale na nas osobiście nie musi wpływać tak że przejmuje to nad nami kontrolę.

        Inne jest odczucie kiedy coś co uznaliśmy za swoje, jakąś nieprawidłową myśli, program sabotujący jest z nami długo. To będzie wiercić gdzieś od środka. Może obecność czyjaś albo znalezieniem się w innej częstotliwości pobudzi to coś wewnątrz, co nie jest z tego domu, i zacznie się pienić, bulgotać jakieś bąbelki z dna albo utworzy wir.

        Nie bądźmy jak te kilka kropel spadających z kranu które porywa mocny wiatr.
        Jesteśmy jak ocean…

        Nie wiem co chciałem powiedzieć. Chyba to że nie jesteśmy zdani na łaskę emocji ludzi przebywających w pobliżu ani na łaskę innych zmiennych zewnętrznych energii, czy chociażby przelatujących przez umysł nie naszych myśli.
        Zawsze mamy wybór i nawet to czy chcemy odbierać więcej z zewnątrz czy wcale, to też wpływa na to że tak się właśnie dzieje.
        Serca same nie kamienieją i same się nie otwierają. Nieustannie dokonujemy wyborów i doświadczamy ich. A ten który wybiera, jest taki sam w każdej osobie.

        Kurde, gdybym wszedł w skórę jakiejkolwiek osoby, kogokolwiek, i doświadczył wszystkiego co ona, bez wyjątku, prawdopodobnie byłbym teraz w tej sytuacji co ona i robił dokładnie to samo. A ktoś inny pisał to co ja teraz.

        Czy gdybym cofnął się np o 20 lat, to podjąłbym inną decyzję w jakieś sytuacji? Ach no gdybym miał pamięć przeżycia tych 20 lat to pewnie tak, ale gdybym wszedł w tą samą świadomość co wtedy? Zrobiłbym tak samo.
        Więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zawsze robimy i wybieramy tak jak najlepiej umiemy na daną chwilę. I tak robimy wszyscy. Więc gdzie tu wina?
        Uniewinniam nas wszystkich 🙂

        Chcę powiedzieć że te myśli tak ładnie zapakowane w skrzynki i złożone jak skarby na dnie oceanu, tworzące wiry w nim i wywołujące sztormy, nie są nam potrzebne i nie są nasze.

        Dzień dobry ☀️

      1. „Religia powstała wtedy, gdy pierwszy oszust spotkał na swej drodze pierwszego głupca”.

        Też kiedyś słyszałem ten cytat, TAWie, na temat genezy religii.

        Mało tego. Człowiek nie potrzebuje nawet drogowskazu w postaci tzw. Dziesięciu Przykazań od niejakiego Jahwe. Jahwe, który „głosi”, aby nie zabijać, sam zabijał i napuszczał narody na siebie. Totalna schizofrenia z tymi „Dziesięcioma Przykazaniami”, zatem. Być może 🤔 po części ten świat tak wypaczenie wygląda, bo chrześcijanie i katolicy, nie widzą niczego złego w Starym Testamencie. W Starym Testamencie są napisane takie rzeczy, od których „włos się jeży na głowie”. Jak byłem kiedyś katolikiem (katowałem się dogmatami i religijnymi treściami), to rozmawiałem z księdzem na temat Starego Testamentu. Ksiądz jednak usprawiedliwiał poczynania Jahwe i było widać, że sam nie wiedział, jak to racjonalnie wytłumaczyć. Jak wytłumaczyć racjonalnie Jahwe i jego krwiożerczość.

      2. „Ciekawe kto był pierwszy… pacjent czy lekarz?”

        Nie było takiego podziału, rozdzielności.
        Pacjent i lekarz to była jedna i ta sama osoba.

        Lekarz w Człowieku wie o nim wszystko, bo NIM JEST.
        Czuje to samo, przeżywa to samo, pamięta to samo, zna wszystkie myśli jako efekt reakcji na dany impuls oraz każde nastawienie mentalne na przyszłą chwilę.

        Różnica miedzy Lekarzem Wewnętrznym, a samym Człowiekiem polega na tym, że ten pierwszy działa na dwóch polach; nieświadomym dla Człowieka (praca, współdziałanie i samo uleczanie narządów organizmu) i drugi obszar to perfekcyjna dbałość o funkcjonowanie zgodnie z zasadami i prawami Natury.

        Sam Człowiek (umysł) jako istota niedoskonała – dążenie do doskonałości determinuje rozwój – odbiega od zasad i praw Natury stylem życia i mentalnością (nie odkrywam tu ameryki), co prędzej czy później zamanifestuje się złym samopoczuciem jako sygnałem od Lekarza Wewnętrznego, a jeśli te sygnały są ignorowane, dochodzi do stanu zwanego chorobą.

        Gdyby Człowiek ze swoją ewolucyjną przypadłością odbiegania od praw Natury nie otrzymywał od Lekarza Wewnętrznego informacji w postaci nawet pierwszych symptomów złego samopoczucia, ludzkość dawno by wyginęła.

        Krótko mówiąc, istniejemy w Kosmosie jako przejaw Życia na takim etapie ewolucji, w którym sygnały złego samopoczucia są zbawienną informacją o dysfunkcji organizmu. Dysfunkcji wynikającej z „własnej winy” lub(i) destrukcyjnego wpływu warunków zewnętrznych.

        Czy Lekarz Wewnętrzny, nawet ten, wobec którego stosuję całkowite posłuszeństwo, jest w stanie uleczyć wszystko?
        No jasne, że nie, bo z chwilą, kiedy w drewnianym kościele spadnie mi cegłówka na łeb, to nazwę to warunkami zewnętrznymi, na które nie miałam wpływu.

        Ktoś spojrzy na to inaczej: „mogłaś przeczuć i nie iść na ten moment do kościoła”.
        Tak, tylko gdyby Ludzie potrafili wszystko przeczuć, Ziemia nie byłaby ich etapem życia.
        Tu się dopiero uczą większych, szerszych możliwości swojego umysłu.

        Każde, dosłownie każde Istnienie na tej Ziemi przemierza swoją unikatową drogę ewolucyjną.
        Najbardziej oporną i najwolniej uczącą się Istotą jest człowiek.
        Natura – w przeciwieństwie do człowieka – nie popełnia wciąż tych samych błędów.
        Człowiek tak. Dlaczego?
        Bo nauczył się przerzucać winę za popełniane błędy na wszystko i wszystkich, tylko nie na siebie.

        Podszyta egoizmem niewinność i bierność obwiniająca wszystko wokół tworzy ofiarę, a ta stwarza kata.
        Kto był pierwszy – ofiara czy kat?

        Miłego!

      3. Po co wasze swary głupie?

        „Moi drodzy, po co kłótnie,
        Po co wasze swary głupie,
        Wnet i tak zginiemy w zupie!” –

        Wierszyk Jana Brzechwy
        „Na straganie” i powtarzająca się jak refren konstatacja:
        „A to feler – westchnął seler”.

    1. ” … Nie bądźmy jak te kilka kropel spadających z kranu, które porywa mocny wiatr.
      Jesteśmy jak ocean…

      Nie wiem, co chciałem powiedzieć. …”

      To najpiękniejsza niewiedza Wszechświata, która stworzyła z siebie mistrzowską Mądrość nie mającą sobie równych!

      Cały twój komentarz, drogi Sławku, to dopiero nieprzeciętna akcja dla umysłu!
      Rzemieślniczy Warsztat ze stoma stołami, na których porozkładane zdania komentarza czekają, aby się nimi zająć; przetworzyć, obrobić, wpasować na swój użytek. Dać im życie w drugim człowieku!

      Nie często mi się zdarza, aby czytając komentarz tyle się wewnętrznie nagadać; prawie po każdym zdaniu mieć ochotę wtrącić siebie…
      Bo rozumiem, bo czuje podobnie albo jeszcze nie wiem, lecz poszukuję.
      I nawet nie to jest istotne.
      Rozchodzi się o impulsy, jeden za drugim!, poruszające umysł.

      Wszyscy słyszymy bicie dzwonu, lecz do każdego z osobna dociera inny dźwięk – ten współbrzmiący z unikalną wibracją umysłu?, duszy?, ciała?, a może synchronu tych trzech?

      Tak bym chciała już teraz, już dziś przytoczyć „naszą rozmowę” – twoje myśli z komentarza i moje spostrzeżenia.
      Ale tego teraz „chiba” nie uczynię. Wróciłam z gościny (swoją drogą świetnej) i jestem z lekka „przeładowana” wrażeniami.
      Niech i one mają swój czas na ułożenie się w mojej pamięci, ponieważ w pełni są tego warte.

      Wrócę do „naszej rozmowy”.

      Miłego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s